kupaczewski napisał:
> Ale wracamy do meritum, musisz mieć dzieci, i to min 2 dla bezpieczeństwa.... :
> -))
Maximum 2, co w obecnych warunkach uważam za heroizm zasługujący na medal. Jedno
dziecko "porządnie" wychowywane jest bardzo dużym obciążeniem. Ucisk fiskalny
jest obecnie na tyle mocny, że zarabiając lepiej niż przeciętnie, nie wychowasz
(co za tym idzie wykształcisz) odpowiednio więcej niż DWOJE dzieci, zapewniając
im odpowiedni poziom materialny ,oraz wypoczynek, prywatne lekcje itp.
Płodzenie większej ilości dzieci, jest charakterystyczne dla marginesu
społecznego, (co zresztą łatwo poznać po imionach tychże dzieci: m.in.
Dżesiki,Wanessy, Miriam, Alany, Brajany itp.), zazwyczaj przypadkowo, z nudów,
bo inna maciora (zwana koleżanką) już ma, lub choćby na zgodę z konkubentem
(celowo nie używam określenia "partner", bo zastosowanie tych terminów
"konkubent lub partner" zależy od parytetu dochodowego).
Dziecioróbstwo rozpłodowe, tak naprawdę obniża PKB(!), gdyż liczne potomstwo
razem z "ciemną" matką jest utrzymywane z zasiłków, zapomóg, subwencji i innych
danin na które zrzuca się pracująca część społeczeństwa i deficyt budżetowy.
Najczęściej podłącza się do nich także konkubent (niewykwalifikowany robotnik),
niepracujący z szacunku do własnej osoby. Paradoksalnie sytuację pogarsza fakt,
że w przypadku większej gromadki dzieci, prawie każde ma własnego/innego
tatusia, który zamiast łożyć na potomstwo, również podłącza się pod strumień
zasiłków.
Z takiego "domu rodzinnego" pełnego życiowych wzorców wyrasta kolejne,
pasożytnicze pokolenie tzw."połci mięsa", nauczone żyć na cudzy rachunek,
czynnie korzystające m.in. z dość kosztownego systemu sądownictwa i służby
zdrowia, rzadziej natomiast oświaty, bo sędzia, lekarz, strażnik więzienny i
policjant zarabiają lepiej niż nauczyciel.
W celu utrzymania spokoju społecznego, ten patologiczny system podziału dochodu
narodowego jest podtrzymywany i pogłębiany. W efekcie większe wsparcie otrzymują
Ci, którzy dla dobra społecznego nie powinni mieć potomstwa, a dla pewności
pozbawieni płodności.
Na marginesie: Eugenice potworne znaczenie nadali naziści w III rzeszy, do lat
30tych XX w.to była dość popularna nauka.
Żeby nie było....
Popieram posiadanie dzieci w celu wychowania ich na światłych obywateli,
wnoszących wartość dodaną dla społeczeństwa. Ale nie za wszelką cenę - przy
braku wsparcia ze strony tzw "państwa" w postaci chociażby ulg podatkowych,
żłobków, przedszkoli itp. Rodzina nie powinna stawać dramatycznym wyborem, czy
kobieta ma "zostać w domu" i utrzymywać się z 1 pensji, czy zająć się pracą
zawodową (szumnie: tzw karierą) a większość zarobionych pieniędzy, przeznaczyć
na prywatny żłobek, przedszkole, opiekunkę (bo przecież w publicznych zapisy są
już na 2011), dowożenie, odwożenie dzieci etc. etc. etc. co w końcowym
rozrachunku oznacza 1 pensję.