Dodaj do ulubionych

Nie jestem głupia czy leniwa - list

03.07.11, 00:05
Kiepsko napisane jak na wielką humanistkę. Widocznie mityczny klucz rzeczywiście jest przychylny dla osób myślących schematami, skoro z polskiego udało się zdobyć 100%.
Edytor zaawansowany
  • super.johny 03.07.11, 01:02
    Przez prawie 30 lat niebytu obowiązkowej matematyki na maturze odnoszę wrażenie, że poziom intelektualny Polaków spadł do minimum. Nawet autorka ukazuje swą piramidalną głupotę, zaznaczając, że przecież "teraz wszystko obliczą za nas maszyny". Otóż "maszyny" to tylko maszyny, bywa, że się psują. I nie obliczą nic za autorkę listu, której korona z głowy by chyba w tym przypadku spadła. Nie wierzę, że ten mainstream tępych uczniów zdołał sformułować taki pogląd, w dodatku obawiam się, że list ten może trafić na podatny grunt innych tępaków.
    Doskonale się stało, że matematyka wróciła na maturę! To daje nadzieję na to, że zmniejszy się liczba narzekaczy-humanistów, niezdolnych do zaliczenia umiarkowanie prostego, bądź co bądź, egzaminu.

    To pisał tegoroczny maturzysta, były uczeń klasy "dziennikarskiej".
    Matura z matematyki (podstawa) zdana na 68% bez żadnego specjalnego przygotowania.
  • q-ku 03.07.11, 19:38
    średniego
    tylko i aż tyle

    i nie dołączy do grona niewykształconych studentów
    nareszcie wzrośnie poziom wykształcenia
  • dexterek011 03.07.11, 23:44
    > Nie jestem głupia czy leniwa - list


    A jednak jesteś głupia albo leniwa (stawiam na to pierwsze)
  • spokojny.zenek 03.07.11, 23:56
    To pierwsze jest oczywiste - lektura listu wątpliwości nie zostawia. Co do drugiego - trudno powiedzieć...
  • krytykk 06.07.11, 18:02
    "wszyscy przyszli dziennikarze, poloniści, kulturoznawcy, którzy po prostu nie odnajdują się w liczbach."
    Na kasie w Biedronce, Tesco i McDonaldzie jednak będą musieli się odnaleźć.
  • w.i.l 06.07.11, 18:15
    To metody logicznego rozumowania.
    W matematyce występują różne obiekty, liczby, zbiory, figury geometryczne, funkcje czyli zależnosci itd. itd.
    Ludzie, nie głupiejcie tak strasznie.
    --
    Nie głosuję ani na PO ani na SLD - partie, które 01.04.2011 przyjęły ustawę ułatwiającą m.in. młodzieży posiadanie narkotyków.
    Dlaczego nie głosuję na PiS - nie ma potrzeby wyjaśniać.
  • radon13 06.07.11, 20:15
    Ta matura jest śmiesznie latwa dla osób które potrafia logicznie rozumowac. Jesli się tego nie umie trudno trzeba wykuć sie schematów jak na prawo jazdy i liczyć na 30 %.

    --
    radon
  • noducks 06.07.11, 21:06
    bo od tego rzeczywiscie sa teraz maszyny. matematyka jest dla mozgu tym czym sport dla ciala.
    --
    Wytresowali swinie, kupili sobie psy
    I w pustych slow swiatyni stawiaja oltarz krwi
    Zawodzi przed balwanem polslepy kaplan-lgarz
    I kazdym nowym zdaniem hartuje pancerz nasz
  • cozaszit 06.07.11, 23:41
  • pisowski_lud_wszystko_kupi 07.07.11, 08:48
    się w życiu, choć nie zawsze bezpośrednio. To nie Twoja wina że nie lubisz matematyki. To wina jakiejś pani nauczycielki w pierwszych klasach szkoły. O podejsciu do matematyki jak i do każdego innego przedmiotu decyduje nauczyciel w podstawówce a tam niestety sporo frustratów bez pojęcia.
  • 47_procent_kretynow 07.07.11, 08:55
  • benek231 08.07.11, 20:53
    Ludziom wybierajacym sie na studia humanistyczne matematyka, w czesci wymienionej przez autorke listu (rachunek prawdopodobienstwa, funkcje, logarytmy, calki, macierze, itp.), potrzebne sa jak piate kolo u wozu. Dla wielu uzdolnionych ludzi jest jedynie przeszkoda w zdobyciu wlasciwego dla nich wyzszego wyksztalcenia.
    Tylko zakute matematyczne lby mogly wymyslec cos takiego jak obowiazkowa matura z matematyki, w zakresie wymienionym powyzej.
  • jurgi-fld 09.07.11, 09:18
    > Zabraknie słowa, przestawiony szyk i wszyscy zaczynają się gubić. Dlaczego?

    No, jeśli przestawiony szyk powoduje, że przestajesz rozumieć zdanie, to BARDZO ŹLE świadczy o twoim poziomie znajomości języka polskiego. Humanistka? Kpiny. Człowiek nie potrafiący ogarnąć nic poza literaturą nie jest humanistą, tylko zwykłą pipą.
    _______________
    Wyśmiewisko Różności • „Dajcie mi punkt oparcia, a wyśmieję wszystko”
    Elementy i fragmenty • …coś więcej niż tylko część całości
    Kopalnia Wiedzy • twoja ręka na pulsie nauki
  • benek231 09.07.11, 20:27
    A tak poza tym - dobrze sie czujesz?
  • rraleighh 07.07.11, 01:09
    Trafna uwaga, matematyka jest umysłowem ćwiczeniem, ale przede wszystkim jest fragmentem naszej kultury, tak jak wiersze Sępa Szarzyńskiego, proza Gombrowicza, czy poemat Beowulf :) Wybór tematów w szkole średniej sprowadza się w tej chwili do kompletnego elementarza, są to pomysły matematyczne na tyle podstawowe, że w zasadzie podpadają nie pod matematykę, tylko pod krytyczne myślenie, co dobrze ilustruje zacytowane w liście pytanie o "prawdopodobieństwo zdarzenia A, które polega na tym, że w pierwszym rzucie sześcienną kostką do gry otrzymamy parzystą ilość oczek i iloczyn liczby oczek w obu rzutach będzie podzielny przez 12". W szkole nie podaje się precyzyjnej definicji granicy ciągu, a tym bardziej nie definiuje się pochodnych, czy całek, tak więc szereg podstawowych ideii matematycznych tak czy siak nie trafi pod strzechy :)

    Nawiasem mówiąc, te 30% zadań niezbędnych do zdania matury powinno być tak ustawione, żeby każdy matołek je zdał. Ostatecznie wiemy już, że skoro matematyka jest obowiązkowa, to jest bardzo ważna :) Krwawe ofiary z dziewic nie są niezbędne :)
  • camparis 07.07.11, 01:31
    zastanawiające :)
    gruby.soup.io/post/143647917/Image
    skoro "humanistka" nie może zdać matmy, to dlaczego "ścisłowcy" zdają polski?

    --
    moje spojrzenie na Wrocław
    www.miastowroclaw.blox.pl
  • noc.nick.rasowy 07.07.11, 01:45
    ...i wiedzą, że to nie jest poprawnie "niech sobie zdaje tą matematykę" bo powinno być zdawać tę matematykę. Ale to już jest drobny szczegół!
  • apas13 07.07.11, 10:32
    > "wszyscy przyszli dziennikarze, poloniści, kulturoznawcy, którzy po prostu nie
    > odnajdują się w liczbach."

    To biedne dziecko nie rozumie świata. Ja też jestem humanistą, nie lubiłem matematyki w szkole, błyszczałem z polskiego, historii i pokrewnych. Ale. Na studiach (humanistycznych jak najbardziej) musiałem się zmierzyć z logiką i statystyką na wysokim poziomie. Pisząc dwie prace magisterskie musiałem prowadzić badania w oparciu o dane statystyczne. W pracy matematyka wracał do mnie ciągle przez ostatnie 20 lat - moze nie w formie jakoś szczególnie zaawansowanej, ale na tyle często, bo o niej nie tylko nie zapomnieć, lecz wręcz czasem sięgać po jakieś publikacje z tego zakresu.
    I jeszcze jedno. Znaczna część mojej dotychczasowej kariery zawodowej była związana z dziennikarstwem, zarówno w Polsce jak i poza nią. Z całą odpowiedzialnością muszę stwierdzić, że to właśnie dziennikarz - osoba, która zdobywa informacje w imieniu swoich czytelników czy widzów - jest zobowiązany do posiadania jak najszerszej wiedzy z możliwie wielu dziedzin, w tym także matematyki, fizyki, chemii czy biologii. Bo żeby informować innych, najpierw samemu trzeba zrozumieć.

    Panienka pisze, że może napisze i wyda książkę. Droga moja - żeby być czytanym, trzeba mieć coś do powiedzenia. Na tę chwilę widzę to tak: masz jeszcze długą drogę przed sobą.
  • magdolot 06.07.11, 12:26
    Myślę, że ta kobitka jest raczej ofiarą durnych i leniwych nauczycieli, którzy sami nie rozumieją czego uczą. Wiele lat temu zaczynałam liceum z przeświadczeniem, że jestem za tępa na jakiekolwiek próby opanowania nauk ścisłych. Może to był skutek przeprowadzania na mnie eksperymentu Moroza przez istotę o inteligencji na poziomie Wielkiego Rowu Mariańskiego, która usiłowała mnie wysłać do psychiatry w wieku 9 lat, bo nie znała określenia "gad jurajski" i uznała mnie za schizofreniczkę, ponieważ ja je znałam? Może wielu jej godnych następców, których "wysiłki pedagogiczne" sprawiły, że zostałam belfrem z powodów mocno wallenrodycznych, żeby ratować indywidualistów przed tą upiorną instytucją? Dopiero na studiach odkryłam, że dobrze wyłożona chemia organiczna robi się trywialna a biochemia jest fascynująca, biomechanika też jest ok i nawet statystyka w wykonaniu świra jest do przejścia. Od wielu lat jestem żoną astrofizyka pętającego się na pograniczu matematyki teoretycznej i jego przejścia z nauczycielami nauk ścisłych naszych dziatek utwierdzają mnie w przekonaniu, że to nie JA jestem matematycznym debilem. Obrazek sprzed kilku lat. Mąż wraca z dziecięciem ze szkoły i wkurzony pyta na wejściu jaką figurą geometryczną jest według mnie "uporządkowany zbiór punktów". Odpowiadam, że to może być wszystko. Dowiaduję się, że wg. słynnego na całe miasto nauczyciela naszej latorośli ze szkoły społecznej jest to definicja prostej. Dziecię kochało tego pana i przez jakiś czas wybuchały awantury, jak mój mąż usiłował jego nauczanie dziecięciu prostować. Potem mężowi udało się dziecię przekonać do swoich racji i od tej pory słyszeliśmy takie relacje ze sprawdzianów " na to pytanie odpowiedziałam tak, ja wiem że to jest źle i wiem też dlaczego, ale wg. pana od matematyki tak jest dobrze.
    Żyjemy w pięknym kraju który czegoś takiego jak "system edukacji" nie posiada wcale, zamiast tego mamy ręczne sterowanie kolejnych ministrów edukacji od ściany do ściany, a wina za niekompetencję dorosłych zawsze jest zwalana na ucznia, który jest głupi ORAZ leniwy, bo bachor po prostu tak ma, że jest niereformowalnym draniem. A jak jakiś bachor zaprotestuje, to się go złaje i po sprawie. Krakowscy fizycy napisali kiedyś list, jeszcze do ministra Handkego, z prośbą o przestawienie nauczania fizyki z głowy na nogi, tam były konkretne propozycje. List pozostał bez odpowiedzi.
  • pawelekok 08.07.11, 13:18
    jest beznadziejnie nauczanych. Nie tylko matematyka. A zasady rekrutacji do pracy w zawodzie nauczyciela są w dzisiejszych czasach jakąś wiedzą tajemną. Nikt nie wie co decyduje, że ktoś zostaje przyjęty do pracy lub nie. Oczywiście pomijając protekcję, która odpowiada za 90% takich decyzji. Ale jedno jest pewne (w przypadku tych, którzy na protekcję liczyć nie mogą) - nadkompetentni, tj. posiadający głęboką wiedzę, umiejętności pedagogiczne oraz tzw. powołanie do tego zawodu - na zdobycie w nim pracy liczyć nie mogą.
  • gh83 06.07.11, 15:37
    Kiedyś, jak ktoś był ciężkim debilem, starał się, by nie wyszło to na jaw. A teraz proszę - chwalą się tym w liście do poczytnej gazety, a ta nawet to publikuje.

    Próba zaszufladkowania siebie jako "humanistę" lub "umysł ścisły" to nic innego, niż przyznanie się do debilizmu lub koszmarnego lenistwa. "Jestem humanistą i matematyka jest dla mnie trudna, więc zamiast się do niej przyłożyć podwójnie, popierdzę swobodnie na łące w słoneczne popołudnie". "Jestem ómysłem ścisłym i ortografja przyhodzi mnie z tródem, lepiej poóczę się czegoś, co i tak mam w małym palcó". Żenada.

    --
    Psycholog Wrocław
  • jarkoni 06.07.11, 18:30
    gh83 napisał:

    > Kiedyś, jak ktoś był ciężkim debilem, starał się, by nie wyszło to na jaw. A te
    > raz proszę - chwalą się tym w liście do poczytnej gazety, a ta nawet to publiku
    > je.
    >
    > Próba zaszufladkowania siebie jako "humanistę" lub "umysł ścisły" to nic innego
    > , niż przyznanie się do debilizmu lub koszmarnego lenistwa. "Jestem humanistą i
    > matematyka jest dla mnie trudna, więc zamiast się do niej przyłożyć podwójnie,
    > popierdzę swobodnie na łące w słoneczne popołudnie". "Jestem ómysłem ścisłym i
    > ortografja przyhodzi mnie z tródem, lepiej poóczę się czegoś, co i tak mam w m
    > ałym palcó". Żenada.

    Napisałbym coś podobnego. Brawo
  • pawelekok 08.07.11, 13:30
    Ktos kiedyś powiedział, że czasem lepiej nie otwierać ust, budząc podejrzenia, że jest się głupkiem, niż je otworzyć i rozwiać wszelkie wątpliwości. Ta Pani otworzyła.
  • poziomka555 06.07.11, 19:09
    uczeń bez zdanej matmy MA wykształcenie średnie
  • tomek854 06.07.11, 19:10
    ...ale nie ma matury, więc nie może isć na studia.
    --
    Nie jestem ginekologiem, ale mogę zajrzeć...
  • aduerin 06.07.11, 19:22
    tomek854 napisał:

    > ...ale nie ma matury, więc nie może isć na studia.

    dobrze by bylo.. ale niestety, kazda prywatna uczelnia im. Kena i Barbie przyjmuje na studia BEZ matury. Musisz ja tylko zdac przed ukonczeniem studiow.
  • tomek854 06.07.11, 19:24
    No, ale też dyplom z takiej uczelni ma takie poważanie jakie ma... I potem głupi ludzie, którzy nie zdali matury a potem płacili cięzką kasę żeby w takiej uczelni zdobyć dyplom z Zarządzania i Tarota sie dziwią, że oni tacy wykształceni a nie ma dla nich pracy ;-)
    --
    Samochodem do Turcji -> knsa.pl/turcja.php
  • hermina5 06.07.11, 20:55
    >I potem głupi ludzie, którzy nie zdali matury a potem płacili cięzką kasę żeby w takiej uczelni >zdobyć dyplom

    Nie da się nie zdać matury i studiować w Polsce.
  • tomek854 06.07.11, 20:59
    > Nie da się nie zdać matury i studiować w Polsce.

    No ja też tak myślałem, jeśli chodzi o studia licencjackie i magisterskie, ale przedmówca podał przykład w którym ten problem jest obchodzony przy wykorzystaniu dziury w prawie.

    Za to może Cię to zdziwi, ale można zrobić doktorat.
    --
    Nie jestem ginekologiem, ale mogę zajrzeć...
  • hermina5 06.07.11, 21:03
    Nie, nie można. Nie ma takiej dziury prawnej, która pozwala ci uzyskać licencjat, jeśli nie masz matury. To samo uniemożliwia ci zdobycie magisterium. A brak magisterium = nie dostajesz się na studia doktoranckie, które obecnie są obowiązkowe, jeśli chcesz otworzyć przewód. Wszelkie inne wasze pomysły, to po prostu bzdury wyssane z palca.
  • tomek854 06.07.11, 21:15
    hermina5 napisała:

    > Nie, nie można. Nie ma takiej dziury prawnej, która pozwala ci uzyskać licencja
    > t, jeśli nie masz matury.

    UZYSKAĆ LICENCJAT. Rozumuiesz co piszesz?

    NIe pisałem, że można mieć licencjat bez matury. Natomiast pisałem, że nie można bez matury iść na studia i jeden z dyskutantów podał przykład, że to akurat nie jest prawda.

    Według danych podanych przed przedpiścę, są szkoły które przyjmują na studia ludzi bez matury, i ci ludzie muszą ją zdać ZANIM UZYSKAJĄ LICENCJAT. Ale studiują bez niej.

    Dlatego właśnie To samo uniemożliwia ci zdobycie magisterium. A brak
    > magisterium = nie dostajesz się na studia doktoranckie, które obecnie są obowią
    > zkowe, jeśli chcesz otworzyć przewód. Wszelkie inne wasze pomysły, to po prostu
    > bzdury wyssane z palca.

    To ciekawe, bo znam doktora który jest tylko inżynierem :P

    Ale faktycznie, zapędziłem się trochę. U nas dopiero chce się otworzyć taką scieżkę, na razie jest tak tylko w krajach zachodnich, głównie w anglosaskich.

    --
    ŻYJ ZDROWO - UŻYWAJ TYLKO LOGARYTMÓW NATURALNYCH!
  • krystyna_anna 06.07.11, 22:25
    Mylisz się - wykształcenie średnie otrzymuje absolwent szkoły średniej , bez względu na to , czy maturę zda - czy tez nie .
    --
    krystyna_anna
  • pawelekok 08.07.11, 13:35
    Jeśli otrzyma wszystkie oceny pozytywne na świadectwie. Jeśli nie, to nie ma wykształcenia średniego.
  • q-ku 03.07.11, 21:02
    tak to chyba rozdziela ta dziewczyna i jej koledzy z klasy

    ale to nie ich wina
    tak ich wychowali ich rodzice - też nieumiejący matmy
  • spokojny.zenek 03.07.11, 23:04
    Niestety od dawna taka definicja obowiązuje.. .
  • ynalok64 07.07.11, 20:35
    q-ku napisał:

    > tak to chyba rozdziela ta dziewczyna i jej koledzy z klasy
    >
    > ale to nie ich wina
    > tak ich wychowali ich rodzice - też nieumiejący matmy

    spotykają się dwie mamy pierwszoklasistów na początku października i jedna mówi:
    - Wiesz, mój Jasio jest uzdolniony humanistycznie!
    - O? Skąd wiesz?!
    - dostał lufę z matmy!

    a tak poważnie, to widziałem kiedyś definicję humanisty:
    człowiek wszechstronnie wykształcony, dobrze zorientowany w stanie współczesnej nauki,
    jej trendach i najważniejszych osiągnięciach.


    czy jakoś tak.

    i nawet znam takich ludzi.
  • mumzebiusz 06.07.11, 12:57
    Ja do niedawna uwazalem ze matematyka powinna byc na maturze (nigdy nie moglem zrozumiec jak mozna miec problemy z matma - za to cala ta bezsensowna ortografia... :) ) - ale po przeczytaniu "A Mathematician's Lament" zmienilem zdanie - to czego ucza w szkole to nie matematyka tylko jakis potworek - zapamietywanie regulek bez wyjasnienia skad sie biora.
    Z drugiej strony - biedna "humanistka" placze ze zawsze chciala sie zajmowac literatura wiec po co jej matematyka - a ja co mam powiedziec? Zawsze mnie interesowaly tylko przedmioty scisle - a i tak musialem przebrnać przez "Dziady" "Cierpeienia mlodego Wertera" i inne potworki (i nie moglem polonistce powiedzec ze moim zdaniem bohaterowie tych utorow to zwykli wariaci) a nawet napisac mature z polskiego (po diabla uczyc sie ortografi - kazdy edytor tekstu ma sprawdzanie pisowni)
  • tymczasowasowa 06.07.11, 21:06
    W szkole średniej matematyka to zbiór reguł, które pozwalają swobodnie rachować. I na tym poziomie ma to jak najbardziej sens i nie wiem dlaczego nazywasz to potworkiem.
    Autorka artykułu jest po prostu głupia, ale głupia jest też sama matura, która jest kompletnie niepotrzebnym tworem. Wystarczy zostawić dyplom ukończenia szkoły średniej, a jak ktoś chce się kształcić to może zdawać egzamin wstępny na studia. Prosty, tani i skuteczny system. Niestety od profesorów rządzących Polską logiki już od dawna nie wymagam.
  • greenbush 06.07.11, 23:05
    Mylisz sie. Może nie wiesz, ale matura to egzamin dojrzałosci. Nie bez kozery matura to wejście w dorołość. A to oznacza, że 19-letni uczeń musi wykazać się dojrzałością życiową, inaczej mówiąc wykazać, że jest samodzielny, dorosły i zdolny do świadomego radzenia sobie z trudami życia. W tym wypadku tą przeszkodą życiową była matematyka. Autorka artykułu wiedziała, że musi pokonać tą przeszkodę, bo inaczej nie będzie mogła studiować swojej ulubionej polonistyki, a jednak zlekceważyła egzamin z matematyki łudząc się, że jakoś to będzie. I w tym momencie oblała egzamin z dojrzałości zanim nawet przystapiła do egzaminu z matematyki. I słusznie nie dostała dypolomu maturalnego. Za brak dojrzałosci, a nie za brak umiejętności rozwiązywania zadań z matematyki.
  • grundol1 07.07.11, 09:14
    uczeń musi wykazać się dojrzałością życiową, inaczej mówiąc wykazać, że jest samodzielny, dorosły i zdolny do świadomego radzenia sobie z trudami życia.

    No bo tacy po zawodówce to absolutnie nigdy nie będą dojrzali i nie powinni się nigdy wyprowadzać od mamusi.
  • mumzebiusz 07.07.11, 09:23
    Nie zgodzam sie - oceny na dyplomie ukonczenia szkoly maja rozna wartosc zaleznie od szkoly a matura jest ujednolicona. Fakt - przekrety nadal sie zdazaja (tak jak szczesliwe/nieszczesliwe przypadki) ale czlowiek ktory zdal mature pewien minimalny poziom pownien trzymac - co do tego "minimum" zaliczyc to juz inna sprawa.
    A co do samej matematyki - przeczytaj "Lockhart's Lament". To czego ucza w szkole to nie "matematyka" tylko - powiedzmy - umiejetnosc liczenia. Fakt - jest to przydatna wiedza ale ile z tego czego uczy sie wszkole jest naprawde potrzebne do zycia? Powiedzmy - cos tak banalnego jak rozwiazywanie rownan kwadratowych - ile procent ludzi "w sytuacji praktycznej" rozwiazywalo rownanie kwadratowe? A wszyscy dumni "matematycy" ktorzy na pamiec znaja wzor na delte - potraficie powiedziec skad sie wzial?
  • tymczasowasowa 07.07.11, 16:38
    Oceny na dyplomie mają różną wartość ... tylko co z tego? Czy komukolwiek poza mamą prezentowałeś kiedyś w życiu oceny? Ja nie, i jakoś żyję i pracuję. I zanim mnie przyjęli do pracy do miałem rozmowę kwalifikacyjną, a później okres próbny, który zweryfikował moją wiedzę lepiej niż najbardziej skomplikowany i uczciwy system oceny wiedzy szkolnej.
    Matura to naprawdę zupełnie niepotrzebny twór i nie spotkałem się do tej pory z żadnymi rozsądnymi argumentami za jej utrzymaniem.
  • pawelekok 08.07.11, 14:11
    Bo nie ubiegałeś się o posadę z nadania politycznego. Tam potrzebna jest protekcja plus papierki, w tym świadectwo maturalne. Nikt nie przeprowadza rozmowy kwalifikacyjnej, bo taka mogłaby zablokować przyjęcie do pracy protegowanego.

    A co do samych rozmów kwalifikacyjnych przy przyjęciu do pracy. Nie przyszlo Ci do głowy, że gdybyś nie miał matury, w wiekszości przypadków w ogóle by Cię na taką rozmowę nie zaproszono? A tematu matury na tych rozmowach nie poruszano, traktując go jako rzecz oczywistą.
  • pawelekok 08.07.11, 14:05
    Edytor tekstu z reguły wychwytuje tylko błędy ortrograficzne, tzn. jeśli pisownia słowa nie występuje w zasobach słowników, które mu załadowano. Przepuszcza słowa napisane z błędem, ale występujące w słownikach i mające inne znaczenie, niż słowo jakie chciałeś napisać. Bardziej prymitywne nie reagują na niewłaściwą odmianę rzeczowników, niepoparwną składnię itd. I oczywiście nie czepia się stylu, a tym bardziej nie sprawdza, czy napisane zdanie ma jakikolwiek sens, czy jest wogóle zrozumiałe. I tak powinno się cały tekst sprawdzić samemu. Ale by móc to zrobić, trzeba się najpierw paru rzeczy nauczyć. Nie ma drogi na skróty.
  • xyaida2700 06.07.11, 13:29
    to nie jest prosta sprawa. z jednej strony matematyka to przedmiot, którego nie trzeba się specjalnie uczyć po godzinach szkoły, wystarczy, że jest się na lekcjach i na nich uważa. ale- pod warunkiem, że ma się dobrego nauczyciela i spokój w klasie, żeby móc się skupić. Samemu w domu ciężko jest nadrobic braki w razie niedogodności, a nie każdego stać na korepetycje. Ja miałam akurat dobrą nauczycielkę jesli chodzi o przygotowanie do matury i dyscyplinę, z tym, że potrafiła bardzo zniechęcic do przedmiotu (przedtem bardzo lubiłam matmę, miałam wspaniałą nauczycielkę w podstawówce, nawet brałam udział w olimpiadzie i chciałam zdawać do mat-fizu). W, liceum moje zainteresowania zostały skierowane na inne tory, ale nie musiałam zadawać matwematyk na matrzei, wię zajęłam się innymi przedmiotami. własciwie było mi obojetne, czy będę zdawac matmę czy nie, ale, zaznaczam, miałam dobrą nauczycielkę, wiec sie nie bałam.
  • rozna 06.07.11, 14:24
    Zwlaszcze ze trzeba zdobyć raptem 30% pukntów (nawet nie połowa)
  • junk92508 07.07.11, 01:04
    > Zwlaszcze ze trzeba zdobyć raptem 30% pukntów (nawet nie połowa)

    Hmmm, to jeszcze trzeba zamienic ja na test wyboru 1 z 3 i już wiekszosc ludzi zda matematykę :)

    Przy założeniu że odpowiedzi humanistów będą czysto losowe... :)
  • erroid 06.07.11, 18:00
    @super.johny +10 do riposty! cała prawda : )))
  • totuus 06.07.11, 20:23
    ""Po co nam to", grzmiała moja klasa, wszyscy przyszli dziennikarze, poloniści, kulturoznawcy, którzy po prostu nie odnajdują się w liczbach.".

