Re: Ateiści i agnostycy pozwali prezydenta Busha
wybacz ale jednak nie potrafie sie zbytnio skupic na jednej mysli :) Ale dalej
musze sie z toba niezgodzic. Nie wiem, skad wytrzasnales ta opinie, ze budowa i
biochemia mozgu na nas nie wplywaja, wybacz, ale to wprost herezja naukowa.
Moglbym ci pisac jak dziala mozg i tak dalej, ale prawdopodbnie lepiej bedzie
jak podam ci pare przykladow do przemyslenia. Skoro srodowisko/wychowanie nie
wplywa na czlowieka, to jak wytlumaczyc, ze czlowiek z rodziny patologicznej
bedzie wpisywal sie w pewien wzorczec. Czyzby dzieki magii jestesmy w stanie
stwierdzic jaki on bedzie w przyszlosci? No to idziemy dalej. Biochemia nie
wplywa na mozg? To niestety zabrales prace psychiatrom. Nie wiem co teraz
pocznie nauka i jak wyjasni zaleznosc miedzy np. testosteronem, a pociagiem
plciowym i gotowoscia do podjecia ryzyka. Budowa nie ma wplywu? Wybacz, ale nie
pamietam, jak sie taki zabieg nazywa, przerywania polaczen neuronowych w
ciezkich przypadkach chorob psychicznych. Jednak przeprowadzano je i osoby po
tych zabiegach, byly juz zupelnie inne. Absolutna zmiana charakteru. Podobnie ma
sie z urazami w glowe. Inny argument jeszcze przytocze - skoro jestesmy tacy
doskonali, to czemu zachowujemy sie jak zwierzeta. Badz co badz sie absolutnie w
swoich dzialaniach nie roznimy. Nauka mowi - jestesmy niewolnikami ewolucji i
cale nasze zycie jest nastawione na przetrwanie. Sorry, ale wiele dziedzin nauki
potwierdza moja teorie, ze niestety, ale wolnej woli to my nie mamy. To o czym
uslyszales to pewnie spor o to co nas bardziej predystynuje, uwarunkowania
genetyczne, czy srodowisko (uhh jakos tutaj tez nikt nie mowi o wolnej woli).
No, a ze nazisci glosili prymat tego pierwszego, to na dlugie lata
socjobiologia, w oficjalnej linii, byla nauka nieprawdziwa. Ale i tak naukowcy
wiedzieli lepiej i robili swoje :)
Wiesz, mialem kilku kumpli wierzacych. Obecnie tylko juz jeden z nich jest
teista, twierdzacym, ze wiara polega na tym, ze nie mozna jej potwierdzic i nie
musi byc sensowna. Tyle na temat moich argumentow.
> To nie sprzeczność tylko dowód na to, że nie pojmujesz nauki
> Kościoła:)
No niestety. Jakbym rozumial to bym dalej byl wierzacym. Nadal nie rozumiem jak
Bog moze byc srogi i nieskonczenie milosierny. Nadal bezsensowna wydaje mi sie
meczenska smierc Jezusa, albo koncpecja zycia jako swego rodzaju testera. Wiec
siedzialem tak w Kosciele/szkolnej lawce i myslalem o tym, czego slucham. Jako
wierzacy naciagalem dla samego siebie te wszystkie teorie, dopasowywalem, zeby
jakkolwiek to sie kupy trzymalo. W pewnym momencie powiedzialem po prostu
"dosyc, to jest bez sensu". Mowisz, ze nie zrozumialem nauki kosciola. No coz,
mnie sie wydaje, ze za duzo myslalem.
> Powoli jednak zaczynasz łapać o co chodzi. Możliwe, że za kilka
> pokoleń twoi potomkowie pojmą już sedno kwestii wiary.
Jesli mnie oswiecisz to bedzie wspaniale. Podejrzewam, ze chodzi ci o to, ze
wiara, polega na tym, ze nie wymaga potwierdzenia. Jest to zawsze ostatnia linia
oporu wierzacych. Jednakze chetnie z niej kontraatakuja udowadniajac "naukowo",
albo mieczem, ze jednak ich nauka jest sensowna. Jesli ktos z was, czytajacych
teistow, rowniez stwierdza, ze owszem, wiara nie wymaga potwierdzenia ni sensu,
to niech laskawie nie udowadnia prawdziwosci swojej religii.
PS. mam nadzieje, ze docenisz moj trud w stawianiu kropek pope :)