Komentarze do artykułu

Polscy królowie na ekrany!

Za każdym razem, kiedy do kin wchodzi kolejny brytyjski, amerykański albo francuski film historyczny, odczuwam jako Polak głęboką zazdrość. Oni potrafią w nowoczesny, niebanalny sposób opowiadać swoją historię.

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Polscy królowie na ekrany! Dodaj do ulubionych

  • 29.01.11, 11:59
    Wspomniane w artykule postacie pojawiły się już w polskim kinie! Samuela Zborowskiego w filmie Ryszarda Bera "Żelazną ręką" (1989) zagrał Krzysztof Jasiński. W filmie "Kazimierz Wielki" (1975) Ewy i Czesława Petelskich (z tytułową rolą Krzysztofa Chamca) pojawia się wątek romansu królewicza z Klarą Zach. Ostatnie z małżeństw Władysława Jagiełły przedstawione zostało w serialu Grzegorza Warchoła "Królewskie sny" (1988), z pamiętną rolą Gustawa Holoubka. Oczywiście nie znaczy to, ze nie warto do tych tematów powracać.
    Zaawansowany formularz
    • 30.01.11, 16:11
      A jakiż sukces dydaktyczny miałyby te filmy! Wszak w czasach znikomego zainteresowania młodzieży historią warto byłoby pokusić się o takie produkcje.Tylko komu na tym może dziś zależeć?
    • 30.01.11, 16:29

      Albo wspomniane juz martyrologiczne pomniki albo toporne komedie zbudowane na prymitywnych ,prostackich gagach.

      Plus twarze aktorów które nic nie wyrazaja-az chce sie wyjsc z kina .
    • 30.01.11, 17:23
      Gdyby Anglicy czy Amerykanie mieli takie przejścia w historii jak Polska w ciągu ostatniego pół wieku, to nie robiliby filmów o jąkającym się królu. :)

      Artykuł słaby - narzekanie dla samego narzekania. Jeśli nie podoba się autorowi wybór tematów, które pojawiają się w polskim kinie, to dlaczego nie skrytykuje bezpośrednio odpowiedzialnych?

      Dlaczego Wajda robi to co robi i rozdziela kasę na produkcje takie, na jakie rozdziela? Dlaczego Hoffman "zablokował" się w ekranizacjach lektur i produkcji rocznicowych? Dlaczego Holland zrobiła najpierw serial o premierze idealnym, a potem spróbowała (z mizernym skutkiem) "odczarować" Janosika? Dlaczego młodzi autorzy preferują kino współczesne, opowiadające o dzisiejszych problemach?

      Tak jak napisano wcześniej w tym wątku - filmów historycznych bez dużych pieniędzy, a opowiadających o naszej dawniejszej historii jest sporo - a czemu się do nich nie wraca, warto raczej spytać twórców, którzy wolą współczesność lub łatwiznę lektur ("Śluby Panieńskie").
      • 31.01.11, 09:11
        gotrek napisał:

        > Dlaczego Wajda robi to co robi i rozdziela kasę na produkcje takie, na jakie ro
        > zdziela? Dlaczego Hoffman "zablokował" się w ekranizacjach lektur i produkcji r
        > ocznicowych? Dlaczego Holland zrobiła najpierw serial o premierze idealnym, a p
        > otem spróbowała (z mizernym skutkiem) "odczarować" Janosika? Dlaczego młodzi au
        > torzy preferują kino współczesne, opowiadające o dzisiejszych problemach?

        Wajda osiągnął pozycję pozwalającą mu na realizowanie projektów, jakie sobie zamarzył. I dobrze, bo i "Pan Tadeusz" i "Zemsta" to perełki. Holland nie zrobiła najpierw serialu, a potem Janosika. Przeciwnie. Zaczęła od Janosika, ale poległa finansowo i niedokończony film leżał i czekał na lepsze czasy.

        Nie wiem jakie kino preferują młodzi, ale produkcja "Hardcore'44" sugeruje, że wcale nie muszą kochać jedynie współczesności. Spójrzmy na literaturę - "Nadchodzi" Orbitowskiego opowiada o wydarzeniach tuż po wojnie (i to w konwencji horroru, gdyby to zekranizować, mogłoby się ukazać, że powstała jedna z najoryginalniejszych produkcji o powojennej Polsce). Komuda pisze o siedemnastowiecznej szlachcie, Domagalski o wojnach z krzyżakami, są i powieści młodych polskich autorów o wyprawach krzyżowych, alternatywnych czasach napoleońskich i inne. Przywołany wcześniej Orbitowski napisał powieść sensacyjną osadzoną w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, ale sięgającą do biografii Mickiewicza. Ale łatwiej napisać powieść, niż nakręcić film, bo taniej. Może więc i w młodych polskich filmowcach sporo jest historycznych chęci, ale zwyczajnie brak kasy na ich realizację?
        • 01.02.11, 00:57
          "Zemsta" i "Pan Tadeusz" to rozumieniu zarzutów autora artykułu dno i kupa mułu, bo są odtwórcze i bez krzty życia takiego, jakie pojawia się we współczesnych filmach historycznych/kostiumowych. Oczywiście tego nie powiedział wprost, ale jeśli zestawić jego uwagi (oraz to co uznaje za zalety współczesnych zachodnich filmów historycznych), to wychodzi to co wychodzi. Żeby nie podpaść własnej firmie, "skrytykował nie wprost" mówiąc o "Katyniu", ale tu krytykować (w miarę) wolno, bo to "polskie rozdrapywanie ran".



          > Nie wiem jakie kino preferują młodzi, ale produkcja "Hardcore'44" sugeruje, że
          > wcale nie muszą kochać jedynie współczesności.

          Oj, pan autor artykułu zjechałby Cię za to, że popierasz pisanie o historii współczesnej - on chce Tudorów, a nie Pileckich! Nawet jeśli Pileccy są cyborgami, a dirlewagerowcy mutantami-zombie. ;)

          > Spójrzmy na literaturę - "Nadchodzi" Orbitowskiego opowiada o wydarzeniach tuż po >wojnie (i to w konwencji horroru, gdyby to zekranizować, mogłoby się ukazać, że powstała > jedna z najoryginalniejszych produkcji o powojennej Polsce).

          Ta sama uwaga co powyżej - autorowi nie chodzi o historię współczesną.

          > Komuda pisze o siedemnastowiecznej szlachcie, Domagalski o wojnach z krzyżakami, są i powieści młodych polskich autorów o wyprawach krzyżowych, alternatywnych czasach napoleońskich i inne. Przywołany wcześniej Orbitowski napisał powieść sensacyjną osadzoną w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, ale sięgającą do biografii Mickiewicza. Ale łatwiej napisać powieść, niż nakręcić film, bo taniej. Może więc i w młodych polskich filmowcach sporo jest historycznych chęci, ale zwyczajnie brak kasy na ich realizację ?

          Oczywiście - literatura jest, pozostaje pytanie, dlaczego nie filmowana?

          Pozostaję na stanowisku, że to nie tylko kasa, ale kwestia wyboru kierunków polskiego kina - a te określa Polski Instytut Sztuki Filmowej. Jest jeszcze kwestia zainteresowań samych filmowców - jeśli ktoś chce robić filmy o tym, jak się dwóch pijaków pozabijało na chacie w Bieszczadach (nawiasem mówiąc, film całkiem dobry) albo jak jakiś komornik nawrócił się na człowieczeństwo, to chyba nie można ich za uszy ciągnąć do projektów o Kazimierzu Wielkim?

          Zwróć uwagę, że produkcje historyczne sięgające daje niż poza XX wiek są zdominowane przez starych reżyserów. Można mówić o dostępie do kasy, jasne, ale przecież to właśnie komitet z tychże twórców złożony ta kasę rozdaje... Może oni już nie potrafią robić filmów inaczej? Sam nie wiem.
          • 01.02.11, 09:00
            gotrek napisał:

            > "Zemsta" i "Pan Tadeusz" to rozumieniu zarzutów autora artykułu dno i kupa mułu
            > , bo są odtwórcze i bez krzty życia takiego, jakie pojawia się we współczesnych
            > filmach historycznych/kostiumowych.


            Bo Wajda to tyleż reżyser, co i malarz, do tego wyrosły nie tylko na filmie, ale i teatrze. Toteż on kocha detal - i w obrazie i w grze aktorskiej. Widać to w jego filmach. A przy tym nie rozumie chyba, albo nie chce rozumieć kina nowoczesnych fabuł, nie cieszą go suspensy i mocno mroczne postacie. Jeśli u Wajdy pojawia się rys niejednoznaczności, to albo musi to być symbol aspirujący do wielkości, albo efekt aktorski. Rzeczywiście, "Tudorów" ani "Spartakusa", czy nawet "Rzymu" i "Deadwood" (dwa ostatnie seriale przerastają wymienione wcześniej przynajmniej o klasę) nie kręci. Z drugiej strony - Wajda kręci filmy a nie seriale. Jeśli już porównywać "Pana Tadeusza" to może z "Braveheart" i "Szeregowcem Rayanem" albo "Cienką czerwoną"? Mogłoby się okazać, że podobieństwa jednak istnieją.

            > Oczywiście - literatura jest, pozostaje pytanie, dlaczego nie filmowana?
            > Pozostaję na stanowisku, że to nie tylko kasa, ale kwestia wyboru kierunków pol
            > skiego kina - a te określa Polski Instytut Sztuki Filmowej. Jest jeszcze kwesti
            > a zainteresowań samych filmowców - jeśli ktoś chce robić filmy o tym, jak się d
            > wóch pijaków pozabijało na chacie w Bieszczadach (nawiasem mówiąc, film całkiem
            > dobry) albo jak jakiś komornik nawrócił się na człowieczeństwo, to chyba nie m
            > ożna ich za uszy ciągnąć do projektów o Kazimierzu Wielkim?
            >
            > Zwróć uwagę, że produkcje historyczne sięgające daje niż poza XX wiek są zdomin
            > owane przez starych reżyserów. Można mówić o dostępie do kasy, jasne, ale przec
            > ież to właśnie komitet z tychże twórców złożony ta kasę rozdaje... Może oni już
            > nie potrafią robić filmów inaczej? Sam nie wiem.


            Masz zapewne rację, że to nie tylko kwestia kasy. Niemniej, kiedy rozmawiałem (bardzo wstępnie) z jedną z telewizji o możliwości zrobienia serialu o Familii, usłyszałem od razu, że to niemożliwe ze względu na ograniczenia finansowe właśnie. Oczywiście, występowałem wtedy jako prawie nikt, a rozmawiano ze mną wyłącznie po znajomości. Mój znajomy próbował zainteresować inną telewizję, szukającą właśnie pomysłów na seriale, opowieścią o Jagiellonach i też na wstępie usłyszał, że musi pamiętać, iż ten projekt może zderzyć się z finansową rzeczywistością.

            Oczywiście, brak współczesnym filmowcom doświadczenia w kręceniu filmów/seriali historycznych. To nie bagatelka. Może dlatego biorą się za nie niemal wyłącznie starzy, doświadczeni filmowcy? Machulski swego czasu mówił o tym w jednym z wywiadów (on akurat film kostiumowy ma w dorobku) i wskazywał brak przygotowania polskiego kina do historii już nawet na poziomie drobiazgów, technikaliów, doświadczenia ludzi odpowiedzialnych za stroje na przykład. I coś w tym jest. Taki "Wiedźmin" (nie historyczny, ale kostiumowy) był kiepski nie tylko ze względu na niedostatki finansowe. Tworzenia kina historycznego też trzeba się uczyć. Choć to trochę dziwne, że zniknęło w Polsce, skoro powstały u nas takie seriale jak "Królowa Bona" czy "Królewskie sny" - spełniające przecież postulaty postawione w artykule.
            • 01.02.11, 22:15
              >Tworzenia kina historycznego też trzeba się uczyć. Choć to trochę dziwne, że zniknęło w Polsce, skoro powstały u nas takie seriale jak "Królowa Bona" czy "Królewskie sny" - spełniające przecież postulaty postawione w artykule.

              Ostatnie były "Królewskie Sny" oraz "Crimen" (z tych z gatunku cięższego niż proste ganianki płaszcza i szpady - które nawiasem mówiąc też są potrzebne, tworząc bazę i punkt wyjścia).

              Trochę to wina literatury (bo jednak gdzie tam Komudzie do Hena), trochę systemowi finansowania w polskim kinie. Do pewnego stopnia również samej branży filmowej - za PRLu produkcje historyczne (szczególnie te piastowskie) były nośnikiem ideologii, więc po 1989 wielu reżyserów miało do nich uraz. Istniało też przekonanie, że o tamtych czasach nakręcono już wszystko (co jest zresztą dość zgodne z prawdą - kwestia tylko, JAK nakręcono), a bariera finansowa zostawiała takie projekty praktycznie wyłącznie jako opcję dla "starych mistrzów", którzy w swoim mistrzowaniu nie wychowali sobie młodego narybku (ewentualni narybkowi temu kręcenia produkcji tego typu nie ułatwiają).

              Co do Wajdy, to masz rację, te "obrazy" i zaczepienie w teatrze widać też świetnie w Katyniu (tzn. w końcówce). Za to "Tadeusz" i "Zemsta" to przypadki specyficzne, które jednak obrazują zarówno zachowawczość tematu (lektura), jak i formy (Kenneth Brannagh to to nie jest). Ładne to-to, takie do popatrzenia i podziwiania - ale to już chyba nie kino.
              • 02.02.11, 12:59
                gotrek napisał:
                > Ostatnie były "Królewskie Sny" oraz "Crimen" (z tych z gatunku cięższego niż pr
                > oste ganianki płaszcza i szpady - które nawiasem mówiąc też są potrzebne, tworz
                > ąc bazę i punkt wyjścia).
                > Trochę to wina literatury (bo jednak gdzie tam Komudzie do Hena),


                Akurat i "Królewskie sny" i "Crimen" to filmy oparte na prozie Hena właśnie. Rzeczywiście, Komuda mu nie dorównuje, choć stara się bardzo zagospodarować tę samą niszę. Aż dziw, że na fali popularności Komudy nikt nie wznawia Hena właśnie.
                Z drugiej strony kompletnie niewykorzystany jest Bunsh. Mnie się marzy ekranizacja "Dzikowego skarbu" z Majchrzakiem w tytułowej roli. I żeby to Kolski reżyserował:).

                trochę system
                > owi finansowania w polskim kinie. Do pewnego stopnia również samej branży filmo
                > wej - za PRLu produkcje historyczne (szczególnie te piastowskie) były nośnikiem
                > ideologii, więc po 1989 wielu reżyserów miało do nich uraz. Istniało też przek
                > onanie, że o tamtych czasach nakręcono już wszystko (co jest zresztą dość zgodn
                > e z prawdą - kwestia tylko, JAK nakręcono),


                "wszystko już było" to hasło pasujące do każdego tematu, jak ktoś się uprze. Może jednak dotrze do nas moda na inne filmowe opowiadanie o historii? Z opóźnieniem, oczywiście, jak wszystko. Tyle, że coraz bardziej dochodzę do wniosku, że niestety masz rację - potrzeba jeszcze kogoś, kto by napisał powieść, lub scenariusz na odpowiednim poziomie i zamknął w niej fabułę skonstruowaną w sposób bliski np. "Rome" (choć "Dzikowy skarb" właśnie pod tym względem spełnia takie kryteria).
    • 30.01.11, 17:59
      Królowa Bona
      • 01.02.11, 20:29
        Ale że niby co, że twoim zdaniem to serial nakręcony dziś czy raczej tak porywający jak np. "Tudorowie"? A może jedno i drugie?
    • 31.01.11, 09:02
      Kosztów nie generują tylko sceny batalistyczne. Same kostiumy podnoszą koszt filmu, przez co stacje telewizyjne kalkulujące zyski szybko dochodzą do wniosku, że znacznie bardziej opłaca im się zrobić trzy seriale współczesne (z czego co najmniej dwa będą zagranicznymi licencjami, a zatem formatami sprawdzonymi) niż jeden, choćby i w założeniach znakomity, historyczny. Nie sądzę, by to się szybko zmieniło.

      Druga sprawa to scenariusze. Żeby powstał dobry serial historyczny trzeba by chyba zatrudnić kogoś z zagranicy:/. Inaczej skończy się tak, jak np. w niezłym "Czasie honoru", w którym co pewien czas trafiają się sceny i dialogi przeniesione żywcem z "M jak miłość". Wpływy Łebkowskiej na polskie seriale pozostają nie do przecenienia.

      I na koniec - fragment o teatrze faktu ukazującym kryształowo czystych akowców torturowanych przez psychopatów z UB mam za typowe dla GW kuriozum. Rozumiem, że zdaniem autora powinien się taki teatr roztkliwiać nad dylematami etycznymi katów, albo koniecznie skupiać na wyszukiwaniu plam w życiorysach mordowanych? Redaktorowi umknęło chyba pięćdziesiąt lat kinematografii i literatury sławiącej UB i gnojącej tych, którzy byli przez nią mordowani.
      • 04.02.11, 11:01
        W pełni zgadzam się z powyższą opinią, zwłaszcza z trzecią częścią.
        Widać wyrażnie, że GW w prawie każdym, pozornie obiektywnym artykule, stara się za wszelką cenę polską historię i kulturę przekłamać, zohydzić, obrzucić błotem, czyli, używając modnego eufemizmu, odbrązowić.
        Oprócz wspomnianych zołnierzy AK, podobnie rzecz ma się z 'gwałcicielem' Kazimierzem Wielkim. Gwałt jest niczym nie potwierdzoną plotką. Przyszły król był mężczyzną atrakcyjnym, miał rozliczne romanse (m.in. Esterka, Krystyna Rokiczanka). Tak tez było w przypadku Klary, czego dowodem może być fakt, że o ich związku wiedziała siostra Klary. Wraz z dwórką pośredniczyła ona w ich spotkaniach. Tak więc gwałt jest wysoce wątpliwy.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.