Re: Bzdury na zamowienie autorka pisze
Bardzo dobrze, że prowadzisz taką dzialalność. Ktoś wcześniej
porównał to do traktowania dorosłych jak dzieci.
Ja też kiedyś byłam młoda, choć dorosła. (Ten stan nazywam
naiwnością lub życiowym niedoświadczeniem). I miałam internet od
paru tygodni, za to zachłysnęłam się możliwością nawiązywania
kontaktów z tyloma nowymi osobami. Jakie to było ekscytujące, gdy
pisał do mnie ktoś całkiem nieznajomy. I jako zakompleksiona i
najwyraźniej jednak podatna na manipulacje, takowej ofiarą padłam.
Byłam bardzo ufna; zwyczajowo traktowałam ludzi jako takich, za
jakich się podawali. No i... Fałszywa tożsamość i opowieści o swoim
życiu, po paru tygodniach niesamowita historia o nagłym zadłużeniu.
Wyglądałam na bogatą... tu się pomylił. Skończyło się na kilkuset
złotych (to była dla mnie i tak niemała strata) i szoku, z którego
się otrzasałam miesiącami (po drodze pan jeszcze znikał, pojawiał
się, snuł niesamowite historie, np. ze został porwany, ograbiony).
Wyjaśniło sie, gdy szukając go, natknęłam się na jego sąsiadkę.
Przez parę lat jeszcze zdarzały się telefony od tego egzemplarza -
poznanego już bliżej jako alkoholika, matacza, złodzieja... także z
ust innej oszukanej kobiety. Wydzwaniał do mnie przy jakichś innych
znajomych z fantastycznymi tektami typu 'co z naszym
dzieckiem', 'czemu rzucasz słuchawką', lub udając kogoś innego
(chyba książkowy przykład mitomanii...). Szkoda; żałuję, że musiałam
doświadczyć tego na własnej skórze. Straciłam mnóstwo czasu, energii.
Aha, nie miało to nic wspólnego ani z 'gazetą' ani 'onetem'.