Maleszka to naprawde małe piwo w porównaniu z resztą "autorytetów", "ludzi
honoru", i całej reszty latającego cyrku Michnika.
Jest w wybiórczej wiele gnid,
żadnej nie jest znany wstyd."
www.rp.pl/artykul/153554.html
Jeden z funkcjonariuszy oburza się, że Maleszka za łatwo przyznał się do
swojej agenturalności. Można odnieść wrażenie, że sam Maleszka dzisiaj tego
żałuje. Wtedy zdawało się mu, że nie miał wyjścia. Dziś wie, że w jego obronie
stanęłyby „autorytety”.
Jeden z nich: redaktor „Tygodnika Powszechnego”, pierwszy niekomunistyczny
szef MSW, Krzysztof Kozłowski, oskarżył o „podły donos” członków Studenckiego
Komitetu Solidarności, którzy opublikowali list demaskujący Maleszkę. Również
dziś w swoim zachowaniu nie znajduje on niczego niestosownego. Kozłowski
musiał wiedzieć o agenturalności Maleszki. Na stwierdzenie autorek, że sam
Maleszka przyznał się do współpracy, były minister oświadcza, iż nie jest to
jeszcze dowód przed sądem.