Parafrazując jednego z moich ulubionych autorów (Feliksa Kresa), tak ogólnie gada się miło ale głupio. Weźmy konkretny przykład, a nawet trzy przykłady utworów, które ściągnąłem w tym roku z sieci. Ja podaję konkretne przykłady, Ty mi konkretnie wykażesz w jaki sposób naraziłem twórców na straty.
1) Ściągnąłem film "Un indien dans la ville" z sieci. Chciałem go kupić, ale film nie jest dostępny w sprzedaży u żadnego polskiego dystrybutora. Mało tego na Amazonie jest informacja, że film już w ogóle nie jest dostępny w dystrybucji. Co więcej co najmniej kilka razy juz leciał w Polskiej telewizji, czyli mogłem go sobie zupełnie legalnie zgrać (tyle, że nie używam TV). Więc w jaki sposób naraziłem na straty twórcę filmu, który wycofał już film ze sprzedaży na świecie, a nigdy nie był zainteresowany jego sprzedażą detaliczną w Polsce? Konkretnie.
2) Ściągnąłem z RapidShare książkę "Okręt liniowy" Forestera. Autor nie żyje od ponad trzydziestu lat. Książka była w Polsce wydana raz w latach 70-tych od tego czasu nigdy nie była wznawiana. A więc autor nie żyje, jego spadkobiercy (jeśli nawet mają prawa do książki) to nie są zainteresowani jej wydawaniem w Polsce. W jaki sposób naraziłem twórcę na straty?
3) Ściągnąłem (też z RS) książkę "Commutative algebra..." Eisenbuda. O zgrozo potrzebowałem jej do pracy. Przejrzałem pdfa, uznałem, że książka mi się przyda więc ją kupiłem (jako autor piszący dla tego samego wydawcy mam sporą zniżkę). Ale... wersji pdf (tej bee, nielegalnej, spiraconej, czy jak chcą niektórzy "ukradzionej"), nie skasowałem z dysku, nawet nadal jej używam - szybciej znajduję potrzebną treść w pdfie niż wertując >700 stron, a czyta się już wygodniej papier. No i jak w tym przypadku naraziłem autora/twórcę na straty? Konkretnie, ile one wyniosły? Jak je wyliczyć?