Komentarze do artykułu

Piszący łzawe listy studenci, pretensje miejcie tylko do siebie [list]

Przecież to do mnie, nie do państwa, rządu, rodziców czy szkoły należy ocenienie realnej wartości dyplomu, perspektyw zawodowych, możliwości emigracji. Przekalkulowanie, w co zainwestować pięć lat życia - w zostanie bezrobotnym religioznawcą, czy też może w kurs spawania i zdobywanie doświadczenia

Piszący łzawe listy studenci, pretensje miejcie... Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Brawo, brawo, brawo! Nareszcie sensowny glos. TAK, JESTESCIE KOWALAMI WLASNEGO LOSU! Jak nie umiecie tego losu "wykuc", miejcie pretensje do siebie a nie do ONYCH!
    • Ma trochę racji autorka listu, ale też nie do końca rozumie dzisiejszy świat. Rynek pracy jest dziś tak dynamiczny, że słuszna w momencie zdawania matury decyzja o dalszym kształceniu, w chwili uzyskania dyplomu okazuje się nietrafna, neistety.
      Studiowanie religioznawstwa może być całkiem dobrym pomysłem, biorąc pod uwagę tendencje w polskim systemie oświaty, do zapewnienia uczniom od przedszkola do liceum edukacji religijnej - jedynej, której nie dotyczą cięcia.
      Inwestowanie w kurs spawacza może się okazać pomysłem nietrafnym, bo boomy budowlane mają to do siebie, że końcvzą się długa stagnacją w branży - żyję na tyle długo, by już kilkukrotnie czytać w mediach, iż "nie potrzeba nam tylu spawaczy" a potem, że "warto się spawania nauczyć, to pewny fach".
      Gdy ja studiowałem przed laty dwudziestu, z każdej strony zapewniano nas, że rodząca się polska demokracja, przyszła reforma samorządowa, powstające, niezbędne instytucje pańśtwa obywatelskiego dadzą zatrudnienie rzeszom politologów i socjologów. Dziś te profesje są synonimem życiowego partactwa, zaś samorządy obsiadają działacze partyjni o wykształceniu od technika rolnika po magistra kulturoznawcę.
      Dalej - Polska to kraj kontrastów społecznych. Młody człowiek z zapyziałej wsi, nawet jeśli dostanie się na studia, ma o wiele trudniej, niż jego kolega czy koleżanka, mieszkająca w mieście uniwersyteckim. Autorka ma rację - da się wszystko. Tyle, że niektórym jest dużo trudniej, niż tym, którym się udało i tryskają optymizmem.
      • "> Ma trochę racji autorka listu, ale też nie do końca rozumie dzisiejszy świat. R
        > ynek pracy jest dziś tak dynamiczny, że słuszna w momencie zdawania matury decy
        > zja o dalszym kształceniu, w chwili uzyskania dyplomu okazuje się nietrafna, ne
        > istety."


        Niesłyszałem o dobrym bezrobotnym prawniku, lekarzu, informatyku czy programiście. Poszły tabuny przygłupich maturzystów na byle jakie studia za namową rodziców i nie tylko. W myśl zasady "skończ studia nie ważne jakie a praca zawsze będzie". No i jest:-) Poloniści rozdają ulotki, historyce rozwożą pizzę:-) Głupich nie sieją ale ogólniaki to istna wylęgarnia ciemniaków.
        • lortszit napisał(a):

          > "> Ma trochę racji autorka listu, ale też nie do końca rozumie dzisiejszy ś
          > wiat. R
          > > ynek pracy jest dziś tak dynamiczny, że słuszna w momencie zdawania matur
          > y decy
          > > zja o dalszym kształceniu, w chwili uzyskania dyplomu okazuje się nietraf
          > na, ne
          > > istety."
          >
          >
          > Niesłyszałem o dobrym bezrobotnym prawniku, lekarzu, informatyku czy programiśc
          > ie. Poszły tabuny przygłupich maturzystów na byle jakie studia za namową rodzic
          > ów i nie tylko. W myśl zasady "skończ studia nie ważne jakie a praca zawsze będ
          > zie". No i jest:-) Poloniści rozdają ulotki, historyce rozwożą pizzę:-) Głupic
          > h nie sieją ale ogólniaki to istna wylęgarnia ciemniaków.
          ------------------------------------------
          Nie trochę. Ma rację.
        • Gdyby nagle kilkaset tysięcy ludzi zostało programistami, to w bardzo krótkim czasie mielibyśmy nadprodukcję programistów.

          > Niesłyszałem o dobrym bezrobotnym prawniku,

          To mało słyszałeś (mam na myśli prawników tj. absolwentów prawa). Adwokaci i owszem, mają pracę, ale tylko dlatego, że rynek jest ściśle kontrolowany przez środowisko. Gdyby uwolniono ten zawód, bardzo szybko i tutaj pojawiłaby by się nadprodukcja.
          • "Gdyby nagle kilkaset tysięcy ludzi zostało programistami" to by znaczyło, że nasza edukacja stoi na bardzo wysokim poziomie i potrafi nauczyć głąbów matematyki tak, że potrafiliby ją wykorzystać... na szczęście jest to mało prawdopodobne dlatego taki scenariusz NIGDY się nie zdarzy...

            Można "nadprodukować" marketingowców, finansistów, politologów, kulturoznawców, itp. ale nie programistów, matematyków czy chemików.
            • norbertrabarbar napisał:

              > "Gdyby nagle kilkaset tysięcy ludzi zostało programistami" to by znaczyło, że n
              > asza edukacja stoi na bardzo wysokim poziomie i potrafi nauczyć głąbów matematy
              > ki tak, że potrafiliby ją wykorzystać... na szczęście jest to mało prawdopodobn
              > e dlatego taki scenariusz NIGDY się nie zdarzy...

              Tym bardziej gdybanie "trzeba było zostać programistą" jest bezsensu...

              > Można "nadprodukować" marketingowców, finansistów, politologów, kulturoznawców,
              > itp. ale nie programistów, matematyków czy chemików.

              Oj zagalopowałeś się Waść. Właśnie teraz mamy nadprodukcję chemików (w tym po polibudach), absolwentów inżynierii środowiska, inżynierów: mechaników, materiałoznawców, towaroznawców, logistyków, inżynierów produkcji, górnictwa, biotechnologii, dalej fizyków, biologów, absolwentów ochrony środowiska (a przecież po przystąpieniu do Unii ochrona środowiska miała być żyłą złota - jak zapewniały ówczesne media i rząd). Wymieniać dalej ?
              • Nie sądzę, żeby chemików było zbyt dużo bo to bardzo trudny przedmiot, ale "absolwentów inżynierii środowiska, inżynierów: mechaników, materiałoznawców, towaroznawców, logistyków, inżynierów produkcji, górnictwa" owszem bo to takie kierunki techniczne, które się wybiera gdy się człowiek niczym nie interesuje, a chce zostać inżynierem... nie ma różnicy między głupimi kierunkami technicznymi, a głupimi kierunkami humanistycznymi.
                • norbertrabarbar napisał:

                  > Nie sądzę, żeby chemików było zbyt dużo bo to bardzo trudny przedmiot,

                  Opinie znajomych po chemii, a także opinie na forach zdają się przeczyć tezie, że nie ma nadprodukcji chemików.

                  Trudny, nie trudny to pojęcie względne.
                • norbertrabarbar napisał:

                  > Nie sądzę, żeby chemików było zbyt dużo bo to bardzo trudny przedmiot,

                  Co za złota myśl! "Trudny przedmiot" :-))))
                  W moim mieście kształci się PIĘĆ TYSIĘCY chemików, a nie mieszkam ani Warszawie,
                  ani w Krakowie!


                  > nie ma różnicy między głupimi kierunkami technicznymi, a głupimi kierunkami humanistycznymi.

