Dodaj do ulubionych

Liberalni fundamentaliści

30.11.06, 03:29
Generalnie jestem przeciwny aborcji ale jak patrzę na jednego z naszych
ministrów to zaczynam mieć wątpliwości. Druga sprawa jeżeli chronimy życie w
tym życie od poczęcia to musimi bezwzglęnie odstąpić od kary śmierci a
każdego kto podjudza do ponownego zastosowania kary śmierci powinno się z
urzędu sądzić a sąd powinien ferować bardzo wysokie kary. Nie można być
hipokrytą jak wielu polityków w tym jak głowa państwa Kaczyński Lech.
Edytor zaawansowany
  • maruda.r 30.11.06, 08:35

    Oświecony liberał przecież wie, że "liberalnym, oświeconym rozwiązaniem" jest
    powszechna niczym nie obwarowana dostępność aborcji.

    ****************************************

    Bzdury. Prawo do aborcji jest przed wszystkim ikoną pewnego programu. Programu
    sprzeciwu wobec: ograniczania dostępu do antykoncepcji, badań prenatalnych,
    zapłodnień in vitro, edukacji seksualnej. Tylko nie mówcie o bzdurnych
    kalendarzykach.

    Do was nic, jak widzę, nie dociera. Jestem w stanie zrezygnować z żądania prawa
    do aborcji. Zaoferujcie coś ze swej strony. Cokolwiek. Klepiecie wciąż te same
    komunały, a nie ma śladu dążenia do kompromisu.

    Nie pozostaje więc nic innego, jak tylko odsunąć konserwę od stanowienia prawa i
    zrobić to po swojemu. Nie chcecie rozmawiać, trudno.

  • adammazurek_1963 30.11.06, 09:05
    "...bezwarunkowe poszanowanie prawa do życia każdej niewinnej osoby od poczęcia
    do naturalnej śmierci..." Niewątpliwie szczytny cel. Czy jednak hierarchii
    kościelnej tylko o to chodzi w całej tej kampanii? Myslę, ze nie. To jest wojna
    ideologiczna mająca wykazać, że wspólczesny porządek społeczny w Europie,
    to "cywilizacja śmierci". Bezwarunkowa ochrona zycia jest traktowana przez
    prawicowych polityków wybiórczo. Chcą chronić zygoty ludzkie karząc za ich
    zabicie więzieniem i jednocześnie karać smiercią niektórych przestępców. Gdzie
    tu jest miejsce na bezwarunkową ochronę życia w fazie "pozygotalnej". Zadziwia
    mnie przenikliwość z jaką Kościół chroni życie poczęte. Karzecie ekskomuniką za
    aborcję i dyskretnie rozgrzeszacie za morderstwo(tajemnica spowiedzi jest
    bezwarunkowa również dla morderców). Przykro mi, ale wspólczesna
    interpretacja "nie zabijaj" traci mi polityczną obłudą.
  • sekwana2005 30.11.06, 09:22
    Oczywiście znając inne wypowiedzi autora, nie spodziewałem się agresji, choć
    gratuluję mu cienkiej ironii i bogactwa chwytów logicznych i polemicznych.
    Ale do ostatniego zdania czekałem na choć jedno słowo o prawie kobiety, a
    właściwie obojga rodziców - do podjęcia deczyji czy ma pojawić się dziecko.
    Ani słowa o znaczeniu świadomej decyzji, ani słowa o prawie do regulacji
    urodzeń - czyżby w Kościele nawet kalendarzyk zwany "papieską ruletką" uznany
    został za prawie-aborcję?
    Milczenie dla mnie wymowne, w czasie gdy nie tylko potępia się prezerwatywy i
    pigułki, ale wręcz eliminuje informacje na ich temat bądź lansuje bzdury - że
    powodując bezpłodność są przyczyną masowego spadku urodzeń w Polsce itd.
    Uwaga druga - jakoś z opiniami autora o "zjednoczonym froncie" w obronie życia
    kłóci się fakt, iż najbardziej radykalnymi przeciwnikami aborcji w Polsce są
    najgorliwsi zwolennicy przywrócenia kary śmierci.
    Urocze są odwołania do świata przyrody, solidarnosć autora z ekologami
    broniącymi nieurodzonych foczek, słoniątek, orlątek. Brak tylko motylków i
    kaczuszek. Ale ani słowa o "opakowaniu" - tej dorosłej już foce, którą można
    zabijać PRZED i PO - poza czasem, gdy spełnia swą właściwą misję, tj. jest
    żywym inkubatorem płodu. Oczywiście wielotonowa słonica też jest mniej
    wzruszająca niż maleńkie słoniatko...
    Zauważmy, iż w gruncie rzeczy tak samo jak orlice, nie istnieją w artykule
    kobiety - no, chyba jako egzotyczny obok Indian i innych dziwolągów dodatek do
    jakiegoś pochodu PRO LIFE...
    Jak widać - komentuję nie temat aborcji, ale tego, co zwykle ją poprzedza, zaś
    w artykule nie istnieje. Braku wiedzy o seksualności i jej związkach z
    późniejszym znajdywaniem dzieci w kapuście (nawet dosłownie - beczki na kapustę
    jako metoda kontrolowania liczebnosci rodziny!!!). Lekceważeniu przez
    niedojrzałych samców lub ograniczonych emocjonalnie, umysłowo - kobiety
    oraz "owoców miłości". Patrz - nowy bohater IV RP - którego zona zmarła z
    wycieńczenia (to nie metafora) rodząc mu kilkanaście dzieci. A on nawet nie
    pamięta, kiedy który bachor się urodził i do jakiej szkoły chodzi. Bo on lubi,
    gdy ma na to ochotę, bo on lubi bez gumki, bo mu szkoda pieniedzy na środki
    antykoncepcyjne dla niej. Bo jak żonę pochował - to miło byłoby gdyby zgłosiła
    się nowa kandydatka na Matkę-Polkę...
    Ojciec-Polak który zredukował zycie swoje i żony do ruchów posuwistno-
    zwrotnych, choć wykonywanych po Bożemu, bo bez gumki i do radosnego poczecia -
    z tuzina 2 dzieci chorych na białaczkę, kilku innych skierowanych do szkół
    specjalnych (podejrzewam nie wrodzone upośledzenie umysłowe, lecz spowodowane
    brakiem właściwej opieki).
    Obok aborcji, która dla osób o liberalnych pogladach bynajmniej nie jest
    sposobem na życie, lecz ostatnią szansą na życie matki, na zdrowie matki i
    dziecka, obok równie przeklętych prezerwatyw - stoją te beczki, leżą te
    niemowlęta po śmietnikach i krzakach, ustawiają się w szereg dzieci z góry
    skazane na zaniedbanie fizyczne, umysłowe i duchowe. Traktowane jak te foczki -
    urodziły się - to niech se żyją ile im się uda.
    Mamy też obok tak gorliwych obrońców zycia, iż chcieliby skazać na karę śmierci
    każdą kobietę i lekarza dokonujących aborcji również całe podziemie aborcyjne -
    od znachorskich metod, po profesorów zakazujących w szpitalach którymi
    zarządzają nawet badań prenatalnych, prywatnie zaś wybierajacych "mniejsze
    zło" - decydujących się na wykonywanie aborcji, bo przecież trzeba za coś nowe
    auto kupić...
    Miły więc autorze - trzymając różaniec w dłoni, a dłoń na sercu - powiedz mi,
    czy naprawdę także i dziś nie robi się wielu kobietom piekła na polskiej ziemi?
  • topolowka 30.11.06, 09:52
    sekwana2005 napisał:

