"W przypadku premiera Jarosława Kaczyńskiego poprosiliśmy o wydatki z okresu od
21 sierpnia 2007 do 21 października 2007 roku. To ostatnie dwa miesiące przed
wyborami. Trwała kampania wyborcza. Premier Kaczyński jeździł po całym kraju.
Ale, jak deklarował, podróże związane z kampanią odbywał partyjną skodą, a nie
rządowym BMW.
W przypadku Donalda Tuska poprosiliśmy o wydatki w okresie od 10 listopada 2007
do 10 stycznia 2008 roku. To dwa miesiące od daty desygnowania na premiera."
Wiadomo, ze jak jest kampania to sie jezdzi po kraju a jak sie rzad formuje to
sie siedzi glownie na dupie w Wawie.
A na koncu autor artykulu sam sobie strzela gola do wlasnej bramki:
"Z tego wynika, że na potrzeby premiera Kaczyńskiego samochody BOR przejechały
133 880 kilometrów. Na potrzeby premiera Tuska przejechały 44 300 kilometrów.
Nie znaczy to, że tyle kilometrów przejechali ci politycy, bo trzeba je
podzielić na liczbę samochodów jeżdżących w kolumnie."
Czyli jesli za Donaldu jezdzi mniejsza ochrona o czym trabi sie nalewo i prawo -
to trzeba to dzielic na mniejsza liczne samochodow co oznacza, ze Donaldu wozi
sie bardziej po kraju niz Kaczor ....
--
Achmed :)
www.youtube.com/watch?v=9BV4OGqnuiQ