Dwa zdjęcia tej samej dziewczynki i miłość.
Nastolatka wskoczyła do pieca krematoryjnego w obozie zagłady, symbolu nieludzkiego traktowania człowieka przez człowieka, i uśmiecha się. Głupkowatość tego gestu jest przerażająco jasna. Trzeba, jednak, zadać sobie pytanie. Czy idzie tu tylko o różnicę pokoleń. Ja sądzę, że nie. Gdyby w Polsce nadał istniał system komunistycznego przymusu politycznego, to, zapewne, dziewczynka by się nie uśmiechała. Piece by się jej skojarzyły z karą za samodzielne myślenia i z samym systemem przymusu. Przymus nie wymaga refleksji,nie wymaga szacunku dla drugiego człowieka. Przymus, przede wszystkim, nie wymaga miłości, przymus ją zabija. Przymus wymusza karność, przymus wymusza jednolitość myślenia, a bardzo straszny przymus wymusza piece krematoryjne, wymusza takie instytucje jak UB czy SB, czy PZPR. Ta głupiutka dziewczynka uśmiecha się bo się nie boi. W systemie wolności, jaki teraz mamy w Polsce, szacunek dla ofiar totalitaryzmu wymaga większej wolicjonalności, więcej samodzielnej refleksji, i więcej dobrych nauczycieli. Kiedy przeczytałem nagłówek do tego artykułu zrozumiałem, błędnie oczywiście, że mamy do czynienia z archiwalnym zdjęciem dziewczynki, która ma za chwilę zginąć, że mamy do czynienia ze zdjęciem zrobionym przez hitlerowskiego oprawcę dziewczynce, która wbrew potworności losu ziemskiego zachowała w sobie coś z Psalmów, coś z Nieba. Ale jednak gdyby ta nieistniejąca domyślna dziewczynka żyła dzisiaj, toby się najwyżej głupio uśmiechała bez potrzeby w piecu krematoryjnym, i nie zginęłaby w Majdanku, by zostać przechowaną w świętej pamięci, czczonej przez tych, którym, całkiem słusznie, nie w smak, głupia dziewczynka uśmiechająca się bez potrzeby w piecu krematoryjnym.