Re: do wszystkich doradcow co pisali powyzej
OK, jeśli nazywamy gościa, który po dniówce na stacji benzynowej dorabia, sprzedając OFE czy karty kredytowe doradcą i zrównujemy go z osobą, która trochę na rynku już pracuje, ma do wyboru parędziesiąt instytucji finansowych, to cóż...
Jakkolwiek rynek by nie został uregulowany - tego typu osoby z branży należy usunąć. Bez znaczenia, czy odbędzie się to za pomocą certyfikacji, czy ograniczenia dopuszczalność wykorzystywania sformułowania "doradca finansowy".
Co do innych - tych, które działają w ramach firm doradczych (dla mnie pracownik banku nie jest doradcą - choćby był najbardziej merytoryczny - ma do wyboru jedną, zawsze słuszną ofertę) > po pierwsze zwiększenie (i określenie ram) odpowiedzialności, ram umowy między doradcą (czy jego firmą) a Klientem, rekomendacje na piśmie, obligatoryjne elementy rozmów, nacisk na dopasowanie rozwiązań do sytuacji Klienta. Dziś często bywa tak, że przychodzi Klient z debilnym pomysłem (ma prawo, nie zna się), wychodzi z debilną propozycją > doradca musi czasami Klientem wstrząsnąć, a w skrajnej sytuacji - odmówić. Jeśli Kowalski chce sobie zrobić krzywdę, proszę bardzo, ale ja do tego ręki nie przyłożę.
Biznes i kredyty gospodarcze to zupełnie inna bajka - tego typu koszt był zapewne wkalkulowany, często bywa tak, że masz alternatywę - albo ponosisz ów koszt i z biznesem ruszasz, albo pozostajesz z fantastycznym planem do opowiadania wnukom "co by było, gdyby".