    > Oczywiście znając inne wypowiedzi autora, nie spodziewałem się agresji, choć
    > gratuluję mu cienkiej ironii i bogactwa chwytów logicznych i polemicznych.
    > Ale do ostatniego zdania czekałem na choć jedno słowo o prawie kobiety, a
    > właściwie obojga rodziców - do podjęcia deczyji czy ma pojawić się dziecko.
    > Ani słowa o znaczeniu świadomej decyzji, ani słowa o prawie do regulacji
    > urodzeń (...) Miły więc autorze - trzymając różaniec w dłoni, a dłoń na
    sercu - powiedz mi, czy naprawdę także i dziś nie robi się wielu kobietom
    piekła na polskiej ziemi?

    Sekwana, bardzo slusznie napisalas. Tylko to ostatnie pytanie - retoryczne, jak
    rozumiem - jest zbedne. W Polsce znowu mamy pieklo kobiet.

    A znawcy macierzynstwa i rodzicielstwa w sutannach w kolko swoje: zycie poczete
    i zycie poczete. O kobietach ani slowa, bo kogo to obchodzi. Niech zachodza w
    ciaze, rodza na chwale narodu i kosciola katolickiego, i siedza cicho. Taka ich
    rola i maja ja przyjac z pokora. No, najwyzej sie moga pomodlic.

    Ksiadz Zieba dobrotliwie doradza szacunek dla zycia poczetego. Mozna miec
    pewnosc, ze trudy wychowania uposledzonego genetycznie dziecka ksiadz Zieba
    zniesie po mesku. Tym bardziej, ze beda to i dzieci - cudze, i ciezar - nie
    jego. On nas tylko pouczy, co jest godne i sluszne. Z wysokosci swojej ambony.
  • sekwana2005 30.11.06, 10:55
    Przyznam się, iż sekwana jest mężczyzną...
    Choc chyba z pewną dozą doświadczenia życiowego - i empatii
    Czasem ośmielam się zabierać głos na forach, usiłując posługiwać się rozumem,
    nie emocjami
    Tu jeszcze dyskusja nie rozwinęła się, ale zapewne będzie to kolejna
    monomachomachia - wojna między rzekomymi zwolennikami "cywilizacji smierci",
    uznającymi ludzkie prawo nie tylko do tego, czy pić-nie pić, ubierać modnie-
    niemodnie, wakacje spędzać nad morzem-w górach - ale i NIE MIEĆ-MIEĆ dzieci,
    TERAZ-PÓŹNIEJ, KOCHANE-BĘDĄCE WYNIKIEM BRUTALNEGO GWAŁTU, ZDROWE-SKAZANE na
    kilka miesięcy, lat okaleczonej, bolesnej egzystencji w szpitalach,
    przytułkach, ruderach...
    A co potrzebne?
    Po pierwsze - edukacja, po drugie - prawo do podejmowania decyzji czy mieć
    dziecko, po trzecie - możliwość korzystania z maksymalnie skutecznych i
    maksymalnie bezpiecznych środków regulacji poczęcia, po czwarte - w skrajnych
    przypadkach możliwość przerwania ciąży w jak najwcześniejszym jej okresie, gdy
    jest to dopiero garstka komórek niezdolnych do stwierdzenia "myslę, czuję -
    więc jestem", zanim urodzenie będzie większą tragedią niż zapobiegnięcie mu.
    A co do modnych zarzutów "relatywizmu moralnego" - ostatnio słuchałem wywiadu z
    panem Gosiewskim, iż tragedia w kopalni była tragedią dla PiS, bo utrudniła
    kampanię wyborczą a prawdziwą tragedią dla Polski jest groźba ponownej koalicji
    w Warszawie PO i lewicy...
  • mal111 30.11.06, 13:40
    Sekwano - dzięki za piękna, obszerną i budującą wypowiedź.
    Ojciec Zięba przepadł w moich oczach tym artykułem - w którym poniekąd odbiera
    prawo do zycia kobietom... Jak widac, wielu Tischnerów nie ma w polskim
    kościele...
    9 listopada w Warszawie kolejna pikieta za prawem do wyboru. Jeśli Sekwana nad
    Wisłą :-) to serdecznie zapraszam.



    Nie nas, panie Zięba, uczyć o wartości życia - tylko OD NAS wam się uczyć.
  • nick3 02.12.06, 00:12
    Biedny Boy, "nie znał badań naukowych":)

    Jakiż ten Boy przestarzały (a Kościół "nowoczesny" i "naukowy":)!

