"Dla człowieka wierzącego sprawa jest prosta: nie wolno zabijać
ludzi, zwłaszcza ludzi niewinnych, nawet jeśli są bardzo mali, albo –
na przykład - bardzo chorzy. Wynika to z piątego przykazania i
żadna dyskusja nie ma tu sensu. Jednak dla ludzi, którzy w Boga nie
wierzą, nie istnieje też autorytet Boskich przykazań. Dlatego tez
warto przypomnieć argumentację, która może być przekonująca również
wobec osób niewierzących. Na szczęście można uzasadnić potrzebę
zakazu tak zwanej aborcji, odwołując się do zwyczajnej logiki.
Zacznijmy od tego, z czym się wszyscy zgadzają – to znaczy, że od
momentu urodzenia mamy do czynienia z człowiekiem. Tego nikt nie
kwestionuje. No dobrze, ale jak jest na minutę przed urodzeniem?
Przecież dziecko na minutę przed urodzeniem niczym nie różni się od
dziecka już urodzonego – poza sposobem oddychania. Ale przecież
zdarza się, że i ludzie dorośli, np. podczas operacji, nie oddychają
samodzielnie, a przecież nikomu nie przychodzi do głowy kwestionować
z tego powodu ich człowieczeństwo. Stanowczo, sposób oddychania nie
ma tu nic do rzeczy, zatem musimy przyjąć, że na minutę przed
urodzeniem dziecko nie różni się od dziecka już urodzonego żadną
istotną z punktu widzenia człowieczeństwa cechą. No a na dwie
minuty? Na piętnaście minut? Na godzinę przed urodzeniem? Na
tydzień? Na miesiąc?
Cofając się w głąb ludzkiego życia płodowego stwierdzamy wprawdzie
coraz większe różnice, ale mają one charakter drugorzędny – bo w
każdym przypadku mamy do czynienia z istotą ludzką, a nie np.
tygrysem. Różnice fizyczne, owszem, występują, ale przecież różnice
fizyczne występują również między ludźmi już urodzonymi. Jedni są
mali, inni duzi, jedni są mężczyznami, inni – kobietami, jedni
nalezą do rasy białej, inni – do czarnej lub żółtej, a przecież nikt
nie będzie kwestionował przynależności człowieka do gatunku
ludzkiego z powodu jego rasy. Nie zawsze tak było; w epoce wielkich
odkryć geograficznych wielu Europejczyków nie chciało zaliczać
amerykańskich Indian do rodzaju ludzkiego i dopiero papież specjalną
bullą musiał skorygować te mniemania. Okazało się to, mówiąc
nawiasem, skuteczne w koloniach katolickich, gdzie dochodziło do
mieszanych małżeństw, podczas gdy w koloniach protestanckich, gdzie
autorytet papieża nie był uznawany, były to przypadki bardzo rzadkie
i z reguły potępiane. Teraz jednak potępiany jest rasizm, a więc
pogląd odmawiający niektórym ludziom pełni człowieczeństwa ze
względu na różnice fizyczne. Trzeba zatem wyraźnie powiedzieć, że
odmawianie cech ludzkich dzieciom w okresie życia płodowego opiera
się na takim samym sposobie myślenia, jakiego używają rasiści. A to
ci dopiero niespodzianka!
Niektórzy filozofowie utrzymują, że jeśli takie dziecko nie ma
jeszcze głowy, to nie jest człowiekiem, tylko „zespołem komórek”.
Ale – powiedzmy sobie szczerze – gdybyśmy poddali rzetelnej analizie
takiego filozofa, to też poza komórkami niczego byśmy w nim nie
znaleźli. Być może niektórych komórek byłoby więcej, ale cóż to za
różnica?
Krótko mówiąc – nie ma żadnych naukowych dowodów pozwalających
odmówić człowieczeństwa dziecku w okresie życia płodowego. W takim
razie powinny odnosić się do niego wszystkie gwarancje wynikające z
praw człowieka! Jeśli dotychczas prawo stoi na innym stanowisku, to
tylko ze względu na semantyczne sztuczki, np. takie, że dziecko w
okresie życia płodowego nazywane jest „płodem”, a nie po prostu –
dzieckiem. To jednak nie jest żaden argument, bo np. Niemcy swoje
ustawy norymberskie ufundowali na podobnej semantycznej sztuczce,
jakoby istnieli „podludzie”. Ale „podludzie” nie istnieją, podobnie
jak „płody”. Istnieją ludzie należący do różnych narodów, czy ras,
albo będący w różnych fazach życiowych.
Zwolennicy legalizacji tak zwanej „aborcji” w gruncie rzeczy zdają
sobie z tego sprawę, bo przyznają, że „aborcja” jest „złem”. Ale
właściwie dlaczego? Gdyby – jak twierdzą – dziecko w okresie życia
płodowego rzeczywiście było tylko „częścią ciała matki”, a nie
odrębna osobą, to dlaczego niby odcięcie tej części miałoby
być „złem”? Przecież nikt nie potępia człowieka za to, że dajmy na
to, obciął sobie włosy, albo paznokcie. Dlaczego zatem amputowanie
sobie jakiejś części własnego ciała miałoby być „złem”, a
amputowanie innej – już nie?
„Aborcja” jest złem dlatego, ze jest zabójstwem. Co to jest
zabójstwo? Jest to gwałtowne przerwanie czyichś procesów życiowych,
dokonane w sposób nieodwracalny. Wynika z tego, że do zabójstwa
potrzebne są dwa elementy: istota żyjąca i zewnętrzna ingerencja w
jej procesy życiowe, polegająca na ich nieodwracalnym przerwaniu. Z
tego, co wiemy na temat ludzkiego życia, procesy życiowe, a więc
podział komórek, rozpoczyna się bezpośrednio po poczęciu. Od momentu
poczęcia rozpoczyna się i trwa życie. Zatem każda zewnętrzna
ingerencja, skierowana na nieodwracalne przerwanie tego życia,
spełnia wszelkie znamiona zabójstwa.
Zabić człowieka można na bardzo wiele sposobów, ale prawo karne
żadnego z nich pozytywnie nie wyróżnia, przynajmniej na tyle, by nie
uważać go za zabójstwo. I trzeba sobie otwarcie powiedzieć – tak
zwana „aborcja” nie jest żadnym „zabiegiem”. Jest zabójstwem
człowieka – tyle, że bardzo małego. Ale czyż ludzi bardzo małych, a
wskutek tego absolutnie bezbronnych, nie powinno się specjalnie
chronić? Czyż nie na tym powinien polegać humanitaryzm i
cywilizacja?
Warto się nad tym zastanowić również wtedy, gdy słyszymy
pochwały „kompromisu”. Czy jednak idąc na ustępstwa z wysokich
standardów humanitaryzmu i cywilizacji, nie otwieramy drogi
okrucieństwu i barbarzyństwu? Jeśli tak, to nie jest to
żaden „kompromis”, tylko zdrada, która prędzej czy później będzie
musiała doprowadzić do kapitulacji przed okrucieństwem i
barbarzyństwem. Miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie. Szczęść
Boże!"
--
Logika wystarczy