Nie, nie zamierzam mieszkać w tipi i wygrzebywać korzonków spod śniegu. Żadnej ekstremy. Chcę utrzymać obecny standard życia, ale mniej zatruwać i zużywać. No i kupować to, co nie szkodzi. Mnie, ludziom, zwierzętom i planecie. Czyli co? I za ile?
Z artykułu płynie ciekawy wniosek: ekologia jest tak droga, że praktycznie
nieosiągalna dla 90% społeczeństwa. Trudno na niej zbudować gospodarkę, która
zapewni wszystkim pewne minimum.
Jest też ekologia obłudna.
Tradycyjnie przygotowane ubranie lniane po godzinie noszenia wygląda jak
szmata - strasznie się mnie. By temu zapobiec, musi być wkomponowana weń
wysoce zaawansowana technologia, która pozostawiła ślad węglowy.
Rachityczne jabłka muszą być przechowywane w komfortowych warunkach, inaczej
po miesiąc szlag je trafi i nie kupi ich nawet najbardziej zdesperowany ekolog.
Oszczędny dom wymaga zaawansowanych technologii i nietypowych materiałów. Ich
wytworzenie i utylizacja per saldo pozostawią większy ślad węglowy niż kryta
strzechą chata opalana drewnem.
Przykładów można mnożyć. Jedno jest pewne: to technologia oparta na dość
znacznym śladzie węglowym umożliwiła niewielkiej grupie ludzi uspokoić
sumienia lub folgować snobistycznym zachciankom.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.