O hipokryzję należy w tym przypadku oskarżyć raczej zwolenników przymusu rodzenia.
Czy "pro lifersi" naprawdę uważają człowieka za płód? Gdzie w takim razie
pozostałe uregulowania prawne, gdzie petycje i monity o wprowadzenie ewidencji
płodów, chrztów płodów, wypłacania zasiłków pogrzebowych w przypadku śmierci
płodu? Czy ciężarna ma prawo do ulgi podatkowej na dziecko? Dlaczego ci, którzy
najgłośniej krzyczą o "człowieczeństwie" płodu, odnoszą się tylko do przymusu
urodzenia? Gdzie się podziała reszta ochrony płodu?
Idźmy dalej tropem człowieczeństwa płodu. Każdy chyba się zgodzi, że dziecka nie
wolno upijać, nie wolno podawać mu leków niezaleconych przez lekarza, nie wolno
głodzić, nie wolno podawać mu nikotyny. Czy należy oczekiwać, że zwolnennicy
człowieczeństwa płodu zaczną nawoływać do całodobowego monitorowania kobiet, czy
aby nie przebywają w zadymionym pomieszczeniu, nie łykają aspiryny? Albo czy nie
upijają się, nie używają narkotyków?
Czy amatorzy pro-life myślą o człowieczeństwie płodu na widok pijanej do
nieprzytomności kobiety w ciąży? Czy zgodnie ze swoimi poglądami wzywają wtedy
policję i powiadamiają opiekę społeczną o znęcaniu się nad dzieckiem?
Odnoszę wrażenie, że to mityczne 'człowieczeństwo' zygoty włącza się i wyłącza w
zależności od tematu dyskusji. Gdy chodzi o przymus rodzenia -- zygota jest
człowiekiem. Gdy chodzi o wszelkie pozostałe sprawy, w tym podatkowe, prawne,
spadkowe, finansowe -- jest tylko częścią kobiety...
--
Every procedure for getting a cat to take a pill works fine -- once. Like the
Borg, they learn... -- Terry Pratchett