Donald Tusk przyjrzy się sprawie zatrzymania ministra sportu Mirosława Drzewieckiego przed ośmiu laty na Florydzie.
Najbardziej medialny minister rządu Tuska oficjalnie nie ma kłopotów z prawem, jednak wokół niego co jakiś czas wybuchają sensacje. Publicyści programu "Teraz my" nagłośnili sprawę zatrzymania przez policję Drzewieckiego pod zarzutem pobicia żony w czasie sylwestrowej imprezy w Miami na koniec 1999 r., ale premiera Tuska bardziej mogłaby zainteresować inna historia. W Sądzie Okręgowym w Łodzi toczy się właśnie proces gangów potocznie zwanych "Młodym Miastem" i "Glutami".
Najbardziej zaskakujące są zeznania złożone w czasie śledztwa przez Macieja W. pseudonim Waluś. Otóż "Waluś" zeznał, że sprzedawał narkotyki Drzewieckiemu, a raz - jak twierdzi - przyszło im nawet wspólnie raczyć się kokainą. Ten wątek zeznań gangstera już został wyłączony do osobnego postępowania, które prowadzi łódzki oddział Prokuratury Krajowej. Wiadomo też, że za rządów PiS specsłużby próbowały podjąć to śledztwo. Janusz Kaczmarek, były prokurator krajowy, przed sejmową komisją ds. służb specjalnych zeznał, że szukano haka na Drzewieckiego - właśnie w kontekście nielegalnych używek.
Drzewiecki przyznał w jednym z wywiadów, że kłopoty z narkotykami miewał jego brat Dariusz i być może stąd kierunek poszukiwań specsłużb. Zdecydowanie odciął się od znajomości z "Walusiem". Drzewiecki przykre doświadczenia z łódzkim półświatkiem miał już wcześniej. Jego żona Janina, zwana w Łodzi Niną, była właścicielką kawiarni Wiedeńska, która mieściła się przy ul. Piotrkowskiej vis-a-vis Grand Hotelu. Sęk w tym, że częściej niż prestiżowi goście przesiadywali tam gangsterzy, którzy w Wiedeńskiej uwili sobie gniazdko obserwacyjne. Mocno uwierało to Marka Czekalskiego, prezydenta Łodzi w latach 1994-1998 i szefa lokalnej struktury Unii Wolności, do której Drzewiecki wówczas należał. Ostatecznie Drzewiecki nie znalazł sposobu, by się gangsterów pozbyć. Wpłynął więc na żonę, żeby zamknęła Wiedeńską.
--
www.bloguez.com/POLSKA/