    Niech nas opatrzność chroni przed takimi "dziennikarzami", "polonistami" i "kulturoznawcami".
    --
    Jak mawia Alcman: "Widzisz źdźbło w oku bliźniego, a belki w swojej dupie nie zauważasz".

    Wilq superbohater
  • natalia_sankowska1 07.07.11, 08:53
    super.johny napisał:

    > Doskonale się stało, że matematyka wróciła na maturę! To daje nadzieję na to, ż
    > e zmniejszy się liczba narzekaczy-humanistów, niezdolnych do zaliczenia umiarko
    > wanie prostego, bądź co bądź, egzaminu.
    >
    > To pisał tegoroczny maturzysta, były uczeń klasy "dziennikarskiej".
    > Matura z matematyki (podstawa) zdana na 68% bez żadnego specjalnego przygotowan
    > ia.

    W pełni popieram!
    Mój syn - zwycięzca 2 humanistycznych olimpiad zdał tegoroczną podstawowa maturę z matematyki także na 68% bez żadnego przygotowania: poszedł i napisał. Ale niektóre "ukoronowane głowy", jak widać, uważają to za niemozliwe. A ja myslę, że trzeba mniej udawać pisarkę i wychować w sobie odpowiedzialność.


    --
    "Oszołomy i szowiniści nie mają narodowości, oni mają fobie"
    by igor_UK

    "Dopóki nie skorzystałem z internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów" by Stanisław Lem
  • itemplars 03.07.11, 01:13
    "niech sobie zdaje TĄ matematykę" - humanistka się znalazła od siedmiu boleści.
  • kynos1 03.07.11, 23:10
    Spoko.
    Przyjdą za jakiś czas Środy czy inne Szczuki i wydedukują (!), że w temacie matury parytety też się należą.
  • krates-8 06.07.11, 21:52
    Skasować logikę i matematykę bo to są fallocentryczne nauki wymyślone przeważnie przez dawno już martwych, białych samców a służące wykluczeniu kobiet. Przykłady: kalendarzyk małżeński, pojęcia prawej i lewej strony, reguła wyłączonego środka. Szczęśliwie czas tych konserwatywnych nauk dobiega końca. Dr Środa ma już poważne osiągnięcia w budowaniu postępowej nauki wolnej od logiki.
  • loloman666 03.07.11, 02:57
    Eh....
    "Zdam maturę w sierpniu, wyjadę z Polski, pozwiedzam trochę świata, pójdę do pracy, będę się rozwijać, chłonąć życie, będę wolna i może napiszę książkę? A papiery złożę w przyszłym roku, chyba, że życie ma dla mnie jeszcze jakieś niespodzianki. Przecież mogę wszystko, niezależnie od niczego. Nic bardziej absurdalnego, żeby jakaś marna matura z matematyki zepsuła mi jakąkolwiek cząstkę życia.
    "
    Ciekawe gdzie pójdzie do pracy, bez matury nawet... ja rozumiem ze bez problemu da się znaleźć pracę nawet bez matury w miejscach technicznych, gdzie liczy się wiedza, ale praca po humanistycznych przedmiotach i to bez matury?
    Zresztą to zart ze dorosła osoba nie umie matematyki na i tak żenującym poziomie. Zresztą widząc ignorację takiej osoby wręcz cieszę się ze nie zdała matury - mimo że w Polsce promuje się stan ze każdy zalicza maturę, tak ja uważam rpzeciwnie, nie kazdy na nią zasługuje! Jak można mówić że matematyka jest nieprzydatna, nieżyciowa, że prawdopodobieństwo się nie przydaje!? Być może gdyby ludzie znali się choć lekko na prawdopodobieństwie wiedzieli by ze granie w totka to strata kasy, ze hazard (automaty) to zwykłe naciąganie, że granie w oczko jest prawie zawsze na przegranej pozycji itd.
    ALe oczywiście, jakaś kobieta musi uznawać ze matematyka nigdzie się jej nie przydaje! Co z tego ze cały wszechświat da się opisać matematycznie, co z tego że każde zdarze da się zamienić na język matematyczny. Przecież czytanie książek jest dużo bardziej życiowe!
    Chcesz czegoś życiowego? Łap łopatę irowy kopać, łap ścierkę i naczynia zmywaj! Zresztą i tak zapewne tak to się skończy... dziennikarstwo - żart, mało kto zostaje dziennikarzem po tym, bo tego nie da się nauczyć, tak samo jak aktorstwa, albo się coś ma albo nie. Kulturoznastwo, polonistyka to dopiero życiowe....
    Zresztą matematyka, nawet schematyczna naucza pewnego sposobu myślenia który w pewnym stopniu powinien każdy opanować. Sam gdybym mógł wprowadziłbym na amturze OBOWIĄZKOWO zaawansowaną matematyka (30% to nie problem, a jednak nie ma już tak schematycznych zadań, albo umie się trochę myśleć, albo nie ma się tego sredniego wykształcenia, w końcu powinno go mieć mniej niż 50%, wyższe z 15% i byłoby w końcy normalnie) + ekonomię! Tak w dzisiejszych czasach ekonomia jest czymś co każde dziecko powinno umieć, a ekonomia to znów prawie czysta matematyka.... Ludzie by wiedzieli jak oszczędzać, dlaczego kredyty są złę, jak to działa, jak obliczać.

    Naprawdę żal czytać takie listy, pokazują tylko w jak opłakanym stanie jest dziesiejsza młodzież (sam jestem młody, ale przynajmniej wiem jak działa nasz świat, a nie jak niektórzy humaniści, którzy myślą ze maszyny wszystko obliczają.... szkoda ze nadal większość projektuje się używając maszyn do zwykłej pomocy - taki autocad do rysowania, mathcad do liczenia, ale nadal w 90% liczy się wiedza i umiejętnosci by wiedzieć CO dodać, samo dodanie to nie problem, ale nie rozumiejąc wszystkiego nie wie się anwet co dodać, zatem maszyny zastępują może 10% naszej wiedzy i ułatwiają! nam jedynie pracę czasem nawet kilkukrotnie, by zamiast linijki i ołowka móc korzystać z autocada, który będzie dokłądniejszy i szybszy, ale nadal trzeba wiedziec co rysować).

    Pozdrawiam
    Ścisłowiec, człowiek który znajdzie pracę, który dużo czyta i uważa ze matematyka jest 100000 bardziej życiowa niż jakikolwiek humanistyczny przedmiot i nawet wszystkie razem wzięte.
  • roembden 03.07.11, 17:56
    Otóż to – oprócz matematyki powinna być jeszcze ekonomia na maturze. Za chwilę autorka, bez podstaw ekonomii (i matematyki), pójdzie decydować o przyszłości kraju. A w dalszej przyszłości będzie ojakabiedna, bo niskie zarobki, bo emerytura niska, bo ją oszukali. Nieżyciowa matematyka, a to dobre.
  • krecik 03.07.11, 19:24
    O tak tak, i jeszcze fizyka kwantowa. No bo jak bez tego sobie poradzic w obecnym zaawansowanym technologicznie zyciu?
    A, i biologia o-bo-wiaz-ko-wo. No bo bez biologii ani rusz. Bo biologia to wszedzie dookola nas sie dzieje. A jeszcze ktos sie rozmnozyc zechce, co jak wiadomo bez znajomosci zasad podzialu komorkowego moze bardzo zle pojsc.
    Ale czekajcie - jeszcze wuef. Rowniez obowiazkowy. Niech nam nie rosnie pokolenie wykoslawiencow bez znajomosci krykieta.
    Ja to se jeszcze mysle, ze i chemie obowiazkowo by trzeba. No bo bez wiedzy na temat roztworow zelowych jeszcze cos zle sie pomiesza w kuchni i wybuchnie.
    I muzyke. Obowiazkowo, oczywiscie. Wszak muzyka nas otacza i bez znajomosci zapisu nutowego i tworzenia partytur nie mozna przeciez funkcjonowac.

    Obowiazkowo.

    Ag
    --
    the world as I see it
    www.flickr.com/jazzwink/
  • roembden 03.07.11, 21:45
    Różnica jest taka, że bez tych przedmiotów, które Ty wymieniłeś, można sobie radzić wyśmienicie. A bez ekonomii masz idiotów tępych jak stół, głosujących na PO/PiS/PSL/SLD, bo dają sobie wcisnąć takie bzdury przez polityków, że nóż się w kieszeni otwiera. Szkoda tylko, że słowem „humanista” określa się dzisiaj takich właśnie idiotów – znaczenie tego słowa zostało mocno zatarte.
  • aramba 04.07.11, 01:17
    Tak, tak. Wiesz ty co, ja w życiu kieruję się dwoma zasadami ekonomicznymi. Nie potrzebuję do tego zaawansowanej wiedzy z matematyki tylko trochę zdrowego rozsądku. 1. Nie mogę wydać więcej niż mam. 2. Nie posługuję się instrumentami finansowymi, których funkcjonowania nie rozumiem (a nie rozumie funkcjonowania wiekszości z nich zdecydowana większość mieszkańców państw rozwiniętych bez względu na poziom swojej wiedzy matematycznej, a to z tego prostego powodu, że to nie matematyka tylko hochsztaplerka). Kierowanie się tymi dwiema zasadami doprowadziło mnie, tzw. humanistę do posiadania kilku nieruchomości i nienajmniejszych oszczędności w gotówce. Oczywiście pod koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia nie musiałem zdawać matury z matematyki.
  • roembden 04.07.11, 06:35
    W gotówce, powiadasz?

    Cieszę się, że się rozumiemy. Teraz już wiesz, że i język polski nie powinien być obowiązkowy. ;-)
  • aramba 04.07.11, 10:11
    Nie wiedziałem, że gotówka to pojęcie z zakresu matematyki. Zawsze mi się zdawało, że to banknoty i monety. Poza tym, rzeczywiście ostatnio wolę raczej gotówkę albo inne formy oszczędzania aniżeli oddawanie ciężko zarobionych pieniędzy w pacht tak zwanym ekspertom (w ekonomii i managemencie) z banków. Niech się udławią swoją ekspercką wiedzą.
  • nazikomunista_back 04.07.11, 12:08
    No więc gotówka to NIE SĄ banknoty i monety. Jest to pojęcie z zakresu ekonomii, ale półinteligenci pocieszający się określeniem "humanista" nieczęsto takie subtelności łapią.
  • aramba 04.07.11, 12:17
    Tak, tak. Oczywiście. I tym pojęciem z zakresu ekonomii płacisz w sklepie (we accept only cash). Jakoś sobie radzę jako cwierćinteligent i to chyba nienajgorzej.
  • consilium 04.07.11, 15:19
    Może zamiast się wywyższać i rzucać inwektywami, przedstawisz nam swoją definicję tego słowa, tylko dla wtajemniczonych, nie wątpię. Bo na razie słownik zgadza się z twoim rozmówcą.
  • roembden 04.07.11, 18:12
    Koledze zapewne chodziło o to, że gotówka to nie tylko banknoty i monety.

    > Nie wiedziałem, że gotówka to pojęcie z zakresu matematyki. Zawsze mi się zdawało, że to banknoty i monety.

    Ja też nie wiedziałem. A co to ma do rzeczy?
  • aramba 04.07.11, 20:44
    Ja też nie wiedziałem, że to ma coś do rzeczy, ale widocznie według przedmówcy przedmówcy ma. Bóg z nim (mam nadzieję).
  • roembden 04.07.11, 23:31
    To, że może mieć do dyskusji nie znaczy, że ma do matematyki.

    Chodziło mi o to, że mogły być lepiej ulokowane (zwłaszcza jeśli to większa suma) niż w gotówce. No ale właściciel ma podejście defensywne, ale w sumie ma rację. W razie czego przynajmniej nie straci.
  • m4t 06.07.11, 16:42
    ;) (pominę, argumenty ad persona)

    Lokując w gotówce(zwanej żywą gotówką, na lokacie zwanej "skarpeta") tracimy tylko na poziomie inflacji(i nie ilość, a wartość - ich siłę nabywczą) co jest jakieś 5PLN z każdej stówki na rok.

    Ciekawe jest to, że humanista to jest negatywna definicja (nie umysł ścisły, kiepski z matmy)
    A jak powiedzieć, że ktoś jest kiepski z obu? Nie jestem humanistą i nie jestem też ścisły(jestem dresem)?
    A jak powiedzieć, że się jest dobrym z obu? Jestem humanistą i mam umysł ścisły (jestem człowiekiem renesansu :D )
  • aramba 06.07.11, 20:59
    Myślę, że Twoje dylematy rozwiązałby filozof, ale ta dyskusja w gruncie rzeczy jest nie o tym.
  • skrot.myslowy 07.07.11, 08:42
    Zawsze jeden z drugim prędzej, czy później daje się na czymś złapać:
    "doprowadziło mnie, tzw. humanistę do posiadania kilku nieruchomości i nienajmniejszych oszczędności"
    Przypomnij mi jak piszemy partykułę "nie" z przymiotnikami w stopniu najwyższym? Zapytał umysł ścisły.
  • aramba 07.07.11, 09:33
    Przypominam ci, osobno. Uwielbiam takich mieszkańców krainy cwanych debili, którym się zdaje, że nie najlepsza klawiatura świadczy o poziomie opanowania ortografii przez daną osobę.
  • syswia 07.07.11, 03:32
    nie tylko
    teoria kosztu alternatywnego sie klania

    --
    Z buntem przez zycie...
    www.bakowska1.webpark.pl
  • tymon99 16.07.11, 12:19
    aramba napisał:

    > Tak, tak. Wiesz ty co, ja w życiu kieruję się dwoma zasadami ekonomicznymi

    a może byś tak, dziecko, zaczął w pisaniu kierować się gramatyką?

    --
    but you will wind up peeking through her keyhole
    down upon your knees
  • klara551 04.07.11, 00:28
    Kreciku,piszesz jak typowy humanista,co ma kucharkę,pana do napraw wszystkiego,praczkę,szwaczkę itd. Taki to prania nie zrobi,bo albo wsypie całą paczkę proszku,bo lepiej zdziała,a to tylko nieznajomość chemii i fizyki. Obiadu nie ugotuje,bo nie wie jak odkręcić palnik w kuchence,a pytanie skąd bierze się mleko odpowie,że z lodówki. Nałyka się apapów,paracetamoli,panadoli i wyląduje w szpitalu z zatruciem paracetamolem,bo nie doczytał /chemia/,że te wszystkie leki mają ten sam składnik. Samo życie jest chemią,fizyka,matematyką a humanistom wydaje się ,że nie.
  • aramba 04.07.11, 01:20
    Do tego wszystkiego o czym napisałaś wystarczy po prsotu umiejętność czytania ze zrozumieniem. To wszystko. Zabawne - najpierw piszesz, że ktoś czegoś nie doczyta i zaraz dodajesz, że jak coś nie wyjdzie to przez brak znajomości chemii albo fizyki. A wystarczy po prostu zapoznać się z zasadami dozowania danego proszku do prania lub lekarstwa. to wszystko napisane jest w ulotce albo na opakowaniu.
  • awerky 04.07.11, 10:42
    i o to chodzi. Matematyka powinna nauczyć w jakimś stopniu logicznego myślenia. Podstawowa jak najbardziej powinna być na maturze, bo ktoś kto jej nie zda po prostu przez 3 lata liceum się jej nie uczył. Wiem co mówie bo widziałem arkusze, co więcej mam siostrę w gimnazjum i niektóre zadania ona powinna zrobić. 30% to nie jest dużo. Być może dzięki tej maturze nie będzie już ludzi, którzy myślą że 2 + 2 * 2 to 8. Z innymi przedmiotami już nie przesadzajmy, matematyka i polski na poziomie podstawowej matury to rzeczywiście są podstawy, które każdy powinien znać (przynajmniej te 30%).
  • aramba 04.07.11, 10:50
    No OK, ale zadanko, którym posłuzyłeś się jako przykładem to chyba jest z programu trzeciej albo czwartej klasy podstawówki. Nie sądzę, że przymus zdawania matematyki na maturze może coś zmienić. Jak widać nic nie zmienił i sam o tym napisałeś.
  • awerky 04.07.11, 11:21
    Co do przykładu polecam serię "matura to bzdura" na youtube. Obowiązkowa matura wprowadza jakikolwiek poziom, bo niektóre szkoły średnie to jest żenada z poziomem, który reprezntują. Dzięki niej może nauczyciele się opamiętają i przestaną zajęcia prowadzić w sposób bezstresowy. Pisałeś w którymś poście, że zdawałeś maturę dość dawno - i wtedy to była matura, egzamin dojrzałości, który coś znaczył. Teraz to tylko swistek papieru. Być może poziom spadł dlatego, że nasze państwo chce mieć większy udział procentowy osób z średnim wykształceniem. Co więcej dyplom ukończenia studiów też stracił na znaczeniu. Nie mówiąc o uczelniach które istniały tylko dlatego aby nie trzeba było iść do wojska. Dlatego takie sito jakim się okazała matematyka być może ograniczy ilość "uczelni" pobierających pieniądze z budżetu a produkujących rzesze "absolwentów".
  • aramba 04.07.11, 11:23
    W pełni się zgadzam, ale doszliśmy do sedna: komu powinno się przykręcić śrubę? Nauczycielom (szkole, systemowi) czy coraz bardziej zdezorientowanym uczniom?
  • aramba 04.07.11, 11:29
    Już mi się nie chce klepać. W tym poście wyłożyłem swój pogląd od "A" do "Z" mniej więcej: forum.gazeta.pl/forum/w,904,126673536,126706519,Re_Nie_jestem_glupia_czy_leniwa_list.html
    Nie zdawałem matury z matematyki. Mimo to śmiem twierdzić, że jakoś wyszedłem na ludzi. Nie oznacza to, że twierdzę, iż posiadanie stopnia z matmy na świadectwie maturalnym to jakaś tragedia. Wręcz przeciwnie.
  • mmena 06.07.11, 12:37
    aramba napisał:
    > Nie zdawałem matury z matematyki. Mimo to śmiem twierdzić, że jakoś wyszedłem n
    > a ludzi.
    Nie ma znaczenia co zdawales i na kogo wyszedles.
    Na podobny przyklad mozna by sie powolywac wskazujac na mlodocianego bandyte. Majac 13 czy 15 lat okradal mieszkania, podpalal samochody i zastraszal dzieci na podworku. Zmadrzal gdy osiagnal 40. Zaczal napawiac zlo, ktore wyrzadzil i staral sie swoim zyciem dac dobry przyklad innym. W koncu wyszedl na ludzi. I co z tego? Czy nalezy stwierdzic, na jego przykladzie, ze mlodosc ma swoje prawa? I to, ze malolat okradnie sasiadke to "wlasciwie nic, bo i tak wyjdzie na ludzi"?
    Nie zdawales matematyki i poradziles sobie w zyciu. Super. Jesli faktycznie tak jest to swietnie. Nie oznacza to jednak, ze matematyka na maturze jest niepotrzebna.

    aramba napisał:
    > Do tego wszystkiego o czym napisałaś wystarczy po prsotu umiejętność czytania z
    > e zrozumieniem. To wszystko. Zabawne - najpierw piszesz, że ktoś czegoś nie doc
    > zyta i zaraz dodajesz, że jak coś nie wyjdzie to przez brak znajomości chemii a
    > lbo fizyki. A wystarczy po prostu zapoznać się z zasadami dozowania danego pros
    > zku do prania lub lekarstwa.
    Zabawne - a jak niby bedziesz to dozowac? Na polskim proporcji nie ucza.

    aramba napisał:
    > Wiesz, może się mylę, ale jednak mi się zdaje, że dobrze było jak było - czyli
    > dobrze, że był wybór. OK, ja rozumiem, że tam jeden z drugim się odezwie, że dl
    > aczego tylko polski ma obowiązywać wszystkich, a matematyka tylko niektórych. N
    > o, ale jednak jesteśmy w Polsce i na całym świecie tak jest, że język ojczysty
    > jest nie do ruszenia - taka tradycja, po prostu tak już jest i szlus.

    Nie badz smieszny. Tradycja bylo twierdzenie, ze ziemia jest plaska. "Nie do ruszenia - taka tradycja, po prostu".
    W nauce nie ma tradycji.

    maura4 napisała:
    > Co się tak dziewczyny czepnęliście ? Jest rozżalona, bo mimo, że się starała, n
    > ie zdała. Plany legły w gruzach. Ma chyba prawo ? No coż, nie każdy jest z matm
    > y lotny. Nie każdy rozumie, zanim nauczyciel skończy tłumaczenie i nie każdy mi
    > ał szczęście, trafić na dobrych nauczycieli. Według mnie matematyka w Polsce nu
    > czana jest źle.
    Masz racje. A najwiekszym skandalem jest 30%, ktore wystarczy miec by zdac mature.
  • aramba 06.07.11, 21:45
    mmena napisała:

    > aramba napisał:
    > > Nie zdawałem matury z matematyki. Mimo to śmiem twierdzić, że jakoś wysze
    > dłem n
    > > a ludzi.
    > Nie ma znaczenia co zdawales i na kogo wyszedles.
    > Na podobny przyklad mozna by sie powolywac wskazujac na mlodocianego bandyte. M
    > ajac 13 czy 15 lat okradal mieszkania, podpalal samochody i zastraszal dzieci n
    > a podworku. Zmadrzal gdy osiagnal 40. Zaczal napawiac zlo, ktore wyrzadzil i st
    > aral sie swoim zyciem dac dobry przyklad innym. W koncu wyszedl na ludzi. I co
    > z tego? Czy nalezy stwierdzic, na jego przykladzie, ze mlodosc ma swoje prawa?
    > I to, ze malolat okradnie sasiadke to "wlasciwie nic, bo i tak wyjdzie na ludzi
    > "?

    Rzeczywiście, bardzo trafne porównanie. gratuluję.

    > Nie zdawales matematyki i poradziles sobie w zyciu. Super. Jesli faktycznie tak
    > jest to swietnie. Nie oznacza to jednak, ze matematyka na maturze jest niepotr
    > zebna.

    Jednym jest potrzebna, innym nie.

    >
    > aramba napisał:
    > > Do tego wszystkiego o czym napisałaś wystarczy po prsotu umiejętność czyt
    > ania z
    > > e zrozumieniem. To wszystko. Zabawne - najpierw piszesz, że ktoś czegoś n
    > ie doc
    > > zyta i zaraz dodajesz, że jak coś nie wyjdzie to przez brak znajomości ch
    > emii a
    > > lbo fizyki. A wystarczy po prostu zapoznać się z zasadami dozowania daneg
    > o pros
    > > zku do prania lub lekarstwa.
    > Zabawne - a jak niby bedziesz to dozowac? Na polskim proporcji nie ucza.

    Chyba jednak musisz potrenować czytanie. Ze zrozumieniem.

    > aramba napisał:
    > > Wiesz, może się mylę, ale jednak mi się zdaje, że dobrze było jak było -
    > czyli
    > > dobrze, że był wybór. OK, ja rozumiem, że tam jeden z drugim się odezwie,
    > że dl
    > > aczego tylko polski ma obowiązywać wszystkich, a matematyka tylko niektór
    > ych. N
    > > o, ale jednak jesteśmy w Polsce i na całym świecie tak jest, że język ojc
    > zysty
    > > jest nie do ruszenia - taka tradycja, po prostu tak już jest i szlus.
    >
    > Nie badz smieszny. Tradycja bylo twierdzenie, ze ziemia jest plaska. "Nie do ru
    > szenia - taka tradycja, po prostu".

    Nie odróżniach braku wiedzy od tradycji. Makabra.

    > W nauce nie ma tradycji.

    ROTFL.

    > maura4 napisała:
    > > Co się tak dziewczyny czepnęliście ? Jest rozżalona, bo mimo, że się star
    > ała, n
    > > ie zdała. Plany legły w gruzach. Ma chyba prawo ? No coż, nie każdy jest
    > z matm
    > > y lotny. Nie każdy rozumie, zanim nauczyciel skończy tłumaczenie i nie ka
    > żdy mi
    > > ał szczęście, trafić na dobrych nauczycieli. Według mnie matematyka w Pol
    > sce nu
    > > czana jest źle.
    > Masz racje. A najwiekszym skandalem jest 30%, ktore wystarczy miec by zdac matu
    > re.

    I to jedyny punkt, w którym się zgadzamy.
  • pawelekok 08.07.11, 16:17
    Ty po prostu jesteś jedną z osób, które MUSZĄ zakończyć dyskusję własnym zdaniem, słusznym czy nie nieważne, ważne żeby swoim.

    Najpierw czytałem Twoje posty z lekka wkurzony, potem zaczęły mnie bawić. Dajesz mistrzowski popis sofistyki, tych samych argumentów używasz czasem na poparcie tez wzajemnie się wykluczających. A niektóre wnioski jakie wyciągasz są typowymi paradoksami. Jakbyś rozebrała je logicznie, uświadomiłabyś sobie, że argumentacja, którą się posługujesz dowodzi czegoś wręcz przeciwnego. A sama zaświadczasz swymi postami, że nauka na coś Ci się jednak przydała, masz nie taką znowu małą wiedzę ogólną i, co Ci się chwali, piszesz poprawną ortrografią. Tego zapewne nauczono Cię w szkole, nie byłaś samoukiem. Jesteś tylko trochę na bakier z logiką, ale to już chyba rezultat wspomnianej wyżej Twojej obsesji, by zawsze mieć rację, niezależnie od tego czy ją masz, czy nie masz.

    Naprawdę nie rozumiem Twojej pogardy dla sensu istnienia egzaminu maturalnego.

    Pamiętaj, gdy Bóg chce człowieka pokarać, to najpierw mu rozum odbiera.

    Pozdrawiam
  • aramba 08.07.11, 19:46
    pawelekok napisał:

    > Ty po prostu jesteś jedną z osób, które MUSZĄ zakończyć dyskusję własnym zdanie
    > m, słusznym czy nie nieważne, ważne żeby swoim.
    >
    > Najpierw czytałem Twoje posty z lekka wkurzony, potem zaczęły mnie bawić. Dajes
    > z mistrzowski popis sofistyki, tych samych argumentów używasz czasem na poparci
    > e tez wzajemnie się wykluczających. A niektóre wnioski jakie wyciągasz są typow
    > ymi paradoksami. Jakbyś rozebrała je logicznie, uświadomiłabyś sobie, że argume
    > ntacja, którą się posługujesz dowodzi czegoś wręcz przeciwnego. A sama zaświadc
    > zasz swymi postami, że nauka na coś Ci się jednak przydała, masz nie taką znowu
    > małą wiedzę ogólną i, co Ci się chwali, piszesz poprawną ortrografią. Tego zap
    > ewne nauczono Cię w szkole, nie byłaś samoukiem. Jesteś tylko trochę na bakier
    > z logiką, ale to już chyba rezultat wspomnianej wyżej Twojej obsesji, by zawsz
    > e mieć rację, niezależnie od tego czy ją masz, czy nie masz.
    >
    > Naprawdę nie rozumiem Twojej pogardy dla sensu istnienia egzaminu maturalnego.

    Namęczyłeś się, namęczyłeś, a na końcu wyszło, że nie rozumiesz słowa pisanego.

    Pozdrawiam.
  • nazikomunista_back 04.07.11, 12:11
    Na tym zadanku wysypują się *projektanci oprogramowania giełdy kapitałowej*. Mówię całkiem serio, sprawdzone osobiście. To nie w Polszcze, ale przy takich piewcach tępoty jak autorka, już niedługo.
  • aramba 04.07.11, 12:18
    Pewnie w krajach, gdzie matura z matematyki jest od dawna obowiązkowa.
  • tomek854 04.07.11, 01:28
    krecik napisała:

    > O tak tak, i jeszcze fizyka kwantowa. No bo jak bez tego sobie poradzic w obecn
    > ym zaawansowanym technologicznie zyciu?

    Kwantowa to może nie, ale podstawy fizyki jak najbardziej. Bo w naszym zaawansowanym technicznie życiu każdy jeździ samochodem, i wypadałoby mieć pojęcie o tym, kiedy można wypaść z drogi...

    Każdy ma telefon komórkowy i wypadałoby wiedzieć jak on działa żeby się nie wkurzać że "znowu nie ma zasięgu" podczas zwiedzania kopalni (autentyk).

    Wypadałoby też mieć podstawowe pojęcie np. o fizyce jądrowej (choćby na poziomie popularnonaukowym) bo pewnie niedługo będziemy mieli na ten temat referendum. I fajnie by było, żeby nie decydowali o tym ludzie których wiedza w tym temacie ogranicza się "bo był Czarnobyl i potem się rodziły mutanty"

    Tak samo z matematyką. Całki wielokrotne to może niekoniecznie, ale jak będziemy chcieli sobie kupić ów samochód na raty, to fajnie nie byłoby być kretynem i nie dać sobie wcisnąć jakiejś badziewnej umowy.

    > A, i biologia o-bo-wiaz-ko-wo. No bo bez biologii ani rusz. Bo biologia to wsze
    > dzie dookola nas sie dzieje. A jeszcze ktos sie rozmnozyc zechce, co jak wiadom
    > o bez znajomosci zasad podzialu komorkowego moze bardzo zle pojsc.

    A może właśnie by się przydało? Wtedy dyskusja na temat "od którego momentu można mówić o człowieku" prowadzona by była na podstawie jakichś faktów naukowych...

    > Ale czekajcie - jeszcze wuef. Rowniez obowiazkowy. Niech nam nie rosnie pokolen
    > ie wykoslawiencow bez znajomosci krykieta.

    Pokolenie wykoślawieńców i grubasów to nam i tak już rośnie. Dzięki pladze lewych zwolnień z WFu właśnie.

    > Ja to se jeszcze mysle, ze i chemie obowiazkowo by trzeba. No bo bez wiedzy na
    > temat roztworow zelowych jeszcze cos zle sie pomiesza w kuchni i wybuchnie.

    Może jakby uczono chemii sensownie , to nie mielibyśmy teorii o rozpylaniu helu w smoleńsku bo każdy kto ma jakiekolwiek w tym temacie pojęcie wie, jaka to bzdura jest :-)

    > I muzyke. Obowiazkowo, oczywiscie. Wszak muzyka nas otacza i bez znajomosci zap
    > isu nutowego i tworzenia partytur nie mozna przeciez funkcjonowac.

    Można, ale potem się nie dziwmy, że skandynawowie ze swoją edukacją muzyczną na poziomie robią światowe kariery (od Abby po współczesnych metalowców) a u nas szczytem sukcesu jest że ktoś puści polski teledysk w zachodniej telewizji muzycznej o 3 w nocy...

    --
    _@/"
  • aramba 04.07.11, 10:20
    No tak, ale do tego wszystkiego nie jest potrzebne zdawanie matury. W swoich przykładach nie wyszedłeś poza wiedzę z zakresu nauczania szkoły podstawowej (przynajmniej w moich czasach tak to wyglądało - przełom lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych). Tak więc, najprawdopodobniej problem nie leży w tym, żeby zdawać maturę z matematyki czy fizyki, tylko w tym, żeby potrzebne do funkcjonowania we współczesnym świecie wiadomości z zakresu tych dziedzin wiedzy były konsekwentnie i w sposób przystępny "sprzedawane" przez dłuższy czas w kolejnych szkołach, do których delikwent chodzi. A tak na marginesie - matury z matematyki nie zdawałem. Matematyki nienawidziłem (przez durnowatą nauczycielkę), fizykę jako tako, a chemię po prostu uwielbiałem (dzięki fajnym nauczycielom i własnym zainteresowaniom). Przez chemię nauczyłem się jako tako matematyki, a i sporo fizyki. Widzisz gdzie jest problem? Poza tym - moja matura (rocznik 1988) stała na poziomie nieosiągalnym dla dzisiejszych maturzystów. Jakoś dziwnie się czuję, kiedy z moją awersją do matematyki tak jakoś z marszu niemalże rozwiązuję zadania z dzisiejszych "matur" z matematyki. I znowu, widzisz, gdzie jest problem? Pzrymusem próbuje się podreperować poziom. Ciekawe dlaczego?
  • loloman666 04.07.11, 11:34
    Nie wiedziałem że fizyka jadrowa była w podstawówkach, tak samo fizyki na poziomie takim by rozumieć działanie telefonu komórkowego, gniazdka, trójfazowości itd, a przyznam że mnie ta wiedza juz przydała się nie jeden raz w złykłym zyciu kiedy trzeba było wymienić gniazdko + kilka innych rzeczy, a wynajmowanie "fachowców" skończyło się tylko zepsuciem ściany, bo ich wiedza była jak osoby po podstawówce lub typowego "humanisty".
    ALe gratuluje że takie rzeczy uczyli Cię w podstawówce, mnie niestety samych pierdół, dopiero w liceum zaczęła być wiedza bardziej przydatna dzięki której dało się coś zrozumieć, a nie tylko "wiedzieć".
  • aramba 04.07.11, 11:47
    Oczywiście, oczywiście. Jednym słowem musimy jeszcze wprowadzić maturę fizyki. U mnie uczyli tego chyba w siódmej i ósmej klasie podstawówki.
  • aramba 04.07.11, 11:55
    Acha, ja wszystkie gniazdka u siebie w mieszkaniu zakładałem sam. Jakoś działają bez zarzutu od 20 lat. Do tego potrzebna była mi wiedza z ZPT (budowa obwodu elektrycznego), nawet nie z fizyki - klasa szósta lub siódma podstawówki.
  • abccbaabccba 06.07.11, 16:24
    Ja już widziałem dość takich samoróbek, że tylko dzięki Boskiej Opiece ludzie którzy je robili żyją.
  • aramba 06.07.11, 20:57
    Tak, tak - samoróbka. Hallo, Kolego, mówimy o gniazdku (plu, mnus, uziemienie), a nie samochodzie domowej roboty.
  • bq 06.07.11, 21:56
    W gniazdku nie ma czegoś takiego jak plus i minus.
  • aramba 06.07.11, 23:01
    No widzisz zagiąłeś mnie. Super. Wszyscy się cieszymy.
  • jestem_dziwny 07.07.11, 10:04
    jak to nie ma? wprawdzie zmienia się to circa kilkadziesiat razy w ciągu minuty, ale jest!
  • aramba 07.07.11, 11:17
    Ale niech się chłopak cieszy. Ma swoją chwilę radości, a itak wieo co mi chodzi.
  • agulha 07.07.11, 00:20
    A kolega, pardon, to humanista czy ścisłowiec? Bo za napisanie "acha" to moja matka, inżynier, mnie wyśmiała, jak miałam lat chyba osiem, i od tej pory już wiem, jak to się pisze.
  • aramba 07.07.11, 09:35
    Twoja matka, ścisłowiec powinna przede wszystkim cię wyśmiać za poziom kindersztuby. No, ale wtedy musiałaby się pośmiać sama z siebie, a to w Polszcze zjawisko niemalże nieznane.
  • tomek854 04.07.11, 18:02
    No ale idąc twoim tokiem rozumowania to w ogole matura z niczego nie jest potrzebna - wystarczy że nauczanie będzie na poziomie.
    --
    Nie jestem ginekologiem, ale mogę zajrzeć...
  • aramba 04.07.11, 20:36
    Wiesz, może się mylę, ale jednak mi się zdaje, że dobrze było jak było - czyli dobrze, że był wybór. OK, ja rozumiem, że tam jeden z drugim się odezwie, że dlaczego tylko polski ma obowiązywać wszystkich, a matematyka tylko niektórych. No, ale jednak jesteśmy w Polsce i na całym świecie tak jest, że język ojczysty jest nie do ruszenia - taka tradycja, po prostu tak już jest i szlus. O reszcie można dyskutować, co akurat robimy. Przede wszystkim, jestem przekonany, że ta cała dyskusja o matematyce (dlaczego nie o fizyce, prawda?), która toczy się już od dobrych lat została celowo sprowokowana jako temat zastępczy. Zamiast konsekwentnie podnosić poziom nauczania to załatwmy sprawę z przytupem i postrachem - każdy kto nie chce matematyki na maturze jest chronicznym głupkiem i zapewne nie chce się mu uczyć. Chyba przyznasz, że coś jest na rzeczy?
  • tomek854 04.07.11, 20:47
    NIe, nie przyznam. "Odbijanie piłeczki" pytając dlaczego polski tak, a matematyka nie, jest jak najbardziej uzasadnione.

    Owszem, masz niby te argumenty że "język ojczysty jest nie do ruszenia" ale matematyka także właśnie, a nawert TYM BARDZIEJ powinna być nie do ruszenia. Nasz język ojczysty za 1000 lat zgnije w czeluściach bibliotek starodruków, a matematyka dalej będzie niezmieniona. Na matematyce opiera się praktycznie wszystko, nie na prózno nazywa się ja królową nauk, nawet w naszym języku ojczystym jego badacze używają narzędzi statystycznych czy logicznych.

    A dlaczego dyskusja jest o matematyce a nie o fizyce? Bo fizyki bez matematyki nie ma. To matematyka leży u podstaw.

    Zgadzam się, że należy podnosić poziom nauczania, ale to trochę inny temat.

    Ale jak już rozszerzamy dyskusję to ja raczej bym się zastanowił po co w ogóle ta matura?

    Jeżeli ma to być potwierdzenie, że ktoś został wykształcony w pewnym podstawowym zakresie szeroko pojętej wiedzy, to jak dla mnie, matematyka musi być obowiążkowa.

    Jeśli ma to być potwierdzenie, że ktoś został wykształcony w pewnym podstaowym zakresie z polskeigo (bo postulujesz, aby tylko on był obowiązkowy) to po co taka matura komuś, kto chce studiować fizykę w Cambridge? Mamy XXI wiek, żyjemy w zjednoczonej europie, ważne jest pielęgnowanie naszej kultury i dziedzictwa, ale nie możemy się do tego ograniczać.

    Jeśli zaś matura ma być egzaminem na studia, to zlikwidujmy ją w obecnej formie i zostawmy sprawę uczelniom. I niech każą napisać wypracowanie jako częsć egzaminu, to będziemy wiedzieli, czy kandydat nauczył się tej kultury języka na polskim.

    --
    _@/"
  • aramba 04.07.11, 20:55
    Myślę, że Twoja ostatnia propozycja jest całkiem rozsądna. Co do reszty, to się jednak zTobą nie zgodzę i pozostanę przy swojej opinii i to chyba wszystko.
  • iluminacja256 06.07.11, 17:58

    > No ale idąc twoim tokiem rozumowania to w ogole matura z niczego nie jest potrz
    > ebna - wystarczy że nauczanie będzie na poziomie.

    I tu tkwi sedno! Gdyby nauczanie było na poziomie, ona by pewnie i tę obowiązkową matematykę zdała. A dlaczego? A dlatego , ze to od tłumaczenia, cierpliwości i poziomu nauczyciela zależą w większości wyniki uczniów - szkoda, ze w Polsce jakoś się tego nie pojmuje i zwala tę robotę na korepetycje... Jeśli ktoś uczy się jakiegoś przedmiotu po nocach, nienawidząc go i chodząc na korepetycje BYLE TYLKO ZDAć MATURĘ, to na pewno nie jest to nauczanie na poziomie, a delikwent szybko będzie chciał zapomnieć traumę edukacyjną. TO JEST WŁAŚNIE TEN PRZEKLĘTY SCHEMAT, który wymusza znajomość czegoś , kompletnie nieatrakcyjnym czyniąc to coś.

    PS. Co do logicznego myślenia, tak podkreślanego w tym wątku, to przyznam, ze 4 lata matematyki niewiele mi dały w porównaniu z jednym rokiem logiki...
  • tomek854 06.07.11, 18:07
    iluminacja256 napisał:
    > I tu tkwi sedno! Gdyby nauczanie było na poziomie, ona by pewnie i tę obowiązk
    > ową matematykę zdała. A dlaczego? A dlatego , ze to od tłumaczenia, cierpliwośc
    > i i poziomu nauczyciela zależą w większości wyniki uczniów

    Ja jednak odważę się postawić karkołomne twierdzenie, że wyniki uczniów zależą PRZEDE WSZYSTKIM od uczniów... Jak mają w dupie to i najlepszy nauczyciel nie pomoże.

    --
    Nie jestem ginekologiem, ale mogę zajrzeć...
  • iluminacja256 06.07.11, 18:16
    Wyniki uczniów w dużej mierze zależą od nauczyciela, a tych w Polsce nie mamy świetnych, bo nikt nie chce pracować za grosze - dotyczy to zwłaszcza matematyków, fizyków i czesci nauczycieli języka obcego. Do tego zawodu od lat odbywa się selekcja negatywna, młodzi, zdolni, potrafiący tłumaczyć szybko uciekają. Miałam świetną nauczycielkę matematyki (zaraz po studiach), a nastepnie taką, o której wiadomo było od 20 lat, ze nikogo nie nauczyła matematyki ( choć była miła i dorabiała do emerytury) . WSZYSCY, którzy szli na fakultet matematyczny, mieli korepetycje, żeby potem mieć choć cień szansy dostania się na politechnikę...Co dziwne, klasa rownoległa takich problemów nie miała, bo i nauczyciela miała innego.

    Jak uczeń "nie ma w dupie", ale NIE ROZUMIE, a nauczyciel nie potrafi wytłumaczyć nagle 20 osobom w klasie, to żadne "siedzenie na dupie" i "zależy ode mnie" nie pomoże. Bo wtedy PRZEDE WSZYSTKIM błaga się rodziców o pieniądze na korepetycje, żeby tę maturę zdać.



  • tomek854 06.07.11, 18:21
    iluminacja256 napisał:

    > Wyniki uczniów w dużej mierze zależą od nauczyciela, a tych w Polsce nie mamy ś
    > wietnych, bo nikt nie chce pracować za grosze - dotyczy to zwłaszcza matematykó
    > w, fizyków i czesci nauczycieli języka obcego.

    To prawda. Z nauczycielami przedmiotów humanistycznych jest lepiej, bo tam nauczycielami zostaje większosć z tych, którzy chca pracować w zawodzie, bo na nic innego nie mają szans. Nauczycielami przedmiotów ścisłych są nieliczni pasjonaci oraz nieudacznicy, którzy nie dali rady zatrudnić się tam, gdzie się zatrudniają ich koledzy ze studiów.

    > Jak uczeń "nie ma w dupie", ale NIE ROZUMIE, a nauczyciel nie potrafi wytłumacz
    > yć nagle 20 osobom w klasie, to żadne "siedzenie na dupie" i "zależy ode mnie"
    > nie pomoże. Bo wtedy PRZEDE WSZYSTKIM błaga się rodziców o pieniądze na korepe
    > tycje, żeby tę maturę zdać.

    Tak się robi. Dzisiaj. Bo dla dzisiejszej młodzieyż portfel rodziców to rozwiązanie wszystkich problemów.

    Za moich czasów robiło się inaczej. Jak nauczyciel nie potrafił wytłumaczyć a nie miało się w dupie, to się kombinowało inaczej - szukało się znajomych studentów którzy byli w stanie wytłumaczyć. Pożyczało się dodatkowe książki z biblioteki. Organizowało się kółka samopomocy uczniowskiej. I potem zdawało się dużo trudniejsze matury.
    >
    >
    >


    --
    _@/"
  • iluminacja256 06.07.11, 18:37

    >Tak się robi. Dzisiaj. Bo dla dzisiejszej młodzieyż portfel rodziców to rozwiąz
    > anie wszystkich problemów.

    Tak się robiło 14 lat temu, kiedy ja zdawałam maturę. Widać ówczesna młodzież już też była zdegenerowana, jeśli usiłowała dzięki korepetycjom zdać egzaminy na studia, mimo, że nauczyciel starał się nie wytłumaczyć jej niczego (bo tak miał).

    >Z nauczycielami przedmiotów humanistycznych jest lepiej, bo tam nauc
    > zycielami zostaje większosć z tych, którzy chca pracować w zawodzie, bo na nic
    > innego nie mają szans.

    Napisałam powyżej jak jest z nauczycielami języków obcych -- źle, a to przedmioty humanistyczne i szanse jak najbardziej istnieją, filologów zatrudniają wydawnictwa i redakcje z pocałowaniem ręki, zatem szanse jak najbardziej istnieją, tylko ty nie masz o tym pojęcia, co nie przeszkadza ci w formułowaniu tez absolutnie słusznych.


    >- szukało się znajomych studen
    > tów którzy byli w stanie wytłumaczyć

    Obecnie studenci nie mają czasu tłumaczyć, bo pracują - ewentualnie wytłumaczą ci w ramach płatnych korepetycji.

    >Pożyczało się dodatkowe książki z bibliot
    > eki.

    Nie bardzo rozumiem, jak dodatkowa ksiązka z biblioteki ma ci pomóc w ZROZUMIENIU matematyki.










  • tomek854 06.07.11, 18:49
    iluminacja256 napisał:

    > Tak się robiło 14 lat temu, kiedy ja zdawałam maturę. Widać ówczesna młodzież
    > już też była zdegenerowana, jeśli usiłowała dzięki korepetycjom zdać egzaminy n
    > a studia, mimo, że nauczyciel starał się nie wytłumaczyć jej niczego (bo tak mi
    > ał).

    Widać nie cała, skoro 11 lat temu kiedy ja zdawałem, ja i moi koledzy daliśmy radę zdać maturę dzięki samopomocy i ciężkiej pracy, a także dobrym chęciom nauczyciela od ochrony środowiska, który nam tłumaczył to i owo w swoim wolnym czasie jak go bardzo błagaliśmy, bo, jak już pisałem, nauczyciela nie mieliśmy w ogóle przez całą maturalną klasę.

    > Napisałam powyżej jak jest z nauczycielami języków obcych -- źle, a to przedmio
    > ty humanistyczne i szanse jak najbardziej istnieją, filologów zatrudniają wydaw
    > nictwa i redakcje z pocałowaniem ręki, zatem szanse jak najbardziej istnieją,
    > tylko ty nie masz o tym pojęcia, co nie przeszkadza ci w formułowaniu tez absol
    > utnie słusznych.

    Moja droga, zejdź na ziemię z tej swojej wyimaginowanej katedry. Filologów zatrudniają, a i owszem, ale ilu jest filologów, a ile jest redakcji i wydawnictw? Ja naprawdę mam przyjaciół filologów i wiem jak sprawa wygląda, nie musisz mi tu bajeczek sadzić ;-)

    Poza tym fajnie by było jeszcze jakbyś sobie porównała ile te redakcje owym filologom i humanistą płacą i porównała to sobie np. z płacami inżynierów.

    > Obecnie studenci nie mają czasu tłumaczyć, bo pracują - ewentualnie wytłumaczą
    > ci w ramach płatnych korepetycji.

    Ach, oczywiście. Za moich czasów studenci żyli powietrzem...

    Wiesz, schodzimy może z tematu, ale to też jest róznica pokoleniowa - za moich czasów robiło się coś więcej niż siedziało na facebooku, dlatego znało się różnych ludzi których można było poprosić o przysługę. Jednoczesnie umiało się coś, dzięki czemu można było się za owe przysługi oddwdzięczyć czymś innym niż pieniędzmi. Ja na przykład (choć to już na studiach) za pomoc w całkach i różniczkach uczyłem grać na gitarze...

    > Nie bardzo rozumiem, jak dodatkowa ksiązka z biblioteki ma ci pomóc w ZROZUMIEN
    > IU matematyki.

    No teraz to mi ręce opadły.

    Ale postaram się wytłumaczyć (choć nie wiem, jak dodatkowy post w internecie może pomóc Ci w zrozumieniu tej oczywistej prawdy).

    Jeżeli nie rozumiesz matematyki czytając podręcznik, to oczekujesz wytłumaczenia od nauczyciela. Jeżeli nauczyciel nie potrafi wytłumaczyć, to pytasz kolegów. Jak koledzy nie potrafią, to bierzesz kolejną książkę, oglądasz matematyczne gawędy Bogdana Misia na youtube albo idziesz na IRC i pytasz na kanale #matematyka (tak się robiło za moich czasów).

    Każdy jest trochę inny i do każdego inaczej można trafić. Natomiast matematyka to nie jest wiedza magiczna do której wtajemniczenia dostąpią tylko ci obdarzeni łaską pana z lozy nauczycielskiej. To jest zwykła, przyziemna rzecz. Jak coś jest nie tak wytłumaczone w jednej książce, to szukasz książki w której napisane jest to w sposób bardziej dla Ciebie przystępny. Proste.


    >
    >
    >
    >
    >
    >
    >
    >
    >
    >


    --
    Samochodem do Turcji -> knsa.pl/turcja.php
  • q-ku 06.07.11, 18:09
    razem złożą się na porządne wykształcenie - pełne
  • q-ku 03.07.11, 19:40
    w życiu

    ale my mamy mieć gwarancję że jej wykształcenie jest pełne - po prostu średnie po LO
    i że na studia pójdzie ktoś z wykształceniem średnim

    może nie będzie w życiu wiele liczyła i się wuyda bogato
    ale może będzie
    i ja nie chce mieć kogoś takiego za urzędniczkę która mi policzy podatek
  • mandarine1 07.07.11, 09:47
    > "Zdam maturę w sierpniu, wyjadę z Polski, pozwiedzam trochę świata, pójdę do pr
    > acy, będę się rozwijać, chłonąć życie, będę wolna i może napiszę książkę? A pap
    > iery złożę w przyszłym roku, chyba, że życie ma dla mnie jeszcze jakieś niespod
    > zianki. Przecież mogę wszystko, niezależnie od niczego. Nic bardziej absurdalne
    > go, żeby jakaś marna matura z matematyki zepsuła mi jakąkolwiek cząstkę życia"

    mozesz wszystko opócz zaliczenia marnej matury z matmy na 30%. Ciekawa opinia, że zdasz w sierpniu - czy w sierpniu wystarczy już 10%?

    >Nie jestem głupia czy leniwa - list

    ta, a głupi i leniwi koledzy maturę jakoś zdali. kurcze, w dawnych czasach oblana matura to była jakaś okazja do autorefleksji
  • maura4 03.07.11, 09:57
    Co się tak dziewczyny czepnęliście ? Jest rozżalona, bo mimo, że się starała, nie zdała. Plany legły w gruzach. Ma chyba prawo ? No coż, nie każdy jest z matmy lotny. Nie każdy rozumie, zanim nauczyciel skończy tłumaczenie i nie każdy miał szczęście, trafić na dobrych nauczycieli. Według mnie matematyka w Polsce nuczana jest źle. Nie wierzę w to, że jesteśmy narodem głąbów matematycznych. Wielu ucznów potrzebuje dużo więcej czasu na przyswojenie wiedzy i nabycie umiejętności matematycznych, niż zakłada to program. Wielu uczniów odpada już na początku, bo nie zdąża przyswoić podstaw, a potem ciągnie się to za nimi do końca nauki. Moja mama często wracała zła z zebrań w szkole, bo tam słyszała żeby rodzice pracowali w domu z dzieckiem, bo pani w szkole nie ma czasu, aby wystarczająco długo ćwiczyć z dziećmi, utrwalać wiedzę i umiejętności, bo program goni. Była zła, bo wiedziała, że większość rodziców dzieciom nie pomoże, bo nie potrafi. Większość też nie wyśle ich na korepetycje, bo ich nie stać.
  • misiu-1 03.07.11, 10:50
    maura4 napisała:

    > Co się tak dziewczyny czepnęliście ? Jest rozżalona, bo mimo, że się starała, n
    > ie zdała. Plany legły w gruzach. Ma chyba prawo ? No coż, nie każdy jest z matm
    > y lotny

    Ma prawo być rozżalona, ale pretensje niech kieruje we właściwym kierunku. W swoim. To prawda, że nie każdy jest lotny, ale matura jest właśnie dla tych lotnych. Dla nielotnych - szmata, wiadro i zmywak.

    --
    Don't be too proud of this political terror you've constructed. The ability to establish a directive is insignificant next to the power of the Force
  • easz 03.07.11, 21:00
    misiu-1 napisał:


    > Ma prawo być rozżalona, ale pretensje niech kieruje we właściwym kierunku. W sw
    > oim. To prawda, że nie każdy jest lotny, ale matura jest właśnie dla tych lotny
    > ch. Dla nielotnych - szmata, wiadro i zmywak.

    Napisala, ze polski rozszerzony zdala na 100%, to chyba wiesz, ze na szmate, wiadro i zmywak ma w Polsce za duze kwalifikacje?
    Napisalam to serio. Zreszta wiadomo akurat, ze to system jest do d. wraz z pania ministra. 1/4 oblala mature, w niektorych profilach szkol znow tylko ok. 20% zdalo. Pomijajac wszystko, to nie jest "normalne"...


