Czy Hitler miał jakieś wierzenia religijne?
Nie. Wierzył w Opatrzność. Jakąś bliżej nieokreśloną siłę, która kierowała
światem. Czuł się jej wybrańcem, szczególnie po zamachu z lipca 1944 roku, gdy
cudem ocalał. Nie wierzył natomiast w transcendencję, życie po śmierci i tego
typu rzeczy. Wychowano go w wierze katolickiej, ale do kościoła nie chodził. Nie
interesował się również germańskimi pogańskimi wierzeniami, które tak
fascynowały Himmlera i innych esesmanów.
Czyli był ateistą?
Pewnie można go tak określić. Dla niego nie Bóg tylko rasa była najważniejszym
punktem odniesienia. Pełniła ona dla niego taką rolę jak dla marksistów klasa
społeczna.
Polityczny darwinizm?
Tak, prymitywne wypaczenie nauk Darwina. Silny przetrwa, słaby musi zginąć.
Paradoksalnie, chociaż uważał Żydów za najniższą z ras, widział ich wielką
żywotną siłę. Dostrzegał to, że zachowali tożsamość narodową, choć przez tyle
lat żyli w diasporze.
Co sądził o chrześcijanach?
Nienawidził ich i uczucie to z biegiem lat się nasilało. Oczywiście jako
kanclerz specjalnie się z tym nie obnosił, ale w latach 40. odsłonił przyłbicę.
Pokazał się jako zażarty antyklerykał. Ostro atakował Kościół, choćby w Kraju
Warty, gdzie, jak uważał, był on bazą dla polskiego nacjonalizmu. Był bardzo
agresywny. Zapowiadał, że po wojnie wyrzuci z Niemiec wszystkie Kościoły.
Chrześcijaństwo łączył z judaizmem. Przebaczenie, odkupienie, miłość bliźniego –
to nie były pojęcia, które by mu się specjalnie podobały. Wolał się odwoływać do
starożytności. Marzył o rewolucji, która by wymazała całe dziedzictwo
chrześcijaństwa.