    Na przykładzie tego argumentu Zięby, widać najlepiej, że ten tekst jest dziełem
    retoryki kaznodziejskiej (tej "nowoczesnej", dominikańskiej:), a nie przykładem
    racjonalnego rozumowania.

    Bo cóż osłabiły te badania w argumentacji Boya? Przynajmniej w kwestii, o
    której mówi Zięba - nic.

    "Dowiodły, że w rozwoju zarodka nie ma żadnego radykalnego momentu przejścia"
    (cytuję z pamięci, ale oddając sens myśli Zięby)?

    Ależ to wiedziano i w czasach Boya! (Tyle, że to ani dziś ani wtedy niczego nie
    wnosiło do sprawy. Co dobrze pokazuje kontrargument "z łysiny")

    Gdybyż Zięba powiedział, że dowiodły, że funkcje świadomościowe rozwijają się u
    płodu wcześniej niż myślano, byłby to jakiś argument, który można by rozważać.

    Ale tego argumentu akurat Zięba nie używa.

    W obrębie jego tekstu powoływanie się na naukę pełni funkcję wyłącznie
    retoryczną (by nie rzec - demagogiczną).

    A swoją drogą to powoływanie się na naukowość w mowie współczesnych
    fundamentalistów dla przydania sobie "nowoczesności" jest ostatnio coraz
    bardziej urocze.

    Powołują się na nią (czysto werbalnie, oczywiście) fundamentalistyczni
    przeciwnicy teorii ewolucji ("Teoria Inteligentnego Projektu":)) oraz
    tropiciele diabła w homeopatii.

    (A tak swoją drogą, mam pytanie do wielebnego Praedicatora. Jak to w końcu jest
    z tą obroną "słoniątek"? Kościół się do niej przyłącza - jak można by
    wnioskować z jednego passusu tekstu? Czy jednak pozostaje ona "aberracją" - jak
    czytamy w innym - gdzie kaznodzieję poniosła pobożna awersja do ekologów?

    Skądinąd jest to stara jak świat taktyka Kościoła. Postponować hasła ideowe
    swoich przeciwników tak długo, jak sie da. A gdy jednak zwyciężą w powszechnym
    odczuciu moralnym - przypisać je sobie.

    Tak było np. z Prawami Człowieka. Któż dziś wie, że przez cały XIX wiek i
    początek XX-ego idea ta była piętnowana jako bluźnierstwo?

    "Bądźcie łagodni jak gołębie i przebiegli jak węże.":)
  • discourseur 30.11.06, 15:02
    to nie prawo. to wyrok...
  • etienne_jacques 30.11.06, 09:47
    "Ten lęk "oświeconego rozumu" może jeszcze się wzmóc, jeżeli zostaną kiedyś
    przeprowadzone poważne systemowe badania nad "syndromem postaborcyjnym". To
    nader częste zjawisko udręk psychicznych pojawiających się u kobiet niekiedy
    zaraz po dokonanej aborcji, a czasami dopiero parędziesiąt lat później. W
    świadomości opinii publicznej zjawisko to wciąż nie istnieje."
    Caly artykul jest absurdalny ale ten watek to juz jest szczyt absurdu. Przeciez
    w polskich mediach ciagle bombarduje sie ludzi informacjami o tak zwanym
    syndromem postaborcyjnym. A pomija sie fakt, ze badania na ten temat zostaly
    przeprowadzone i niw wykazaly istnienia czegos takiego. To jest wlasnie sprytny
    pomysl fundamentalistow religijnych, takich jak Zieba, ktorzy tworza pozory
    naukowosci dla swoich zideologizowanych pogladow. Ale Zieba nie przyjmuje tego
    do wiadomosci i oczekuje, ze w koncu ktos dowiedzie, ze cos takiego istnieje.
    Wyjatkowo obludna postawa pod pozorami logicznego rozumowania. Zreszta jak
    zwykle w wypadku tego autora. Najniebezpieczniejsza, bo zawoalowana postac
    fundamentalizmu.
  • benek231 04.12.06, 16:29
    dalszy.
    Czarownicy w murzynskich plemionach takze implantowali caly szereg lekow i
    strachow w glowkach swych plemiennych braci, by z uzyciem tych strachow
    umiejetnie bracmi manipulowac.
  • tezas 30.11.06, 12:02
    >nie poda granicznego momentu "przejścia" zygoty w osobę. Z czego logicznie
    > wynika, że należy chronić istnienie zygoty od samego początku
    Walkowane 1000 razy. Nikt tez np. nie poda granicznego momentu "przejscia"
    faceta z wlosami w lysego (po utracie 10 wlosow? 1000? 10000? 10001?)).
    Stosujac logike autora oznacza to, ze lysy byl lysy od samego poczatku, jeszcze
    z pelnym owlosieniem.

    NB gdyby przeciwnikom prawa do aborcji naprawde tak zalezaloby na jej
    ograniczeniu (trzeczywistym, nie formlnaym) zadbaliby o prawdziwa oswiate
    seksualna i powszechnosc skutecznych srodkow anty. Oczywiscie tego nie robia,
    po prawdziwym celem jest narzucenie innym przez przymus prawny swych pogladow.

    ---------------------------------
    Jaroslaw Kaczyński, 2005: "W żadnym wypadku nie zostanę premierem, jeśli mój
    brat Lech wygra wybory prezydenckie."
  • ewaizabela 30.11.06, 15:03
    Oczywiscie nie oczekuje od pana Zieby glebszego wnikniecia w problem.
    Powolywanie sie na przeterminowanie liberalizmu, bowiem byl on aktualny w epoce
    Boya-Zelenskiego, jest jednak po prostu smieszne. Problem prawa do aborcji
    powinien buc rozstrzygniety na podstawie wnikliwej obserwacji rzeczywistosci, a
    nie na podstawie religijnych przekonan i uzupatorskich zawlaszczen uniwersalnej
    racji.
  • charlie11 30.11.06, 16:17
    no i do czego prowadzi nas ta "wnikliwa obserwacja rzeczywistosci"? do tego, ze
    ludzie staraja sie nie byc opdowiedzialnymi za swoje dzialania? I o
    jakich "uzurpatorskich zawlaszczeniach" mowisz? O tym , ze ktos nazywa zlo
    zlem? A moze aborcja wg ciebie jest dobrem?
  • japolak 01.12.06, 11:39
    Czy dochodzi do nadużyć z powołaniem się na Stary i Nowy Testament?
    Ta starsza księga, wspólna dla Żydów, chrześcijan i muzułmanów decydowała (Bog
    tak chciał), iż jeśli umrze mąż, jego brat ma wdowę wziąć za żonę - choćby
    piątą czy piętnastą.
    Ale był taki facet sprzeciwiajacy się boskim wyrokom i nie chcąc mieć
    dodatkowych spadkobierców, naruszył boskie przykazania i nawet uprawiając seks
    z przymusową żoną - "nasienie spuszczał na ziemię".
    W ramach uzurpatorskich naduzyć stał się niejaki Onan "patronem" zupełnie
    czegoś innego, zwanego onanizmem od jego imienia. Jeszcze kilkadziesiąt laat
    temu karanym więzieniem - a nastolatków straszono iż takie zabiegi powodują
    choroby psychiczne,obumieranie mózgu itd...
    Zdaje się, iż kościół dziś nie traktuje stosunku przerywanego za karygodną
    aborcję...
    Podobnie selektywnie z Biblii zalecane są, przemilczane lub zniekształcane inne
    zapisy.
    Sam zaliczam się do promila polskiego społeczeństwa - bo czytałem Stary i Nowy
    Testament. I nie tylko - z ksiąg indyjskich bardzo spodobało mi sie
    stwierdzenie inne niż w naszej kulturze "nie uprawiaj seksu, krzywdzącego
    innych". Czy się to różni od narzucanych nad Wisłą opinii "nie uprawiaj seksu
    bez celu rozmnażania się"? Wolę Hindusów, od naszej rodzinnej i urzędowej
    przemocy...
  • rkcb 30.11.06, 20:10
    Kolejny fundamentalista chcący narzucić innym swój system wartości. Przecież
    nikt nie przeszkadza wierzącym nie poddawać się aborcji i rodzić niepełnosprawne
    i niechciane dzieci pochodzące z gwałtu. Ale dlaczego ci którzy/które nie chcą
    się podporządkować się szantażowi fundamentalistów i nie chcą żyć według
    wskazówek jakiś szamanów wierzących w bajki są do tego zmuszani? Kościół znany
    jest z tego, że wyżej stawia zlepek komórek niż w pełni ukształtowany organizm i
    będąc patriarchalną instytucją broni interesów genetycznych gwałcicieli
    stawiając je ponad interes matek. To może pięknie brzmi: ...walczymy z
    cywilizacją śmierci... ale wystarczy się chwilę zastanowić co tak naprawdę się
    pod tym kryje - instytucjonalne propagowanie przemocy, popieranie gwałcicieli i
    traktowanie kobiet jako osoby drugiej kategorii. Obrzydliwe.

    ---
    777 - nowy ulepszony szatan.
    ramoneska.blox.pl/html
  • kasjan69 02.12.06, 11:01
    Autor z uporem powołuje się na odkrycia współczesnej nauki, które –jego
    zdaniem -powinny radykalnie zmienić nasze podejście do problemu aborcji. Nie
    bardzo jednak rozumiem jakie fakty naukowe mogłyby zachwiać dość mocno w
    społecznej świadomości zakorzenioną intuicją moralną mówiącą nam, że nie mamy
    żadnych obowiązków moralnych wobec bytów nie posiadających świadomości (umysłu,
    jaźni itp., choćby namiastek życia duchowego w najszerszym tego słowa sensie.).

    Ponadto nurtuje mnie jeszcze jedna kwestia. Jeżeli życie ludzkie kończy się w
    momencie śmierci mózgu (definicja śmierci mózgowej), to logicznie powinno się
    przyjąć, że rozpoczyna się ono w chwili pojawienia się układu nerwowego. Jeżeli
    natomiast miało by się zaczynać wraz z zaistnieniem pierwszej komórki z ludzkim
    DNA, również za śmierć człowieka
    trzeba by uznać "śmierć" ostatniej jego komórki. Dlaczego np. ludzkie zarodki
    mamy traktować inaczej niż organy do przeszczepu, pierwsze uznawać za istoty
    ludzkie, drugie za ... no właśnie, medyczny materiał? Przecież przynajmniej w
    teorii -jak udowadnia współczesna genetyka -z każdej zwierzęcej, a więc i
    ludzkiej komórki (dokładnie jej jądra) rozwinąć może się cały organizm
    (przykład owcy Dolly).
  • magdusr99 02.12.06, 17:38
    Przeslanie tekstu to ochrona zycia to calkowity zakaz aborcji, wszak Kosciol
    nie lubi kompromisow! Ale zycie nie jest czarno biale. Co jezeli ciaza grozi
    zyciu kobiety? Co jezeli dziecko ma sie urodzic uposledzone i cale zycie byc
    skazane na cierpienie? Mam swietny pomysl. Niech Kosciol wyznacza ksiedza
    ktory bedzie decydowal czy dokonac aborcji czy nie w takich wypadkach ale
    bedzie potem ponosil konsekwencje swojej decyzji: wychowywal i utrzymywal
    dziecko bez matki, opiekowal sie jako prawnie zobowiazany opiekun nieuleczalnie
    chorym/uposledzonym dzieckiem (a potem doroslym). To oczywiscie zart, ale
    probuje pokazac ze nie mozna tylko ideologicznie narzucac innym wyboru bez
    zadnej odpowiedzialnosci i konsekwencji.
    Druga sprawa to srodki antykoncepcyjne. Nie ma ciazy nie ma aborcji, niby
    proste. Wiec zeby te kobiety ktore i tak usuna ciaze (przeciez zawsze takie
    beda) nie musialy jej usuwac ulatwmy dostep do srodkow antykoncepcyjnych. O ile
    mozna sie teoretycnie zgodzic ze zygota to juz czlowiek, to plemnik ani komorka
    jajowa na pewno nim nie jest.
    Rozumiem ze Kosciol twierdzi ze plemnik to jednak zycie i nie mozna go zabic.
    No to skoro tak ortodoksyjnie podchodzi do sprawy dlaczego nie broni zwierzat?
    Wszak przykazanie mowi wyraznie: nie zabijaj! Czy precyzuje ze tylko ludzi? A
    moze tylko ludzie "zyja" a zwierzeta "egzystuja"?
    I ostatnia sprawa. Nakaz rodzenia po ciazy bedacej wynikiem gwaltu to w pewien
    sposob zgoda na gwalt. Kosciol katolicki broni plemnika a godzi sie na gwalt!!
    Pozdrawiam wszystkich ktorzy potrafia pisac na forum bez inwektyw.
  • sumer55 02.12.06, 18:26
    dla wszystkich!! Jest dla p. Zięby. Dla mnie nie jest!! Zygota to zygota (zbiór
    komórek) i daleko temu do człowieczeństwa. W dalszym ciągu twierdzę, że nie
    chodzi o aborcję, etc tylko o nieuprawniony wpływ KK na sprawy polskie. Zawsze
    mnie bawi jedno: wg KK 9xx,yy% Polaków to katolicy. Niech do ciężkiej cholery
    sami stosują się do reguł i zasad jakie określa KK (wersja polska). Pozostałe
    100%-9xx,yy% obywateli zostawcie w spokoju ich własnej odpowiedzialności. A może
    część tych 9xx,yy% wcale nie podziela poglądów KK polskiego??
  • krzys52 03.12.06, 04:24
    Katolicki fundamentalizm?

    A cóż by innego?

    >>
    W tym momencie oświecony liberał jest już w domu. Katolicki duchowny powołuje się w publicznej
    debacie na autorytet Papieża - oto kolejny przykład dominacji "konkretnej grupy wyznaniowej" w życiu
    publicznym naszego kraju. Nie potrzeba już dyskutować.>>

    Czyżby? Liberał nigdy nie ucieka od dyskusji. Problem w tym, że dyskutowanie z takim Ziębą to tak jak,
    za komuny, dyskutowanie z jakimś aparatczykiem, który ma rację z definicji; ta odzwierciedlona jest w
    prawie; a cały system służył do ochrony racji tegoż aparatczyka - bez wyględu na pokraczność i
    niedorzeczność argumentów. Zięba to ślepy i głuchy apologeta reżymu ( nie wspominając o Doktrynie )
    Zięba przepoczwarzył się właśnie w kolejnego kłamczucha, posiadającego komfort olewania inaczej
    myślących - on ich także nie słyszy. Nie trzeba bowiem powoływania się katolickiego duchownego na
    autorytet papieża by móc zdać sobie sprawe z dominacji kk w życiu publicznym naszego kraju. Zięba
    usiłuje zafałszować rzeczywistość - rzuca piaskiem w oczy,


    >>
    Na fundamentalizm nie ma ratunku. Oświecony liberał przecież wie, że "liberalnym, oświeconym
    rozwiązaniem" jest powszechna niczym nie obwarowana dostępność aborcji.>>

    Liberalne rozwiązanie jest dobre z uwagi na interes kobiety, a nie wyłącznie dlatego, że jest dobre,
    gdyż liberalne - co usiłuje sugerować szujowata Zięba.

    >>
    Ponieważ jest to fakt bezdyskusyjny, obecny kształt ustawy o ochronie życia nie jest dlań wynikiem
    społecznego konsensusu i zbudowanego wokół owego konsensusu kompromisu prawnego, co z
    absolutną jasnością pokazują choćby wyniki badań opublikowanych w tym samym numerze "Gazety
    Wyborczej" ("Polacy przeciw aborcji"). >>

    Pewnie dlatego, że ten "społeczny konsensus" osiągnęli "oni" z "nimi", czyli biskupi z biskupami. To
    było najbardziej skrajne przegięcie na jakie, wowczas, mogli sobie pozwolić. Dziesięć lat temu. próba
    pójscia dalej skończyłaby się niepowodzeniem wszelkich restrykcyjnych zakusów - stąd ten
    "kompromis".
    Trzeba wielkiej pogardy dla człowieka by móc - kłamiąc - liczyć na aż tak krótką jego pamięć.

    Dalszy ciąg jest odwróceniem kolejności rzeczy, albowiem wcześniejszy "społeczny consensus"
    podpiera Zięba poźniejszymi (o 10 lat) badaniami. Jak było 10 lat temu - niektórzy jeszcze pamiętają:
    wściekła nagonka kleru i religijnych świrów, wiernopoddańcza rezygnacja komuny z "iluzorycznych
    wartości", w zamian za możliwość uchronienia wartości bardziej namacalnych (głów i portfeli), oraz nie
    mniej wiernopoddańcza postawa "wolnej" już prasy wysokonakładowej. Z przeprowadzanych wówczas
    badań OP wynikało, iż komunistyczne prawo cieszyło się poparciem 63procent respondentów,
    Zięba to podły kłamca - katolickim środowiskom akademickim, katolickim intelektualistom, katolickiej
    inteligencji, gratuluje zatem duchowego opiekuna. Udał się wam. Tyle, że - co jakże wyraźnie widać -
    on sam nie ma najwyższego mniemania o waszym intelekcie,,,

    >>
    Obecna ustawa aborcyjna jest dla liberała utrzymywaniem "kuriozalnego stanu rzeczy", który stawia go
    "przy ścianie". "Jak daleko - pyta prof. Sadurski - państwo polskie gotowe jest nadać dogmatom
    religijnym sankcję prawną?>>

    To państwo wyznaniowe ustawiło liberała pod ścianą - restrykcyjna ustawa antyaborcyjna to tylko
    rodzona córka swego państwa. Jeszcze jeden kaganiec - jeszcze jedna smycz. Pytanie Sadurskiego. jest
    więc uprawnione.

    >>
    Jest to jednak ułatwianie sobie zadania w dyskusji. Ewangelia bez wątpienia uwrażliwia na wartość życia
    ludzkiego, jednak argumenty katolików w publicznej debacie nie muszą się odwoływać do religijnej
    motywacji. W marszu "Pro life", w którym uczestniczyłem w Waszyngtonie, szliśmy razem z tysiącami
    protestantów różnych denominacji, z Żydami, buddystami, grupami feministek(!) i ateistami(!), z
    Indianami i wyznawcami Hare Kriszna.>>

    Ale ten marsz "Pro life" odbywał się w kraju, w którym - jak w całym cywilizowanym świecie -
    obowiązuje liberalne prawo aborcyjne. Kobieta nie ma w tym świecie noża przystawionego do gardła a
    obcej łapy zapuszczonej w krocze. Podporządkowywanie siłą, "dla dobra podporządkowywanych", to
    typowa cecha katolickiego świata.

    Jeśli kk uzna, że człowiek - z uwagi na potencjał - tkwi już w jajeczku i nasieniu, to od tego momentu
    będzie Zięba zaciekle bronił prawa do życia... spermy. Tak jak teraz, za swym kłamliwym papieżem,
    usiłuje zygotę wynieść do rangi osoby, A kościelne świry domagać się będą stworzenia instytucji
    Nadzorców Życia w Doktrynie, ktorych zadaniem będzie dopilnowywanie by chłopcy sypiali z rączkami
    na kołderkach. I będzie można próbować przemawiać im do rozsądku z takim jak teraz skutkiem - z
    uwagi na brak tegoż rozsądku.

    Zygota to jeszcze nie człowiek. Kobieta z niechcianą zygotą w brzuchu to człowiek.




  • krzys52 04.12.06, 00:00
    >>
    Dlatego na sympozjum "Prawo do życia" w 1987 r. Jan Paweł II powiedział (a potem zacytował ten tekst
    w encyklice "Evangelium vitae"): "jeżeli Kościół stwierdza, że bezwarunkowe poszanowanie prawa do
    życia każdej niewinnej osoby od poczęcia do naturalnej śmierci jest jednym z filarów każdego
    cywilizowanego społeczeństwa, to pragnie po prostu przyczynić się do budowy państwa o ludzkim
    obliczu". Obrona życia jest dla Papieża podstawowym zadaniem, które czyni świat bardziej ludzkim,
    jest obroną humanizmu, obroną ludzkiej godności. Prawo do życia wcale nie jest "religijnym
    dogmatem", ale najbardziej podstawowym i posiadającym uniwersalny zasięg prawem człowieka.>>

    Niezły cudak z tego papieża, skoro aż specjalne prawo było według niego niezbędne, po to, by mogło
    mieć miejsce to co miało od zarania dziejów ludzkości - zupełnie bezprawnie, okazuje się.
    Dla Zięby papież Wojtyła to niewątpliwie prawie najwiekszy guru, jednakże nie powiedziałbym tego
    samego w odniesieniu do cywilizowanego świata zachodniego. Ten w większości, i na złość Wojtyle, nie
    wynosi zygoty do rangi osoby - tylko i wyłącznie z tytułu posiadania przez zygotę "kompletu genów". A
    czy ów "komplet genów" w dwu częściach, czyli przed skompletowaniem się, w jakiś zasadniczy sposób
    różni się od samego siebie, tyle że o pięc minut starszego?

    Ja doskonale rozumiem, że wymóżdżonym parafianom może kapłan wcisnąc do łepetyn każdy
    idiotyzm. Po to w końcu formował ich właśnie tak - by móc wcisnąć w łepetyny cokolwiek według
    własnego uznania i nie słyszeć żadnego mrumru. Pytanie tylko dlaczego oczekuje i ode mnie akceptacji
    powyższego stanu rzeczy?

    Stała się we wszechświecie rzecz wzniosła i zarazem piękna bo właśnie, pięć minut temu, doszło do
    skompletowania się genów obydwu połówek. A co Bog złączył tego człowiek niech nie rozłącza. Znacie
    tę bajeczkę? No to posłuchajcie. Bo identycznie uzasadniana była (a moze i jest nadal) nierozłączalność
    małżenstwa. Para stawała się jednościa gdy tylko zawarła ślub przed ołtarzem - do naturalnej śmierci.
    To doniosłość momentu złączenia, przed Bogiem, konstytuowała wystarczające uzasadnienie
    nierozłączalności.
    Wniosek z tego nastepujący: nadawanie wysokiej rangi symbolicznej pewnym zjawiskom i ceremoniom
    może być samo w sobie dobre, ale wyłącznie gdy wagi i doniosłości tych momentów ma dotyczyc.
    Zmuszanie do pozycia wbew woli małżonków - "dla dobra sprawy" - mamy już na szczęście za sobą.
    Podobnie z embrionem czy/bądź zygotą, której prawo do życia niekoniecznie oznaczać musi jego
    bezwarunkowy nakaz - jak by chciał Wojtyła. Kobieta także ma prawo, przy czym bardzo często to
    właśnie ona jest ową niewinną osobą. Prawo kobiety do szczęścia znacznie ważniejsze jest od
    mikroskopijnej wielkości substancji biochemicznej. Ta prawo do życia uzyskuje gdy tylko chce tego
    kobieta - nie jakiś Wojtyła. Chyba, że ów sam zajdzie w ciążę.

    Jak na razie "prawo do życia" jest w Polsce religijnym dogmatem, który uzyskał sankcję prawną.

  • krzys52 05.12.06, 05:25
    >>
    Niepokój oświeconego rozumu

    Oświecony umysł po prostu wie, jaki jest obiektywnie najlepszy stan rzeczy. Dlatego, gdy Kościół
    apeluje o radykalne ograniczenie kary śmierci, to jest "postępowy". Jeśli jednak chce chronić życie
    ludzkie już od poczęcia, staje się "wsteczny". Co prawda na chwilę może znów stać się "postępowy",
    apelując o zaprzestanie okrucieństwa wobec zwierząt (pomagając np. ochronić nienarodzone słoniątka
    czy orlęta), ale w "oświeconym umyśle" pozostaje niepokój. Ten niepokój każe mu wyszukiwać
    popierające jego poglądy cytaty ze starożytnych czy średniowiecznych katolickich tekstów (cytowanych
    najczęściej z drugiej ręki i wybiórczo) albo pomaga w odnalezieniu jednego czy dwóch współczesnych
    teologów głoszących podobne doń tezy. Takie cytaty nie są jednak próbą budowy pomostów. Są raczej
    efektem niepokoju, gdyż powyrywane i powykręcane pojedyncze zdania nie są argumentem dla ludzi
    wierzących, a - ze swej natury - nie są też żadnym argumentem dla "oświeconych umysłów".>>

    No tutaj Zięba jakby zapamiętal się w bredzeniu. Co ma do prawa kobiety o do decydowania o własnym
    brzuchu okrucieństwo wobec zwierząt, bądź ochrona ginących gatunków(?) A może to tylko zwykła
    klesza perfidia sugerująca, że kk mógłby równie dobrze nie wypowiadać się na wyżej wymienionych
    płaszczyznach? No więc niech spróbuje nie włączyć się w ruch przeciwko okrucieństwu bądź na rzecz
    ginących gatunków. Czyżby sugerował Zięba, że może to kk uczynić?

    Kościół katolicki zawsze był skrajnie konserwatywny, przez co zawsze wsteczny. Cóż w tym dziwnego,
    że wsteczniactwo jest mu wypominane? Czyż nie taka jest jego natura - by trwac w tradycji jak tylko
    można najdłużej?
    "Oświecony liberał" nie buduje sobie stanowiska na sprawę w oparciu o pogląd kk - ma on swoje
    własne zdanie. Jeśli zbiega się ono z podobnym podejściem kk to jest to powód zadowolenia
    (wspomniane zwierzęta). Jeśli natomiast kk nie jest z nami i kontynuuje wsteczniacki marsz to raczej
    trudno nazwać go wtedy postępowym (aborcja czy kondomy). Wydawało mi się, że to oczywiste.
    Tymczasem klecha zyczyłby sobie nieograniczonego poparcia i zachwytów na calej linii. Tylko dlatego,
    że czasem jest nam po drodze.


    >>
    Niepokój oświeconych liberałów jest jednak racjonalny i ma swe uzasadnienie w rzeczywistości.
    Przynajmniej w kwestii aborcji. Rozwój genetyki, badań prenatalnych oraz medycyny prenatalnej w
    znaczący sposób zmienił naszą wiedzę o początkach ludzkiego życia. Zaś uwrażliwienie na niezbywalną
    godność człowieka zmienia naszą mentalność, poszerza zakres odpowiedzialności i współczucia.
    Znajduje to swój wyraz w sondażach - poparcie dla aborcji i prawa do aborcji powoli, lecz
    konsekwentnie maleje. Młode pokolenie jest bardziej przeciwne aborcji niż generacja ich rodziców i
    dziadków.>>

    Dla mnie nie są te przewartościowania niczym zaskakującym - spodziewałem się tego 10 lat temu.
    Indoktrynowane przez kk dzieci już w przedszkolu podsuwane mają pod noski obrazki z ociekającymi
    płodami, a w główki wtłaczaną znaną informację: bądź przeciwny aborcji albo pójdziesz do piekła
    (twoja siostrzyczka i twoi rodzice też).

    Wiedza na temat naszego rozwoju niewielki ma wpływ na postawy "oświeconych liberałów". Oni, w
    przeciwieństwie do wymóżdżonych parafian widzą w tym wszystkim także kobietę. A jeśli skrzywdzoną
    to tym bardziej uprawnioną do zdecydowania o losach własnej ciąży. Parafianin-psychopata
    zaprogramowany jest na dostrzeganie wyłącznie płodu oraz odrzucanie wszelkich racji, które nie są
    zbieżne ze stanowiskiem kleru.

    Chyba i tym razem łatwiej będzie panu rozpalić stosy, dominikaninie Zięba.

  • krzys52 06.12.06, 15:18
    >>
    Badania pokazują także (nie tylko w Polsce, parę lat temu biadał nad tym zjawiskiem "New York
    Times"), że kobiety wyraźnie częściej od mężczyzn są przeciwne aborcji, co jest nader niewygodne dla
    niektórych zagorzałych feministek. Ten lęk "oświeconego rozumu" może jeszcze się wzmóc, jeżeli
    zostaną kiedyś przeprowadzone poważne systemowe badania nad "syndromem postaborcyjnym". To
    nader częste zjawisko udręk psychicznych pojawiających się u kobiet niekiedy zaraz po dokonanej
    aborcji, a czasami dopiero parędziesiąt lat później. W świadomości opinii publicznej zjawisko to wciąż
    nie istnieje.>>

    Jesli opinia publiczna zostala przedtem starannie zindoktrynowana to w jej swiadomosci zjawisko to
    istnieje tym wyrazniej im staranniej ziostala zindoktrynowana.
    To oczywiste, ze kobiety beda czesciej przeciwne, ale generalnie rzecz biorac. One wiedza, ze aborja to
    nic dobrego dla ich organizmow. Gdy jednak przejsc do suwerennosci kobiet w tym zakresie, i
    odpowiednio przedstawic problem, to okaze sie ze rozpatrywany przypadek po przypadku szala
    przechylac sie bedzie w strone zwolenniczek prawa do samostanowienia. Co ciekawe ich wczesniejsze
    generalne stanowisko nie ulegnie zasadniczej zmianie. Generalnie beda porzeciwne bo zawsze mysla o
    tych innych kobietach, ktore kto wie czy nie naduzyja prawa. Ole tylko te inne...

    Kobiety nie oglupione przez kk i podejmujace w pelni swiadoma i wywazona decyzje o aborcji zadnych
    syndromow nie maja.

    >>
    Oświecony umysł zbytnio się jednak nie interesuje takimi faktami, a nawet je ignoruje, ponieważ wie,
    co jest najlepsze, fakty nie są mu potrzebne. Ciemności oświeconego rozumu wciąż spowijają Europę.
    Zresztą nie tylko Europę. Gdy przed paroma laty prof. Wisła Surażska wysłała do renomowanego
    amerykańskiego czasopisma raport ze swoich badań dowodzący, że Kościół w Polsce sprzyja
    budowaniu demokracji, otrzymała odpowiedź, że artykuł nie zostanie wydrukowany, ponieważ
    wiadomo, że Kościół katolicki nie sprzyja budowaniu demokracji. Fakty długo można ignorować. Nie
    można jednak czynić tego bez końca. Wszystko zatem wskazuje, że są to ostatnie linie obronne
    oświeconego rozumu.>>

    A Zięba myślał, że Amerykanie są w ciemię bici skoro otwarcie nie krytykują tej "Polskiej demokracji".
    Kto jak kto ale oni bardzo dobrze wiedzą co nazywa się demokracją, co systemem łacińskim, a co
    państwem kryptowyznaniowym. Potrafią być przy tym wyrozumiali i cierpliwi. Wiedzą, że i Washington
    nie od razu zbudowano.
  • princealbert 04.12.06, 16:25
    "nikt, nigdy i w żaden sposób nie poda granicznego momentu "przejścia" zygoty w
    osobę. Z czego logicznie wynika, że należy chronić istnienie zygoty od samego
    początku".

    Dla mnie logiczne jest inne rozwiazanie. Skoro granicznego momentu nie da sie
    ustalic naukowo, nalezy go wyznaczyc arbitralnie - przepisem prawa.

    Dla mnie fundamentalizmem jest obrona zycia (definiowanego wg. katolickich
    norm) za wszelka cene. Wedlug takiego ujecia eutanazja a nawet samobojstwo tez
    powinny byc ustawowo zakazane.
  • adrem63 06.12.06, 22:27

    O. Zięba z typowym dla ludzi nawiedzonych brakiem jakichkolwiek wątpliwości w
    sprawie aborcji stara się za pomocą różnych wybiegów „uziemić” inaczej
    myślących. Dzisiaj to już metoda całego KK.

    Zastanawiać powinno jednak dlaczego Kościół, który z takim zaangażowaniem
    ustanawia i broni prawa zygoty, a obecnie jak słyszę również praw morderców,
    jakoś słabo występuje przeciwko wojnie, zwłaszcza wojnie prewencyjnej,
    interwencjom zbrojnym dla zabezpieczenia interesów finansowych lub politycznych
    w wyniku których giną setki tysięcy ludzi, a miliony na całym świecie.
    Dlaczego nie walczy o redukcję zbrojeń, zakaz produkcji uzbrojenia przez
    producentów prywatnych i ograniczenie handlu środkami zagłady.
    To przecież nie „broń” się produkuje, produkuje się środki do zabijania ludzi,
    w tym dzieci,albo okaleczania ich na całe życie.

    Uważam też, że angażowanie się KK w wojsku i parady wojskowe w kościele są nie
    na miejscu bowiem wojsko służy zabijaniu niewinnych ludzi, a kościół rzekomo
    walczy o życie ludzkie.

    Wywody o. Zięby nie zawierają również zachęty do krzewienia kultury seksualnej
    i planowania rodzin przy zastosowaniu powszechnym środków antykoncepcyjnych co
    mogłoby zmarginalizować cały problem aborcji – ciekawe dlaczego.
  • xxx131 06.12.06, 23:26

    Mówisz że KK, nie jest przeciw wojnie, a jest. Na pewno bardziej niż zydowcy fundamentaliści z Izraela, którzy pociągneli USA do wojny.
    Oczywiście, jak wojna ma charekter wojny sprawiedliwej, trzeba ją poprzeć, ale teraz przy rozwoju techniki można inaczej zwalczać wrogów niż bombami w cywilów (ale pewnie niektórzy nie chcą znać takich sposobów).
    Pamietajmy że, jedno z pierwszych ludobójstw popełniono w Wandei na tamtejszej ludności przez jakobinów, twórcom rewolucji francuskiej (która zapoczątkowała kulturę seksualna - kulturę przemocy, łamania wszelkich norm itd.), więc lewicowcy nie powinni się wymądrzać.
    Zresztą jak w cywilizowanym świecie gdzie nie każdy ma prawo do życia, tylko wybrani, to jak cywilizony świat ma pomóc "trzeciemu światu"? Przymusową kastracją mężczyzn czy lichwą od Banku Światowego?
  • adrem63 07.12.06, 13:02
    Nie przesadzasz przypadkiem z tą rewolucją francuską, „która zapoczątkowała
    kulturę seksualną” ?
    > więc lewicowcy nie powinni się wymądrzać.
    Gdyby po „dokonaniach” w czasach przeszłych oceniać kto ma prawo się wymądrzać
    to okazałoby się, że wszyscy powinni siedzieć cicho z KK na jednym z czołowych
    miejsc.
    Niech każdy się „wymądrza” kto ma coś istotnego do przekazania.

    > Mówisz że KK, nie jest przeciw wojnie, a jest.

    Czytaj uważniej !
    Nie piszę, że KK nie jest przeciw wojnie tylko, że jego w występowanie
    przeciwko niej oceniam jako słabe w porównaniu np. do zaangażowania się w
    obronę praw zygoty.
    Wiem, że JPII wypowiadał się przeciw wojnie np. w Iraku, ale widzę brak
    istotnego zaangażowania się KK w proces przebudowy mentalności ludzi, którzy
    jeszcze zbyt często
    traktują wojnę jako zło konieczne, albo nawet jako przedsięwzięcie którym można
    coś
    pozytywnego załatwić.
    Takie zaangażowanie się Kościoła mieściłoby się doskonale w projekcie walki z
    „kulturą śmierci”.

    Ja jak większość ludzi uznaję jeszcze kategorię wojny sprawiedliwej, ale uważam
    że należy uczynić wszystko, aby stopniowo ograniczać ten cały wojenny i
    okołowojenny byznes.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka