Re: Łabędzi spiew obrońców praw autorskich
W przypadku utworu audio/wideo użytkownik w większości przypadków jest zmuszony do kupienia kota w worku, bez możliwości dokładnego zapoznania się z zawartością. Jego ewentualna próbę zapoznania się nazywa się kradzieżą, przestępstwem, stratą firmy fonograficznej niezależnie od tego czy potencjalny konsument nabyłby płytę czy też nie i kończy wysoką, wydumaną kwotą, nie mającą odzwierciedlenia w stratach faktycznych.
Obecna polityka firm fonograficznych, a także poziom materiału jaki próbują sprzedać, gdzie jeden, dwa utwory firmują płytę z 15 utworami, które mocno odstają jakościowo od promowanych, zmusza ludzi do sprawdzania "kota w worku". Czy sprzedaż nowego samochodu z napisem V12 z tyłu, ale z silnikiem V4 to nie przestępstwo? "Artyści", a raczej ich promotorzy - firmy fonograficzne próbują sprzedać właśnie taki bubel i udaje im się to z racji trudnej do sprecyzowania/ocenienia materii dzieł jakimi handlują.
Określenie "straty artystów", jakim koncerny fonograficzne wycierają sobie mordę nijak ma się do ich działalności, a ew. odszkodowania nie zasilają portfeli autorów/wykonawców, ale kieszenie dziadków, którzy pod pozorem dobra wykonawców, okradają potencjalnych konsumentów.
I daruj sobie kretynofilu swoje "i tak nie kupiłeś/isz gupku", zachowaj swoją miarę dla siebie.
W swojej kolekcji posiadam wiele płyt, w tym także nietrafione, dzięki bogu mamy teraz internet i nie trzeba sie denerwować przy odsłuchu jak kiedyś, że przecież nie taki poziom muzyczny 2 utwory w radiu prezentowały.