Dodaj do ulubionych

Bezrobotni deluxe

01.05.10, 09:53
Wszyscy (oprócz tej po geologii) mają niebywale wielkie szanse na zrobienie
kariery w zawodzie kitchen porter w UK. I nic ponad to.
Edytor zaawansowany
  • 01.05.10, 10:00
    Skoro mamy neoliberalizm, to chyba pracuje ten co chce, nie ma już przymusu,
    obowiązku, nawet moralnego, pracy. Zakłady, przedsiębiorstwa nie mają przecież
    obowiązku przyjmowania do pracy, rekrutują jak chcą, zależnie od potrzeb i
    swojej filozofii.
  • 01.05.10, 15:49
    Polska stworzyła dziwną oazę studiów bezpłatnych na kierunkach po których nie ma zatrudnienia. Polska kształci tysiące dziennikarzy rocznie, archeologów itd. Za darmo, ludzie to studiują dla samego studiowania i nie mają pracy. Pomijam już tych którzy poszli na studia humanistyczne, a raczej w tym przypadku TE a nie tych ...


    --
    Więcej znajdziesz tu:

    l.s.salon24.pl/
  • 02.05.10, 08:50
    Odpowiedź jest prosta, skostniałe struktury szkół wyższych, zwłaszcza
    Uniwersytetów, bronią swoich miejsc pracy.
  • 01.05.10, 10:11
    Rodzice utrzymujący długo dorosłe dzieci wcale im nie pomagają.
    Raczej utrwalają w nich nieporadność. Dzieciom trzeba pomagać, ale
    jednocześnie wskazywać drogę do samodzielności. Samodzielność jest celem.
  • 01.05.10, 10:13
    Bohaterom reportażu życzę wytrwałości. Bylem w podobnej sytuacji, studia
    humanistyczne i prawie do 30stki bez pracy. Z perspektywy kilku lat uważam ze
    warto było. Dzis mam własną firmę, pracuje w zawodzie który jest rozwinięciem
    jednego z moich hobby, mieszkam na egzotycznej wyspie i zadowolenie z życia
    typuje na 9 w 10 punktowej skali. Wszystkim szukającym własnej drogi życzę
    powodzenia.
  • 01.05.10, 12:47
    Na dalekiej wyspie najlepiej wykopali by tego z dalekiego kraju, tylko im nie
    wolno. Ale do tego dojdzie.Pewnik. Jeszcze tylko pare lat. Jeszcze tylko pare
    zim. I refrenik zaspiewacie ten.Wesole jest zycie rencisty. Tylko kto ja dostanie?
  • 01.05.10, 11:13
    Hm... dużo daje do myślenia ten artykuł, reportaż. Co mogę powiedzieć? Sama 25
    lat. Skończyłem filozofię. Pracowałem dorywczo w sklepie komputerowym jako
    promotor. Poszedłem po filozofii na rachunkowość, na studia dzienne. Mieszkam
    z ojcem. Można powiedzieć, że w jakimś sensie też mnie utrzymuje. Płaci za
    czynsz. Robi zakupy. Choć dotychczas miałem pieniądze z promocji. Sam sobie
    kupuje rzeczy - to co mi jest potrzebne. Od wtorku idę do dużej firmy, do
    pracy, w ubezpieczenia. Pierwsze takie doświadczenie. I też pierwsza praca na
    umowę o pracę. To jest reportaż, więc nie podkreśla przyczyn takich postaw jak
    w tekście o dziewczynach i chłopakach po studiach humanistycznych. Każdy wie
    dlaczego tak jest. Zły system działa w Polsce. Trzeba by to wszystko zmienić -
    zus, us, rynek pracy, stawki podatkowe. Nikt tego nie chce zrobić. Nie tylko
    ludzie po studiach humanistycznych nie mają pracy. Mój rówieśnik, po dobrym
    kierunku politechniki też nie ma pracy stałej, tylko taką dorywczą. Jest
    trudno i sam się dołuję nie raz. Pozostaje mi modlitwa, kościół, biegi, sport,
    spotkanie z drugim człowiekiem. Co można innego zrobić w takiej sytuacji? Będę
    dostawał na razie 1,5 tyś zł, umowa na jeden miesiąc, później mają przedłużyć.
    Nie jest to jakiś super kierunek ani wizja. Pracuję w dużej firmie ale przez
    firmę pośrednictwa pracy. Nie uśmiecha mi się to. Nie jest to jakiś cud, bym
    tak powiedział. Chciałbym mieć umowę na dłuższy czas. Mieć jakąś stabilizację.
    Jednak nie rozbiję ściany głową. Pozostaje mi jakaś pokora, żeby się nie
    załamać. Przychodzą mi czarne myśli, jednak nie biorę żadnych leków, czasami
    się dołuję, jest czasami dużo trudnych emocji, nie wiem jak sobie czasami to
    wszystko poukładać, w jakim kierunku iść. Jednak mam nadzieję, plany, cele,
    dziewczynę, w przyszłości jakieś mieszkanie, rodzinę, coś planuję. Choć nie
    jest łatwo. Mam nadzieję, że Pan Bóg nad tym wszystkim czuwa i wie że jesteśmy
    jego dziećmi i potrzebujemy jego pomocy, bo samemu to dosyć trudno sobie
    poradzić w tym świecie. Ta nadzieja trzyma mnie przy życiu, że Pan Jezus
    ciągle na nas patrzy z tabernakulum i jednak w nas wierzy, a my w niego, i
    zsyła nam swoje łaski aby iść i walczyć w tym świecie. Na pewno podstawą jest
    jakiś sens życia, miłość do siebie, miłość do innych ludzi i do natury.
    Czasami warto poczytać poezję, Kasprowicza i za raz innego poetę, może Sępa
    Szarzyńskiego. Z skrajności w skrajność. Ale czasami jest to takie życie - z
    trudu i bez sensu w przeznaczenie życia w Bogu. Cieszę się z tej pracy, ale
    chciałbym aby zmienił się klimat w Polsce relacji między ludzkich, żeby każdy
    był dla siebie człowiekiem a nie obcymi sobie indywiduami, że nawet się do
    siebie nie uśmiechamy na blokowisku, choć codziennie się mijamy. Mam wiele
    marzeń i planów. Jeden to spokojnie żyć. Teraz jest długi weekend. Może coś
    się zmieni przez to. Nie sądzę, ale mam nadzieję na przyszłość.
  • 01.05.10, 11:25
    Ciesz się pracą, którą znalazłeś teraz - może wyjdziesz na prostą.
  • 04.05.10, 12:19
    lepiej se spal blanta stary, jestes w zyciowej dupie i raczej tam pozostaniesz, co nie znaczy ze musisz miec te czarne mysli.
  • 01.05.10, 12:09
    Hej Wyluzuj.

    Jak mieszkasz z ojcem to 1,5 tys spokojnie ci starczy na wszystko. A lepsza
    praca przyjdzie.

    Jesli studiujesz rachunkowosc to wiesz, ze mozesz zostac np. rewidentem i wtedy
    kasa jest naprawde przyjemna.


    Znajdz sobie cel i potem sposob na jego osiagniecie sie znajdzie.
    Powodzenia.
  • 01.05.10, 11:26
    Tylko jedna mała uwaga do bezrobotnych z wyboru:

    Wszystko jest ok, jeśli nie musicie ponosić za nikogo
    odpowiedzialności. Żyjecie dla siebie, na własny (?) rachunek. Nie
    zakładajcie więc rodzin, nie róbcie dzieci, bo do tego jest potrzebna
    samodzielność i w pełni wykształcone poczucie odpowiedzialności.

  • 01.05.10, 11:34
    We could plant a house, we could build a tree, we don't even care, we
    don't have to breed.
  • 01.05.10, 11:56
    Dobra, możesz wszystko.
    Tylko pamiętaj, że to ja płacę: za Twój zasiłek, za Twoją opiekę
    medyczną, za zasiłek na Twoje ewentualne dzieci.

    Jesteście cholernie odważni, zaciągając taki dług. Kiedyś przyjdzie
    Wam za to zapłacić, a wtedy może się okazać, że ci którzy na Was
    łożyli, NABYLI WAS NA WŁASNOŚĆ.
  • 01.05.10, 21:59
    Płacę ZUS i zdrowotne, jestem VATowcem i dochodowy również płacę,
    mam IKE połączone z polisą na życie. Nie mam problemów aktualnie.
    Kibicuję tym ludziom, żeby robili coś na miarę własnych możliwości.
    Uważam, że w Polsce jest coś na kształt deprecjacji z automatu tylko
    dlatego, że ktoś potrzebuje czasu na znalezienie własnego miejsca.
    Jak to, nie masz pracy? To z czego ty żyjesz? Ty musisz mieć pracę,
    nieważne jaką. A właśnie, że ważne. Nie ma nic gorszego niż polski
    moron-pociotek na nieodpowiednim miejscu. Przeczytaj sobie materiał
    Kąckiego o klinice uniwersyteckiej. Masz jak znalazł.
  • 01.05.10, 12:18
    get away........stay away lalala
    stare ale majgod jakie jare :)
  • 01.05.10, 11:28
    Nie deprecjonowałbym aż tak reszty, choć zgadzam się, że Magda ma
    najlepszą strategię. Ci ludzie są spoko, bo pokazują innym słabszym,
    że porażki życiowe się zdarzają i nie ma co z tego powodu uprawiać
    skrajnego sadomaso. Trzeba się ciągle uczyć, eksperymentować z
    własnym ego bez autodestrukcji i włazić na nieznane tereny, harować
    od 9 rano do 3 rano, by mieć to co się chce, a nie pracę każdą byle
    jakąś, jak to w Polsce 'trzeba'. Oczywiście można też spać przez dwa
    tygodnie, jeśli nie ma zagrożenia nędzą. Jak już zbyt intensywnie
    doi się swoich emerytów, można im zaśpiewać "Mam cudownych
    rodziców".

    Trzeba być psycholem, żeby się przejmować urzędniczą deprecjacją.
    Sam zdradzę, że nim jestem, bo się wstydziłem zadeklarować jako
    bezrobotny, by wyhaczyć dotację do działala. Teraz mi brakuje paru
    rzeczy. Nie narzekam jednak. Taki mam denny charakter i to jeden z
    moich życiowych przeciwników. Dlatego rispekt dla deluxe. Bardzo
    miło pomarzyć sobie, że się zatrudnia taką Magdę ;) i płaci się jej
    2kloce w eurasach. Może kiedyś do tego dojdzie. Na razie życzę jej
    francuskiego stażu i 8 tygdniowych wakacji :).
  • 01.05.10, 13:38
    > Trzeba być psycholem, żeby się przejmować urzędniczą deprecjacją.

    Zgadzam się.
  • 02.05.10, 18:25
    martin.slenderlink napisał:
    >Ci ludzie są spoko, bo pokazują innym słabszym,
    > że porażki życiowe się zdarzają

    No dobrze, a gdzie tu widzisz taką prawdziwą, realną porażkę życiową?
  • 01.05.10, 12:40
    mocten napisał:

    > Wszyscy (oprócz tej po geologii) mają niebywale wielkie szanse na zrobienie
    > kariery w zawodzie kitchen porter w UK. I nic ponad to.

    No, nie wiem... Na mnie te osoby robią raczej wrażenie ludzi, którzy są przekonani o własnej wyjątkowości i wyższości (jak Hania). A tacy ludzie nawet do pracy na zmywak się nie nadają. Magda skarży się na brak opieki na studiach, podpowiedzi co robić i gdzie szukać stażu. A gdzie własna inicjatywa, trochę się wysilić nie łaska, trzeba koniecznie studenta za rączkę prowadzić? Poza tym, może i o wymarzoną pracę w firmie francuskiej byłoby łatwiej gdyby miała choć trochę stażu w tak pogardzanej firmie polskiej?
    Mają konkretne wymagania płacowe, od pierwszego dnia pracy muszą zarabiać sporo np. Michał - 4 tysiące na dzień dobry. Marcin - chce zarabiać tyle, by jeść coś innego niż pyzy. Poniżej godności jest pracować za małe pieniądze - znowu Hania. Ale godne jest branie pieniędzy od rodziców?
    Być może ci ludzie mają rację, może trzeba się cenić. Tyle, że nie pracując, nie nabierając doświadczenia jak oni chcą dojść do większych pieniędzy, uznania w pracy itd.? Zastanawia mnie czy oni nie zdają sobie sprawy, ze być może wcale nie są tak wartościowi jak o sobie myślą, może są po prostu zwykłymi przeciętniakami, którzy są w komfortowej sytuacji,ze rodzice im pomagają. A te tłumaczenia,że mają inne priorytety, aspiracje, ambicje to po prostu zwykłe wymówki, bo tak im jest wygodnie.
  • 01.05.10, 22:25
    "Poza tym, może i o wymarzoną pracę w firmie francuskiej byłoby
    łatwiej gdyby miała choć trochę stażu w tak pogardzanej firmie
    polskiej?"

    Zupełnie niekoniecznie. Osobiście znam takich co z zerowym CV i
    brakiem doświadczenia w polskich firmach pracowali właśnie np. we
    francuskiej firmie. I zatrudnieni w niej byli niedługo przed
    trzydziestym rokiem życia. Po prostu skończyli "Paris ileś tam" i
    akurat się spodobali pracodawcy. Niekoniecznie inżynierowie. Znam
    np. psychologa. Do tego ktoś kto popracuje trochę dłużej i
    "niewdzięcznie" zrezygnuje z tejże pracy, bo nie odpowiada mu akurat
    nowy projekt, w który go bezwzględnie pchają, może jakiś czas przy
    wysokich zarobkach w firmie żyć potem z zasiłku. Tym samym ma czas
    na zastanowienie. To nie jest takie jednoznaczne: "ło, nima pracy,
    bedzie kitchen porter, nie ma szans". Spróbujcie przedstawić ładne
    CV brytyjczykom szukającym tanich pracowników i na rozmowie np.
    luźno zacznijcie rozmawiać, co też ostatnio widzieliście zabawnego w
    "Private eye". Możecie się pożegnać z pracą w sklepie z zabawkami,
    popukają się w czoło i nie zrobią takiego kuku kandydatowi. Wolą,
    żeby mama mu prała. To raczej nie kandydata ego jest problemem, ale
    brytolski racjonalizm w takiej sytuacji.
  • 01.05.10, 12:44
    Człowiek się rozwija intelektualnie, dojrzewa i mądrzeje. W tym czasie, jako ateista, zainteresowałem się działalnością i nauką Jezusa z Nazaretu. Zacząłem czytać współczesnych, awangardowych teologów katolickich - tych, którzy weszli w konflikt z papieżem. Nie wiedziałem, że Jezus to był taki super gość.

    Poza tym, nauczyłem się - dla własnej przyjemności - rachunku różniczkowego i całkowego oraz w mniejszym stopniu - algebry macierzy. Przeczytałem całego Kosińskiego. Bylem w Singapurze, na Sri Lance a do Mediolanu poleciałem tylko po to, żeby zobaczyć jeden obraz. Nauczyłem się tak żyć. Nie odmawiać sobie tych wszystkich rzeczy.

    Z moimi znajomymi - zapracowanymi, dzieciatymi nie spotykam się, bo oni na nic innego jak praca i dom, nie mają czasu. O Kosińskim nie słyszeli a o Jezusie wiedzą tyle, że był ktoś taki i że mówi o tym ksiądz na mszy w niedziele ale niewiele z tej mszy wynoszą (to akurat nie ich wina). Ich życie to nie jest dobre życie. I jeszcze pracować dla kogoś, kto cie nie docenia albo ze świadomością, że twój szef to zwykły zakompleksiony wazeliniarz i dureń :)
    Życie to coś więcej.



    --
    "W poradach na ogół jest coś podejrzanego" - Leszek Kołakowski :)
  • 01.05.10, 13:29
    Za czyje pieniadze to wszystkie jazdy po swiecie? A czy w zyciu Jezusa nie bylo
    ze wszedzie chodzil pieszo. Czasami na osiolku, I nigdzie nie przeczytalem ze
    byl pasozytem-na koszt ojca-ciesli po Palestynie i krainie Judy nie jezdzil.
  • 01.05.10, 14:02
    OK. Za swoje pieniądze. Nie biorę od rodziców. Ale nie pracuje na etacie. Nie
    wstaje rano o 7.00 i nie lecę do roboty dzień w dzień.
    Nawet nie mam ubezpieczenia zdrowotnego. To znaczy, nie miałem - mówmy w czasie
    przeszłym :)
    Całkowicie rozumiem takie osoby. Jeśli ich rodzice nie mają nic przeciwko to też
    OK. Lepiej wiedzieć, że bezrobotny, oczytany synek łazi na wernisaże albo jogę
    niż włóczy się z kumplami z piwem i szuka wchodzi w konflikt z prawem.


    --
    "W poradach na ogół jest coś podejrzanego" - Leszek Kołakowski :)
  • 02.05.10, 14:55
    kadykianus napisał:
    > Człowiek się rozwija intelektualnie, dojrzewa i mądrzeje. W tym czasie, jako at
    > eista, zainteresowałem się działalnością i nauką Jezusa z Nazaretu. Zacząłem cz
    > ytać współczesnych, awangardowych teologów katolickich - tych, którzy weszli w
    > konflikt z papieżem. Nie wiedziałem, że Jezus to był taki super gość.

    Ugh... Herkules to też był super gość, wiesz? ;)

    > Poza tym, nauczyłem się - dla własnej przyjemności - rachunku różniczkowego i c
    > ałkowego oraz w mniejszym stopniu - algebry macierzy. Przeczytałem całego Kosiń
    > skiego. Bylem w Singapurze, na Sri Lance a do Mediolanu poleciałem tylko po to,
    > żeby zobaczyć jeden obraz. Nauczyłem się tak żyć. Nie odmawiać sobie tych wszy
    > stkich rzeczy

    Nie zauważyłeś, że onie NIE BYLI na SriLance, w Singapurze ani Mediolanie? Oni siedzą na dupie i nic nie robią, pławiąc się we własnej bierności. Nie wykazują żadnej inicjatywy, nawet przez myśl im nie przejdzie założenie własnej firmy - wszak to poniżej ich godności, babrać się w jakichś papierach. Czekają na gwiazdkę z nieba albo bogatego sponsora, który rozwiąże im problemy finansowe.

    --
    Sygnaturka wykonała nieprawidłową operację i nastąpi jej zamknięcie.
  • 02.05.10, 18:29
    > Poza tym, nauczyłem się - dla własnej przyjemności - rachunku różniczkowego i c
    > ałkowego oraz w mniejszym stopniu - algebry macierzy.

    Nie wierzę w ani jedno Twoje słowo. Ale lubię Cię - bo zgadzam się z Tobą :)
  • 01.05.10, 13:03
    I co z tego artykułu wynika? Chyba tylko to aby komuś nie wiadomo komu dopieprzyć a sobie popieprzyć o nie wiadomo czym. Autorzy tego artykułu nie są autorami czyjegoś życia, więc odpowiedzialność spoczywa na bohaterach ich artykułu, a to oznacza, że wszystko co robią bohaterzy ich artykułu jest święte i zasługuje na poparcie bez żadnego zastanowienia.

    Ma większą wartość ktoś kto siedzi na bezrobociu i coś robi, niż ktoś kto siedzi na etacie i nic nie robi (mam na to dowód niezbity). O takich osobach to nikt nie napisze artykułu, bo takowy byłby nudny jak flaki w oleju.

    Poza tym co by zrobili autorzy tego artykułu gdyby skończyli np. religioznawstwo? Jeśli ktoś myśli, że taka osoba powinna się zadowolić wbrew sobie pracą w makudonarudo to się głęboko myli. O tym decyduje ktoś kto znalazł się w takiej sytuacji. Z całą pewnością w takiej sytuacji nie może znaleźć się ktoś kto nie jest absolwentem kierunku na który brak popytu.

    Odpowiedź na pytanie co robić znają tylko osoby które stanęły lub stoją przed problemem znalezienia pracy dla siebie. NIKT poza tym, ani Marks, ani Engels, ani nawet Lenin, a tym bardziej autorzy tego artykułu, nie zna prawidłowej odpowiedzi na to pytanie. Sorry Winnetou, ale z rzeczywistością się nie polemizuje.
  • 01.05.10, 13:44
    Żeby zacytować jednego z moich wykładowców "nikt nie mówił, że będzie łatwo, a jak mówił to kłamał". Sam jestem studentem ostatnich lat też "humanistycznych" i "miękkich" studiów i nie rozumiem, dlaczego bohaterowie tego artykułu mają takie problemy. Mam swoją firmę, pracuję dodatkowo w innej - i do tej pory to praca raczej szukała mnie niż na odwrót. I nie jestem jakimś wyjątkiem - sporo moich znajomych albo ma swoje firmy, albo pracuje od 4-5 roku studiów. Myślę że przynajmniej 2/3 ludzi z kierunków "społecznych" czy "humanistycznych" z mojej uczelni (UW) nie ma żadnych problemów z pracą.

    Rozumiem, że to święte prawo dziennikarza żeby szukać ciekawych bohaterów (ci są faktycznie na swój sposób ciekawi), ale nie demonizowałbym problemów opisanych w tym artykule.

    Problemem w skali całej Polski jest coś innego, a mianowicie strasznie idealistyczne i niepraktyczne podejście do zatrudnienia. Ludzie kończą studia nadęci jak duże kolorowe baloniki i kiedy lądują na rozmowie kwalifikacyjnej powietrze zaczyna z nich schodzić kiedy słyszą magiczne pytanie "to co pan/pani potrafi?". I to pytanie obnaża zasadniczy brak jednej kompetencji. Nie inteligencji i nie braków ze studiów. Obnaża brak umiejętności myślenia o zdobytej wiedzy w kategoriach "do czego tego można użyć". Znam parę osób, które wysyłają masę fajnie wyglądających CV i w rozmowie ze mną na takie pytanie reagują tylko zdenerwowaniem, kiedy okazuje się, że w sumie to praktycznie to umieją wymądrzać się, obsługiwać ksero i odbierać telefony. Bo co z tego, że uczyli się na studiach analitycznego myślenia, ładnego pisania, przemawiania, robienia prezentacji, prowadzenia badań itp., skoro całej tej wiedzy brakuje umiejętności praktycznego jej wykorzystania?

    Drugim problemem, który wynika z trwającego od paru lat szturmu na studia wyższe, jest tragiczny spadek jakości produkowanych magistrów. Do tego dochodzą też zmiany programu i sposobu uczenia na wcześniejszych etapach (np. w liceum z kretynizmem nowej matury). Wszędzie gdzie pracowałem i od ludzi z którymi współpracowałem przy różnych okazjach słyszałem narzekanie że strasznie ciężko obecnie znaleźć zmotywowanego, elastycznego, myślącego i mającego otwarte spojrzenie na świat człowieka do pracy na ważniejsze stanowisko. Równie trudno, jeśli nie trudniej, jest znaleźć dobrze wykwalifikowanego robotnika/technika. Za to na pęczki, zwłaszcza w miastach takich jak Warszawa jest ludzi z "wyższym wykształceniem", nadętym ego, dużymi oczekiwaniami płacowymi i pozbawionych praktycznych kompetencji.

    Głupio byłoby pokazywać paluchem "winna jest ta i tamta reforma", ale system edukacji robi obecnie najbardziej podatnym na jego wpływ ludziom straszną krzywdę. Z jednej strony rozbudza on oczekiwania i daje pozorną ścieżkę awansu społecznego (liceum, studia). Z drugiej odbiera okazję i motywację do nauki praktycznych zdolności, formatuje mózg do sztampowego myślenia pod klucz - czyli odbiera dwie podstawowe kompetencje jakich szukają pracodawcy.

    W sumie mam wrażenie, że bohaterowie tego artykułu są trochę ofiarami tego systemu - nie rynku pracy i nie pomocy społecznej, ale właśnie systemu edukacji.

    Do tego przeraża mnie lekko ich styl życia - nastawiony na konsumpcję, wygodę i maksymalnie bezstresowe funkcjonowanie. A całkiem mocno przeraża mnie perspektywa, że takich ludzi może przybywać. Bo uczelnie i licea dalej produkują masę takich "magistrów z zakalcem", a opisany tu styl życia (wydaje mi się, że jeszcze wciąż typowy dla Warszawy i paru innych dużych miast, chociaż mogę się mylić bo tyłek ze stolicy ruszam rzadko) może rozprzestrzeniać się coraz bardziej - w końcu jest taki kolorowy i wygodny a do tego fajnie wygląda w TV.

    A najgorsze jest to, że nie mam pomysłu co można radzić takim osobom. Bo "ogarnij się człowieku" to chyba nie jest dobra rada. A każda realna zmiana ich sytuacji wymagałaby zmiany ich konstrukcji psychicznej - tej utrwalonej przez media, reklamę, szkołę, grupę znajomych itd.

    Zasmucający artykuł.
  • 01.05.10, 22:32
    "Bo co z tego, że uczyli się na studiach analitycznego myślenia,
    ładnego pisania, przemawiania, robienia prezentacji, prowadzenia
    badań itp., skoro całej tej wiedzy brakuje umiejętności praktycznego
    jej wykorzystania?"

    Rozumiem, że "praktyczne zastosowanie" to jakaś abrakadabra? Ze
    spadkiem jakości absolwentów się zgadzam, bo sam na sobie tego
    spadku jakości doświadczyłem, po studiach musiałem gonić wiele
    wątków. To straszne, ale możliwe do pokonania. Nie rozumiem jednak
    tego fetyszu "praktycznego zastosowania" i w ogóle tego szacownego
    rozróżniania potocznego teoria/praktyka. To jest, hm, głupie.
  • 01.05.10, 14:27
    "...skonczyli renomowane uczelnie..." Rozumiem, ze autorka sugeruje Harvard,
    Yale, Oxford. Nie zdawalam sobie sprawy, ze mamy w Polsce az tylu absolwentow
    owych renomowanych placowek.
    "... znaja biegle dwa albo trzy jezyki..." Aha, wiec juz jako dzieci musieli
    zmieniac co pare lat kraj zamieszkania stad ta bieglosc w poslugiwaniu sie
    wieloma jezykami w wieku dwudziestu kilku lat.

    Ludzie, zejdzcie na ziemie!

  • 01.05.10, 14:52
    tak, jest to bardzo wygodne postrzeganie świata.
    tyle że owe zasiłki, opieka zdrowotna, a także kosztujące po kilka tysięcy
    studia podyplomowe(!) opłacane są także z MOICH podatków.
    a ja, także po studiach humanistycznych, też przed 30-tką pracuję w miejskiej
    instytucji kultury, za mniej niż 1,5 tysiąca. ku chwale ojczyzny, ogólnemu
    pożytkowi i - oczywiście - własnej satysfakcji z dobrze wykonanej i twórczej
    roboty. pracę mam i wykonuję ją sensownie dzięki latom intensywnych
    doświadczeń - głównie wolontariackich. oczywiście na ich zebranie też miałabym
    mniej szans, gdybym musiała od 20go roku życia podjąć normalną pracę - czyli
    utrzymać się na studiach bez pomocy rodziców. i teraz, gdyby od czasu do czasu
    nie miał mi kto pomóc, utrzymać byłoby mi się momentami trudno - na bajery i
    tak funduszy nie starcza. ale nie obrażam się na świat, bo wiem, że to jest
    wybór. że byłabym w stanie znaleźć inną pracę/zarobić więcej/wyjechać, gdyby
    na czym innym mi zależało. kwestia pokory, otwartości, determinacji. ponoszę
    za siebie odpowiedzialność. ostatecznie - nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.
    Co nie oznacza oczywiście, że w tym najlepszym ze światów nie dałoby się
    systemowo tego i owego urządzić lepiej - można i trzeba. Dlatego np. fakt, że
    osoby niepracujące z wyboru, niekalające się pracą mają z moich podatków
    opłacane studia, na które mnie - pracującej w sektorze publicznym - nie stać,
    jednak mnie irytuje. Aktywizować zawodowo, wspierać warto tych, którzy tego
    rodzaju pomocy naprawdę potrzebują. Resztę niech utrzymują rodzice - choćby do
    pięćdziesiątki, jeśli taki ich wybór. na zdrowie, życzę powodzenia.
  • 01.05.10, 15:14
    ps. ten artykuł miesza różne sytuacje: jeżeli ktoś zarabia "na własne wydatki"
    powyżej 1000 zł, pomagając w rodzinnym interesie czy wykonując zlecenia, to nie
    jest bezrobotnym (chyba że wszystko to robi na czarno i rejestruje się w
    urzędzie swoją drogą). po prostu nie pracuje na etacie, nie ma świadczeń, nie
    zbiera na głodową emeryturę. ludzie tak pracują z musu albo z wyboru, starcza im
    z tego na życie albo nie, wspierani są przy tym przez rodziny albo nie - ale to
    inny temat.
    w kontekście sytuacji niektórych z przedstawionych w tekście "bezrobotnych" moja
    pensja też wygląda jak kieszonkowe, a praca (choć na etacie) jak
    hobby-fanaberia.. bez przesady.
  • 01.05.10, 15:26
    Większość z bohaterów ma albo rodziny łożące na ich utrzymanie albo
    oszczędności z byłej pracy. Co do drugich nie mam zastrzeżeń, pierwsi są tylko
    szczurami żerującymi na najbliższych... Też mi artykuł...
  • 01.05.10, 16:56
    witam

    Och jakie to wszystko ciekawe i inspirujace.
    Ciekawi kogos jak taka sytuacje odbiera rodzic ??
    Ja jestem ojcem takiego " przypadku".
    Z jednej strony sciera sie bezgraniczna molosc do dziecka z
    poczuciem buntu dlaczego ....??
    Dlaczego wciaz mam byc :" zniewolony" do odpowiedzialnosci za losy
    innych , jak dlugo jeszcze ??
    Jestem zmeczony, tez mialem swoje marzenia, cele... zycie sporo
    zredidowalo z tych planow.
    Jest juz prawie za pozno na wszystko...
  • 01.05.10, 21:02
    kopnij w d.. lenia a ściślej odetnij kasę, podziała... przypilnuj aby żoneczka
    - babcia - ciocia* nie dotowała pasożyta. Szybciutko za robotą się rozejrzy.
    Wybacz ale to i Twoja wina. Zrób to dla dobra twojego dziecka.
  • 01.05.10, 17:37
    dzieki za ten reportaz. jestem absolwentka jednego z "miekkich" kierunkow, 3
    jezyki itd. na Wyspach spedzilam 3 lata, obecnie czasowo mieszkam poza europa.
    to co przeczytalam utwierdza mnie w przekonaniu ze do Polski, przynajmniej w
    najblizszej przyszlosci, nie zamierzam wracac. nie moglabym tak zyc -
    szczegolnie ze z powodow osobistych mieszkanie z rodzina w miom przypadku nie
    wchodzi w gre. z czego bym miala zyc i oplacic dach nad glowa?
    to mnie przeraza, ale tez i motywuje do szukania innych, nowych opcji, gdzie
    indziej.

    mam tu prace, w "sprzedazy", ktora z pewnoscia jest ponizej moich
    kwalifikacji, ale nie "ponizej mojej godnosci" jak wyrazila sie jedna z
    bohaterek - jesli naprawde MUSISZ pracowac na zycie (mam wrazenie ze zaden z
    bohaterow nie jest w tej sytuacji) - to pracujesz, i tyle.
    zmywanie garow na Wyspach w pewnym sensie dalo mi wolnosc - niezaleznosc
    finansowa.

    nie wiem jeszcze, co zrobie dalej.
    i ja rowniez, jak inni deluxe, chcialabym miec prace ciekawa, ambitna, dobrze
    platna itd. ale poki co, robie to, co robie i zbieram na wycieczke na Wyspy
    Pacyfiku:)

    pozdrawiam i wszystkim zycze powodzenia.
  • 01.05.10, 18:33
    zgroza, zgroza.... i pomyslec, ze Ci biedni polacy charuja na takich idiotow na studiach dziennych!!! rozumiem, moze ma to sens w stosunku do osob z "marginesu" ktorym trzeba pomoc w najprostrzych sparwach, ale jezeli Polscy studenci wymagaja "przewodnika" by znalesc prace to proponuje od razyu zlikwidowac te "uniwersytety"
  • 01.05.10, 21:02
    Jaki uniwersytet konczyles matole jeden, skoro nie znasz podstaw
    ortografii
  • 01.05.10, 23:49
    bratabrat napisał:

    > Jaki uniwersytet konczyles matole jeden, skoro nie znasz podstaw
    > ortografii

    zadnego nie skonczylem i nigdy niemialem zamiaru. i nigdy nie oczelkiwalem przewodnika od panstwa ktory mi oferty pracy bedzie wyszukiwal.
    a na spacerek tez ma was wyprowadzac???!!!
  • 01.05.10, 23:56
    Coś w tym jest, z jednej strony mało zainteresowani przyszłością,
    niezamożni wykładowcy, sami walczący nierzadko o byt. Z drugiej mało
    zaradni i mało przewidujący studenci, którzy często nawet mimo
    dobrych chęci, lepszej niż posada tragarza lub kelnerki pracy na
    studiach nie dostaną.Z racji obciążenia zajęciami, średniego jednak
    do absolutorium wykształcenia.
    Ja mam 34 lata, mam ukończony niezły kierunek studiów i choć pracuję
    w zawodzie to jak dotąd zmieniałam pracę 6 razy, nikt z
    dotychczasowych pracodawców nie podpisał ze mną umowy o pracę na
    czas nieokreślony, więc nawet nie marzę o kredycie. Za ten stan
    rzeczy trudno mi winić siebie, winię raczej szefów nie poczuwających
    się do odpowiedzialności za młodych, zaczynających karierę zawodową
    pracowników. Z ulgą przyznaję, że jestem teraz sama sobie szefem i
    choć wciąż nie zarabiam kokosów, moja sytuacja jest jak do tej pory
    najstabilniejsza, i w końcu czuję się wolna, niezależna i mam
    poczucie, że się rozwijam. Szczerze polecam ten krok wszystkim
    ludziom opisanym w artykule. Wystarczy pomysł. Znajdą się dotacje,
    jeśli się postaracie.
  • 01.05.10, 20:34
    Dno
    I takie pier..nie, ze az w jaja szczypie.
  • 01.05.10, 20:41
    nożesz... kuźwa pasozyty p...ne i już... mam nadzieję że na takie leniwe
    ścierwo nie trafi żadne z moich dzieci i nie daj Dobry Boże nie zakocha się w
    czymś takim....
    Bardzo przepraszam kulturnych ale emocje mnie poniosły... mój syn na wakacje
    studentem będąc w "Biedronce" pracował w celach edukacyjnych...I podziałało.
    Zresztą po Politechnice robotę szybko znalazł.
  • 01.05.10, 22:47
    Normalnie big mama jesteś, shake yer bouti.
  • 01.05.10, 23:19
    nie big ale normalna. Zresztą moje obawy są czysto teoretyczne bo synowie moi
    po mnie zdrowy rozsądek odziedziczyli.
    A co do "mitycznej praktyczności" wykpiwanej przez Pana powyżej - no cóż można
    pozwolić sobie na zabawę w studiowanie filozofii bądź czegoś równie oderwanego
    od rzeczywistości pod warunkiem że ma się w zapleczu tatusia w pokroju
    p.Kulczyka na przykład. Czynsz płacić trzeba, inne rachunki również. I to jest
    ta demonizowana "praktyczność".
    Tylko w bajkach biblijnych lilie polne i ptaszęta niebieskie nie sieją i nie
    orzą a maja się dobrze.
  • 02.05.10, 00:18
    hammurabina napisała: ble ble ble

    Nie rządź cudzym życiem. To oni są odpowiedzialni za swoje życie, a nie ty. Nie
    wywrzesz na nich presji ani im nie pomożesz. To oni są władni coś zrobić ze
    swoim życiem a ty bezsilna.
  • 02.05.10, 14:13
    jasne, każdy powinien rządzić swoim życiem.ZA SWOJE PIENIĄDZE.
  • 02.05.10, 00:22
    Dajcie ludziom spokój, to ich życie. Bardzo dobrze, że nie stracili jeszcze wiary w przyszłość i coś ich obchodzi poza kasą.
  • 02.05.10, 10:56
    anns napisał/a
    Dajcie ludziom spokój, to ich życie. Bardzo dobrze, że nie stracili jeszcze wiary w przyszłość i coś ich obchodzi poza kasą.

    Nie bądź śmieszny/a.
    Obchodzi ich coś poza kasą,jak piszesz, gdyż ją mają. Gdyby nie mieli sponsora, który patrzy za ich d... szybko by zrewidowali te swoje poglądy, bo by zdechli z głodu,o dobrych książkach nie byłoby nawet mowy.
    BTW,śmieszne jest też myślenie, że ludzie pracują, szczególnie w Polsce, ponieważ obchodzi ich kasa.
  • 02.05.10, 03:18
    To nie sa "bezrobotni deluxe"- dla mnie to pasazyty. Od rodzicow
    dostaje 1,6 tys./m-c, od taty 200zl., od mamy- ile potrzebuje....
    Matko- to w pl nadal istnieja tacy "dorosli, wyksztalceni" ludzie???
    Az sie zezloscilam... ale moze to dlatego, ze dla mnie punktem
    honoru bylo radzic sobie samej jak najwczesniej. Jak na obrone
    zabraklo mi moich funduszy i musialam poprosic rodzicow to bylo mi
    wstyd... teraz pracuje, koncze studia i radze sobie sama- miszkanie,
    oplaty, jedzenie. Jak nie mam- nie kupuje ubrania, nie ide do kina,
    ani na piwo... I wiecie co?- tez bym patrzyla na takich ludzi ze
    zdziwieniem- ze nie szukaja pracy, i z politowaniem- ze sa z siebie
    dumni ze maja na kino, ksiazki, itp.- maja, od rodzicow... no
    paranoja....
  • 02.05.10, 11:27
    Niech utrzymują, a potem wychowują ich dzieci, gdy ci będą
    szukać "mądrości i własnej drogi". To nie mój problem.
    Najważniejsze, żebym nie musiała na takich płacić z moich
    podatków... ja nie mam takiego luksusu, by rodzice dawali mi
    pieniądze. Jest odwrotnie, ja od 25 roku życia muszę proacować, by
    pomóc rodzicom. Dlatego denerwują mnie tacy "intelektualiści",
    których "stać na coś więcej", niż zwykłych ludzi.
    Pracuję dużo i ciężko. Nie mam wolnych wieczorów, bo jako lektorka
    niepopularnego jezyka obcego mam sześć miejsc pracy, piętnaście
    różnych grup...w domu muszę się przygotować, mam małe dziecko...
    Zastanawia mnie więc, dlaczego te rozpieszczone dzieciaki (bo to
    nawet nie młodzież, nie mówiąc o dorosłych)nie wykorzystają swojej
    szansy, tylko czekają, aż coś spadnie im z nieba...
    Im jest za dobrze, nie wiedzą, co to znaczy nie mieć pieniędzy na
    chleb... dlatego tak łatwo im oceniać innych i czuć się od
    nich "lepszymi".
  • 02.05.10, 12:37
    ROTFL.

    Co za darmozjady... żal mi rodziców, którzy są zmuszeni ich utrzymywać.

    UK i na zmywak. Albo z powrotem na studia i nauczcie się czegoś co sie przyda
    w korporacji...
  • 02.05.10, 18:01
    sranie w porcelanie.. jakbym miala rodzicow to tez bym sobie mogla
    nie pracowac z wyboru. Nie wiem dla kogo ten durny artykul
  • 02.05.10, 20:56
    Dziś takie problemy dotyczą coraz większej części społeczeństwa. To jest
    problem wyboru ścieżki życia. Niestety rynek pracy poukładał sie tak, ze dziś
    trzeba być w jakiejś dziedzinie specjalistą. A świat jest tak ciekawy, że
    szkoda czasu na zgłębianie jednej dziedziny przez całe życie!

    A idąc do korporacji pracując od 9 do 18 nie wystarcza czasu na podtrzymywanie
    swoich zainteresowań i na rozwijanie wiedzy ogólnej.

    Ten problem nie dotyczy wszystkich, ale przede wszystkim te osoby, które widza
    złożoność świata, mają wysoki poziom inteligencji emocjonalnej i empatii.

    Nie toleruję za to stanowiska Michała, który jest po prostu leniem i przejada
    kasę inncych.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.