Dobre pytanie. Wygląda na to, że target tych reklam to twardy elektorat PiS.
Wyborcy innych partii niż PO i PiS tych reklam nie kupią. Po ich obejrzeniu
mogliby się do PO zniechęcić, ale do PiS tym bardziej. Reklamy przecież nie
mówią nic o programie wyborczym PiS, nie wspominając już o tym, że kampania
negatywna czegokolwiek jest z reguły mało skuteczna. Teoretycznie więc reklamy
wyborcze PiS, tak jak sugeruje artykuł, rzeczywiście mogłyby być skierowane do
elektoratu głównego konkurenta, czyli PO. Elektorat PO niestety w dużej mierze
głosował na PO dlatego, że ludzie mieli dość jątrzenia, radykalizacji rządów i
niekończących się kłótni poprzedniej ekipy rządzącej i uznali politykę
gospodarczą PiSu za niewystarczającą. PO zaś uznali za najmniejsze zło (nie
licząc niewielkiego twardego elektoratu PO oczywiście). A że dotychczasowi
wyborcy PO te reklamy odbiorą jako jątrzenie, więc tym bardziej na PiS nie
zagłosują. Bo ileż wyborców PO mogło dosłownie zinterpretować obietnicę cudów i
drugiej Irlandii? Są ludzie naiwni, ale to margines społeczeństwa. :-) Powiedzmy
sobie szczerze. Gdyby nie niechęć do PiSu, PO nigdy nie miałaby tak dużego
poparcia, ani w poprzednich wyborach ani tym bardziej teraz jako partia rządząca
w dobie kryzysu! Pozostaje jeszcze niezdecydowany elektorat. Ci jednak przy
spodziewanej frekwencji rzędu kilkunastu procent! nie pójdą na wybory. Ci
nieliczni, którzy pójdą, a jeszcze nie wiedzą na kogo zagłosować, z tych reklam
dowiedzą się tylko tyle, że PO jest rzekomo złe. Nie dowiedzą się niczego o
programie PiS poza tym, że PiS będzie się dalej sprzeciwiał PO. To jest ich
główna strategia na rządzenie Polską i - jako że wybory są do Parlamentu
Europejskiego, co o dziwo z tych reklam nie wynika - także główna strategia na
współrządzenie Europą. A może rzeczywiście spin-doktorzy PiSu mają wszystkich
wyborców w Polsce za debili? To by wiele wyjaśniało. :-)