                  I tu się zgadzam. Problem w tym, że wszystkie uczelnie i niemal wszystkie wydziały, może poza artystycznymi i medycznymi, poszły z konieczności na masówkę. Dlatego jeżeli ktoś kończy np. elektronikę w 7 lat i to na trójach, to ląduje za ladą w Saturnie. Praktycznie po każdych studiach można nadawać się wyłącznie do pracy w Tesco. Z tego punktu widzenia sam dyplom nie znaczy już nic.
                • A to ciekawe stwierdzenie,że studia inżynierskie wybierają ludzie bez zainteresowań.Rzeczywistość jest trochę inna,bo uczelnie nie robią selekcji i rozdęły do granic możliwości ilość studentów. Przykład -Politechnika Wrocławska wydział chemia specjalizacja biotechnologia-200 studentów na pierwszym roku. Program studiów poniżej poziomu dawnego technikum i bez laboratoriów. Absolwent tak ułożonego programowo kierunku co najwyżej może pracować w obsłudze oczyszczalni ścieków,bo na kierownika za mało umie. Uczelnia szczególnie techniczna powinna mieć tylu studentów na ilu ma zaplecze czyli laboratoria,pracownie. Powinien wrócić dawny system,czyli nie zaliczasz semestru jeden urlop a po pierwszym roku wypad. Wtedy ilość inżynierów ale wykształconych będzie odpowiadać zapotrzebowaniu. Powinny wrócić egzaminy wstępne bo poziom szkół średnich i ich absolwentów bywa różny. Niedawno przeczytałam informację nie pamiętam jakiej uczelni,że na pierwszym roku prowadzą zajęcia wyrównujące dla niedouczonych czyli korepetycje dla studentów. To mają być studia?
              • Nie wiem wprawdzie, na jakiej podstawie to mówisz, ale niestety w narodzie brak zdolnych, lub brak dobrych nauczycieli, którzy popchną młodych w kierunku nauk ścisłych. Sam skończyłem studia takie pół na pół, ekonomię na WNE. Studiowałem też matematykę, ale zrezygnowałem co prawda. Jeszcze na studiach dostałem robotę w firmie informatycznej, jestem obecnie specjalista i nie najgorzej zarabiam, a wiem, że gdybym poszedł do korporacji, to jeszcze ze 2 tysie więcej by wpadały. Na razie jednak wybieram rozwój. Stać mnie na dalekie podróże, samodzielne mieszkanie, ...
                W każdym bądź razie uważam, że akurat m.in. specjaliści, których wymieniłeś, nie mają się czym martwić. Wydaje mi się, patrząc na towarzystwo, że najgorzej mają osoby, po studiach typu psychologia, pedagogika, awf, sport i rekreacja, socjolodzy, dziennikarze, i można daleko wymieniać. Zapewniam Cię, że fizyk, chemik, mechanik, jakikolwiek inżynier, sobie poradzi, jeśli jest osobą zaradną.
                • ajgorzej ma
                  > ją osoby, po studiach typu psychologia, pedagogika, awf, sport i rekreacja, soc
                  > jolodzy, dziennikarze, i można daleko wymieniać.

                  Niekoniecznie.
                  Akurat po kilku z kierunków, które wymieniłeś, można sobie świetnie poradzić prowadząc własną działalność, trzeba tylko oleju w głowie - po psychologii - szkolenia personalne i inne takie bzdurki, za które firmy płacą tysiącami, pedagogika niby taka przeklęta, a wciąż brakuje przedszkoli, żłobków, rozkwita rynek różnych usług skierowanych do dzieci, jakieś zajęcia rozwojowe z maluchami itp., awf, sport - zajęcia sportowe, na które jest teraz moda, chociażby fitness, wystarczy wynająć salę w szkole i można działać. Dziennikarze? wielu świetnie sobie radzie w PR, do tego pisuje z wolnej stopy. Naprawdę można pracować w zawodzie nawet po tych złych, głupich, humanistycznych studiach. A jak ktoś jest sierotą życiową, to mu nawet najlepsze studia nie pomogą.
                  --
                  obywatelka.wordpress.com
                  bez poprawności politycznej
                • nihon napisał:

                  > Zapewniam Cię, że fizyk, chemi
                  > k, mechanik, jakikolwiek inżynier, sobie poradzi, jeśli jest osobą zaradną.

                  Osoba zaradna poradzi sobie po KAŻDYCH studiach.
              • Oj zagalopowałeś się Waść. Właśnie teraz mamy nadprodukcję (...) logistyków,

                ??? Jestem logistykiem z ośmioletnim doświadczeniem. Zaczełam pracę w branży w wieku 22 lat, w Polsce, w niewielkim miescie.
                Gdzie się nie ruszę, dostaję prace bez problemu na odpowiadających mi warunkach. Ostatnią dostałam w 2008 w Londynie dokładnie w momencie gdy splajtował lehman brothers i zaczeła się panika. Kilka propozycji odrzuciłam. Nie wiem co masz na mysli piszac, że nas za dużo? Nie zauważyłam.
                --
                Niecodziennik
              • Po chemii nie ma pracy! a koszty założenia własnej firmy są zdecydowanie wyższe niż np. firmy programistycznej.
            • > Można "nadprodukować" marketingowców, finansistów, politologów, kulturoznawców,
              > itp. ale nie programistów, matematyków czy chemików.

              Mylisz się. Marketingowców i finansistów nie można nadprodukować, tak jak i nie można nadprodukować programistów i matematyków. Nadprodukować można jedynie magistrów marketingu, finansów, będzie można też nadprodukować magistrów informatyki i matematyk - matura z matematyki to już jest kpina, w 8 klasie podstawówki bym ją zdała z niezłym wynikiem. Tylko czekać, aż równie "wysoki" poziom osiągną uczelnie techniczne. A że osiągną, to pewne. Trzeba mieć studentów, żeby mieć pieniądze. A że studenci nie odróżniają pochodnej od pochodni, no cóż... Nikt uczelni nie rozlicza przecież, czy taki absolwent poradzi sobie w pracy. Chcesz się założyć, że uczelnie techniczne osiągną to samo dno, co humanistyczne wydziały uniwersytetów?
              --
              obywatelka.wordpress.com
              bez poprawności politycznej
              • Zgadzam się i potwierdzam (chociaż chciałbym się mylić), że za parę lat tak się stanie a coś mogę o tym powiedzieć bo mam już ładnych parę lat doświadczenia w pracy na uczelni. Wiedza jaką uczelnia może przekazać studentowi to pewnego rodzaju (przepraszam za porównanie) towar, bagaż i tylko od tego jaki poziom wiedzy i możliwości ma student zależy ile tego "bagażu" zabierze ze sobą. Porównując studentów do pojazdów transportowych powiedziałbym tak: dawniej większość studentów to były ciężarówki z dużą liczbą dużych tirów, które podjeżdżały i starały się w czasie studiów aby je załadowano maksymalnie czasami nawet były przeciążane ale odjechały i dały radę, obecnie większość to małe dostawczaki (czasami trafiają się małe ciężarówki a tir to już sporadycznie), które i tak odjeżdżają nie pełne bo zamiast otworzyć drzwi to ładują przez uchylone okno dla nich nieważny jest towar ważne aby tylko jechać. Pozdrawiam wszystkich młodych i życzę im właściwych wyborów i powodzenia i kupcie chociaż przyczepki do tych busików.
              • mandolinka.bramborova napisała:


                > Mylisz się. Marketingowców i finansistów nie można nadprodukować, tak jak i nie
                > można nadprodukować programistów i matematyków. Nadprodukować można jedynie ma
                > gistrów marketingu, finansów,

                Brawo!!!

                Co do informatyki: nadprodukcja chyba nie grozi z braku kandydatów.
                Nawet studia zamawiane niewiele tu pomagają, bo i pomóc nie mogą - problem
                leży w szkołach średnich. Wg moich informacji ok 1/3 studentów informatyki w ogóle nie nadaje się na te te studia, ale jest przyjmowana ze względu na wyniki maturalne.

                > Tylko czekać, aż równie "wysoki" poziom osiąg
                > ną uczelnie techniczne.

                Już osiągnęły, tylko mało kto to zauważa. I nie mówi się o tym publicznie.
                Politechniki od lat uprawiają dokładnie taką samą masówkę, jak pedagodzy czy marketingowcy.
                "Obym nie trafił na takiego lekarza, jakiego inżyniera kształcę" - to cytat z kolegi wykładającego na polibudzie.
                Jedyne, w czym politechniki wyprzedzają uniwersytety bezprzymiotnikowe, to PR.
            • znam berzobotnych matematyków, znaczy właściwie to robotnych, kopią rowy i na zmywaku zapie...ją; znam bezrobotnych chemików, choć też właściwie robotni są - sprzątają i dają polbruk układają; właściwie, to wszyscy prace znajdą, czego Wy k... chcecie?
            • Dlaczego polskim inteligentom technicznym tak często wydaje się, że są matematykami ? W dodatku genialnymi... (rzecz bardzo dziwna nie tylko dla mnie, ale i dla znajomych matematyków). No i dlaczego polska inteligencja techniczna tak uwielbia pogardzać wszystkim czego nie zna ani nie rozumie ?

              PS

              Wolę kulturoznawcę-pasjonata od trójkowego inżyniera odwalającego pańszczyznę...
              • To fajnie że go wolisz.
                Jak przestanie stękać, że mu ciężko, może inni też zaczną go woleć.
                • żyjemy w wolnym kraju, każdy może sobie stękać ile wlezie... (A ponadto w Posce stękanie nie zależy od zarobków...) Myśl autora listu, że w wieku 18 lat człek jest w stanie przewidzieć co będzie się działo na rynku pracy za lat kilka to naiwność... A pogarda dla "innych" prezentowana przez niektórych posiadaczy chodliwych tytułów też typowo polska... "Paaaanie on religioznawca, to się nie opłaca... !!!
          • Nadprodukcja prawników już jest, pogadaj z jakimś absolwentem albo radcą dopiero wchodzącym na rynek.

            A czemu? Bo zawód otworzyli i dzięki temu dzieweczka ze spotu PIS mogla się skarżyć, że pracuje za marne grosze w kancelarii. Czemu? Bo jest zbyt wielu chętnych/
        • co do lekarzy się zgodzę, pozostali - to zależy
        • Sprytni poloniści ulotek nie rozdają, bo pracowali przez pięć lat dziennych studiów, zamiast codziennie łazić na piwo, później dostali etat w firmie, w której pracowali (wydawnictwo); a na końcu założyli własną firmę i nawet nie muszą wychodzić z domu. Znają za to tabun bezrobotnych architektów (a jednak) i lekarzy za 1200 PLN... "Nie słyszałem" się pisze jednak osobno - trzeba było się uczyć. Dlatego teraz uogólniasz.
        • Być może "dobrzy" prawnicy, lekarze i informatycy bezrobotni nie są, ale zanim ktoś stanie się dobry, przechodzi taką samą gehennę poszukiwania doświadczenia jak i inne zawody. Skończyłam prawo i lata trwało zanim dostałam stabilną pracę za przyzwoite pieniądze, bezrobotna też bywałam, na umowach śmieciowych te pracowałam. Podobnie moi koledzy lekarze - do dobrej i popłatnej pracy wiedzie droga przez mękę, stabilizacja grubo po trzydziestce. Informatykom jest łatwiej, krócej terminują, lepiej im płacą na wejściu, ale tutaj już zaczyna odczuwać skutki nadmiaru: informatyków jest już masa na rynku i stawki spadają.
          • pppopularna napisała:

            > Być może "dobrzy" prawnicy, lekarze i informatycy bezrobotni nie są,
            > ale zanim ktoś stanie się dobry, przechodzi taką samą gehennę
            > poszukiwania doświadczenia jak i inne zawody.

            czasem trzeba wyjechać z miasta. Działa sobie w kujawsko-pomorskim od kilku lat polski oddział międzynarodowego koncernu IT - od około 2 lat, kiedy dostał pierwszy grant na rozwój (w tym roku, jeśli dobrze pamiętam, kolejny) zatrudnia non stop - codziennie jest po kilka osób na rozmowach, non stop są przyjmowani nowi ludzie, firma się rozrosła w ciągu tych 2 lat o jakieś 500 osób, wykańcza kolejny biurowiec...
            W tej chwili na WWW wisi 55 ogłoszeń - głównie na stanowiska "inżynierskie" (sieciowcy (LAN, WAN, FW), systemowcy (linux, windows), "tooling" (takie rzeczy jak praca przy MS MSM, EPO, nagios), programiści, bazodanowcy, specjaliści od technologii VoIP, SAP, storage...), ale i "procesowe" (change management, process mgmt), bywają księgowe, zakupowe - prawie każdy zespół potrzebuje nowych pracowników - niekoniecznie specjalistów z wieloletnim doświadczeniem - firma przyjmuje także obiecujących "juniorów" (słowa-klucze: pasja, zaangażowanie), ba - sama szkoli (i zatrudnia najlepszych).
            Wystarczy chcieć się przeprowadzić, wystarczyło być dobrym na uczelni (i trzeba zaznaczyć - stopień naukowy nie jest na większości stanowisk wymagany) lub po prostu... dobrze się znać na administrowaniu siecią osiedlową :)

            > ale tutaj już zaczyna odczuwać skutki nadmiaru: informatyków
            > jest już masa na rynku i stawki spadają.

            Nie ma takiego zawodu jak "informatyk". To uproszenie niosące równe zero informacji.
            Dla dobrych sieciowców, administratorów (czy to systemów - nieważne linuksów czy AIX - czy baz danych), programistów pracy jest mnóstwo. Leży na ulicy....ale prawdą jest, że nie zawsze za zadowalające stawki - wtedy trzeba się przenieść do innego miasta lub kraju - nie odpowiada Ci 2800 zł/mc brutto za "junior java developer"? Zatrudnij się za £25000/rok(1) na jednej wyspie czy €40000/rok(2) na drugiej - co Ci szkodzi? :)

            (1) jobview.monster.co.uk/Junior-Java-Developer%E2%80%93-Ipswich-%C2%A320-000-%C2%A330-000-Job-Ipswich-Anglia-UK-111845145.aspx
            (2) jobview.monster.ie/Junior-Java-Developer-One-Years-Experience-Job-Dublin-Dublin-Ireland-110709886.aspx

            Powodzenia wszystkim, a tym dobrym - odwagi, praca już na Was czeka, ale musicie podjąć ją szybko
        • lortszit napisał(a):
          > Niesłyszałem o dobrym bezrobotnym prawniku, lekarzu, informatyku czy programiśc
          > ie.
          No oczywiście, że nie slyszale/aś, bo jak sie nie ma pracy, to ciężko wykazać się, że się jest dobrym. Jedni mają łatwiej - tu myślę o informatykach, jakąś fuchę zawsze i się da podłapać i można byc polecanym dalej, ale już prawnik to raczej bez wsparcia firmy nie ma szans na publiczne bycie dobrym.
          Zgadzam się co do polonistów czy innych "zbieraczy znaczków", oni poszli na złe studia i te studia nie wniosą wiele do ich kariery zawodowej.
          Nie zgadzam się jednak co do wysmianych religioznawców - jezeli to była dobra uczelnia a oni na ten kierunek poszli z przekonania, to nauczyli się zbierać informacje i je opracowywać interdyscyplinarnie, bo taka jest specyfika kierunku.Jeszcze raz podkreslam, że to chodzi o tych, co poszli na te studia z przekonania a nie aby odhaczyć wyżśze wykształcenie. Wielu moich znajomych po takich studiach ma doskonałą sytuację zawodową, bo są elastyczni, otwarci, chętni na naukę i potrafia analizować sytuację pod wieloma kątami, które ekonomistom nie przychodzą do głowy. Tyle, że :
          raz - oni byli na dobrej uczelni, ktorą w pełni wykorzystali,
          dwa- byli świadomi, że studia uczą ich uczenia i umiejętności pracy z problemem, nie jakiegoś konkretnego materiału do wykorzystania w życiu zawodowym,
          trzy - umieli te zdobyte umiejętności wykorzystać i ciężko pracować, by pokazać na co ich stać.
          Dlatego w dużym stopniu zgadzam się z przedmówcami, że sami jesteśmy odpowiedzialni za swój los, ale moim zdaniem, wybór i ukończenie szkoły wyższej to tylko malutki krok w drodze a nie osiągnięcie celu, a to zdaje się być głównym problemem młodych (a może ich otoczenia, które ciagle uważa, że socjalistycznie "ktoś" ma obowiązek się zająć tym, żeby młodym żyło się dobrze).

          --
          pogotowiedomowe.com.pl/
      • "Dynamiczny rynek pracy" to kolejne próba zrzucenia odpowiedzialności za własną głupotę i brak talentu. Bo niby co to pojęcie miałoby oznaczać??? Co do perspektyw zatrudniania spawaczy to twierdzenie, że boomy budowlane mają jakiś zasadniczy wpływ na rynek pracy spawaczy graniczy ze śmiesznością. Swoją drogą tylko NAIWNY uwierzy, że politolodzy (a zwłaszcza socjolodzy) byliby idealnymi kandydatami do pracy w urzędach oraz że RELIGIOZNAWCA zostanie w Polsce zatrudniony do nauczania religii...
        • Upraszczasz sytuację sprowadzając wszystko do poziomu dobry/zły wybór. Problem w tym, że sytuacja nie dotyka tylko absolwentów religioznawstwa, europeistyki i politologii- kierunków, o których ogólnie wiadomo, że ich ukończenie nie pomaga w zdobyciu pracy.

          Są jeszcze absolwenci kierunków po których "jest praca": finanse i rachunkowość, filologie inne niż polska, fizyka, chemia, biologia, fizyka, biotechnologia, "Jest praca" bo tak piszą w GW, bo tak mówią "eksperci", bo tak mówi rząd (vide kierunki zamawiane), w końcu tak mówią same uczelnie (czy zna, ktoś uczelnie/wydział, który przyzna się, do tego że po kierunek X nie daje perspektyw zatrudnienia)?

          Nie ma co się dziwić osiemnastoletnim ludziom, nie mającym żadnego doświadczenia na rynku pracy oprócz może wakacyjnej?
          • Trzeba rozróżnić kilka rzeczy. To że ktoś skończył informatykę, fizykę czy matematykę WCALE nie oznacza że jest on specjalistą w swojej dziedzinie i że znajdzie on pracę (zwłaszcza, jeśli studia skończyło się z kiepskim wynikiem na kiepskiej uczelni, nie starając się niczego po drodze nauczyć). Tak czy inaczej wszystko sprowadza się do kwestii prawdopodobieństwa nawet kiepski absolwent informatyki jest w zdecydowanie lepszej pozycji niż bardzo dobry absolwent kulturoznawstwa. Aby nie być gołosłownym w DOWOLNYM ogólnym portalu z ogłoszeniami o pracę wpisz sobie słowo programista oraz kulturoznawca lub animator kultury (mnie stosunek ofert wyszedł 1200 do 1)...
        • Do pracy w urzędach są kształceni prawnicy i administratywiści, a zgadnij, ile ich średnio w urzędach pracuje? No chyba że już przed studiami zadbali o odpowiednie "zaplecze" (albo się z nim urodzili).
          --
          obywatelka.wordpress.com
          bez poprawności politycznej
      • Skończyłam socjologię i nie czuję, żeby było to "życiowe partactwo". Ze znalezieniem pracy nie mam większego problemu, ale to dlatego, że starałam się zdobywać doświadczenie podczas studiów. Staże, praktyki i dorywcza praca, ale nie na barze lub przy rozdawaniu ulotek, tylko "na poważnie" w biurze. Grunt, to mieć co wpisać w CV. Żaden pracodawca nie padnie z zachwytu na widok dyplomu uniwersyteckiego. Większość studiów nie przygotowuje do pracy z zawodzie, ba, większość studiów w ogóle nie uczy niczego praktycznego. O praktykę trzeba się postarać. Wcale się nie dziwię, że nikt nie chce zatrudniać ludzi, którzy nie potrafili podczas studiów zrobić czegoś konstruktywnego, rozwijać się, tylko trwonili cały swój czas na nauce i zabawie. Nie potrafili się ogarnąć wtedy, więc jest spora szansa, że w pracy też się nie ogarną. Nie można oczekiwać, że za dyplom dostanie się od razu świetną posadę i uścisk dłoni prezesa. Na wszystko trzeba zapracować. Zgadzam się z autorką listu.
      • Ty chyba nie wiesz co to jest religioznawstwo. To nie jest nauka katolickiego katechizmu, tylko wiedza o różnych religiach i ich analiza pod kątem socjologicznym i kulturowym. To kierunek raczej dla ateistów niż ludzi religijnych i raczej nie ma co liczyć na pracę katechety po nim. Chyba, że pomyliło Ci się z teologią.
      • Tak sie sklada, ze akurat pochodze z zapyzialej wsi, moja zona tez, jestesmy po bardzo przecietnym liceum, a na studiach zakasowalismy miastowych, po renomowanych liceach. Chciec to moc.
      • > Ma trochę racji autorka listu, ale też nie do końca rozumie dzisiejszy świat. R
        > ynek pracy jest dziś tak dynamiczny, że słuszna w momencie zdawania matury decy
        > zja o dalszym kształceniu, w chwili uzyskania dyplomu okazuje się nietrafna, ne
        > istety.

        Nawet jeśli tak jest, niewiele to zmienia. To co, należy płakać że sytuacja dynamicznie się zmienia i mieć pretensje do sytuacji że taka jest? Nie, należy być gotowym na dynamiczne zmiany i się dostosowywać, a nie szukać winy u innych.
      • Ludzie wolą się łudzić, że mają na WSZYSTKO wpływ. Chcą miec poczucie, że są kowalami własnego losu, bo przeciez to podstawa zdrowia psychicznego. Ni w tym dziwnego. Wolą psioczyć na politologów, socjologów i tym "podobnych", bo tak jest łatwiej. Trudniej uświadomić sobie, że rzeczywistośc nie jest jednoznaczna. Szczególnie w chorym systemie, jaki jest w Polsce. Mam znajomą, która uwielbia swój zawód, jest w tym świetna, ma dobre osiągnięcia, jest jedna z najlepszych pracownic w swojej firmie. Jej firma to Dom Pomocy Społecznej. Na pełnym etacie zarabia najwyżej 1200 zł netto. Wie, że nie zarobi więcej. Co ma zrobić?? Przekwalifikować się ? Zostać marnym prawnikiem informatykiem, itd? Nie rozumiem tego, co wy piszecie, a wy rozumiecie??
    • w których kwiat inteligencji z UW prorokował jak to ważne w XXI wieku będzie wykształcenie uniwersyteckie. Europeistyki , zarządzanie i marketing . Uczelnie wyższe w każdym powiecie. taka to nowoczesna miała być Polska. Teraz zapewne znajdziecie ciekawy staż w GW . POwodzenia ha , ha , ha !!!!
    • ... zwlaszcza z dyplomem ...styki czy ...znawstwa
    • Z studentkami to problemu raczej nie bedzie-na studiach i po zawsze sie cos na meza znajdzie.
      Ale wielu chlopcow studiowalo byle co aby uciec przed wojskiem-to nie byla ich wina, ze zyli w
      takim kolchozie....
    • Problem jest w tym że wybierany przez studentów kierunek zazwyczaj już w trakcie studiów okazuję się mało rozwijający. Studenci nie rzadko wiedzą jakich przedmiotów brakuje im aby pozniej łatwiej zdobyć zatrudnienie w swojej profesji. Problemem większości "Uniwersytetów" jest to że są nimi tylko z nazwy. W Polsce instytucje typu Uniwersytet Warszawski czy Uniwersytet Jagieloński, to w zasadzie szkoły wyższe. Przedmioty "serwowane" tam żakom są odbiciem nie potrzeb studentów, ale możliwościami kadry, która zbiega o siatkę godzin dydaktycznych . Nawet jeżeli nie mają nic rozsądnego do przekazania. Ponieważ nie przeżyliby bez pensum dydaktycznego do następnego miesiąca. Wszyscy studenci którzy mówią że dany wydział potrzebuje zmian są traktowani jako zagrożenie dla "spokojnego bytowania" i szybko pokazuje im się gdzie ich miejsce.
      Warto jeszcze przemyśleć czy aby w wieku 19 lat każdy ma wiedzieć czego chce. Jeżeli po zdaniu matury nie jest się pewnym. Może lepiej zaczekać choć rok i lepiej rozpoznać możliwości jakie oferuje ten niedoskonały system.
      • ...w ciągu swego życia, jeśli taką ochotę poczuję.
        Żenić się z raz wybraną, wąską orientacją profesjonalną jest równie niebezpieczne jak każda inna żeniaczka...
        • A przyznaje rację że dziś zawody się zmienia częściej niż kiedyś . Najlepiej mają dziś ścisłowcy uzdolnieni technicznie. Najgorzej zaś humaniści. Trudno powiedzieć że kierunki humanistyczne są nic nie warte. To że dziś mniej to nie znaczy że za 10 lat tak będzie. Problem w tym że z humanisty nie da się zazwyczaj zrobić ścisłowca.
          • czaro4 napisał:

            > A przyznaje rację że dziś zawody się zmienia częściej niż kiedyś . Problem w tym że z humanisty nie da się zazwyczaj zrobić ścisłowca.

            Zgoda, ale humanista nie musi od razu projektować mostów czy programować serwerów.
            Jak wybierałam filologię polską, to w każdej wyborczej były ogłoszenia "zatrudnię polonistę". jak skończyłam, weszła reforma z gimnazjami i początek niżu, szans na pracę w zawodzie nie było bez znajomości.
            Przekwalifikowałam się na marketing i PR, dało się. Zaczynałam od podawania kawy i segregowania poczty, skończyłam wysoko. Rozwinęłam się zawodowo, teraz mogę na bazie tych doświadczeń założyć własną działalność, poświęcając się jeszcze innej dziedzinie, która obecnie mnie fascynuje. Owszem, muszę się doszkolić, więc od października zaczynam studia podyplomowe, absolutnie niepokrywające się z dotychczasową wiedzą.
            Można? Można. Tylko trzeba być w pracy dobrym i wiedzieć, do czego jest dany etap zawodowy.
            • ...Wszystko co napisałaś potwierdza opinię przedmówcy na temat ograniczeń mózgu tzw. "humanistów" (w rodzaju polonistów, marketingowców, PR-owców...).


              helka.pentelka napisała:

              > czaro4 napisał:
              >
              > > A przyznaje rację że dziś zawody się zmienia częściej niż kiedyś . Proble
              > m w tym że z humanisty nie da się zazwyczaj zrobić ścisłowca.
              >
              > Zgoda, ale humanista nie musi od razu projektować mostów czy programować serwer
              > ów.
              > Jak wybierałam filologię polską, to w każdej wyborczej były ogłoszenia "zatrudn
              > ię polonistę". jak skończyłam, weszła reforma z gimnazjami i początek niżu, sza
              > ns na pracę w zawodzie nie było bez znajomości.
              > Przekwalifikowałam się na marketing i PR, dało się. Zaczynałam od podawania kaw
              > y i segregowania poczty, skończyłam wysoko...
              ...............................
              > Można? Można. Tylko trzeba być w pracy dobrym i wiedzieć, do czego jest dany et
              > ap zawodowy.
      • Dokładnie, trudno wymagać od maturzysty (który nie zna świata poza liceum, bo nie oszukujmy się, w Polsce może promil licealistów ma okazję gdziekolwiek pracować, a jeśli już, to w charakterze hostessy/dystrybutora ulotek, o jakichkolwiek praktykach, nawet bardzo krótkich, dzięki którym można by chociaż z grubsza zobaczyć jak wygląda praca w danym zawodzie, nie wspominając), żeby wiedział, co chce robić w życiu. Nie mamy też doradztwa zawodowego. Przyznam szczerze, że ja sama, choć wiedziałam co i dlaczego chcę studiować, nie zastanawiałam się dokładnie, co będę robić po studiach. I na dobrą sprawę dopiero na ostatnim roku, kiedy miałam wreszcie czas i okazję trochę rozejrzeć się i popracować tu i ówdzie, zdałam sobie sprawę z tego, co naprawdę chcę w życiu robić. Nie żałuję swojej decyzji co do wyboru kierunku studiów, ale zapewne gdybym mogła wybierać raz jeszcze, to bogatsza we wszystkie obecne doświadczenia i przemyślenia, zdecydowałabym się na coś innego. Ale i tak miałam szczęście, bo po moim kierunku praca i tak jest. Trudno się dziwić współczesnym maturzystom, że po omacku wybierają kierunki studiów, radzą się rodziny albo idą tam, gdzie znajomi. Kryterium przydatności pewnie jest na jednym z ostatnich miejsc. Z kolei studiować prawo czy informatykę na siłę, wbrew zdolnościom i zainteresowaniom, a potem pracować w zawodzie, który nie daje najmniejszej satysfakcji, też wydaje mi się złym pomysłem, bo fachowcy z takiej łapanki będą marni, a w najlepszym wypadku sfrustrowani.
        • Nie wiem czemu tak wielu tu komentujących, także Ty, przytacza prawo jako przykład wybitnie trudnego kierunku, do którego trzeba mieć odpowiednie zdolności, ale za to jego ukończenie gwarantuje dobrze płatną pracę w zawodzie. Otóż nie jest to ani kierunek najtrudniejszy, a gwarancją kariery prawniczej jest nie tylko jego ukończenie, ale musi być spełniony warunek pochodzenia z takiej prawniczej rodziny. Najbardziej intratne posady prawnicze są zarezerwowane wyłącznie dla ludzi z klanu, nikt obcy nie ma mozliwości by się tam wkręcić (no oprócz ożenku z córką notariusza np.). Dla pozostałych pozostaje kariera prokuratora (do tego trzeba mieć jednak charakter kanalii), radcy prawnego lub gryzipiórka w jakimś administracyjnym urzędzie.
          • Nie wiem, skąd wziąłeś swoje mądrości, ale już od dawna są niektualne. Zawody prawnicze są już tak otwarte jak się da i nie ma mowy o żadnej rezerwacji dla ludzi z klanu.
            --
            "Kiedy Puchacz i Kicia wyruszyli w rejs życia|W zgrabnej łódce groszkowozielonej|Wzięli z sobą parówki,duży zapas gotówki|I słój miodu z nalepką The Honey". (Edward Lear)
            [url=http://avatars.jurko.net][img]http://img1.jurko.net/avatar_1410.gif[/img][/url]
          • pawelekok napisał:

            > Nie wiem czemu tak wielu tu komentujących, także Ty, przytacza prawo jako przyk
            > ład wybitnie trudnego kierunku, do którego trzeba mieć odpowiednie zdolności, a
            > le za to jego ukończenie gwarantuje dobrze płatną pracę w zawodzie.

            Komu gwarantuje? Gdzie? Przy tej nadprodukcji prawników o otwarciu zawodów?????

            > Otóż nie je
            > st to ani kierunek najtrudniejszy, a gwarancją kariery prawniczej jest nie tylk
            > o jego ukończenie, ale musi być spełniony warunek pochodzenia z takiej prawnicz
            > ej rodziny.

            Ile jeszcze lat będziesz powtarzać te dawno nieaktualne stereotypy?



            • Ilu jest w Polsce notariuszy, właścicieli kancelarii notarialnych, którzy nie pochodzą z rodzin prawniczych, ani nie są z takimi w żaden sposób spokrewnione?

              Ilu jest w Polsce sędziów, którzy nie pochodzą z rodzin prawniczych, ani nie są z takimi w żaden sposób spokrewnione?

    • Uciekać z tego kraju póki jeszcze granice otwarte !
      młodzi, nie bać się !
      po co kisić sie w kraju gdzie na kazdym kroku trzeba kombinować aby przeżyć...
      nie ma idealnej alternatywy, ale na pewno są lepsze.
      • jarovo napisał(a):

        > Uciekać z tego kraju póki jeszcze granice otwarte !
        > młodzi, nie bać się !
        > po co kisić sie w kraju gdzie na kazdym kroku trzeba kombinować aby przeżyć...
        > nie ma idealnej alternatywy, ale na pewno są lepsze.
      • Bzdury wypisujesz. Połowa moich znajomych zarabia po 5 kawałków w górę.
        Ale oni studiowali zamiast chlać alkohol w akademikach i na trzecim roku już pracowali.
      • jarovo napisał(a):

        Uciekać z tego kraju póki jeszcze granice otwarte !
        młodzi, nie bać się !
        po co kisić sie w kraju gdzie na kazdym kroku trzeba kombinować aby przeżyć...
        nie ma idealnej alternatywy, ale na pewno są lepsze.

        Polecam Ci tekst na Eiobie Tekst linka

        --
        I asked God for a bike, but I know God doesn't work that way. So I stole a bike and asked for forgiveness.
      • A tutaj, po tej drugie stronie, na tzw cywilizowanym zachodzie wszyscy nas kochaja i chca..Czekaja tu na mlodych wysokie stanowiska i szacunek tutejszego spoleczenstwa.. To masz na mysli Jarovo? A moze sam jestes gdzies tutaj? Nie? To do czego namawiasz mlodych? No i co ma oznaczac "poki jeszcze granice otwarte"? Przesladuje Cie wizja zamknietych granic, wizja z przeszlosci? Dzisiaj sie nie "ucieka" tylko "wyjezdza".
    • O nie! Widzę, że ktoś pisze, że w ciągu pięciu lat trwania studiów rynek pracy zmienia się tak, że decyzje o wyborze studiów okazują się nietrafione! Ludzie, co to jest pięć lat?! Zawód, profesję, branżę w ciągu całego życia zmienia się kilka-kilkanaście razy! I za każdym razem trzeba się w tym odnaleźć. Co wam dadzą nawet najlepsze studia, ale z wąskiej dziedziny? Jeśli liczycie na pracę bo wybierzecie studia o których właśnie piszą w gazecie, że trzeba je wybrać, to najpewniej się srodze zawiedziecie. Bo więcej osób wpadnie na ten sam pomysł co wy... W gazecie napisali.
      • Napisałeś:
        "Co wam dadzą nawet najlepsze studia, ale z wąskiej dziedziny?"

        A ja zbyt często spotykam młodych ludzi przed 30tką z ukończonymi trzema fakultetami. Jak ich przycisnąć, to okazuje się, że specjalistami nie są W ŻADNYM z tych "wyuczonych" fachów. Owszem rozwój osobowości, poszerzanie horyzontów, poszerzanie wiedzy z różnych dziedzin są cenne i pożądane, ale przynajmniej na jednym trzeba znać się dobrze, a nie po łebkach. Szeroko rozlana wiedza okazuje się czasem bardzo płyciutka.
      • To spróbuje te kilkanaście razy w życiu zmienić zawód, skoro bez doświadczenia w danym obszarze roboty nie dostaniesz, chyba że jako podstarzały "przynieś, podaj..."
    • Dokładnie przedstawia State-of-the-art.
      Przypominam sobie grupę studentów w okresie Juwenalii w Gdańsku, pół wieku temu...
      Dwunastu mężczyzn w zielonych lodenach i czarnych cylindrach, z czarnymi parasolkami przewieszonymi przez lewe ramię, szło gęsiego Aleją Zwycięstwa.
      Szli krokiem pingwina, bo na nogach mieli nieskazitelnie czarne płetwy pływackie.

      Oto, co z ludzką wyobraźnią uczyniły komórka i komputer.
      No comment.
    • Troche szorstki ten list. Po pierwsze 19-letni czlowiek pprzewaznie jeszcze nie wie co chce w zyciu robic. Trendy rynkowe rowniez bywaja mylne. W moich czasach modne bylo 'zarzadzanie i marketing' skutkiem czego pare lat pozniej rynek pracy byl pelen 24 letnich 'specow' od 'zarzadzania'.

      Swoja droga, dlaczego religioznawca, polonista itp nie mogliby liczyc na przyzwoite zycie w tym kraju? Nie moge powiedziec, mnie sie udalo co jest wynikiem pracy i pewnej dozy szczescia. Tym niemniej daleki jestem od protekcjonalnego traktowania dzisiejszych studentow w Polsce. Zwlaszcza gdy obserwuje ich beztroskich rowiesnikow na tzw. 'zachodzie'.
    • W epoce hurtowego sprzedawania na raty dyplomów wyższych szkół zbierania wiśni i czereśni nie mają one już jakiegokolwiek znaczenia. Większość absolwentów tych wszystkich za przeproszeniem szkół wyższych to zwykłe buce w gumofilcach. W cywilizowanych krajach tylko ludzie mądrzy i zdolni idą studiować, by szlifować swe wrodzone i wyuczone w rodzinie zdolnośći (jest ich max 20% w społeczeństwie). Całą reszta matołów i cepów zostaje kowalami, piekarzami, kierowcami itd. W Kato-PRL-u jest zaś odwrotnie. Każdy cep dostaje dyplom, za to, że zapłaci przez 3 lub 5 lat w ratach za ten świstek papieru. Uczciwiej było by sprzedawać te dyplomy przy kasach w Biedronce
    • Sama prawda. W maju ukończyłem biotechnologię - według wielu kierunek bez perspektyw. Znalezienie dobrej pracy w zawodzie zajęło mi około 2 tygodni. Od października zmieniam ją na lepszą, fantastycznie płatną, w zawodzie - da się? Da!

      A ci, którzy kończyli ze mną? Większość broniła się w czerwcu i lipcu, siedzą na tyłku i płaczą, że nie ma pracy po biotechnologii. Niech siedzą dalej. Od tego nic się nie zmieni. Mama pracy nie poszuka ani nie zaoferuje. Pozdrawiam autorkę listu!
    • Nie potrafię zrozumieć jak można "wybierać" studia? Rozumiem wybieranie uczelni, ale kierunku? Studiuje się to co nas interesuje i to jest przepis na sukces! Jeżeli ktoś nie ma zainteresowań to na jakie studia by nie poszedł będzie bezrobotny...
    • Mlodzi Polacy, Jest duzo miejsc pracy.... Seminaria duchowne czekaja!!!
      Krajowa Rada Duszpasterstwa Powołań : "Dalszy spadek liczby powołań – poważnym sygnałem dla duszpasterstwa.
      Wśród przyczyn spadku powołań, KRDP wymienia obok niżu demograficznego i mniejszej o ok. 40 tys. liczby tegorocznych maturzystów oraz wyjazdów zarobkowych młodzieży za granicę, także nowe przyczyny - np. opór rodziców z przyjęciem decyzji o wstąpieniu do seminarium czy zakonu ich dziecka.

      Na spadek powołań wpływa niekorzystny medialny wizerunek Kościoła a konkretnie „agresywne, jednostronne przedstawianie i nagłaśnianie wewnętrznych problemów Kościoła”. Najgwałtowniejszy spadek liczby powołań odnotowano w roku 2007, kiedy liczba alumnów I roku zmniejszyła sie aż o 25 proc. Zdaniem KRDP potrzeba obecnie „jakościowego skoku” w funkcjonowaniu parafii, a zwłaszcza w duszpasterstwie dzieci i młodzieży a także „bardziej przekonującego i radosnego świadectwa wierności własnemu powołaniu ze strony księży, osób konsekrowanych oraz rodziców – zwłaszcza w obliczu niedawnych odejść znanych księży i zakonników. KRDP wskazuje też na potrzebę coraz większego ruchu modlitewnego w rodzinach i parafiach na rzecz powołań."
      Tresc apelu Episkopatu do Mlodziezy szukajacej pracy Polskiej znajdziesz tutaj
      Tekst linka
      I asked God for a bike, but I know God doesn't work that way. So I stole a bike and asked for forgiveness.
      • Główną przyczyną spadku powołań jest coraz szersza tolerancja społeczeństwa dla homoseksualistów. Geje nie muszą się już dzisiaj ukrywać więc wizja ukrycia swojej seksualności pod sutanną celibatu stała się dla nich mało atrakcyjna.
        • norbertrabarbar napisał:

          Główną przyczyną spadku powołań jest coraz szersza tolerancja społeczeństwa dla
          homoseksualistów. Geje nie muszą się już dzisiaj ukrywać więc wizja ukrycia sw
          ojej seksualności pod sutanną celibatu stała się dla nich mało atrakcyjna.

          Norbercie,
          Czy moge wykorzystac Twoja teorie w swoich tekstach satyrycznych ?
          Dedykuje Ci moje teksty na portalu Eioba :

          Tekst linka
          oraz cos na deser
          Tekst linka
          --
          I asked God for a bike, but I know God doesn't work that way. So I stole a bike and asked for forgiveness.
    • mignik napisał:

      Na zmywak do Londynu albo w Niemczech gruchy zrywać, a dyplomem to sobie możeci e...

      Migniku...coz mozna dodac do twojego komentarze?.....zapewne tylko satyryczny artykul z portalu EiobaTekst linka
      --
      I asked God for a bike, but I know God doesn't work that way. So I stole a bike and asked for forgiveness.
    • Jak zapie...dalalem 16 h/24 albo i lepiej na studiach, szuflowalem koks na bocznicy itp., kluby studenckie widywalem z zewnatrz, to bylem przedmiotem drwinek i docinek. Jak po kilku latach sie okazalo, ze moge dostac dobra prace praktycznie w calej Europie to sie nazywa, ze mam jakies "chody" a uczciwy geograf czy archeolog porzadnej i dobrej pracy znalesc nie moze. Jak sobie poscielisz .......
      • Mitologizujesz się.
        Biorąc pod uwagę jak pogardliwie wyrażasz się o swoich kolegach, nic dziwnego że Ci docinali.
        Na swoje utrzymanie pracowałam od Liceum, na pierwszych latach studiów pracowałam też fizycznie, co prawda w niczym co miałoby tak dramatyczny wydźwięk jak przerzucanie koksu.
        I widziałam wnętrze nie jednego studenckiego klubu, i nie jedną domówkę.
        Kolegom - pomagałam. Więc stali za mną murem. Powoli rozwijam własną działalność zawodową, więc dorabiam niezawodowo, niespecjalistycznie. Zaczynam kolejne studia. Jestem nieprzytomna ze zmęczenia, ale myślę że tak czy inaczej miałam wiele szczęścia.
        I nie będę gardzić tymi z moich kolegów, którzy mieli go mniej. I mówić że wszystko co ich spotkało to ich wina. Bo nie zawsze i nie do końca ;)
    • Może i młodzi źle wybierają kierunek studiów, albo idą na studia na siłę. Prawda jest jednak taka, że nikt im nie pokazuje, że istnieje inny wybór, że można sobie zrobić rok przerwy, popracować, przemyśleć. Wyboru nie dokonuje się w wieku osiemnastu lat. Po raz pierwszy trzeba wybrać rodzaj szkoły po gimnazjum, a ten nie zawsze należy do nastolatka. Poza tym, co piętnastolatek może wiedzieć o rynku pracy? Inną sprawą jest presja społeczeństwa, rodziny itd., bo przecież trzeba pójść do ogólniaka. Ilu młodych mogłoby być zainteresowanych pracą spawcza, rolnika, czy też innego pszczelarza, a wybija im się to z głowy, bo przecież tylko pustaki chodzą do zawodówek. Oczywiście jest pełno młodych, którzy dadzą sobie radę, bo taki mają charakter, bo tak ich rodzice nauczyli, pomogli wybrać, uświadomili. Z drugiej strony jest masa tych, którzy nie są poinformowani, nie wiedzą. Nie twierdzę, że zwalnia ich to z odpowiedzialności za własną przyszłość, ale system szkolnictwa też ma swoje za uszami, bo w momencie, w ktòrym rodzina nie spełnia roli informacyjno-orientacyjnej, to szkoła powinna się tym zająć i to już od gimnazjum.
    • A ja to mysle ze winny jest Tusk, co to jest premierem. Jak by premierem byl wspanialy, jedyny, niepowtarzalny Kaczynski Jaroslaw, to kazdy by mial prace, nawet ci z "uczelni" doktora Rydzyka i kazdy absolwent by zarabial "godziwe" pieniadze, a moze nawet wiecej niz "godziwe". Tak by bylo, bo pan Kaczynski Jaroslaw to jest dobre panisko i zadnemu magistrowi to by nie dal umrzec z glodu. A tak na marginesie - co beda w zyciu robic te bidule, co to Rydzykowe studia koncza? Zbierac na tace? To chyba na pol etatu, a co potem?
      • Gdy Kaczynski byl premierem, to w Warszawie w witrynach sklepow wisialy ogloszenia: Przyjme do pracy NA ETAT (nie na smiecowke). A benzyna byla po 3,60 zl. Na gospodarce sie nie znal, ale sie w nia nie wpieprzaal i nie zadluzal nadmiernie kraju. Dzieci nie ma, wiec nawet jesli kupil kotu kuwete za panstwowe pieniadze to nie wyszlo drogo.
        Teraz za Tuska benzyna dochodzi do 6 zl, bezrobocie oficjalne do 15 proc. mimo, iz od 2007 roku ponad milion mlodych wyjechalo. Zwykli Polacy zapieprzaja na umowach smieciowych bez urlopu i bez platnych nadgodzin za 3oo euro, a i tak nawet tak nedzna praca jest tylko dla wybranych. Rudy przyjal do pracy ponad 100 tys. niepotrzebnych urzednikow, zeby na niego glosowali i m.in. aby im zaplacic zadluzyl Polske na 3 razy tyle co Gierek.
        Za to kolesie i rodzina rudego maja sie jak najlepiej. Grad 110 tys. miesiecznie, premia za opoznienie stadionu pol miliona, synek rudego pracujacy na kilka frontow m.in. dla kryminalisty. By zylo sie lepiej.
    • Popieram autora listu. Wyjeżdżając z małego miasta do Warszawy miałam nadzieje, że miejsce na fajnych studiach na które zapracowałam sobie dobrymi wynikami maturalnymi będzie początkiem czegoś fajnego. Rzeczywistość szybko postawiła mnie na nogi i zmieniła znaczenie słowa "fajny" w mojej głowie. Jest fajnie bo od wakacji po pierwszym roku studiów pracuję. Robiłam już wiele rzeczy przez ostatnie 4 lata, łącznie z tymi ukierunkowanymi wyłącznie na zarobek a nie rozwój. Wykonywałam rozmaite prace tylko i wyłącznie po to, by móc sobie pozwolić na niepłatny staż lub praktyki zapewniające doświadczenie, które chciałam zdobyć w innym czasie. Doświadczenie zdobywam, niestety wielokrotnie kosztem wyjść, wyjazdów i spotkań towarzyskich, które są nieodłącznym elementem życia większości studentów,a bez których wielu ludziom ciężko przeżyć. Zamiast imprezy w piątek- grzeczne piwko i spać bo w sobotę na 9 do pracy. Zamiast trzech miesięcy wakacji w rodzinnym domu, góra dwa i praca, praca, praca. Ruszyć tyłki a nie narzekać. Będąc w środowisku akademickim i obserwując sytuację stwierdzam, że połowa ogarnia rzeczywistość dzięki czemu nie przedstawia podstawy roszczeniowej a druga połowa uważa,że wszystko jej się należy a winą za swoje niepowodzenia lub brak zaradności obarcza "system". Zazwyczaj ta pierwsza połowa siedzi cicho, ze względu na brak czasu na głupoty. Nawet jeśli nie uda mi się dostać satysfakcjonującej pracy po studiach, nie będę winić systemu, tylko siebie. Jeśli dałam ciała przy wyborze kierunku na studia, który stracił na atrakcyjności lub jeśli nie zdobyłam wystarczającej ilości doświadczenia zawodowego - moja wina.
      • Mitomani, którzy sami tych czasów nie pamiętają a w 100% wierzą w to co im o nich mówi tatuś, czy mamusia, gloryfikują PRL, jakoby w tym ustroju każdy zdobywał bez trudu pracę zgodną z kierunkiem wykształcenia. Studiowałem w czasach PRL. Podczas studiów zarabiałem na utrzymanie sprzątaniem, myciem okien, pracą na wykopaliskach (dziś większość studentów dorabia jako kelnerzy, ale wtedy było mało knajp, o wiele mniej niż teraz). Po studiach wykonywałem różne zawody, m.in. byłem robotnikiem budowlanym, strażnikiem przemysłowym, płukałem złoto w strumieniu. Pracę zmieniałem dość często. W końcu znalazłem taką, w której pracuję od ponad 20 lat, do wykonywania której wymagane są formalnie studia techniczne lub ekonomiczne, ja ukończyłem kierunek humanistyczny, a radzę sobie doskonale. I korona z głowy mi nie spadła, chociaż wykonywałem też prace fizyczne. Żadna praca nie hańbi. Hańbi tylko praca wykonywana źle.
    • Oczywiście, że każdy jest kowalem własnego losu, tylko po co utrzymywać nierentowne kierunki, po co utrzymywać takie uczelnie ? Co z tego, że kilka tysięcy dobrze wybierze i im się uda jeśli na nich przypada kilkanaście/dziesiąt poniżej poziomu ? Czy to dzisiejszy 20-25 latek (czy nawet 30) odpowiada za system kształcenia ? Czy to może ten biedny profesor (+ rodzice/dziadkowie studenta) od listu go GW ? Profesorowie nie pamiętają jak obskakiwali po kilka uczelni ? Przecież to oczywiste, że w takim przypadku nie ma się odpowiednio dużo czasu dla wszystkich i chodzi tylko o kasę, a miejscowy wyrobnik odwali resztę za pana profesora.
      Może finansujmy jeśli nawet wszystkie kierunki to tylko osobom z dobrą średnią, reszta musi od 2 roku sama płacić za studia. Ale to się nie opłaca wielu uczelniom, bo 20 do 40% studentów im odpadnie...a z nimi kasa, która z tymi studentami się wiąże. Może zamiast 150 osób z pierwszego roku przejdzie nie 120, 110, ale 70, 50 ?
      Zakładając, że w tym roku licealiści wybrali dobre kierunki, świetnie zdali maturę, nie mają żadnych braków :D to czy mamy miejsce dla tylu chętnych np. na tych kierunkach i najlepszych uczelniach ?
      Można się uczyć wszędzie, ale jednak każda specjalność trzyma jakiś poziom tylko w kilku miejscach w kraju. Na 100% nie, bo o poziom się nie dba od samej szkoły. To po raz kolejny to nasz wybór, ale jako kogo ? Gimnazjalisty, dzieciaka z podstawówki ? Przecież te braki właśnie tam zaczynają się pojawiać i pisanie o tym, że jest się kowalem własnego... to w tym wypadku głupota, bo jest to przyzwolenie na marazm i bylejakość w każdej dziedzinie, a tutaj płacimy za to podatkami, które są marnowane. Nikt nie mówi o nauce jak w obozie, ale poprzez przyzwolenie na dole takie mamy efekty później, do tego brak konkurencji pomiędzy szkołami wyższymi, pomiędzy studentami. Kierunki zamawiane, techniczne, ścisłe...gdyby zamknąć połowę kierunków humanistycznych, gdyby od 10 lat o połowę mniej studentów kończyło filozofię, ekonomię, pedagogikę, historię itd. to uważacie, że gdyby wszyscy wybrali kierunki ścisłe to mieliby dzisiaj pracę ? Może o te 10% osób więcej tak, ale reszta i tak poszłaby na "kasę" albo jako inżynier pracować za 1500zł przy taśmie w hali...Te 21 lat w szkolnictwie zostało jednak zmarnowanych, oczywiście są ludzie, którzy jako rektorzy, dziekani itd. potrafili wznieść się ponad przeciętność, ale to za mało bo te 21 lat nie popchnęło nas systemowo, nie jako całość, a podatki na to płacimy wszyscy i idą w błoto. Może by tak przez rok kasę która idzie na KRUS przeznaczyć na uczelnie, na same badania, na patenty :> I tak co drugi rok...zobaczymy co będzie korzystniejsze.
      • Rozwiązaniem byłby system o którym wspominasz: pierwszy rok za darmo, reszta płatna i to nie 4 000 PLN za rok, tylko np. 10 000 PLN za semestr. Oczywiście z refundacją zależną od średniej, na przykład w przedziale od 100% dla 5.0, do 50% dla 4.0 To nie nie zamykałoby drogi do wykształcenia młodym ludziom z ubogich rodzin, a wyeliminowałoby debilków i leni, którzy przechowują się na uczelniach przez 5 lat, bo zapłacenie powiedzmy 80 000 PLN za to, żeby ślizgać się na 3.0 przez całe studia byłoby raczej średnim pomysłem. Oczywiście znalazłoby się kilku bananowców, których byłoby na to stać, ale myślę, że mimo wszystko byłby to margines. Problemem jest tylko klasa nauczania na polskich uczelniach, za jaką mało kto chciałby płacić takie pieniądze, ale może przy drastycznie obniżonej ilości studentów, poziom by się podniósł (jakość kontra ilość). Uczelnie opuszczałoby niewielu absolwentów, za to w większości tych, którym chciało się uczyć, więc i wartość dyplomu na rynku pracy znacznie by się podniosła.
        • c7u napisał(a):
          > Rozwiązaniem byłby system o którym wspominasz: pierwszy rok za darmo, reszta płatna i to nie 4 000 PLN za rok, tylko np. 10 000 PLN za semestr. Oczywiście z refundacją zależną od średniej, na przykład w przedziale od 100% dla 5.0, do 50% dla 4.0
          Średnia musiałaby zależeć od kierunku: 4,0 na matematyce, fizyce czy chemii to całkiem nieźle, 4,0 na pedagogice ma każdy.


          • To tylko luźny przykład. Chodzi mi ogólną zasadą bardzo drogich studiów z pełną refundacją dla najlepszych. A co do "widełek", to już pewnie zależy od kierunku. Na zachodzie studia są luksusem, przemyślaną inwestycją która musi kosztować. A u nas "się należy". Pamiętam jak parę lat temu GW wraz z samorządami studenckimi, apelowała do właścicieli mieszkań w moim rodzinnym Krakowie, żeby obniżyli opłaty za wynajem. Tak po prostu, w ramach pomocy "studenckiej" przyszłości narodu. Szczerze mnie to rozbawiło i zarazem wprawiło w osłupienie jak można być tak bezczelnym.
            • A może jesteśmy po prostu zbyt biednym krajem, żeby stać nas było na płatne studia? Zresztą w Polsce studia i tak kosztują, jeśli nie miało się akurat szczęścia urodzić np. w stolicy. Bo trzeba wynająć pokój, bo trzeba coś zjeść, kupić bilet na autobus. I tak się składa, że mimo że studia są "bezpłatne", to nawet dorabiający studenci nieraz ledwo wiążą koniec z końcem. Gdyby naraz mieli jeszcze płacić 10,000 za semestr, to nagle by się okazało, że większość musi zrezygnować ze studiów, i to raczej nie ta mniej zdolna większość. Pozostają kredyty studenckie (znów, już teraz biorą je zwłaszcza studenci dzienni - dlaczego? Chyba nie po to, żeby przepijać), albo praca w czasie studiów, co sama przerabiałam i odradzam - nie wychodzi to dobrze ani dla studiów, ani dla pracy, a bez pełnej dyspozycyjności zarobi się może 1000 zł, które nie wystarczają nawet na pokrycie rachunków, o ewentualnych opłatach za studia (gdyby były) nie wspominając. Nie oszukujmy się, na zachodzie bardzo często rodzice płacą za studia.
      • Jaki jest sens organizować dobre szkolnictwo, skoro rynek przyjmuje przeważnie po rodzinie albo po znajomości, a kwalifikacje są na dalszym miejscu ??? Nawet największe przedsiębiorstwa w tym kraju trafiają w zarząd po rodzinie. O czym tu jeszcze deliberować ? Na kapitalizm rodzinno-towarzyski nic się nie poradzi, dlatego tylu ludzi wyjechało z tego bagna na Zachód.
    • Niedawno w telewizji pokazywano program o bezrobotnych absolwentach, którzy wysyłają dziesiątki odpowiedzi na ogłoszenia o pracę, wszystko jednak na darmo.
      Pokazano również paru z tych nieszczęśników, między innymi niejaką Olę, z którą rozmowa wyglądała mniej więcej tak:
      - Odpowiedziałam na dwadzieścia ogłoszeń, odbyłam parę rozmów, ale nikt nie zaproponował mi pracy.
      - Co skończyłaś, Olu ?
      - PolonistYkę.
      [tak, z akcentem na Y]
      No, jeśli absolwentka Ola nie wie, że skończyła polonIstykę, a nie polonistYkę, to wcale się nie dziwę, że nie może znaleźć pracy, bo poziom jej wiedzy i umiejętności musi być marny,
przejdź do: 1-100 101-139
(101-139)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.