Dodaj do ulubionych

Jak zrzucić skórę TW Lwa?

09.04.09, 07:23
Oto kolejna czarna karta działalności IPN.Dla entuzjastów tej instytucji
pewnie to normalne "gdzie drwa rąbią tam wióry lecą" A tragedia profesora i
jego rodziny...? Dla tzw.czwartej RP los i tragedia jednostek nie liczyły się.
W totalitaryzmie ważniejszy jest system od człowieka.Kolejny raz w historii
tego nieszczęsnego kraju widać jak głupim narodem jesteśmy.Nawet zwycięstwa z
"uporem maniaka"przekujemy w porażkę.

--
minu10
Edytor zaawansowany
  • jankbh 09.04.09, 07:30
    Nie istnieja procedury prawne w odniesieniu do bezprawia, tak wiec
    od linczu odwolania nie ma.
  • jazmig 09.04.09, 08:27
    Ten artykuł charakterystyczny dla GW zawiera wyłącznie tezy, które
    lansuje profesor. Autor artykułu nie pofatygował się do IPN, aby
    sprawdzić, czy rzeczywiście nie istnieją żadne dokumenty dotyczące
    TW Lew. SB-ccy funkcjonriusze zawsze kłamali w sprawach dotyczących
    swojej agentury, dlatego zeznania esbeka w ogóle nie można traktować
    jako dowód. Wręcz przeciwnie, można je uznać za krycie swojego
    agenta.

    Możliwe, że profesor został pomówiony niesłusznie. Ale autor
    artykułu nie wykonał podstawowej pracy dziennikarskiej, jaką jest
    zweryfikowanie tego, co mówi profesor.

    Dziennikarz powinien w IPN poprosić o dokumenty dotyczące profesora,
    zapoznać się z nimi, poprosić o ewentualną ekspertyzę zaufanych i
    kompetentnych historyków (chociażby p. Friszke). Dopiero po tym
    mógłby głosić jakiekolwiek uzasadnione tezy.

    Autor nie jest dziennikarzem, jest propagandzistą w stylu Urbana, co
    w GW nie jest dziwne, jako że redaktor naczelny GW jest bliskim
    przyjacielem głównego propagandzisty PRL z lat 80-tych. Sam artykuł
    jest niewątpliwie propagandówką w stylu prlowskiej prasy z czasów
    Urbana.
  • billy.the.kid 09.04.09, 08:52
    głupku-urban jest najpoważniejszym sprawdzaczem informacji.
  • babcia.klozetova 09.04.09, 13:26
    jazmig napisał:

    > (...) Ale autor
    > artykułu nie wykonał podstawowej pracy dziennikarskiej, jaką jest
    > zweryfikowanie tego, co mówi profesor.


    A czy niejaki zyzak zweryfikował swoje źródła?? Więcej! Nawet nie daje
    możliwości ich zweryfikowania, ponieważ nie wszystkie ujawnia!



    --
    ______________________________________
    Tylko u mnie wszyscy są równi: u mnie w klozecie wszyscy dostają taką samą porcję
    papieru!
  • gazaj 09.04.09, 14:48
    > A czy niejaki zyzak zweryfikował swoje źródła??

    GW krytykuje Zyzaka za brak weryfikacji, więc nie powinna go
    naśladować.
  • dr_pitcher 09.04.09, 07:45
    IPN to jedna strona medalu.
    Rownie oburzajaca jest postawa wladz UJ.
    W koncu w interesie proferora Stanka i UJ nalezaloby sprawe jak najszybciej
    wyjasnic - tymczasem mamy zenujaca wypowiedz Pana Krolasa o synchrotronach i
    rownie beznadziejna wypowiedz rektora. Sadzac, z artykulu obydwaj panowie maja
    moznosc spotykania p. Stanka na korytarzach. CHcialbym to zobaczyc - jakie
    stosuja uniki?
  • tadeusz542 09.04.09, 08:43
    Dlaczego ktoś kogo oskarżono nie ma możliwości obrony?
    Jest pewna szansa dla Profesora aby dotarł do częśći swoich
    dokumentów, jeśli naprzykład musiał w czasie Stanu Wojennego
    przymusowo siedzieć dłużej w pracy albo był internowany niech założy
    sprawę w Sądzie Okręgowym o wypłatę odszkodowania albo nadgodzin.
    Kiedy dostanie wezwanie z terminem rozprawy niech idzie do
    sekretariatu Sądu i tam dostanie do wglądu swoje dokumenty w tym to
    co przysłał IPN.
    Proponuję zabrać niewielki aparacik fotograficzny i dyskretnie
    skopiować papierzyska bo oficjalnie kopiować nie wolno.
    Potem w domu można będzie spokojnie to przeanalizować.
    W sądzie w nerwach człowiek nie zobaczyłby nawet słonia .
    Z reguły występuje kilka charaktrów pisma na jednym dokumencie
    ponieważ panowie archiwiści IPN znalazłwszy jakiś szimel dokumentu
    wytworzonego przez SB sami uzupełniają daty a nawet podpisy itd.itp.
    Ja dzięki takiej akcji wyszedłem na swoje
  • jankbh 09.04.09, 09:31
    tadeusz542 napisał:
    > Dlaczego ktoś kogo oskarżono nie ma możliwości obrony?

    Odpowiedz jest prosta: w sprawach politycznych zawieszono
    funkcjonowanie podstawowych zasad, na których opiera sie polskie
    prawo. Oskarzani sa ludzie, czesto ofiary komunistycznych
    przesladowan, którzy nie popelnili zadnych przestepstw czy
    wykroczen, oskarzycielami sa zwykle nie prawnicy, lecz historycy
    (czesto amatorzy) czy archiwisci, a ostatnio nawet ktos z obslugi
    kserokopiarki. Sedziami sa sami oskarzyciele, oskarzeni skazywani sa
    na kary nie przewidziane w kodeksie karnym, wyroki wykonywane sa na
    zasadzie linczu. Samym oskarzonym nie daje sie prawa do obrony, a
    nawet prawa do zapoznania sie z materialem oskarzenia. Nie istnieje
    mozliwosc odwolania sie, nie ma przedawnienia i nie ma zatarcia.
    Poniewaz bezprawie to sankcjonuja ustawy tworzone przez polski
    parlament, jedyna nadzieja, ze zainteresuja sie tym miedzynarodowe
    organizacje broniace przesladowanych w krajach, gdzie prawo równiez
    nie funkcjonuje.
  • babcia.klozetova 09.04.09, 13:29
    tadeusz542 napisał:

    > Dlaczego ktoś kogo oskarżono nie ma możliwości obrony?

    Bo tak stanowi ustawa, uchwalona przez Sejm zdominowany przez posłów wybranych
    przez PT Naród!


    --
    ______________________________________
    Tylko u mnie wszyscy są równi: u mnie w klozecie wszyscy dostają taką samą porcję
    papieru!
  • babcia.klozetova 09.04.09, 13:31
    Oczywiście chodzi o ustawę uchwaloną podczas poprzedniej kadencji Sejmu, gdy
    wszystko szło pod dyktando PiS'u.


    --
    ______________________________________
    Tylko u mnie wszyscy są równi: u mnie w klozecie wszyscy dostają taką samą porcję
    papieru!
  • bonarossa 09.04.09, 20:26
    czyli co ? IPN spasował?
  • ja.ja222 09.04.09, 08:48
    Vivat IPN. Niech nam nadal króluje i pierś do orderów nadstawia ale
    może w końcu ktoś to zlinczuje.
  • billy.the.kid 09.04.09, 08:58
    przeurocze jak te solidaruszkowie żrą się między sobą.
  • puuchatek 09.04.09, 09:17
    jazmig napisał:

    > Ten artykuł charakterystyczny dla GW zawiera wyłącznie tezy, które
    > lansuje profesor. Autor artykułu nie pofatygował się do IPN, aby
    > sprawdzić, czy rzeczywiście nie istnieją żadne dokumenty dotyczące (...)

    Po pierwsze - najpierw to "dziennkarze" "Gazety Polskiej" nie pofatygowali się sprawdzić, tylko umieścili oskarżenia. Ich, jak widzę, nie krytykujesz i od Urbana nie wyzywasz? No tak, ale oni ida po linii Świętego IPN, więc na pewno mają rację. "Bo źle to jak ktoś Kalemu ukraść krowy".

    Po drugie: gdyby takie dokumety były, w tej sytuacji na pewno dawno zostałyby upublicznione.


    > SB-ccy funkcjonriusze zawsze kłamali w sprawach dotyczących
    > swojej agentury, dlatego zeznania esbeka w ogóle nie można traktować
    > jako dowód.

    No, to mamy paragraf 22 :-) Więc teraz ja mogę tu napisać: internauta podpisujący się "Jazmig" był tajnym, jawnym i wiadomym współpracownikiem SB, brała za ro pieniądze i donosił na kolegów. I zgodnie z Twoją logiką każde słowa Twojego zaprzeczenia z góry można przyjąć za kłamstwo, bo przecież "zeznania esbeka w ogóle nie można traktować jako dowodu" (tak by to brzmiało poprawnie po polsku).


    > Autor nie jest dziennikarzem, jest propagandzistą w stylu Urbana (...)

    A co Ty wiesz o "stylu Urbana"? Jak Urban łgał na "konferencjach prasowych" na temat (między innymi) Michnika czy Wałęsy, to Ciebie pewnie jeszcze w planach nie było. Ale dziś jesteś najmądrzejszy i najdzielniejszy...
  • tygrys2009 09.04.09, 09:19
    Co za lament! Jaka krzywda! A tymczasem w sieci dostępne jest Oświadczenie Pana
    Profesora złożone na ręce Komisji Senatu UJ:

    Profesor dr hab. Jan Stanek – Instytut Fizyki (TW „Lew”).

    Profesor Jan Stanek przekazał Komisji obszerny plik zawierający pisma do Komisji
    i do Rady Wydziału oraz polemikę z prof. Gąsowskim wydrukowaną w Alma Mater.
    Załączył też kopie korespondencji w sprawie udostępnienia mu dokumentacji IPN.W
    pismach zawarte są m.in. sporządzone z pamięci notatki dot. dokumentów, które
    okazano mu w IPN.

    Kontakty z SB rozpoczęły się w związku z odmowami wyjazdów za granicę. Miało to
    miejsce od 1978 r. W latach 1980-tych kontakty uległy intensyfikacji.

    Obecnie przyznaje, że odbywanie spotkań w miejscu publicznym (kawiarni) było
    niewłaściwe. Charakteryzuje typowy przebieg spotkań – obejmowały one m.in.
    pytania o nastroje w Instytucie i o określone osoby, także o podziemną opozycję.

    W odpowiedziach starał się szeroko wypowiadać o sprawach ogólnych i unikać
    konkretnych danych na temat osób. Pamięta, że reagując ze zdenerwowaniem na
    pytania mógł w jednej z rozmów dostarczyć przydatnych dla funkcjonariusza
    danych. Natomiast nie krępował się wspominać o przypadkach korupcji w sprawach
    gospodarczych.

    Nie był autorem materiałów przekazywanych dla SB, sam składał jedynie
    sprawozdania o pobytach za granicą. Nie uzyskiwał korzyści materialnych.

    Swe kontakty tłumaczy ciekawością, a także nadzieją na przyczynienie się do
    ideowej erozji komunistycznego przeciwnika. Zdarzało się, że mówił
    funkcjonariuszowi o swej niechęci do spotkań.

    Nigdy nie wyraził zgody na współpracę i takiej propozycji też mu nie składano.
    Zarejestrowanie jako TW i nadanie Mu dwóch pseudonimów uważa za mistyfikację –
    wysuwa przypuszczenie, że chodzi o inną osobę. Konstatuje pewne niejasności w
    udostępnionych dokumentach i brak w nich istotnych materiałów.

    Z nielicznych informacji uzyskanych przez historyków oraz znanych nam z
    materiałów udostępnionych Komisji przez dr Barbarę Niemiec wiadomo o
    funkcjonowaniu “Lwa” w sieci TW (spotkania z funkcjonariuszami SB i plan
    operacyjny na rok 1986) w latach 1986-1989

    A dziś - jakbym słyszał Prof. Pimko: "Gałkiewicz, ja mam żonę i dziecko i blisko
    do emerytury!". I oczywiście "Gazeta" wtóruje - ciekawe, że właśnie teraz,
    kiedy trzeba zaatakować IPN!
    A proszę przeczytać daty w oświadczeniu p.Profesora - początek spotkań 1978 r.
    czyli niedługo (4 lata) po skończeniu studiów!!! Oczywiście "przypadkiem"
    właśnie wtedy, kiedy zaczyna się kariera akademicka! A co się działo w 1980 r.,
    kiedy jak sam p.Profesor przyznaje "kontakty uległy intensyfikacji"? Czy to
    wtedy nie zdarzył się oczywiście znów "przypadkiem" Sierpień '80???
    To nie informacje z IPN - tylko z wyjaśnień SAMEGO Pana Profesora. Warto także
    sporządzić sobie małą tablicę synchroniczną aktywności naukowej i "pozanaukowej"
    p.Profesora. A "Gazeta" pisze: "Żadnych dowodów nie ma" - to jak: Były te
    spotkania w kawiarniach, o których pisze p.Profesor czy nie? Były odmowy
    wyjazdów, które nagle znikły czy nie? Niestety - p.dziennikarza przy tym nie
    było, napisał więc "po linii i na bazie" jak za starych, dobrych lat 1970-1980 w
    których "Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej". Tak, bo pensja
    adiunkta, którym był wówczas Pan Profesor na UJ wynosiła ok. 25 USD miesięcznie,
    a "słabe" stypendium zagraniczne - ok. 800 USD miesięcznie. SB nie musiała nic
    płacić - wystarczyło tylko, że "nieco pomogła"...
    Poszlaki oraz wyjaśnienia są zbieżne i jasne. Ktoś, kto zna tamte czasy umie
    ocenić ich wartość. Ale niektórzy liczą na to, że już wymarliśmy! Otóż - JESZCZE
    NIE!
  • trzy.14 09.04.09, 11:33
    Takie same - lub nawet bardziej "intymne" kontakty z SB, do jakich przyznał się
    prof. Stanek, miał każdy ksiądz (co dopiero biskup, np. Biskup Wojtyła), każdy
    kierownik w byle zakładzie pracy, każdy posiadacz paszportu.
    Byli też ludzie niezłomni, którzy nie rozmawiali, nie kierowali i nie
    wyjeżdżali; ale to były wyjątki zasługujące dziś na medal. Typowy Kowalski
    uznawał PRL za swoją ojczyznę i z jej funkcjonariuszami grzecznie rozmawiał.

    Ty dziś nie porozmawiałbyś z ABW? A przecież za 20 lat ktoś może Ci zarzucić, że
    rozmawiałeś z delegaturą amerykańskiego imperializmu!

    A czy Ty albo Twój Ojciec/brat/wujek nie przysiągłeś w wojsku wierności ZSRR?
  • tygrys2009 09.04.09, 12:04
    Czytaj dokładnie i tyle.
    Też wyjeżdżałem jako fizyk w tym samym okresie za granicę i nie musiałem
    uczestniczyć w jakichkolwiek spotkaniach w kawiarniach i odpowiadać na pytania o
    "nastroje w Instytucie". Wielu moich kolegów również wyszło z tego okresu z
    czystymi rękami.

    Raz proponowano mi wstąpienie do PZPR, ale odpowiedziałem, że nie jestem jeszcze
    ideologicznie gotowy (dali mi spokój).

    W 1980 r. zakładałem SOLIDARNOŚĆ (pierwszą i prawdziwą) a nie "intensyfikowałem
    kontaktów z SB". To już nie były lata stalinizmu!!! Nikt nic nie musiał!

    Paszporty wydawała Milicja Obywatelska (prywatne) lub Dział Współpracy z
    Zagranicą (zielone - służbowe). Nie trzeba było iść z SB-kiem do kawiarni. Jak
    mi odmówiono jednego wyjazdu ("z ważnych powodów państwowych") to nie pojechałem
    i już! Wątpię, czy Biskup Wojtyła chadzał z SB-kami po kawiarniach i opowiadał o
    stosunkach w kościele aby dostać paszport.

    Przysięga w Wojsku Polskim (taki napis był na bramie jednostki - sprawdź stare
    zdjęcia) nie była na wierność ZSRR. A jak spojrzysz na zdjęcia przysięgi Dywizji
    Kościuszkowskiej to zobaczysz, że przyjmuje ją Wanda Wasilewska i... KSIĄDZ!

    Profesora Stanka ceniłem za to, że miał odwagę cywilną się przyznać. Ale teraz
    dał się użyć jako narzędzie tym, którym zależy na tym, aby przeszłość pozostała
    w cieniu...
  • maaac 09.04.09, 12:58
    Strasznie się rozczulam jak czytam życiorysy takich "nizłomnych".
    90% ludzi SB/UB ciorało przy takich okazjach, a pewnych osobników
    nie. Potem okazywało się, że a to ojciec wysoko partyjny, a to wujek
    generał... itd. itp. Coś zawsze się za tym kryło.

    --
    Człowiek wierzący jest gotów oddać za swoją wiarę swoje życie.
    Fundamentalista (moher) jest gotów dla swojej wiary odebrać komuś
    życie. :(
  • tygrys2009 09.04.09, 13:22
    Wyobraź sobie, że jeszcze żyją ludzie (sam się do nich nie śmiem zaliczyć, ale
    znam kilku), których można nazwać PRAWYMI.
    Co do meritum - latach "gierkowskich" obowiązywała zasada (propagowała ją nawet
    Wolna Europa) - "jeśli SB-ek proponuje Ci spotkanie poproś o formalne wezwanie".
    Świetnie działało i nic nie bolało! Po prostu funkcjonariusze byli inteligentni
    i wiedzieli - od takiego niewiele się da wyciągnąć. Natomiast "wodą na ich młyn"
    były właśnie nieformalne spotkania! Jak się facet na nie zgadzał, to przyjmował
    "zaproszenie do tańca". Naiwnością było sądzić, że się przechytrzy tych
    fachowców po specjalistycznych szkoleniach łamania ludzi. I bynajmniej nikomu
    nie wyrywano paznokci...
    Oczywiście, wielu było "umoczonych" - a bo to obiecali dyrektorstwo, a to wyjazd
    na zachód... Ale wielu pozostało czystych. Mój kolega (prawdziwy komunista -
    bywali i tacy) mawiał: "Jak się chcesz wykręcić, to rozmawiaj pryncypialnie!".
    Działało! Z prycypiami "towarzysze" nie potrafili dyskutować...
  • l005 09.04.09, 14:10
    tygrys2009 napisał:
    >...jeśli SB-ek proponuje Ci spotkanie poproś o formalne wezwanie">...
    -----------
    Bzdury !!!! Jak występowałeś o paszport na studia czy stypendium na zachodzie to
    żaden SB-ek nie przychodził do Ciebie nieformalnie tylko dostawałeś formalne
    zawiadomienie aby stawić się w sprawie paszportwej do urzędu. Tan ludzie
    przechodzili magiel aby zostać agentami. Wybory były trzy: odmówić i być
    skończony, zgodzić się wyjechać i poprosić o azyl na zachodzie, zgodzić się
    wyjechać i wrócić tak jak chcieli. Tylko Ci którzy musieli dokonywać tych
    wyborów mogą to wpełni zrozumieć.
  • tygrys2009 09.04.09, 14:58
    Chyba znasz to z opowiadań i to niedokładnie.
    Po pierwsze:
    Paszporty służbowe (zielone) wydawał Dział Współpracy z Zagranicą na Uczelni.
    Po drugie:
    Prywatne (granatowe) wydawała MO (Milicja Obywatelska).
    Po trzecie:
    Kazamaty, gdzie "wyrywali paznokcie" pewnie i były, ale agentów werbowano
    skuteczniej:
    Dostawałeś odmowę wydania paszportu (zakupu dewiz itp.) "z ważnych przyczyn
    państwowych" (tak to pisało). Po czym za dwa-trzy dni kontaktował się z Tobą
    sympatyczny człowieczek typu "brat-łata", który twierdził, że zna "Gościa, który
    może to załatwić" i umawiał Cię z nim w kawiarni (chyba właśnie tak wpadł jak
    "śliwka w kompot" Profesor Stanek). Jak już pisałem "Wolna Europa" i bywali w
    opozycji ostrzegali przed przyjmowaniem takich zaproszeń. Co się działo na
    takich spotkaniach nie wiem (dwa razy odmówiłem, prosząc o formalne wezwanie,
    ale takie nie przyszło...), ale podejrzewam, że werbownicy wykonywali swą robotę
    profesjonalnie - jak dziś sprzedawcy superodkurzaczy.
    SB-ków naprawdę nieźle szkolono w psychologii i socjotechnice. Jeśli nie byłeś
    BAAAARDZO cennym kontaktem - to próbowali dwa-trzy razy (jak ze mną) i
    odpuszczali. Ale wiem też, że potrafili się "dossać" jak pijawki, jeśli tylko
    wyczuli szansę.
    Warto pogadać z tymi, co to przeżyli póki jeszcze nie wymarli i pamiętają jak
    było naprawdę - a potem głosować za lub przeciw!
  • l005 09.04.09, 15:22
    tygrys2009 napisał:
    >..> Warto pogadać z tymi, co to przeżyli póki jeszcze nie wymarli i pamiętają
    jak było naprawdę...........
    -------------
    No więc jak bym Ci radził abyś słuchał swych własnych rad i ludzi którzy znają
    te sprawy. Zresztą w pewnym momencie przyznałeś że na niektórych SB-cji
    szczególnie zależało. I w tym rzecz że SB-ecy byli dobrze przygotowani w
    dziedzinie psychologi i mieli bardzo dobre rozeznanie kto może szczególnie dużo
    osiągnąć w przyszłości bo zbierali dużo informacji o ludziach. Ci właśnie ludzie
    z dużymi perspektywami byli poddawani często bardzo brutalnym naciskom. Ty tego
    nie doznałeś bo nie byłeś w tym kręgu na swoje szczęście. Właśnie łudziłem się
    że IPN został powołany do ujawniania prawdziwej historii tamtych czasów ale
    działalność Instytutu i cała wasza lustracja stała się tylko nagonką polityczną
    i odgrywką tych pozostałych.
  • tygrys2009 09.04.09, 15:36
    Wybacz, ale nie rozumiem.
    Tekst w "Wyborczej" dotyczy konkretnego przypadku. Mogę współczuć Profesorowi,
    nawet mogę zrozumieć, że podjął wówczas decyzję o kontynuowaniu tych spotkań. Ja
    odmówiłem i straciłem jeden bardzo atrakcyjny wyjazd. Nawet nie wiem, czego "ci
    panowie" by ode mnie zażądali. Cóż - potem były następne.
    Co do "brutalnych nacisków" - wielu jakoś bez problemów się obroniło i mają
    naprawdę spore osiągnięcia naukowe na światowym poziomie i zostali Rektorami i
    Ministrami.
    Ale nie mogę pojąć dlaczego za to, że ktoś kiedyś w chwili słabości zdecydował
    się na przekazywanie (nawet pozornie niewinnych) informacji o swoich kolegach ma
    być niemal godne pochwały i używane do dołożenia "jak leci" IPN-owi, lustracji
    jako takiej, Uniwersytetowi etc.
    Dziwię się Profesorowi, że dał się użyć do takiego ataku.
  • l005 09.04.09, 16:24
    Sprawa prof. Stanka jest klinicznym przykładem złego działania IPN. Ta instytucja ściga pojedyńcze ofiary SB zamiast zająć się SB-kami i przede wszystkim systemem który ludzi do złego prowadził. Charaktery ludzkie pozostają takie same. Zawsze będą ludzie bardziej i mniej przestraszeni, bardziej i mniej podatni na szantaż i groźby. Uważam że zdecydowana większość z tych co pozostali "całkowicie czyści" po prostu nie byli w sferze szczególnego zainteresowania SB. Przestępstem czy wykroczeniem jest używanie ludzkiej słabości i wina jest po stronie wykorzystującego. Wielu młodych którzy obecnie tak żarliwie wyznają lustrację ma szczęście że urodzili się wystarczająco późno aby nie być obiektem systemu. Ja wiem kim wielu z nich by zostało gdyby ich młodość przypadła na lata 50-60-70. Dlatego uważam że IPN, cały proces lustracji i nagonki na pojedyńczych ludzi są złem. Nie pokazują prawdziwej historii i nie uczą jak takim mechanizmom zapobiegać. My którzy znamy historię z własnego życia powinniśmy o tym przypominać.
  • tygrys2009 09.04.09, 16:43
    I tu zgoda. Problem jednak w tym, że Polska jako jeden z nielicznych krajów nie
    zdołała tego problemu załatwić "od razu". I nawet wiadomo dlaczego - byliśmy
    pierwsi, a więc mogliśmy albo rozpocząć wojnę domową, zabić, kogo trzeba (lub
    zostać zabitym) albo się dogadać. Wybraliśmy to drugie - Okrągły Stół,
    Magdalenkę i ponosimy konsekwencje tego wyboru.
    IPN nie może zajmować się SB-kami i ludźmi systemu bo "pacta sum servanda", a
    nawet jeśli nie to tak kasta naprawdę "urosła w siłę i żyje dostatniej" więc
    strach. Poza tym przy nich siła kasy i mediów więc trochę straszno.
    IPN i inni skaczą wobec tego na pochyłe drzewa przy okazji szkodząc Polsce - bo
    skoordynowany atak na Wałęsę, którego legendę powinniśmy hołubić (toż to czysty
    Americam Dream!) szkodzi Polsce.
    W moim przekonaniu brak przeprowadzenia lustracji wychodzi nam właśnie bokiem.
    Ale nie wiem, co z tym teraz zrobić. Przypadek Profesora Stanka jest dość
    symptomatyczny - w zasadzie przyznał się do "błędów młodości" - ale uznano, że
    to mało! To może lepiej dla niego byłoby, gdyby "poszedł w zaparte" od początku?
    Wielu by mu przecież uwierzyło...
    I tak właśnie się to kręci - "Kowal zawinił, a Cygana powiesili" i to w dodatku
    publicznie!
    Czy można się było oprzeć systemowi - w sumie tak. Nawet kiedyś ksiądz z Nowej
    Huty powiedział mi na kolędzie - "Uczciwy człowiek najczęściej uczciwym
    pozostaje. Mniej uczciwi szukają usprawiedliwienia dla samych siebie...". Mądre
    słowa!
  • marekjpo 18.04.09, 19:09
    tygrys2009 napisał:

    > Czytaj dokładnie i tyle.

    Czytam, i nadziwić się nie mogę.

    Po pierwsze, Panie Tygrys, dyskusje anonimowe są stratą czasu - za łatwe. Wobec czego przedstawię się: Marek Podgorny, MSc, Ph.D., dr. hab. Pracownik IF UJ (instytucja Prof. Stanka) od 1973go to 1993go, po prawdzie pewnie połowa z tego za granicą. Mieszkam w USA od 1991. Reszta danych na LinkedIn.

    W odróżnieniu od Pana (jak i innych uczestników tej dyskusji) znam sprawę prof. Stanka od podszewki: po pierwsze, byłem naocznym świadkiem i uczestnikiem rozgrywek naukowcy - UB, po drugie, z czystego trafu, byłem gościem IFUJ akurat jak sprawa Stanka "wybuchła" w wyniku psiej zajadłości Pani Barbary Niemiec.

    Proponuje Panu, Panie Tygrys, ujawnienie personaliów - wtedy będziemy mieli prawdziwą wymianę zdań w miejsce tchórzliwych strzałow zza węgła. No więc czekam. Na początek zaś parę komentarzy:

    > Też wyjeżdżałem jako fizyk w tym samym okresie za granicę i nie musiałem
    > uczestniczyć w jakichkolwiek spotkaniach w kawiarniach i odpowiadać na pytania
    > o "nastroje w Instytucie". Wielu moich kolegów również wyszło z tego okresu z
    > czystymi rękami.

    Bullshit.

    Było tak: UBecja nie miała ludzi, żeby szykanować wszystkich. Jak wybierała ofiary, nie wiadomo. Jaki procent próbujących dostać zielony paszport był inwigilowany, nie wiadomo, bo większość ludzi nie lubiła o tym mówić. Znam takich, którzy z pewnością żadnych kontaktów nie mieli, takich którzy z pewnością mieli, ale wolą się nie afiszować, i takich, którzy byli nękani przez lata.

    W poprzednim paragrafie twierdzi pan, że niczego Pan nie musiał. W następnym zdaniu zręcznie Pan sugeruje, że w zwiazku z tym Pana i Pana kolegów ręce są czyste. Ja twierdzę, że niczego o czystości rąk grupy, która zastała zostawiona przes UBecje w spokoju powiedzieć się nie da. Nie będąc poddany próbie nie może Pan twierdzić że Pan jej sprostał. Kto wie, może Pan by został "TW Tygrys"-em, gdyby to pana nazwsko UBecja wyciągnęła ze swoich przepastnych akt? Nawiasem mówiąc, nic w Pańskich obszernych wypowiedziach na tym forum nie przekonuje mnie o prawości Pana charakteru.


    >
    > Raz proponowano mi wstąpienie do PZPR, ale odpowiedziałem, że nie jestem jeszcze
    > ideologicznie gotowy (dali mi spokój).

    No, proszę - smooth! A mnie nie proponowali. Może nie wyglądałem na dobrego kadydata. Wojsko Polskie nie dało mi awansu na oficera po programie rozrywkowym mojego autorstwa na ostatnim poligonie. Że też nie przyszło mi do głowy się tym chwalić po roku 80-tym - może nie musiał bym tak ciężko pracować na emigracji....


    >
    > W 1980 r. zakładałem SOLIDARNOŚĆ (pierwszą i prawdziwą) a nie "intensyfikowałem
    > kontaktów z SB". To już nie były lata stalinizmu!!! Nikt nic nie musiał!

    No i co? Prof. Stanek robił to samo. W jego pracowni przechowywane było archiwum tej prawdziwej Solidarności. Rozlepiał ulotki, organizował akcje. Skąd wiem? Moja sprawa. Tylko jakoś tak, kiedy banda Instytutowych nierobów rzuciła się na legalne już związkowe posady i funkcje, Dr. Stanek skromnie wrócił do robienia fizyki. Zarabiać na życie dalej musiał za granicą, podzczas gdy mniej zdolni a bardziej obrotni już byli utrzymywani przez związek. Przyjrzyj się Pan, Panie Tygrys, karierze poszkodowanej i prześladowanej Pani Barbary Niemiec, która publicznie doniosła, a potem się już nie interesowała......

    >
    > Paszporty wydawała Milicja Obywatelska (prywatne) lub Dział Współpracy z
    > Zagranicą (zielone - służbowe). Nie trzeba było iść z SB-kiem do kawiarni. Jak
    > mi odmówiono jednego wyjazdu ("z ważnych powodów państwowych") to nie pojechałem i już!

    Tygrys - Pan się zastanów. Jak było tak, dobrze, to dlaczego było tak źle??? Paszporty nam dawali, olbrzymie dochody za granicą - to są Pańskie twierdzenia! - to po coś Pan tą Solidarność zakładał?

    Bardzo lubie Pański eufimizm: Dział Współpracy z Zagranicą. Wydawał paszporty, a jakże. Zielone paszporty wydawał pracownik UB siedzący w specjalnej pancernej kanciapie wewnątrz wyżej wspomnianego DWzZ. Każdy Panski wniosek wyjazdowy był opiniowany przez Instytutową PoP.

    Dalej: UJ (jak większość uczelni - choć co do AGH mam wątpliwości) popieral wyjazdy zagraniczne nawet zarzadzany przez komunistycznych rektorow. Dlaczego? Polski komunizm zawsze był "na niby". Nawet indywidua typu rektora Karasia rozumialy, że izolacja oznacza śmierć uczelni. Wobec tego UJ jako instytucja współpracował z UB (np. przez udzielania im pokoju na składnicę paszportów). Taka polityka była dla Polski zbawienna, bo choć trochę wiedzy przetrwało. Z czego dla mnie jasno wynika, że w pewnych przypadkach współpraca z UB była nie tylko konieczna, ale niezbędna dla przetrwania narodu. Rownież moim zdaniem, nie Panu, Panie Tygrys, sądzić wybory moralne ludzi, którzy dla tego kraju zrobili dużo dobrego - a takim czlowiekiem jest Jaś Stanek.


    >Wątpię, czy Biskup Wojtyła chadzał z SB-kami po kawiarniach i opowiadał
    > o stosunkach w kościele aby dostać paszport.

    Po paszport pewnie chodził, ale chodzil do krakowskigo Komitetu PZPR. Na przykład, żeby uratować seminarium duchowne. Jeśli, jak Pan niewątpliwie twierdzi, każda rozmowa jest współpracą, to wie Pan, co z tego wynika......


    >
    > Przysięga w Wojsku Polskim (taki napis był na bramie jednostki - sprawdź stare
    > zdjęcia) nie była na wierność ZSRR. A jak spojrzysz na zdjęcia przysięgi Dywizj
    > i Kościuszkowskiej to zobaczysz, że przyjmuje ją Wanda Wasilewska i... KSIĄDZ!

    No i znowu ta ambiwalencja - to jest ciekawe. Panie Tygrys, musisz się Pan zdecydować, czego bronisz. Mnie się wydaje, że pieczesz Pan swoją własną pieczeń. Ksiądz na przysiędze, i Wojsko było Polskie. Wg. mnie, przysięgę Pan złożył, a teraz pan się wybiela. Jak ja takową przysięgę składałem w Zgorzelcu, to ksiądz musiał być na wakacjach (lato było). ZSRR nie było wspomniane, ale jestem pewien, żeśmy prysięgali bronić ustroju i sojuszników.

    Poza tym, znów ten sam problem mnie uwiera - jak było tak dobrze, to po co było poprawiać i wygłupiać się z zakładaniem Solidarności?

    Dyskursant z Pana, Panie Tygrys, jest żaden. Myśl przewodnia Panu ucieka, kiedy wdajesz się Pan w szczególy.

    >
    > Profesora Stanka ceniłem za to, że miał odwagę cywilną się przyznać. Ale teraz
    > dał się użyć jako narzędzie tym, którym zależy na tym, aby przeszłość pozostała
    > w cieniu...

    Bullshit squared.

    Nie przyszło Panu do głowy, że może to prof. Stanek używa mediów - jako ostatniej deski ratunku - próbując odzyskać honor zabrany mu przez takich zwoleników "lustracji" jak Pan? Nie pasuje do obrazka, co? Lepiej zasugerować, że jak przedtem współpracował z SB, to teraz współpracuje z obrzydliwymi dziennikarzami.

    W podsumowaniu:

    Jak jasno wynika z pana wypowiedzi, w PRLu było Panu świetnie. Wyjazdy, ksiądz na przysiędze, brak szykan.... No to skąd w panu taka nienawiść i chęć zemsty? No bo po co ta lustracja, jak nie po to? Wg Freuda, coś z Panem nie tak. Bozia jaj nie dała, i trzeba teraz używać ksywy Tygrys dla kompensacji?

    Weź Pan Xanax.

    PS: kto to Profesor Pimko?
  • marekjpo 28.04.09, 03:36
    10 dni temu zaproponowałem tygryskowi ujawnienie się. Od tej pory paszczęka mu się zamknęła - ani mru-mru.

    Jest to dla mnie dotkliwy cios, bo co tu gadac - to jest krok wstecz. W PRLu byle makaron był 4ro-jajeczny. W 4tej Rzeczpospolitej nawet tygrysy są bez jaj....

    I to by było na tyle.

    Marek Podgorny

    PS: Mówię ci, tygrysiu - przyznaj się, choć prywatnie. Zaraz na duszy będzie lżej. Wyobraź sobie, że znajdę twoją tożsamość innymi metodami, i wtedy dopiero będzie śmiesznie. Zaryzykujesz to? A jak się przyznasz, to Ci przyślę surowego hamburgera 1szej klasy USDA. No, może dwa? w Polsce takich nie ma......

    Tymczasem, miłych snów, Tygrysku - Twoj Kłapołuchy.
  • lektor-lektor 20.04.09, 15:11
    Pragnę przypomnieć, że pełna dokumentacja w sprawie lustracji prof. Stanka znajduje się na stonie: janstanek.home.pl
  • scofield 09.04.09, 09:47
    faktycznie odwaga, którą należy nagradzać orderami. Zresztą czego można się
    spodziewać bo preziu, który łamie konstytucję dziesiątki razy bez mrugnięcia okiem.

    Takie absurdy istnieją tylko w tym skrawku państwa pozostałym po IV RP. Po
    pierwsze co to znaczy, że osoba, która jest podejrzana o współprace nie może
    zobaczyć swoich akt. Toż to kuriozum, że szkoda stukać w klawiaturę, żeby
    wyjaśniać. Ostatni raz to w latach 50-tych takie prawo funkcjonowało, a nawet
    nie wiem czy komuna się nie wstydziła zapisać tego inaczej i tylko praktyka taka
    była. Bo komunistyczni zbrodniarze lat 40 i 50 wychowali się w okresie
    międzywojennym na okrutnych, ale dość zasadniczych ludzi. Dzisiejsi zbrodniarze
    z IPN są po prostu zwykłymi padalcami. Na dodatek komunistyczni zbrodniarze
    robili swoje podłości albo ze względu na własny sadyzm lub dla idei, a dzisiejsi
    dla posady i awansu niemożliwego bez wykonywania wyroków cywilnej śmierci.

    Po drugie moja uczelnia też nadaje się tylko do tego, żeby na nią splunąć, co to
    znaczy, że skoro nie ma żadnych dowodów, ani śladu świadczącego o współpracy to
    musi pan zrezygnować i być zawieszony. BO co ? LUDZIE !!! Pieprzyć taki UJ !

    A zeznania ubeka takie, bo oczywiście kryje agenturę. Weźcie poczytajcie coś
    innego niż Mein Kampf w kółko na zmianę z Zyzakiem.
  • 3cik 09.04.09, 12:18
    Zaszczuć, zniszczyć i odmówić prawa do odwołania.
    "Jeśli my nie napiszemy historii to oni zrobią to za nas" w pełnej krasie.
    --
    Domena kompletny.swir.pl NIE JEST NA SPRZEDAŻ i NIE SZKALUJE
    żadnego prezydenta!
  • maaac 09.04.09, 12:52
    No bo lustracją kogoś tak mało waznego dla losów państwa po co się
    zajmowac? "Obiektywizm" bloggerski tego nie wymaga.
    --
    Człowiek wierzący jest gotów oddać za swoją wiarę swoje życie.
    Fundamentalista (moher) jest gotów dla swojej wiary odebrać komuś
    życie. :(
  • l005 09.04.09, 13:58
    Gdy dostał paszport i wyjechał to nie powinnien wracać. Powrót był jego
    największym błędem. Ech ten głupi patriotyzm i przywiązanie do Polski. Na
    szczęcie wygląda na to że obecne młode pokolenie Polaków zostało z tego w
    dużej częście wyleczone w czym lustratorzy i PiS mają duży udział. Jednak coś
    pożytecznego dla młodych z tego wszystkiego wychodzi.
  • tygrys2009 09.04.09, 15:21
    Widać, że w ogóle nie znasz tych czasów.
    W 1978 r. o którym pisze Profesor w Wyjaśnieniach był on prawdopobnie młodym
    asystentem/magistrem z pensją ok. 17-18 USD miesięcznie (lub co jeszcze gorzej
    był na studiach doktoranckich). I teraz wyobraź sobie, że może jechać na
    stupendium do RFN (ok. 1300 DM miesięcznie, czyli ok. 700 USD/m-c). Czyli za
    miesiąc dostanie tyle, co za TRZY LATA pracy w Polsce, zostanie "krajowcem
    dewizowym", PEWEX'y staną przed nim otworem - jednym słowem stanie się w Polsce
    bogaty. Jak przyoszczędzi to za trzy miesiące kupi nowego Fiata 125p za
    dolary!!! A i dorobek naukowy się uzbiera (przecież uwzględnią w spisie autorów
    publikacji).
    A w RFN te 1300 DM to znacznie poniżej słabej pensji. Po prostu wtedy najlepszy
    mechanizm był taki - zarabiac TAM, wydawać TU!!!
    Owszem, gdyby już wówczas był Profesorem i to uznaną sławą kalkulacja byłaby
    inna - ale pamiętaj to był 1978 rok!
    I dla takiej, w sumie życiowej szansy ludzie niestety decydowali się na takie
    niewinne "spotkania w kawiarniach".
  • szatanskipomiot 10.04.09, 04:04
    Tu nie chodzi oto czy ten pan byl TW czy nie. Tylko o to, ze nie
    isnieja procedury prawne umozliwiajace oczyszczenie sie z tego
    zarzutu. No i jak to mozliwe, ze oskarzony nie ma prawa zobaczyc
    oryginalnych materialow na podstawie ktorych go oskarzono tylko
    notatki sporzadzone przez jakiegos urzednika? Czy wyroki tez
    zaczniemy wydawac na podstawie jakichs swistkow zamiast dowodow?
    W panstwie prawa kazdy, nawet najgorszy przesteca, ma prawo do
    obrony i uczciwego procesu. Temu panu tego prawa odmowiono. Chyba
    pozosaje mu trybunal w Strasburgu.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.