Dodaj do ulubionych

Pytanieegzystencjalne

13.12.10, 12:08
Tak mnie naszlo (Meto, wiesz dlaczego) i musze (bo sie uduszee) Was zapytacx:
Ile w Was zostalo z dziecka? Jak przezywacie Swieta ( w kontekscie nastroju, dekoracji, koledd itepe).
Czym dla Was jest marzenie?
Czy uleganie nastrojowi jest infantylne?
Edytor zaawansowany
  • kasik68 13.12.10, 13:21
    To szybko odpowiadam, nie udus siesmile)

    Z dziecka pozostala mi ciekawosc swiata.
    I w ogole lubie spacerowac czy zwiedzac z dziecmi, bo wtedy moge zajrzec w rozne katy i zwalic na dziecko, ze chcialowink)

    Marzenie?
    marzenia spelniaja mi sie, wiec musze uwazac o czym marzesmile)

    Swieta, nie umiem Ci odpowiedziec.
    Nie , chyba nie ulegam swiatecznemu nastrojowi.
    Malo u mnie dekoracji swiatecznych, ale za to spiewamy przy stole koledy(to zasluga mojego meza)
    I to on sie cieszy tymi Swietami, na rowni z moimi dziecmi(choc syn juz zueplnie dorosly).
  • kwiatek_leona 13.12.10, 17:18
    Co zostalo z dziecka w kontekscie Swiat? Wygladanie przez okno w oczekiwaniu na pierwsza gwiazdke w Wigile! Kocham Boze Narodzenie miloscia calkiem dziecieca (a koledy nuce pod nosem caly rok). Choinka musi byc duza, upstrzona dekoracjami i swiatelkami i caly dom nosi slady swiateczne. Swietami trzeba sie cieszyc i z lepszym, czy gorszym skutkiem odkladam na bok mysli o tych, ktorych juz z nami nie ma i czasach, ktore nie wroca. Tu i teraz tworze wspomnienia, ktore kiedys w przyszlosci z uporem bede od siebie, wraz z uparta melancholia, odpychac. Ot. taki sobie paradoks osoby doroslej, ktora chce znow w Wigile byc dzieckiem. Ale uleganie nastrojowi nie jest infantylne, wrecz przeciwnie. Dzieci ulegaja bodzcom danej chwili, dorosli nastrojom, ktore pochodza z pamieci. A nie ma drugiej takiej okazji do ulegania nastrojom jak Wigilia. Sam moment lamania sie z innymi oplatkiem jest magiczny i ta magia trwa i zasypia sie z nia. O prezentach nie wspomne, bo wg. umowy rodzinnej nie wymieniamy sie nimi juz od kilku ladnych lat. Wszyscy juz wszystkiego mamy za duzo, oprocz bycia razem w spokoju i radosci i to tylko sobie dajemy.
    Marzenia? Jedne marzenia sa pierszym impulsem, kamieniem wegielnym do ich realizacji, do dzialania. Inne sa manifestacja nieumiejetnosci cieszenia sie tym, co mamy. Jeszcze inne sa tesknotami serca i duszy i na zawsze powinny tam pozostac.
    Oj cosik mi sie zdaje, ze wiele w tym moim pisaniu sensu nie ma ale Boze Narodzenia to nie czas na bycie sensownym , moze co najwyzej sezonowymwink

  • kasik68 13.12.10, 18:25
    No pieknie to napisalas Kwiatku, az mi smutno, ze tak nie odczuwam..

    Mam wraznie(i nie dotyczy to absolutnie Ciebie Kwiatku), z w wielu domach wystepuje przerost formy nad trescia.

  • kwiatek_leona 13.12.10, 20:02
    Kasiku, czujesz co czujesz i nie ma nic zlego w tym, ze poziom swiatecznego entuzjazmu jest nizszy niz "nakazuje ustawa", tym bardziej, ze Twoj maz zdaje sie rekompensowac jakiekolwiek ubytki checi z Twojej strony. Dla mnie np. Wielkanoc jako swieto moglaby w ogole nie istniec. Kiedys jeszcze, w jakims nieprzemyslanym poczuciu obowiazku, robilam pisanki i jakies tam pasztety, teraz mam w nosie. Moja siostra olewa Boze Narodzenia w tym roku kompletnie i wyjezdza z mezem na Fiji. Powiedzialabym "brawo" ale ta zolza zostawia w domu naszych rodzicow z dwoma psami, A to oznacza, ze bede musiala tam z mezem zasuwac i w Wigilie i w glowne swieto, zeby staruszkowie nie czuli sie calkiem opuszczeni. Spedzenie z nimi dwoch wieczorow pod rzad z kolei przekracza znacznie moje mozliwosci nerwowe i poczucie humoru i honoru, tak wiec i entuzjazm swiateczny znacznie zmalal. I nie zamierzam miec z tego powodu wyrzutow sumienia, o!
  • kasik68 13.12.10, 20:15
    Kwiatku, nawet nie wiesz, jak Cie rozumiem(nie bede sie tu wywnetrzac, opowiem Ci kiedys)..


    A przypomnialam sobie, ze to "nieodczuwanie" zaczelo sie w momencie, gdy moj szeciotygodniowy synek, Swieta spedzal w szpitalu, a ja , poznym wieczorem wrocilam do domu, gdzie wyskoczono na mnie z buzia"czemu tak pozno"(nie moglam sie z malusienkim rozstac)..I te pierogi i makowce , stawaly mi gardle.
    Magia Swiat prysla.


  • kwiatek_leona 13.12.10, 20:38
    "...gdzie wyskoczono na mnie z buzia"czemu tak pozno"
    Boze, co za egoizm i brak wyobrazni! Nie dziwie Ci sie, ze swieta stracily swoj smak, bo takich rzeczy sie po prostu nie zapomina...
  • felinecaline 13.12.10, 23:09
    No tak; chyba wszystkim sie zdarzylo tak, ze z wyczekiwanych z jakims naboznym (nie w sensie religijnym) lekiem czarownych swiat ktos w jakims nieszczesliwym momencie, niezgrabnym odruchu odpakowal pozlotke i ...czar prysl, zostala tylko kupka zeschlego igliwia na podlodze.
    Ja jako dziecko tak wlasnie mialam, ze swieta - a mowie tu wylacznie o BN, bo Wielkanoc przychodzila sama z siebie z pierwszymi wiosennymi kwiatkami i mijala jak deszcz w Lany poniedzialek- otoz swieta to byl czarowny ewenement, gdzie mieszala sie jakas niedpowiedziana tajemnica (nie mowie tu o sekrecie, w ktorym oczywiscie utrzymywano pojawienie sie pakunkow u stop choinki) z zaklopotanym i radosnym mimo wszystko podnieceniem, tesknota za dawno niewidzianymi a ktorych mialo sie zobaczyc znowu i przelamac z Nimi oplatek.
    Jakze ja tego lamania oplatka nienawidzilam - po pierwsze dlatego, ze byl taki piekny w swojej nieskalanej bieli i tajemniczemu reliefowi na nim wytloczonemu, po drugie, ze zawsze padlo jakies imie, kogos, kto jeszcze w zeszlym roku uczestniczyl w misterium a tym razem juz nie i juz nigdy... i wreszcie po trzecie, z powodu tremy - zeby "ladnie", z sensem ulozyc swoje zyczenia i w odpowiednim momencie przed kazdym je wyrecytowac nie mylac sie i nie zajakujac a tymczasem z niewiedziec jakiego powodu gardlo samo z siebie zatykalo sie tlumionym lknieciem ( taka swoista "jednostka lkania" ).
    Jednak pominowszy te nieszczesna "torture zyczen" cala reszta Wigilii i Swieta to juz byl sam raj.
    Cudowne kolory, wymyslne ksztalty choinkowych "bombek ", malownicze swiatla , tajemnicze cienie, nuty koled mniej lub bardziej falszywie podspiewywanych w ramach osobistych "prob generalnych" przez zgromadzonych uczestnikow kolejnego misterium a nase wszystko ...zapaaaaachy.
    Ja mam nos psa policyjnego i nieslychanie silna pamiec olfaktywna i do dzis pamietam wlasnie swoisty zapach swiat z dziecinstwa - taki woskowo - korzenno - cytrusowy z domieszka czegos nigdy nie zdefiniowanego - zapach moich Bozychnarodzen szczesliwego szczeniectwa, ktorego do dzis nie udalo mi sie odtworzyc, mimo, ze rok w rok bardzo sie staram...gonie za tym "widmem" i co rok mi sie wydaje, ze jestem juz-juz tuz - tuz a w koncu okazuje sie, ze znow czegos w tej "mieszance firmowej" zabraklo...
    I nie wyobrazam sobie zaprzestania szukania, odrzucenia tesknoty, zaniechania "zalkniecia", poniechania wyciagania z zakamarow magazynkow ton dekoracji i rozwieszania ich w najbardziej karkolomnych miejscach.
    Nie przeszkadza mi, ze moje ptaszki na lampie "przylecialy" z Chin a pozytywka wygrywajaca bardzo niemieckie "Stille Naht" ma pod spodem stempelek "Made in Taiwan" - coz, tak malo juz zostalo tych jakze pieknych "bombek z pepkiem posypanych niegdys szczodrze brokatem...
    ...i tylko karpia mi zal, wszakoz nie z tych samych powodow - kiedys bylo mi zal nieszczesnika - skazanca i przesiadywalam z nim dlugie godziny w lazience, zeby nie czul sie samotny.
    Teraz mi zal, bo go nie ma na moim swiatecznym stole - jedyne znane mi w okolicy okazy to zlote karpie beztrosko i leniwie plywajace w wodzie stawku przy jednym z okolicznych zamkow...te to maja fart!!!!!....
  • metodiw 13.12.10, 23:38
    Oprócz magii świąt z dzieciństwa, którą zapamiętałam na zawsze (zapach choinki, płonących świeczek i pierników na drzewku), będę pamiętać jeszcze święta, kiedy karp obok stołu wigilijnego pływał w misce na taborecie, a my jedliśmy morszczuka, bo nie zjawił się facet, który zabijał karpie teściowej.
    Teść w życiu nie przyłożyłby ręki do zabicia nieszczęśnika, teściowa takoż.
    Mnie zdarzyło się uśmiercić ze dwa, ale tylko z obowiązku i wcale mi nie smakowały sad

    Pamiętam też, jak moja biedna mama mordowała karpie, bo tata leżał w łożku po operacji, a rodzinna Wigilia całej familii była u nas. Ja (dziecko) ryczałam ze śmiechu, mama płakała ze złości i bezsilności, a karpie wyślizgiwały się i uciekały pod wannę, skąd niełatwo je było wyciągnąć smile

    Dlatego też od wielu lat jem na kolację wigilijną łososia i pstrąga, kupowane w postaci filetów smile

    PS, gdzieś kiedyś znalazłam bardzo trafny cytat o dziecku, które powinno zawsze życ w dorosłym, ale nie mogę odszukać sad
    --
    MNIE się podoba... podoba MI się smile
  • felinecaline 14.12.10, 00:01
    W okresie mojego dziezcinstwa masakry karpi dokonywal maz sasiadki - Niani-"Cioci Oti".
    Pozniej rowniez ojciec innej sasiadki, ktora "nastala" na mieszkanie Cioci Oti po wyprowadzce tejze.
    Mnie na ten moment wysylano po cokolwiek do sklepiku za rogiem.
    Kiedys po powrocie i...nie zastaniu kolegi-karpia w wannie tak sie wscieklam, ze chcialam pisac petycje do ...Gomulki o zakaz tego krwawego procederu.
  • metodiw 14.12.10, 00:08
    Dawniej to były czasy... Człowiek kąpał się raz w tygodniu w sobotę, a w pozostałe dni mył w misce smile

    Był nawet taki dowcip:
    - Jasiu, co to za czas: ja się kąpię, ty się kąpiesz, on się kąpie...
    _ Sobota wieczór, proszę pani!


    Karpie mogły pływać w wannie przez kilka dni smile
    A teraz? Kto by wytrzymał bez codziennej kąpieli?
    Chyba że ma i wannę, i prysznic, ale to nie w naszych blokach smile
    --
    ZRESZTĄ to nie Z RESZTĄ smile
  • fettinia 14.12.10, 08:56
    smile
    Moze troche infantylne slowa,ale adekwatne do watkusmile
    kaaasiulam.wrzuta.pl/audio/8SkwjwFQGMA/robert_janson_-_male_szczescia
    a ja przyznam szczerze,ze oczy mam zawsze w mokrym miejscu jak slucham tego..
    www.youtube.com/watch?v=lQEv6OPsvfY
    pozniej napisze cos jeszcze
    --
    Kuchenne Pogaduszki
  • kwiatek_leona 14.12.10, 09:36
    "... i co rok mi sie wydaje, ze jestem juz-juz tuz - tuz a w koncu okazuje sie, ze znow czegos w tej "mieszance firmowej" zabraklo..."
    No tak, to jest wlasnie to nieuchwytne wspomnienie, a wlasciwie wrazenie, z dziecinstwa, ktorego nie da sie odtworzyc. Ale widac Feline, ze jestes wielkim milosnikiem Swiat, wiec jestem spokojna, ze stworzysz swoj wlasny unikalny nastroj i zapachy i bedzie pieknie.
  • felinecaline 14.12.10, 12:57
    Oj, nie, Kwiatku, ja nie jestem bynajmniej jakims zapamietalym milosnikiem swiat.
    Maja one dla mnie tyle zadr i szîlek, ile posiada przecietna choinka na swojej korze i galazkach.
    Ja kocham tylko pewne "okruchy" swiat - i nad nimi sie wczoraj rozczulilam, jak nad okruchami stluczonej "bombki z pepkiem".
    Moje "swieta" zreszta dziela sie na 2 rozdzialy, tak, jak istnieja 2 epoki (polska i francuska) w moim zyciu.
    Te francuskie swieta zawsze bywaly gorzko - slodkie.
    Gorycz z powodu nieobecnosci najblizszych a na poczatku rowniez swiadomosci, ze Ich swieta beda niestety znacznie od moich skromniejsze (choc staralam sie je urozmaicic, co w poczatku bynajmniej nie bylo latwe, paczki docieraly (jesli docieraly ogolocone z co atrakcyjniejszego "wsadu", dopiero pozniej znalazl sie solidny przewoznik - dystrybutor).
    Przez dlugi czas tez moja francuska Wigilia byla pietrowa.
    Zapraszalismy zawsze Tesciowa, musialam wiezc pogodzic Jej przyzwyczajenia i gusta w tym te konsumpcyjne z moimi.
    Czesto bywalo tak, ze aby uniknac wyraznych zgrzytow i niewybrednych uwag zapraszalam i osoby postronne, zazwyczaj kogos z moich przyjaciol, co zmuszalo Ymperatryce do nabrania wody w usta.
    Tewigilie u nas wlasciwie nigdy nie byly w Jej guscie, choc na wszystkie te lata, a bylo ich chyba z 18 mojego z Nia "pozycia" tylko raz spedzila ten wieczor (i jedynie ten wieczor) z rodzina swojego starczego syna - tylez zreszta razy dostapila szczescia i zaszczytu by Ja tam zaproszono.
    Jednak wkrotce po wstaniu od wigilijnego stolu dzwonila do nas, bysmy ...po nia przyjechali (okolo 15 km i odwiezli spowrotem w jej pielesze (!!!!! niech Was nie dziwi brrak majuskul w zaimkach jej dotyczacych).
    Po jakims czasie zastosowalam fortel.
    Ymperatryca byla juz unieszkodliwiona przez los i chorobe i skazana na spedzanie resztki zycia w zmedykalizowanym domu rencisty, ja zaczelam brac dyzury - naprzemiennie czy to w Wigilie, czy w samo (tutaj pojedyncze) Swieto BN, czy tez w Sylwestra albo Nowy Rok.
    Moja ekipa w robocie coraz bardziej stawala sie moja rodzina - niestety, ostatnio odeszlo z niej pare osob, w tym ta najwazniejsza i "to se uz ne vrati"...
    W tym roku zostalismy zaproszeni - musze uzgodnic z osoba organizujaca czym moge sie "przyczynic".
    Nie bedzie wiec szalenstw kulinarnych - to zreszta i lepiej, nie jestem specjalnie mocna w tej domenie.
    Ale dekoracja i choinka w domu beda - to oczywiste, nastroj mam nadzieje, ze to zobaczy i przysiadzie gdzies na wolnym krzesle przed specjalnie zostawionym nakryciem i pobedzie z nami az do "gromnicznej" a w przyszle lata wroci. I moze kiedys w podchoinkowym przezencie przyniesie miu tenzapach...

  • fettinia 14.12.10, 09:41
    Jak co roku na roznych forach pojawiaja sie podobne watki.Wiele osob nie lubi BN z roznych wzgledow-przewaznie rodzinnych.Bo to jest tak-przez caly rok ludzie dra ze soba koty a nagle w Wigilie siadaja razem do stolu i udaja,ze wszystko jest pieknie..bo przeciez nie wypada nie zaprosic wuja Zenka czy cioci Zuzi..i szykuje sie fury jedzenia,sprzata z obledem w oczach zgrzytajac zebami czekajac sie az swieta przemina..
    A moze byc inaczej..nawet jesli nie mamy milych wspomnien z dziecinstwa stworzmy wlasne tradycje.
    Od wielu lat spedzamy swieta sami.I tak jest nas sporo,bo z dziecmi siadamy w dziewiatke do stolu.Od zeszlego roku przybyl szwagier.
    I podobnie jak u Feline horrorem bylo zawsze skladanie zyczen.I zrobilismy tak-my z M skladamy ogolnie wszystkim zyczenia a pozniej dzielimy sie oplatkiem i tylko buzi buzismile
    Karpia sie u nas nie jada.A gdyby sie nawet jadalo to i tak zywego sie tu kupic nie da-jest taki przepis i pan wozacy karpie przed swietami musi je osobiscie unieszkodliwic przed sprzedaza.
    W przedwiateczne porzadki i strojenie angazujemy wszystkich.I tez nikt nie szaleje,ze gdzies tam zostalo troche kurzu czy ktos cos zapomnial sprzatnac.
    Dzieci sa juz dorosle-czesciowo poza domem i najwazniejsze dla nas by sie razem spotkac.
    Czekaja caly rok na swoje ulubione wigilijne potrawy,zapalamy swiece,pachna pierniki,puszczamy ulubiona od lat wiazanke swiatecznych "przebojow" ,koledy.
    Siedzimy leniwie przy stole bez stresu,smiejemy sie-czesc oficjalna z oplatkiem ,barszcz i grzybowa pozniej kazdy zjada to na co ma ochote.Nie biegamy miedzy kuchnia a pokojem z szalenstwem w oku bo wszystko stoi na stole.Pozniej zbieramy tylko to co konieczne-np waze z zupa i talerze a reszta stoi sobie spokojnie dalej gdyby ktos mial jeszcze ochote cos przekasic.Zreszta tradycja nakazuje,aby zwiazane lyzki od zupy zostawic pod obrusem do rana to pieniedzy i jedzenia w nastepnym roku nie zabrakniesmile
    Nie mamy tu polskiego kosciola wiec i pasterki nie ma.Ale dzieci maja swoj zwyczaj od lat.Poniewaz wszyscy razem spotykamy sie dosc rzadko to najstarsi robia sobie wspolny wieczor "w miescie"smile
    Rodzinie w PL skladamy zyczenia telefonicznie.
    Ogolnie jest tak wlasnie swiatecznie,spokojnie i cieplo.Mysle,ze nam sie udalo bo dzieci choc juz dorosle czekaja z utesknieniem na ten dzien..Dowowdem na to jest moja najstarsza-w tym roku jej chlopak-narzeczony jedzie w Wigilie z rodzicami do innego landu i ona miala jechac z nimi.Wiem,ze kiedys wyfrunie na stale,ale jednak stwierdzila,ze w Wigilie bedzie z nami a dopiero w 1 Swieto dojedzie do nich.
    Moze blado to troche pisane wyglada,ale po latach polubilam Swietasmile

    --
    Kuchenne Pogaduszki
  • kasik68 14.12.10, 10:54
    Widzisz Felinko, i z powodu tego watku dokonuje swoistej psychoanalizy..
    Choc moze nie powinnam,tak sie publicznie odkrywac.
    Czytam i czytam o Waszych Swietach i powoli otwieraja sie rozne klapki w moim umysle, skad u mnie taka wstrzemiezliwosc w poddawaniu sie urokowi tego czasu.


    Jedna z klapek sie otwiera i przychodzi wspomnienie, lament mojej mamy, gdy ojciec zapalajac swieczki na choince podpalil lamete , zajely sie firanki i zrobil sie regularny pozar(malenka bylam).

    Kolejna, skacze po podlodze, przewracam choinke i tluke najladniesze bombki(znowu lament mojej mamy).

    Nastepna, wypatroszona przez zlodziei piwnica, nie zostala ani jedna bombka, zabrali tez sanki, sloiki, ziemniaki. Tez plakalam.

    A zaraz po Swietach koleda, stres ogromny, wyczekiwanie, i czesta reakcja ksiedza, gdy na pytanie, "gdzie Pani maz" , mama odpowiadala:" jestem po rozwodzie", a ksiadz wychodzil trzaskajac drzwiami. Co za wstyd przed wszystkimi sasiadami, ktorzy oczekiwali go, paradnie ubrani na korytarzu..

    Probowalam sie jakos reanimowac dla dzieci, nawet sie udalo, poza tym pierwszym razem, o ktorym pisalam.
    Ale teraz sa juz duze.
    Bardzo mnie cieszy fakt, ze syn moj przyjedzie na Swieta, bo w pazdzierniku wyjechal na studia, do Polski.
    I cieszy mnie, ze moj maz taki uradowany , bo bedzie mial wolne, bedziemy razem.

    I przepraszam za smecenie.
  • fettinia 14.12.10, 11:08
    Oj majac tyle przykrych wspomnien to sie nie dziwie..
    Ale dobrze,ze juz teraz jest dobrze..smile
    --
    Kuchenne Pogaduszki
  • la.mujer.loca 14.12.10, 14:17
    A ja powiem mądrze mam stosunek ambiwalentny. Z jednej strony kocham te święta, a z drugiej strony - od kiedy umarł mój tata - są dla mnie bardzo smutne. Minęło 10 lat, a ciągle mi go bardzo brakuje. Łapię w tym okresie nastrój depresyjny.
    Kasik rozumiem Cię dobrze.
  • felinecaline 14.12.10, 14:34
    Oczywiscie, ze nastroj przedswiateczny i samych swiat to doskonala pozywka dla deprechy.
    Znam to z podwojnej autopsji - niktnie wie ile razy dopadala mnie osobiscie.
    A kazdy dyzur w owe dni na moim "dziedzincu cudow dostarczaja mi dowodow, ze moze byc jeszcze gorzej.

    Dziolszki, na bok smutki i chanderki.
    Co stracilysmy niestety juz nie wroci, cieszmy sie tym, co mamy, co udalo nam sie stworzyc i niech wszystko nam sie udaje i swiateczny nastroj pogody, spokoju i czylosci trwa jak najdluzej.
    Ja dzisiaj sie z jednej strony ogromnie cieszylam, bo wyjatkowo w tym kraju "koktailu kulturowego" udalo mi sie kupic piekne kartki okolicznosciowe z motywami religijnymi a w mojej Rodzinie na takie jest glownie zapotrzebowanie.
    Po radosci przyszedl zwykly "stress oplatkowy" - jak w te dawne Wigilie przy dzieleniu oplatka przezylam meke przy formulowaniu x wersji zyczen, aby zadna nie byla nazbyt banalna i sztampowa.
    no i bilans bylby moze na 0, ale jak sobie pomysle, ze te kartki przyniosa nieswpolmiernie wiecej radosci niz mnie kosztowaly "mak" to mi sie "cieplutcej" robi na sercu.
  • mysiulek08 14.12.10, 16:27
    Do dzisiaj wypatruje pierwszej gwiazdy wigilijnej i jest mi z tym dobrze. O ile nie nigdy specjalnie nie lubilam bieganiny przedswiatecznej, presji prezentow (jakos dla mnie, nawet jako dziecka nie byly wazne, ale ja jestem rozpieszczona jedynaczka), sztucznosci zyczen dalszej rodziny czy jakis tam znajomych, tak do dzisiaj fakt zasiadania do wigilijnego stolu, odswietnego mnie wzrusza. Podobnie jak zapachy kuchenne smile

    Dzisiaj odrzuca mnie powszechna komercja swiat BN, a i klimat nie sprzyja tradycji 12 potraw.

    A marzenia? Marzenia sa po to by sie spelnialy, bez marzen byloby pusto, smutno, szaro i zle.
    --
    Jest sobie Kot
    Kocia Kasa Zapomogowa
    Kicia Yoda ma bloga
  • kasik68 14.12.10, 23:24
    Masz racje Feline, odrzucmy na bok smutki.

    Moze sie udam do poblikiego lasu po galazki i szyszki, i zrobie dekoracje na okno.
    A dzis bylam w Strasburgu, pieknie tam, tramwaj mnie wiozl przez samo centrum, choina na placu Kleber, taka , ze hej!

  • felinecaline 15.12.10, 13:05
    A wiesz, Kasik - zaskoczylas mnie nieslychanie.
    Wedlug Twoich postow na WM wycenilam Cie na jakies dwadziescia pare do trzydziestu lat, na etapie "wicia pierwszego gniazdka"a Ty mi tu o takich "podstarzalych" dzieckach nagle opowiadasz.
  • kasik68 15.12.10, 15:40
    Czyli, ze mlodam i glupiamwink)
    A nick , Ci nic nie mowi?(to oczywiscie tez departament, ale tak sie zgralo przypadkiem)..

  • kasik68 15.12.10, 15:55
    Albo niemlodam, a glupiamsmile)

    Faktycznie to nasz pierwszy, wlasny kat, poza Polska.
    Przez kilka lat, bylismy tu tylko na chwile, czyli na czas kontraktu meza.
    Jednak moje pragnienie stabilizacji, byla tak silne, ze kupilismy dom.
  • kwiatek_leona 15.12.10, 16:46
    "Albo niemlodam, a glupiamsmile)"
    Eee, mlodosc i glupota to terminy nieprecyzyjne. Chronologicznie rzecz biorac jestem sporo od Ciebie starsza a duchem mlodziutka jak cholera, choc moja mama by pewnie to inaczej nazwala wink A i o puchar glupka w kategorii piernikow moge bez wiekszego treningu zawalczyc. Ale, ale, mowiac o piernikach, czy odwiedzilas w Strasburgu bredlamarik? (dla niewtajemniczonych wyjasniam, ze to jarmark bozonarodzeniowy po alzacku). W Munster jest co roku taki niewielki i w sumie nic tam, oprocz wina grzanego, ciekawego nie ma. Ale zawsze to dobry punkt zborny obywateli miasta i okazja do wymiany uklonow i plotek.
  • felinecaline 15.12.10, 17:42
    Nie ocenialam Cie w kategoriach madrosci ani glupoty, natomiast docenilam gleboki Twoja chec dowiedzenia sie -to np przy okazji mojego "kursu stylologii", do ktorego mnie zmobilizowalas, potem mnie napedzajac i do kontynuacji a tym samym do sprawdzania i poszukiwania, cobym gupot nie godala.
    To rzadkie zjawisko na WM, gdzie prawie wszystkim wydaje sie, ze wiedza juz wszystko a na probe podszepniecia jakiejs nowej wiadomosci obruszaja i bronia jak dyjabel przed woda swiecona.
  • kasik68 15.12.10, 18:48
    Kwatku, bylam wczoraj w Strasburgu , ale doslownie przelecialam przez jarmarkwink)
    Bardzo, bardzo klimatyczne sa jarmarki w Colmar, ale tam jeszcze nie dotralam, sniezy za bardzo.

    Feline, ale sie nie gniewasz??
    Kochana, ja to mam jakas "dys" cos tam, do zapamietania tych roznych meblowych historii.
    I choc nie raz o tym czytalam, to gdzies mi to wyparowywalo.
    Dlatego tak sie ucieszylam, ze jest ktos kto sie na tym zna a jeszcze tak przystepnie i dowcipnie opowiada.
    Dziekismile)

    A poza tym o urzadzaniu mieszkania nie wiem, nic.smile)
  • felinecaline 15.12.10, 19:05
    A za co bym sie miala gniewac? Wprost przeciwpoloznie.
    Mam nadzieje, ze czytanie tych moich mini- wykladow nie bylo zbyt ...hm ch...rebarbatif.
  • metodiw 15.12.10, 19:43
    Ja doceniam Twoje wywody, co więcej - cieszę się, że chciało Ci się podzielić się z nami swoimi refleksjami bożonarodzeniowymi, bo pięknie Ci się napisało smile
    --
    MNIE się podoba... podoba MI się smile
  • kasik68 15.12.10, 20:32
    Feline, bardzo, bardzo lubie Cie czytac, i te mini wyklady(chcialoby sie dodac o maksi sprawach) i te reflkesje bozonarodzeniowe tezsmile
    Nie myslalas nigdy o popelnieniu jakiejs powiesci?
  • felinecaline 15.12.10, 20:40
    Alez ja mam ich pozaczynanych chyba tyle samo ile popelnil Kraszewski i co dzien wieczorem zamiast srodka nasennego wymyslam nastepna.
    Dowod, jakie bylyby nuuuuudne tongue_out
  • kasik68 16.12.10, 12:37
    Fragmencik?wink)

    Mam takie pudlo i swoje stare teksty piosenek w nim, ekhm, dziwie sie, ze to j a napisalam.

    A zeby bylo w temacie, to zaingurowalysmy wczoraj z corcia "swiateczne zapachy", upieklysmy ciasteczka. czesc pozarta,. czesc zachomikowana w puszce.smile)
    Voila.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka