Minister sportu, jak mówią jego przyjaciele, od zawsze miał dryg do interesów. Po ukończeniu prawa na UŁ został dyrektorem handlowym w łowickiej Annmarii, należącej do Polaka osiadłego w RFN. Już w wolnej Polsce konfekcyjną spółkę przekształcono w Mode Star. Drzewiecki został jej współwłaścicielem. Inwestował też w inne firmy tej branży: Inter Mak, Moda Styl i Combi. Interesy szły tak dobrze, że w połowie lat 90. łodzianin trafił do setki najbogatszych Polaków tygodnika "Wprost" (w 1995 r. 85. miejsce, a dwa lata później - 77.).
Drzewiecki zadawał na łódzkich ulicach szyku jaguarem, a takich aut w mieście wówczas nie było wiele. Ale biznes przysporzył mu rychło wielu kłopotów. W 1998 r. w jednej z jego firm policja znalazła podrabiane znaki markowych firm, m.in. Nike i Adidas. Policyjne dochodzenie wykazało, że należały do jednej z pracownic, która dorabiała sobie do pensji produkcją podrabianych czapek i dresów (sąd skazał ją na 600 zł grzywny). Drzewiecki do dziś wścieka się, gdy media przypominają tę historię.
Innym razem do jednej ze spółek Drzewieckiego dziennikarze podesłali studentkę z Ukrainy. Wiceprezes firmy złożył dziewczynie ofertę pracy na czarno. Drzewiecki wytłumaczył swego wiceprezesa tym, że zapewne chodziło o zatrudnienie kobiety u któregoś z podwykonawców, a za nich przecież odpowiadać nie może. Przed dwoma laty łódzkiego posła przyciskała Najwyższa Izba Kontroli, która w jego oświadczeniach majątkowych dopatrzyła się dziwnych rozbieżności. Według poselskiego oświadczenia majątkowego za 2000 r. jego dochód jako prezesa Inter Mak wyniósł 11 tys. zł, a według zeznania PIT - ponad 43 tys. zł. Z kolei w 2002 r. poseł Drzewiecki oświadczył, że jego dochód wyniósł 476 tys. zł, podczas gdy w PIT wpisał 554 tys. zł.
--
www.bloguez.com/POLSKA/