Dodaj do ulubionych

Nowa kampania Ministerstwa Edukacji: minister p...

29.03.12, 09:37
Ta kampania to nic więcej jak zaklinanie rzeczywistości i marnowanie publicznych pieniędzy. Nic lepiej nie przekona rodziców, niż dobrze przygotowana szkoła. Tam powinny zostać skierowane uwaga urzędników i pieniądze.

Ja początkowo chciałem posłać syna do szkoły jako 6-latka. Niemniej, po zapoznaniu się na dniach otwartych ze stanem szkół podstawowych w mojej okolicy w Krakowie, zmieniłem zdanie. O takiej decyzji przesądziły mieszane klasy i opinie nauczycielek na ich temat, nauka na zmiany już od pierwszej klasy oraz stan i stopień zatłoczenia świetlic.

Jestem ogromnie sfrustrowany tą reformą, gdyż za dwa lata czeka mnie powtórka obecnej sytuacji z córką. Wtedy znowu do szkoły mają pójść wszystkie 6-latki i 7-latki. Biorąc pod uwagę stan przygotowania szkół na 2012, nie mam pojęcia, jakim cudem miasto Kraków upchnie te wszystkie dzieci w istniejących szkołach w 2014 i w jakich warunkach przyjdzie im się uczyć. Na myśl przychodzi pierwsza klasa w trybie wieczorowym...
Edytor zaawansowany
  • agnen 29.03.12, 10:50
    Zgadzam się. W Poznaniu jest to samo. Moja córka nie pójdzie do szkoły jako 6 latka, bo nie ma gdzie pójść, nie dlatego że ja nie chcę...
  • eka30 29.03.12, 11:40
    Moja sześciolatka chodzi do I klasy i jestem z tej decyzji bardzo zadowolona.
    Szkoła wcale nie musi być jakoś szczególnie przygotowana, wystarczy trochę zdrowego rozsądku dyrekcji i nauczycieli: dzielenie posiłków na dwie przerwy, posyłanie sześciolatków na obiad przed przerwą. Zakup wykładziny do sali, to już wydatek rodziców, ale przez nas odziedziczony po poprzedniej klasie, nie jest to wydatek na 1 rok.
    Ja widziałam silny opór ze strony właśnie nauczycieli, którzy uważali, że będzie im trudniej uczyć sześciolatki. Okazuje się jednak, że wcale nie było trudniej i w zasadzie łatwiej układa się współpraca z sześciolatkiem.
    To co zyskała moja córka dzięki I klasie, to znacznie większa samodzielność, dojrzałość, umiejętność radzenia sobie z nowymi sytuacjami. Widzę różnicę między nią, a jej rówieśnikami z zerówki, którzy płaczą jak coś nie idzie po ich myśli, słabiej radzą sobie z przegrywaniem itp.
    Bo to, że nauczyła się liczyć, czytać, pisać, to jest dla niej dużym krokiem do przodu, ale tego uczą sie też dzieci w zerówce.

    Ja stale słyszę, że I klasa odbiera dzieciom dzieciństwo. A niby czemu? Nic nie odbiera, a wręcz przeciwnie daje nowe możliwości. Dzieciaki wprost uwielbiają matematykę, równania to najlepsza zabawa. Nie demonizujmy szkoły.
    Z jednej strony widzę dużą niekonsekwencję wielu rodziców, którzy przedszkolaki już posyłają na wiele dodatkowych zajęć: języki, pianino itp. A z drugiej strony tak strasznie boją sie tej szkoły, a ona naprawdę nie jest straszna :-). Pod warunkiem, że ktoś nie przesadzi z ilością zajęć dodatkowych dla dziecka. Moja córka nie chce wychodzić ze szkoły, to o czymś świadczy.
    I zaznaczam, że jest to szkoła publiczna. Córka jest w I klasie złożonej z samych sześciolatków.

    Szkoła to nie katorga ;-)
  • slazak_z_krakowa 29.03.12, 13:13
    Z tego, co Pani napisała to w szkole Pani córki zapewniono minimum warunków dla 6-latków, w tym moim zdaniem najważniejszy, czyli utworzenie klasy złożonej tylko z dzieci w wieku 6 lat. Proszę się zastanowić, czy zdecydowałaby się Pani na posłanie córki do szkoły do klasy mieszanej z 7-latkami, gdzie 6-latki stanowią nie więcej niż 20% klasy?

    W mojej sytuacji dodatkowymi argumentami była nauka na zmiany oraz stan i zatłoczenie świetlicy. Ze względu na to, że oboje z żoną pracujemy, syn musiałby spędzać na świetlicy 3-4 godziny dziennie przed lub po lekcjach. Ponieważ jest to świetlica, w której naprawdę nie ma szans na odrobienie zadania domowego, więc każdy dzień kończyłby się odrabianiem zadania w domu z wymęczonym całym dniem dzieckiem. Zdajemy sobie sprawę, że i tak nas to czeka, ale myślę, że 7-latkowi będzie jednak dużo łatwiej odnaleźć się w takiej sytuacji.
  • warsz-awka 29.03.12, 12:05
    "Większość rodziców dzieci, które są w szkole, jest z tego zadowolona - powiedziała minister Szumilas. Skąd to wie? - Rozmawiam z nimi - mówiła wczoraj."

    Z iloma osobami pani sympatyczna minister rozmawiała? Z 20 tys.? Czy może z tymi trzema starannie wyselekcjonowanymi? Jak można traktować tę kobietę poważnie?
  • eka30 29.03.12, 13:40
    Jeśli zgłosi się do szkoły tyle sześciolatków, że będzie możliwe utworzenie z nich jednej klasy, to nikt na siłę nie będzie ich łączyć z siedmiolatkami. To zatem od liczby chętnych do I klasy sześciolatków zależy, czy będą się uczyć w klasach łączonych, a nie od decyzji władz. Spełnienie tego warunku zależy zatem wyłacznie od rodziców.
    warsz-awka napisała:

    > "Większość rodziców dzieci, które są w szkole, jest z tego zadowolona - powiedz
    > iała minister Szumilas. Skąd to wie? - Rozmawiam z nimi - mówiła wczoraj."
    >
    > Z iloma osobami pani sympatyczna minister rozmawiała? Z 20 tys.? Czy może z tym
    > i trzema starannie wyselekcjonowanymi? Jak można traktować tę kobietę poważnie?


    A mnie można traktować poważnie? Zapewniam, że wszyscy rodzice sześciolatków, z którymi rozmawiałam są zadowoleni z podjętej decyzji. Mają te same spostrzeżenia, o których pisałam wyżej. A wiem o czym mówię, bo moja sześciolatka właśnie chodzi do I klasy i bardzo się cieszę, że taką decyzję podjęliśmy.
  • slazak_z_krakowa 29.03.12, 14:20
    Czy Pani podejmując decyzję robiła to w ciemno, czy też dysponowała Pani wcześniej jakimiś informacjami? Proszę napisać coś więcej o szkole, nauczycielach i świetlicy.

    Niestety, wydaje mi się, że przytoczone przez Panią "jeśli zgłosi się" to zdecydowanie za mało, żeby kogokolwiek przekonać do decyzji. W moim przypadku, jeżeli w ubiegłym roku, poprzedzającym planowane obowiązkowe posłanie 6-latków do szkół, zgłosiło się kilkoro 6-latków na 50 dzieci (2 klasy) to jakie są szanse, że w tym roku będzie ich więcej? Nie wydaje mi się, żeby list pani minister coś tutaj zmienił, prędzej jakieś widoczne inwestycje w infrastrukturę szkoły (klasy, świetlice) i przygotowanie kadry pedagogicznej.

    Z tego co słyszę, w Krakowie sygnał zwrotny od rodziców nie jest już tak pozytywny. Klasy łączone okazały się być niekorzystne zarówno dla dzieci starszych, jak i młodszych, z tym, że konsekwencje wydają się być poważniejsze w przypadku tych drugich. Jakiś czas temu mówiono o rozwiązaniu mającym zapewnić 6-latkom powstanie klas tylko z dziećmi w tym wieku, ale pomimo, że kończy się już rekrutacja do przedszkoli, żadnych konkretnych informacji nie udostępniono.
  • warsz-awka 29.03.12, 16:26

    > warsz-awka napisała:
    >
    > > "Większość rodziców dzieci, które są w szkole, jest z tego zadowolona - p
    > owiedz
    > > iała minister Szumilas. Skąd to wie? - Rozmawiam z nimi - mówiła wczoraj.
    > "
    > >
    > > Z iloma osobami pani sympatyczna minister rozmawiała? Z 20 tys.? Czy może
    > z tym
    > > i trzema starannie wyselekcjonowanymi? Jak można traktować tę kobietę pow
    > ażnie?
    >
    >
    > A mnie można traktować poważnie? Zapewniam, że wszyscy rodzice sześciolatków, z
    > którymi rozmawiałam są zadowoleni z podjętej decyzji. Mają te same spostrzeżen
    > ia, o których pisałam wyżej. A wiem o czym mówię, bo moja sześciolatka właśnie
    > chodzi do I klasy i bardzo się cieszę, że taką decyzję podjęliśmy.

    Zapewniam, że wszyscy rodzice sześciolatków, z którymi ja rozmawiałam (a było ich pięcioro) żałowali, że posłali swoje dzieci do szkoły. Więc też z czystym sumieniem mogłabym napisać "wszyscy rodzice". Z tym że ja (nie wiem jak pani) nie jestem ministrem oświaty i na podstawie jednej (czy nawet kilkudziesięciu) rozmowy nie podejmowałabym się wyrokować o stanie zadowolenia rodziców z reformy. Ministra obowiązują ( a przynajmniej powinny) trochę inne zasady weryfikacji skutków własnych reform niż rozmowa z kilku (niech będzie nawet kilkudziesięcioma) osobami. Tak więc jest to dość mało reprezentatywna grupa i dlatego minister nie powinien na jej podstawie stwierdzać stopnia zadowolenia rodziców. I dlatego uważam, że jej słów nie można traktować poważnie.
    Czy teraz jest to jasne eko30?
  • caitala 29.03.12, 18:30
    A może - dla równowagi - chcesz porozmawiać ze mną? Posłałam 6-latkę do I klasy niemal 3 lata temu... i jakoś ziemi pod stopami p. minister nie całuję... Córa radzi sobie dobrze, ale nie było mowy o zabawie, placu zabaw dla 6-latków, oddzielnej świetlicy, ani nawet preferencyjnego traktowania podczas obiadów. Dobrze, że wychowawczyni jest super, bo sama szkoła... sorry, ale nie spełnia żadnych norm.
  • maxixxx 29.03.12, 14:38
    Cudowny pomysł na wydanie nie swoich pieniądzy

    Na cholerę wogóle nam szkoły do których rodzice mogą pójść i się dowiedzieć jak to wygląda na miejscu - ważne, że pani minister wyda około miliona złotych na liściki o tym jak to u nich jest i będzie wspaniale jak tylko poślą dzieciaki do szkół

    Jako podatnik pragnę zadeklarować, że z radością moje podatki przeznaczę na odprawę na kolejnego niedorobionego ministra tego rządu - zwolnienie takiego intelektu z pewnością będzie tańsze niż utrzymywanie jej na tym stanowisku
  • marta2250 29.03.12, 23:47
    Tutaj nie powinno się zadawać pytania i debatować nad tym czy szkoły są przygotowane na przyjęcie mlodszych dzieci w szeregi swoich uczniów, tylko zastanowić sie nad tym że malo które dzieci w wieku pieciu lat są zdolne do przyswajania wiedzy jaką ma sie im przekazywac (wiem coś o tym bo moja córka mimo że poszła do klasy "zero " w wieku sześciu lat - nie pięciu jak to teraz wymyślają urzednicy- miała duże trudnosi z przyswojeniem niektórych zagadnien, banalnie proste rzeczy jak chociażby wysłuchanie pierwszej czy ostatniej głoski w wypowiadanym wyrazie sprawiało jej w tym czasie dużą trudność, teraz jest w pierwszej klasie jako 7-latek i przyswajanie wiedzy przychodzi jej dużo łatwiej),, jak widac wydawac by sie mogło jeden tylko rok a dojrzałość szkolna na zupełnie innym poziomie.
    Nurtuje mnie jeszcze jedna sprawa ,mianowicie jesli edukacje wczesnoszkolną mają zaczynac 5-latki,a za pieciolatka uważa sie każde dziecko urodzone w danym roczniku, tak samo te urodzone w styczniu jak i te z końca grudnia,...dla mnie niewyobrażalnym jest to że moje dziecko urodzone 29 grudnia miałoby zacząc edukacje w wieku nie mniej ani wiecej tylko w wieku 4lat i 9 miesięcy!!!!! To jest chore ludzie!!!! Na takim etapie rozwoju dziecka każdy jeden miesiąc ma znaczenie.
    Moim skromnym zdaniem cała sprawa dot.wczesniejszego "wypychania"dzieci do szkół ściśle wiąze sie z niżem demograficznym w polsce i systemem emerytalnym, im wczesniej dzieci wsadzą do szkół tym wczesniej zaczną one pracować i zarabiac na emerytury innym ludziom...z tym że jesli chodzi o moją opinie NIE TĘDY DROGA, ...tutaj trzeba sie zająć polityką prorodzinną a nie w taki sposób- ze szkodą dla dzieci w moim mniemaniu- rozwiązywac tego typu sprawy. Czy w końcu znajdą sie jacyś mądrzy rządzący i zaczna rzeczowo myśleć o społeczeństwie i jego sprawach, a nie tylko jak napchać sobie kieszenie... żenada!
  • asia1975m 30.03.12, 11:49
    W Opolu już od przedszkola dzieli się dzieci na lepsze i gorsze, odsyłając te niezamożne do gett przedszkolnych przy szkołach

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka