Dodaj do ulubionych

Zadławił się mięsem w szpitalu. Może nie wyjść ...

11.09.09, 10:36
Tak wygląda przestrzeganie diety w większości szpitali. Chorzy na różne skrajne przypadki mają tę samą dietę. Różne dania są tylko w papierach. Chory na trzustkę i chory na "oko" dostają tą samą, lekkostrawną golonkę.
--
tuskowi dziękujemy za skutki kryzysu, bezrobocie, drogie paliwo, tanie państwo(dla niektórych) i inne uciążliwości życia codziennego
Edytor zaawansowany
  • laksmana 11.09.09, 10:54
    ...co ma dieta wspólnego z zadławieniem się?
  • ladne_sny 11.09.09, 10:55
    o, ze ososbie otumanionej morfina, chorej na epilepsje lepiej podawac
    rozdrobniony pokarm.
  • ladne_sny 11.09.09, 10:56
    to, ze osobie ( sory literowka )
  • laksmana 11.09.09, 11:00
    Pierwsze słyszę, żeby osoby chore na epilepsję jadły wyłącznie kleiki. Facet się
    zadławił, to się zdarza równie często zdrowym, co chorym.

    ladne_sny napisała:

    > to, ze osobie ( sory literowka )
  • tomalamas 11.09.09, 11:10
    A co by było gdyby dostał pokarm płynny i się podtopił. Że mogli mu podać danie w kawałkach?

    I co oznacza "brak opieki"? Każdego ma karmić pielęgniarka rozgryzając kęsy?
  • il_pino 11.09.09, 11:22
    napisac że gdzies tam winny jest lekarz - bo lekarz powinien zagladać kazdemu do
    jedzenia, pilnować zeby nie chory potknął sie o basen bo moze upasc doznac urazu
    i zapasc w spiaczke, itd
  • martischa 11.09.09, 11:22
    tomalamas napisał:

    > A co by było gdyby dostał pokarm płynny i się podtopił. Że mogli mu podać danie
    > w kawałkach?
    >
    > I co oznacza "brak opieki"? Każdego ma karmić pielęgniarka rozgryzając kęsy?

    Racja!!! To po prostu przypadek, zdarzyło się trudno i nie ma co tu szukać
    winnego, oby tylko wszystko skończyło się dobrze.

    --
    Za dużo mówimy o zmianie świata, a za mało świat zmieniamy. Za dużo mówimy o
    miłości, a za mało kochamy.
  • elle444 11.09.09, 11:28
    Kiedy leżałam po operacji wyroska, kobieta na łóżku obok omal nie
    zadławiła sie swoimi wymiocinami. Lezała na plecach po operacji
    woreczka żółciowego i zaczęła wymiotować (co jest typowe po
    narkozie) i nie mogła się sama przekręcic na bok, bo miala sztywny
    kręgosłup po zapaleniu, które przeszła w młodosci. Wezwałam
    pielęgniarkę, ale ponieważ się nie spieszyła (co jest razcej
    typowe), sama zeskoczyłam z łóżka choc zakazano mi gwałtownych ruchów
    (byłam parę godzin po operacji)i pomogłam jej sie przekręcić. Po ok
    pół godzinie w końcu przywlokła sie i pielęgniarka, która na moją
    sugestię niechętnie podała pacjence środek przeciwwymiotny (luksus
    zazwyczaj dostepny jedynie po zaskarbieniu sobie przychylności
    pielęgniarki poprzez prezent). Zresztą odpokutowałam to pózniej bo
    dostałam środek pzreciwbólowy w kroplówce zamiast w zastrzyku i
    poparzył mi żyłę.
  • alik-w-plomieniach 11.09.09, 11:39
    Z podobnego powodu zmarł mój dziadek. Jakoś anestezjolog nie zauważył w trakcie
    prostej operacji, że dziadek zachłysnął się własnymi wymiocinami.

    --
    Alik, rzadki kot absurdystański
    A tak totalnie od czapy, czy tobie też się wydaje, że Żuraw popełniający seppuku
    w zimie wygląda bardzo estetycznie? ;>
    Białe, białe, białe... CHLAST! czerwone. :D
  • laksmana 11.09.09, 12:11
    Bardzo mi przykro z powodu dziadka. W każdej sytuacji powinno być tak, że
    pacjent podłączony jest do monitoringu, który alarmuje zatrzymanie oddechu lub
    serca. Uszkodzenie mózgu następuje dopiero po paru minutach niedotlenienia, więc
    szybka akcja reanimacyjna w szpitalu powinna uniknąć większości takich
    przypadków. Dlaczego tak nie jest?

    alik-w-plomieniach napisał:

    > Z podobnego powodu zmarł mój dziadek. Jakoś anestezjolog nie zauważył w trakcie
    > prostej operacji, że dziadek zachłysnął się własnymi wymiocinami.
    >
  • conveyor 11.09.09, 12:15
    Uwazasz, ze wszyscy pacjenci szpitala powinni byc podlaczeni do monitoringu? Przeciez to absurd.

    --
    <<Tam pro papa quam pro rege bibunt omnes sine lege.>>
  • absurdello 11.09.09, 13:51
    przy dzisiejszym stanie techniki, można prosto monitorować:
    temperaturę, oddech, częstość pracy serca (fotoelektrycznie, lub
    przez wykrywanie prądów fizjologicznych), wykrywać drgawki
    (akcelerometry), upadki, nawet położenie pacjenta w szpitalu, by go
    nie trzeba było szukać (bo przecież czas się liczy) - czujniki są
    obecnie tanie jak barszcz - co za problem zaprząc komputer do
    ciągłego nadzoru wszystkich podległych pacjentów i polecić mu
    sygnalizować gwałtowne zmiany parametrów lub tendencje odchylania
    się od średniej. Wtedy wkracza człowiek (pielęgniarka, lekarz) i
    odpowiednio reaguje.
  • conveyor 11.09.09, 13:56
    W takim razie proponuje wszystkich ludzi a nie tylko w szpitalu. Co za problem?

    --
    <<Tam pro papa quam pro rege bibunt omnes sine lege.>>
  • absurdello 11.09.09, 14:18
    najlepiej jakby pacjenci leczyli się sami względnie przy pomocy
    najbliższej rodziny i nie przeszkadzali lekarzom w spokojnym
    egzystowaniu pomiędzy wypłatami ...

    Nie dziwię się, że mamy taki poziom opieki (i proszę nie pisać, że w
    innych krajach mają gorzej, bo to nie jest punkt odniesienia) jak
    się ma takie podejście (obojętne, bezduszne ?) do tematu
  • conveyor 11.09.09, 14:34
    Niektorych rozwiazan, mimo iz sa realne, nie wprowadza sie ze wzgledu na ich koszt czy niepraktycznosc. Co to ma wspolnego z bezdusznoscia, czy obojetnoscia? Nikt nigdzie na swiecie nie wprowadzil takiego totalnego monitoringu, to o czyms swiadczy.

    --
    <<Tam pro papa quam pro rege bibunt omnes sine lege.>>
  • absurdello 11.09.09, 15:05
    > Nikt nigdzie na swiecie nie wprowadzil takiego totalnego
    monitoringu, to o czymś swiadczy.

    Jest to równie uzasadnione wnioskowanie jak to:

    Miliony much nie mogą się mylić, w g...nie coś musi być (przepraszam
    za dosadność).

    Dla mnie to jest obojętność, bo widziałem z bliska "opiekę"
    szpitalną czy nawet tę płatną w domu opieki poszpitalnej nad moimi
    bliskimi i jestem PEWNY, ŻE BEZDUSZNY KOMPUTER BĘDZIE MIAŁ
    WIĘCEJ "SERCA" I CHĘCI DO PRACY niż ci co się podjęli opieki (także
    odpłatnej) nad moimi Bliskimi. Jestem także inżynierem elektronikiem
    i wiem jakie są możliwości współczesnej elektroniki, wiem też, że
    większa część ceny sprzętu to są sumy wzięte z sufitu albo związane
    są z pazernością producenta, który wyczuł, że może się łatwo obłowić
    pod płaszczykiem pomocy chorym czy niepełnosprawnym. Ceny części,
    konstrukcji czy nawet produkcji to są drobne ułamki ceny końcowej
    (zresztą dotyczy to wszystkich urządzeń elektronicznych nie tylko
    związanych z medycyną).

    (Oczywiście jeżeli nie zawiesi się, bo ktoś dla "oszczędności" oprze
    system nadzoru o Windowsy)
  • kzet69 11.10.09, 23:43
    kardiomonitor kosztuje w najprostszej wersji jakieś 20 000 PLN a z
    modułami do takiej ilości funkcji jaką sobie zażyczyłeś z 50-60 000
    PLN pasjonacie elektroniki a poza tym zadławienia statystycznie
    zdarzają się częściej w domu na przykład u cioci na imieninach niż w
    szpitalach więc zmonitorujmu całe społeczeństwo. niech rządzi
    komputer.
  • sro_ka 11.09.09, 14:57
    Mylisz się. Pielęgniarki się śpieszą. Problem w tym, że na oddziałach powinno być ich dwa razy więcej. Także te co są, mają kupę roboty i nie zawsze mogą przyjść od razu.
  • absurdello 11.09.09, 15:17
    ... żeby szybciej koleżance powiedzieć to co ma do powiedzenia niż
    ta druga zdoła to zrobić :(((

    Moja Babcia leżała po udarze z sondą do karmienia i wysychały jej
    usta, bo przez nie oddychała, żadna pinda nie podeszła by jej usta
    pociągnąć gliceryną a leżała w pokoju intensywnego nadzoru
    oddzielonym od pielęgniarek przezroczystą szybą. Moja Mama za każdym
    razem musiała prosić o tę glicerynę a jak przychodziliśmy dwa dni
    później to gliceryny nie było a załatwianie zaczynało się od
    początku. Pampersy też ginęły choć Babcia nie leżała na łóżku blisko
    drzwi a cała ściana to było szkło od pokoju pielęgniarek. O śmierci
    Babci też się dowiedzieliśmy po fakcie, BO LEKARZ JAKOBY NIE MÓGŁ
    SIĘ DO NAS DODZWONIĆ CHOĆ TO BYŁA SOBOTA I TRZY OSOBY NIE MOGŁY NIE
    USŁYSZEĆ TELEFONU !!!
  • kzet69 11.10.09, 23:45
    gliceryna w aptece kosztuje 5 złotych, mogliście zainwestowac w
    Babcię
  • miken1200 11.09.09, 11:29
    Obiad dostał 2 dni po operacji i nigdzie nie jest napisane, że wtedy jeszcze był
    otumaniony morfiną. Skąd wiesz, że tyle dni dostawał morfinę?
  • absurdello 11.09.09, 12:02
    "Po zabiegu mężczyźnie podawano morfinę, bo strasznie
    cierpiał. - Był nią otumaniony. Rozmawiał z nami i wpół słowa
    przysypiał - mówi Adam Skiba, ojciec Roberta , "Expressowi
    Ilustrowanemu"

    Podawano - to forma ciągła dotycząca czynności powtarzanych i różni
    się od PODANO - czynności jednokrotnej

    Morfina (Morphinum) – najważniejszy z alkaloidów wchodzących w skład
    opium. Została wyodrębniona w roku 1804. W stanie czystym jest białą
    substancją stałą, o gorzkim smaku, słabo rozpuszczalną w wodzie.

    Ma działanie narkotyczne (odurzające), przeciwbólowe, [u]
    przeciwkaszlowe
    , [/u]przeciwbiegunkowe, działa depresyjnie na
    ośrodkowy układ nerwowy (zalicza się do depresantów).

    Działanie przeciwkaszlowe oznacza, że blokowana jest reakcja na
    podrażnienia w obszarze gardła, czyli jak coś mu wpadło do tchawicy
    to organizm nie zareagował próbą usunięcia tego i człowiek się
    przydusił.


    Interakcje
    Wykazuje synergizm z innymi środkami tłumiącymi OUN (anestetyki
    wziewne i dożylne, opioidowe leki przeciwbólowe, leki uspokajające,
    nasenne, trójpierścieniowe leki przeciwdepresyjne, alkohol itd.),
    przez co ich łączne stosowanie może doprowadzić do spadku
    ciśnienia tętniczego, nadmiernego uspokojenia, śpiączki i bezdechu
    . b-adrenolityki i leki przeciwhistaminowe nasilają działanie
    depresyjne morfiny na OUN.

    On ją dostał po operacji gdy jeszcze w organiźmie były środki użyte
    do uśpienia go, przecież nie operowali mu kości udowej na żywca.

    Poza tym operację zrobiono 10 dni po złamaniu (CIEKAWE DLACZEGO) a
    przez ten czas na pewno szpikowano go środkami przeciwbólowymi !!!
  • conveyor 11.09.09, 12:10
    Bardzo prosze zebys nie pisal o czyms, o czym nie masz zielonego pojecia.

    --
    <<Tam pro papa quam pro rege bibunt omnes sine lege.>>
  • absurdello 11.09.09, 12:50
    pacjent zasilił i tak wielki świat roślin :(((


    No chyba, że morfina (w jakiejkolwiek formie) nie ma takiego działa
    nia jak opisano ...

    A im dłużej się z lekarzami i służbą zdrowia stykam, tym gorsze mam
    o nich zdanie (a niestety przez przewlekłe choroby członków Rodziny
    miałem okazję popatrzyć na kilka szpitali stołecznych: na
    bezmyślność, brak zainteresowania pacjentem, bezduszność,
    nieodpowiedzialność i młody narybek lekarski, przez który mój
    nieżyjący Ojciec był źle leczony po zawale co stwierdziła kardiolog
    po kolejnym (za pierwszym razem był pod opieką starzystów, dopiero
    przy kolejnym zawale prowadziła go lekarz ze specjalnością
    kardiologiczną), po którym (zawale, nie opiece) miał serce już tylko
    do przeszczepu )... nawet PESEL-u przepisać bez błędu nie porafią,
    nie mówiąc już o na tyle wyraźnym pisaniu recept, bym nie musiał
    tłumaczyć pani magister w aptece, co lekarz miał na myśli kreśląc te
    esyfloresy, dlaczego nie wpisał dawkowania albo błędne, dlaczego
    niepoprawnie zaznaczył rubrykę choroby przewlekłe
  • conveyor 11.09.09, 12:59
    Piszesz bzdury, nie zgrywaj eksperta od morfiny, co innego przeczytac z Wikipedii, a co innego stosowac na codzien.

    --
    <<Tam pro papa quam pro rege bibunt omnes sine lege.>>
  • absurdello 11.09.09, 13:55
    rza i jesteś TAK PEWNY SIEBIE I SWOJEJ WIEDZY (szczególnie w tak
    pełnej wyjątków dziedzinie jaką jest reakcja osobnicza na leki lub
    ich mieszanki) TO CZYM PRĘDZEJ ZMIEŃ ZAWÓD NIM KOMU KRZYWDĘ ZROBISZ.

    Jak poszukasz na Onecie to znajdziesz pod tym tematem wpis pacjenta,
    który miał trudności z przełykaniem po podaniu znieczulenia
    morfinowego - jemu pewnie też się wydawało !
  • conveyor 11.09.09, 14:58
    Skoro juz udzielamy sobie rad, to radzilbym Ci sie tak nie napinac. Bo Ci zylka peknie.

    --
    <<Tam pro papa quam pro rege bibunt omnes sine lege.>>
  • absurdello 11.09.09, 15:20
    Z resztą jak ma pęknąć, to tak się ustawię, by zawartość się wylała
    na takich jak ty, tyle będzie mojego (ustawię się wcześniej na
    wszelki wypadek) ...
  • kzet69 11.10.09, 23:47
    absurdello nie dośc że opowiadasz naukowe dyrdymały (poczytaj sobie
    o dawkach morfiny stosowanych w analgezji a tych które znoszą odruch
    kaszlowy) to jeszcze jesteś niegrzeczny a fe
  • lajkomik 11.09.09, 10:59
    .. to by się nie zadławił. Nie jadł by łapczywie. Kij ma zawsze dwa końce.
  • martischa 11.09.09, 11:21
    lajkomik napisał:

    > .. to by się nie zadławił. Nie jadł by łapczywie. Kij ma zawsze dwa końce.


    :):):):)

    --
    Za dużo mówimy o zmianie świata, a za mało świat zmieniamy. Za dużo mówimy o
    miłości, a za mało kochamy.
  • absurdello 11.09.09, 12:04
    chu, to mógł być ktoś z waszej rodziny, pomyślcie !
  • martischa 16.09.09, 01:50
    absurdello napisał:

    > chu, to mógł być ktoś z waszej rodziny, pomyślcie !


    Przyznaję ci raję i sama się do błędu, przepraszam

    --
    Za dużo mówimy o zmianie świata, a za mało świat zmieniamy. Za dużo mówimy o
    miłości, a za mało kochamy.
  • kroliklesny 11.09.09, 11:28
    Potwierdza sie, ze wegetarianizm zdrowszy!
  • grogreg 11.09.09, 11:55
    Rozumiem, że marchewką nie sposób się udławić?
    Gdyby Bóg chciał byśmy wegetarianami byli to nie dał by na kłów.
    --
    Somebody Stop Me!!!!
  • alojzybombel666 11.09.09, 12:19
    stanela ci kiedys marchewka w poprzek gardla?
  • grogreg 11.09.09, 11:58
    Ciekawe dlaczego osoba ze złamaną kością miałaby mięsa nie dostać. Jakież to
    wskazania medyczne miałyby to zdeterminować?

    Wypadek, ot co. Równie dobrze mógł się wydarzyć w restauracji, na lotnisku czy w
    domu.

    --
    Somebody Stop Me!!!!
  • absurdello 11.09.09, 12:08
    cze morfinę to powinien być karmiony sondą, wystarczy przeczytać
    jakie działanie ma morfina (blokuje odruch kaszlowy) i jakie
    interakcje może dać ze środkami używanymi do znieczulania w czasie
    operacji (a poza tym, on jeszcze dostawał inne środki przeciwbólowe,
    bo operacja była 10 dni (CIEKAWE DLACZEGO) po złamaniu a chyba go
    nie torturowali bólem złamanej (prawdopodobnie w sposób
    skomplikowany jeżeli była konieczna operacja) nogi ?
  • grogreg 11.09.09, 12:41
    Wystarczy przeczytać, że morfina przestaje działać po 12 godzinach max. Z tekstu
    wynika, że pacjentowi po operacji podano morfinę, a nie podawano. Czyli raz.
    Obiad był dwa dni po zabiegu. Jeśli artykuł jest rzetelny wątek morfiny można
    sobie odpuścić.

    >> bo operacja była 10 dni (CIEKAWE DLACZEGO)

    Spisek?
    --
    Somebody Stop Me!!!!
  • tom.gorecki 11.09.09, 12:50
    "Po zabiegu mężczyźnie podawano morfinę, bo strasznie cierpiał. - Był nią otumaniony. Rozmawiał z nami i wpół słowa przysypiał"

    PODAWANO - dla słabszego kolegi z forum....
  • zbrojarz.betoniarz 11.09.09, 12:04
    "normalni", cukrzyk i "wątrobowiec". Dostawali różne potrawy.

    cudaktusk napisała:

    > Tak wygląda przestrzeganie diety w większości szpitali. Chorzy na różne skrajne
    > przypadki mają tę samą dietę. Różne dania są tylko w papierach. Chory na trzus
    > tkę i chory na "oko" dostają tą samą, lekkostrawną golonkę.
  • bmc3i 11.09.09, 12:10
  • sakyrk 11.09.09, 12:15
    biorac pod uwage ze stawka zywieniowa w szpitalu to ponizej 5 zl na dzien na
    pacjenta to az dziw ze mieso dostal
    zwykly wypadek a rodzinka jak widze juz szykuje sie do pozwu zeby cos wydebic
    a jak czytam ze maja zal do lekarzy... no tak pan doktor mial osobiscie pilnowac
    zeby pacjent pogryzl dokladnie kazdy kęs, bo przeciez od tego są lekarze
  • kzet69 11.10.09, 23:49
    a ja tak sobie myślę że skoro był "cierpiący" i "otumaniony" to
    powinien się nim ktoś z tej rozpaczającej rodziny opiekowac, i
    proszę mi nie pisac że to obowiązek pielęgniarek bo pielegniarki są
    1-2 na 40 pacjentów.
  • a.bc 11.09.09, 12:24
    No niestety tak to wyglada, jest tyle pielegniarek ile jest na
    oddziałach(czytaj za mało)
    Trudno wymagac od lekarza,żeby dodatkowo karmił pacjenta!
    Rozumiem tragedie rodziny ale skoro człowiek był w takim stanie
    jakim był rodzina powinna sama sie nim równiez zaopiekowac...
    Moim zdaniem to jest po prostu przykry zbieg okoliczności-
    współczuje rodzinie ale równiez lekarzom
  • ly1 11.09.09, 12:34
    Tragedia-ale dla zwierząt które idą na to mięsko też jest tragedia.
  • gochakar 11.09.09, 12:35
    Byłam wczoraj u koleżanki w szpitalu, moje obserwacje: pielęgniarek
    faktycznie jest za mało, rozniosą jedzenie i się nie zastanawiają,
    jak pacjent to zje- dzień po zabiegu, musi leżeć plackiem, nie może
    zginać nóg, siadać itd. (w tym konkretnym przypadku). Naprawdę
    nietrudno się zadławić albo poparzyć gorącą zupą. Albo podanie
    osobie, która dwa dni nic nie jadła, kiszonego ogórka czy śliwki-
    rewolucja gwarantowana, przypominam pacjent leży, jest cewnikowany,
    więc byłby to duży problem.
  • suflerka.x 11.09.09, 12:54
    Dlaczego w szpitalach podaje się pacjentom mięso???
    Przecież wiadomo, że mięso jest szkodliwe dla zdrowia człowieka!
  • misiu-1 11.09.09, 14:07
    uflerka.x napisała:

    > Dlaczego w szpitalach podaje się pacjentom mięso???

    Będę strzelał: żeby się najedli i nie byli głodni?

    > Przecież wiadomo, że mięso jest szkodliwe dla zdrowia człowieka!

    Serio? A jakie szkody na zdrowiu powoduje?
  • tojabogdan 11.09.09, 12:57
    szpital ma z tym niewiele wspólnego, ale sprytny adwokat może coś tam wydębi.
    Niewielu wie, ale zadławienie w trakcie jedzenia jest dość częstą przyczyną
    zgonów, nie tylko w szpitalach
  • conveyor 11.09.09, 14:54
    Nie byl, bo po 2 dniach od znieczulenia w organizmie pozostaja co najwyzej jakie aptekarskie ilosci metabolitow, mogl tez byc znieczulany przewodowo i co wtedy?

    --
    <<Tam pro papa quam pro rege bibunt omnes sine lege.>>
  • marcinoit 11.09.09, 20:17
    conveyor napisał:

    > Nie byl, bo po 2 dniach od znieczulenia w organizmie pozostaja co najwyzej jaki
    > e aptekarskie ilosci metabolitow, mogl tez byc znieczulany przewodowo i co wted
    > y?
    wyglada na to ze poki co odpowiedzi nie bedzie "expert" rodem z wikopedii poszedl doczytac co to takiego z. przewodowe i metabolity :
  • absurdello 11.09.09, 20:18
    wać morfinę:

    "Robert Skiba przewrócił się na podwórku i złamał kość udową. Został
    przyjęty do łódzkiego szpitala im. WAM. Przeleżał tydzień zanim
    lekarze zdecydowali się na operację. Po zabiegu mężczyźnie
    podawano morfinę, bo strasznie cierpiał
    . - Był nią otumaniony."

    Czyli po zabiegu (pewnie po wybudzeniu lub ciut później jak
    działanie anestetyków się osłaabiło) a nie po 2 dniach, bo po tych
    to on już uległ zadławieniu.

    Z tego co podają tu,

    hyperreal.info/node/5553
    to przy bólach ostrych (złamania) podaje się większą dawkę morfiny
    a działanie przeciwbólowe trwa od 3 do 5 godzin zależnie od sposobu
    podania (pomijam podanie w pobliże zwojów międzykręgowych
    wydłużające działanie do 48h). Przypuszczam, że po jednej dawce
    źródło bólu nie zniknęło i musieli podać następną dawkę ...
  • conveyor 11.09.09, 21:11
    No po zabiegu wlaczano morfine, a kiedy mieli wlaczyc? Ty chyba sam nie wiesz o co Ci chodzi.

    --
    <<Tam pro papa quam pro rege bibunt omnes sine lege.>>
  • kzet69 11.10.09, 23:51
    absurdello to taki ekspert po kursie "zostań anestezjologiem w
    weekend"
  • don_cicero 11.09.09, 13:38
    Przecież to niebezpieczne! [albo, dekryminalizować narkotyki oraz
    zalegalizować broń! I wprowadzić kary śmierci]
    --
    ...dziś ludzie budzą już we mnie niesmak oraz pogardę... z nielicznymi
    wyjątkami...
  • prababka44 11.09.09, 13:50
    Mając te ataki mógł się zadławić w domu też. Pechowo, że w szpitalu...
  • kaczkazporemwzupie 11.09.09, 14:12
    Normalnie,jak w Leśnej Górze.
  • przemek_81 11.09.09, 15:37
    Moja żona zaraz po urodzeniu dziecka, jako kobieta karmiąca dostała na obiad
    kiełbasę z grilla ze smażoną cebulą !!!
  • kzet69 11.10.09, 23:54
    w szpitalu??? w Leśnej Górze rodziła? czy dobra rodzinka zamówiła z
    miasta? o grillach w szpitalnych garkuchniach nie słyszałem
  • halapc 11.09.09, 16:16
    27 ubm mój mąż też się zadławił.Mąz jest po 2 ciężkich udarach mózgu. Ma lewostronny niedowład z osłabionymi mięśniami przełyku. Gdy przełyka często wstrzymuje oddech.Jedzenie rozdrabniam,karmię na siedząco. Ale czasem je samodzielnie. Ma względnie dobrą pamięć i dobrze zachowaną mowę. W dniu zdarzenia nie mogłam sobie poradzić i wołałam pogotowie.Mówiłam by szybko przysłali lekarza bo mąż nie może złapac powietrza. Tam dyspozytorka pyta mnie jak to robię. Mówię jej by nie traciła czasu na dyskusje bo jak jej bedę opowiadać to on w tym czasie umrze. Zrozumiała i mówi że już wysyła karetkę. Ja dalej robię próby uratowania męża, stukam w plecy, wkładam palec do buzi by wyjąć jedzenie /prawie by mi go odgryzł, bo z wysiłku i niedotlenienia zaciskały si mocno zęby/. Posadziłam go sobie na kolana by objąć w pół i spowodować odruch wymiotny. Bez rezultatu. Położyłam męża na wznak z głową lekko uniesioną. Mąż zaczął sinieć, nie było oddechu.Zwiotczał, otworzył szeroko buzię, wyjęłam z buzi drobiny jedzenia. Mąż był już fioletowy a karetki nie ma.Dzwonie ponownie na pogotowie pytając gdzie karetka, mąż nie oddycha. Oni, że wysłali, ja mówię, że przyjadą do trupa, ona, że proszę czekać. Odległość autem od szpitala do nas to 3 min. Postałam bezradnie nad nad ciałem męża i pomyślałam że tak marnie umiera i że jak czegoś natychmiast nie zrobię to już będę wdową. Zaczęłam robić reanimację, wydawało mi się, że kiedyś widziałam w TV, że to ma być 4 x ucisk na serce piąty wdech i tak robiłam. Byłam bardzo zmęczona a karetki nie ma. Przerwałam reanimacje i dzwonie trzeci raz i słyszę, że przecież wysłała, to mówię, że tak wysłała, że sama przyjdzie do męża ale na cmentarz. Rozmawiałam przez komórkę ustawioną na głośność a dalej reanimowałam. Nie liczyłam za którym cyklem zaczęła pojawiać się spieniona ślina, pomyślałam, że wydostaje się to wtłaczane przezemnie powietrze, ale po chwili mąż sam nabrał trochę powietrza. Robił to z wysiłkiem nie równo. Jakieś 2 min po tym weszli w drzwi z karetki. Widać było poprawianie się krążenia, sinica powoli nabierała koloru różowego. Młoda doktor/zaraz po studiach/ dziwiła się wyglądowi męża, ratownik odpowiedział, tak to wygląda po uduszeniu. Gdy go zabierano do szpitala już stan się poprawił, wróciła świadomość. Zawieziono męża na oddział wewnętrzny, nie powiedziano że chwilę wcześniej robiłam reanimację. Sama jestem niepełnosprawna z niedowładem kończyn, z nowotworem i rozedmą płuc. Mam 63 lata. I byłam sama w domu /jeszcze przez kolejna 2 dni/. Nie mogłam dotrzeć do szpitala. Dzwoniłam do lekarza by powiedzieć jakie leki mąż przyjmuje i jakie dawki ma dostać kolejnego dnia. Usłyszałam, że nie będę im mówić jak mają leczyć, ale przekazałam przez inną osobę kartkę dla pielęgniarek i podałam leki psychotropowe których nie ma na oddziale. U męża byłam trzy dni potem. Myślałam, że lekarz wie co się wydarzyło i pytałam czemu mąż ma bardzo bladą skórę, pytałam jak wyglądają badania. Mąż skarżył się że kurcze wykręcają mu nogi i mówił to pielęgniarkom. Prosiłam by sprawdzono jonogram. Bo wiem, że jak człowiek umiera to uciekają z organizmu wszystkie płyny fizjologiczne i mógł mieć spore straty mikroelementów. Po 3 dobach męża przywieziono do domu. W historii choroby przeczytałam. "Chory przywieziony na oddział z dusznością po zakrztuszeniu bo był karmiony na leżąco. Wytłuszczono czarnym drukiem. Karmić na siedząco. Rodzina skarżyła się na bladość powłok skórnych, zrobiono ponownie jonogram. Pierwszy był zmieniony, drugi dobry. Rodzina nie stosuje się do zaleceń i nie podaje /tu nazwa leku/ więc zmieniono lek na. itp, itd". Zakwestionowałam epikryzę, napisałam, że nie zakrztusił się tylko zadławił jedzeniem. Potem w rozmowie lekarz powiedział mi, że zadławienie, to w medycynie sądowej uduszenie przez dławienie "cudzymi" rękami a to było zakrztuszenie. Trwałam przy swoim bo wiem jak się mąż zadławia. Powiedziałam, że mąż nie był z dusznością ale po reanimacji po uduszeniu się od zadławienia jedzeniem i że to, że żyje to moja zasługa bo lekarza przy tym nie było mimo, że go wołałam. Usłyszałam, że chyba nie był uduszony skoro jest w dobrej formie, że musiał mieć tętno i oddech. Mówię, że to mnie zawdzięcza bo robiłam masaż serca i wtłaczałam powietrze.Teraz czekam na zmianę historii choroby. Myślę, że gdybym straciła "zimną krew" to mąż byłby dziś martwy albo roślinką. Dziś nie można liczyć na służbę zdrowia, trzeba liczyć tylko na siebie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka