W chwili katastrofy znajdowałem się z 5-letnim dzieckiem w okolicy
środka strefy dla widzów. Su-27 wykonywał akrobacje nad płytą
lotniska z potężnym basowym dudnieniem. Dziecko zgubiło zatyczki do
uszu i spanikowane tuliło się do mnie a ja próbowałem zasłonić mu
uszy dłońmi. Z samego pokazu prawie nic nie widziałem. W pewnej
chwili zapadła niemal całkowita cisza. Zdjąłem ręce z uszu dziecka i
spojrzałem w górę. Zobaczyłem Su-27 oddalający się lekko w górę w
stronę lasu. Pomyślałem, że za chwile uderzy w nas ściana dźwięku z
silników i pochyliłem się, żeby zasłonić uszy dziecku. Uderzenie
hałasu jednak nie nastąpiło a ja podniosłem wzrok i zobaczyłem
myśliwiec opadający ku ziemi najpierw przodem a potem bokiem do
nas, w ciszy, z lekko zadartym nosem. Maszyna znikła za lasem a za
kilka sekund zobaczyliśmy chmurę czarnego dymu unosząca się zza
drzew w odległości ok. 200 m od miejsca, w które powinna uderzyć
sadząc po kącie jej opadania. Tyle.
Moje obserwacje i wnioski:
1) silniki samolotu przestały normalnie pracować przy
wychodzeniu maszyny z ostatniej zaplanowanej figury,
2) pilot próbował lekko poderwać maszynę i odejść w stronę lasu
być może po to żeby uruchomić silniki lub się katapultować,
3) ostatnie 2-3 km maszyna przeleciała korzystając z pędu
nabytego podczas ostatniego nurkowania,
4) nad lasem pilot wykonał zwrot w stronę lotniska i widowni a
potem nagle wykonał zwrot w kierunku równoległym do lotniska i
bezwładnie rąbnął w las,
5) być może opadając na las pilot manewrował maszyną lub zdołał
uruchomić silniki bo dym pojawił się dość daleko poza miejscem, w
które powinna uderzyć maszyna.
--
www.janostrzyca.bloog.pl