• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Gdy ksiądz / zakonnica łamie śluby... Dodaj do ulubionych

  • 01.09.10, 08:34
    Może się o to pytałem, ale zapytam jeszcze raz, bo w sumie ciągle nie wiem...

    Załóżmy, że ksiądz lub zakonnica po ślubach wieczystych z jakiegoś względu
    odchodzi z kapłaństwa / zakonu. Dajmy na to, z powodu zakochania się w kimś
    itd. Czy w takiej sytuacji:

    1. Złamanie ślubów jest uznawane za grzech?

    2. Czy partner(ka) zakonnicy / księdza grzeszy z racji swojego udziału w
    doprowadzeniu do złamania ślubów?

    3. Czy po odejściu z kapłaństwa / zakonu ksiądz / zakonnica może wziąć ślub
    kościelny?

    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
    Zaawansowany formularz
    • 01.09.10, 10:42
      postaram się odpowiedzieć, choć zapewne Kann, znawca prawa kanonicznego mnie
      poprawi.

      > 1. Złamanie ślubów jest uznawane za grzech?

      Tak. Jest to sprzeniewierzenie się Bogu i sobie. Chyba pierwsze, najważniejsze
      przykazanie.

      > 2. Czy partner(ka) zakonnicy / księdza grzeszy z racji swojego udziału w
      doprowadzeniu do złamania ślubów?

      współudział w grzechu jest grzechem. Ksiądz lub zakonnica są niejako zaślubieni
      Bogu - a więc ziemski partner przyczynia się do zdrady.


      > 3. Czy po odejściu z kapłaństwa / zakonu ksiądz / zakonnica może wziąć ślub
      kościelny?

      Tak, ale WYŁĄCZNIE za zgodą Watykanu.

      • 01.09.10, 13:02
        Niedługo wprowadzą unieważnienie kapłaństwa i będzie po problemie smile
        Skoro małżeństwo można uznać za niebyłe, to czemu nie kapłaństwo?
        Ktoś mi sensownie odpowie?
        --
        Forum kontrowersyjnych głośnomyślicieli
        • 01.09.10, 13:57
          No dobra, ale ja bym jednak chciał otrzymać poważną odpowiedź. Proszę nie
          zmieniać mi wątku w spór ideologiczny smile

          --
          Bazgroły na poddaszu - mój blog
          (aktualnie w zawieszeniu)
      • 01.09.10, 13:49
        Kiedyś pewien puprata powiedział ( chyba przy odejściu pana Polaka ) że
        zdrada ta jest większym grzechem niż zbrodnia.

        > Tak. Jest to sprzeniewierzenie się Bogu i sobie. Chyba pierwsze,
        najważniejsze
        > przykazanie.

        Zapoznaj się z przykazaniami


      • 01.09.10, 14:06
        > Tak. Jest to sprzeniewierzenie się Bogu i sobie. Chyba pierwsze, najważniejsze
        > przykazanie.

        No właśnie - czy to właśnie tak to Kościół rozumie: jako złamanie przysięgi
        itd.? Czy jest to raczej traktowane jako zmiana planów życiowych, do której ma
        się prawo?

        > Tak, ale WYŁĄCZNIE za zgodą Watykanu.

        Hm. To idąc dalej: czy ksiądz, który odchodzi z kapłaństwa, nadal jest uważany
        za pozostającego w stanie "bycia księdzem" - czy też staje się znowu zwykłym
        nieżonatym mężczyzną?

        I czy takiemu ex-księdzu wolno np. nadal udzielać sakramentów? Tzn. może raczej:
        czy te sakramenty nadal mają moc - czy ex-ksiądz może np. udzielić rozgrzeszenia?

        --
        Bazgroły na poddaszu - mój blog
        (aktualnie w zawieszeniu)
        • 01.09.10, 14:49
          stephen_s napisał:

          > No właśnie - czy to właśnie tak to Kościół rozumie: jako złamanie >przysięgi
          itd.? Czy jest to raczej traktowane jako zmiana planów >życiowych, do której ma
          się prawo?

          kapłaństwo jest sakramentem i jest to decyzja na całe życie, nie ma możliwości
          "zmiany planów".

          > Hm. To idąc dalej: czy ksiądz, który odchodzi z kapłaństwa, nadal jest uważany
          > za pozostającego w stanie "bycia księdzem" - czy też staje się znowu zwykłym
          nieżonatym mężczyzną?

          Sakrament kapłaństwa jest na zawsze - księdzem (czyli osobą konsekrowaną) taki
          pozostaje do końca życia. Tego sakramentu - tak jak i chrztu czy bierzmowania
          nie da się odwołać, unieważnić.
          Oczywiście, za zgodą Watykanu, może się ożenić. Zasili szeregi księży żonatych.

          Co do sakramentów - może wypowie się Kann jako znawca prawa. Wiem, że może w
          warunkach szczególnych ochrzcić, odpuścić grzechy. Ale tylko w warunkach
          szczególnych, czyli: w obliczu śmierci, gdy nie ma w okolicy czynnego księdza...
          Ja myślę, że skoro sakrament kapłaństwa pozostaje ważny, tylko zawieszony -
          zawsze istnieją okoliczności, w których udzielenie posługi jest ważne. Pewnie to
          określa kodeks kanoniczny.

          Kannie, a jak wygląda sprawa, gdy taki zbuntowany ksiądz nie wystąpi do
          przełożonych o zwolnienie z funkcji, ale porzuci stan? jest jakieś ogólne prawo
          napisane (bez rozpatrywania indywidualnego)?



          • 01.09.10, 16:19
            > Sakrament kapłaństwa jest na zawsze - księdzem (czyli osobą konsekrowaną) taki
            > pozostaje do końca życia. Tego sakramentu - tak jak i chrztu czy bierzmowania
            > nie da się odwołać, unieważnić.


            Hmmm, a dlaczego można odwołać sakrament małżeńswa?? Czyżby chodziło o społeczne zapotrzebowanie?
            --
            Forum poświęcone
            • 01.09.10, 16:30
              0golone_jajka napisał:

              > Hmmm, a dlaczego można odwołać sakrament małżeńswa??

              sakramentu małżeństwa też nie da się odwołać... Sądy metropolitalne orzekają, po
              rozpatrzeniu sprawy, że nigdy nie zaistniał, z różnych przyczyn.
              • 01.09.10, 17:09
                No to byl skrot myslowy - przeciez kazdy wie ze nie ma czegos takiego jak rozwod koscielny tylko uznanie malzenstwa za niewazne/niezaistniale. A to przeciez zasadnicza roznica!
                No ale dlaczego tak samo nie mozna postapic z innymi sakramentami???
                --
                Forum nie dla idiotów
                • 01.09.10, 17:43
                  Oj, Jajko. Nie kompromituj sie. Jak najbardziej swiecenia moga byc
                  udzielone/przyjete niewaznie...
                  • 01.09.10, 17:47
                    Ba, ale czy można to stwierdzić po latach, jak wyświęcony zrobi parafiance dziecko i zechce się z nią ożenić? Czy "niedojrzałość emocjonalna" stwierdzona po 20 latach może być uzasadnieniem uznania święcenia za nieważne? Zdaje się że o coś w tym stylu pyta Stephen.
                    --
                    Forum dla niewątpiących
                    • 01.09.10, 17:55
                      Tak, tak. Oczywiscie. Jest taka dobra zasada: najpierw czytaj, potem pisz.
                      • 01.09.10, 18:15
                        Tak, tak, stosuj manewr maryjny. Pytanie za trudne było? Możesz powiedzieć po prostu że nie wiesz. Toż to żaden wstyd.
                        --
                        Forum dla tych, co się odważyli
                      • 01.09.10, 18:31
                        Na razie to Ty wnosiles odkrywanie Ameryki, czyli wprowadzenie pojecia
                        niewaznosci swiecen. Adieu, idz, poczytaj.
                        • 01.09.10, 18:49
                          hehe, kolejna metoda nieodpowiadania na pytania to rżnięcie głupa smile

                          Może powtórzę pytanie dla przypomnienia: czy sakrament kapłaństwa można uznać za nieważny podobnie jak to się dzieje kilka tysięcy razy w roku z sakramentem małżeństwa?
                          --
                          Forum niekonwencjonalne
                          • 01.09.10, 18:58
                            Sugerujesz, ze na diecezje rocznie zawiera sie jakies 20-50 malzenstw? Oj, az
                            takiej ignorancji u Ciebie nie podejrzewalam, no ale widac, przecenilam Cie...
                          • 01.09.10, 19:12
                            0golone_jajka napisał:

                            >czy sakrament kapłaństwa można uznać za nieważny

                            za niezaistaniały.

                            pewnie tak. Ja się z tym nie spotkałam. No ale to akurat to wewnętrzna sprawa
                            duchownych, więc trudno aby osoby świeckie miały z tym styczność.

                            Ale jeśli kandydat oszuka i zatai istniejące przeszkody... (np własny ateizm)...
                            no to taki sakrament pewnie jest niezaistniały.
                            Czyli NIGDY ten facet księdzem nie był. Był oszustem.


                            • 01.09.10, 19:26
                              No i takoż jak z malżenstwem. Bywa, ze nie zaistnieje. Ja w ogóle nie wiem, o co
                              Jajko włosy rwie (o ile mu jeszcze gdzies zostaly...).
                              • 02.09.10, 07:53
                                Czekajcie, czekajcie.

                                Załóżmy, że właśnie taki przypadek nastąpił i uznano, że święcenia danego
                                księdza nie zaistniały. Co wtedy ze wszystkimi sakramentami, których ów "ksiądz"
                                udzielił? Też nieważne?

                                --
                                Bazgroły na poddaszu - mój blog
                                (aktualnie w zawieszeniu)
                                • 02.09.10, 07:59
                                  Moze ja jakos niejasno pisze, ze mnie Isma nie rozumie. A taka
                                  wyksztalcona jest. Z niecierpliwoscia czekam na odpowiedz Ismy.
                                  --
                                  Forum o Prawdzie
                                  • 02.09.10, 08:10
                                    Proszę nie demolować mi wątku personalnymi kłótniami tongue_out

                                    --
                                    Bazgroły na poddaszu - mój blog
                                    (aktualnie w zawieszeniu)
                                    • 03.09.10, 11:08
                                      i odpowiedzi nie ma sad
                                      --
                                      Forum poświęcone
                                      • 03.09.10, 23:06
                                        Jajko, nie nudz. "Tak samo kilkanascie tysiecy razy w roku" to mozna byloby
                                        uznawac sakrament kaplanstwa za niewazny, gdyby liczba udzielonych swiecen byla
                                        taka sama, jak liczba zawartych malzenstw (a wlasciwie, taka sama, jak liczba
                                        malzonkow). Nie jest taka sama, wiec...
                            • 02.09.10, 08:01
                              >
                              > >czy sakrament kapłaństwa można uznać za nieważny
                              >
                              > za niezaistaniały.
                              >
                              > pewnie tak. Ja się z tym nie spotkałam.


                              No ja tez przypuszczam ze tak, skoro po 30 latach mozna stwierdzic,
                              ze facet byl niedojrzaly do malzenstwa, a wiec go nie bylo, to czemu
                              nie mozna stwierdzic ze byl niedojrzaly do kaplanstwa, a wiec go nie
                              bylo?
                              No ale to sa tylko moje przypuszczenia. Chetnie bym poznal opinie
                              kogos majacego wiecej informacji niz przypuszczenia. No ale Kann mnie
                              nie czyta, Isma nie wie o co mi chodzi, Sion tu nie zaglada....chyba
                              sie nie dowiemy sad
                              --
                              Forum kontrowersyjnych głośnomyślicieli
                    • 02.09.10, 07:54
                      Eeeee... akurat pytałem o coś w zupełnie drugą stronę.

                      --
                      Bazgroły na poddaszu - mój blog
                      (aktualnie w zawieszeniu)
                      • 02.09.10, 08:03
                        No troche w inna, ale o te sama sprawe chodzi - jak mozna
                        odwolac/skasowac kaplanstwo.
                        --
                        Forum niepokorne
                        • 02.09.10, 08:08
                          Przeciwnie, ja się pytam o to, czy w ogóle można odwołać bycie kapłanem - czy
                          też raz wyświęcony kapłan pozostaje nim (w sensie ontologicznym) nawet wtedy,
                          gdy jest poza Kościołem.

                          --
                          Bazgroły na poddaszu - mój blog
                          (aktualnie w zawieszeniu)
                          • 02.09.10, 08:24
                            No to ja przeciez o to samo, tylko ze sugeruja od razu rozwiazanie na
                            zasadzie podobnej do rozwodu koscielnego. Efekt dokladnie ten sam -
                            ustanie kaplanstwa.
                            --
                            Forum poświęcone
                            • 02.09.10, 08:33
                              Ale mi nie chodzi o sytuację, gdy stwierdza się nieważność kapłaństwa - ale o
                              sytuację, gdy czyjeś kapłaństwo jest ważne, ale ów ksiądz je porzuca.

                              --
                              Bazgroły na poddaszu - mój blog
                              (aktualnie w zawieszeniu)
                              • 02.09.10, 08:41
                                Jedna z metod porzucenia malzenstwa jest wlasnie uznanie jego
                                niewaznosci. Ale oczywiscie masz racje, ze to ciut co innego.
                                --
                                Forum niekonwencjonalne
                                • 02.09.10, 08:44
                                  Przede wszystkim to chodzi mi nie o "metody" porzucania kapłaństwa, ale tegoż
                                  faktu konsekwencje z punktu widzenia teologii.

                                  --
                                  Bazgroły na poddaszu - mój blog
                                  (aktualnie w zawieszeniu)
        • 01.09.10, 17:50
          stephen_s napisał:

          > > Tak. Jest to sprzeniewierzenie się Bogu i sobie. Chyba pierwsze, najważni
          > ejsze
          > > przykazanie.
          >
          > No właśnie - czy to właśnie tak to Kościół rozumie: jako złamanie przysięgi
          > itd.? Czy jest to raczej traktowane jako zmiana planów życiowych, do której ma
          > się prawo?

          No nienienie. To troche tak jak gdybys przeprowadzal "zmiane planow zyciowych"
          dotyczacych rodzicielstwa - oddal progeniture do domu dziecka. Sa pewne zyciowe
          wybory, ktore - nawet nie bedac sakramentem, no bo profesja zakonna takowym nie
          jest - rodza konsekwencje, od ktorych uchylanie sie jest moralnie naganne.

          >
          > > Tak, ale WYŁĄCZNIE za zgodą Watykanu.
          >
          > Hm. To idąc dalej: czy ksiądz, który odchodzi z kapłaństwa, nadal jest uważany
          > za pozostającego w stanie "bycia księdzem" - czy też staje się znowu zwykłym
          > nieżonatym mężczyzną?

          Dwie rozne rzeczy. Sakrament kaplanstwa to jedno, a zobowiazanie do celibatu to
          drugie. Sakrament, jesli udzielony waznie, nieusuwalny jest (mozna natomiast
          zakazac ksiedzu wykonywania pewnych czynnosci z niego wynikajacych). Natomiast z
          zobowiazania do celibatu w pewnych przypadkach mozna zwolnic, i taki uprzednio
          wyswiecony moze sie koscielnie ozenic.

          >
          > I czy takiemu ex-księdzu wolno np. nadal udzielać sakramentów? Tzn. może raczej
          > :
          > czy te sakramenty nadal mają moc - czy ex-ksiądz może np. udzielić rozgrzeszeni
          > a?
          >
          W sytuacji koniecznosci i braku innego ksiedza - moze.
          • 02.09.10, 08:03
            > No nienienie. To troche tak jak gdybys przeprowadzal "zmiane planow zyciowych"
            > dotyczacych rodzicielstwa - oddal progeniture do domu dziecka. Sa pewne zyciowe
            > wybory, ktore - nawet nie bedac sakramentem, no bo profesja zakonna takowym nie
            > jest - rodza konsekwencje, od ktorych uchylanie sie jest moralnie naganne.

            No czekaj czekaj. Oddanie dziecka do domu dziecka jest moralnie naganne? To
            chyba nie jest takie proste...

            Wracając do kwestii księdza / zakonnicy - co w przypadku, gdy on / ona zacznie
            doświadczać autentycznej miłości do kogoś innego?

            --
            Bazgroły na poddaszu - mój blog
            (aktualnie w zawieszeniu)
            • 03.09.10, 23:09
              No... oddanie z powodu "zmiany planow zyciowych" to bym sie upierala, ze jednak
              jest naganne. Podkreslam, nie mowie o sytuacji koniecznosci, tylko wyboru.

              Co do "doswiadczania autentycznej milosci", nooo, po pierwsze doswiadczac, a, ze
              sie tak wyraze, skonsumowac, to jednak dwie niekoniecznie immanentnie zwiazane
              sprawy, a po drugie - to samo, co w przypadku, kiedy maz/zona zacznie
              "doswiadczac autentycznej milosci do kogos innego". Chyba jasne, nie?
              • 04.09.10, 00:19
                > No... oddanie z powodu "zmiany planow zyciowych" to bym sie upierala, ze jednak
                > jest naganne. Podkreslam, nie mowie o sytuacji koniecznosci, tylko wyboru.

                Rozumiem, co co Ci chodzi - ale przecież nie zawsze prosto powiedzieć, gdzie ta
                granica przebiega. Czy jeśli ktoś oddaje dziecko do adopcji, bo nie widzi
                możliwości utrzymania go, zapewnienia mu edukacji itd., to to jest wybór, czy
                konieczność?

                > Co do "doswiadczania autentycznej milosci", nooo, po pierwsze doswiadczac, a, z
                > e
                > sie tak wyraze, skonsumowac, to jednak dwie niekoniecznie immanentnie zwiazane
                > sprawy, a po drugie - to samo, co w przypadku, kiedy maz/zona zacznie
                > "doswiadczac autentycznej milosci do kogos innego". Chyba jasne, nie?

                Hmmm, OK. Ale jeśli tak na to patrzeć, to jak dla mnie to byłby argument za tym,
                że odejście z zakonu nie musi być niemoralne. Tak samo jak wzięcie rozwodu w
                sytuacji, gdy małżeństwo przestaje cokolwiek do siebie czuć (przy założeniu, że
                nie ma dzieci - ale przecież np. w relacji zakonnica - Bóg też dzieci nie ma).

                --
                Bazgroły na poddaszu - mój blog
                (aktualnie w zawieszeniu)
                • 04.09.10, 08:41
                  Uważasz, że porzucenie małżonka tylo dlatego, że się do niego nic nie "czuje" nie jest niemoralne?
                  • 04.09.10, 10:17
                    No, zależy jak się to "porzucenie" odbywa.

                    Uważasz, że jak sie ludzie nie kochają, to powinni trwać ze sobą mimo wszystko?

                    --
                    Bazgroły na poddaszu - mój blog
                    (aktualnie w zawieszeniu)
                    • 04.09.10, 11:16
                      Przecież dali sobie słowo "w dobrej i złej doli", że się wzajemnie nie opuszczą "aż do śmierci".
                      • 04.09.10, 13:04
                        Ale jeśli się wręcz nienawidzą, to co?

                        --
                        Bazgroły na poddaszu - mój blog
                        (aktualnie w zawieszeniu)
                        • 04.09.10, 13:21
                          Wolnego, wolnego. Nie zaczales od "wrecz sie nienawidza", tylko od tego, ze
                          "pojawia sie autentyczna milosc do kogos innego".
                • 04.09.10, 11:36
                  stephen_s napisał:

                  > > No... oddanie z powodu "zmiany planow zyciowych" to bym sie upierala, ze
                  > jednak
                  > > jest naganne. Podkreslam, nie mowie o sytuacji koniecznosci, tylko wyboru
                  > .
                  >
                  > Rozumiem, co co Ci chodzi - ale przecież nie zawsze prosto powiedzieć, gdzie ta
                  > granica przebiega. Czy jeśli ktoś oddaje dziecko do adopcji, bo nie widzi
                  > możliwości utrzymania go, zapewnienia mu edukacji itd., to to jest wybór, czy
                  > konieczność?

                  A skad sie to dziecko wzielo? Z wyboru, czy z koniecznosci?

                  >
                  > > Co do "doswiadczania autentycznej milosci", nooo, po pierwsze doswiadczac
                  > , a, z
                  > > e
                  > > sie tak wyraze, skonsumowac, to jednak dwie niekoniecznie immanentnie zwi
                  > azane
                  > > sprawy, a po drugie - to samo, co w przypadku, kiedy maz/zona zacznie
                  > > "doswiadczac autentycznej milosci do kogos innego". Chyba jasne, nie?
                  >
                  > Hmmm, OK. Ale jeśli tak na to patrzeć, to jak dla mnie to byłby argument za tym
                  > ,
                  > że odejście z zakonu nie musi być niemoralne. Tak samo jak wzięcie rozwodu w
                  > sytuacji, gdy małżeństwo przestaje cokolwiek do siebie czuć (przy założeniu, że
                  > nie ma dzieci - ale przecież np. w relacji zakonnica - Bóg też dzieci nie ma).
                  >
                  No. wlasnie nie. Przy czym, zauwaz, o ile malzenstwo od biedy moze OBUSTRONNIE
                  stwierdzic, ze nic do siebie nie czuje (i wtedy przynajmniej nie ma
                  "pokrzywdzonego" w takim potocznym sensie), to, hmmmm, w relacji z Panem Bogiem
                  raczej nie bardzo jest mozliwosc, zeby Panu Bogu sie odechcialo...

                  • 04.09.10, 13:09
                    > A skad sie to dziecko wzielo? Z wyboru, czy z koniecznosci?

                    To fakt. Ale przecież w ciążę może zajść osoba obiektywnie niezdolna do
                    utrzymania potomstwa, prawda?

                    > No. wlasnie nie. Przy czym, zauwaz, o ile malzenstwo od biedy moze OBUSTRONNIE
                    > stwierdzic, ze nic do siebie nie czuje (i wtedy przynajmniej nie ma
                    > "pokrzywdzonego" w takim potocznym sensie), to, hmmmm, w relacji z Panem Bogiem
                    > raczej nie bardzo jest mozliwosc, zeby Panu Bogu sie odechcialo...

                    Ale to też działa w drugą stronę. Nie ma możlwości stwierdzić, że Bogu się
                    "odechciało" - ale też przecież nie można stwierdzić, że Bogu się "chciało"
                    kiedykolwiek.

                    W końcu chyba nie jest tak, że każda osoba, której przyjdzie go głowy pomysł
                    wstąpienia do zakonu, ma realne powołanie?

                    --
                    Bazgroły na poddaszu - mój blog
                    (aktualnie w zawieszeniu)
                    • 04.09.10, 13:20
                      No, wiesz. Jak osoba jest obiektywnie niezdolna do utrzymania potomstwa, a
                      jednak w te ciaze zachodzi, to znaczy, ze to jest wybor (mniej lub bardziej
                      uwarunkowany okolicznosciami, ale jednak ciagle wybor). Chyba ze masz na mysli
                      gwalt, albo wspolzycie osob nie w pelni sprawnych intelektualnie.
                      Przy czym, zeby jasnosc byla: oczywiscie, ze mniejszym zlem jest oddanie do
                      adopcji, niz porzucenie na smietniku. Co jednakowoz nie znaczy automatycznie, ze
                      oddanie do adopcji jest dobre.

                      Z "chceniem Pana Boga". Dwie rzeczy. 1. Oczywiscie, ze to nie jest tak, ze
                      kazdy, komu sie zachce, "ma powolanie". No i od tego jest wlasnie weryfikacja
                      tego powolania przez Kosciol (przeciwko czemu sie kiedys burzyles wink)). W
                      jakims sensie to Kosciol jest gwarantem tego, ze Pan Bog tez "chce".
                      2. Tym wieksza odpowiedzialnosc tego, kto decyzje o kaplanstwie podejmuje. Bo o
                      ile w malzenstwie bywa, ze mozna zostac na lodzie, ze sie tak wyraze, bez
                      wlasnej winy, mimo usilnych wlasnych staran o jego ocalenie - o tyle dochowanie
                      wiernosci wyborowi kaplanstwa spoczywa wylacznie na barkach tego, kto te
                      decyzje podjal.
    • 01.09.10, 14:23
      zakonnik zrobił dziecko pewnej dziewczynie.
      Odszedł z zakonu i ożenił się z nią.
      Ślub był koscielny.
      Znam tez przypadek gdy ksiadz zrobił dziecko parafiance.
      Załatwił jej męża i sprawa rozeszła się po kościach.
      • 01.09.10, 14:53
        wkkr napisał:

        > zakonnik zrobił dziecko pewnej dziewczynie.
        > Odszedł z zakonu i ożenił się z nią.
        > Ślub był koscielny.

        Pewnie wykonał procedurę i dostał zgodę przełożonych.


        > Znam tez przypadek gdy ksiadz zrobił dziecko parafiance.
        > Załatwił jej męża i sprawa rozeszła się po kościach.

        no cóż... akurat co do "zrobienia dziecka" nie ma procedury kanonicznej.... tongue_out
        • 01.09.10, 17:50
          a000000 napisała:
          > no cóż... akurat co do "zrobienia dziecka" nie ma procedury
          kanonicznej.... tongue_out
          ==============================
          O tego jest prawo naturalne....
        • 01.09.10, 17:52
          Tja. Zawsze mnie fascynuje to "zrobienie dziecka" w pojedynke przez faceta.
          Jakby to gwalciciele byli.
          • 01.09.10, 19:31
            isma napisała:

            > Tja. Zawsze mnie fascynuje to "zrobienie dziecka" w pojedynke
            przez faceta.
            > Jakby to gwalciciele byli.
            ==================================================================
            Uwodziciele. Oni zwyczajnie te dziewczyny uwodzili.
            A że przy okazji spłodzili dzieci to już wola nieba.
    • 01.09.10, 23:16
      !. Złamanie slubów jest uznawane za grzech.

      2. Jeśli partner/partnerka ma udział w doprowadzeniu do złamania
      ślubów także popełnia grzech.

      3. Ksiądz może zawrzeć małżeństwo tylko wówczas, gdy uzyska od
      papieża zwolnienie z celibaru i innych obowiązków kapłańskich, czyli
      przeniesiony do stanu świeckiego. Podobnie zakonnik czy zakonnica po
      ślubach tzw. wieczystych (bo tzw. śluby czasowe nie powodują
      nieważności małżeństwa, choc ich złamanie przed czasem ich upływu
      jest grzeszne) musza uzyskac dyspensę odpowiedniej władzy - Stolicy
      Apostolskiej, gdy zakon jest na prawie papieskim, lub biskupa
      diecezjalnego, gdy zakon jest na prawie biskupim.

      Ksiądz, który porzucił kapłaństwo jest zazwyczaj zawieszany w
      pełnieniu obowiązków kapłańskich (suspendowany) i dlatego nie wolno
      mu sprawować święceń - z wyjątkiem udzielenia rozgrzeszenia w
      niebezpieczęństwie śmierci. Podobnie ksiądz, który uporządkował swe
      życie, otrzymując zwolnienie z obowiązków wynikających ze święceń.
      Ontologicznie jest księdzem, bo świętenia kapłańskie jego sa ważne,
      ale nie wolno mu korzystać ze święceń oraz praw kapłańskich, nie
      jest tez związany obowiązkami, które mają księża.
      • 02.09.10, 08:00
        O, dziękuję za odpowiedź.

        Dodatkowe pytanie: w jakich sytuacjach ksiądz / zakonnik / zakonnica mogą zostać
        zwolnieni z wykonywania obowiązków? Jeśli jest to grzech, to czemu jednocześnie
        w pewnych sytuacjach Kościół na to zezwala?

        --
        Bazgroły na poddaszu - mój blog
        (aktualnie w zawieszeniu)
        • 02.09.10, 12:04
          Zazwyczaj to zwolnienie następuje po jakimś czasie pozostawania w sytuacji nieuregulowanej. Jeśli ksiądz, który
          np. zawarł cywilny związek, po latach zwróci się ze szczerą i pokorna prośbą, może uzyskać dyspensę. Chodzi o to,
          by - mimo wszystko - nie zamykać drogi do sakramentów osobie, która się jakoś, choćby i po latach, opamiętała, a
          w swej niedowracalnej dytuacji nie może wrócić już do pełnienia funkcji kapłańskich.

          Tu możesz poczytać szerzej na temat powodów i procedury (w odniesieniu do księży):


          www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WR/kongregacje/kdwiary/zbior/t_1_40.html

          www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WR/kongregacje/kdwiary/zbior/t_1_41.html
      • 02.09.10, 08:07
        Rozumiem, że ksiądz porzucający / odchodzący z kapłaństwa jest suspendowany.
        Więc nie wolno mu udzielać sakramentów. Ale co, jeśli jednak tych sakramentów
        udzieli? Są one ważne?

        --
        Bazgroły na poddaszu - mój blog
        (aktualnie w zawieszeniu)
        • 02.09.10, 12:06
          Byłyby ważne, ale niegodziwe. Z wyjątkiem rozgrzeszenia, które w pewnych sytuacjach może być nieważne.
      • 02.09.10, 10:16
        kann2 napisał:


        > Ksiądz, który porzucił kapłaństwo jest zazwyczaj zawieszany

        pytanie brzmi: zawieszany z mocy prawa, czy ręką przełożonego?

        • 02.09.10, 12:11
          Różnie - przy niektórych przestępstwach prawo przewiduje suspensę automatyczną:

          Np. Kan. 1394 - § 1. Przy zachowaniu przepisu kan. 194, § 1, n. 3, duchowny usiłujący zawrzeć małżeństwo,
          choćby tylko cywilne, podlega suspensie wiążącej mocą samego prawa. Gdy po upomnieniu nie poprawia się i nadal
          daje zgorszenie, może być karany stopniowo pozbawieniami lub także wydaleniem ze stanu duchownego.
          § 2. Zakonnik ślubów wieczystych, który nie jest duchownym, usiłując zawrzeć małżeństwo choćby
          tylko cywilne, podlega interdyktowi wiążącemu mocą samego prawa, z zachowaniem przepisu kan. 694.
          Kan. 1395 - § 1. Duchowny konkubinariusz poza wypadkiem, o którym w kan. 1394, oraz duchowny
          trwający w innym grzechu zewnętrznym przeciwko szóstemu przykazaniu Dekalogu, wywołującym zgorszenie,
          winien być ukarany suspensą, do której, gdy mimo upomnienia trwa w przestępstwie, można stopniowo dodawać
          inne kary, aż do wydalenia ze stanu duchownego.
    • 02.09.10, 08:05
      ... ksiądz / zakonnik / zakonnica popełni przestępstwo i zostaje skazany/a na
      więzienie? Czy pozostaje osobą duchowną? Czy ksiądz - więzień ma prawo udzielać
      sakramentów?

      --
      Bazgroły na poddaszu - mój blog
      (aktualnie w zawieszeniu)
      • 02.09.10, 12:18
        Zakonnica nie jest osobą duchowną.

        Ksiądz - to zależy, jakie przestępstwo popełnił, przez kogo był sądzony i przez kogo ukarany. Nie ma takiego
        przestępstwa, które by powodowało mocą samego prawa przeniesienia do stanu świeckiego, czyli utratę stanu
        kapłańskiego. Jeśli ksiądz trafia do więzienia, dalej jest księdzem i w ramach więziennej dyscypliny wolno by mu
        było pełnic jakąś kapłańską funkcję, jeśli nei zostałoby mu to zakazane przez władzę kościelną, co jest wysoce
        prawdopodobne, zwazywszy na to, ze do więzienia nie idzie się za drobne przestępstwa. Ale nie każde
        przestępstwo karane przez państwo jest równocześnie przestępstwem karanym przez Kościół.

        W przedwojennym konkordacie był nawet przepis na tę okoliczność:



        ARTYKUŁ XXII.
        W razie, gdyby duchowni lub zakonnicy byli oskarżeni przed sądem świeckim o zbrodnie przewidziane przez
        prawa karne Rzeczypospolitej, sądy wspomniane zawiadomią niezwłocznie właściwego Ordynarjusza o każdej
        sprawie tego rodzaju i, w danym razie, prześlą mu akt oskarżenia oraz wyrok sądowy wraz z jego motywami.
        Ordynarjusz względnie jego delegat, po zakończeniu przewodu sądowego, będą mieli prawo zapoznania się z
        odnośnymi aktami. W razie aresztowania lub uwięzienia wspomnianych wyżej osób, władze cywilne zachowywać
        będą względy, należne ich stanowi i stopniowi hierarchicznemu.
        Duchowni i zakonnicy będą zatrzymywani w areszcie i będą odbywali kary pozbawienia wolności w
        pomieszczeniach oddzielnych od pomieszczeń dla osób świeckich, o ile nie zostali pozbawieni godności kościelnej
        przez właściwego Ordynarjusza. W razie skazania ich na areszt wyrokiem, będą odbywali tę karę w klasztorze lub
        innym domu zakonnym, w pomieszczeniach na ten cel przeznaczonych.


        pl.wikisource.org/wiki/Konkordat_Polski_ze_Stolic%C4%85_Apostolsk%C4%85_1925
        • 02.09.10, 12:35
          Czekaj, czekaj. Czy ja dobrze widzę, że przed wojną ksiądz / zakonnik karę
          pozbawienia wolności odbywał w... klasztorze???

          --
          Bazgroły na poddaszu - mój blog
          (aktualnie w zawieszeniu)
          • 02.09.10, 12:55
            Areszt, a nie karę pozbawienia wolności.
            • 02.09.10, 13:30
              Tak czy siak... równość obywateli wobec prawa jakby tu trochę siadła wink

              BTW. Interesuje mnie też Twoja opinia nt. kwestii "hardkorowej".

              --
              Bazgroły na poddaszu - mój blog
              (aktualnie w zawieszeniu)
    • 02.09.10, 08:17
      ... które kiedyś zadałem, ale nie dostałem odpowiedzi: czy fantazje erotyczne
      nt. księdza / zakonnika / zakonnicy są grzeszne?

      Mówię o fantazjach zarówno nt. realnych ludzi, jak i fikcyjnych.

      (i błagam, proszę nie rechotać - pytanie jest poważne)

      --
      Bazgroły na poddaszu - mój blog
      (aktualnie w zawieszeniu)
      • 02.09.10, 08:33
        Nie tylko zakonnika. To sie nazywa grzeszenie mysla. A mozna grzeszyc
        mysla, mowa, uczynkiem i zaniedbaniem. Przeciez to podstawy katolicyzmu
        sa!
        --
        Forum niekonwencjonalne
        • 02.09.10, 08:36
          No wiesz, swojego czasu zadałem tu pytanie, czy fantazje erotyczne nt. koleżanek
          z pracy są grzeszne / niewłaściwe. Odpowiedzi nie były jednoznaczne smile

          A w tym wypadku interesuje mnie to, czy fakt, że obiekt fantazji jest w stanie
          duchownym, czyni te fantazje szczególnie grzesznymi.

          --
          Bazgroły na poddaszu - mój blog
          (aktualnie w zawieszeniu)
          • 02.09.10, 08:52
            Mnie sie wydaje ze grzech jest grzechem takim samym dla kazdego. Nie
            wazne KTO popleni grzech, wazne JAKI. Jesli uczynek jest identyczny i w
            identycznych okolicznosciach, to i ciezar grzachu chyba jednaki.
            --
            Forum poświęcone
      • 02.09.10, 08:52
        pod warunkiem że ksieża / zakonnice nie czerpią satysfakcji z tych
        fantazji.
        Natomiast fantazje senne nie podlagają żadnym ograniczeniom bo nie
        zależą od woli fantazjujących.
        • 02.09.10, 09:05
          Taaa, bo akurat ludzie fantazjuja sobie erotycznie po to by NIE CZERPAC
          satysfakcji tylko sie umartwiac big_grin

          Oczywiscie ze sny sie nie licza, chyba ze mowimy o swiadomym snieniu.
          --
          Forum poświęcone
        • 02.09.10, 09:19
          Zaznaczam, że chodzi mi o fantazje na jawie smile

          --
          Bazgroły na poddaszu - mój blog
          (aktualnie w zawieszeniu)
        • 02.09.10, 09:21
          Podkreślam, że chodzi mi o fantazje *na temat* księdza / zakonnicy, nie fantazje
          fantazjowane *przez* księdza / zakonnicę.

          --
          Bazgroły na poddaszu - mój blog
          (aktualnie w zawieszeniu)
          • 02.09.10, 09:30
            A slusznie, slusznie. Jakos mi to umknelo. Wkkrowi chyba tez. Ciekawe
            pytanie. Czy fantazja erotyczna z papiezem w roli glownej to grzech
            wiekszy niz fantazja o sasiedzie? Nie mam pojecia. A fantazja
            erotyczna z udzialem swietego? Albo samego Jezusa?? Wowczas chyba
            swietokradztwo jeszcze dochodzi jakies, nie?
            Ciekawe masz problemy, swoja droga smile Fantazjujesz o jakims ksiedzu
            czy jak?
            --
            Forum niekonwencjonalne
            • 02.09.10, 11:07
              zakonnice smile
              PS
              A umnie jest fantastyczna organistka.
              Śpiewa pieknie i wygląda też nieźle.
              • 02.09.10, 11:31
                No dobra, przyznaję - kręcą mnie. Np. tutaj:

                www.youtube.com/watch?v=8-3jf3Vj850
                Ta powolnie tańcząca zakonnica jest tak naprawdę szalenie zmysłowa dla mnie...

                Grzech?

                --
                Bazgroły na poddaszu - mój blog
                (aktualnie w zawieszeniu)
          • 02.09.10, 11:05
            źle zrozumiałem.
            PS
            Fantazjowanie na temat słuzb mundurowych nie jest czymś zdrożnym.
            Co innego wcielać te fantazje w życie.
            • 02.09.10, 11:27
              No, ale księża i zakonnice to nie takie znowu zwykłe służby mundurowe. Tam jest
              ten aspekt metafizyczny... Policjantki nie są zobowiązane do celibatu i
              wytrwania w służbie, a zakonnice tak.

              --
              Bazgroły na poddaszu - mój blog
              (aktualnie w zawieszeniu)
              • 03.09.10, 23:12
                Stephen. Mysmy to kiedys juz walkowali. Popelniasz jeden zasadniczy blad,
                traktujac kaplanstwo jak zawod, "sluzbe muzndurowa". To nie jest zawod (ktory
                mozna zmienic, pytanie tylko, jak mocne sa argumenty za zmiana) tylko wybor
                stanu zycia. Taki jak malzenstwo. Do tego trzeba porownywac, a nie do pracy w
                tym czy innym charakterze.
                • 04.09.10, 00:21
                  Rozumiem, ale zauważ, że w tym miejscu wątku wałkujemy akurat zupełnie inny problem.

                  --
                  Bazgroły na poddaszu - mój blog
                  (aktualnie w zawieszeniu)
                  • 04.09.10, 11:27
                    Nie. Od tego sie wlasnie zaczyna. Wiec, jesli juz porownywac, to nie fantazje na
                    temat zakonnicy do fantazji na temat policjantki, tylko do fantazji na temat
                    mezatki (ze szczegolnym uwzglednieniem tego, co jej maz na to).
                    • 04.09.10, 13:06
                      No OK. No to czy fantazje nt. mężatki są grzeszne czy nie?

                      PS. Swojego czasu to Ty mi powiedziałaś, że fantazje seksualne nt. koleżanek z
                      pracy są OK smile

                      --
                      Bazgroły na poddaszu - mój blog
                      (aktualnie w zawieszeniu)
                      • 04.09.10, 13:25
                        A - nie. Najprawdpodobniej powiedzialam, ze w przypadku niewierzacego trudno
                        mowic o tym, zeby to byl grzech wink)). I w przypadku tegoz niewierzacego nie
                        sadze, zeby to komus innemu krzywde wyrzadzalo (co by bylo takim agnostycznym
                        kryterium niemoralnosci), wiec w tym znaczeniu jest OK.
                      • 04.09.10, 15:21
                        stephen_s napisał:

                        > No OK. No to czy fantazje nt. mężatki są grzeszne czy nie?

                        "Nie pożądaj żony bliźniego swego"
                    • 04.09.10, 16:23
                      stefana pociąga własnie "mundur" a nie "stan cywilny" zakonnicy.
                      Stefan jest zwyczajnym fetyszysta.
                      Wystarczy że pozna dziewczynę która zgodzi się przebierać za zakonnicę i problem bedzie
                      rozwiazany.
                      smile
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.