Popieram autora listu. (Już mam w czubkach palców chęć tłumaczenia się, że nie,
nie nie lubię Kościoła, echh... przy takich niepopularnych opiniach zawsze
trzeba najpierw trzeba udowodnić, że się nie jest wielbłądem...)
W demokracji i tak większość ustala, na czym dokładnie ma polegać neutralność
światopoglądowa państwa i czy w ogóle sobie jej większość życzy. Można sobie
wyobrazić państwo demokratyczne, które jednocześnie na życzenie obywateli nie
uznaje rozdziału państwa od religii. Przykładem jest np. Izrael. Więcej jest tam
obywateli niereligijnych niż religijnych, ale ich priorytetem jest chronić
wartości kulturowe narodu, z którymi, ich zdaniem, religia żydowska jest
związana nierozerwalnie.
Z logicznego punktu widzenia - jeśli całkowitą neutralność światopoglądową
państwa traktować konsekwentnie, jako wartość nadrzędną wobec demokracji,
wartość, której nie wolno w żadnym wypadku kwestionować - to należałoby
zlikwidować we wszystkich państwach europejskich dni ustawowo wolne od pracy.
Niemal wszystkie one są związane z religią: z niedzielami na czele, poprzez Boże
Narodzenie i Wielkanoc, a kończąc na egzotycznym dla nas wolnym Wielkim Piątku w
Niemczech.
--
Moje jedynie słuszne poglądy na wszystko