Język polski - niepożądany
Autor:
anekl
12.12.08, 01:58
Lektura ministerialnego projektu, generalnie BARDZO pouczająca, ma wiele
zalet. Ot, na ten przykład może skłonić do sprawdzenia składu tajemniczego
Komitetu Polityki Naukowej. Nie znajdzie go internauta (ba, podatnik) na
stronach ministerstwa, nie ma też ów Komitet strony własnej, a przynajmniej
nie udało mi się takowej odnaleźć. Skład można jedynie rekonstruować na
podstawie upublicznionych protokołów (niepełnych, bo bez listy obecnych).
Jednak nawet ów rekonstruowany skład skłonić może do namysłu. Jeden (JEDEN)
historyk-mediewista, nadto fizycy, ekonomiści, oceanografowie, medycy, chemicy
i automatycy. Tak, w ich dziedzinach angielski jest conditio sine qua non, w
ich dziedzinach funkcjonuje paradygmat listy filadelfijskiej. Ale, i tu mogę
członków Komitetu zadziwić, są na mitycznym i wzorcowym Zachodzie światowej
nawet sławy uczeni, którzy o liście nawet nie słyszeli, i to nie tylko o
liście filadelfijskiej. Nie słyszeli również o upiorze cytacji - choćby
dlatego, że nikt nie liczy uwag typu "myli się Igrekowski" czy 'niczym nie
poparte teorie Igreka'. A takich uwag w traktatach humanistycznych, z samej
ich zasady, znajdzie się zwykle mnogość. Z drugiej strony ilość entuzjastów
dialektu lesbijskiego czy starożytnego macedońskiego, konstrukcji nisz na
trzecim tarasie świątyni Hatszepsut i tym podobnych 'imponderabiliów' jest,
mówiąc nader oględnie, niewielka: dla przykładu kilka lat temu na całym
świecie były rychło dwie osoby znające zarówno sanskryt jak i staroakadyjski -
profesorowie Pingree i Shendge. Jest rzeczą zrozumiałą, że nie muszą o tych
zawiłościach wiedzieć ludzie, którzy zajmują się naukami uznawanymi przez
większość za ścisłe - ale jest również prawdą, że obowiązkiem członków
Komitetu powoływanego przez Ministerstwo było sprawę zbadać. I to zbadać
dobrze. Jeśli Komitet obstaje przy stosowaniu listy filadelfijskiej (nawet
uzupełnionej o równie kuriozalną listę Ministerstwa), listy pomijającej
(również w uzupełnionej formie) cenione, recenzowane i cytowane czasopisma z
dziedzin takich jak mediewistyka, studia nad wczesną nowożytnością,
neolatynistyka, neofilologia, filologia klasyczna, filozofia (poza może
logiką), archeologia, etc, etc. i upiera się przy utrzymaniu kryterium
cytacji, pozostaje przypuszczenie, że członkowie Komitetu nader lekko traktują
swoje powinności. Bo przecież nie sposób przypuścić, że żywią lekceważenie lub
pogardę dla innych niż przez się reprezentowane dziedzin nauki.
Preferencja dla języka angielskiego, typowa dla tzw. nauk ścisłych, prowadzi,
jak wiadomo, do skrajnej deprecjacji wszystkiego, co w tym języku nie zostało
napisane. To ma swoją niezbyt zachęcającą wymowę: artykuł w czasopiśmie nawet
o zasięgu światowym nie ma znaczenia, o ile został napisany po francusku,
niemiecku czy hiszpańsku. Polski w ogóle nie wchodzi w rachubę. Co z
Leśniewskim i Birkenmeierem, zapytuję uczonych członków Komitetu.
Przy okazji języków: wymowa zapisów projektu jest jasna - filolog klasyczny
pisać winien po łacinie lub w starożytnej grece. Jońskiej, homerowej czy
attyckiej? Komentarze do przekładu Platona oczywiście po attycku, ale co z
Plutarchem? Co z egiptologią i archeologią Bliskiego Wschodu? Co z archeologią
Kaukazu? Drodzy członkowie Komitetu : tego nie praktykuje się ani w Cambridge,
ani w Oksfordzie, więc skąd pomysł? I co więcej - kto będzie te komentarze
czytał? Oceniał? Jaka będzie ich przydatność?
Na koniec chciałam podkreślić, że działania Komitetu, a także Ministerstwa,
brak jawności objawiający się trudnym co najmniej dostępem do takich
drobiazgów jak skład Komitetu (strona Nauki Polskiej podaje jedynie tzw.
cedułę doboru), budzą we mnie najgłębszy sprzeciw. I to nie tylko ze względów
merytorycznych, ale również - co może istotniejsze - ze względu na fakt, że
Ministerstwo utrzymuje się również z płaconych przez rodziny moich studentów,
że już siebie, filologa klasycznego, nie wspomnę, podatków. Pecunia, jak
widać, non olet.
Pozostaję z szacunkiem,
dr hab. Joanna Komorowska