> Porównując tę kwestię do Twojego ulubionego tematu, ceny utworów są jeszcze bardziej przeszacowane, niż nieruchomości dwa lata temu.
Nie sa. Tak samo mozna powiedziec o czymkolwiek - bo na kazdym produkcie jest marza, ktora ustala producent/sprzedawca na podstawie badan rynkowych lub wlasnego widzimisie.
Jesli nie odpowiada mi cena produktu - po prostu go nie kupuje.
A porownanie z nieruchomosciami jest o tyle nietrafione, ze ja nigdy nie bylem przeciwny cenom nieruchomosci, tylko klamstwom ktore te ceny rzekomo mialy uzasadniac.
> W przeciwieństwie do nieruchomości, gdzie można się wstrzymać z zakupem, trudno jest żyć bez jakiejkolwiek twórczości, więc nic dziwnego, że ludzie kombinują.
Gowno prawda. Wiekszosc "kradzionej" "tworczosci" to badziew i banal o ktorym trudno powiedziec ze ma cos wspolnego z procesem tworzenia.
Darmowy dostep do muzyki istnieje, sa radiostacje internetowe - dlaczego ludzie z tego nie korzystaja?
> Poza tym chodzi też o dostęp. Jest na przykład mnóstwo już dawno rozpowszechnionych utworów, uznanych dóbr kultury, których po prostu technicznie nie można nabyć, albo jest to cholernie trudne.
Wiesz, tak juz jest - sa rzeczy latwe, sa rzeczy trudne. Wszystko jest funkcja kosztu... Pytanie brzmi po prostu: czy ta plyta/ten film/ta gra/ten program sa mi potrzebne, jesli tak, to czy zaproponowana mi przez sprzedawce cena (rozumiana jako funkcja koszt/trudnosc nabycia) jest dla mnie do zaakceptowania.
Kiedys zaplacilem fortune (na owe czasy i moje mozliwosci finansowe) zeby kupic oryginalna gre Dreamweb czy Ultima VII. Byly tego warte. Z drugiej strony - kolejnej odslony HOMM nie kupilem nawet za 10PLN - bo dla mnie nawet tyle nie byla warta...
> Niby nie usprawiedliwia to ściągania takich utworów, ale problem nie jest wydumany.
Wiele rzeczy jest trudno kupic, uwierz mi... Rzecz w tym ze latwiej ukrasc program niz krzeslo - i stad te "dylematy" "moralne"...
> Przydałaby się jakaś forma przymusowej licencji.
Oooo, cos mi tu pachnie dyktatura proletariatu ;)
--
Ratunku! Forum mnie atakuje!