Dodaj do ulubionych

dojrzalosc i dojrzalosc

28.09.09, 21:58
przypadkiem kliknelam w forum KOBIETA DOJRZALA!!! - i prosze co tam
wisi na pierwszej stronie:

przepisy
ciasta
salatki
nasze zwierzaki
zdrowie i uroda
dziennik odchudzania

i to podobno juz od czterdziestki...

ja bym zrobila inna liste:
buty
kapelusze
wlasne projekty na drutach
party
wycieczki
sport i fitness
perfumy
drinki
ulubione restauracje

no fakt, po czterdziestce jestem sporo, nawet po piecdziesiatce...

--
reszty nie trzeba

MAKE STYLE NOT WAR
http://emoty.blox.pl/resource/knitting.gif
Obserwuj wątek
    • felinecaline Re: dojrzalosc i dojrzalosc 28.09.09, 23:10
      Moja lista:

      dobra sytuacja w robocie,
      fajne uklady pozarobocze, duzo rozrywki
      mezczyzna, wino i spiew
      swiat jest piekny - warto sie o tym jak najczesciej przekonywac osobiscie,
      zwlaszcza, ze zrobilo sie mniej granic apieke nie znaczy dalekie;
      zdrowie - to oczywiste, bo tylko wtedy, kiedy ono dopisuje mozna odpowiednio
      korzystac z wszystkiego, co powyzej;
      szmaty i perfumki - bezwzglednie dopelniaja calosci;
      bez sportu obchodze sie swietnie cale zycie (z malenkimi wyjatkami typu plywanie
      i zagle);
      niezaleznie od wszystkiego ciagle sie czegos uczyc
      ...a wlasciwie to ile ja mam lat? Niewaaaazne, za pare tygodni bedzie o 1 rok
      wiecej no i co z tego?
          • felinecaline Re: dojrzalosc i dojrzalosc 29.09.09, 00:03
            A ja tam stwierdzam, ze niech kazdy sobie wg wlasnego widzimisia, moge im z
            mojej kuchni jeszcze dolac zupy, ktore praktykuje "kazdego 36 dnia miesiaca" ;-P
            a z kolei w swoim spisie zapomnialam jeszcze jednej bardzo waznej rzeczy: moc
            sie wyspac czesciej niz do tej pory.
      • jolix Re: dojrzalosc i dojrzalosc 30.09.09, 12:01
        Feline,
        wracam do meritum wątku i obiema rękami podpisuję się pod Twoją listą
        dojrzałościową wink
        Dla mnie dojrzałość jest jednak bardziej, a może nawet przede wszystkim, kwestią
        pewnej samoświadomości psycho-fizyczno-emocjonalnej; zdolnością dojrzenia w
        sobie i wokół siebie tego, co nam:
        - robi dobrze i odwagi i umiejętności cieszenia się tym
        - robi źle i odwagi omijania tego

        Dojrzałość to sposób patrzenia w siebie, a nie w metrykę wink

        --
        Także to nie tak że ...
        • felinecaline Re: dojrzalosc i dojrzalosc 30.09.09, 12:15
          Qrde, moze bysmy sie wreszcie kiedys polkocily troche, jestem pewna, ze
          podgladaczki maja juz owerdoze mniodu i zgody.
          A tak powaznie, jolix, bardzo Ci dziekuje za poparcie mojego widzimisia
          zyciowego, zapewne mozna by jeszcze dorzucic bardzo wiele kryteriow, ale ciagle
          czekam na innych uczestnikow, ktorzy dorzuca swoje trzy grosze.
          Narazie puszcze watek wnetrzarski, ktory da z pewnoscia pole do polemik ;-D
    • metodiw Re: dojrzalosc i dojrzalosc 29.09.09, 00:28
      Żadnych przepisów i gotowania sad

      komputer z internetem
      książki
      kotek
      dopieszczanie mieszkania (u dzieci też)
      zwiedzanie świata (zawsze mniej możliwości niż chęci)
      spotkania z przyjaciółmi
      robota na ćwierć gwizdka, żeby nie zgnuśnieć i coś uścibolić
      sybaryczenie się
      sklepy - najlepiej meblowe, budowlane, z wyposażeniem wnętrz, z ciuchami i
      butami, fryzjer, kosmetyczka (bo jakoś trzeba wyglądać)
      czasem kino i knajpka, niechby nawet sieciówka jak Pizza Hut, w której zjadłam
      obiadek w sobotę smile

      I może... może... jeszcze coś...kiedyś..., ale faceci już nie, wystarczy tongue_out

      A odchudzać, to mi się nawet już nie chce wink


      --
      Nie jestem hieną. Działam na własną rękę.
      • metodiw PS. 29.09.09, 00:29
        A jak widzę fora: Kobieta dojrzała czy po ....-ątce,
        to uciekam, gdzie pieprz rośnie!
        --
        Nie jestem hieną. Działam na własną rękę.
        • zettrzy Re: PS. 29.09.09, 19:19
          kiedy takie fora moglyby byc fajne, bo w koncu istnieje cos takiego
          jak wspolnota pokolen - te same wspomnienia, np., albo rozpoznanie
          jakiegos znaku z przeszlosci, ktory ma znaczenie tylko dla danego
          pokolenia; ale kiedy jedynym wyznacznikiem przynaleznosci grupowej
          staje sie jedzenie i - buahahaha - odchudzanie, to zaczynam sie
          zastanawiac ile ja tak naprawde mam lat...
          --
          reszty nie trzeba

          MAKE STYLE NOT WAR
          http://emoty.blox.pl/resource/knitting.gif
          • metodiw Re: PS. 29.09.09, 19:40
            zettrzy napisała:

            > kiedy takie fora moglyby byc fajne, bo w koncu istnieje cos takiego
            > jak wspolnota pokolen - te same wspomnienia, np., albo rozpoznanie
            > jakiegos znaku z przeszlosci, ktory ma znaczenie tylko dla danego
            > pokolenia...

            To mniej więcej mamy tutaj smile
            --
            Nie jestem hieną. Działam na własną rękę.
            • felinecaline Fora sa takie, jakie sa ludzie, ktorzy sie na nch 29.09.09, 22:43
              jacy sa ludzie, ktorzy sie na nich skupiaja.
              Jesli na niektorych panie w roznym wieku pasjonua sie szydelkowaniem, pieczeniem
              ptysiow czy tez wymieniaja niezawodnymi sposobami na schudniecie o 5 kg w ciagu
              2 dni i potrafia o tym dyskutowac bez obrzucania sie obelgami czy chociazby bez
              kwasno - slodkich epitetow to fajnie. My zreszta tez - jak napisalam w ktoryms
              poscie nie "rusamy z posad bryly swiata", udaje sie nam nie dyskutowac o
              polityce czy pieniadzach i smiem stwierdzic fajno jest.
              W kazdym razie ja lubie sobie tutaj zajrzec, zwlaszcza wlasnie , kiedy cos
              doskwiera wtedy, kiedy rzeczywistosc wali mnie na kolana(bez konotacji modlitewnej).
              Nie wiem, jak dlugo ze soba wytrzymamy ale na dzis chwialam Wam podziekowac, ze
              jestescie.

                • metodiw Re: Fora sa takie, jakie sa ludzie, ktorzy sie na 30.09.09, 00:04
                  zettrzy napisała:

                  > nie musimy zaraz ruszac niczego z posad, ale bunt sie we mnie budzi
                  > jak widze stereotyp upupienia w pewnym wieku... zwlaszcza kiedy
                  > stereotyp wychodzi ze tak powiem z ludu, czyli tej wlasnie grupy wink

                  Hm, może ten stereotyp jednak jest dla większości prawdziwym życiem?
                  Czytałam wczoraj na głównej stronie Gazety wątek o obowiązkach babci,
                  dotyczących niańczenia wnucząt, z której to dyskusji wynikało, że babcia nie ma
                  obowiązku, ale jednak powinna...Temat rzeka, więc nie będę go tu rozwijać, ale
                  skojarzył mi się z jedną z moich koleżanek.
                  Przeszła na emeryturę, zaraz potem owdowiała, a jej "żeniate" dzieci zaczęły
                  sypać wnukami. Razem czworo tych wnucząt, po dwoje od każdego. Rzecz w tym, że
                  dzieci zamieszkały z dala od domu - tak przeciętnie po dwie godziny pociągiem w
                  jedną stronę (a i to syn przeprowadził się bliżej, bo kilka lat mieszkał w
                  Warszawie). No i ta moja koleżanka, w imię - miłości do dzieci i wnucząt? -
                  poczucia obowiązku? - lęku przed samotnością? kursuje BEZ PRZERWY pomiędzy
                  jednym a drugim dzieckiem...Prawie codziennie w pociągu (podejrzewam, że bilety
                  za własne pieniadze), raz u jednego, raz u drugiego, żeby było sprawiedliwie.
                  Nie wiem, ale ja sobie mimo wszystko nie wyobrażam, żebym tłukła się pociągiem
                  dwie godziny tylko dlatego, że wnuka trzeba odebrać z przedszkola... Rozumiem
                  jakiś nagły przypadek, ale regularnie???
                  Fakt, nie martwi się kobitka o nadwagę, ale u wszystkich koleżanek, które
                  zostały niejako zmuszone do permanentnej opieki nad wnuczętami, widzę nie tylko
                  miłość do nich, ale potworne znużenie...
                  --
                  Nie jestem hieną. Działam na własną rękę.
                  • felinecaline Re: Fora sa takie, jakie sa ludzie, ktorzy sie na 30.09.09, 00:18
                    A ja z kolei sie zastanawiam, czy te kochajace niewatpliwie babcie nie
                    uszczesliwiaja aby potomstwa na sile? Czy zastanowily sie, czy aby ich dorosle
                    i samodzielne przeciez dzieci rzeczywiscie potrzebuja i chca ich stalej pomocy i
                    obecnosci.
                    Moze owe dzieci nie maja odwagi powiedziec: "Mamusiu, kochamy Cie i doceniamy,
                    ale daj nam pozyc po naszemu".
                    Trudne to ... niewatpliwie.
                    • metodiw Re: Fora sa takie, jakie sa ludzie, ktorzy sie na 30.09.09, 00:40
                      Najczęściej jednak konieczność powrotu do pracy zaraz po macierzyńskim i brak pieniędzy na opiekunki lub poczucie, że jakim niby prawem mam płacić obcej osobie, kiedy babcia jest na emeryturze? Jedna z koleżanek wychowuje wnuczkę tak całkowicie, że mała podobno mówiła do niej "mamo", kiedy była mniejsza.

                      Ale jak już wspomniałam, to temat rzeka, nie musimy powielać dyskusji, które toczą się na innych forach, chyba że macie coś do dodania.
                      --
                      Nie jestem hieną. Działam na własną rękę.
                      • felinecaline Re: Fora sa takie, jakie sa ludzie, ktorzy sie na 30.09.09, 10:05
                        Dzien dobry.
                        Owszem, mam cos dodania na tym forum, bo nie znam wszystkich i inne szczerze
                        mowiac malo mnie obchodza.
                        Urlop macierzynski w kazdym kraju, w ktorym w ogole istnieje ma to do siebiee,
                        ze ktoregos dnia sie konczy i zawsze nasteuje to "za szybko" i zaczynaja sie
                        schody - szukanie opiekunki: w zlobkach miejsce trzeba rezer<o<ac na kilka at
                        przed planowanym rozmnozeniem sie, zrezta o ile wiem w Polsce zlobki maja opinie
                        baaaardzo "be".
                        Opiekunki? Te maja zasdnicza ade: kosztuja.No wiec naturalna koleja rzeczy
                        zostaje oczywiscie babcia .
                        Ale znaj proporcje, mocium Pani - matko z corka.To nie moze i niemusi oznacac
                        niewolnictwa babci, moze przeciez swoje obowiazki podzielic z ...dziadkiem a
                        nawet...z dziadkami z drugiej strony. Nie chce nyc goloslowna, mam taki przyklad
                        tuz za sciana! maly Leo ma teraz 4 lata i jest przedszkolakiem. Od narodzin jego
                        obowazkami dzielily sie mama, 2 babcie i 1 dziadek, drugi nie opiekowal sie
                        nigdy nawet wlasnym synem.
                        Ale ta znna mi babcia nigdy nie stala sie niewolnica wnuka ani swojej corki, ma
                        bardzo bogate zycie osobiste, jest filarem "wojewodzkiego" oddzialu Secours
                        Populaire (laickie stowarzyszenie pomocy spolecznej).Zajeta od rana do poznego
                        wieczora, uczestniczy w kole tanca grupowego, chodzi na gimnastyke i plywalnie,
                        w wieku 64 lat wyglada na 50.
                        Wkrotce w jej slady pojdzie druga moja kuma.
                        Owszem, zajmie sie wnukiem w pierwszym miesiacu po jego narodzeniu, ale potem
                        basta - powrot do sralego miejsca zamieszkania i stalej roboty.
                        Taka jest umowa.
                        Pozostanie na miejscu druga babcia, Francuzka (tamta "niegodziwa" ;-P , moja
                        kuma jest Polka, choc nie "matka Polka").
                        No ale coz, to kwestia zdrowego rozsadku, wzajemnego zrozumienia i szacunku i
                        tej umowy wlasnie.
                        No to basta, tyle mialam do powiedzenia.


                        • metodiw Opieka nad wnuczętami. 30.09.09, 10:58
                          Jeżeli ten temat Cię interesuje, to mogę jeszcze rozwinąć.
                          Córka tej koleżanki, która zastąpiła dziecku matkę, jest lekarzem. Urodziła,
                          kończąc jednocześnie medycynę. Wiadomo - albo dziecko, albo wdrażanie się do
                          zawodu. Wybrała to drugie. Teraz jej córka ma chyba koło 10 lat i o wiele
                          bardziej związana jest z dziadkami, niż z wiecznie zapracowaną matką.
                          Natomiast w przypadku tej "dojeżdżającej" do wnuków, cały grafik opieki nad
                          dziećmi udaje się i tak dzięki temu, że rodzice jednych są nauczycielami i
                          pomagają im równiez drudzy dziadkowie, a ojciec drugich większość pracy wykonuje
                          w domu.

                          Nie mam nic przeciwko opiece dziadków, bo sama najwięcej zawdzięczam właśnie
                          Teściowi. Co prawda właściwie sama odchowałam własne dzieci (i to prawie bez
                          pomocy ich tatusia), ale w sytuacjach awaryjnych pomoc dziadka (nota bene
                          inwalidy pierwszej grupy) była nieoceniona. Był taki krótki, kilkumiesięczny
                          okres, kiedy wróciłam do pracy po macierzyńskim (potem zlikwidowano moje
                          stanowisko pracy i kilka lat nie pracowałam, rodząc w międzyczasie drugą córkę).
                          Babcie pracowały i miały jeszcze daleko do emerytury, więc brało się taksówkę i
                          przywoziło dziadka, który pracowicie wspinał się na nasze wówczas drugie piętro.
                          Sam był dwudziestoletnim smarkaczem, kiedy urodził mu się syn, zaraz potem
                          zaczął poważnie chorować i niestety, nie miał możliwości wychowania własnego
                          dziecka. Natomiast wspaniale opiekował się wnuczką. Nikt tak jak on jej nie
                          zabawiał, karmił, usypiał - no, a jaki był z tego dumny! Zresztą, razem z
                          dziećmi byłyśmy zawsze związane z dziadkami, mimo mojego rozwodu z ich synem.
                          Teściowa w stanie wojennym potrafiła załatwić dla dzieci coś dobrego (zresztą
                          moja Mama też), a przede wszystkim lekarstwa dla mojej młodszej chorowitej,
                          których nie produkowano w Polsce.
                          Naprawdę, jestem bardzo wdzięczna wszystkim dziadkom za pomoc w opiece nad moimi
                          dziećmi, ale nigdy wtenczas nie przyszłoby mi do głowy, aby zażądać od babć
                          rezygnacji z własnej pracy i przejęcia opieki nad moimi dziećmi. W końcu to na
                          mnie spoczywał ten obowiązek tym bardziej, ze na ich ojca nie bardzo dało się
                          liczyć.
                          --
                          Nie jestem hieną. Działam na własną rękę.
                            • azalijazaza Moja dojrzalosc najpewniej 30.09.09, 20:19
                              objawila sie, kiedy zdecydowalam sie nie miec dzieci.
                              Byla to decyzja podjeta szybko i z latwoscia, nigdy nie rozczulaly mnie
                              niemowlaki, wprawdzie dzieci uwielbiam, ale wole, by to byly cudze, bo unikam za
                              nie odpowiedzialnosci.
                              Wieeeem, to bardzo egoistyczne (no ale sybaryta jest sila faktu egoista).
                              Ale z drugiej strony...mialam taka ciotke, ktora juz po moim wyjezdzie i
                              zamesciu ubolewala nad moja niedojrzaloscia i stawiala pytanie retoryczne mojej
                              Mamie (nawzajem serdecznie sie nie znosily ;-P) "Kieeedyz ta E... wreszcie
                              spowaznieeeeje?
                              Mam nadzieje, ze w rozumieniu tej ciotki wciaz nie spowaznialam i ze nigdy to
                              nie nastapi.
                              To jedyna osoba w mojej rodzinie, ktorej nigdy nie lubilam...
                              • zettrzy Re: Moja dojrzalosc najpewniej 01.10.09, 22:55
                                ja tez uwazam ze mienie dzieci TYLKO dlatego ze "tak trzeba" albo
                                rodzina sie domaga stanowi dowod totalnej niedojrzalosci; i tacy
                                rodzice nigdy dojrzalosci nie sa w stanie osiagnac
                                tak nawiasem, od wielu lat slysze ze decyzja zostania matka jest
                                dowodem egoizmu, poniewaz dzisiejsza matka cieszy sie milionem
                                przywilejow nieznanych kobiecie bezdzietnej - i co ciekawsze ta
                                opinia najczesciej pojawia sie wsrod matek

                                skomplikowany swiat...
                                --
                                reszty nie trzeba

                                MAKE STYLE NOT WAR
                                http://emoty.blox.pl/resource/knitting.gif
                                • felinecaline Troche plotek 11.10.09, 12:36

                                  Re: Przyleciały i osiadły
                                  kitek_maly 11.10.09, 00:01 odpowiedz

                                  Motyle muszą odejść. wink


                                  One pasują do pokoju 10-letniej księżniczki a nie przedpokoju dorosłej kobiety.
                                  IMO of kors. smile))
                                    • metodiw Re: Troche plotek 11.10.09, 16:02
                                      big_grin big_grin big_grin

                                      Bo jak dojrzewasz, to powinnaś się przestawić na trwertyn i wierzbę mandżurską smile

                                      A jaki właściwie wieszak powinna mieć KOBIETA DOJRZAŁA?
                                      Pytam, bo sama szukam wink
                                      --
                                      Nie jestem hieną. Działam na własną rękę.<*>MNIE się podoba... podoba MI się smile
                                      • felinecaline Re: Troche plotek 11.10.09, 16:16
                                        A propos wieszaka: nie znosze i nie mam.
                                        Nasze "przyodziewki zwierzchnie" po zdjeciu ida na jakis czas na balkon a potem
                                        po prostu do szafy w przedpokoju.
                                        Szafa bardzo neutralna, zaden tam wypasiony "omandor" czy inna
                                        "besramkowa", zwykla wneka w jednej ze scian z szeroka polka na gorze i 2
                                        dzialkami na "wisielce" i buty w "parterze", dla 2 osob.
                                        • felinecaline Re: Troche plotek 11.10.09, 16:18
                                          Acha, wneka oczywiscie zamknieta najzwyklejszymi drzwiami harmonijkowymi w
                                          bialej okleinie.
                                          Skutkiem lenistwa owa podstawowa wersja nigdy nie zostala zamieniona na drzwi
                                          przesuwne i nie doczekala sie "lepszej" okleiny.
                                          • metodiw Re: Troche plotek 11.10.09, 17:28
                                            Moja niewielka wnęka przedpokojowa jest zagospodarowana do ostatka, nie mam innego schowka na rozmaite klamoty, buty, płaszcze zimowe itd. I muszę mieć drzwi suwane, bo zaraz obok są drzwi do łazienki. Fakt, że nie jestem zadowolona z pomysłu na fronty tych drzwi i już planuję, że kiedyś je zmienię lub zakleję tapetą, ale najpierw zobaczę, jak to będzie wyglądać po remoncie.
                                            Nie jestem zwolenniczką obwieszania wieszaka przedpokojowego wszelaką garderobą, w lecie nic tam nie wisi, ale w zimie lub jesienią odwieszam tam aktualnie noszone płaszcz czy kurtkę.
                                            No i dla gości się przydaje. Tak więc dumam, czy mam szukać czegoś ciekawego, czy po prostu przykręcić zwykłe haczyki.
                                            Dlatego podglądam rozwiązania wieszakowe na WM.
                                            --
                                            Nie jestem hieną. Działam na własną rękę.<*>MNIE się podoba... podoba MI się smile
                                            • jolix Re: Rola wieszaka 12.10.09, 07:46
                                              Teraz o wieszaku będzie - mój słynny wieszak służy do bycia na
                                              ścianie i sporadycznie do bycia wieszakiem: dla okryć gości, mojej
                                              kurtki, jeśli wyjdę w niej jeszcze tego samego dnia za mniej niż 4
                                              godziny. W przedpokoju nie mam szafy na ubrania - ta z lustrem obok
                                              wejścia do łazienki jest na buty, torebki, odkurzacz, suszarkę na
                                              pranie i deskę do prasowania. Przecież nie będę z kurtkami gości
                                              biegać do sypialnianej dużej szafy ...
                                              --
                                              Także to nie tak że ...
                                              • regata7 Re: Rola wieszaka 12.10.09, 10:57
                                                ja tam mam normalny wieszak. Wiszą na nim ciuchy aktualnie noszone.
                                                Na półce nad wieszakiem walają się czapki. Nie wyobrażam sobie
                                                mojego mieszkania (akurat tego, w którym mieszkam) bez wieszaka.
                                                Już widzę moich chłopaków, jak lecą grzecznie z kurteczkami do
                                                swoich szaf smile szczególnie z mokrymi smile
                                                Mieszkanie jest dla mnie, nie ja dla mieszkania. Pełni rolę
                                                służebną - dostosowuje się do potrzeb mieszkańców. Gdyby naszą
                                                nadrzędną potrzebą, była potrzeba estetyki, wieszaka pewnie by nie
                                                było. A tak - skorośmy wygodnickie stwory - jest smile

                                                A i koty też korzystają - Gutek bardzo lubi chować się pod
                                                płaszczami smile

                                                --
                                                Maja z myszką
                                                img475.imageshack.us/img475/5935/zmyszk1kg.jpg
                                                • felinecaline Re: Rola wieszaka 12.10.09, 12:30
                                                  Ja niestety tak juz mam, ze nie cierpie wisielcow od progu.
                                                  U krewnych-i-znajomych owe sprzety mnie ani ziebia, ani grzeja, ale u mnie sa
                                                  wykluczone.
                                                  Tak, jk pisze nasze ciuchy wierzcnie wedruja jeszcze na naszych grzbietach na
                                                  balkon a stamtad po jakims czasie do szafy.
                                                  Na ciuchy "podzwierzchnie" ja mam w sypialence wieszaki zamontowxane z tylu
                                                  drzwi, ktorych sie nigdy nie zamyka.
                                                  Kicur ma to samo a dodatkowo jeszcze "valet de chambre" taki typowo sypialniany
                                                  stojako-wieszak. No ale on jest arbiter elegantiarum ;-P.
                                                  I mamy jeszcze jeden schowej "schowajbide" gdzie przenosi sie z tego
                                                  przedpokojowego ciuchy "niesezonowe".
                                                  Kto to robi? No, zgadujcie ;èP.
                                                  • regata7 Re: Rola wieszaka 12.10.09, 14:47
                                                    nie nie - wyjście na balkon prosto po przyjściu - w życiu smile
                                                    musielibyśmy chodzić w butach, podłogę w pokoju byśmy brudzili, i
                                                    kto by to potem sprzątał. A potem z wyjściem to samo tylko w drugą
                                                    stronę - za dużo gimnastyki smile I jeszcze pilnowania, żeby koty przy
                                                    okazji nie wyparowały na balkon.
                                                    Balkon to ja lubię pusty... tak, żeby z ulicy nie widać było, że coś
                                                    na nim jest (poza jakąś półką). I właśnie do tej półki wynoszone są
                                                    niektóre buty (łatwo się domyślec, że sportowe i trapery potomka).

                                                    Wieszaczki na drzwiach sypialni też mam smile

                                                    Generalnie, mamy za małe mieszkanie, jak na nasze potrzeby i niezbyt
                                                    ustawne, dlatego nie mogę urządzić go tak, żeby spełniało wszelkie
                                                    potrzeby. Dlatego przede wszystkim ma być wygodne w użytkowaniu smile
                                                    Szczególnie dla leniuszków - to, co potrzebne w zasięgu ręki, i żeby
                                                    nie wymagało wielu czynności dodatkowych smile

                                                    --
                                                    Maja z myszką
                                                    img475.imageshack.us/img475/5935/zmyszk1kg.jpg
                                                  • felinecaline Re: Rola wieszaka 12.10.09, 19:44
                                                    No tak, duzo zalezy od ukladu mieszkania i jeszcze kilku czynnikow.
                                                    Pozwol, ze wyjasnie: wyjscie na balkon mam wprawdzie "na drugim biegunie"
                                                    mieszkania w stosunku do drzwi wejsciowych, ale dostep na balkon mam dwojaki:
                                                    albo z pokoju dziennego czy tez salonu jak kto woli i a kuchni.
                                                    Przechodze wiec przez kuchnie, gdzie zostawiam ewentualne zakupy zywnosciowe ,
                                                    zielenine zabieerajac od razu na balkon, gdziçe zzywam obuw i zdejmuje kurtke
                                                    czytam co (przewaznie nosimy kurtki, jako wygodniejsze w samochodzie).
                                                    Wracam do wnetrza, zajmuje sie tym, co najpilniejsze - sikniecie, mycie rak,
                                                    przygotowywanie kolacji.
                                                    Kiedy mi sie przypomni, najczesciej po dzienniku tivizyjnym znoszac "statki" do
                                                    kuchni znim siade na dalszy giag wieczoru przed kompem czy tivizorem funduje
                                                    sobie jeszcze lyk swiezego luftu a wracajac na ulubiony program zabieram ze
                                                    soba kurtki i wieszam we wczesniej opisanej szafie.
                                                    Buty - wlasciwie nie maja kiedy, gdzie i jak sie ubrudzic - dojazd samochodem,
                                                    w budynku przy wejsciu wycieraczka, druga przed drzwiami wejsciowymi - pare
                                                    machniec odnozami i podeszwwy sa czyste, nawet w wilgotna pogode. Stan chodnikow
                                                    i ulic - nikomu nie przyganiajac jest o pare oczek lepszy niz w ukochanym kraju
                                                    moich Przodkow, wiec dalibog, zycia sobie nie uprzykrzam.
                                                  • felinecaline Re: Rola wieszaka 12.10.09, 19:48
                                                    A tymczasem dojrzalam wlasnie do przemeblowania salonu.
                                                    Oczywiscie meble zostana jakie sa, cala operacja ograniczy sie do ich
                                                    przestawienia, moze uda mi sie cos "skazac na zeslanie" do piwnicy i ograniczyc
                                                    ilosc duperekel.
                                                    Ciezko mi bedzie wytrzymac do podyzurowego piatku - wczesniej nie ma na to
                                                    szans, rzecz MUSI sie odbyc w nieobecnosci Kicura a w piatki wlasnie ma on
                                                    "wychodne".
                                      • jolix Re: Troche plotek 12.10.09, 07:41
                                        Metodiw "Bo jak dojrzewasz, to powinnaś się przestawić na trwertyn i
                                        wierzbę mandżurską"

                                        Wobec tego grozi mi niedojrzałość wieczna wink Parapety mam z
                                        aglomarmuru i ta ilość kamienia mi wystarcza.
                                        Wierzba mandzurska znajduje moje uznanie jedynie w artystycznych
                                        bukietach z żywym kwieciem.

                                        Niedojrzała księżniczka 10+
                                        --
                                        Także to nie tak że ...
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka