Służby prasowe min. Ćwiąkalskiego pozwoliły, aby szokujące informacje pohulały w mediach i wydały ostrożny komunikat, wskazujący, że coś jest na rzeczy i rzeczywiście Ziobro uszkodził swojego laptopa, który do niczego się już nie nadaje. Oliwy do ognia dodała rzecznik prokuratury okręgowej w warszawie mówiąc początkowo: prowadzimy postępowanie, otrzymaliśmy sprzęt komputerowy. Jaki? To pozostało bez komentarza przez kilka godzin. Wieczorem okazało się, że sprzęt w dyspozycji prokuratury, czyli ten ważny dla śledztwa, pozostał nienaruszony. Na domiar złego, urzędnik ministerstwa prezentując dziennikarce TVN zniszczony sprzęt byłego ministra doznał szoku, gdy Katarzyna Kolenda Zaleska włączyła – „nie nadającego się do niczego laptopa". Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że chodziło o pobudki inne niż troska o Państwo.
Rozumiem walkę polityczną i „normalny" w tym kraju zwyczaj dobijania ekipy, która straciła władzę. Niepokoi mnie jednak, że nowy rząd, który miał zerwać z „koszmarem rządów PiS" nie tylko robi to, co zarzuca poprzednikom, ale w dodatku działa tak nieudolnie. A minister Zbigniew Ćwiąkalski, będąc prawnikiem winien pilnować, aby podlegli mu ludzie dopełniali szczególnej staranności stawiając komuś zarzuty. Inaczej niczym nie będzie się różnił od tego, któremu zarzuca tak wiele nieprawidłowości. I nikt nie będzie wierzył w jego słowa o apolityczności i troskę o wymiar sprawiedliwości.
--
www.bloguez.com/POLSKA/