Praca w Providencie zajęciem wysokiego ryzyka
Zdarzył mi się raz "romans" z Providentem. I powiem szczerze, zawsze
spotykałam się z przedstawicielką poza domem, po pierwsze, nie
lubię, jak obcy ludzie rozglądają mi się po mieszkaniu, po drugie,
jej chyba też odpowiadało to rozwiązanie - podjeżdżała samochodem
pod dom, dzwoniła, że jest, albo dawała sygnał, a ja uprzejmie
przydreptywałam z pieniędzmi. Ktoś powie, że i praca, i zadłużanie
się w Providencie to szczyt głupoty, no ale zdarzają się różne
życiowe zakręty, nikt nikogo do niczego nie zmusza. Jednakże z
opowieści mojej opiekunki wyniosłam, że "pokochali" ją raczej
emeryci i renciści, żadne tam żule, ani pracujący. Z tego, co wiem,
ci przedstawiciele informują wcześniej swoich przełożonych lub
rodziny (mają to na szkoleniach), gdzie danego dnia się wybierają po
pieniądze lub z pieniędzmi, nawet z dokładnością co do godziny.
Szczytem głupoty (pomijając moralność) jest zabijanie takiej osoby,
podczas gdy jej otoczenie wie, dokąd wybrała się służbowo. Trzeba
być skończonym kretynem, żeby liczyć na nie wydanie się sprawy. No,
ale niektórym głupota wypaliła mózgi.