    --
    to jest mój sen
  • misiu-1 03.07.11, 21:45
    easz napisała:

    > Napisala, ze polski rozszerzony zdala na 100%, to chyba wiesz, ze na szmate, wiadro i
    > zmywak ma w Polsce za duze kwalifikacje?

    Bynajmniej. Jeśli zna jeszcze dodatkowo jakiś obcy język, to ma kwalifikacje w sam raz na babcię klozetową. Ale tylko tam, gdzie toalety są bezpłatne, bo inaczej miałaby kłopoty z liczeniem i wydawaniem reszty.

    > Napisalam to serio. Zreszta wiadomo akurat, ze to system jest do d. wraz z pani
    > a ministra. 1/4 oblala mature, w niektorych profilach szkol znow tylko ok. 20%
    > zdalo. Pomijajac wszystko, to nie jest "normalne"...

    System może i jest do d., ale niekoniecznie dotyczy to samej matury. Raczej negatywnej selekcji do zawodu nauczyciela.

    --
    Don't be too proud of this political terror you've constructed. The ability to establish a directive is insignificant next to the power of the Force
  • easz 04.07.11, 02:45
    misiu-1 napisał:

    >Ale tylko tam, gdzie toalety są bezpłatne, bo inaczej miałaby kłopoty z liczeniem i wydawaniem reszty.

    Nie, no prosze cie, matura z maty, zeby reszte wydawac? ;) Do niedawna nie byla obowiazkowa i jakos sobie radzily ludziki.

    > System może i jest do d., ale niekoniecznie dotyczy to samej matury. Raczej neg
    > atywnej selekcji do zawodu nauczyciela.

    Wiadomo, ze nie kazdy jest na swoim miejscu, jak w kazdym innym zawodzie, ale wiadomo tez, ze tak po prostu juz musi byc - bo ilu by zostalo? -z mojego liceum zostawilabym sama ze trzech, czterech. Imo jednak jest cos wiecej na rzeczy, a takie wyniki tylko mnie utwierdzily w tym przekonaniu. Zreszta wystarczy posluchac pani Hall...

    --
    to jest mój sen
  • easz 04.07.11, 02:48

    Moze jestem naiwna, humanistka humanistka, ale tez jakos wierzyc mi sie nie chce, zeby osoba, ktora dostala stowe na rozszerzonej z polaka totalnie oblala z maty. Deczko dziwne i tak.

    --
    to jest mój sen
  • tomek854 04.07.11, 02:52
    easz napisała:

    > Nie, no prosze cie, matura z maty, zeby reszte wydawac? ;) Do niedawna nie byla
    > obowiazkowa i jakos sobie radzily ludziki.

    No właśnie nie bardzo sobie radziły - ciągle były jakieś pomyłki. Teraz nie ma. Dlaczego? Bo kasa fiskalna wszystko im podaje gotowe, a na koniec jeszcze przypomina, żeby się ładnie uśmiechnął ;-)

    > Wiadomo, ze nie kazdy jest na swoim miejscu, jak w kazdym innym zawodzie, ale w
    > iadomo tez, ze tak po prostu juz musi byc - bo ilu by zostalo? -z mojego liceu
    > m zostawilabym sama ze trzech, czterech. Imo jednak jest cos wiecej na rzeczy,
    > a takie wyniki tylko mnie utwierdzily w tym przekonaniu. Zreszta wystarczy posl
    > uchac pani Hall...

    No tak, ale czemu się dziwić, skoro nawet w tym wątku jedna "humanistka" radzi drugiej "jak oblałaś maturę i nie dostaniesz się na swoją wymarzona polonistykę to idź sobie na jakąś historię czy inne byle co.

    I tak za pięć lat wyrośnie nam nowa magister historii (pod warunkiem, że zaliczy logikę na pierwszym roku :P). I gdzie pójdzie pracować, jak dla niej rozwiązanie zadań jakie jeszcze za moich czasów rozwiązywało się na egzaminie wstępnym do technikum (czyli po ósmej klasie) jest dla niej problemem? Tylko do szkoły...
    --
    www.berbela.com/
  • iluminacja256 06.07.11, 18:08
    >No właśnie nie bardzo sobie radziły - ciągle były jakieś pomyłki. Teraz nie ma.
    > Dlaczego? Bo kasa fiskalna wszystko im podaje gotowe, a na koniec jeszcze przy
    > pomina, żeby się ładnie uśmiechnął ;-)

    Rozumiem, ze chciałbyś, aby kasjerki w marketach liczyły Ci te cholerne pełne wózki w pamięci przez 9 godzin ? Nie kpij z ludzi, bo to bardzo nieładne, panie ironiczny. A kasa fiskalna pojawiła się w innym celu - zgadnij w jakim...

    >Jak oblałaś maturę i nie dostaniesz się na swoją wymarzona polonistykę
    > to idź sobie na jakąś historię czy inne byle co.

    Nie można dostać się na studia bez matury. Może miałeś logikę na studiach, ale co nieco zapomniałeś...albo nie wiesz, jak działa system.



  • tomek854 06.07.11, 18:17

    > Rozumiem, ze chciałbyś, aby kasjerki w marketach liczyły Ci te cholerne pełne
    > wózki w pamięci przez 9 godzin ? Nie kpij z ludzi, bo to bardzo nieładne, pan
    > ie ironiczny. A kasa fiskalna pojawiła się w innym celu - zgadnij w jakim...

    Jesli są tak wykształcone jak dzisiejsi maturzyści, to raczej wolałbym nie.

    Niemniej jednak jeszcze 20 lat temu dawały sobie świetnie radę...

    Na kasie mechanicznej wyskakiwało X, ja dawałem Y, panie sobie obliczały na podstawie równania Y-X=Z ile wynosi Z czyli należna mi reszta.

    > >Jak oblałaś maturę i nie dostaniesz się na swoją wymarzona polonistykę
    > > to idź sobie na jakąś historię czy inne byle co.
    >
    > Nie można dostać się na studia bez matury. Może miałeś logikę na studiach, ale
    > co nieco zapomniałeś...albo nie wiesz, jak działa system.

    A wiesz, że są poprawki? Poprawki mają to do siebie, że się zdaje je w późniejszym terminie, a potem można się jeszcze dostać na jakieś przedmioty drugiego wyboru.

    A pomysł z historią był nie mój, umiejętnosć czytania ze zrozumieniem powinna wystarczyć aby się o tym przekonać. Smiało, to nie jest takie trudne jak matura z matematyki ;-)

    >
    >
    >


    --
    Samochodem do Turcji -> knsa.pl/turcja.php
  • iluminacja256 06.07.11, 18:25

    > Niemniej jednak jeszcze 20 lat temu dawały sobie świetnie radę...

    Niemniej jednak, 20 lat temu nie było w Polsce hipermarketów i ogłupiałe społeczeństwo nie wywoziło z nich wózków z usypanymi w piramidę towarami, a na kasach pracowały EKSPEDIENTKI, po 20 lat w zawodzie, a nie ludzie z agencji pracy tymczasowej zatrudniani na godziny - od kasy, po szmaty i wożenie towaru na paletach.

    A wiesz, że są poprawki? Poprawki mają to do siebie, że się zdaje je w późniejs
    > zym terminie

    Poprawkę matematyki ma się rok później. W tym samym terminie.








  • tomek854 06.07.11, 18:30
    iluminacja256 napisał:

    >
    > > Niemniej jednak jeszcze 20 lat temu dawały sobie świetnie radę...
    >
    > Niemniej jednak, 20 lat temu nie było w Polsce hipermarketów i ogłupiałe społec
    > zeństwo nie wywoziło z nich wózków z usypanymi w piramidę towarami,

    Na zachodzie były i jakoś tamtejsze kasjerki dawały sobie radę. Nasze kasjerki w super samach też sobie dawały radę, bo choć wózki może i były mniejsze, to obliczanie końcówek jest dokładnie takie samo, niezależnie od tego, czy kupię wózek za 5476.40 i dam 5 500, czy kupię wózek za 246 857.30 i dam 246 860. Sprowadza się tak naprawdę tylko do samej końcówki. Więc kolejny argument do niczego.

    a na kasac
    > h pracowały EKSPEDIENTKI, po 20 lat w zawodzie, a nie ludzie z agencji pracy ty
    > mczasowej zatrudniani na godziny - od kasy, po szmaty i wożenie towaru na palet
    > ach.

    Może Cię to zdziwi, ale o ile w Polsce mieliśmy nieco inny system, to na zachodzie instytucja pracy tymczasowej i agencyjnej jest o wiele starsza niż wynalazek kasy fiskalnej z obliczaniem wydawanej reszty ;-)

    Poza tym Ty myślisz, że te ekspedientki po 20 lat w zawodzie to nie musiały umieć podstaw dodawania, mnożenia i odejmowania jak przychodziły do pracy 20 lat wcześniej? :-)

    >
    > A wiesz, że są poprawki? Poprawki mają to do siebie, że się zdaje je w późniejs
    > > zym terminie
    >
    > Poprawkę matematyki ma się rok później. W tym samym terminie.

    Ach, to przepraszam że zasugerowałem się listem który komentujemy w którym jego autorka piszę "maturę zdam w sierpniu a potem wyjadę na rok".

    --
    Poziomki powstają przez przewracanie pionków.
  • iluminacja256 06.07.11, 18:47
    >Na zachodzie były i jakoś tamtejsze kasjerki dawały sobie radę.

    Rozumiem, że jeżdziłeś wtedy namiętnie na zachód, aby oglądać jak tamtejsze kasjerki dają sobie radę w wydawaniu reszty w marketach ? Fascynujące...Może ci jeszcze przeliczały na złotówki?

    >Więc kolejny argument do niczego.
    >

    Od więc nie zaczyna się zdania, kolejny, który nie zna własnego języka i czuje się z tym świetnie... Poza tym, nadal nie rozumiesz po co zostały wprowadzone wszędzie kasy fiskalne - nie dlatego, że obsługujący nie potrafili liczyć. Poszukaj może, bo widzę, że coś cię ominęło...

    >"maturę zdam w sierpniu a potem wyjadę na rok".

    No i ? Jeśli ZDA poprawkę, to ZDA maturę, ku twemu zdziwieniu. Tak więc w czym tkwi Twój problem? Może chcesz powiedzieć, ze poprawki 20 lat temu nie istniały?
  • tomek854 06.07.11, 18:56
    iluminacja256 napisał:

    > Rozumiem, że jeżdziłeś wtedy namiętnie na zachód, aby oglądać jak tamtejsze kas
    > jerki dają sobie radę w wydawaniu reszty w marketach ? Fascynujące...Może ci je
    > szcze przeliczały na złotówki?

    Na złotówki nie, ale na przykład kiedy kupując bilet u Luksemburskiego konduktora za X Franków Luksemburskich płaciło się Markami Niemieckimi, to wydawał resztę we Frankach Belgijskich na przykład. I nie miał maszynki która mu mówiła co i jak.

    > >Więc kolejny argument do niczego.

    > Od więc nie zaczyna się zdania, kolejny, który nie zna własnego języka i czuje
    > się z tym świetnie...

    Nie jest prawdą, że nie można zacząć zdania od więc. Pogląd, że zdania takie są źle zbudowane, szerzą chyba – w dobrej wierze – nauczyciele, którzy mają pecha pracować ze słabymi uczniami. Dobry uczeń nie zacznie odpowiedzi od więc, tylko od wyrazu, który nawiązuje do pytania (często od wyrazu, który w pytaniu jest pod akcentem zdaniowym, lub od zorganizowanej wokół niego grupy wyrazów), np. „Na czym polega symboliczny sens Wesela? – Symboliczny sens Wesela polega na...”. Słaby uczeń powie zaś: „Więc symboliczny sens Wesela polega na...” albo poprzestanie na „Więc...”, bo brak wiedzy nie pozwoli mu powiedzieć więcej.
    Przedmiotem Pani pytania, jak się domyślam, nie jest jednak takie więc, o którym mowa wyżej, lecz spójnik wynikowy. W tekście narracyjnym lub argumentacyjnym (np. w rozprawce szkolnej) inicjalne więc może być niezręczne, np. „Jak widzimy, twierdzenie takie jest mało prawdopodobne. Więc rozpatrzmy tezę przeciwną”. Ostatnie zdanie zabrzmiałoby lepiej w szyku odwróconym: „Rozpatrzmy więc tezę przeciwną”, natomiast zamiana „Więc...” na „Tak więc...” niewiele by tu dała. „Tak więc...” jest sygnałem podsumowania, a w powyższym przykładzie do podsumowania jeszcze daleko.
    Nawet wynikowe więc może się znaleźć na początku zdania, ale raczej w języku potocznym, np. „Więc jak będzie: idziesz z nami czy zostajesz?”.
    — Mirosław Bańko, PWN


    poradnia.pwn.pl/lista.php?id=9790
    Muszę przyznać, że strzelasz sobie w stopę z prawdziwym wdziękiem ;-)

    Poza tym, nadal nie rozumiesz po co zostały wprowadzone
    > wszędzie kasy fiskalne - nie dlatego, że obsługujący nie potrafili liczyć. Posz
    > ukaj może, bo widzę, że coś cię ominęło...

    Ależ ja doskonale wiem po co wprowadzono kasy fiskalne. Natomiast gdybyś umiała czytać ze zrozumieniem, to wiedziałabyś, ze w kontekście naszej rozmowy akurat nie funkcje fiskalne są istotne, a zwykła, prosta, funkcja kalkulatora - kasjer nabija cenę, potem wpisuje ile ode mnie dostał i kasa podaje mu kwotę reszty do wydania. I o tym mówię. Naprawdę, nie staraj się wywyższać jaka to nie jesteś mądra, bo te spychanie mnie do kącika dla głupków trochę Ci nie wychodzi, czego przykład był powyżej.

    > No i ? Jeśli ZDA poprawkę, to ZDA maturę, ku twemu zdziwieniu. Tak więc w czym
    > tkwi Twój problem? Może chcesz powiedzieć, ze poprawki 20 lat temu nie istniał
    > y?

    Jak zda, to zda. Na razie nie zdała.

    Natomiast ponieważ matury są brane pod uwagę przez uczelnie, dopóki nie zda nie ma szansy się dostać, a nawet jak zda, to być może nie dostanie się tam, gdzie dostaną się jej mądrzejsi koledzy.


    --
    trololololololololololo.com/
  • hermina5 06.07.11, 21:00
    > Przedmiotem Pani pytania, jak się domyślam, nie jest jednak takie więc, o który
    > m mowa wyżej, lecz spójnik wynikowy.

    Zrozumiałeś to co przeczytałeś? Nie. Nie ma u Ciebie nawet śladu spójnika wynikowego, a tym właśnie się podpierasz. Nie dość, ze ograniczony, to i bezczelnie nieświadomy swoich ograniczeń. Maturę z polskiego powinni ci raczej cofnąć...
  • tomek854 06.07.11, 21:09
    hermina5 napisała:

    > > Przedmiotem Pani pytania, jak się domyślam, nie jest jednak takie więc, o
    > który
    > > m mowa wyżej, lecz spójnik wynikowy.
    >
    > Zrozumiałeś to co przeczytałeś? Nie. Nie ma u Ciebie nawet śladu spójnika wyni
    > kowego, a tym właśnie się podpierasz.

    Udowodniłem, że jest inaczej WIĘC argument jest do niczego.

    Szczęsliwie za moich czasów matury nie zdawało się z pojęć w rodzaju "spójnik wynikowy" tylko z tego, czy ktoś się naprawdę potrafi posługiwać językiem i argumentować. A w tym niestety jestem lepszy od Ciebie, dlatego szukasz dziury w całym.

    Oczywiście, może być jednak tak, że w tych setkach zdań które tu napisałem, popełniłem jeden czy dwa stylisyczne błędy. Po pierwsze jednak w cytowanej przeze mnie odpowiedzi jest napisane, że rozpoczynanie zdania od więc w języku potocznym jest dopuszczalne, a my tu na forum używamy właśnie takiego języka. Więc bedę tak pisał, czy Ci (i innym purystom językowym) się to podoba, czy nie. Po drugie też ów rzekomy błąd w niczym nie utrudnia odbioru przekazu zawartego w moim poście, więc jest dla dyskusji nieistotny. A po trzecie - jeżeli z wszystkich kilkudziesieciu postów które tu popełniłem jedyny punkt zaczepienia dla Ciebi to jest to nieszczęsne więc, to naprawdę chyba szkoda czasu na taką dyskusję...

    Nie dość, ze ograniczony, to i bezczelni
    > e nieświadomy swoich ograniczeń.

    Z tego co ja wiem, choc może na maturze tego nie miałem, ataki personalne w dyskusji świadczą źle o atakującym, a nie atakowanym.

    Maturę z polskiego powinni ci raczej cofnąć..

    Taka specjalistka od matur, a nie wie, że nie można cofnąć uczciwie zdanego egzaminu tylko dlatego, że ktoś w przyszłości popełnił jakiś nieznaczny błąd stylistyczny ( a i to jest dyskusyjne).

    NIe wiem, czy jesteś dalej tą samą osobą, piszącą z innego nicka, ale strzelanie sobie w stopę jest tak samo urocze ;-)


    --
    _@/"
  • roembden 03.07.11, 21:47
    > to chyba wiesz, ze na szmate, wiadro i zmywak ma w Polsce za duze kwalifikacje?

    Tak, zostanie pewnie dziennikarką na poziomie tych obecnych z Gazety.pl albo z TVN-u.
  • alokator 03.07.11, 22:19
    ma prawo być rozżalona ale pretensje powinna skierować do nauczyciela. Jeżeli faktycznie jest inteligentna to naprawdę nie powinno być problemów z rozwiązaniem tych zadań.

    ewentualnie może tu chodzić o pojęcie ' ja się liczbami zajmować nie będę '

    ale to się potem przekłada na całkowite niezrozumienie tego jak działają te magiczne maszyny i to po prostu żenujących błędów przy ich obsłudze, wynikających z zupełnego zaniechania zagadnień logicznych
  • shinsetsu 04.07.11, 06:31
    Zgadzam się, najczęściej to nauczyciele nie potrafią zachęcić do przedmiotu - ja zawsze tak miałam, kochałam przedmioty, z których miałam dobrych nauczycieli. A z matmy i fizyki miałam wybitnych :)

    Też sądzę, że osoby po maturze powinny orientować się we wszystkich dziedzinach, nie tylko tych, które je fascynują. Ale zawsze brakowało mi jakiegoś rozwiązania dla tych rodzynków, które były wybitnie jednokierunkowe. Kolega z klasy brylował na konkursach z fizyki i matematyki, a wypracowania z polskiego notorycznie zawalał (nawet jeśli nauczycielce udało się odczytać jego pismo, bo miał tragiczne). Autorka artykułu ma to samo, tylko na odwrót. Wyobrażam sobie, że wiele naprawdę zdolnych osób traci przez coś takiego szansę na dalszy rozwój. Tak nie powinno być.

    Ma rację Pacewicz, kiedy mówi, że matura to chyba przeżytek. Można by ją zlikwidować i zostawić TYLKO egzaminy na studia. Ja zdawałam jeszcze starą maturę i wstępne - i te drugie były po pierwsze sprawiedliwsze, bo zdawane przez wszystkich chętnych w jednym miejscu i czasie, przed tą samą komisją, a po drugie bardziej skrojone na miarę studiów. A jeśli już musimy zostawić maturę, to może nie róbmy z niej koniecznego warunku do studiowania. Może stwórzmy furtkę dla rodzynków - jeśli podczas wstępnych wykażą się wybitnym talentem, mogą studiować bez matury.
  • misiu-1 03.07.11, 10:44
    Niestety, jesteś albo głupia, albo leniwa. Jeśli nie potrafisz zdać matematyki, to może po prostu masz zbyt wygórowane ambicje. Przecież w żadnej ustawie nie jest napisane, że wszyscy muszą mieć maturę.

    --
    Don't be too proud of this political terror you've constructed. The ability to establish a directive is insignificant next to the power of the Force
  • belferxxx 03.07.11, 11:06
    Znam wiele osób zajmujących się (z dużym powodzeniem!) humanistyką. Oni z taką matematyką jak na poziomie podstwowywm (szczególnie na 30%)problemów nie mają!
    Może się zbytnio do matematyki nie przykładają, ale, na tle mniej błyskotliwych, dają sobie z nią dość swobodnie radę. Przy tym matematyka jest narzędziem również humanistów - akurat każde(!) badania nie mogą się dziś obejść bez tak znienanwidzonych przez autorkę analizy statystycznej i probabilistycznej.
    W starych kulturach(hinduska, chińska) jej tekst zrozumiano by jednoznacznie "Jestem idiotką i dobrze mi z tym!!!";-)
  • porshe 06.07.11, 12:27
    zgadzam się w 100% z przedmówcą i przedmówcami - skoro język polski jest obowiązkowy i cholera każdy, kto chciał mieć maturę MUSIAŁ po nocach durne i niezyciowe ksiązki czytać (ale za to jakie one były piękne.... jak opisy przyrody w "Nad Niemnem") zamiast rozwijać się matematycznie/fizycznie/chemicznie/etc to z jakiej paki teraz pani płacz podnosi? W swoim życiu, otoczeniu i pokoleniu miałem farta - ludzie u nas realnie oceniali swoje szanse, podchodzili do papierka z matury z wielkim szacunkiem. Potem się to wszystko rozsypało w drobny mak, szczególnie po wycofaniu matematyki oraz po słynnej reformie edukacji. Ja rozumiem, że łatwiej jest rządzić bandą idiotów niż garstką intelektualistów. Niestety nie zrozumiem, dlaczego osoba, która jasno i dokumentnie przyznaje się do debilizmu matematycznego (poniżej progu zdawalności) mówiła o sobie 'nie jestem głupia' i jeszcze do tego nazywała się 'humanistką' to już chyba nigdy nie pojmę. Proszę to czytać dokładnie tak jak są fakty - oblała maturę czyt. może zostać fryzjerką a z racji zainteresowań z języka polskiego - w wolnych chwilach może pisać książkę. Nie mam nic przeciwko.

    Może powiem inaczej - na własnej maturze z biologii, chemii i fizyki otrzymałem noty bardzo dobre. NIE PRZESZKODZIŁO MI TO w otrzymaniu ocen bardzo dobrych z języka obcego (niemiecki), ojczystego oraz matematyki. Da się. Poziom matury był nieporównywalnie wyższy (bez trudu rozwiązuję całą obecną maturę w czasie 20-60 minut z tych przedmiotów na wysokie progi procentowe). To wymaga poświęcenia i czasu oraz odpowiedniej organizacji pracy i nauki. Ja chciałem koniecznie zostać lekarzem i mi się udało. Ta pani z takim wynikiem matury powinna skończyć jak sporo moich koleżanek z liceum, które zwyczajnie do matury nie podchodziły, bo 'wstyd było oblać' a do dojenia krów wykształcenia średniego nie potrzeba. W tej decyzji popierali je nauczyciele, czasem namawiali, aby spróbowały, bo mają sporą szansę na czwórkę. Teraz łaskawie dzieci chcą mieć maturę za całkowity brak wiedzy i to jeszcze na bardzo dobrych ocenach bez wysiłku. Co mnie obchodzi, że jeden przedmiot masz na max, dziewczyno? Jak nie masz wszystkich zdanych to nie masz nic - skoro sama tego nie wywnioskowałaś to tylko utwierdzasz ludzi w przekonaniu, że jesteś głupia i nieżyciowa. A jeśli wywnioskowałaś i doszłaś do wniosku, że jakoś to będzie - to byłaś zwyczajnie w świecie leniwa.

    Popieram belferxxx-a" ten tekst należy odczytywać przekornie "Jestem głupia i leniwa.... i dobrze mi z tym".

    Poza tym oblanie matury to w chwili obecnej nie jest koniec świata. Zawsze możesz zostać sprzątaczką, fryzjerką, pomocą domową, nianią etc... Jedyne, o co możesz mieć pretensje, że ciebie 'pierwszą' to dotknęło, poprzednie roczniki maturalne z matmy i życiowo są głupie jak but, a jednak papier o studiach będą miały. Szkoda trochę. Niemniej jednak kieruj pretensje do samej siebie. Jesteś 'mądra życiowo' i przejmować się nie masz zamiaru. Dobrze. Tylko za 20-30 lat nie płacz, że życie jest niesprawiedliwe, nic ci w życiu nie wyszło i to wszystko ICH wina. chcę cię tutaj uświadomić - to wszystko TWOJA WŁASNA wina. Miałaś aż rok, aby przygotować się do matury z matematyki na miernym poziomie (rok czasu aby nauczyć się liczyć prawdopodobieństwo czy nawet całkę to aż nadto czasu, tylko się trzeba przyłożyć). Nie wykonałaś samodzielnie tego zadania pomimo olbrzymiej bazy podręczników, dostępu do internetu, dodatkowej pomocy w postaci korków, kół zainteresowań etc. Nie zrobiłaś w tym kierunku nic. Kiedyś tak łatwo nie było, za jeden błąd ortograficzny na maturze człowieka oblewali i było mu bardzo wstyd. Teraz macie to gdzieś, bo maturę ma 'każdy bezdomny, bezrobotny, bezdzietny'. Może lepsze 'sito' przywróci maturę do poziomu, na jakim dawniej się utrzymywała i za taki postęp będę trzymał kciuki.

    Za przeproszeniem, jak idę do pani magister na wywiadówkę, to chcę aby ta pani magister była na poziomie i miała wystarczającą wiedzę z otaczającego ją świata, aby zrozumieć problem każdego rodzica, a nie patrzyła na wszystko przez pryzmat przeczytanych książek czy poglądów filozoficznych stosowanych przez wieki a mających odbicie w literaturze. Nie zdając matematyki jedynie potwierdzasz, że taką osobą na razie nie jesteś. Życzę dużo szczęścia w sierpniu i samorealizacji w przyszłym życiu. I przestań kłamać, że nie jesteś głupia czy leniwa, to wszystko będzie dobrze.
  • perfee 06.07.11, 18:09
    Przedstawiasz się jako człowiek na poziomie, a jednak jesteś strasznym ignorantem i bufonem. Mówisz, że jesteś lekarzem, a nie rozumiesz, że wiele osób ma problemy z matematyką zwane naukowo dyskalkulią. Autorka zapewne nie ma tego problemu, nie wspomina o nim, ale problemy z matematyką ma. Jaki z Ciebie jest lekarz, skoro nie dopuszczasz ułomności. Wysyłasz ją do dojenia krów - niezły poziom. Nie jesteśmy idealni, chyba, że Ty jesteś. To, że dziewczyna nie daje rady z matmy nie przekreśla jej umiejętności w innych dziedzinach - więcej tolerancji.
    Większość uczniów mimo tak złego sytemu nauczania - uczenia zaliczania testów zamiast uczenia myślenia - daje sobie radę, ale to nie znaczy, że system jest dobry. Bo dobry będzie wtedy, kiedy będzie realnie uczył. Skoro dziewczyna zaliczyła polski rozszerzony na 100%, to znaczy, że nie jest głupia i nie olewa - jak większość próbuje jej to zainputować.
    Może już czas na to, aby zastanowić się, jak naprawić ten system, a nie puszczać do szkoły 6-latków ;-).
  • tomek854 06.07.11, 18:14
    perfee napisał:

    > Przedstawiasz się jako człowiek na poziomie, a jednak jesteś strasznym ignorant
    > em i bufonem. Mówisz, że jesteś lekarzem, a nie rozumiesz, że wiele osób ma pro
    > blemy z matematyką zwane naukowo dyskalkulią.

    Mój kolega miał dysortografię. Dowiedział się o tym po maturze, którą, dzięki ciężkiej pracy, zdał na 3.
    --
    www.cytatybiblijne.pl
  • perfee 06.07.11, 19:51
    > Mój kolega miał dysortografię. Dowiedział się o tym po maturze, którą, dzięki
    > ciężkiej pracy, zdał na 3.

    Za moich czasów za trzy błędy ortograficzne dostawało się 2 z polskiego i to był koniec. Zatem nikt z dysortografią nie miałby szans - nie było również takiego pojęcia.
    Mowa o tym, że potrzeba więcej tolerancji, bo wszyscy jesteśmy ułomni. Czym innym jest olewanie, a czym innym problemy wrodzone.
  • tomek854 06.07.11, 19:58
    To prawda. Ja pewnie też bym dostał zaświadczenie o dysgrafii dzisiaj. Ale zamiast tego siedziałem z rodzicami przez pół podstawówki, przepisując miliony wierszy, czytanek i innych tekstów i dzięki temu piszę dziś znośnie...

    Tak samo było z owym kolegą: rrany, jak on ostro kuł. A wypracowanie było dla niego wielkim stresem, bo musiał nie tylko napisać z sensem, ale unikając wszystkich trudnych wyrazów ;-)
    --
    Nie jestem ginekologiem, ale mogę zajrzeć...
  • hermina5 06.07.11, 20:53
    Gdybyś miał DYSGRAFIĘ wyprodukowanie takiej ilości postów, jakie tu wyprodukowałeś , byłoby dla ciebie niemożliwe, nawet gdybyś przepisywał czytanki przez 30 lat. Używasz terminologii, której nie rozumiesz.
  • tomek854 06.07.11, 20:57
    Dysgrafia, moja droga, to niezdolność do opanowania GRAFICZNEJ formy pisma. A ja tu ręcznie nie piszę tylko z komputera.

    Pomyliło Ci się z dysleksją.
    --
    www.cytatybiblijne.pl
  • hermina5 06.07.11, 21:24
    Dysgrafia, mój drogi, to całkowita lub częściowa nieumiejętność przekładania fonemów na leksemy, bardzo dokuczliwa w języku polskim, który jest językiem o rozbieżności brzmieniowej, bezpośrednio powiązana NIE Z TWOJĄ RĘKĄ i pisaniem ręcznym, ale z uszkodzeniami twojej lewej półkuli - a dla mózgu to obojętne, czy piszesz ręcznie, na maszynie do pisania, na komputerze, czy rylcem na tabliczce glinianej . Zasada jest zawsze taka sama - twoje zdanie: "ja tu ręcznie nie piszę" u dysgrafika byłoby, mniej więcej, zapisem: " ja tu renczńe ńe pisze tylko skomputera".

    A na koniec - przyznam szczerze, że dawno nie spotkałam na forum człowieka, który z tak niezachwianą pewnością wypowiada się o rzeczach, o których nie ma zielonego pojęcia. Dysleksja dotyczy zupełnie innej sfery zaburzeń. Czasami lepiej wiedzieć, kiedy przestać.
  • tomek854 06.07.11, 21:40
    hermina5 napisała:

    > Dysgrafia, mój drogi, to całkowita lub częściowa nieumiejętność przekładania
    > fonemów na leksemy, bardzo dokuczliwa w języku polskim, który jest językiem o r
    > ozbieżności brzmieniowej, bezpośrednio powiązana NIE Z TWOJĄ RĘKĄ i pisaniem rę
    > cznym, ale z uszkodzeniami twojej lewej półkuli - a dla mózgu to obojętne, czy
    > piszesz ręcznie, na maszynie do pisania, na komputerze, czy rylcem na tabliczc
    > e glinianej .

    To bardzo ciekawe i pouczające, szkoda, jednak, że myli Ci się dysgrafia z dysleksją i dysortografią. Mogą one być powiązane ze sobą (i z innymi zaburzeniami ale nie muszą).

    Zasada jest zawsze taka sama - twoje zdanie: "ja tu ręcznie nie
    > piszę" u dysgrafika byłoby, mniej więcej, zapisem: " ja tu renczńe ńe pisze
    > tylko skomputera".

    Dowodem na to, że znów się mylisz jest ten oto post: forum.gazeta.pl/forum/w,904,126673536,126794886,Re_Najprawdopodobniej_autorka_nie_pisze_prawdy_.html?wv.x=2 Jest to post kogoś nie tylko z dysgrafią ale i innymi problemami i dużo lepiej wygląda niż sugerujesz. Do tego wyraźnie pisze on, że jest dopuszczony do użycia komputera, a więc wynikałoby z tego, że komputer zaiste dla osób z takimi zaburzeniami jest pomocny.

    > A na koniec - przyznam szczerze, że dawno nie spotkałam na forum człowieka, któ
    > ry z tak niezachwianą pewnością wypowiada się o rzeczach, o których nie ma ziel
    > onego pojęcia.

    Ja niestety spotkałem, Ciebie.

    Dysleksja dotyczy zupełnie innej sfery zaburzeń. Czasami lepiej
    > wiedzieć, kiedy przestać.

    Święta prawda. Dlatego zatem nie zastosujesz się do własnej, jakże słusznej, rady? ;-)
    --
    orys.blox.pl
  • aramba 06.07.11, 21:47
    hermina5 chyba nie zdawała matury z polskiego :).
  • mcdaddy 06.07.11, 21:43
    A słyszałaś o czymś takim jak dysgrafia motoryczna ?
    A co do ludzi wypowiadających się o rzeczach o których nie mają pojęcia - trochę ich tu na forum niestety jest ;)
  • tmk123 06.07.11, 21:18
    Mam dysgrafię dysortografię i inne dys. Maturę dzieki temu mogę pisać na komputerze, ale pozostałe ulgi to mogę nie postawić dwuch kropek na końcu zdania. Jeśli chę zdać marurę to po prostu będe uczył sie wg klucza. Własnie pisałem egzamin gimnazjalny tez na kompie i 46% . ale uczyłem się - w sensie lklepałem stare testy na kompie do bólu.
    Z matmy nie było problemu 100%.
    Niektórzy z dysfunkcjami muszą się uczyć dużo więcej żeby zdać.
    Słyszałem o dziewczynie z zespołem Downa która własnie ma problem z dostaniem do liceum,chociaz dała bardzo dobrze egzamin gimnazjalny. podobno własnie doskonale rysuje i chciałaby mieć maturę. Mam nadzieję ze jej się uda :)

    Ale z drugiej strony nie chcę być obsługiwany przez ksiagowego który ma dyskalkulię, operowany przez ślepego lekarza, itp itd dlatego że trzeba dać wszystkim szanse. Szanse na zdawanie tak, ale nie na zliczenie bo jestem czarny, gejem sierota dzieckiem nauczyciela...
  • porshe 09.07.11, 18:31
    ignorantem i bufonem, bo nie daję 'przyzwolenia' na studiowanie osobie, która nie pojmuje podstaw 'zaawansowanej' (w bardzo logicznym i myślowym skrócie) matematyki z trygonometrią? No bez jaj, ja rozumiem, że humor jest ważny, ale nie do tego stopnia. Czy ty byś chciała, abym cię leczył bez podstaw anatomii (a po co mi to, jak ja jestem internistą?) bez podstaw epidemiologii (po co mi to, przecież to przypadek chirurgiczny a nie mikrobiologiczny)? Szanujmy siebie nawzajem i uznajmy w końcu, że jakiś poziom jest dnem i tylko ludzie powyżej tego poziomu mają dostęp do WYŻSZEJ edukacji.

    > Jaki z Ciebie jest lekarz, skoro nie dopuszczasz ułomności.

    Ułomność - najpierw trzeba zbadać, czy zaburzenie istnieje, potem potwierdzić i na końcu leczyć. Jeśli choćby w jednym kroku takiego postępowania wystąpi 'zaburzenie' należy uznać, że pacjent zwyczajnie w świecie symuluje. Z doświadczenia powiem ci, że to działa. Pacjent z bólem kręgosłupa (symulowanym) nie miał żadnych oporów przy rozkładaniu towaru w hipermarkecie po nocach (sam go tam spotkałem, podczas gdy miał leżeć w domu).

    >Autorka zapewne nie ma tego problemu, nie wspomina o nim, ale problemy z matematyką ma.

    Co nie zmienia faktu, że 20 lat temu pomimo przeciwności wszyscy z matematyką sobie radzili. Sam miałem olbrzymie problemy w podstawówce by zrozumieć procenty, ułamki i działania na tych liczbach. A jakoś zdałem maturę z matematyki na stopień bardzo dobry. Ergo - problemy mogą być, ale da się je przezwyciężyć. Moja mama nie potrafiła jeździć samochodem, ale zmieniła pracę i musiała się nauczyć. Szło jej bardzo problematycznie, ale jakoś poradziła sobie i śmiga po drogach. Postaraj się bardziej z argumentami, bo jak na razie to kiepsko...

    >Wysyłasz ją do dojenia krów
    Nigdzie nie napisałem, że ją konkretnie wysyłam. Ot napisałem, że w moim roczniku osoby słabsze wiedziały, że matury nie złożą, więc doszły do wniosku, że do dojenia krów matura nie jest im potrzebna. A o studiach w tym czasie marzyło jakieś 20% młodzieży. Tak więc ponownie pudło i to perfidne, bo wkładasz mi w usta coś, czego nie napisałem.

    >To, że dziewczyna nie daje rady z matmy nie przekreśla
    > jej umiejętności w innych dziedzinach - więcej tolerancji.

    Przecież dokładnie to napisałem - studiów mieć nie będzie i z takim wynikiem nie powinna, ale przecież jako fryzjerka/kosmetyczka może spokojnie pisać książkę. Ja to widzę inaczej - jest uzdolniona tylko w jednej dziedzinie a z wszystkimi pokrewnymi matematyce zwyczajnie w świecie sobie nie poradzi. Stąd taki wniosek.

    > Skoro dziewczyna zaliczyła polski rozszerzony na 100%,
    > to znaczy, że nie jest głupia i nie olewa - jak większość próbuje
    > jej to zainputować

    Nie olewa? W takim razie wyjaśnij tak kiepski wynik z matematyki pomimo roku czasu, by się dobrze do tego przedmiotu przygotować. To jest typowe i zwyczajne olewanie. Masz może pomysł, jak takie fakty odwrócić na jej korzyść?

    > Może już czas na to, aby zastanowić się, jak naprawić ten system, a nie puszcza
    > ć do szkoły 6-latków ;-).

    Do szkół puszczamy 6-latków głównie dlatego, aby klasy były pełne, bo bardzo mało dzieci się rodziło 7-8 lat temu i teraz klasy są nieliczne i nierentowne, a przecież małego dziecka nie wyślesz do szkoły w promieniu 20 km. Musi mieć szkołę podstawową możliwie jak najbliżej domu. Były pomysły gimbusów, ale każda likwidacja podstawówki do droga przez mękę dla samorządu. Zastanów się dlaczego?

    Naprawić system można w jeden jedyny sposób - porządnie kształcąc światopoglądowo nauczycieli, tak aby uczyli ludzie kochający swój przedmiot i mieli pojęcie o dydaktyce oraz metodyce. Tylko naprawdę 'oddany' nauczyciel jest w stanie wpoić wiedzę. Tak było ze mną i tą nieszczęsną matematyką - do 3 klasy podstawówki nie radziłem sobie zbyt dobrze pomimo tego, że tabliczkę mnożenia miałem 'wrytą na blachę'. Dopiero w latach 4-8, gdy matematyka stała się osobnym przedmiotem z osobnym nauczycielem, który porozmawiał z moimi rodzicami, który siedział po lekcjach w świetlicy i prowadził zajęcia wyrównawcze i który w końcu puścił mnie na olimpiadę matematyczną w 8 klasie - da radę reformować i uczyć 'trudne dzieci'. Tyle, że same dzieci też muszą mieć olbrzymie samozaparcie. Dla mnie 'bolcem' było uzyskiwanie dobrych wyników w nauce (średnia) bo od tego zależała kwota dotacji w stypendiach socjalnych. Jak dzieci się dobrze uczyły to miały nawet szanse na kolonie nad morzem (pochodzę ze śląska więc mega atrakcja). To był naprawdę potężny 'kop motywacyjny' aby nie mieć problemów w żadnym przedmiocie.

    Natomiast ty próbujesz dziewczynę wyciągnąć z 'bagna' wszystkich, którzy sobie olewają. Ona też sobie olewała, gdyż nawet kiepsko prowadzona matematyka przez 3 lata liceum powinna ją czegokolwiek nauczyć. Choć miałem Francuski jako drugi język w liceum to również nie posługuję się nim biegle. Ale pamiętam wystarczająco dużo, aby się z francuzem dogadać. A samo 'dogadanie się' wystarczy aby zdać maturę na te śmiesznie niskie progi zaliczeniowe.

    Więcej realizmu. Nie głaskaj dziecka po główce bo będziesz miała zaraz drugą Portugalię z Hiszpanią, Włochami i Grecją. W skandynawii nauczyciel nie może dziecka ponaglać w nauce, dziecko musi się samo zmotywować do nauki. Tam to działa, gdyż inna jest mentalność ludzi. U nas takie pozwolenie zamiast wpłynąć na wzrost kreatywności młodych ludzi spowodowało jedynie 'katastrofę' w postaci olewania wszystkiego.

    życzę zrozumienia tego, co napisałem i dużo zdrowia
    pozdrawiam


  • jerzyk308 03.07.11, 13:07
    ...i tyle w tym temacie :)
  • lehoo 03.07.11, 13:08
    Ano, dożyliśmy czasów kiedy humanistą obwołuje się każdy bałwan mający problemy z matematyką.
  • ufffaa 03.07.11, 13:39
    j.w.
  • tomek854 04.07.11, 01:21
    lehoo napisała:

    > Ano, dożyliśmy czasów kiedy humanistą obwołuje się każdy bałwan mający problemy
    > z matematyką.

    Już dawno dożyliśmy, pisałem o tym felieton w 2005 roku
    orys.blox.pl/2008/08/My-humanisci.html
    (i o dziwo, pisałem ów felieton będac studentem fizyki a nie polonistyki ;-) )


    --
    Samochodem do Turcji -> knsa.pl/turcja.php
  • camparis 06.07.11, 14:47
    Fajny ten Twój felieton! A dziewczyna? Jest albo głupia albo leniwa :)
    Jestem tzw. ścisłowcem, tępą kobietą do nauki języków obcych. A jednak znam angielski, chociaż ciągle muszę się go uczyć, gdyż zapominam w zastraszającym tempie. A matmę można też wkuć na tzw. "trzy Z" - zakuć, zdać, zapomnieć. Autorka listu pominęła najwidoczniej zakuwanie i uznała, że "jakoś to będzie" ...

    --
    moje spojrzenie na Wrocław
    www.miastowroclaw.blox.pl
  • spokojny.zenek 06.07.11, 14:57
    "Albo" tylko wtedy, gdy potraktujemy to jako funktor alternatywy zwykłej. Bo to, ze głupia (to oczywiste), nie wyklucza, że również leniwa.
  • tomek854 06.07.11, 17:10
    :-)
    --
    www.cytatybiblijne.pl
  • black.katharsis 04.07.11, 09:41
    W rzeczy samej. Czytając to stwierdzenie przypomniał mi się pierwszy rok studiów zaocznych na kierunku "ochrona środowiska". Miałam w grupie delikwenta, który miał notoryczne problemy z fizyką. Na początku, kiedy przychodził do mnie na zjeździe i prosił, żeby dać mu przepisać sprawozdanie z ćwiczeń pierwsze trzy razy uznałam, że może faktycznie nie miał czasu, coś mu wypadło itp. Wiadomo, przypadki chodzą po ludziach, a pomaganie sobie nawzajem nie jest niczym złym. Szybko jednak okazało się, że ja nie pomagam tylko jestem bezczelnie wykorzystywana. Skończyło się odpisywanie. Jeśli ja pracując, zajmując się domem i wychowując kilkuletnie dziecko jestem w stanie znaleźć czas na naukę, to tym bardziej może to zrobić gó...arz bez obowiązków. Już po pierwszej sesji egzaminacyjnej koleś zrezygnował oświadczając, że to nie dla niego, bo on jest humanista :P Potem okazało się, że takich "humanistów" znalazło się jeszcze kilku. Co ciekawe swoje porażki wszyscy tłumaczyli dokładnie w ten sam sposób.
    Inną sprawą jest, że faktycznie czasem poziom nauczania w szkole średniej jest żenujący, bo nauczyciele nie umieją przekazać swojej wiedzy. W szkole podstawowej i średniej byłam dobra z matematyki. Trochę gorzej było z fizyką, ale nie z braku chęci tylko z braku zrozumienia co mówi nauczyciel. Więcej w tym temacie nauczyłam się SAMA z podręczników Halidey'a i Resnicka. Podobnie chemia... nauczycielka potrafiła jedynie opowiadać godzinami o produkcji mydła... Rezultat był taki, że jak poszłam na studia dzienne na geologię na UW okazało się, że moje przedmioty ścisłe były na tragicznym poziomie i musiałam uczyć się ich ponownie w zasadzie od zera. I udało mi się.
    Czy jest mi to teraz potrzebne? Ta cała wiedza ścisła? Może faktycznie nie używam na co dzień całek potrójnych, nie ma potrzeby obliczać rotacji czy dywergencji. Ale muszę przyznać, że odkąd wiem to co wiem, świat wydaje mi się tym bogatszy i piękniejszy :) I nie będę musiała wydawać na korepetytorów jeśli okaże się, że mój syn ma z czymś problem.
  • tomek854 04.07.11, 18:06
    To prawda, co piszesz.

    Zwalanie sprawy na nauczyciela jest dziecinne i śmieszne.

    Nasz nauczyciel matematyki uległ wypadkowi i całą piątą klasę w technikum jechaliśmy na beznadziejnych zastepstwach. Zorganizowaliśmy sobie zatem z kolegami kółko samopomocy matematycznej, siedzieliśmy sami, jak czegoś nie rozumieliśmy to szukaliśmy kogoś, kto nam wyjaśni - chodziliśmy do zaprzyjaźnionego emerytowanego nauczyciela. Owszem, wyniki mieliśmy umiarkowane, ale każdy z nas maturę ( i to porządną, starą, a nie takie kpiny jak dzisiaj) zdał.

    Jak od Ciebie nie wymagają - to sam od siebie wymagaj. Jak Ci nie podają na tacy - to sam poszukaj. To jest między innymi objaw, że ktoś jest dorosły - że bierze sam na siebie odpowiedzialnosć, a nie obwinia system, nauczycieli, układ, pogodę, Żydów i cyklistów o swoje własne porażki.
    --
    Samochodem do Turcji -> knsa.pl/turcja.php
  • goroteb 03.07.11, 14:29
    I co będzie robiła autorka listu z tymi 100% - pójdzie na dziennikarstwo i będzie pisać bzdury bo nie będzie odróżniać punktu procentowego od procentów, albo ni w kij nie zrozumie co to jest rozkład normalny. Będzie dalej nawijać jak dziennikarze wyborczej, że opcje walutowe to była "pułapka", bo przecież księgowy nie wiedział, że kurs może się zmienić na jego niekorzyść.
    Matematyka to jedyna droga do ogarnięcia z pierwszej ręki tego co się dookoła dzieje. Można czytać publikacje innych, ale i tak od matematyki to się wszystko zaczyna. Na nieugruntowanej wiedzy matematycznej/statystycznej na przeczuciach, odczuciach i ludzkiej wrażliwości żerują politycy i tak to się dookoła kręci, że ludzie są głupsi z pokolenia na pokolenie bo wolą pisać wiersze, albo uczyć dzieci o "Chłopach" albo "Ludziach bezdomnych".
    Widziałem tegoroczną maturę podstawową - banał jakich mało. Jak można tego nie zaliczyć nie mam pojęcia.
    Publikacja takich listów tylko większą liczbę idiotów utwierdza w tym, że ktoś im robi krzywdę. Ja na przykład nie lubię przedmiotu - języka polskiego - i co? Nie potrafię pisać wypracowań w oparciu o te wydumane, jedynie prawdziwe interpretacje utworów literackich. Schematy to właśnie tutaj też są. A matura z polskiego cały czas męczy osoby o umyśle ścisłym. Ale jak komuś tekst podczas czytania nie faluje i nie ma problemów z koncentracją to sobie z tym radzi, a jak nie to są od tego np. pedagodzy szkolni. Jakoś nie widzę, żeby ktoś z powody języka polskiego jęczał do gazet.
  • krecik 03.07.11, 19:59
    > Matematyka to jedyna droga do ogarnięcia z pierwszej ręki tego co się dookoła d
    > zieje.

    No ale ludzie - ja chromole! Naprawde nie mozna tego, co sie dzieje dookola, ogarnac bez liczenia delty i bez logarytmow? Naprawde nie mozna obliczyc procentow od kredytu bez wyrysowania sinusoidy? Naprawde? Naprawde?

    Oj, czekaj czekaj - chyba mozna. Niessssamowite. Po skonczeniu liceum 22 lata temu ani razu w zyciu nie narysowalam wykresu funcji. Nie wyszlam poza zakres podstawowej matematyki, ktora wiekszosci ludzi w zyciu wystarcza calkowicie do normalnego funcjonowania. Takiej matematyki, z ktora ludzie z liceum zazwyczaj wychodza. Owszem, mam mgliste pojecie o matematyce wyzszej, pamietam, ze uczylam sie o calkach. Ale w zyciu nie skorzystalam ze wzoru na ich liczenie poza srodowiskiem szkolnym. Jak z wiekszosci innych wzorow. I nie sadze, ze jestem wyjatkiem.

    Wydaje mi sie, ze wielu ludzi utozsamia mature z matematyki ze znajomoscia wlasnie takiej zyciowej matematyki. A przypominam, ze tak nie jest. Ze 90% matematyki egzaminacyjnej jest tylko i wylacznie potrzebna do zdania matury. A potem jest nieprzydatna.

    To, o czym piszecie, ta niezbedna do zycia matematyka, jest, a przynajmniej powinna byc, nauczana podczas wieloletniego procesu edukacji. Liczenie stopy procentowej, liczenie niewiadomej, pola, objetosci, ulamki, podstawowe dzialania - to jest to, co sie, omen nomen, liczy. Rachunek prawdopodobienstwa? Owszem, zrozumienie tego, o co w nim chodzi - przydatne. Obliczanie go? Serio ktokolwiek tego w zyciu uzywa? Biale kulki, czarne kulki? Siada rano i oblicza prawdopodobienstwo tego, czy spotka przypadkiem urodziwa sasiadke/przystojnego faceta z przeciwka?

    Powala mnie to wyciaganie z rekawa argumentu o przydatnosci MATURALNEJ matematyki w zyciu przy okazji takich dyskusji, jak ta. Prosze bardzo - reka w gore, kto w zyciu prywatnym ostatnio calkowal, obliczal jakakolwiek funkcje, wariacje, rozniczki. I kto przy okazji nie jest matematykiem, inzynierem, programista czyli ktokolwiek, kto z matematyka jako nauka zakonczyl przygode w szkole sredniej.


    Ag
    --
    the world as I see it
    www.flickr.com/jazzwink/
  • nessie-jp 03.07.11, 21:07
    > No ale ludzie - ja chromole! Naprawde nie mozna tego, co sie dzieje dookola, og
    > arnac bez liczenia delty i bez logarytmow? Naprawde nie mozna obliczyc procento
    > w od kredytu bez wyrysowania sinusoidy? Naprawde? Naprawde?

    Krecik -- ale naprawdę nie da się opisać świata językiem naturalnym bez znajomości gramatyki? Bez wiedzy o tym, co to przypadki i jakiego trzeba użyć? Naprawdę? Naprawdę?

    No można. Można opisać tak: "świat być duża mnóstwo bardzo wiele ludzia na on". Można? Można. Można nie wiedzieć, czym się różni "morze" od "może"? Można. A nawet morzna.

    I tak samo z matematyką.

    Matematyka to jeden z JĘZYKÓW opisu świata. Tak samo, jak języki naturalne, wymaga poznania pewnych podstaw, żeby dało się go potem własnymi siłami rozwijać i wykorzystywać.

    Jeśli nie chcesz wiedzieć, dlaczego lud to nie lód, po co się pisze "paniom" zamiast "panią" i odmawiasz zapamiętania, przez jakie ó, ch, rz i ą się pisze jakie wyrazy -- TO DO CHOLERY JASNEJ NIE ZDAJESZ MATURY!!!

    I to samo dotyczy matematyki.


  • krecik 03.07.11, 22:25
    Nessie, ale przede wszystkim, co dla ciebie znaczy - opisac swiat? Czyli co, calkujesz, gdy opowiadasz w domu, co cie w pracy spotkalo? Czy moze logarytmem definiujesz swoje zarobki?

    A moze nawiazujesz po prostu do matematyki wyzszej? Do tej, ktorej w normalnie skonstruowanym systemie edukacji wprowadza sie na studiach, na ktore ida ludzie, ktorzy chca sie ksztalcic w tym kierunku. Dla ktorej pojecie "opisu swiata" jezykiem matematyki ma sens. Bo jest to wyzsza abstrakcja, ktora nie miesci sie w przeladowanym programie nauczania szkol polskich.

    Zauwaz, ze padly argumenty o absolutnej przydatnosci tego wszystkiego, czego sie uczy do matury. Owszem, dla tych wszystkich, ktorzy sie ksztalca na kierunkach, na ktorych matematyka jest jednym z wymagan. Jednak nie wszyscy sie na takie kierunki udaja. A co do porownania z jezykiem polskim - mimo wszystko, czy polibuda, wydzial ochrony srodowiska, chemia, filologia polska czy obca, czy wreszcie matematyka - jest to jezyk uniwersalny w Polsce. Nawet na matematyce uzywa sie go do opisu dzialan i teorii.

    A, i jeszcze jedno - ja nie chce dyskutowac o wyzszosci swiat bozego narodzenia nad wielkanoca. Po prostu uwazam, ze matematyka nie powinna byc obowiazkowa na maturze. I nie to zadnego zwiazku z jej "waznoscia". Tyle.

    Ag
    --
    the world as I see it
    www.flickr.com/jazzwink/
  • roembden 03.07.11, 23:08
    > A co do porownania z jezykiem polskim - mimo wszystko, czy polibuda, wydzial ochrony
    > srodowiska, chemia, filologia polska czy obca, czy wreszcie matematyka - jest to jezyk
    > uniwersalny w Polsce.

    Niestety argument z _językiem_ zupełnie nietrafiony. Bo co takiego jest w licealnym polskim, że bez niego nie będzie można się dogadać na polibudzie, skoro jest obowiązkowy? Nie wiem jak w Twoim przypadku, ale u mnie na j. polskim nie było praktycznie niczego poza analizowaniem dzieł wszelakich i kultury danego okresu. Co to ma wspólnego z umiejętnością posługiwania się z językiem polskim? W obecnej formie ten przedmiot powinien nazywać się „historia literatury”. I nie powinien być obowiązkowy.
  • tomek854 04.07.11, 02:00
    krecik napisała:

    > Nessie, ale przede wszystkim, co dla ciebie znaczy - opisac swiat? Czyli co, ca
    > lkujesz, gdy opowiadasz w domu, co cie w pracy spotkalo? Czy moze logarytmem de
    > finiujesz swoje zarobki?

    A ty, kreciku, jak piszesz tego posta to się wspierasz znajomoscią Grobu Aganemnona? Czy stosujesz tu odniesienia do opisów przyrody w "Nad Niemnem"? Czy po prostu piszesz, starając się, żeby zdanie brzmiało z sensem i logicznie?

    > A moze nawiazujesz po prostu do matematyki wyzszej? Do tej, ktorej w normalnie
    > skonstruowanym systemie edukacji wprowadza sie na studiach, na ktore ida ludzie
    > , ktorzy chca sie ksztalcic w tym kierunku. Dla ktorej pojecie "opisu swiata" j
    > ezykiem matematyki ma sens. Bo jest to wyzsza abstrakcja, ktora nie miesci sie
    > w przeladowanym programie nauczania szkol polskich.

    Nie mieści się, dlatego jej nie ma. A na maturze nie ma nawet matematyki niższej. Jest matematyka zakopana głęboko w dennym mule. Na studiach (fizyka specjalnosć nauczycielska) krążył wśród nas taki dowcip (znalazłem, ale kodowanie jest popsute, nie chce mi się poprawiać:


    Ewolucja metod nauczania matematyki na przyk³adzie zadañ egzaminacyjnych

    1965: Drwal sprzeda³ ciê¿arówkê tarcicy za sumê 100 dolarów. Wiedz±c, ¿e koszt
    produkcji drewna wynosi³ 4/5 jego ceny, oblicz zysk drwala.

    1975: Drwal sprzeda³ ciê¿arówkê tarcicy za sumê 100 dolarów. Wiedz±c, ¿e koszt
    produkcji wyniós³ 4/5 jego ceny, czyli 80 dolarów, oblicz zysk drwala.

    1985: (nowy program matematyki) Drwal dokona³ wymiany zbioru T tarcicy na zbiór
    P pieniêdzy. Moc zbioru P wyra¿ona w liczbach kardynalnych wynios³a 100, przy
    czym ka¿dy z jego elementów jest wart 1 dolara. Zaznacz w kwadratowej tabeli 100
    punktów, aby przedstawiæ graficznie elementy zbioru P. Zbiór kosztów produkcji
    zawiera 20 elementów mniej ni¿ zbiór M. Przedstaw zbiór K jako podzbiór M i
    odpowiedz na pytanie: jaka jest moc zbioru Z zysku wyra¿ona w liczbach kardynalnych?

    1995: Drwal sprzeda³ ciê¿arówkê tarcicy za 100 dolarów. Koszt produkcji drewna
    wyniós³ 80 dolarów, a zysk drwala 20 dolarów. Zakrel liczbê 20.

    2005: Šcinaj±c stare piêkne i bezcenne drzewa, ekologicznie niezorientowany
    drwal zarobi³ 20 dolarów. Co mylisz o takim sposobie na ¿ycie? W podgrupach
    postarajcie siê przygotowaæ teatrzyk przedstawiaj±cy, jak czuj± siê lene
    ptaszki i dzika zwierzyna.


    Jakież to jest prawdziwe...
    >
    > Zauwaz, ze padly argumenty o absolutnej przydatnosci tego wszystkiego, czego si
    > e uczy do matury. Owszem, dla tych wszystkich, ktorzy sie ksztalca na kierunkac
    > h, na ktorych matematyka jest jednym z wymagan. Jednak nie wszyscy sie na takie
    > kierunki udaja. A co do porownania z jezykiem polskim - mimo wszystko, czy pol
    > ibuda, wydzial ochrony srodowiska, chemia, filologia polska czy obca, czy wresz
    > cie matematyka - jest to jezyk uniwersalny w Polsce. Nawet na matematyce uzywa
    > sie go do opisu dzialan i teorii.

    To ciekawe. Ja studiowałem astronomię i tam się używało angielskiego. Bo język polski nie nadążał z wymyślaniem słów określających te wszystkie niszowe pojęcia.

    Mój kolega studiuje na polskiej politechnice i wszystkie zajęcia ma po angielsku. Gdyby nie pani z dziekanatu to w ogóle nie potrzebowałby odzywać się po polsku - wielu jego kolegów to obcokrajowcy i po polsku mówiką ledwo ledwo. I jakoś świetnie się da, i będzie pełnowartościowym inżynierem. Pokaż mi teraz jakie studia da się skończyć nie używając matematyki. Zauważ, że na KAŻDYCH UNIWERSYTECKICH studiach jest logika. Nawet na kulturoznawstwie.

    Nawet wysyłając wiadomosci do ewentualnych obcych cywilizacji nie wysyłamy im sonetów szekspira czy narodowych epopei, tylko informacje zakodowane matematycznie. Bo to matematyka jest językiem uniwersalnym.

    Pisząc to wszystko, w żadnym stopniu nie ujmuję niczego potrzebie nauczania języka polskiego. Nasi profesorowie metodyki zwracali bardzo uwagę na czystkosć języka, mawiając "wszyscy uczymy języka polskiego". I to jest święta prawda. Pamiętam nawet jak sprawa się oparła o konsultacje z prof. Miodkiem, bo nie byliśmy pewni czy zadanie jest sformułowane prawidłowo. Byłoby wspaniale, gdyby to działało i w drugą stronę i gdyby nauczyciele historii czy polskiego zwracali uwagę na logikę wypowiedzi uczniów...
    >
    > A, i jeszcze jedno - ja nie chce dyskutowac o wyzszosci swiat bozego narodzenia
    > nad wielkanoca. Po prostu uwazam, ze matematyka nie powinna byc obowiazkowa na
    > maturze. I nie to zadnego zwiazku z jej "waznoscia". Tyle.

    I widzisz, uważać to sobie możesz. Ale nie przedstawiłaś żadnych argumentów dlaczego nie powinna, a argumentów dlaczego powinna jest mrowie. Jedyny "sensowny" argument to to, że przyszli poloniści jej (rzekomo) nie potrzebują. Piszę "rzekomo", bo badania nad statystyką występowania poszczególnych wyrazów też są istotne w tej dziedzinie. Ale ten argument jest ważny także w odniesieniu do matury z polskiego...
    >
    > Ag


    --
    orys.blox.pl
  • roembden 03.07.11, 21:50
    A teraz odpowiedz sam sobie, dlaczego j. polski obowiązkowy. Czyżby bez wiedzy o tym, co mieli na myśli autorzy 195 durnych wierszy nie dało się ogarnąć życia? Naprawdę? Naprawdę?

    Oj, czekaj czekaj – chyba jednak można… Po skończeniu 28 lat nie przypominam sobie, żebym potrzebował w życiu chociaż JEDNEJ RZECZY, której nauczyłem się na j. polskim w liceum. JEDNEJ!
  • krecik 03.07.11, 22:35
    O? naprawde?
    Znaczy sie, nigdy nie wykorzystales znajomosci "Ogniem i mieczem"? :-)
    Nigdy nie zrozumiales, do czego nawiazuja w tv mowiac "Polska Chrystusem narodow"? kiedy mowia o Sienkiewiczu, pytasz sie znajomych, co to za koles i na ktorej bramce gra? Kiedy slyszysz o Trenach, kojarzy ci sie Gra o Tron?

    Ja dosyc czesto korzystam z mnozenia, dzielenia, doawania i tym podobnych. Dzialania z niewiadoma, procenty i ulamki tez mi sie w pracy przydaja. Jestem po filologii angielskiej, nie zdawalam matury z matematyki, bo mozna sobie bylo wybrac. Jeju. Straszne te paredziesiat lat bylo.

    Ag
    --
    the world as I see it
    www.flickr.com/jazzwink/
  • roembden 03.07.11, 22:59
    Niby gdzie miałbym wykorzystać znajomość „Ogniem i mieczem”? Dlaczego Polska miała by być „Chrystusem narodów”? Co to jest „Gra o Tron”? Nie pytam znajomych kto to Sienkiewicz, tak samo jak nie pytam ani kto to Ieasu Tokugawa – nie mam takiej potrzeby.

    To, że wiem co to są treny, to tylko dlatego, że w programie j. polskiego były jakieś trzy na krzyż. I nie zmienia to faktu, że dziś przeczytałem to słowo chyba po raz pierwszy od 10 lat.

    I jak? Trudno uwierzyć? To co faktycznie jest mi przydatne z j. polskiego to część gramatyczna. A tej akurat w liceum w ogóle nie było (poza _powtórką_ z podstawówki na samym początku 1. klasy).
  • roembden 03.07.11, 23:01
    Wracając do pytania: dlaczego język polski jest obowiązkowy na maturze?
  • aramba 04.07.11, 01:33
    Dlatego, że odróżnia nas, Polaków, od innych nacji. Pewnie to wytłumaczenie jest dla Ciebie zbyt słabe, ale zapewniam Cię, że jest ono prawdziwe. Poza tym, w życiu codziennym przede wszystkim posługujemy się umiejętnością czytania ze zrozumieniem i pisania (w banku, pracy, przy praniu i braniu lekarstw). Oczywiście świat można opisywać za pomocą liczb, ale to jest po prostu niepraktyczne w codziennym życiu. Poza tym, gdyby w szkołach, dajmy na to nie kazali wkuwać na pamięć (w gruncie rzeczy) dość zawiłych sforułowań opisujących świat "po fizycznemu" czy "matematycznemu" tylko używali do tego języka zrozumiałego dla przeciętnego zjadacza chleba, który jako tako opanował umiejętność czytania ze zrozumieniem, to może i popularność tych nauk wśród uczniów szkół średnich wzrosłaby. Przykład? Proszę bardzo: trzecia zasada termodynamiki sformułowana normalnym języki - żebyś człowieku nie wiem co zrobił, to z danego układu fizycznego (urządzenia, maszyny) nie wyciśniesz więcej energii, ani nawet tyle samo, niż włożyłeś w jego uruchomienie. Innymi słowy, wybij sobie z głowy, że skonstruowanie perpetuum mobile jest możliwe.
  • tomek854 04.07.11, 02:38
    aramba napisał:

    > Dlatego, że odróżnia nas, Polaków, od innych nacji. Pewnie to wytłumaczenie jes
    > t dla Ciebie zbyt słabe, ale zapewniam Cię, że jest ono prawdziwe.

    Ale to kolejny argument za matematyką. Bo język polski nas od innych nacji oddziela, a język matematyki nas z nimi łączy ;-)

    Poza tym, w
    > życiu codziennym przede wszystkim posługujemy się umiejętnością czytania ze zro
    > zumieniem i pisania (w banku, pracy, przy praniu i braniu lekarstw).

    Ale już żeby napisać taką ulotkę, to trzeba mieć podstawową wiedzę na temat o którym się pisze, umieć logicznie myśleć, żeby ulotka wyszła składnie, a także umieć wymyśleć podstawowy algorytm do działu "rozwiązywanie problemów" ;-)


    Oczywiście
    > świat można opisywać za pomocą liczb, ale to jest po prostu niepraktyczne w co
    > dziennym życiu.

    NIe jestem taki pewien. Wydaje mi się praktyczniej opisać liczbami ) niż pięknym polskim językiem z wieloma kulturowymi odniesieniami

    Opisanie liczbowe:
    "25% maturzystów oblało maturę"

    Opisanie "humanistyczne" :
    "Maturę tegoroczną uczniowie zdawali
    Lecz niestety niektórzy ten egzamin oblali
    Stosunek maturzystów do leni i leserów
    Był taki jak D'Artagnana do trzech muszkieterów"

    - no nie wmówisz mi, że mój drugi przykład jest praktyczniejszy niż pierwszy :D

    Poza tym, gdyby w szkołach, dajmy na to nie kazali wkuwać na pa
    > mięć (w gruncie rzeczy) dość zawiłych sforułowań opisujących świat "po fizyczne
    > mu" czy "matematycznemu" tylko używali do tego języka zrozumiałego dla przecięt
    > nego zjadacza chleba, który jako tako opanował umiejętność czytania ze zrozumie
    > niem, to może i popularność tych nauk wśród uczniów szkół średnich wzrosłaby. P
    > rzykład? Proszę bardzo: trzecia zasada termodynamiki sformułowana normalnym jęz
    > yki - żebyś człowieku nie wiem co zrobił, to z danego układu fizycznego (urządz
    > enia, maszyny) nie wyciśniesz więcej energii, ani nawet tyle samo, niż włożyłeś
    > w jego uruchomienie. Innymi słowy, wybij sobie z głowy, że skonstruowanie perp
    > etuum mobile jest możliwe.

    A tu pełna zgoda.
    --
    orys.blox.pl
  • aramba 04.07.11, 09:43
    Tak, ale musielibyśmy najpierw ustalić, że dziedzictwo kulturowe jest absolutnie uniwersalne. Tak nie jest. Twój przykład z muszkietrami nie wymaga jednak prowadzenia skomplikowanych rachunków. Wystarczy wiedzieć co to są procenty. Można też napisać zamiast "25%" po prostu "dwadzieścia pięć procent" (co jest mniej praktyczne rzecz jasna). No i wszystko będziemy mieli wtedy opisane bez liczb. Nie każdy musi pisać ulotki do proszków i lekarstw, ale każdy powinien je potrafić przeczytać "dwie miarki na taką a taką ilość wody, rano i wieczorem, przed jedzeniem czy po jedzeniu".
  • tomek854 04.07.11, 18:09
    aramba napisał:

    > Tak, ale musielibyśmy najpierw ustalić, że dziedzictwo kulturowe jest absolutni
    > e uniwersalne. Tak nie jest. Twój przykład z muszkietrami nie wymaga jednak pro
    > wadzenia skomplikowanych rachunków. Wystarczy wiedzieć co to są procenty. Można
    > też napisać zamiast "25%" po prostu "dwadzieścia pięć procent" (co jest mniej
    > praktyczne rzecz jasna). No i wszystko będziemy mieli wtedy opisane bez liczb.

    No nie do końca. Jak ktoś nie wie, co to są procenty (a wierz mi, ze są tacy, trochę mi się zdarzyło pouczyć w szkole) to co mu za różnica czy to się zapisze słownie czy cyframi?

    > Nie każdy musi pisać ulotki do proszków i lekarstw, ale każdy powinien je potra
    > fić przeczytać "dwie miarki na taką a taką ilość wody, rano i wieczorem, przed
    > jedzeniem czy po jedzeniu".

    No widzisz, piękny przykład: to mam dwie miarki na taką ilosć wody brać rano i wieczorem, w sensie dwie rano i dwie wieczorem, czy mam brać dwie dziennie, jedną rano i jedną wieczorem? :-)

    "humanista" by się pewnie nie zastanowił, "zinterpretowałby sobie" i brał jak mu wygodnie. A ktoś mający pojęcie o podstawach logiki się zastanowi. A jeśli to jest lek, to dawkowanie pewnie jest istotne...


    --
    ŻYJ ZDROWO - UŻYWAJ TYLKO LOGARYTMÓW NATURALNYCH!
  • aramba 04.07.11, 20:50
    Dobrze wiesz, że piszemy na forum i to co napisałeś jest po prostu nie fair.
  • tomek854 04.07.11, 20:58
    Dlaczego nie fair?

    To dobrze ukazuje to, o czym mówię - jak ważna jest logika.

    Może ty na forum napisałeś niedbale a jakbyś powaznie pisał instrukcje użycia leków to byś się starał, ale niestety są tacy, którym mimo starania się i tak nie wychodzi...
    --
    _@/"
  • aramba 04.07.11, 21:02
    No niezupełnie. Dobrze wiesz, że na forum pisze się szybko (a mi, jak na złość, jeszcze się klawiatura zacina, więc i przecinek czasem przeleci).
  • tomek854 04.07.11, 21:12
    aramba napisał:

    > No niezupełnie. Dobrze wiesz, że na forum pisze się szybko (a mi, jak na złość,
    > jeszcze się klawiatura zacina, więc i przecinek czasem przeleci).

    No tak, ale to nie zmienia prawdziwości moich spostrzeżeń - bez logiki (i, jak udowadniasz, należytej staranności) ciężko byłoby napisać klarowną instrukcję.


    --
    Nie jestem ginekologiem, ale mogę zajrzeć...
  • aramba 04.07.11, 21:19
    Masz rację. Mi chyba najwięcej w tym względzie nauka w szkole muzycznej.
  • tomek854 04.07.11, 21:31
    W powyższym zdaniu brakuje orzeczenia, przez co staje się ono bez sensu ;-)
    --
    Samochodem do Turcji -> knsa.pl/turcja.php
  • aramba 04.07.11, 21:50
    Nie, to była pauza (muzyczna, rzecz jasna) :).
  • agulha 07.07.11, 00:42
    "Mi chyba...". To teraz nie uczą na polskim, tym obowiązkowym, o różnicy między zaimkami osobowymi akcentowanymi i nieakcentowanymi?
  • aramba 07.07.11, 09:34
    No, daleko już jesteśmy od meritum sprawy, daleko... Ciekawe czy będziemy jeszcze dalej?
  • roembden 04.07.11, 06:43
    „Dlatego, że odróżnia nas, Polaków, od innych nacji.” – tyle że wiedza licealna jest niepraktyczna i nieżyciowa. I wracamy do punktu wyjścia.
  • aramba 04.07.11, 09:38
    Nie sądzę. Sądzę natomiast, że nie zauważyłeś błędu, który popełniłem (to pewnie z nadmiaru wiedzy fizycznej:)). Oczywiście, druga, a nie trzecia zasada termodynamiki.
  • roembden 04.07.11, 18:21
    > Nie sądzę.

    Ale o czym? Możesz się jaśniej wyrażać?

    > Sądzę natomiast, że nie zauważyłeś błędu, który popełniłem (to pewnie z nadmiaru wiedzy fizycznej:)). Oczywiście, druga, a nie trzecia zasada termodynamiki.

    Jakiej znowuż fizycznej? Przecież nawet zielonego pojęcia nie masz o tym, czym się w życiu zajmuję.
  • roembden 04.07.11, 18:43
    >> Nie sądzę.

    > Ale o czym? Możesz się jaśniej wyrażać?

    Jako że nie chce mi się już czekać i odpowiadać, to spróbuję podsumować, zakładając, że odnosisz się do tego, że to historia literatury jest nieżyciowa i niepraktyczna: dla mnie to jest fakt. Dla Ciebie może jest inaczej. Razem stanowimy nieistotną próbę, poza tym ja mam swoje obserwacje, Ty swoje: te próby są już większe, więc na nich opieramy swoje tezy.
    Jako że nasze obserwacje są zgoła inne, to nie sądzę, żebyśmy się przekonali nawzajem do swoich poglądów. ;-)
  • aramba 04.07.11, 20:41
    Cześć, cześć - jestem. Nie, no oczywiście, że każdy z nas ma swój punkt widzenia, ale wydaje mi się, że jedak popełniasz pewien błąd w zalożeniu. Otóż ja nie jestem wrogiem wiedzy matematycznej. Im więcej wiesz tym lepiej i jest OK. Jestem natomiast przeciwnikiem tak obowiązkowej matury z matematyki, jak i poglądu, że wszyscy ci, którzy nie zdawali matematyki na maturze to głąby, życia nie znają i tak dalej.
  • roembden 04.07.11, 23:45
    No to pięknie. Ja też nie jestem przeciwnikiem wiedzy ani z historii, ani z literatury, ani z chemii ani z biologii – po to jest liceum żeby wyuczyć wszechstronnie. Ale autorka listu uparła się, że to właśnie matematyka jest niepotrzebna i jest o tym święcie przekonana. Nie szczędząc czasu po prostu odwróciłem kota ogonem, icomipaniterazzrobi? (Ciekawe czy to czyta.)
  • aramba 05.07.11, 10:33
    Oj tam, autorka listu. Autorka listu to młoda panienka, której coś tam nie wyszło (fakt, że coś ważnego). No, ale ja się z nią zgadzam, że akurat j e j najprawdopodobniej matematyka nie jest i nie będzie potrzebna i dlatego jestem za wyborem. Zresztą problem nie zaczyna się na maturze tylko w przedszkolu, ale mozna by o tym długo.
  • aramba 04.07.11, 01:46
    Tak Ci się tylko wydaje. Zapewniam Cię, że analiza tych wszystkich tekstów, których autorów oskarżasz o debilizm wyrobiła w Tobie umiejętność posługiwania się językiem (polskim akurat). Tylko dzięki temu byłeś w stanie wyrobić sobie opinię na temat autorów tych wszystkich "niepotrzebnych czytadeł". I tylko dzięki temu mogłeś rozwiązywać swoje ulubione zadania z matmy, fizy i chemii.
  • tomek854 04.07.11, 02:46
    aramba napisał:

    > Tak Ci się tylko wydaje. Zapewniam Cię, że analiza tych wszystkich tekstów, któ
    > rych autorów oskarżasz o debilizm wyrobiła w Tobie umiejętność posługiwania się
    > językiem (polskim akurat). Tylko dzięki temu byłeś w stanie wyrobić sobie opin
    > ię na temat autorów tych wszystkich "niepotrzebnych czytadeł". I tylko dzięki t
    > emu mogłeś rozwiązywać swoje ulubione zadania z matmy, fizy i chemii.

    Czy mogłbyś wyjaśnić w jaki sposób analiza tych wszystkich "niepotrzebnych czytadeł" jest warunkiem koniecznym dla możliwosci rozwiązywania zadań? ;-)


    --
    orys.blox.pl
  • aramba 04.07.11, 10:33
    Po prostu wyrabia umiejetność czytania ze zrozumieniem i formułowania myśli (to znaczy w tych obszarach także, ale za pomocą słów). Nie zauważyłeś? Nie zauwazyłeś, że rozmawiamy jednak używając słów, a nie wzorów matematycznych?
  • tomek854 04.07.11, 18:12
    A nie zauważyłeś, że żeby przeczytać ze zrozumieniem wystarczy potrafić zanalizować konstrukcję logiczną poszczególnych zdań a następnie wyciągnąć konkuzję z całości? Naprawdę, słów używamy, ale nauka polskiego to nie jest nauka języka obcego - wszyscy którzy do szkoły przychodzą potrafią się porozumiewać po polsku. To, czego uczymy się na polskim, jakkolwiek ważne, bo to jest nasza kultura, technicznie do porozumiewania się nie jest nam potrzebne, bo możemy się porozumiewać używając języka czysto technicznie jako narzędzia i nie używać odniesień kulturowych - i świetnie będziemy się rozumieć. Używając zaś odniesień kulturowych których nauczyliśmy się na języku polskim, a nie będąc w stanie złożyć kilku zdań zgodnie z zasadami elementarnej logiki daleko nie zajdziemy.
    --
    Poziomki powstają przez przewracanie pionków.
  • aramba 04.07.11, 20:47
    Dobrze, ale to jednak na polskim możesz sprawdzić czy potrafisz te zdania logicznie składać.
  • tomek854 04.07.11, 20:58
    Polski nie jest do tego konieczny.

    Zdania mogę składać pisząc wypracowanie o trzeciej zasadzie termodynamiki albo referat na temat budowy Słońca. I jak będzie zrozumiały to znaczy, że zdania umiem składać, a jak to bęzie bełkot pomimo tego, że wiedzę z fizyki mam, to znaczy że zdań składać nie umiem.
    --
    Nie jestem ginekologiem, ale mogę zajrzeć...
  • aramba 04.07.11, 21:05
    Tak oczywiście, ale tekst powstaje według reguł językowych przede wszystkim i tego się nie przeskoczy. To nie znaczy, że tekst może być wyprany z logiki. W gruncie rzeczy znowu posługujesz się argumentem, że jak ktoś nie z nami ten przeciw nam.
  • tomek854 04.07.11, 21:17
    aramba napisał:

    > Tak oczywiście, ale tekst powstaje według reguł językowych przede wszystkim i t
    > ego się nie przeskoczy. To nie znaczy, że tekst może być wyprany z logiki. W gr
    > uncie rzeczy znowu posługujesz się argumentem, że jak ktoś nie z nami ten przec
    > iw nam.

    Reguł językowych się nie przeskoczy, ale je wszyscy znamy zanim jeszcze pójdziemy do szkoły. Ja umiałem się swobodnie porozumiewać po polsku mając 7 lat - ty nie?

    Co więcej jestem kolejnym dowodem na to, że nauka języka - nawet obcego - potrzebna nie jest. Jaki ten mój angielski (który widziałeś w innym poście) jest, taki jest, ale się nigdy go nie uczyłem w żaden zorganizowany sposób, nie mam pojęcia o gramatyce, po prostu używam intuicyjnie języka który najpierw podłapałem tu i tam, a potem udoskonaliłem żyjąc przez te kilka lat w kraju anglojęzycznym. I to do tego stopnia, że na teście językowym wypadłem o stopień wyżej niż wymagany na mój (jeden z lepszych) uniwersytetów w UK.

    Naprawdę, można posługiwać się bezproblemowo językiem znająć jedynie podstawowe reguły, a następnie używając intuicji i logiki. Historia literatury danego kraju w tym kontekście do niczego nie jest potrzebna. A do tego sprowadza się nauczanie języka polskiego - do historii literatury. Dbałość o czystość językową i klarowność wypowiedzi ucznia powinna być, jak zawsze mówili mi profesorowie od metodyki nauczania fizyki, obowiązkiem każdego nauczyciela a nie tylko polonisty.

    Wcale się nie posługuję argumentem "kto nie z nami, ten przeciw nam" nie wiem, skąd sobie to wymyśliłeś. Po prostu mówię, że jeżeli mówimy o wyborze przedmiotów obowiązkowych na maturze, to jest więcej praktycznych argumentów za obowiązkowością matematyki niż języka polskiego, za którym stoją raczej argumenty kulturowe. Dlatego uważam, że jeżeli w ogóle ma być matura, to powinne być obowiązkowe oba z tych przedmiotów.


    --
    Poziomki powstają przez przewracanie pionków.
  • aramba 04.07.11, 21:21
    Mylisz się. Za dużo prac studentów się nasprawdzałem, żeby mieć jakiekolwiek złudzenia w tej kwestii.
  • tomek854 04.07.11, 21:27
    Znaczy niby w czym się mylę? ;-)
    --
    ŻYJ ZDROWO - UŻYWAJ TYLKO LOGARYTMÓW NATURALNYCH!
  • aramba 04.07.11, 21:52
    W tym, że oni po prostu nie posiedli umiejętności czysto językowych. Jakiegoś sensu można się czasem w tym co piszą dopatrzeć, ale sama warstwa językowa jest nie do przyjęcia.
  • tomek854 04.07.11, 22:02
    aramba napisał:

    > W tym, że oni po prostu nie posiedli umiejętności czysto językowych. Jakiegoś s
    > ensu można się czasem w tym co piszą dopatrzeć, ale sama warstwa językowa jest
    > nie do przyjęcia.

    I myślisz, że jakby przeczytali Nad Niemnem to by im to na zdrowie wyszło pod tym względem? ;-)


    --
    www.berbela.com/
  • aramba 04.07.11, 22:25
    Nie musi być nad Niemnem ;). Gorzej, że oni niczego nie czytają. Tak, myślę, a nawet jestem pewien, że czytanie literatury pięknej by im pomogło.
  • tomek854 04.07.11, 22:32
    aramba napisał:

    > Nie musi być nad Niemnem ;). Gorzej, że oni niczego nie czytają. Tak, myślę, a
    > nawet jestem pewien, że czytanie literatury pięknej by im pomogło.

    A to na pewno. Ba, czytanie każdej literatury by pomogło. Nawet i harlequinów. Gazet o Justinie Bieberze. Czytanie CZEGOKOLWIEK!

    Dla mnie symbolem sytuacji jest to zdjęcie plakatu na którym napisane jest "Jedna czwarta Polaków czyta książki" a sprajem dopisane jest "A WIDZEW NAPIERDALA. Smutne, ale pięknie podsumowujące...



    --
    www.berbela.com/
  • aramba 05.07.11, 10:35
    Hahahaha - oprócz tego, że smutne i prawdziwe to i śmieszne. Chyba cyniczny się robię ;).
  • laptopp 06.07.11, 12:01
    Ja tez mam problem i ze statystyki mam warunek , ale tudno musz z tym zyc w nastepnym semestrze poprawie:)
  • roembden 04.07.11, 06:47
    „Tak Ci się tylko wydaje. Zapewniam Cię, że analiza tych wszystkich tekstów, których autorów oskarżasz o debilizm wyrobiła w Tobie umiejętność posługiwania się językiem (polskim akurat).”

    Piramidalna bzdura. Akurat jeśli chodzi o język polski, to byłem jednym wielkim ignorantem, chyba żadnej lektury do końca nie przeczytałem, większość czasu na lekcjach spędzałem na myśleniu o ciekawszych dla mnie rzeczach. Jakoś nie przeszkadzało mi to zdać matury na 3 i 4, a i żalów wielkich nie wylewam.
  • aramba 04.07.11, 10:35
    To bardzo dobrze i nawet potrafisz wciskać klawisze klawiatury w określonej kolejności, dzięki czemu możemy się porozumiewać. Gratulacje.
  • roembden 04.07.11, 18:24
    Więc już zauważyłaś, że licealny język polski (czyli historia literatury) jako przedmiot jest zupełnie niepotrzebny do porozumiewania się? Stąd już niedaleka droga do stwierdzenia, że ten przedmiot nie powinien być obowiązkowy na maturze. Gratulacje.
  • aramba 04.07.11, 20:43
    Szkoda, że jednak nie zauwazyłeś, że musisz te klawisze wciskać według określonej kolejnościnarzuconej przez rygory języka polskiego.
  • tomek854 04.07.11, 20:50
    He don't have to. He can use another language, and still be understanded by many (if not most) of the readers, as nowadays basic education also includes foreign languages, of which the most popular is English.

    But if not for the math and science, there will be no keys to press at all and the whole discussion would not be possible, as there would be other problems in your village and you woudl not be aware of what's going on in the wide world ;-)
    --
    Samochodem do Turcji -> knsa.pl/turcja.php
  • aramba 04.07.11, 21:01
    Ok, but, till that, Polish is a common mean of communication in Poland. By the way, I passed my matriculation exams also of English. It seems to me it is another proof that good command of whatever language is necessary. On the other hand, it is rather impossible to expect that more people in Poland should speak English and not Polish. Not to say about the legal aspect of the matter.
  • tomek854 04.07.11, 21:11
    Oczywiście, ja tylko tego użyłem jako przykładu, że polski wcale nie jest konieczny do życia. Nawet w Polsce. Znajomy Anglik wciąż ma trudnosci, żeby nauczyć się po polsku porozumiewać, a żyje tu już prawie dwa lata, prowadzi własną działalność gospodarczą...

    Jest to oczywiscie dowód na to, że umiejętnosć posługiwania się w JAKIMŚ języku jest konieczna, natomiast ŻADEN język nie zda się na nic, jeżeli ktoś nie będzie umiał logicznie myśleć.
    --
    trololololololololololo.com/
  • aramba 04.07.11, 21:16
    To napewno, ale wierzę, że tego można się nauczyć różnymi metodami i każda jest dobra. Natomiast oddaliliśmy się od tematu dyskusji. Ja uważam, że powinien być wybór i że państwo powinno dbać o poziom nauczania. I to wszystko. Wybacz, ale muszę jeszcze popracować. Taki tam abstrakt wystąpienia na konferencji. Miłego wieczoru.
  • tomek854 04.07.11, 21:20
    aramba napisał:

    > To napewno, ale wierzę, że tego można się nauczyć różnymi metodami i każda jest
    > dobra. Natomiast oddaliliśmy się od tematu dyskusji. Ja uważam, że powinien by
    > ć wybór i że państwo powinno dbać o poziom nauczania. I to wszystko. Wybacz, al
    > e muszę jeszcze popracować. Taki tam abstrakt wystąpienia na konferencji. Miłeg
    > o wieczoru.

    Jeśli wybór, to dlaczego wybór ma dotyczyć tylko dowolnośći matematyki? Jak wybór to wybór, polski też zrobić fakultatywny ;-)

    Ale, jak słusznie zauważyłeś, państwo powinno dbać o poziom nauczania. Dlatego warto by było, żeby jednak państwo wymagało pewnego minimum we wszystkich dziedzinach (obojętnie, czy sprawdzane by to było maturą, czy nie), a nie tylko w wybranych przez ucznia. Dzięki temu każdy miałby jakieś minimalne pojęcie o całokształcie otaczającego nas świata.

    Dzięki za miłą dyskusję, i mam taką prośbę, czy gdybyś jednak znalazł chwilkę na odpowiedź, mógłbyś odpowiadać cytując, bo dyskutujemy w kilku wątkach a drzewko się już tak rozrosło, że ciężko się połapać co jest do czego ;-)

    Pzdr :-)


    --
    Poziomki powstają przez przewracanie pionków.
  • aramba 04.07.11, 21:22
    Jeszcze do tego nie dojrzeliśmy, ale kto wie, może za 1000 lat, o ile ludzkość przetrwa...
  • sicciliana82 04.07.11, 21:57
    Tomek, co do "logicznego myślenia" - zauważ, że nazwa "logika" jest córką "logosu"... To, że w ogóle potrafisz i to NA ILE potrafisz posługiwać się językiem obcym zależy w dużej mierze od tego, w jakim stopniu posiadłeś zdolność porozumiewania się językiem ojczystym. A matematyka, przynajmniej do pewnego momentu (dobrze znam tylko do poziomu starej matury) polega w dużej mierze na dobrym rozumieniu i przekształcaniu zdań.

    A w ogóle uważam, że przeciwstawianie sobie przedmiotów humanistycznych i ścisłych jest bzdurne. Humanista, który nie zna podstaw matematyki i fizyki to dla mnie smutny, intelektualny karakan, podobnie jak informatyk, który pojęcia nie ma o literaturze i kulturze.
  • tomek854 04.07.11, 22:02
    sicciliana82 napisała:

    > Tomek, co do "logicznego myślenia" - zauważ, że nazwa "logika" jest córką "logo
    > su"... To, że w ogóle potrafisz i to NA ILE potrafisz posługiwać się językiem o
    > bcym zależy w dużej mierze od tego, w jakim stopniu posiadłeś zdolność porozumi
    > ewania się językiem ojczystym.

    No nie zawsze, teraz na przykład uczę się czeskiego, i w wielu momentach polski tylko przeszkadza :-)

    A matematyka, przynajmniej do pewnego momentu (d
    > obrze znam tylko do poziomu starej matury) polega w dużej mierze na dobrym rozu
    > mieniu i przekształcaniu zdań.

    Zdań logicznych, oczywiście że tak. NIektóre zapisane są słowami.

    > A w ogóle uważam, że przeciwstawianie sobie przedmiotów humanistycznych i ścisł
    > ych jest bzdurne. Humanista, który nie zna podstaw matematyki i fizyki to dla m
    > nie smutny, intelektualny karakan, podobnie jak informatyk, który pojęcia nie m
    > a o literaturze i kulturze.

    Pewnie, że tak.
    --
    trololololololololololo.com/
  • aramba 04.07.11, 22:27
    No, to żeśmy się jakoś wszyscy zeszli :). Znaczy się nawet w Polsce na forum nie każda dyskusja musi kończyć się totalną awanturą.
  • joasia_m 07.07.11, 11:26
    understood ....
    --
    Nie można wiecznie głaskać kota...
  • roembden 04.07.11, 23:33
    Skoro dalej do Ciebie nie dociera, że język polski i przedmiot o nazwie „język polski” to dwie różne rzeczy, to EOT.
  • aramba 05.07.11, 11:32
    To samo można powiedzieć o każdym "przedmiocie" z matematyką włącznie.
  • wwariatka 03.07.11, 23:40
    Może i całkowanie nie jest w życiu potrzebne, ale w tym przypadku to nie jest argument, bo całek nie obejmuje nawet rozszerzony zakres materiału. W podstawowym nie ma także sinusoid i innych tego typu wykresów.
  • tomek854 04.07.11, 02:01
    wwariatka napisała:

    > Może i całkowanie nie jest w życiu potrzebne, ale w tym przypadku to nie jest a
    > rgument, bo całek nie obejmuje nawet rozszerzony zakres materiału. W podstawowy
    > m nie ma także sinusoid i innych tego typu wykresów.

    W podstawowym to w ogóle mało co jest :(


    --
    Samochodem do Turcji -> knsa.pl/turcja.php
  • dani78 04.07.11, 22:43
    Na szczęście Twój mózg jest mądrzejszy niż Ty... Z każdym Twoim ruchem, z każdym krokiem, z każdą złapaną piłką, rzuconym kamieniem wykonuje wielokrotne całkowania, oblicza prawdopodobieństwo i robi wiele, wiele innych rzeczy dzięki którym się nie przewracasz, łapiesz piłkę i uciekasz przed lecącym kamieniem... I nadzwyczaj to piękne zdawać sobie z tego sprawę i choć odrobinę rozumieć...
  • moa.k 03.07.11, 14:34
    Najpierw mówi ze matematyka wymaga wyuczenia schematu a potem że w tym roku zupełnie inaczej postawione pytania niż rok temu, oj dzisiejsi "chómaniści" - matematyki schematem się nie wyuczycie!
  • oryginalnystahustah 03.07.11, 14:34
    A ja myślę, że nie ma w Was za grosz empatii. Czytam Wasze komentarze, z jaką przyjemnością mieszacie dziewczynę z błotem. Po prostu sami geniusze matematyczni, myślący (a właściwie kalkulujący) na chłodno i bez emocji. Jestem w stanie zrozumieć, że ktoś po prostu nie potrafi pojąć matematyki. 10 lat temu zdawałem maturę bez matmy, psorka pozwoliła mi nie chodzić na ostatni semestr, dostałem 3 na koniec i miałem święty spokój. I wcale nie cierpię specjalnie mojej matematycznej niewiedzy, życia z tego powodu nie zmarnowałem, jestem szczęśliwy i spełniony zawodowo, a na myśl o maturze z tego przedmiotu na samą myśl mam ciarki. Niech zdają ją ci, którzy chcą i potrafią. Nie każcie tego robić wszystkim, bo "tak trzeba".
  • konto.stworzone.do.wandalizmow 03.07.11, 14:51
    Ale przecież nie ma obowiązku zdawania matury. Nasza bohaterka kończy liceum ogólnokształcące a szkoła ma jej dać wykształcenie ogólne na odpowiednim poziomie, z matematyką włącznie.
    --
    Niniejszy post przedstawia opinie autora w dniu określonym przez datę jego publikacji. Nie mogą być one wykorzystane przeciwko niemu jutro ani innym następującym po nim dniu. Autor zastrzega sobie prawo do zmiany poglądów bez podawania przyczyn.
  • kolozeroza 03.07.11, 15:15
    Dokładnie tak. Miłośnicy nauk ścisłych się znaleźli obrażeni na wszystkich co nie lubią liczyć. Też zdawałem ponad 10 lat temu, matematyki na szczęście nie było. Co więcej, w czwartej klasie (liceum było 4 letnie) w ogóle nie miałem matematyki, zamiast tego wybrałem dodatkowe zajęcia z historii i geografii, potem zdawałem na prawo. Oczywiście zgadzam się, że matematyka jako taka jest bardzo ważna i najważniejsza ze wszystkich nauk. Jednak u mnie wywoływała w liceum mdłości (dosłownie). Niech inni się zajmują logarytmami, ciągami i co tam jeszcze. Z matematyki podstawy są ważne, dla zwykłego człowieka na pewno nie są to w/w ciągi, logarytmy etc. co do których mam to szczęście że totanie nie pamiętam co to takiego jest i super mi z tym,że nie muszę tego wiedzieć. Na prawie jest na 1 roku "logika" oraz podstawy ekonomii. To były świetne przedmioty i zgadzam się z tymi co mówą że ekonomia powinna być już w liceum. Ale na Boga - PODSTAWY, podaż, popyt, stopy prcentowe, działanie banku cetralnego, krzywa Lefera itd a nie jakies masakryczne obliczenia do których niektórzy po prostu nie mają serca i nigdy ich nie pojmą. Uważam że to w zupełości uzupenia wedzę "humanistów" którzy męczą sie z klasyczną matematyką. Na koniec, proszę się nie obrażać, jak już pisałem zgadzam się że obiektywnie rzecz biorąć matematyka jest najważniejsza. Byłoby super gdybym potrafił się cieszyć obliczaniem rachunku prawdopodobieństwa albo gdyby intrygowało mnie czy jeżeli X9 + sinL to cosB = 500... Nie interesuje mnie to jednak zupełnie, i wierzcie mi że przy tak dalece posuniętej specjalizacji zawodowej współczenej cywilizacji można wyjść na ludzi bez tej wiedzy. To mnie oczywiście kosztuje ale wbrew temu co niektórzy twierdzą wiem dlczego granie w totka nie ma sensu, wiem jak działają banki i na czym polegają kredyty, potrafię liczyć na tyle ile to jest potrzebne w życiu i wcale nie kopię rowów ani nie robię na zmywaku. Pozdrowienia dla autorki listu, współczuję Ci, ale dasz radę, a potem będziesz mogła na zawsze przestać zawracać sobie tym głowę.
  • belferxxx 03.07.11, 15:57
    1.Obejrzyj sobie tą "straszną" maturę na poziomie podstawowym, spróbuj rozwiązać, a potem opowiadaj o masakrycznych obliczeniach;-))))
    2.Logika to też część matematyki, a ponieważ językiem ekonomii jest matematyka, to próba jej poznania bez matematyki jest "opowiadaniem" o tyłeczku Marysi...;-)
    3. Ponieważ prawo odnosi się do obrotu gospodarczego i cywilnego również(ale również np.wypadków drogowych!), to nawet prawnik coś tam z matematyki powinien rozumieć...;-)
  • loloman666 03.07.11, 16:10
    Tylko że Twój post który miał pokazać nasz brak empatii był chyba najbardziej dobijający, bo sam napisałeś że podstawy trzeba umieć... a maturę podstawową średnio rozgarnięta osoba z gimnazjum powinna zdać, to tylko pokazuje jak tragiczny jest dzisiaj poziom.
    TO że ktoś mysli że mu matematyka w niczym jest niepotrzebna anwet nie zdaje sobie sprawy jak się myli. Matematyka (+ fizyka + chemia) dają całkiem inne spojrzenie na świat, dużo przyjemniejsze, bo w końcu zaczyna się rozumieć jak wszystko funkcjonuje, zaczyna się rozumieć, widzieć to czego wcześniej się nie widziało. Również historia, biologia czy geografia na to wpływa,, tylko w innym stopniu i na innej płaszczyźnie. Człowiek o srednim wykształceniu powinien być w stanie spojrzeć na świat z każdej perspektywy, dlatego jest człowiekiem ze średnim wykształceniem i dlatego nie jest ono dla wszystkich.
    Ja bym dodał obowiązkowo maturę z matematyki rozszerzonej (co to 30%, a w końcu jest tam więcej myślenia mniej schematów), dodatkowo z ekonomii - najważniejszy rpzedmiot dzisiejszych czasów, rozumienie jak działa, dlaczego politycy nas zwyczajnie okradają jest dosyć ważne, może historia. BO dopiero połączenie tego daje coś co powinien umieć każdy człowiek ze średnim wykształceniem. Co innego wyższe, tutaj można już wybrać czy chce się mieć wyższe w takiej czy w takiej dziedzinie i wtedy powinno się znać na tym co się robi.

    Więc nie, nie można wyjść na ludzi bez wiedzy matematycznej, masz srednie wykształcenie i znasz matematykę, albo go nie masz i masz prawo go nie znać, do dziennikarstwa w końcu nie trzeba mieć sredniego bo i po co? A tym bardziej ze mało kto zostaje prawdziwym dziennikarzem po dziennikarstwie, to się umie albo nie, studia nie pomogą...
  • sir_fred 03.07.11, 17:56
    Zresztą, co tu dużo gadać: przy obecnym rynku pracy, kto wie gdzie taka humanistka wyląduje. Są spore szanse, że niekoniecznie w wymarzonym zawodzie. Może trzeba będzie przysiąść na pięknej pupce i zliczać słupki w excelu - a nie daj boże jeszcze sprawdzić "na piechotę" czy się dobrą formułę wybrało... Świat się jakby trochę zmieniał i nie wiadomo czy wąska specjalizacja to pewna droga do sukcesu - zwłaszcza, że tym sukcesem może być jakakolwiek praca. No, ale młodzież ma prawo być głupio optymistyczna.

    --
    "Zdążycie jeszcze pojąć, że PAŃSTWO jest takim rodzajem organizacji, która choć psuje wielkie rzeczy, potrafi też psuć małe".
  • tomek854 04.07.11, 02:02
    oryginalnystahustah napisał:

    > Niech zdają ją ci, którzy chcą i potrafią. Nie każcie tego robić wszystkim, bo
    > "tak trzeba".

    Polskiego też to dotyczy?


    --
    orys.blox.pl
  • kicior99 03.07.11, 14:42
    Dziwny jest ten list. Uczą schematów? przecież właśnie po to jest matematyka - operuje sformalizowanym systemem, w którym występują schematy, algorytmy i inne sposoby zdyscyplinowanego myślenia. Napotykając problem musimy znaleźć metodę jego rozwiązania a następnie zastosować odpowiedni wzór bądź ich sekwencję. I tak postępuje się również w naukach humanistycznych. Nie przez przypadek najwięcej studentów polonistyki i neofilologii pada na gramatyce - bo wydaje im się, że humanistyka polega na pieprzeniu bez sensu i wciskaniu głupot - a może inni się nabiorą. A gramatyka to już system formalny i tu nie da się ściemniać. Już pomijam, że osoby o takim podejściu do matematyki sa pierwszymi kandydatami na ofiary oszustów.
    --
    Angielskie robienie w konia
    Garść porad z Wysp
    Z wykrzyknikiem!
  • aramba 04.07.11, 01:39
    Czyli przyznajesz, że istnieją inne sposoby niż gruntowne poznawanie matematyki na to, żeby wpoić sobie zasady logicznego myślenia i dyscypliny umysłowej? Według Ciebie - dokładnie to napisałeś - wystarczy przyłożyć się do nauki gramatyki. Proponuję odrazu zająć się gramatyką niemiecką, ale polska - tak na poczatek - też może być :).
  • kicior99 04.07.11, 07:40
    > i. Proponuję odrazu zająć się gramatyką niemiecką, ale polska - tak na poczate
    > k - też może być :).

    Akurat znam niemiecką i fińską (i kilka innych). I żebyś wiedziała, jak na egzaminie z opisówki fińskiej padali "humaniści"... A egzamin był w sumie prościutki.

    --
    Angielskie robienie w konia
    Garść porad z Wysp
    Z wykrzyknikiem!
  • aramba 04.07.11, 09:31
    To bardzo ciekawe co piszesz i akurat fajnie trafiłeś. Ja z fińskiego kończyłem kurs na uniwerku w Helsinkach. Miałem (!!) trzeci wynik w trzydziestoosobowej grupie. Gramatyka nie sprawiała mi specjalnych trudności - logiczna, z minimalną ilością wyjątków, co za problem. Problmem jest raczej słownictwo do niczego nie podobne, ale gramatyka?
  • kicior99 04.07.11, 10:33
    Święta prawda. Gramatyka fińska - po wyzbyciu się pewnych przyzwyczajeń - jest prosta.
    --
    Angielskie robienie w konia
    Garść porad z Wysp
    Z wykrzyknikiem!
  • aramba 04.07.11, 10:36
    Przynajmniej wiesz, że nie kituję.
  • kicior99 04.07.11, 07:53
    Gramatyka jest nauką ścisłą, w której matematyka gra dość istotną rolę. Nie wiem czy wiesz, ale np. alofony (warianty fonemów) definiuje się przy pomocy granicy funkcji (rzecz jasna można też inaczej ale zawsze będzie to coś podobnego do definicji Cauchy'ego). Proste gramatyki bada się podobnie jak np. pierścienie czy ciała liczbowe. Zbiory słów definiuje się podobnie jak uniwersum w teorii mnogości. Każda operacja gramatyczna (choćby proste tworzenie liczby mnogiej) jest pewnego rodzaju funkcją z dziedziną, przeciwdziedziną. Są też operacje gramatyczne niebędące funkcjami, ale rzadko. I wtedy dochodzi do ciekawych rzeczy, np. e języku niemieckim wyraz, który ma podwójną liczbę mnogą, ma najczęściej inne znaczenie. Weźmy np. Bank -> Bänke i Banken. Oczywiście wszędzie tam, gdzie zadziałał człowiek, a ściślej uzus, nie mamy do czynienia z systemem ściśle formalnym, są wyjątki itp. Jednak znajomość nawet takiej analizy matematycznej pozwala na ściślejsze badanie zjawisk językowych a już na pewno o wiele precyzyjniejszy opis np. morfologii czy składni. Teoria zbiorów oddaje zaś nieocenione usługi w semantyce - tak można jeszcze długo ciągnąć na temat podobieństw między matematyką a gramatyką.

    --
    Angielskie robienie w konia
    Garść porad z Wysp
    Z wykrzyknikiem!
  • aramba 04.07.11, 09:36
    Oczywiście, możesz uczonym bełkotem uniemożliwić dalszą dyskusję, ale to nie ma sensu. Prawda jest taka, że do porządnego opanowania gramatyki danego języka nie jest potrzebna dogłębna znajomość matematyki i tego nie zmienisz. No, a że są tacy, którzy próbują tworzyć takie "matematyczno-filologiczne" teorie (z różnym powodzeniem) nie zmienia faktu, że nie są one podstawą nauki językó obcych. Dobrych 25 lat temu to samo próbowano robić z historią na przykład (był taki gość, chyba Piekarczyk się nazywał). Opisywał średniowieczną rzeczywistość (tak nawet jedna z jego książek się nazywała) za pomocą matematyki. Jakoś się nie przyjęło. Zdecydowana większość woli np. takiego Georgesa Duby.
  • kicior99 04.07.11, 10:36
    Owszem - natomiast pomaga i upraszcza sprawę - tego tez nie zmienisz :) A co do historii - nawet o tym nie słyszałem i z chęcią bym przeczytał. Dla odmiany spotkałem się z innym "mykiem" metodycznym - uczeniem historii "do tyłu", cofając się w głąb dziejów. Jest to ciekawe... Pozdrawiam.
    --
    Angielskie robienie w konia
    Garść porad z Wysp
    Z wykrzyknikiem!
  • aramba 04.07.11, 10:53
    Czekaj, zaraz Ci poszukam. Mam to na półce: Stanisław Piekarczyk, W średniowiecznej rzeczywistości, Wydawnictwo "Iskry", Warszawa 1987.
  • aramba 04.07.11, 10:57
    Acha, i jeszcze jedno. Nasza rozmowa trochę odchodzi od meritum. Oczywiście, że lepiej jest wiedzieć więcej niż mniej (to jasne). Tylko czy jest to powód do zmuszania ludzi do zdawania matury z matematyki skoro i tak rezultaty są żałosne, a są żałosne, bo szkoła stała się żałosna? Gdyby nie była żałosna, to przymusy nie byłyby konieczne, a ci, którzy nie chcieliby zdawać matury z matematyki i tak posiadaliby przyzwoite minimum informacji z zakresu tej dziedziny wiedzy. Czy coś przeoczyłem?
  • kicior99 04.07.11, 16:51
    Nic nie przeoczyłeś. A ja właśnie słucham w radio o uproszczeniu matur i włos mi się jeży...
    --
    Angielskie robienie w konia
    Garść porad z Wysp
    Z wykrzyknikiem!
  • aramba 04.07.11, 16:59
    Czyli znowu będą majstrować przy maturach (czyli końcu całego łańcucha edukacyjnego na poziomie szkolnym), ażeby się nazywało, że poprawiają czy tam reformują, zamiast zacząc od właściwego ustawienia podstaw. Niestety, nie podstaw programowych tylko zasad, na jakich uczeń ma funkcjonoać w szkole, a nauczyciel pracować. Zwykła nieodpowiedzialność i, w gruncie rzeczy, bandytyzm, którego ofiarą pada młode pokolenie.
  • kicior99 04.07.11, 17:18
    A jeszcze co do matury z matematyki... Chodziłem do pewnego znanego matematycznego LO w pewnym prastarym piastowskim grodzie nad Odrą, i to tak ortodoksyjnie matematycznym, że na randkach się raczej całkowało niż całowało, a jeśli się wszystko chromoliło to koniecznie po dx :) I tak mniej więcej w środku tego LO matematyka przestała mnie interesować. Nie z powodu nauczycieli, po prostu zaczęło mi się podobać coś zupełnie innego... Przygotowanie do matury (rozszerzonej) to był koszmar. Zmiana szkoły nie wchodziła w grę, bo mimo wszystko lubiłem moje liceum, nie miałem w nim problemów, a każda zmiana to ryzyko. Maturę jakoś zdałem i poszedłem na studia neofilologiczne, tym razem w Mieście Kwitnącego Ziemniaka (bo tam była fil. fińska). I wiesz co? byłem chyba jedynym studentem, który przeszedł te studia bez większego problemu. Właśnie z tego powodu, że gramatyka opisowa wykładana jest w sposób bardzo sformalizowany, ścisły, analityczny, a ja po liceum miałem już niezły trening. Najgorzej mieli właśnie "humaniści" z podejściem podobnym do autorki listu. Tak samo było z moją przyjaciółką, która poszła na polonistykę. Jako jedna z nielicznych zaliczyła SCS w pierwszym podejściu. Dlatego będę bronił matematyki.
    --
    Angielskie robienie w konia
    Garść porad z Wysp
    Z wykrzyknikiem!
  • aramba 04.07.11, 17:36
    Ejże, finoznawcy powinni się razem trzymać. Przejdziesz na priva?
  • kicior99 04.07.11, 17:37
    Przejdę ale teraz idę do pracy... Od czwartku mam 4 dni wolnego. Daj cynk na gazetową małpę.
    --
    Angielskie robienie w konia
    Garść porad z Wysp
    Z wykrzyknikiem!
  • aramba 04.07.11, 17:44
    Dobra, późnym wieczorem się odezwę.
  • tomek854 06.07.11, 17:11
    aramba napisał:

    > Oczywiście, możesz uczonym bełkotem uniemożliwić dalszą dyskusję, ale to nie ma
    > sensu. Prawda jest taka, że do porządnego opanowania gramatyki danego języka n
    > ie jest potrzebna dogłębna znajomość matematyki i tego nie zmienisz.

    NIe jest potrzebna do opanowania. Ale do badania jak najbardziej się przydaje.

    A poza tym dzięki takim a nie innym teoriom działają te "maszyny które za nas wszystko w XXI roku robią" - na przykład takie google translate ;-)

    --
    orys.blox.pl
  • aramba 06.07.11, 20:54
    Jeszcze zobaczymy do czego to doprowadzi. Umiarkowanym pesymistą jestem, jeśli o sprawę tak zwanego postępu chodzi.
  • tomek854 04.07.11, 02:43
    kicior99 napisał:

    Hihi, tu mi przypominasz moje zajęcia z polskiego w technikum. My, ścisłe umysły, mieliśmy świetny ubaw z naszej nauczycielki.

    Otóż jej ulubioną metodą była praca w trzyosobowych grupach a następnie referowanie rezultaty przemyśleń na łonie klasy. Myśmy czas na pracę w grupach poświęcali na znacznie pożyteczne zajęcia jak granie w kropki czy czytanie książek pod stołem, a jak przychodziło do referowania to wychodziliśmy wszyscy trzej do tablicy i piękną polszczyzną referowaliśmy - najpierw jeden mówił "zauważyliśmy że to tamto i sramto" i pani mówiła "dobrze, czwórka", potem drugi mówił "z drugiej jednak strony to owamto i siamto" (czyli coś absolutnie sprzecznego z tym, co mówił pierwszy) a pani mówiła "też dobrze, czwórka) a następnie trzeci brał się do rzeczy i używając jakiejś tam pokrętnej logiki udowadaniał, że całe zagadnienie jest w ogóle bez sensu, za co również dostawał czwórkę.

    Ubaw mieliśmy przedni, ale muszę przyznać, że przydało mi się to potem na fizyce. Otóż nienawidziłem pisania sprawozdań z pracowni, liczenia tych wszystkich nudnych błędów pomiaru i tak dalej, i wygenerowałem sobie taką metodę, że sprawozdania moje streszczały się tylko do "ćwiczenie wykonane było kiepsko, niestarannie, a układ pomiarowy to można o dupę rozbić, sprzęt jest przedpotopowy i nie działa jak trzeba, więc nawet nie będę sobie dupy zawracał liczeniem błędów pomiarowych bo wiem z góry, że całe ćwiczenie się nadaje tylko do kosza, a jedyną korzyścią jest to, że nauczyłem się tego a tamtego (i tu oczekiwany przez prowadzącego wniosek). To wszystko ubierałem w bogaty, soczysty, bardzo fachowo brzmiący język i też jechałem na czwórkach ;-)


    --
    orys.blox.pl
  • aramba 04.07.11, 11:06
    Rzeczywiście, piękna polszczyzna. Szczególnie nowatorsko wręcz używany zaimek "sramto", nie mówiąc już o zupełnie wcześniej nieznanym zastosowaniu dupy - zarówno od strony filologicznej, jak i fizyki.
  • c2h6 04.07.11, 16:15
    aramba napisał:

    > Rzeczywiście, piękna polszczyzna. Szczególnie nowatorsko wręcz używany zaimek "
    > sramto", nie mówiąc już o zupełnie wcześniej nieznanym zastosowaniu dupy - zaró
    > wno od strony filologicznej, jak i fizyki.

    Czyż potrzeba lepszego niż Twoja odpowiedź dowodu na to jak bardzo upośledza człowieka brak otrzaskania z podstawami logiki?
  • aramba 04.07.11, 16:37
    Nie martw się - z logiki miałem całkiem dobre oceny. Prawda, że nie w podstawówce tylko na studiach, ale to chyba mało ważne. Zapewniam Cię, że się całkiem dobrze otrzaskałem.
  • tomek854 04.07.11, 18:16
    aramba napisał:

    > Rzeczywiście, piękna polszczyzna. Szczególnie nowatorsko wręcz używany zaimek "
    > sramto", nie mówiąc już o zupełnie wcześniej nieznanym zastosowaniu dupy - zaró
    > wno od strony filologicznej, jak i fizyki.

    Ponieważ nie mozesz w niczym odnieść się do meritum, jak i do logiki wypowiedzi, przyczepiłeś się do słownictwa. Gdybys uważał na polskim, wiedziałbyś, że w różnych warunkach dopuszczona jest różna stylistyka. Tak się składa, że jesteśmy na forum internetowym a nie na konferencji naukowej filologów klasycznych i tu dopuszczona jest większa swoboda operowania językiem, z użyciem elementów mowy potocznej włącznie ;-)


    --
    www.cytatybiblijne.pl
  • aramba 04.07.11, 20:37
    Kolego, nie denerwuj się tak. Trochę poczucia humoru. Ja już powiedziałem o co mi chodzi (i Ty zresztą też), więc z tym meritum to nie wyjeżdżaj tak sierioznie, bo nie ma powodu.
  • tomek854 04.07.11, 20:40
    No ale w takim razie po co się było czepiać stylistyki? :-)

    I nie martw się, ja się nie denerwuję dyskusjami w internecie :-)
    --
    Nie jestem ginekologiem, ale mogę zajrzeć...
  • aramba 04.07.11, 20:51
    Z przekory. Ty zresztą zrobiłeś to samo, kiedy przyczepiłeś się do 'logiki'. Nie o logikę chodziło tylko, co najwyżej, o przecinki. Z logiką wszystko było OK.
  • tomek854 04.07.11, 21:30
    aramba napisał:

    > Z przekory. Ty zresztą zrobiłeś to samo, kiedy przyczepiłeś się do 'logiki'. Ni
    > e o logikę chodziło tylko, co najwyżej, o przecinki. Z logiką wszystko było OK.

    Przecinki służą temu, aby nadać zdaniu złożonemu pewną logiczną konstrukcję.


    --
    orys.blox.pl
  • aramba 04.07.11, 21:53
    No oczywiście. Zaraz wyrzucę ten cholerny laptop przez okno.
  • czeresniasta 03.07.11, 14:43
    Droga maturzystko, jeśli Twoi koledzy i koleżanki, wybierający się na studia inżynierskie, biologiczne, matematyczne, fizyczne itd. muszą zdawać maturę z polskiego, to dlaczego Ty nie miałabyś zdawać z matematyki?
  • travisgg 03.07.11, 14:51
    Powiem Ci tylko tyle, droga autorko, że ta też w tym roku pisałem maturę.
    Dlaczego język polski musi pisać każdy, a matematyki już nie? Matematyka i język są równie przydatne w życiu. Poza tym jesteś straszną egoistką pisząc i żaląc się:

    "A ja nie mogłam znieść, że mogę zrobić tyle ciekawych, wspaniałych rzeczy, że mam jeszcze tyle książek do przeczytania, tyle możliwości, ale MUSZĘ obliczać prawdopodobieństwo zdarzenia A, które polega na tym, że w pierwszym rzucie sześcienną kostką do gry otrzymamy parzystą ilość oczek i iloczyn liczby oczek w obu rzutach będzie podzielny przez 12."

    Ja również nie mogę znieść, że musiałem czytać tyle wspaniałych książek typu dziady, chłopi, potop, wesele. Mogłem w tym czasie beztrosko liczyć sobie deltę, która jest przyjemna i banalna. Jedno i to samo.

    Polecam Ci to: kwejk.pl/obrazek/58746/humanisci.html
  • tomek854 04.07.11, 02:03
    :-)
    --
    www.berbela.com/
  • krolik.borsuk 03.07.11, 14:52
    OBOWIĄZKOWA matura dla WSZYSTKICH to kajdany, kraty, to dla wielu zrujnowana przyszłość

    Matura nie jest obowiązkowa. Matematyka dla "humanistów" (pomijając fakt, że ten termin oznacza kogoś kto posiada wiedzę z wielu dziedzin nauki, m.in. matematyki) jest potrzebna tak jak dla wszystkich, którzy chcą mówić o sobie, że są dojrzali.
    Druga sprawa, to jednak żeby nie zdać tak banalnej i na tak niskim poziomie matematyki, to trzeba być głupim, więc to druga informacja nieprawdziwa.
  • jan_nowak_43 03.07.11, 15:59
    tyle w temacie.
  • aramba 04.07.11, 11:01
    No niezupełnie. Coś tam ostatnio czytałem, że forma "tą" stała się dopuszczalna, chociaż i mnie drażni ona.
  • ikcort 07.07.11, 08:10
    > No niezupełnie. Coś tam ostatnio czytałem, że forma "tą" stała się dopuszczalna,
    > chociaż i mnie drażni ona.

    W stylu potocznym owszem, w piśmie nie. Zresztą nie ma to większego znaczenia, ogólny styl tego artykułu (listu?) nie wskazuje na jakiś wybitny talent literacki autorki, a to może jej nieco utrudnić "napisanie książki".

    --
    If you want to make enemies, try to change something
  • aramba 07.07.11, 09:37
    Nie, coś tam kombinują z tą pisownią też. Pewnie po to, żeby łatwiej było na maturze z polskiego tym, którzy uważają, że polski w ogóle jest na potzrebny, a już na maturze na pewno.
  • ikcort 07.07.11, 11:59
    > Nie, coś tam kombinują z tą pisownią też.

    Nic o tym nie wiem, ale nie zdziwiłbym się, ponieważ to, że "tę" w toku ewolucji polszczyzny zaniknie, jest niemal pewne. I żeby była jasność: to zupełnie naturalny mechanizm, więc nie ma co rozdzierać szat. Niemniej w sytuacjach oficjalnych zaleca się pewną zachowawczość językową, dlatego według mnie autorka listu powinna była, skoro pisała list do prasy*, posłużyć się formą "tę matematykę", jako staranniejszą.

    * Wielu użytkowników forum sugeruje – moim zdaniem niebezzasadnie – że "autorka" może być równie dobrze produktem twórczości portalowych redaktorów.

    --
    If you want to make enemies, try to change something
  • aramba 07.07.11, 12:43
    Masz rację. Mam tylko nadzieję, że ów proces nie będzie sztucznie przyspieszany przez urzędników, którym się wydaje, że wielkie ułatwienie wprowadzą.
  • ikcort 07.07.11, 13:33
    > Masz rację. Mam tylko nadzieję, że ów proces nie będzie sztucznie przyspieszany
    > przez urzędników, którym się wydaje, że wielkie ułatwienie wprowadzą.

    Ale jakich konkretnie urzędników masz na myśli? Za tzw. reformami językowymi (czytaj: sankcjonowaniem samoistnych zmian) stoi Rada Języka Polskiego, która dotychczas zachowywała się bardzo rozsądnie i bynajmniej niczego sztucznie nie przyspieszała.

    --
    If you want to make enemies, try to change something
  • aramba 07.07.11, 17:03
    Kolegobardzo możliwe. Życzę Radzie dalszego podejmowania słusznych (konserwatywnych) decyzji.
  • vontomke 03.07.11, 16:12
    Podobne żale mógłby mieć "umysł ścisły", dla którego matura z języka polskiego obejmować tylko sprawdzenie czy umie czytać i pisać. Jeżeli nie znasz podstaw matematyki (bo matura sprawdza absolutne podstawy) oznacza to że nie potrafisz logicznie myśleć i niestety ale jesteś upośledzona intelektualnie. Tak się składa na tym świecie że postęp cywilizacyjny jest napędzany przez matematykę, fizykę i inne tzw. nauki ścisłe, twoje tupanie tego nie zmieni. Jedno z czym się zgadzam to sposób nauczania matematyki jest istotnie tragiczny, wbijanie ludziom do głów schematów rozwiązań i biegłości rachunkowej jest drogą donikąd.
  • szymane91 03.07.11, 16:22
    Biedna dziewczyna, ktoś ją nabrał na wyższe wykształcenie...
    Jakoś zdawałem rok temu maturę z matematyki, była łatwa, oglądając tegoroczne arkusze też nie powaliły na kolana, sam jestem raczej humanistą (mam zainteresowania typowo humanistyczne - polityka,turystyka,historia), ale mam świadomość, że po studiach typu dziennikarstwo, kulturoznawstwo czy stosunki międzynarodowe szanse na znalezienie pracy w swoim zawodzie spadają do zera, dlatego poszedłem na politechnikę i jakoś to ciągnę, a tu panienka wierzy w jakieś ideały, że wyjedzie i będzie zwiedzać świat i tam nie ma matematyki, otóż nie...
    Zapewne miała matematykę w szkole na niskim poziomie, sam miałem na niewiele wyższym, ale jakoś zdałem i patrząc z perspektywy czasu... gdybym nie zdawał matematyki na maturze to teraz zapewne bym był na jakiejś politologii czy czymś takim. Nie, że coś mam do studiów humanistycznych, ale poziom ich, szczególnie na prywatnych szkołach wyższych jest żenujący, a kierunki w stylu dziennikarstwo, to śmiech na sali.
  • meehow808 03.07.11, 16:28
    I ma dziewczyna rację! Wystarczy, że nauczy się liczyć do 28. Więcej jej w życiu nie będzie potrzebne ;)
  • ikcort 03.07.11, 16:34
    Oto zadania, których wybitna autorka łzawego artykułu nie potrafiła rozwiązać na 30% (!). Proszę przejrzeć ten arkusz i samemu odpowiedzieć sobie na pytanie: czy osoba, która rozwiązała - jak pisze - 1000 podobnych arkuszy, trzy lata chodziła na lekcje matematyki w szkole oraz korzystała z dobrodziejstwa korepetycji i nie potrafi mimo to uzyskać z tak elementarnego egzaminu 30% punktów, ma prawo w ogóle mieć do kogokolwiek poza sobą pretensje.

    Autorka się po prostu ośmiesza tym artykułem, po raz drugi już (pierwszy raz się ośmieszyła, nie zdając prostej matury). A najlepszy był ten płacz o "przyszłych polonistach i kulturoznawcach", ciemiężonych przez "królową nauk".

    I jeszcze na koniec uwaga natury ogólnej, tym razem adresowana już do samej "Wyborczej". Otóż to ciągłe promowanie nic nieumiejących miernot z pretensjami do całego świata zaczyna być powoli drażniące. Ile można? A to "socjolożka" po "renomowanym uniwersytecie" musi pracować w fabryce, a to 30-latka po resocjalizacji nie może znaleźć pracy mimo "świetnych ocen", a to politolog jest zmuszony pracować na budowie. A teraz wybitna pisarka (w przyszłości) oblała prosty test z matematyki. Właściwie wychodziłoby na to, że im kto zdolniejszy, tym mniejsze ma w Polsce szanse na sukces. Oczywiście, na świecie, gdzie nie ma "takiego systemu edukacji", z pewnością nic tylko by tych ludzi doceniano i chwalono, dawano intratne posady i co tylko. W Polsce pochwały na nich czekają niestety jedynie na Czerskiej. Cóż, tam zawsze było światowo.

    --
    If you want to make enemies, try to change something
  • electronick 03.07.11, 16:46
    Mała korekta bo widzę że szanowna autorka nie pojmuje. Trzeba być kompletnym kretynem osłem i idiotą żeby nie napisać podstawy z matematyki na 30%. Moja siostra w gimnazjum napisała by ją na 30%. Wniosek z tego autorka jest niedowartościowaną kretynką która za życiowe porażki wini system a nie własną piramidalną głupotę. Skoro język polski jest obowiązkowy to i matematyka też musi. Patrząc od innej strony po co uczymy się interpretować jakieś chore wiersze napisane kilkaset lat temu przez jakiegoś ćpuna czy alkoholika? Do czego to w życiu potrzebne? Należy sobie uzmysłowić że średnie wykształcenie świadczy o jakimś poziomie intelektualnym i ogólnej wiedzy z każdej dziedziny. Jesteś za głupia na matematykę? Trudno.
  • good.night.dzerzi 04.07.11, 12:05
    Fakt - napisać maturę z matematyki, nawet tegoroczną, na 30 proc., to nie była wielka filozofia (u mnie w klasie o profilu humanistycznym zdali wszyscy, i to grubo ponad wymagane 15 pkt. - jak widać dla chcącego...).
    Wyzywanie autorki listu od ,,niedowartościowanej kretynki" jest jednak ponad wszelką miarą żałosne, godne pogardy i świadczące o żenująco niskim poziomie kultury oraz przyzwoitości nie tej dziewczyny, ale Pożal-Się-Boże ,,intelektualistów", którzy tymi obelgami rzucają.
    Ludzie, ogranijcie się.
  • em_33 03.07.11, 17:05
    Rozumiem rozżalenie dziewczyny. 100% z rozszerzonego polskiego robi wrażenie. Żeby osiągnąć taki wynik, trzeba być naprawdę zdolnym. Tym bardziej dziwi mnie, że nie dała rady przygotować się do matematyki. Przecież ta matura nie wymaga jakiejś wielkiej wiedzy, a próg zaliczenia jest wyjątkowo niski. Każdy średnio inteligentny i odpowiednio przygotowany młody człowiek jest w stanie ją zdać.

    Maturę zdawałem dość dawno. Z pisemnej matematyki dostałem 6, z ustnej fizyki 5. Świetny wynik dla kogoś kto planował iść na politechnikę. Jednak niewiele brakowało żebym musiał zrezygnować z marzeń o karierze inżyniera - z polskiego z trudem dostałem 3.
    Z czasem okazało się, że słaby wynik z polskiego nie przeszkodził mi w ukończeniu studiów. Tak samo jak nie przeszkodził mi w zdobyciu świetnej pracy, a później w rozkręceniu własnego interesu. Do czego więc była mi potrzebna matura z polskiego? Do dzisiaj tego nie wiem i podobnie jak autorka mam żal do systemu oświaty, że zmuszano mnie do zdawania przedmiotu, który nie był mi potrzebny.

    Pozdrawiam autorkę listu i życzę jej by zdała poprawkę i by już nigdy w życiu nie miała do czynienia z matematyką. Chociaż ciężko jest mi uwierzyć, że tak będzie, bo z matematyką każdy z nas spotyka się na co dzień.
  • tomek854 04.07.11, 02:14
    em_33 napisał:

    > Rozumiem rozżalenie dziewczyny. 100% z rozszerzonego polskiego robi wrażenie.

    Szczególnie w świetle tego, że nawet nie potrafi składnie napisać listu do gazety. Jest to piękny dowód na to, że cała nauka polskiego to tresura w rozwiązywaniu testów.

    Świadczy to też o jednym - o tym, że jest to dziewczę, które myśli kompletnie standardowo i nigdzie, ale to perfekcyjnie nigdzie, nie wychyla się poza tą średniość. Bo testy mają to do siebie, że ci odstający, w dowolną stronę, wypadają gorzej.

    Ż
    > eby osiągnąć taki wynik, trzeba być naprawdę zdolnym.

    Żeby osiągnąć taki wynik trzeba być naprawdę przeciętnym, średnim, standardowym i bynajmniej samodzielnie nie myśleć ;-)

    Tym bardziej dziwi mnie,
    > że nie dała rady przygotować się do matematyki. Przecież ta matura nie wymaga j
    > akiejś wielkiej wiedzy, a próg zaliczenia jest wyjątkowo niski. Każdy średnio i
    > nteligentny i odpowiednio przygotowany młody człowiek jest w stanie ją zdać.

    To prawda. Ale tu jednak troszkę pomyśleć było trzeba...

    >
    > Maturę zdawałem dość dawno. Z pisemnej matematyki dostałem 6, z ustnej fizyki 5
    > . Świetny wynik dla kogoś kto planował iść na politechnikę. Jednak niewiele bra
    > kowało żebym musiał zrezygnować z marzeń o karierze inżyniera - z polskiego z t
    > rudem dostałem 3.

    A mi matematyka poszła znacznie gorzej niż polski, który zdałem (po staremu) na 4 i 5. I to pomimo tego, a może właśnie dzięki temu, że w wypracowaniu odniosłem się do lema i opisanej przez niego w żartobliwy sposób w Cyberiadzie współczesnej fizyki, a moje polonistki potrafiły to docenić

    > Z czasem okazało się, że słaby wynik z polskiego nie przeszkodził mi w ukończen
    > iu studiów.

    No a mi słaby wynik z matematyki na studiach nie pomagał. Rany, jak ja musiałem zakuwać żeby nadrobić braki do reszty ;-) Co w pewnym stopniu można potraktować jako dowód na to, że polski tak naprawdę nie jest do niczego potrzebny.

    Ba, dodatkowo przez rok studiowałem kulturoznawstwo. Myślałem, że to będą studia ciekawe, ale to było marnowanie czasu. Najzabawniejsze były ćwiczenia, czy tam jak to się u humanistów nazywa, konwersacje :-) W grupie byłem ja (fizyka/astronomia) i student politechniki. Pomimo tego, że nie czytaliśmy prawie żadnych zadanych lektur już po pięciu minutach oczywiste było dla nas o czym są zajęcia i jaką tezę ma prowadzący i siedząc w ostatniej ławce, niczym dziadki-prześmiewcy z muppetów z uciechą obserwowaliśmy jak nasi koledzy "humaniści" mają problemy aby do owych oczywistych wniosków i konkluzji dojść w bólach po dwóch godzinach zajęć.

    Pewnie zaraz odezwie się chór oburzonych którzy pomyślą, że jestem kolejnym z tych, którzy uważają humanistów za geniuszy. Nic z tych rzeczy. Wcale nie byliśmy geniuszami, o czym świadczyły raczej trójkowe niż piątkowe indeksy na naszych głównych kierunkach. Po prostu mieliśmy PODSTAWY logicznego myślenia i umieliśmy (w przenośni pisząc - informacja dla humanistów) dodać dwa do dwóch, z czym nasi koledzy "humaniści" mieli poważne problemy.

    Rezultat jest taki, że obaj wyszliśmy z jednymi z lepszych ocen w grupie, pomimo że nie przeczytaliśmy większośći tekstów a mój kolega chyba nawet nigdy nie zacytował innej książki niż Feynmanna Wykłady Z Fizyki ;-)



    --
    _@/"
  • sir_fred 03.07.11, 17:44
    Zadania na maturze z matematyki są banalne. Jest to mniej więcej ten sam poziom, co 20 lat temu na egzaminach do szkół średnich. No, może ciut wyższy, ale do zdania wystarcza wiedza średnio zdolnego 15 latka z końca lat 80-tych. Proszę, nie róbcie z siebie męczenników. Macie więcej czasu na naukę, niż my mieliśmy kiedyś - masę rzeczy możecie szybko znaleźć w internecie, zamiast przeglądać książki w bibliotece. Nie żeby przeglądanie było złe, ale to po prostu kwestia techniczna: szybciej zdobywacie informacje. Również nauka języków obcych teraz a kiedyś, to zupełnie inna bajka: programy, płyty, TV, internet.
    Poza tym, macie piękny bonus: do następnej klasy przechodzi się nawet z pałą na świadectwie. Dzięki temu możecie mniej czasu poświęcić na jakiś przedmiot, którego nie będzie na maturze i zamiast tego nauczyć się tych podstaw rachunku prawdopodobieństwa.
    I jeszcze to cholerne podejście "bo ja jestem humanistką i jakieś cyferki mnie nie interesują". No, k...a, może jednak wypadałoby, żeby taki humanista wiedział coś o świecie, w którym żyje? Wiedział, co stoi za procesami podejmowania decyzji, jak zinterpretować wyniki badań statystycznych itp. Zresztą część humanistów i tak się z tym zderzy na studiach. Jak można być humanistą i nie znać nawet absolutnych podstaw jednego z języków opisu świata, jakim jest matematyka? To taki humanista, którego obchodzi jedynie to, co napisali inni humaniści i żyje w świecie wzajemnego, humanistycznego trzepania konia?

    --
    "Zdążycie jeszcze pojąć, że PAŃSTWO jest takim rodzajem organizacji, która choć psuje wielkie rzeczy, potrafi też psuć małe".
  • marrysienka 06.07.11, 23:44
    Głupi i pracowity by się nauczył. Niegłupi a leniwy wziąłby na klatę. Podstawę to można po gimnazjum zdać. I to całkiem nieźle.
  • dobiasz 03.07.11, 17:45
    Humanistami to byli Leibnitz, Newton, Einstein…

    Nieumiejętność policzenia prostego zadania z probabilistyki jeszcze z nikogo humanisty nie zrobiła. I nigdy nie zrobi.

    --
    Dobiasz

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub