Komentarze do artykułu
Ile kosztuje bycie eko
Nie, nie zamierzam mieszkać w tipi i wygrzebywać korzonków spod śniegu. Żadnej ekstremy. Chcę utrzymać obecny standard życia, ale mniej zatruwać i zużywać. No i kupować to, co nie szkodzi. Mnie, ludziom, zwierzętom i planecie. Czyli co? I za ile?
Ile kosztuje bycie eko
Autor:
ted1
30.01.10, 12:13
Takie bzdury to tylko dziennikarz Wyborczej mógł napisać.
Oczywiście jest to nie tylko głupota, ale także celowe działanie -
żeby utrwalać nieprawdziwe stereotypy : trzamjcie sie drogi narodzie
od ekologii z daleka, bo was na nia nie stać.
Sprzymierzeńcem w takiej indoktrynacji sa niestety same tzw. sklepy
ze zdrową żywnością, która kosztuje w nich +100%, w dodatku trafić
tam coś w ekologicznym opakowaniu (np. w zwrotnej butelce) bardzo
trudno. Dla porównania podam, że w Angli w dowolnym supermarkecie
jest pełno zywności organic (czyli z certyfikatem ekologicznym) w
cenie od +10% do +30% w stosunku do zwykłej. W dodatku sa to nie
tylko kasze, mąka, warzywa i owoce, ale dowolne produkty
przetworzone jakich używa się w kuchni: makarony, pasty do
makaronów, mleko (niehomogenizowane), jogurty itp. itd. W Polsce
sklepy eko sa dla najbogatszej warstwy i tak też Wyborcza
przedstawia temat: ekologia dla bogatych wolnoduchów, a bydlo niech
je gó...aną przemysłówkę z dioksynami, hormonami, konserwantami itd.
A prawda jest taka, że w Polsce zwykla zywność jest duuużo bardziej
zdrowa niż na zachodzie, więc moim zdaniem nie ma w ogóle sensu w
naszym kraju kupowania zywności ekologicznej - wystarczy postarać
się o jak najlepsze źródlo tej normalnej - przede wszystkim z
bazaru, a nie z supermarketu, najlepiej na takim bazarze znaleźć
sobie stałych dostawców - pogadać z nimi skąd są, jak uprawiają itd.
Pamiętajcie, że nawet ten sam produkt w tym samym opakowaniu w
zwyklym sklepie może miec inny sklad niz ten w supermarkecie. Bo
wiecie jak negocjuje sie z supermarketami: bierzemy od was, ale po
cenie x (oczywiście skandalicznie nieskiej), jak nie możecie po tyle
wyprodukować to podpowiadamy, ze nie bardzo nas interesuje jakość
wyrobu, byle tylko na wzrok i smak nie mozna było się kapnąć. No i
nagle zawartość musztardy w musztardzie spada, a pojawia sie woda z
pektyną (to jeszcze dobrze, bo akurat nie jest szkodliwe), albo inny
szuwaks.
Ja staram się zyć eko.
Po pierwsze nie mam samochodu i nie chceę go mieć (a nie mieć
najdroższy samochód jak wg Wyborczej wygląda ekologia). Już dzięki
temu oszczędzam kilkaset zł miesięcznie na samym paliwie (nie mówiąć
o kilkudziesięciu tysiącach na pięć lat - na zakup). Mieszkam w
dużym mieście, gdzie jest dobra komunikacja publiczna (którą odbywa
się w nim 2/3 podróży, więc nie jest to chyba żadne dziwactwo).
Czasem mogę wziąć taksówkę - i tak jestem na plus.
Na transporcie oszczędzam setki miesięcznie, mogę więc zapłacić
więcej za żywność czy ubranie. Przecież nie zbiednieję od tego, że
zamiast kupić najtańszy biały chleb (żywieniowo bezwrtościowy -
tylko tyjesz) za 0,99 kupuję pełnoziarnisty razowiec za kilka zł. I
tak na pewno wydaję mniej niż pan dziennikarz w wyborczej, bo nie
jadam np. truskawek w lutym (nie kupuję żywności przywożonej z
daleka) tylko w czerwcu, kiedy są tanie.
I nie kupuję też wody - jak zapewne robi pan dziennikarz (bo cały
tlum tak robi). W ogóle jest dla mnie fenomenem, że technopol wmówił
ludziom, ze muszą za wode płacić. Przecież wodę natura daje obficie
za darmo. Technopol ją zanioeczyszcza i każe ludziom płacic za to,
że dostarczy im niezanieczyszczoną. Nie wiem co myśleć o ludziach,
którzy na moim osiedlu, gdzie jest studnia oligocenska z wodą za
darmo kupuja całymi zgrzewkami (oczywiście w jednorazowych
butelkach) wodę Żywiec, która nie jest wodą mineralną, tylko
źródlaną, czyli nie jest wcale lepsza od oligocenskiej.
Jeśli chodzi o ubrania to nie wyszukuję jakiejś organicznej bawełny
(choć czasem mi wpadnie), ale przede wszystkim muszę mieć produkt z
włókien naturalnych, po drugie nie może byc z Chin. Ciuchy się
kupuje, żeby mieć frajdę, a czy można mieć frajdę nosząc cos
wyprodukiowanego w obozie koncentracyjnym?
Najlepiej oczywiscie jak jest z Polski - po upadku galerii Centrum
(mieli mnostow markowych ciuchów robionych w Polsce) mam teraz
gorzej, ale za to wracam do starych sklepów przy ulicach, albo
małych pawilonów - tam jest jeszcze dużo polskich wyrobów.
Ekologiczna skóra to ściema - przecież coś sztucznego, co się nie
rozkłada, Gdzie tu ekologia? Buty muszą być ze skóry, najlepiej
całe - podeszwa też ze skóry, a nie z PVC. Na wyprzedaży można takie
trafić za 200-300 zł (normalnie min. 400), ale to jest naprawdę
elegancja.
W ogóle ekologia uczy kupować rzeczy solidne, trwałe. Są droższe,
ale służą na lata, można je potem reperować.