Dodaj do ulubionych

W obronie konstytucyjnych praw

15.02.07, 08:04
W obronie konstytucyjnych praw
Doc.Dr.Krisztina Morvai: W nocy 20 września w stolicy odbywała się regularna
nagonka na ludzi

Niedawno pióra red. Károlya Bán, pod tym tytułem popularna węgierska
gazeta „Helyi Théma“ opublikowała wstrząsający wywiad z profesorką prawa
karnego Uniwersytetu im. Lóránda Eötvösa w Budapeszcie, Doc.Dr.Krisztiną
Morvai. Znana węgierska opozycyjna prawniczka jest Współprezesem Cywilnego
Komitetu Prawnego, który badał policyjny bandytyzm, który miał miejsce w
Budapeszcie w dniu święta narodowego 50-lecia wybuchu antybolszewickiej
Rewolucji 1956 roku, kiedy prowokatorzy policyjni (takich
bandytów „policjantami“ nazywać nie można, do nich pasuje raczej o wiele
trafniejszy przyimek „hitlerowski gestapowiec“, „stalinowski
enkawudowiec“, „wymiotek Swobodana Miloszewicza“, czy też „eksbolszewicki
terrorysta“) najpierw w cywilnym przebraniu prowokowali, do oporu podjudzali
świętujący tłum, a następnie wkraczali do akcji ich nielepsi umundurowani
współprzestępcy, nie posiadający na swoich mundurach absolutnie żadnych
przepisowych numerów i znaków rozpoznawczych. Niezidentyfikowani bandyci w
nibypolicyjnych mundurach, prowadzili iście gestapowską nagonkę na bogu ducha
winnych bezbrodnych przechodniów oraz uczestników uroczystego wiecu
opozycyjnej partii FIDESZ, dotkliwie pobijając i raniąc ich, a nawet wielu
niwinnym wybijając oko. Bestialsko katowali leżących bezwładnie na ziemii
bezbronnych, strzelali do bogu ducha winnych, spokojnych i speszonych
przechodniów: do dzieci, starców, księży, turystów — obcokrajowców,
zakochanych będących na randce, kobiet karmiących niemowlę, matki z dzieckiem
na ręku czy pchających wózek, beztrosko świętujących staruszków — świadków
pamiętnych dni, oraz zupełnie obojętnych przechodniów i gapowiczów, którzy o
niewłaściwym czasie znaleźli się w niewłaściwym miejscu. Również Polaków —
bohaterskich uczestników Poznańskiego Czerwca 1956 i beztroskich i wzniosłych
dni solidarnościowego tryumfu początku lat osiemdziesiątych, który na Węgry
przyjechali świętować do Bratanków. Wszystko to przypominało raczej sceny z
hitlerowskich łapanek i bestialskich pacyfikacji w okupowanej Warszawie.
Bezprzykładny skandal, któremu Unia powinna wreszcie w radykalny sposób
położyć kres! Jedno jedyne określenie pasuje do tych cynicznych bandytów
Premiera Ferenca Gyurcsánya: moralnie zepsuci faszystowscy terroryści,
zagrażający całej Europie, praworządności i demokracji! Tacy sami bandyci,
jak ich chlebodawca, bo nie tylko bardzo wielu-wielu naocznych świadków, ale
także miliony telewidzów stwierdziło, że genezę tego bezprzykładnego
bandytyzmu wywołały te zamieszki, które miały miejsce kilka dni wcześniej,
kiedy „spontanicznie“ zajęto gmach telewizji MTV. Były to rozruchy, perfidnie
wygenerowane przez prowokatorów, których wraz ze swoimi współbandytami stale
skomlącymi o „terrorystycznym zagrożeniu skrajnej prawicy“, którego na
Węgrzech nie ma! — osobiście wynajął Premier Gyurcsány. Miliarder, który
swojego majątku dorobił się w nieczysty sposób. Nie twierdzę, że czegoś
takiego na Węgrzech jeszcze nie było, bo było dokładnie wtedy, kiedy „pan“
Gyurcsány był jeszcze komunistą z przekonania i Wiceprezesem węgierskiego
komsomołu-hitlerjugendu — KISZ-u! Wtedy w podobnie cyniczny i perfidny
sposób, bezpieka dokonała przeciwko niżej podpisanemu całą perfidną serię
obrzydliwych zniesławiających prowokacji, z ofiary i wroga komuny nr.1
kreując jakiegoś bliżej nieokreślonego moralnego „bandytę“. Bo do dnia
dzisiejszego nikt, absolutnie nikt jeszcze nie potrafi dać odpowiedzi na
pytanie: skąd wzięli się pod telewizją kibice dwóch wrogich drużyn
piłkarskich: Ferencvárosa oraz Újpestu i stanowili twardy rdzeń zamieszek?!
Ludzie, którzy nigdy nie podali i nie podadzą sobie ręki, teraz nagle ni stąd
ni z owąd w bratniej komitywie atakowali gmach telewizji, podjudzani przez
cywilnych prowokatorów policyjnych, spośród których kilku w międzyczasie już
zdenuncjowano! Raz zaczęty bandytyzm ciągnie za sobą dalsze, coraz
bezczelniejsze i podlejsze prowokacje gyurcsányowskie. Otóż
ostatnio „nieznani sprawcy“ strzelali z kałasznikowa do gmachu komendy
głównej policji, wybijając kilkadziesiąt szyb i potwierdzając wcześniejsze
kłamstwo ministra — szefa URM o niby terrorystycznym zagrożeniu! (Sam Premier
Gyurcsány bezpośrednio przed zamieszkami niby szczerze, ale z nieukrywaną
dumą oznajmił: „kłamaliśmy rano i wieczorem, w dzień i w nocy, kłamaliśmy
latami i będąc w rządzie absolutnie nic nie robiliśmy, a wybory wygraliśmy
oszustwem...“) W tym wszystkim najdziwniejszą chyba rzeczą jest to, w jaki
sposób przywódcami nibylewicowej, pseudosocjalistycznej partii mogą być
moralnie wyzzuci multimiliarderzy i dlaczego prawdziwi socjaliści Europy
bronią tych łotrów? Bo o ile mnie wiadomo, kapitał i kapitalizm w żaden
sposób nie pasuje do lewicy! Marks, Engels i Lenin z rozpaczy przewracają się
w swoich grobach! Po tym wszystko pozostało już tylko ostatnie pytanie: kiedy
pseudosocjalistyczni kłamcy Gyurcsánya podpalą Reichstag, napadną na Radio w
Gliwicach, a Europa wreszcie obudzi się?! Bo Hitler, Stalin, Aliyew, Kim-Ir-
Sen i Türkmenbaszi również tak zaczynali... Węgrzy są przerażeni, nie bez
powodu panicznie boją się powrotu „panów“ w skórzanych kurtkach i z ciemnymi
okularami na nosach, tajnych aresztowań, bestialskich katowań i mordów.
Staram się dosłownie tłumaczyć wstrząsające uwagi i spostrzeżenia
Doc.Dr.Krisztiny Morvai i pytania autora red.Károlya Bána.

Roland Antoniewicz

--------------------------------

Wkrótce zakończy swoją pracę Cywilny Komitet Prawny, który powstał w
interesie zbadania krwawych budapeszteńskich wydarzeń z 23 październiak 2006
roku i według oczekiwań 23 lutego przekaże opinii publicznej swój raport —
podkreśliła profesorka prawa karnego i Prezes Komitetu Doc.Dr.Krisztina
Morvai. Prawnicy absolutnie niezależni od polityki, wyciągnęli z tych
zamieszek zupełnie inne wnioski, niż zamówieni przez Premiera członkowie
Komitetu Gönczöla, którego spostrzeżenia można krótko określić tak: wszystcy
są winni. A więc faktycznie nikt.

— Dla nas nie było uspokajające to, że zagadnienie odpowiedzialności badała
taka komisja która jest mocno przywiązana do rządu — podkreśliła na wstępie
Doc.Dr.Krisztina Morvai z Uniwersytetu im.Lóránda Eötvösa w Budapeszcie. —
Dlatego nas siedmiu powołało dożycia taką organizację cywilną. Początkowo
skupiliśmy się tylko na wydarzeniach z 23 października, ale okazało się, że
jest to niemożliwe, bo istnieje organiczny związek między 18 września (dzień
szturmu „motłochu“ przeciwko gmachowi MTV), z wydarzeniami których genezą
była przemowa w Balatonöszöd (Premier Gyurcsány przyznał się tu przed gronem
swoich współprzestępców z eksbolszewickiej partii socjalistycznej,
że „kłamaliśmy rano i wieczorem, w dzień i w nocy, kłamaliśmy latami i nic
nie robiliśmy, wybory wygraliśmy oszustwem!“...) z 23-im października. Po
oblężeniu gmachu MTV policja ukrzepiła się już w grupową siłę, nastąpiła cała
seria rozpędzania tłumu wraz z samowolnymi aresztowaniami, policyjną
brutalnością, krwawo pobitą młodzieżą.

Postawiono kordon

— Ogółem względem półtysiąca obywateli wszczęto postępowanie karne, podcazs
kiedy urzędowa propaganda mówiła o zaledwie kilku tuzinach rozrabaików...

— Wysłuchaliśmy takich młodych, których pobito. Pewnej dziewiętnastoletniej
studentce z głowy lała się krew, przez osiem dni była w areszcie i nie
pozwolono jej umyć się tak długo, aż nie zawleczono jej przed sąd. Wydarzenia
z 23 października zbadaliśmy z minuty na minutę, z godziny na godzinę. Ludzi
Edytor zaawansowany
  • r-antoniewicz 15.02.07, 08:13
    Postawiono kordon

    — Ogółem względem półtysiąca obywateli wszczęto postępowanie karne, podcazs
    kiedy urzędowa propaganda mówiła o zaledwie kilku tuzinach rozrabaików...

    — Wysłuchaliśmy takich młodych, których pobito. Pewnej dziewiętnastoletniej
    studentce z głowy lała się krew, przez osiem dni była w areszcie i nie
    pozwolono jej umyć się tak długo, aż nie zawleczono jej przed sąd. Wydarzenia z
    23 października zbadaliśmy z minuty na minutę, z godziny na godzinę. Ludzi
    uwięziono tak, że nie istniały podstawy prawne zastosowania tymczasowego
    aresztu. Dwieście ludzi trafiło w ten sposób do aresztu, a już w
    osiemdziesięciu procentach przypadków sąd drugiej instancji prawomocnie
    stwierdził, że postępowanie policji naruszyło prawo. W kręgach sądowych krążą
    takie informacje, że zwolnieni zostaną ci sędziowie, którzy ogłosili
    uniewinniające wyroki.

    — Na co wskazują dotychczasowe wyroki?

    — Sądy orzekły, że czystą obecność tych osób na miejscu wydarzeń nie można
    rozumować jako naruszenie prawa. Ale to i dotychczas stanowiło niewzruszoną
    zasadę sędziowską. Niewzruszoną zasadą jest również i to, że nie można orzec
    tymczasowego aresztowania, jeżeli nie istnieją ku temu podstawy prawne. Ale
    niewzruszoną zasadą sędziowską jest także i to, że prawo do zebrania można
    ograniczać tylko podczas naprawdę nadzwyczajnych wąskich ram. Na nasze
    zapytanie, że wogóle kto i na jakiej to zasadzie podjęto rozporządzenia
    policyjne o zamknięciu kordonem policyjnym i płotem placu przed Parlamentem,
    które doprowadziły do zamieszek, Minister Sprawiedliwości i Organów
    Porządkowych odpowiedział, że to decyzja komendanta stołecznej policji gen.
    Pétera Gergényiego. Niesłychana rzecz, że minister używając żargonu
    policyjnego, depcze konstytucyjne prawa na największym naszym święcie narodowym.

    — Podczas święta narodowego prawo o zebraniach-wiecach jest nieważne. Innymi
    słowami zaproszono cały naród, a potem postawiono kordon...

    — My również w ten sposób interpretujemy Konstytucję. W naszym posiadaniu jest
    mnóstwo zdjęć video, fotografii, pisemnych relacji. Wysłuchaliśmy prawie sto
    ofiar i naocznych świadków, co więcej: spotkaliśmy się również z sobą już
    osądzoną.

    Bito przechodniów

    — Najcięższy wyrok to kara więzienia dwóch i pół roku. Co o tym jest wiadome?

    — Tego młodzieńca skazano wyłącznie na podstawie zeznania policjantów. Gość
    wziął udział we wiecu największej partii opozycyjnej, za kraty trafił na
    podstawie zeznań wbudowanych w tłum, wyglądających na demonstrantów,
    zamaskowanych kapturami policjantów-prowokatorów. Na marginesie tego należy
    wyjaśnić: jakie jest zadanie policji w praworządnym państwie podczas imprezy
    masowej? Podczas zebrań-wieców zadaniem policji jest obrona i zabezpieczenie
    prawa o zebraniach-wiecach, czyli obrona demonstrantów. Zwykło się wbudowywać
    cywilnych policjantów w tłum, ale tylko po to, ażeby szybko i fachowo można
    było zdenuncjować i odizolować prowokatorów, ażeby nie zakłócali imprezy. Jest
    to olbrzymia różnica w stosunku do tego, że w tłumie byli zakapturzeni,
    wyglądający na demonstrantów policjanci w cywilu, którzy na tłum wpływali
    podniecająco, wzywając go do gwałtu.

    — Czy badanie wykazało, że w aresztach policyjnych obchodzono się nieludzko z
    aresztantami?

    — Podczas wysłuchiwania relacji już lały się nam łzy, kiedy jednogłośnie i
    wielokrotnie relacjonowano takie zdarzenia, że dla przykładu studenci czy
    studentki z zawiązanymi oczyma musieli klękać w otoczeniu strażników z
    podniesionymi pałkami gumowymi, którzy trzaskali nimi i powtarzali w kółko: „no
    to teraz błagaj o życie!“ Byli tacy rodzice, którzy mdleli na rozprawie swoich
    dzieci, kiedy swoje dzieci zobaczyli pokrwawione, a na dodatek wszystkiego
    cuchnące, bo całymi dniami nie pozwalano im umyć się! Jest rzeczą frapującą, że
    w urzędowych raportach dotychczas o tym nie padła mowa, że przemilczają to!
    (Wśród członków komisji Gönczöla oraz doradców Premiera Gyurcsánya aż mnoży się
    od wysokiej rangi byłych esbeków! — przyp. tłum.) Według litery prawa
    postępowanie policyjne może jedynie tak długo trwać, aż nie osiągnie celu.
    Wbrew temu, ludzi goniono i prześladowano, pędzono za nimi do klatek
    schodowych, młodych wywlekano z pomieszczeń na kubły śmieciowe. Noc 20-go
    września w stolicy był prawdziwym polowaniem na ludzi, podczas którego pobijano
    bogu ducha winnych przechodniów.

    — Czy wasze badania zajmowały się także zagadnieniem odpowiedzialności?

    — Drugim naszym zadaniem było badanie zagadnienia praworządności. Konkretnie
    pytaliśmy się, kto wydawał rozkaz używania grupowej siły, kto wydawał rozkaz na
    poganianie tłumu w kierunku wiecu partii opozycyjnej? Pytaliśmy się także tego,
    czy rząd dawał jakiekolwiek instrukcje? Chwilowo nie ma odpowiedzi.
    Chcielibyśmy osiągnąć, ażeby grupy tych, których prawa naruszono, otrzymali
    moralne i materialne zadośćuczynienie. No i oczywiście najważniejszą rzeczą
    jest: takie przypadki nigdy więcej nie mogły powtórzyć się. Bo jeżeli chirurdzy
    wyciągają komuś z pleców dwadzieścia gumowych pocisków, wówczas jest rzeczą
    jednoznaczną, że uciekał, czyli postępowanie względem niego było
    nieproporcjonalne do wymogów sytuacji, czyli było bezprawne. Jeżeli komuś
    wybiją lub wystrzelą oko, jest wówczas jednoznaczne, że broń tą używano wbrew
    wszelkim normom zawodowym i międzynarodowym. Wyjaśnieniem prawdy chcielibyśmy
    osiągnąć zrehabilitowanie niewinnych i sanację będących w toku postępowań.
    Oczywiście trzeba dokonać ostrą różnicę między ofiarami i elementami
    awanturniczymi, a względem kogo jest umotywowane wszczęcie postępowania karnego
    lub administrcyjnego, trzeba je przeprowadzić. Ale jest rzeczą interesującą, że
    akurat tego nie spotkaliśmy.

    W Europie bezprzykładne

    — Czy wyjaśnienie rzeczywistości może wspomóc prewencję?

    — Zagadnienie prewencji jest bardzo ważne, szczególnie ze względu na zbliżający
    się termin święta narodowego 15 marca. Prawda, że bardzo niepokojące są wiązane
    z tym wiadomości. Prosto z mostu zapytaliśmy się przywódców policyjnych, czy
    chcą zastosować takie środki przymusu, jakie miały miejsce 23 października? Czy
    można znów liczyć na atak konnicy, wywijanie szablami, a jak przedstawia się
    sprawa z pociskami gumowymi? Również i te pytania służą prewencję. Ale naszą
    najważniejszą dewizą jest przejrzystość i sukcesywne informowanie społeczeństwa
    cywilów. Bo bez cywilnej kontroli demokratyczna policja nie może działać.
    Niespostrzeżenie trafiliśmy w taką sytuację, w której byliśmy w latach
    sześćdziesiątych-siedemdziesiątych. Kraj nasz znów poszeptuje. Po szesnastu
    latach, w wolnym kraju mówimy poszeptując, strzelamy oczami, boimy się. O tym
    mów ta historia. O zastraszaniu ludzi. Społeczeństwo musi powrócić do korzeni.
    Bo w końcu upadek komuny to nie tylko wymiana Trabantów na Ople i Fordy, ale
    przede wszystkim wolne życie w wolnym kraju. Celem Komisji jest pomoc w
    przywróceniu demokracji, praworządności i uszanowania praw człowieka. Jeżeli
    problemy zostaną zmiecione pod stół, może to nie udać się. Ale straszne jest
    takie informowanie tłumów, którego celem jest cyniczne wodzenie za nos
    społeczeństwa i przepłukiwanie mózgów.

    — Czy Komisja pracę swoją zakończy raportem?

    — Zadecydowaliśmy, że powołamy do życia fundację i będziemy kontynuować pracę w
    interesie obrony praw człowieka. Bo z wielu względów jest to bezprecedensowe,
    co dzieje się na Węgrzech. Bezprecedensowe, bo w mieszczańskiej demokracji jest
    rzeczą niezwykłą to, że dochodzi do takiej, wołającej o pomstę do nieba
    denuncjacji, jaka nastąpiła z podaniem do publicznej wiadomości kłamstw
    Premiera podczas spotkania w zamknięym gronie arbaiterów partyjnych w
    Balatonöszöd. W Europie jeszcze nie było przykładu na to, że ktoś pozując w
    barwach partii socjaldemokratycznej,
  • r-antoniewicz 15.02.07, 08:16
    — Czy Komisja pracę swoją zakończy raportem?

    — Zadecydowaliśmy, że powołamy do życia fundację i będziemy kontynuować pracę w
    interesie obrony praw człowieka. Bo z wielu względów jest to bezprecedensowe,
    co dzieje się na Węgrzech. Bezprecedensowe, bo w mieszczańskiej demokracji jest
    rzeczą niezwykłą to, że dochodzi do takiej, wołającej o pomstę do nieba
    denuncjacji, jaka nastąpiła z podaniem do publicznej wiadomości kłamstw
    Premiera podczas spotkania w zamknięym gronie arbaiterów partyjnych w
    Balatonöszöd. W Europie jeszcze nie było przykładu na to, że ktoś pozując w
    barwach partii socjaldemokratycznej, wyskakuje z programem dobrobytu, a po
    wyborach oznajmia, że wszystko to było wierutnym kłamstwem. Po takich
    przypadkach w prawdziwych demokracjach prawdziwi panowie podają się do dymisji.
    To, że ktoś rękoma-nogami kurczowo ciągnie do władzy, już samo w sobie jest
    sytuacją abnormalną. Nie jest zaskakujące, że ludzie są głęboko oburzeni, czują
    się pokrzywdzeni i zniesławieni i dlatego wychodzą na ulicę.

    Wstęp i przekład z węgierskiego: Roland Antoniewicz
    Budapeszt, 15 lutego 2007.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka