Dodaj do ulubionych

Czy lesbijka może być dobrą matką?

23.03.12, 07:39
Odpowiadając na tytułowe pytanie - i tak, i nie. Związki lesbijskie nie są stabilne. 60% procent z tych, które posłużyły za próbę nad rodzicielstwem lesbijek rozpadło się po kilku latach. Dla dziecka rozpad struktury rodzinnej jest najbardziej niekorzystny. Druga sprawa to podjęcie ról płciowych, do których modelowania lesbijki są niezdolne. A to rzutuje na funkcjonowanie dzieci i ich relacje.

Są badacze, którzy zwracają uwagę na anarchizację geneaologii, czyli porządku w systemie rodzinnym: wujek jest wujkiem, brat taty stryjem itd. Ogólnie dzieci w związkach lesbijskich z samej ich definicji pozbawiane są części wrażeń, uczuć, predyspozycji właściwych światu heterogenicznemu. Podnoszony przez LGBT zarzut o ignorancję ubrany w takie zdanie: homoseksualizmem nie można się zarazić jest nietrafny. Córki lesbijek wielokrotnie częściej podejmowały jednopłciowe zachowania seksualne i deklarowały się jako lesbijki. Więc wychowanie przez lesbijki miało wpływ na tożsamość córek.

Są decyzje graniczne. Inwestycja biologicznej matki jest unikalna. Tylko wyrok tego trybunału, o którym pisze Gazeta nie można traktować jako akceptacji rodzicielstwa homoseksualnego. Ten wyrok nie ma sensu propagandowego i jest raczej wyjątkiem od reguły. Są ważne różnice między hetero - homoseksualistami, których podnoszenie nie jest aktem nietolerancji.
Edytor zaawansowany
  • rafi13 23.03.12, 08:18
    Tytułowe pytanie jest głupie.
    Czy moherowa katolka może być dobrą matką?
    Ile związków hetero rozpada się po kilku latach? Dużo mniej niż 60%?
  • ula77777 23.03.12, 10:45
    Ile związku hetero rozpada się po x latach - 4-krotnie mniej.
  • rafi13 23.03.12, 11:22
    Skąd te dane? Z prasy katolickiej? Bo świat który ja obserwuję jest zupełnie inny.

    Co jest lepsze dla dziecka: mieć dwie kochające mamy czy dorastać w rodzinie gdzie nikt nie kocha? A może dorastać w bidulu??
  • ula77777 23.03.12, 13:06
    Norweskie statystyki - źródło o trwałości związków lesbijskich.

    To jest niemądry argument. Równie dobrze można mówić, że dzieciom lepiej jest w pijackich rodzinach, niż w domu dziecka. Nie chodzi mi o porównanie gejów do pijaków, tylko o sam sens takiego przekonywania.
  • hermina5 23.03.12, 15:25
    1)Norweskie statystyki - źródło o trwałości związków lesbijskich.

    Link do badań.
  • marco-wr 23.03.12, 15:44
    Bogowie! Taż wg. tej zasady dziecko ma jeść tylko same cukierki, bo jak się je zapyta to takąż właśnie wolę wypowie.

    A jak dziecko będzie miało 4 lata to też sąd je będzie pytał? A jak 2? Też zapytamy, bo już mówi, nie ważne, że bez sensu?

    A z drugiej strony: czy jak lesbijki chcą mieć dziecko z próbówki, to ktoś martwi sie o to, że dziecko z założenia zostanie skazane na bycie półsierotą? Gdzie jego prawo do posiadania obojga rodziców. Dlaczego prawo dorosłego do posiadania żywej zabawki jest ważniejsze?

    Mam dziwne wrażenie, że jest to coś a'la filozofia Kalego: jak wola dziecka nam służy, to uznajemy, a jak nie to nie pytamy.
  • turing_machine 23.03.12, 21:51
    marco-wr napisał:

    > Bogowie! Taż wg. tej zasady dziecko ma jeść tylko same cukierki, bo jak się je
    > zapyta to takąż właśnie wolę wypowie.

    Dzieci nie są uprzedzone czy homofobiczne same z siebie. Taka postawa może być co najwyżej wpojona przez dorosłych. Niezbędne jest edukowanie społeczeństwa. W tej sprawie powinni działać rządzący, którzy na razie niewiele w tej sprawie robią, a niejednokrotnie sami prezentują postawy homofobiczne. Zawsze można powiedzieć, że chęć posiadania dziecka przez kogokolwiek jest np. podyktowana egoizmem

    > A jak dziecko będzie miało 4 lata to też sąd je będzie pytał? A jak 2? Też zapy
    > tamy, bo już mówi, nie ważne, że bez sensu?


    Tak, jeśli dziecko potrafi się wypowiedzieć, sąd powinien zapytać o jego zdanie. dziecko nie jest przedmiotem. To jest sprawa sądu i biegłych, czy że to jest bez sensu czy nie.

    > A z drugiej strony: czy jak lesbijki chcą mieć dziecko z próbówki, to ktoś mart
    > wi sie o to, że dziecko z założenia zostanie skazane na bycie półsierotą? Gdzie
    > jego prawo do posiadania obojga rodziców. Dlaczego prawo dorosłego do posiadan
    > ia żywej zabawki jest ważniejsze?

    >
    Ani lesbijki ani kobiety heteroseksualne niekoniecznie muszą mieć dziecko 'in vitro'. Zapłodnienie spermą np. anonimowego dawcy nie jest tym samym, co poczęcie dziecka in vitro, które jest stosowane w wypadku problemów z płodnością kobiety. Jeśli zaś chodzi o "prawo do posiadania żywej zabawki", to ten sam zarzut można odnieść do każdej osoby czy pary, która chce mieć dziecko, nie tylko osób homoseksualnych.
  • ula77777 23.03.12, 15:58
    www.uni-koeln.de/wiso-fak/fisoz/conference/papers/p_andersson.pdf
  • kotek.filemon 23.03.12, 16:29
    O, jest i link. Co prawda jako fizykochemik nie będę robił za eksperta od metodologii badań socjologicznych, ale umiem biegle używać kalkulatora. Dane liczbowe wg tabeli 3 na temat rozwodzących się związków:
    Pary męskie, Norwegia, 62/796=7.8%
    Pary męskie, Szwecja, 135/942=14.3%
    Pary żeńskie, Norwegia, 56/497=11.3%
    Pary żeńskie, Szwecja, 117/584=20.0%
    I próba kontrolna:
    Małżeństwa hetero, Szwecja, 17800/222000=8.0%

    To jaka ta różnica miała być, bo nie dosłyszałem?

    --
    Sekretny plan zniszczenia Narodu Polskiego
  • ula77777 23.03.12, 17:15
    Rozstania w męskich związkach jednopłciowych zdarzają się 50 procent częściej, aniżeli w małżeństwach heteroseksualnych. W żeńskich związkach jednopłciowych ta cyfra urasta do 167 procent.
  • turing_machine 23.03.12, 20:35
    ula77777 napisała:

    > Rozstania w męskich związkach jednopłciowych zdarzają się 50 procent częściej,
    > aniżeli w małżeństwach heteroseksualnych. W żeńskich związkach jednopłciowych t
    > a cyfra urasta do 167 procent.

    Z niedawnych badań holenderskich nad trwałością związków (chodzi oczywiście o związki sformalizowane) wynika, że najtrwalsze są związki lesbijskie, potem gejowskie, a najczęściej rozpadają się związki małżeńskie heteroseksualne. Nie można porównywać związków wolnych z przemyślanymi deklaracjami, które znajdują swój wyraz w zawarciu związku partnerskiego lub małżeńskiego. Zmiana partnerów w wolnym związku heteroseksualnym jest dużo bardziej dostrzegalnym zjawiskiem. A małżeństw hetero, które się rozwodzą i to wielokrotnie, każdy zna na pęczki. Ale jakoś los dzieci z "prawdziwych" rodzin mniej boli, prawda? Można by powiedzieć normalka. Ale jaki byłby hałas, gdyby ("ożenione" lub nie) lesbijki się rozstały i w sądzie kłóciły o opiekę nad dziećmi.
  • turing_machine 23.03.12, 20:40
    turing_machine napisała:

    >
    > Z niedawnych badań holenderskich nad trwałością związków (chodzi oczywiście o z
    > wiązki sformalizowane) wynika, że najtrwalsze są związki lesbijskie, potem gejo
    > wskie, a najczęściej rozpadają się związki małżeńskie heteroseksualne.

    Muszę skorygować: najtrwalsze okazały się związki gejowskie, potem lesbijskie, a potem małżeństwa hetero. Ogólnie nie robi, to różnicy, bo i tak związki/małżeństwa homo są trwalsze od małżeństw hetero, ale to jednak panowie są "lepsi".
  • ula77777 25.03.12, 06:02
    Podaj linka. Wszystkie statystyki mówią o odwrotnej tendencji.
  • turing_machine 23.03.12, 22:03
    rafi13 napisał:

    > Skąd te dane? Z prasy katolickiej? Bo świat który ja obserwuję jest zupełnie in
    > ny.
    >
    > Co jest lepsze dla dziecka: mieć dwie kochające mamy czy dorastać w rodzinie gd
    > zie nikt nie kocha? A może dorastać w bidulu??

    rafi13, oczywiście, że w bidulu. Przecież tam są tradycyjne wzorce 'ról' mamy, taty, wujków i babć, a przecież bez tych wzorców to przecież ani rusz. Jakby te wzorce były takie 'wpływowe', to wszyscy wychowankowie domów dziecka zostaliby wychowawcami. ;P
  • jendrek121 23.03.12, 08:50
    ogromna część postaw w rozwoju dziecka jest czystym naśladownictwem, nie ma takiej możliwości by dziecko nie przejmowało zachowań rodzica. Jeśli dziecko jest konstrukcji hetero a jest wychowywane w rodzinie homo i odwrotnie to dysonans będzie bardzo duży i na pewno nie stwarza to problemy psychiczne, których młody człowiek i tak ma dużo.
    Jestem przekonany, że Wyborcza będzie nam podawać dużo artykułów o rodzicielstwie homoseksualistów bo przyszedł już czas na kolejny krok.
    Nie mam nic przeciwko jeśli będzie w tym obiektywność. Jednak znając nawiedzonych cenzorów z Czerskiej nie łudzę się, że będą to informacje jednostronne pomijające niewygodne statystyki
  • heterofob2 23.03.12, 18:55

    Jednego spośród czterech dziewięciolatków współwychowuje para ojców zastępczych. Jesteś w stanie rozpoznać, który to jest ten zdysonansowany?

  • beautifulboyadi 23.03.12, 20:15
    zadaj pytanie tym dzieciom czy tęsknią za mamą?
  • fokkusu 23.03.12, 10:53
    Wyniki badań poświęconych rodzicielstwu osób LGBT: www.homopedia.pl/wiki/Rodzicielstwo_osób_LGBT

  • turing_machine 23.03.12, 10:55
    ula77777 napisała:


    A skąd to wszystko wzięłaś? Tak jest czy tylko myślisz, że tak jest?
  • ula77777 23.03.12, 13:08
    Na podstawie badań. Np. Metaanalizy Stacey i Biblarz. Chłopcy nieporówanie gorzej wypadali na wymiarach męskości.
  • wujcio44 23.03.12, 13:30
    ula77777 napisała:

    Chłopcy nieporówanie gorzej wypadali na wymiarach męskości.

    To znaczy, że urosły im mniejsze ptaszki?
  • ula77777 23.03.12, 14:12
    Nie. Chodzi o role płciowe, samoidentyfikację, zdolności poznawcze i motoryczne.
  • kotek.filemon 23.03.12, 14:08
    ula77777 napisała:

    > Na podstawie badań. Np. Metaanalizy Stacey i Biblarz. Chłopcy nieporówanie gorz
    > ej wypadali na wymiarach męskości.

    Ostatnie zdanie kojarzy mi się wyłącznie z pomiarem długości ptaszka, ale może za dużo "Bolesnego dojrzewania AM" czytałem w wieku nastoletnim. BTW, korzystając z dobrodziejstw cywilizacji elektronicznej zajrzałem sobie do ostatniego artykułu tej dwójki (Timothy J. Biblarz, Judith Stacey, How Does the Gender of Parents Matter?, Journal of Marriage and Family, 72 (2010) 3–22). I proszę, co ja paczę w pierwszym akapicie dyskusji: <<The entrenched conviction that children need both a mother and a father inflames culture wars over single motherhood, divorce, gay marriage, and gay parenting. Research to date, however, does not support this claim. Contrary to popular
    belief, studies have not shown that ‘‘compared to all other family forms, families headed by married, biological parents are best for children’’>>. Dalej leci dyskusja na 1,5 strony i (surprise!) utrzymana w tym samym tonie.


    --
    The poems, they hurt...
  • ula77777 23.03.12, 14:18
    Też służę cytatem:
    56 procent córek lesbijek powiedziało, że są przekonane, że ich matki chcą, aby zostały one lesbijkami (dla porównania takiej odpowiedzi nie udzieliła żadna z córek matek heteroseksualnych) - Tasker i Golombok (1996).

    B. Hoeffer (1981): dwukrotnie więcej synów matek heteroseksualnych (w porównaniu z synami lesbijek) uzyskało wynik "sex-type masculine" (typ płci męski), 40% synów lesbijek uzyskało wynik "sex-type feminine" (typ płci żeński), którego to wyniku nie uzyskał żaden z synów matek heteroseksualnych.

    Ze Stacey i Biblarz:

    "Młodzi chłopcy ( w wieku od 4 do 8 lat) poczęci w wyniku zapłodnienia in vitro wychowywani przez lesbijki uzyskali najniższy wynik jeśli chodzi o zachowania typowe dla ich płci (the PSAI-preschool activities inventory, rated by parents). Chłopcy poczęci w ten sam sposób, wychowywani przez rodziców homoseksualnych uzyskali nieco wyższy wynik. Najwyższy wynik jeśli chodzi o typowe dla swojej płci męskie zachowania, uzyskali chłopcy poczęci w sposób naturalny i wychowywani przez rodziców heteroseksualnych. Z naszych obliczeń wynika, że różnica w wielkości uzyskanych wyników w odniesieniu do chłopców, którzy zostali poczęci w wyniku sztucznego zapłodnienia i tymi wychowywanymi przez lesbijki i tymi poczętymi w sposób naturalny i wychowanymi przez rodziców heteroseksualnych, jest wystarczająca, aby osiągnąć wartość statystyczną."
  • rekreativa 23.03.12, 14:27
    Ja bym polemizowała, czy "zachowania typowe dla płci" są takie znowu pożądane.
    Inaczej mówiąc, kto i jakim prawem decyduje, że zachowania typowo męskie są lepsze?
  • ula77777 23.03.12, 14:42
    Tu już nie chodzi o wartościowanie "męskości", ale o sam fakt, że istnieje różnica. Potem można się zastanowić, dlaczego identyfikacja z własną płcią to tak długi i wyrafinowany rozwojowo proces.
  • turing_machine 23.03.12, 22:08
    kotek.filemon napisał:

    > ula77777 napisała:
    >
    > > Na podstawie badań. Np. Metaanalizy Stacey i Biblarz. Chłopcy nieporówani
    > e gorz

    > BTW, korzystaj
    > ąc z dobrodziejstw cywilizacji elektronicznej zajrzałem sobie do ostatniego art
    > ykułu tej dwójki (Timothy J. Biblarz, Judith Stacey, How Does the Gender of Par
    > ents Matter?, Journal of Marriage and Family, 72 (2010) 3–22). I proszę,
    > co ja paczę w pierwszym akapicie dyskusji: <<The entrenched conviction
    > that children need both a mother and a father inflames culture wars over single
    > motherhood, divorce, gay marriage, and gay parenting. Research to date, howeve
    > r, does not support this claim. Contrary to popular
    > belief, studies have not shown that ‘‘compared to all other family
    > forms, families headed by married, biological parents are best for childrenR
    > 17;’>>. Dalej leci dyskusja na 1,5 strony i (surprise!) utrzymana
    > w tym samym tonie.
    >
    Dokładnie
  • kotek.filemon 23.03.12, 11:13
    A te twarde dane naukowe to jak rozumiem z felietonów w "Gościu niedzielnym"?

    --
    The poems, they hurt...
  • ula77777 23.03.12, 13:09
    jw.
  • rekreativa 23.03.12, 13:15
    A czy może być dobrą matką kobieta jeżdżąca na wózku inwalidzkim?
    Z pewnością jej rodzicielstwo odrobinę inaczej będzie wyglądało, będzie wymagała czasem wsparcia i pomocy innych osób, ale odpowiedź jest na to pytanie taka, że owszem, może być dobrą matką.
    I lesbijka też może być dobrą matką.
    A w ogóle co za debil formułuje takie pytania?
  • ula77777 23.03.12, 14:20
    Trzeba być zbilansować korzyści i straty dla dziecka.

    Nie ma głupich pytań. Są głupie odpowiedzi.
  • rekreativa 23.03.12, 14:23
    To powiedzenie o nieistnieniu głupich pytań zawsze uważałam za idiotyczne.
    Głupie pytania jak najbardziej wystepują.
  • bogdantoronto 23.03.12, 17:52
    Masz rację że są głupie pytania np: "Inaczej mówiąc, kto i jakim prawem decyduje, że zachowania typowo męskie są lepsze? ". Z zastrzeżeniem że masz więcej niż ~ 12 lat, bo chyba w tym wieku uczą podstaw biologii w szkole elementarnej.
  • rekreativa 23.03.12, 18:06
    Pytanie jak pytanie, może i głupie, Twoje prawo tak sądzić. Tylko co do mojego pytania mają podstawy biologii w szkole elementarnej?
  • turing_machine 23.03.12, 13:14
    Większość ludzi jest przekonanych, że dziecko uczy się języka przez naśladowanie mowy dorosłych. Badania przeprowadzone już 30-40 lat temu udowodniły, że proces przyswajania języka przebiega zupełnie inaczej i proste naśladownictwo nie odgrywa w nim kluczowej roli. Jednak przekonanie o słuszności "teorii o naśladownictwie", zbudowane na podstawie powierzchownych i amatorskich obserwacji, jest tak mocno zakorzenione i do tego intelektualnie dostępne prawie każdemu, że upłynie jeszcze wiele czasu zanim utrwali się pogląd bardziej zbliżony do rzeczywistości.

    Tzw. naśladownictwo jest niewielką częścią kształtowania się postaw dziecka. Poza tym homoseksualizm czy heteroseksualizm to nie postawy, które się kształtują w drodze wychowania, ale są to orientacje seksualne, z którymi się człowiek rodzi. One owszem kształtują się, ale w czasie życia płodowego i nie są kwestią naśladownictwa czy wyboru. Jeśli dziecko byłoby "niezapisaną kartą" i wszystko przyswajałoby sobie na zasadzie naśladownictwa, to jak wytłumaczyć, że geje i lesbijki rodzą się i są wychowywane przez rodziców heteroseksualnych? Jak wytłumaczyć fakt, że dziecko bardzo często zaczyna zdawać sobie sprawę ze swojej homoseksualności, kiedy o homoseksualizmie nawet jeszcze nie słyszało i nie zna żadnego geja ani lesbijki? Chłopcy wychowywani przez gejów uganiają się za dziewczynami, a córki lesbijek kochają się w chłopakach. Choć oczywiście zdarzają się takie zbiegi okoliczności, że lesbijce "trafi się" córka lesbijka. Dziecko nie jest prostym klonem rodziców, ale odrębną i samodzielnie i świadomie rozwijającą się jednostką. Ten rozwój jest dużo bardziej skomplikowany, niż to się może na pierwszy rzut oka wydawać, a tzw. naśladownictwo jako jeden z wielu czynników odgrywa rolę marginalną.

    Jednak w wypadku nauki języka u dzieci fałszywa wiara w "teorię naśladownictwa" jest w praktyce nieszkodliwa. Dziecko się tą teorią nie przejmuje, nawet o niej nie wie, uczy się języka według swojego "programu", my wprawdzie błędnie wyobrażamy sobie cały proces, ale miliardy dzieci na świecie mimo to skutecznie nauczyły się mówić. Równie nieszkodliwa jest niczym nieuzasadniona opinia (póki pozostaje tylko opinią), że leworęczność jest chorobą psychiczną i należy ją leczyć. Natomiast wprowadzane w życie domorosłe teorie na temat homoseksualizmu i wychowania dzieci przez osoby homoseksualne wyrządzają dużą szkodę ludziom (i ich dzieciom) o innej orientacji seksualnej niż hetero. Mimo różnych zastrzeżeń, że absolutnie nic nie mają wspólnego z nietolerancją, że są bardzo "obiektywne", mimo pięknych słówek o dobru dziecka, wyszukanej terminologii i "spokojnego i wyważonego" tonu na odległość śmierdzą homofobią i ignorancją. Do tego padają na podatny grunt, jako że homofobia i nietolerancja w społeczeństwie jest starannie pielęgnowana i wpajana ludziom przez wiele instytucji, których tu nawet nie trzeba wymieniać. Dodatkowo dużą rolę odgrywa fakt, że ponad 90% ludzi to osoby heteroseskualne, które skwapliwie łykają poglądy o swojej lepszości i wyższości i próbują wszystkich wtłoczyć w swój rzekomo jedynie obowiązujący model życia i rozwoju. Nie wspomnę też o łatwiźnie myślenia, która jest w sumie czymś bardzo ludzkim. Przez tysiąclecia uważano, że Słońce krąży wokół Ziemi, a za opinię przeciwną parę znanych osób spalono na stosie. A przecież każdy widzi, że Ziemia stoi a to Słońce się rusza! Teraz różne nacje strasznie chcą "przytulić" Kopernika. Wierzy się w "teorie" Camerona o homoseksualizmie, a ignoruje się wieloletnie nadania nad wychowaniem dzieci w rodzinach homoseksualnych, opinie psychologów i seksuologów, bo przecież "my wiemy lepiej", bo jesteśmy w większości, a większość (żyjemy przecież w demokracji!) ma zawsze rację. Najlepiej zatkać uszy, to będzie lepiej słychać!
    Ewa Modrzejewska
  • ula77777 23.03.12, 14:24
    Zależy co naśladujemy i jaki komfort chcemy stworzyć dziecku. Bo ono jest najważniejsze a nie rodzice, którzy chcą mieć dziecko. Akurat w przypadku ról płciowych modelowanie jest chyba najważniejszą ścieżką rozwoju, bo role p[płciowe mają charakter społeczny, aczkolwiek biologia też ma swój udział w ich kształtowaniu. W każdym razie optymalnym środowiskiem dla wykształcenia się ról płciowych jest posiadanie matki i ojca, lub przynajmniej ich reprezentacji.
  • rekreativa 23.03.12, 14:34
    Tak, ale rodzina nie żyje w próżni. Oprócz własnych rodziców dziecko poznaje mnóstwo innych osób i to one mogą przejąć rolę wzorca.
    Pary homoseksualne też mają rodziców, rodzeństwo, przyjaciół i koleżanki.
    W końcu mnóstwo dzieci jest wychowywane przez samotnego rodzica i jakoś nikt nie biadoli, że takie dziecko ma problem z modelowaniem płciowym i przyswajaniem sobie ról płciowych.
  • ula77777 23.03.12, 14:46
    Jest różnica między czerpaniem wzorców od ojca i od wujka. Najbardziej drastycznie uwypuklona w relacjach ojczym - pasierb. Biologiczny rodzic jest najbardziej skłonny do zachowań altruistycznych względem dziecka. Inwestycja emocjonalna inaczej wtedy wygląda. Proteza to proteza.

    Cały czas mówimy o tym co optymalnie dobre dla dziecka.
  • rekreativa 23.03.12, 15:15
    Ja rozumiem, o czym Ty mówisz i bynajmniej nie zaprzeczam, że pełna rodzina z matką i ojcem, którzy są normalni i zaspokajają wszystkie niższe i wyższe potzreby dziecka jest najlepszą opcją.
    Ale to nie znaczy, że w jakimkolwiek innym układzie dziecku stanie się krzywda.
    Po prostu wydaje mi się trochę absurdalne zabraniać jakiejś grupie ludzi posiadania dzieci, bo może wg statystyki jakiejś któreś z nich wyrośnie zaburzone.
    Są ludzie, którzy chorują na przewlekłe choroby, a ryzyko przekazania tej choroby dziecku wynosi 50 procent. I jednak decydują się dzieci mieć. Możemy oceniać, czy to moralne, czy nie, ale nikt nie wpada na pomysł, żeby chorym ludziom zakazać się rozmnażać.
  • ula77777 23.03.12, 16:02
    Z konsekwentnymi gejami i lesbijkami raczej nie ma problemu, bo oni się nie rozmnażają. Zaś adopcje zawsze były przedmiotem sekcji, czy to dzieci, czy rodziców. Nie widzę w tym nic złego. Przysposobienie dziecka polega na tym, by znalazło ono rodzinę, która ułatwi mu wejście w dorosłe role.
  • turing_machine 23.03.12, 21:35
    ula77777 napisała:

    > Z konsekwentnymi gejami i lesbijkami raczej nie ma problemu, bo oni się nie roz
    > mnażają.

    Homoseksualizm nie oznacza bezpłodności. Adopcja jest tylko dodatkową drogą do posiadania dziecka. Lesbijki i geje mają swoje biologiczne dzieci. Jest wiele sposobów, by rodzić lub płodzić swoje dzieci, będąc w związku homoseksualnym. Nawet w wypadku tych gejów czy lesbijek 'konsekwentnych'. W Polsce jest kilkadziesiąt tysięcy dzieci wychowywanych w związkach lesbijskich lub gejowskich. Niestety ustawa o związkach partnerskich, która została niedawno złożona w Sejmie nie przewiduje nawet adopcji 'wewnętrznej' (dziecka biologicznego czy adoptowanego partnera czy partnerki). Dzieci właściwie niczego nie uzyskają, gdyby ustawa w takim kształcie została przyjęta. W wypadku śmierci rodzica biologicznego, partner czy partnerka zostanie uznana za osobę obcą i nie będzie mogła dalej zajmować się dzieckiem. Jeśli dziecko jest z taką osobą związane emocjonalnie, to w jednej chwili może utracić dwie opiekujące się nim osoby. Nie będzie też mogło dziedziczyć po partnerze rodzica biologicznego, na takich warunkach, jak dziecko w związku heteroseksualnym, gdzie nawet w wypadku związku wolnego, dziecko ma dwoje rodziców uznanych przez państwo. Właśnie dla dobra dziecka powinna być możliwa przynajmniej adopcja 'wewnętrzna', choć nie ma uzasadnionych przeszkód do adopcji zewnętrznej. Prawo do adopcji uregulowałoby sytuację tzw. tęczowych rodzin. Zaś adopcja zewnętrzna pomogłaby parom, w których żadna z osób nie może mieć dzieci. Czy tego chcemy czy nie, model rodziny ulega przemianom i prawo powinno za tymi zmianami nadążać, a instytucje stanowiące prawo (np. parlament) nie powinny "chować głowy w piasek" i pozostawiać sporą część obywateli na marginesie społeczeństwa ze względów czysto ideologicznych.
  • turing_machine 23.03.12, 22:12
    rekreativa napisała:

    > Ja rozumiem, o czym Ty mówisz i bynajmniej nie zaprzeczam, że pełna rodzina z
    > matką i ojcem, którzy są normalni i zaspokajają wszystkie niższe i wyższe potzr
    > eby dziecka jest najlepszą opcją.
    > Ale to nie znaczy, że w jakimkolwiek innym układzie dziecku stanie się krzywda.

    Rozwód rodziców na dłuższą metę jest często zbawienny dla dziecka i jednej ze stron związku.
  • hermina5 23.03.12, 15:33
    >Biologiczny rodzic jest najbardziej skłonny do zachowań altruistycznych względem dziecka.

    Halo, to skad się biorą ojcowie nienawidzący własnych synów i na odwrot?
  • ula77777 23.03.12, 16:05
    nienawiść też jest przejawem więzi. Zaangażowanie biologicznych rodziców ma charakter statystyczny i podłoże ewolucyjne.
  • hermina5 23.03.12, 16:38
    >nienawiść też jest przejawem więzi.

    Niepłacenie alimentów i " w dupie mienie " swojego potomka również ?

    Bardzo interesujące , więc powiadasz, że nienawiść biologicznego ojca to przejaw więzi, a wychowywanie przez drugiego partnera matki i kochanie - NIE?
  • turing_machine 23.03.12, 22:25
    rekreativa napisała:

    > Tak, ale rodzina nie żyje w próżni. Oprócz własnych rodziców dziecko poznaje m
    > nóstwo innych osób i to one mogą przejąć rolę wzorca.
    > Pary homoseksualne też mają rodziców, rodzeństwo, przyjaciół i koleżanki.
    > W końcu mnóstwo dzieci jest wychowywane przez samotnego rodzica i jakoś nikt ni
    > e biadoli, że takie dziecko ma problem z modelowaniem płciowym i przyswajaniem
    > sobie ról płciowych.

    Oczywiście, że tak. Ale tu chodzi nie o wzorzec w ogóle, ale o cenny wzorzec heteroseksualny. A w ogóle ten wzorzec to w tym samym mieszkaniu jakimś bożkiem jest dla niektórych. Dziecko tyle rzeczy robi bez żadnych wzorców, że głowa mała ;-)
  • turing_machine 23.03.12, 15:12
    Pytanie jest "Czy lesbijka może być dobrą matką?" Oczywiście może i najczęściej jest. Natomiast w niektórych odpowiedziach na tym forum czytamy więcej o tym, że dzieci wychowywane w związkach homoseksualnych mogłyby "stać się" homoseksualne. W odpowiedzi z kolei skupiamy się na tym, że tak nie musi być, tak jakby wychowywanie na heteroseksualistę było z założenia lepsze, czy bardziej pożądane: gejów i lesbijki zwykle wychowują pary heteroseksualne, ludzi o orientacji homoseksualnej jest w społeczeństwie stały procent, więc nie wszyscy staliby się homo i tak dalej. Jednak nawet jeśli (podkreślam 'jeśli'), orientacja rodziców miałaby wpływ na orientację dzieci, to co z tego? Jeśli nie uznaje się żadnej orientacji za gorszą, to orientacja wychowywanego dziecka nie powinna mieć znaczenia.

    spoleczenstwo.newsweek.pl/dzieci-dla-gejow,78432,3,1.html
    wiadomosci.wp.pl/kat,18032,title,Lesbijki-najlepszymi-matkami-Wychodzi-na-to-ze-tak,wid,12344694,wiadomosc.html?ticaid=1e247
    www.kph.org.pl/publikacje/raport2010_teczowe_rodziny.pdf
    people.virginia.edu/~cjp/articles/fcrp02.a.pdf
    en.wikipedia.org/wiki/LGBT_parenting
  • rekreativa 23.03.12, 15:21
    Ale właśnie według niektórych orientacja ma znaczenie nadrzędne, a hetero jest orientacją lepszą.
    Przy czym Ci ludzie przejawiają absurdalny lęk, że jeśli pozwolimy gejom i lesbijkom mieć i wychowywać dzieci, to nagle wszyscy dookoła wyrosną na homo i w ogóle będzie koniec świata/
  • turing_machine 23.03.12, 22:18
    rekreativa napisała:

    > Ale właśnie według niektórych orientacja ma znaczenie nadrzędne, a hetero jest
    > orientacją lepszą.
    > Przy czym Ci ludzie przejawiają absurdalny lęk, że jeśli pozwolimy gejom i lesb
    > ijkom mieć i wychowywać dzieci, to nagle wszyscy dookoła wyrosną na homo i w og
    > óle będzie koniec świata/

    rekreativa, gdyby połowa lub nawet cała ludzkość była homoseksualna, co raczej nie nastąpi, to nie będzie końca świata i ludzkość nie wyginie, dopóki będzie miała sprawne komórki rozrodcze. A z drugiej strony, kto powiedział, że ludzkość musi przetrwać? :DDD Miliony gatunków wyginęły, a człowiek jest może właśnie tym, który najbardziej na wyginięcie zasługuje.
  • heterofob2 23.03.12, 19:11
    "Zapytajcie te dzieci, czy chciałyby być wychowane przez parę gejów". Zapytałem: chciałyby.


    docs.google.com/document/pub?id=1OFvwbJq_BH0r3v5WGqZ0uu49lK5IcciSVKPdst7rmkU
  • beautifulboyadi 23.03.12, 20:18
    Fajnie, że wiedziały kto to jest gej.
  • heterofob2 23.03.12, 20:31
    Ośmiolatek czy dziewięciolatek wie doskonale, co to jest rodzina i małżeństwo, a także ma świadomość, że nie zawsze dziecko wychowują rodzice biologiczni.

    Tłumaczyć właściwie niewiele trzeba, zazwyczaj wystarczy "Gej to mężczyzna, która założył rodzinę / zawarł związek z mężczyzną".

    W tym akurat przypadku z oczywistych powodów dzieci pewnie pytały rodziców, jak to jest, że dwóch mężczyzn, i jak to nazwać, i otrzymały odpowiedź, że to się nazywa gej.

  • beautifulboyadi 23.03.12, 21:57
    ALE WY JESTEŚCIE OBAJ CIOTOWACI.
  • turing_machine 23.03.12, 22:35
    beautifulboyadi napisała:

    > ALE WY JESTEŚCIE OBAJ CIOTOWACI.

    Gdybyś tych panów zobaczył na ulicy, niekoniecznie osobno, to też miałbyś takie wrażenie? Na mój gust z wyglądu są "typowymi" mężczyznami. Gdyby mieli żony, to nic by mnie "nie tknęło". Ja się na tym nie znam, ale niewykluczone, że może u Ciebie jakiś gaydar się włączył. A tak na marginesie, to bardzo zaniżyłeś poziom dyskusji, która w porównaniu z innymi na podobne tematy odbywa się w bardzo miłej atmosferze.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka