Gazeta.pl   Forum   Aktualności i Media   Publicystyka   Publicystyka   Napędzanie kasy wyda...

Komentarze do artykułu

Głowiński: Język polski - niepożądany

Kiedy czyta się wyprodukowany przez ciała doradcze Ministerstwa Nauki dokument "Karta oceny jednostki naukowej nauk humanistycznych i społecznych", nasuwa się momentalnie refleksja: jego autorzy nie orientują się w tym, czym są nauki humanistyczne i jaka jest ich społeczna rola, nie zdają sobie sprawy z tego, na czym polegają ich swoistości

Napędzanie kasy wydawcom, wąski dostęp do dzieł

Autor: skubi6 15.12.08, 01:29
Dodaj do ulubionych zarchiwizowany
Rozumiem, że dostanie 60 pkt zależy od tego, czy monografia ukazała się u
jakiegoś "głównego wydawcy".

Jakie znaczenie ma wybór wydawcy?

To fakt, że niektóre konferencje czy czasopisma są bardzo selektywne, mieć
artykuł tam, to chluba.

Ale czy rzeczywiście mieć książkę u głównego wydawcy, a nie u mniej głównego, to
jakaś chluba?

Jest jeszcze jeden ważny aspekt tej sprawy: wielcy wydawcy żądaja wyłączności i
pieniędzy. Monografia opublikowana u "głównego wydawcy" nigdy nie jest dostępna
w internecie za darmo.

Mamy sytuację, że lata pracy naukowca, opłacone z państwowej kasy, skutkują
zyskiem dla prywatnej (zwykle zagranicznej) firmy, a powinny skutkować dostępem
dla wszystkich do jego wyników - bo już zostały opłacone podatkami.

Można zrozumieć, jeśli naukowiec sam wybiera taki system. Chociażby ze względu
na honorarium, którego może potrzebować ze względu na swą bardzo marną pensję.
Ale premiowanie tego jest kompletnym nonsensem.

Dawniej po prostu nie było innego sposobu na publikację: nie było internetu,
wydawca dostawał wyłączność w zamian za trud i ryzyko ekonomiczne wydania
czasopisma czy książki. Sam pamiętam moją pierwszą publikację naukową: zrobiłem
ją w LaTeX-u, była ładnie złożona i nadawała się bezpośrednio do druku. Był to
rok 1988. Ale wówczas wydawca nie był jeszcze przystosowany do tego, więc
dokonał jeszcze raz składu mojej pracy, potem przesłał mi do korekty. Przy tym
starym systemie (koszty korektorów, koszty druku i rozsyłania pism) nakład pracy
wydawcy był duży, zysk dla wydawcy był uzasadniony.

Dziś jest inaczej. Autorzy wysyłają prace gotowe do druku, nie ma składu ani
korekt. Zamiast drukować można sporą część rzecy publikować w internecie. To
wszystko nie wymaga jakiegos wielkiego wydawcy.

Fakt dodatkowy: koszt recenzowania prac zwykle nie jest ponoszony przez wydawcę,
bo inni uczeni robią to za darmo.

W tej sytuacji wymaganie publikacji "u głównego wydawcy" jest bez sensu. A jeśli
uczony stworzył strony internetowe, publikowane wszystko jedno gdzie, a używane
masowo przez studentów, to co? Mniej punktów, bo nie dał komuś zarobić?

To wszystko dotyczy wszystkich nauk, zarówno przyrodniczych jak humanistycznych.

--------------------------

www.skubi.net/owen.html
www.skubi.net/rozliczenia.html
Poleć znajomemu Powiadomienie zostało wysłane
Poleć tę wypowiedź znajomemu
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
Pokaż wszystkie (1-100)
przejdź do: 1-100 101-145
(101-145)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Ostatnio odwiedzane wątki

Zaloguj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.