Dodaj do ulubionych

To bylo u Gombrowicza....

01.02.10, 18:52
A ja takoż z dobrowieczornymi rozchmurkami do was zachodzę ...
17.11.2008 22:19
~Krystek fabuloso
A ja takoż z dobrowieczornymi rozchmurkami do was zachodzę i dlatego powiadam.......

Rozchmurz tarczę oblicza
w skoku zmrożonym do przodu
bij się w pierś rozkwiloną
bij
płacz
szczęśliwość pierzasta nadchodzi

--
http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
Krystek fabuloso
Edytor zaawansowany
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 18:53
    Ejże, a jakże, takoż się pojawiam i swoje jeno ...
    18.11.2008 19:06
    ~Krystek fabuloso
    Ejże, a jakże, takoż się pojawiam i swoje jeno oznajmiam...i wcale nie sercoskrętnie...

    Nie będziemy kuśtykać po wykrotach
    niedokończonych słów
    serca rumakami pogonić
    w stajenkę przeznaczenia.....

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 18:54
    Ochotne i czołobitne, niskoposadzkowe pokłony biję w ...
    19.11.2008 22:43
    ~Krystek fabuloso
    Ochotne i czołobitne, niskoposadzkowe pokłony biję w podziwieniu słowami Braciszka mojego Krzysia ex fabula....

    Zęby w gniewie pochmurnym
    brzęczą w blaszance gardzieli
    nieludzko
    ponadsłowonie
    gdzie się podziałaś muzo wieści zapiekłych
    ..........cha, cha, cha...niepotrzebnaś.....

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 18:55
    Przepraszam i zaprzepraszam. Za jutra, być może mętlikiem ...
    20.11.2008 20:55
    ~Krystek fabuloso
    Przepraszam i zaprzepraszam. Za jutra, być może mętlikiem rozcząstkowane,
    takoże....i jako broń boże, abym krzywdzenia jakowegoś szukał....ja raczej
    badmannersowo i nietupiąco...acz kastanietowo.

    Szczękotają wrota podziemnych cierpień
    w czarnych cieniach zamierzchłości
    przynijdź
    wynijdź
    zasiądź na stolcu wszędobylczym
    nie krzycz
    trwaj zasłuchańczo

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 18:56
    Gdzieżbym zdania całe z wypowiedzi Krzysiowych przeklejać ...
    21.11.2008 17:51
    ~Krystek fabuloso
    Gdzieżbym zdania całe z wypowiedzi Krzysiowych przeklejać zechciał ? Ni
    cząstki.... Gdzieżbym, jakobym....praca takowa nie dla Krystka-lenia.
    Niedoczekaniowo....

    Rozpłożyć po świecie
    myśl girlandami przybraną, laurem a wstęgami plecioną
    zadławić zła upiorne wycie
    miękkim kędziorem dziecięcego włosia
    z grymasów obetrzeć oblicze

    .....a jako głowy przotaknięcie...ZWAŻAM Krzysiu

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 18:58

    Jużci słowem rozrzucić, myślą zamknąć usty zawczasu....a ...
    23.11.2008 19:49
    ~Krystek fabuloso
    Jużci słowem rozrzucić, myślą zamknąć usty zawczasu....a pora cicha.....
    ....jakże cicha....rozważań mrokliwych pełna.

    Cisza srebrzystością oddycha
    biały niedźwiedź czochra ziemię
    wyjąc pustką granatu nieba
    i nawałnica czarnego kruka
    równoleżnikową szarpie struną
    .........zmrożoną

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 18:58
    No tak, tak, tak...i co rzec kiedy rzeka ...
    24.11.2008 20:41
    ~Krystek fabuloso
    No tak, tak, tak...i co rzec kiedy rzeka płynie...............???

    Cudzołóztwem spojrzenia
    rozpruć księgi świętych mądrości
    zadeptać buciorem
    ćwiekami nabitym
    raz, dwa i jeszcze raz trzeci
    butwieje w ziemi litera prawa
    i dzieje toczy bakteria
    epidemią wsteczności
    ......................aż zabłyśnie gwiazda na horyzoncie

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 18:59
    Ojże Krzysiu...Niechby z woda za Pan Brat, co unosi....i ...
    25.11.2008 18:42
    ~Krystek fabuloso
    Ojże Krzysiu...Niechby z woda za Pan Brat, co unosi....i tratwę stabilną
    zbudować potrzeba.

    Rzeka.....rzeka kamieniami zamknięta
    w wirach samozagubiona.......................
    i odnaleziona
    w piaskowym zamku
    zabajkowionym
    wszechbędąco a nie wszechstecznie


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:00
    Rozkrzewiło się myśli wiele na Misogino, a tu smutne ...
    26.11.2008 19:50
    ~Krystek fabuloso
    Rozkrzewiło się myśli wiele na Misogino, a tu smutne wieści, a tu gorzkie, a tu
    bezsmakowe....jako ta ricotta jest; italiańska, lecz niezdatna polskie
    podniebienie wzruszyć, zadziwić....czysta obczyzna na języku...

    Ser, serowo..............białoricottowo
    maślankowo
    bez bazylii oddechu
    przaśne
    nie dla mnie, nie dla Ciebie
    może to ricotta salata
    no, ta też mi lata
    nie chcę, nie mogę, wyjątkowo wyrzucę
    i nad twarogiem rodzimym pieśń dziękczynna zamruczę

    .......i tako to z kolacyjnymi pozdrowieniami dobrosmakowymi Krystek wam się kłania


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:02
    "Bóg, chcąc ukarać ludzi... spełniałby ich modlitwy. ...
    27.11.2008 21:44
    ~Krystek fabuloso
    "Bóg, chcąc ukarać ludzi... spełniałby ich modlitwy. Każde." Brawo Krzysiu
    postokroćtysięcznie....a gdyby Wszechświat był nieskończony, noc byłaby
    jasna....a gdyby drzewa potrafiły mówić, podręczniki historii wyglądałyby
    inaczej ( albo drzewa zostałyby wycięte )....a gdyby każdy człowiek był
    geniuszem...kto byłby geniuszem ?

    Oczy wznosić w przestworza
    przed figura w prochu się potarzać
    w rytmie pokłonów piersiobitnych
    brzęku dodać skarbonce
    banknotem otrzeć winę z twarzy
    załatwione
    .......i znowu można o niebie marzyć

    .....albo po prostu spać snem sprawiedliwego

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:03
    Ejże, ojże, że też dzieje się tyle, gdy Krystek weekend ...
    30.11.2008 18:49
    ~Krystek fabuloso
    Ejże, ojże, że też dzieje się tyle, gdy Krystek weekend przespać postanawia...A
    obudziwszy się oczy przeciera od podumienia wielgachnego, ile to obrażalstwa na
    padole naszym mimo pieścidełek-duszokołysanek Braciszka mego Krzysia fabulego...
    Dlaczego "Dlaczego" kija-samobija
    nie
    zawezwiesz
    z ciemnego wieńca aorty
    z
    meaculpową sygnaturą
    śnieżna
    koronką ozdobią
    .........zniszczone, wypalone
    źródło prawego tętnienia

    wykolejony cień istnienia

    ......a i cienie w sinej dali poczasowao zanikają....albo się rozświetlają

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:04
    Ajajaj, ja powitaniowo i dobrowieczorno, pięta przy ...
    01.12.2008 19:46
    ~Krystek fabuloso
    Ajajaj, ja powitaniowo i dobrowieczorno, pięta przy pięcie, z pochyloną
    głową....nie z niewoli, a po dobrowoli....i właśnie w czoło się packam bom
    nigdy, nawet przy dziewiczym zjawieniu moim, słów nadobnie pozdrawiających nie
    czynił....przebaczcie, przebaczajcie, zapomnijcie.... Na tłumaczenie moje jedno
    znajduję, jako to fascynację bezdennobrzeżną Braciszkiem moim. Piątka
    Krzysiu!...albo i czwórkawink Piącha...albo i nadgarstek...wedle życzenia.


    A jako wiatry zimowe
    ogon
    bociani z oczu straciły
    i wachlarzem
    seledynu mamiąc

    zorza ku nam się czołga
    czas,
    czas na grzańca
    i czas pierwsza świeczkę
    zapalić

    ...........a ja gdzieś indziej idę się wyżalić

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:05

    Nonuże Mirusieńko, na to wychodzi, że w Krzysiowej sprawie ...
    02.12.2008 18:52
    ~Krystek fabuloso
    Nonuże Mirusieńko, na to wychodzi, że w Krzysiowej sprawie zauważasz, jakobym
    nastawienia był typu; " Gdzie ty Kaj, tam ja, Kaja ". Samcim w sobie i przed
    sobą, za mną nie wiem....kto się zgłosi - to wolę do Ciebie rzec...gdzie Ty
    Nimfo, tam ja, Nimfeusz....bez pałatki i grochu, z kijkiem jeno na bębenku
    tamtamującym...pieśń zawodzącotęskliwiczną

    eeeeeeeeeeeeeech, eeeeeeeeeeeeeeech
    i tak dalej
    czarę łez mi nalej
    nalej, nalej
    ni kropli nie ulej

    cennoszczęsnego nektaru
    gdyż takiego daru
    sercoszczerowo wyczekuję

    A innym, w szczególności tym ośmiokrotnie i bezustankowo roztupanym,
    krzysiastomiodnego wieczoru życzę.

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:07
    Noc całą, ciemnościami rozpościerzoną, przemyślenie jedno ...
    04.12.2008 09:58
    ~Krystek fabuloso
    Noc całą, ciemnościami rozpościerzoną, przemyślenie jedno za drugim w głowie mi
    bieżało; muszęże, niemuszęże..... mamże, niemamże na Misogino się jawić.
    Braciszek Krzyś tęskliwość sugeruje....a jednak, głębinowo wrodzona niepewność
    rozmytomgliście mnie nastraja...i żałośnie, jako że po szynobocznicy tu
    kroczę...i czyżbymże bezcelowo pobłądził ? Potwierdzenie...prezentem
    mikołajkowym życzenie miałbym.
    I w tymże momencie słowa własne wspominam do chłopaczka maleńkiego niegdyś
    skierowane.
    -Chłopaczku rozełkany krawężnikowosiedzący czegóż tak rozbeczeniem twoim uwagę
    moją zaczepiasz ?
    -Bo chcę być kochany !
    ....i tak to odpowiedź ona w uszach mi brzęczy, sennościowo w odwrotną stronę
    nakręca....a pytania zadać nie śmiem.



    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:07
    W ...
    05.12.2008 16:39
    ~Krystek fabuloso
    W warsztacie mózgu
    młotem bezprzytomnościowo wali i łomocze
    bo zakamarkam szukał
    mysiej dziury chociażby
    zacieśnione przestrzenie

    światłonieprzenikliwe
    ziąbem łazienkowej glazury
    nagłością zimnego prysznicu
    przeginają
    w mrok zwątpienia

    .............i to tyle natenczas smętaczy
    .............nadziejkowo...adieu nie mówię

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:08
    Dniem pomikołajczym pokłony składam, także i moje ...
    07.12.2008 11:27
    ~Krystek fabuloso
    Dniem pomikołajczym pokłony składam, także i moje dzieciństwo
    zlatsześćdziesiatych z nagła przypominając.....byłoże ono takie szczęśliwe i
    pośpiechowonierozbiegane jak Mirusi się jawi???....kiedy wspomnienia przez sito
    czasu zachmurzonego przesiane, kalejdoskopem rozsypanej tęczy przykurzone....
    Takie wspominajkowoniezapominajkowe myślenie strzępkowe jest....acz piękne, gdy
    nalatuje.

    Dziecięciem byłem niesfornym
    i światem przeogromnie rozwlekłym
    klockami fantazji bezszczeliniasto
    zabudowanym.
    Nieskończoność nieskończona była
    niczym pewnik
    klejącym palcem na piasku wypisany
    ...........i niesmiertelnoscia


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:09
    Rozporankowaniem świergotliwym dzień cały przeleciał, ...
    10.12.2008 18:29
    ~Krystek fabuloso
    Rozporankowaniem świergotliwym dzień cały przeleciał, teraz w zapachy
    przedbożonarodzeniowe ochotnie wstępuje....Krzysiu, racja i prawda to
    niebotyczna....róża pachniałaby tak samo, nawet gdyby ją kapustą zwano....

    Cynamonem dzień rozpachniony
    wanilia z kardamonem się kłoci

    laskowy orzech

    dymem naprażony
    śliwkę
    suszoną
    i gruszkę
    smakiem świątecznym
    bałamuci
    czas już
    nie tylko z piernika serce
    pokazać.

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:10

    Jakżeż wypowiedzieć i odpowiedzieć wydechem, zduszonego ...
    12.12.2008 19:23
    ~Krystek fabuloso
    Jakżeż wypowiedzieć i odpowiedzieć wydechem, zduszonego łzą piołunową,
    gardła....kiedy i myśli jeno zgłoskami jękliwymi poza czołem się burzą.
    Drogi rozstajne co krok się trafiają i słowa, rzeczywistość drące, co
    sekundę...w zwielokrotnieniu światowym, bezróżnicowo...w nedzy i szczodrze
    zasypanym dniu.
    .....i zbiegają się w centrum oboksiebieprzejścia na mgnienia i trwania.
    A skowyt i wycie przypomina skamienialym....szelest skrzydeł anioła.

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:11
    Któraż to moc wiatrów, dojrzały dmuchawiec zimy na wsze ...
    18.12.2008 17:15
    ~Krystek fabuloso
    Któraż to moc wiatrów, dojrzały dmuchawiec zimy na wsze strony rozdmucha i
    szarotę codzienności diamentową bielą przypudruje, dzwoneczkiem ruszy i echem
    jego dźwięku pomiędzy przyjaciela, kochankę i wroga się wsączy...?
    I gdzie płoza sani szlak, światłem pochodni rozkolebany, zaniepokoi...?
    A siano talerz otuli i opłatka okruchy w sobie zagubi....?
    Kiedy powietrze rozdźwięczy i rozkolorowi się ogniem podniebnych iskier....?

    Gdzieżby słowa nawet mgnienie
    chwilą pobłądzenia
    wsparte
    zaistnieć zaprawdę zechciało......

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:12
    A ja do Was z dzwoneczków krysztalnych ...
    24.12.2008 15:03
    ~Krystek fabuloso
    A ja do Was z dzwoneczków krysztalnych potrząśnieniem....niechże zadźwiękają
    szczeroprzyjaźnie w czystej wieści rozsyłaniu...
    Dni świątecznych....żywicznie rozpachnionych, ciepłorozpromiennych i tęczowością
    wzajemnoprzyjaźni zasnutych...
    z serca całego życzę.

    A Krzysiowi, dodajno....rozperłowionych świetliście jutrzenek......

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:13
    A ja jeszcze i już posuwiściewalcowo na tenżeajakże wątek ...
    31.12.2008 08:22
    ~Krystek fabuloso

    A ja jeszcze i już posuwiściewalcowo na tenżeajakże wątek wskakuję
    w pożegnalnym roztkliwieniu starorocznym i życzeniach Nowodobrego....

    Zgrzebną szatę
    staromiesięcznego rozchełstania
    na ziem rzucam
    wystarczy rozpamiętywania
    krokiem już jednym
    poprzez zgrozę sztucznego ognia przestępuję
    i prawie wstępuję
    w czas nowości nienakreślonych
    ..... na zdrowie

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:14
    Siejstwo dobrego słowa wdeptane okutym butem w głąb ...
    07.01.2009 17:35
    ~Krystek fabuloso
    Siejstwo dobrego słowa wdeptane okutym butem
    w głąb czarnoziemu, w krzemożwiry....
    tak się dzieje dnia każdego
    ze wszystkim we wszystkim
    aż do momentu
    podskoku kiełka szczęściatego
    bladym zwycięstwem na świat przychodzącego
    z sensem bez sensu
    kto wie i powie
    kiedy i jak
    ja rzeknę....tak

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:15
    Za pługiem czasu różnorodność przejawów ...
    09.01.2009 21:46
    ~Krystek fabuloso
    Za pługiem czasu
    różnorodność przejawów
    zmrożoną oziminą
    w wieloznaczności strwożonej
    skamieniała.
    I oniemiała
    w bezdennym osłabieniu
    wyjątkowości nowopowstania
    .......ku jutrzence się chyląc....

    .......pozdrowienia dla Krzysia, Braciszka w nowopowstaniu niemowlęcego słowa

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:15
    .......a w herkulesowym stąpaniu wstrząsy ...
    11.01.2009 15:42
    ~Krystek fabuloso
    .......a w herkulesowym stąpaniu
    wstrząsy przeszłości
    pylą
    niebosiężnym kurzem zamierzchłości,
    kwiat jabłoni chyli głowę
    podłamana lilia klęka.
    Drży napięty łuk płatka,
    słabnie, cięciwa wiotczeje
    gdy wstęga Olimpu
    czoło przepasać zapragnie
    a w duszy Krystka
    Krystkówną powieje

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:17

    .....Pestki kamieniem gniecione bazaltem, ...
    13.01.2009 20:39
    ~Krystek fabuloso
    .....Pestki kamieniem gniecione
    bazaltem, granitem i skałą
    w proch starta łupina
    sokiem skrwawiona, rozwiana
    wszędobylczo
    dymnomgliście
    hamująco
    i wszecnpokrywająco.
    A ziarno speczniale
    zalążkowonadziejnie
    w oczekiwaniu na łzę jutra
    przycichło...........
    pod dotykiem wskazującego palca

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:23
    ....a sen środkowonocny straszny miałem. Przestrzeń ...
    15.01.2009 21:28
    ~Krystek fabuloso
    ....a sen środkowonocny straszny miałem. Przestrzeń bezludna i bezbrzeżna,
    śniegiem, plamami antracytu zbrukanym, pokryta.
    Po niej sczezłocienie rozwałęsane...najpierw rozciągnięte w ohydzie brudnej
    igraszki, potem zastygłe w spiżowym półskoku i w wyczekiwaniu na coś, co tylko
    dalekim tchnieniem bolesności, przybycie zwiastowało.....

    .....i wiesz, Krzysiu - o pestkach pomyślałem......i zaraz tez lawinę ich
    ujrzałem, niczym ręka olbrzyma sypniętą....

    ......I jakże tak w półcieniu stać
    w kurzu dnia znojnego
    gdy przecie
    ćwierćkrok ku słońcu
    śmiech w kielichu tulipana
    i gdy zapomnienie
    spojrzeniem dziecka
    uniewinnione
    posady wywraca
    i odwiecznie w kiełku powraca...

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:24
    Nic to......nic to mógłbym powiedzieć i ...
    21.01.2009 19:09
    ~Krystek fabuloso
    Nic to......nic to
    mógłbym powiedzieć
    i słowa żadnego nigdy już nie rzec,
    a przecie kręcą się one
    w zawrotnym wirze
    podpora świata i współistnienia
    tu, stamtąd, donikąd, wszędy,
    klękam, powtarzam pełen zdumienia.....
    ......................wyszlochane nie
    wypłakane nigdy
    wykrzyczane nie będę
    wyszeptane być może
    .......może, może, może.....
    wyjęczana nadzieja......
    tak

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:24
    A jako Krzysiowe jutrzenki dziwnomoc nieoczekiwaną mają ...
    24.01.2009 19:42
    ~Krystek fabuloso
    A jako Krzysiowe jutrzenki dziwnomoc nieoczekiwaną mają i depresji ciemności,
    niczym piórkiem wiośnianego ptaka, błękitem zamalować są w stanie, przeto mgły
    ponure przede mną przecieram i brzasku na widnokręgu wyglądam.....

    Na szczyty wspinać się próbuje
    piętna swoje wśród gwiezdnych szlaków
    rozsypać
    rozwachlować chcę ,
    pola jałowe użyźnić
    pyłem motylego skrzydła
    i świętym zastępów
    garścią pełnokwietną
    z koszyka rzucić
    na wiatr słowem dźwiękliwy
    i pieśń zanucić
    nie z tego świata
    w ulotnym punkcie przesmyku

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:25
    Czyżby wraz z dniami coraz dłuższymi myślolodowce ...
    27.01.2009 19:24
    ~Krystek fabuloso
    Czyżby wraz z dniami coraz dłuższymi myślolodowce topniały, słońcem bladym nizane i nadzieją w grzechoczącej pestce się weselącą.....?
    Czy śpiewa ona muzykę wszechświata i tamtamując rytmem ech odwiecznych, w powielaniu się doskonali....?
    .....bo przecie każdy nowy element zdobyczą jest i odmianą całości...
    .....bo przecie -

    Ogień czy słowo prapoczątkiem wszystkiego,
    matrix pytania o jajokurę.
    Niskopokłon w bistrony
    a w gromniczną
    spojrzenie
    i zastanowienie,
    ile głębi tylko w płomieniu
    ile nieskończoności
    zamkniętej
    w tak nikłej możliwości...

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:26
    NIE MA MNIE...a może? Nie ma mnie....a przecie już ...
    06.02.2009 17:56
    ~Krystek fabuloso
    NIE MA MNIE...a może?
    Nie ma mnie....a przecie już niczym dziecię oczy zasłoniłem, a by lepiej
    zrozumieć....i wytrzymać nieobecność tu moją. Niezauważalność.
    A przecie.....
    ...od roku próbuje, różnopostaciowo, przez barierę samorzepkoskrobania,
    samozasiedzenia, do klubu się przedostać, żółwika otrzymać, albo nakaz w
    pajacyka klikanie odebrać.
    Czyż aktem rąk opuszczenia nie było w Krzysiowym italopowinowactwie się
    prezentować?
    A jakże....było!
    .....i co się wydarzyło?
    Odgięty skrawek lodowej pustyni i parę pestek rozgrzechotanych.
    I grosiki odliczone w dwa trzosiki.
    Gdzie mój trzosik, gdzie ptak....tylko lot jego nietoperzy został....i do
    przezimowania pieczara szarym echem tętniąca.
    A co świetlistego było, z echem onym się zlało.
    Adieu???...eee, tam...

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:27
    DO SORELLINY A bientot, powiedziała, a ...
    12.02.2009 18:26
    ~Krystek fabuloso
    DO SORELLINY

    A bientot, powiedziała,
    a potem jeszcze,
    ciągle w uśmiechach,
    lecz zadumana
    ręką pomachała...
    I kreśląc złotą smugę
    w roześmianym powietrzu,
    rześkim i słodkim
    w pieszczocie Jej Dłoni,
    zaistniała
    w rozszlochanej skrytości....

    Także i Krzysiowa ziemia obiecana wielce mnie zajmuje...
    .....bez mapy, gęsim piórem, niezręcznie zaostrzonym, zapisanej
    ....i bezdroża, w perłowo lśniących znakach, bezmanowcowo gładkie
    do źródła wiodące
    wszędobylskiej harfy od-do
    ...i w obejmującym wszystko oddechu zaspanego olbrzyma
    wieczności

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:27
    ..........Gdybym zechciał rozpalić ognisko wziąłbym ...
    14.02.2009 01:42
    ~Krystek fabuloso
    ..........Gdybym zechciał rozpalić ognisko
    wziąłbym stos bierwion pociętych żywiczną tętnicą,
    listowie, niewolące gorzką woń jesieni
    i szarugę zbutwiałego czasu.
    Spoglądałbym na kurczące się kształty
    żarem swoich sił wykrzywiane,
    romantycznopokraczne,
    smętnomagiczne,
    cieniowyzwalające,
    i w popiołach ułudnoulotnych się zatracające,
    w westchnieniu zagubione.
    ....Gdybym zechciał wieczny ogień rozniecić
    rozdmuchałbym tylko pierwszą iskrę zwykłej miłości....

    ............A podmuchać tę iskrę w każdy dzień można.... niekoniecznie walentynkowy
    chociaż dzisiaj może łatwiej
    ją dostrzec,
    czego wszystkim Wasz Krystek życzy

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:28
    Jakże specjalnowybraki ciepłosłownych wpisów co ...
    20.02.2009 17:03
    ~Krystek fabuloso
    Jakże specjalnowybraki ciepłosłownych wpisów co poniektórych za serce szarpie,
    jakby w słońcu, co tu grzeje, paru promieni zabrakło.
    Chciałoby się rzec...wielkieś mi uczyniła pustki tym zniknieniem swoim....a
    przecie dwutygodniówka synogarliczej Sorelliny jakośtakoś do wytrzymania jest,
    jako że horyzont powrotu, z każdym dniem, przybliża się tęczowym rozblaskiem.
    O Druhu moim, imiennie i słownie jednoznacznobliskim, słuch zaginał w głębokości
    dni piętnastu....policzone!
    Potrząsam przeto pestkową zawartością grzechotki i nie huk to przeogromny, i nie
    wezwanie bezgarbnego dzwonnika....szmerozachęt jeno rozkwilony...tako więc
    przybywaj, zatrzepocz kwiatem białej lilii...

    ....a gdzieś tam,
    w odwiecznych zamętach
    szmaragdowej toni,
    perłopław toczy swe dzieło
    z nadzieją
    świetlistej pieszczoty
    Jej szyi

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:30
    Zachwyty zimą widzę...tą białopuchową, szarość kryjącą i ...
    22.02.2009 16:33
    ~Krystek fabuloso
    Zachwyty zimą widzę...tą białopuchową, szarość kryjącą i jeszcze
    niedzielnotrwającą, chociaż cieplejsze podmuchy wojnę jej wypowiedziały.
    Nadziejny ten wiatr; zapowiedź nowego niesie i trwałość kołowrotu czasu...

    ...niczym kola drabiniastego wozu
    po wybojach terkocze,
    deszczowo, śniegowo, maziowo,
    i zamiera nabożnie
    w modlitewnym milczeniu
    i podziwieniu
    przed bariera nieśmiałozieloności...

    Już wiosna się skrada, drodzy Misoginianie....i wiatrom pierwsze pocałunki
    odciska...

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:45
    Zacytowałaś wczoraj, Sorellino, przedwojenne słowa ...
    24.02.2009 17:55
    ~Krystek fabuloso
    Zacytowałaś wczoraj, Sorellino, przedwojenne słowa kochanie każdemu dozwalające.
    Można, wolno, komu, trzeba....a jeżeli, to jak i kiedy? Ja powiem; zawsze, wszędzie i ponadczasowo.
    Czyż trzeba miłość rozdrabniać, dzielić niejako na podgatunki...do matki, ojczyzny, dziecka, ukochanej? Po cóż to - miłość jest jedna, niczym bezgłębny ocean, bezwyczerpalny i w cieniach swych tak zróżnicowany, że każdy z nich jawi się w wyjątkowości swojej jako niepowtarzalny.

    .....i w kwietnym święcie uczucia
    bezkrańcowych słów
    w pokłonie szczęścia złamanych,
    cichutko, bez tchu niemal
    wspominam
    rozrzucone na poduszce jasne włosy,
    spogladam
    na ciepły odcisk Twojej dłoni
    w faldach prześcieradła zawieruszony,
    i nic to,
    że to tylko senne marzenie...

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:46
    Kapryśny jesteś, Czytusiu.... ...chcesz brać, dać nie ...
    24.02.2009 18:38
    ~Krystek fabuloso
    Kapryśny jesteś, Czytusiu....

    ...chcesz brać,
    dać nie chcesz,
    usta w podkówkę wykrzywiasz,
    dąsy odprawiasz smile
    a tu, gdzie bywasz
    ......nie wypada

    Ze śmiechem to mówię i z oka przymrużeniem, chruścika doradzam i lepszego humoru.

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:48
    Łzy kochać, Sorellino....nie, to nie jest śmieszne. ...
    24.02.2009 19:23
    ~Krystek fabuloso
    Łzy kochać, Sorellino....nie, to nie jest śmieszne. Wychwytuję uczucia, które
    powodują, że je kochasz...a wszystkie kojarzą się....w pewnych słowach miękko
    się objawiają; tkliwość, tęsknota, rzewliwość, spojrzenie pełne tajemnic i
    zrozumienia, szczęście, wzniosła duma, zasłuchanie, słodkie roztrzepotanie
    serca, dreszcz wniebowzięcia....
    ...piękne takie łzy, słyszę ich szmer...prawdoludzki


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:49
    .......a gdy ziemia odezwała się jednoznacznie w ...
    25.02.2009 19:31
    ~Krystek fabuloso
    .......a gdy ziemia odezwała się
    jednoznacznie
    w ciężkomłotnej pra-sile
    życiodajnego żywiołu
    powtarzalności,
    w rytmie ku nieskończoności,
    a w ciepłych objęciach
    południowego tchnienia
    kaskady z gór spłynęły,
    .....wiosna dziać się poczęła

    Tak więc powiadam, że dzień dłużej już jaśnieje i porannym wariactwem ptasiego
    śpiewania się ogłasza (przedwczesna pobudka), ziemia pachnieć zaczyna
    rozpulchnieniem brzemiennym....i na wybuch czeka,
    ....czekanie?.....karabiny na bok, moje panie...jakiekolwiek by nie były

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:50
    Gdzieś tam, kiedyś, a może wcale ...
    26.02.2009 18:07
    ~Krystek fabuloso
    Gdzieś tam, kiedyś, a może wcale niedawno, żył, w pewnej
    maleńkiej wiosce, Chłystek. Żył z dnia na dzień, normalnie i po ludzku, ciężko
    pracując, a w chwilach wolnych zbierał pył motylich skrzydeł. O zachodzie słońca
    posypywał nim leniwe powietrze i oczarowany migotliwym wirem drobinek otwierał
    się na tajemnice świata i, niczym w runicznych znakach, odczytywał jego
    odwieczne prawdy. Chciał się nimi dzielić, postanowił uczynić to w mieście za
    Górami Słów. Nie było to łatwe, gdyż mieszkańcy zdawali się nie zwracać uwagi na
    to, co mówił. Jakże miał tu żyć.... jak żebrak? I Chłystek, chcąc nie chcąc,
    zaczął rozmawiać językiem Mędrca. Nareszcie wszyscy go rozumieli, nawet
    uśmiechali się do niego. Mędrzec jednakże wybrał się na krótki urlop, nie
    zauważył więc, że Chłystek zaczął się w tym czasie zmieniać. Inaczej widział
    bogactwo miasta. Złoto i diamenty ornamentów przestały błyszczeć sztywnym
    światłem, nabrały raczej miękkości aksamitu i ciepła motylowego pyłu, a ten był
    dla niego jak najbardziej znajomy. Poczuł się jak w gnieździe i wiedział, że
    dopiero teraz może być znowu sobą. Oczywiście, Mędrzec powrócił któregoś dnia z
    urlopu. Spotkali się na samym środku, zalanej słońcem, ulicy.
    - Chłystku, - odezwał się Mędrzec, a głos jego, jak na Mędrca przystało, pełen
    był dostojeństwa i wszechwiedzy - ty jesteś nie ty !
    Radość odjęła Chłystkowi mowę, bo gdyby nie odjęła ogłosiłby całemu światu:
    Jestem sobą, jestem kimś, jestem zauważalny....bo jeżeli aż Mędrzec zastanawiał
    się nad moją tożsamością. Mógłbym powiedzieć, pozory mylą, Mistrzu, ale w
    gruncie rzeczy, czy ma to jakieś znaczenie ?
    I schylił Chłystek głowę, w potakiwaniu "niechżeCibędzie", i poszedł pić miód i
    wino na weselnej uczcie swojej duszy.

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:52

    Sorellino....gdyby litery potrafiły się kłaniać, leżałyby ...
    26.02.2009 21:59
    ~Krystek fabuloso
    Sorellino....gdyby litery potrafiły się kłaniać, leżałyby w tej chwili przed
    Tobą pokotem....smile

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:54
    A gdy podniebne stężenie błękitu ...
    28.02.2009 17:43
    ~Krystek fabuloso
    A gdy podniebne
    stężenie błękitu
    szarowiolin
    w gęgającym zwiastowaniu przecina,
    a pień brzozy
    podziemną silą wzbierze
    i sokiem zatętni,
    .....fala w strumieniu
    zaprzysiężeniem wiosennym szepocze

    A Chłystek siedzi na ławeczce, w cieniu kwitnącej akacji, w mieście Za Górami
    Słów i w bezgranicznym błogolenistwie miodami wykwintnymi się raczy...bo smakosz
    z niego, a jakże...

    Sorellino, bywaj bezgrypowo smile

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:57
    Jakże dni, przechodzące z jednej pory w drugą, niepewność ...
    02.03.2009 22:37
    ~Krystek fabuloso
    Jakże dni, przechodzące z jednej pory w drugą, niepewność i wahanie w człowieku
    wzmagają, oczekiwanie niecierpliwe....oby jak najprędzej

    Pod arkadami
    omszałych konarów
    przechodziłem nieobecnie
    ścigając ciszę
    i zapach wilgoci,
    z myślami sam na sam...

    Chorym zdrowia jak najwięcej, a naprawionym? komputerom błyskawicznego przelotu smile

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:57
    Kłaniam się witajnie...a czas płynie i miejmy nadzieję, że ...
    04.03.2009 20:24
    ~Krystek fabuloso
    Kłaniam się witajnie...a czas płynie i miejmy nadzieję, że niedogodności, takoż
    zdrowotne jak i ze złośliwości materii wynikające, łagodzi i wygładza

    .....a z życiem to jest, (Krzysiu)
    gdy wprzęgnięty
    wrzecionem czasu
    w bytoniebyty,
    wysmagany przeciwnościami,
    wtulony w bezpieczeństwo
    przytakiwania,
    klękania,
    ręki całowania,
    głowę podnosisz,
    otrząsasz potwora,
    a zmora
    rozbija się w akwamaryn...

    A gdy Chłystek siedział tak sobie na swojej ławeczce, miodem przednim i
    wszędobylskim zapachem akacjowego kwiecia zaczadzony , dojrzał na krańcach
    oceanu ławicę białych żagli rozłopotanych przeraźliwą bielą....i żaden z nich
    nie był samotny
    .....a słoneczny kamień czasu, pomrukiem ducha, we wszelakości dźwięczy

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:58
    Nie wgłębiam się ja w powody nieporozumień... Zwykle są to ...
    06.03.2009 00:01
    ~Krystek fabuloso
    Nie wgłębiam się ja w powody nieporozumień...
    Zwykle są to zniekształcone emocjami drobiazgi,
    ....a w obliczu przewalającej się przez świat lawiny nieszczęść, drobiazgi owe
    zabarwiają się bzdetośmiesznie...przepraszam, więcej nie będę, a w zamian
    gałązką palmową powieję, albo i oliwną, chociażem nie gołąb...

    .....bo i tenże
    wznosząc się ponad,
    bezcelowo powietrze przebija,
    skrzydłym kropidłem
    oliwną wieścią
    dzieli,
    namaszcza,
    i w niewinnej bieli
    wieńczy
    uśmiech dziecka ...

    A Chłystek uśmiech ten zobaczył.... i własne dzieciństwo, i już nie wiedział,
    czy to zapach akacji, czy też błogość wspomnienia w sen szczęśliwości go
    wkołysała....

    Dobrej nocy Misogino smile

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 19:59
    A gdy Chłystek oczy otworzył i resztki snu z powiek ...
    07.03.2009 18:50
    ~Krystek fabuloso
    A gdy Chłystek oczy otworzył i resztki snu z powiek swoich strącił, ujrzał
    gromadkę dzieci, zgodnie, zamek z piasku budujące...
    Śpiewały do taktu łopatek. Piasek skrzył się w słońcu, osypywał z obronnych
    murów, lecz pracowite ręce podpychały go do góry...aż do momentu, gdy przez
    przypadek, nieuwagę, niechcący, ot tak sobie, nie wiadomo dlaczego, nie wiadomo
    kto łokciem o strażnicę zawadził.
    I stanął świat na głowie, pieśń refren straciła, śmiech zamilkł na
    przedostatniej nucie...
    Chłystek uśmiechnął się i, miast refren podpowiedzieć, pomyślał tylko:
    "Co ma być, to będzie, muru kawałek runęło, przydadzą się cegiełki na budowę
    nowego teatru"
    ......i tęgi łyk miodu pociągnął smile

    ....jako że po burzy
    kiedyśtam słonce zaświeci
    i okruch czasu rozgrzeje,
    soplem lodu
    w cieplej fali zamiesza,
    zakręci
    w chęci...wspólnej drogi

    I do nikogo nie powiem - przyjdź, odejdź, nie chcę, znikaj....powiem
    tylko...witaj smile

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 20:00
    Kobiety są jak kwiaty...i jakie szczęście, że jest ich ...
    08.03.2009 11:17
    ~Krystek fabuloso
    Kobiety są jak kwiaty...i jakie szczęście, że jest ich tyle odmian - każda z
    nich, tylko na swój niepowtarzalny sposób urok własny rozsiewać może.
    I, miłe panie, tego uroku na Misogino jest wiele...dzięki Wam!
    Rozkwitajcie każdego dnia na nowo, jak to do tej pory czynicie
    Kochajcie i bądźcie szczęśliwe
    Bądźcie sobą

    I zapomniał się Chłystek w sennych marzeniach, i nawet miodu już nie
    pociągał....po co...marzenia i tak pełne były słodyczy smile
    ...przynajmniej tego dnia


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 20:01
    Dla Basi- dni baśniowych i pęk nadziejnych przebiśniegów ...
    10.03.2009 19:18
    ~Krystek fabuloso
    Dla Basi- dni baśniowych i pęk nadziejnych przebiśniegów smile

    Wstąpiłem, a jakże....serdeczność i różnorodność przyciąga, a przecież ciężko na
    tę tu podłogę się dostać, pomimo że wypolerowana onaż bardzo...a jeszcze
    trudniej ślad swój zostawić

    .....a gdy szkło rozbite
    kaleczy
    i ranę nieznośną
    w serce wtapia,
    skrzydłem nadziei
    wzbić się należy
    w świt
    przezawsze jasny

    ...A gdy, razu pewnego, zapytał Mędrzec Chłystka dlaczego płacze, odpowiedział
    mu tenże:
    "Tymi łzami uświęcam mój smutek"

    WU...nad pięknym słowem, do kogokolwiek, zawsze głowę skłonię.
    Te (Profesor Religa ), piękne były przejmująco.

    Szacunek i Cześć Jego Pamięci.

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 20:02
    A Mędrzec opuścił ręce, gdyż od dłuższego już czasu to, co ...
    13.03.2009 15:24
    ~Krystek fabuloso
    A Mędrzec opuścił ręce, gdyż od dłuższego już czasu to, co zamierzył, nie
    wychodziło tak jak niegdyś.
    Nie rezygnował jednak i z lamentowym westchnieniem powracał do dzieła.
    A Chłystek obserwował to, myśli kłębiły mu się w głowie, ale jak zwykle
    powstrzymywał się w słowie.
    Któregoś dnia nie wytrzymał.
    - Mistrzu - zapytał - czy nie lepiej zacząć dzieło od początku, gdy z różnych
    przyczyn, praca tylko nieznacznie posuwa się do przodu?
    - Raczej nie, albowiem w dziele tym pielęgnuję ideę - odpowiedział Mędrzec, a w
    głosie jego pobrzmiewała nieomylność twórcy - ona jest najważniejsza i nie może
    zaginąć.
    Chłystek zastanowił się głęboko, po czym odezwał się w te słowa:
    - Tak, Mistrzu, zgadzam się, ale czy nie uważasz, że w ten sposób stajesz się
    niewolnikiem formy i tym samym podcinasz skrzydła idei?

    Alutko52, ponad głowami rzucam ku Tobie porozumiewawcze spojrzenie...jesteś
    niczym owoc zdrowej jabłoni smile

    ...bo gdy wypuszczasz z objęć
    złoto gwiazdy
    na niebie,
    zdarzyć się może,
    iż pod twoją stopą
    rozsypie się
    diamentowy trzos...

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 20:04
    smile)))) A tak, prawdę mówiąc, w uśmiechach się zaplatałem, ...
    14.03.2009 15:32
    ~Krystek fabuloso
    smile)))) A tak, prawdę mówiąc, w uśmiechach się zaplatałem, po raz kolejny post
    Twój, Sorellino, odczytując, gdyż domysłów on, urokliwokobiecych, pełen i brwi
    pięknych zmarszczenie zastanawiające w nim wyczuwam.....Ku_felek, Krystek -
    znany, nieznany, niewidziany, czytany....a może?
    Nick jest tylko nickiem, a co za nim się kryje, jakie zamiary, dusza
    jaka...wyczuć szybko można,
    Ciepło w słowie wychwycić,
    Dziecięce zaciekawienie zauważyć,
    Grę słów prześledzić,
    Dobrej woli światło dostrzec
    ....i uśmiech spoza ekranu
    Wiem, wiem, na pięknych brwi zmarszczenie odpowiedzią to nie jest..ale niechby
    odtrutką tylko smile
    ...i być może, że jako inny czytany byłem - nie wiem, gdzie poza Misogino bywasz

    .....a perłopław
    nadal miękkie światło,
    w ciszy swego świata,
    splata
    w niewiedzy olśnienia,
    co będzie

    I uradował się Chłystek, bo dojrzał to, co sobie wyobraził.....a wiedział, że
    było to dobre.
    Pociągnął więc znowu miodnego napitku, rozsmakował się jak nastolatkowy
    niedźwiedź w barci....a dużo jego było, wystarczająco na dni pare smile.... i na
    sny małpoludomonolitowe w kosmicznych akordach roztańczone

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 20:05
    Chłystek przespał dzień cały ...a była to ...
    16.03.2009 19:26
    ~Krystek fabuloso
    Chłystek przespał dzień cały
    ...a była to niedziela...
    nie słyszał, nie wiedział,
    bo gdyby wiedział
    przyniósłby Hrabinie już wczoraj
    ten oto pęk
    paprotnego ziela

    A przecież czas, miejsce, sztywne od-do intencji, nie przyozdabia jej bardziej,
    aniżeli ona siebie samą kolorem swej szczerości.

    ...lecz postanowił Chłystek mniej w miodnych napitkach smakować, oczy szerzej
    otwierać
    - jako, że widok, czy to zdrowej jabłoni, czy żmudnej pracy perłopława ma
    to już do siebie, że frapujący jest wielce i ciężko czymś innym zastąpiony być może

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 20:06
    We Włoszech byłem parę razy, niekiedy tylko przejazdem, ...
    18.03.2009 19:04
    ~Krystek fabuloso

    We Włoszech byłem parę razy, niekiedy tylko przejazdem, ale zawsze fascynował
    mnie ten kraj w sposób szczególny. Pamiętam mój pierwszy pobyt w
    Rzymie....(eeech, ćwierć wieku minęło) i chwilę dziwną, gdy wędrówką zmęczony i
    prawie już przy końcu Via Appia Antica, na resztkach ruiny starożytnego grobowca
    zasiadłem. Pomimo późnej jesieni mocno prażyło słonce i błękit nieba oślepiał
    intensywnym nasyceniem koloru - niczym ten neapolitański, głośno w literaturze i
    filmach opiewany. Południe zaistniało szeroko, ze swoim spokojem i ciszą
    przeogromną, bez najmniejszego nawet akordu cykady, nawet bez wyobrażeń
    zamierzchłego chrzęstu oręża przechodzących tędy niegdyś legionów. Ale w pewnym
    momencie stało się. Niczym w kalejdoskopie ujrzałem mozaikę obrazów, strzępy
    filmów; od Spartakusa począwszy, poprzez Ben Hura, Quo Vadis, nawet głos pani S.
    Loren, echem, lekko chrapliwym, pośród uliczek Neapolu pobrzmiewający...i
    niezapomniana muzykę z Amarcordu. Są miejsca, w których duch czasu specyficznie
    jest obecny, wyobraźnię pobudza, okno otwiera i tunel miedzy wymiarami. Jak
    można opisać stan taki; trwania na uwięzi obrazu prawie wszystko
    obejmującego?...i przypomniałem sobie "Aleph" Jorge Borgesa. Tak, siedziałem na
    tym grobowcu niczym na krawędzi, niczym na granicy dwóch światów, niezdolny
    wykonać chociaż ruch najmniejszy, brutalny, gdyż kaleczący mydlaną bańkę. Ruch
    ten zrobił ktoś inny. Turysta tak jak i ja, też zmęczony i też w pogoni za tym,
    co w rzeczywistości dawno już przebrzmiało. Przyspieszył na mój widok kroku, on
    również chciał być sam, tylko z duchem czasu.
    Podobne odczucia miałem w Pompei, gdy spoglądając na wyjeżdżone rydwanami,
    głębokie koleiny uliczek, ugiąłem się pod jarzmem ciągle tu obecnego jęku
    tamtego świata, jeszcze z czasów, zanim na wieki okryły go popioły Wezuwiusza.
    Od tamtej, pierwszej podróży, zawsze gnało mnie coś w tamte strony, przyciągał
    niepowtarzalny, śródziemnomorski flair. Dlatego bardzo chętnie i z
    zainteresowaniem śledzę wpisy włoskich Misoginian - podtrzymują, ciągle od nowa,
    stabilność mojej mydlanej bańki.

    .....Oczami wyobraźni, dojrzał Chłystek struny czasu w warkocz zaplecione, niby
    osobno, a razem, zacieśnione w przyjściach, odejściach, przemijaniu i powrotach,
    z jednej głowy wychodzące i grzebieniem zdarzeń czesane. A wiedział Chłystek, że
    włosy, już od zawsze, symbolem sił i żywotności były. Westchnął więc z
    zadowoleniem, gdyż taki obraz wielki był w swoim znaczeniu.

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 20:07
    ....Przez dzień cały, wiatr podwiędłe kwiaty akacji ...
    20.03.2009 22:33
    ~Krystek fabuloso
    ....Przez dzień cały, wiatr podwiędłe kwiaty akacji rozwiewał - niczym płatki
    śniegu ulice zasypywały. Spoglądał Chłystek na to widowisko, słodkie powietrze
    wciągał...i w tym momencie nic mu do szczęścia nie brakowało.

    A właśnie rankiem wczesnym pisała alicia o nowej modzie zapachowej. I znowu
    powtarza się historia - szybki zarobek na czymś dla normalnego człowieka
    niewyobrażalnym...do następnego pomysłu, nieważne jakiego.
    Dzisiejszy świat przepełniony jest bodźcami. Każdego dnia zalewa nas lawina
    dźwięków, obrazów, wijemy się w studniach emocji bez dna. Próg wrażliwości
    zawyżony jest do absurdalnego poziomu. W takim świecie łatwo jest o wypaczenie,
    o przekroczenie granicy chociażby dobrego smaku..gdyż zatracają się wartości i
    coraz więcej ludzi żyje chwilą. Jakże pięknie, w obliczu takiej rzeczywistości,
    maluje nam się własne dzieciństwo ( zakładam, że większość z nas jest nieco
    starsza). Mamy jeszcze w pamięci zapach świeżo zaoranej ziemi i pierwszego,
    prawdziwie wiosennego deszczu, i maciejki o zmroku. Wiemy jak smakował pomidor
    prosto z krzaka, papierówka z drzewa sąsiada i słodycz koniczyny. Potrafimy
    rozpoznać głos kukułki, klekot bociana, a szczebiot ptaków witających poranek
    jest miły dla naszych uszu....Coś się zatraciło w naszym świecie. My jesteśmy
    tego świadomi, ale ci, którzy nigdy tego nie zaznali nie mają porównania,
    szukają, rzeźbią swoją rzeczywistość tak od naszej różną, nieswojską. Mają do
    tego prawo tak, ja i my mieliśmy....Tylko szkoda, że niekiedy taki nieładny ma
    ona zapach.smile

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 20:09
    ....A gdy Chłystek oczy nareszcie otworzył, resztki ...
    22.03.2009 22:12
    ~Krystek fabuloso
    ....A gdy Chłystek oczy nareszcie otworzył, resztki szczęśliwości z siebie
    otrząsając i z rozmarzenia głębokiego ku rzeczywistości powracając, rozglądać
    się począł z niedowierzaniem, gdyż świat wydał mu się inny. Niektóre szyldy,
    nazwy ulic oznajmiające, puste były, pustymi plamami ku niemu błyskały, w
    zdumienie i pomieszanie coraz większe wprawiając. Podniósł się Chłystek,
    niepewny, bo jak bez drogowskazu drogę właściwą znaleźć....
    I dojrzał rozedrgane ślady jasnych słów, nieuchwytne dla niewtajemniczonych i
    zaledwie ciężarem marzeń kierunek znaczące...i szedł pewnym krokiem coraz dalej,
    powracając do blasków tęczy.

    Nie wiem, co zdarzyło się piątkowej nocy, jedynie po reakcjach Waszych domyślać
    się mogę...i domysły moje są straszne. Puste, białe plamy można barwnie
    zapisać....starajmy się o to wszyscy smile

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 20:19
    Zanurzał się w ciemność nocy przemykając pod ...
    23.03.2009 21:20
    ~Krystek fabuloso
    Zanurzał się w ciemność nocy
    przemykając pod arkadami,
    pod ciężkimi butami
    rozsypywały się szorstko
    płaty opadłego tynku,
    ścigały go cienie
    własnej postaci
    drgające w dymie
    haustu papierosa,
    i nocne zmory,
    w echo kroków
    wtopione,
    splątały szarym węzłem
    zagubione
    w myśli obrazy...

    I nie tylko noc ciemna i obca, piętnem wyobraźni, osłabić może.
    Poprzez białe, złu wydarte, plamy, zawsze już szarość ponura przeświecać będzie.

    Ale dzień już dłuższy się dzieje i pestka grzechotać przestała - napęczniała,
    kawałek słońca w niewolę wziąć gotowa ...a krokusów już zatrzęsienie na łąkach.smile

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 20:20
    Ze stoków dalekich gór spływała ku dolinie jasność ...
    25.03.2009 22:06
    ~Krystek fabuloso
    Ze stoków dalekich gór spływała ku dolinie jasność poczętego dnia. Leniwa,
    przeróżowiona poblaskiem młodego słońca, majestatyczna i pieszczotliwa. Budziła
    świat odwiecznym rytmem powrotów i witana odgłosami różnorodności życia sunęła
    bezszelestnie ku swojemu początkowi...
    ....i tak jest, że koniec często jest początkiem
    ....że jedno z drugim się przeplata
    przenika
    w jednoczesnych marzeniach o tym co ma być

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 20:21
    Ranka, prawie każdego, zapewnia Alicia o swojej radości, ...
    26.03.2009 21:10
    ~Krystek fabuloso
    Ranka, prawie każdego, zapewnia Alicia o swojej radości, że Misogino jest, że
    może postawić krok swój świeży, na cichej jeszcze podłodze tego miejsca, czasami
    tylko skrzypliwej, zaspanej jeszcze, ale już zapraszającej.
    Czuję zawsze swojski zapach tej podłogi, szczególną emulsją zaufania
    polerowanej...i stąpam po niej ostrożnie, po śladach tych, którzy przede mną
    przeszli, niektórzy bezpowrotnie, ale piętno swoje na zawsze odcisnęli.

    I Jadzia dzieląca swoją szumną radość z koleżankami....tak więc pozdrowienia dla
    Nich także
    ....beztroskie akcenty ku_felka humoru...niczym bryza figlarnego wiatru

    ....I zastanowił się Chłystek głęboko, myślał o ogromnych zapasach miodnego
    napitku i spoglądając nań wiedział, że dopóki Źródło nie wyschnie, zawsze
    pocieszyć się nim mógł będzie i nie tylko on, ale każdy kto pić z niego potrafi.
    I wiedział, że Źródło wieczne było, bo moc w nim przetrwania była i właściwość
    wiecznego się przejawiania...
    A Mędrzec spojrzał ku Chłystkowi, kosturkiem w ziemię cicho puknął i głowę
    lekkim ruchem skłoniwszy odszedł powolnym krokiem we wspólny świat krewniaczy.

    A gdy motyl
    miód z brzegu szklanki
    spija
    i w tęczy skrzydeł umieszcza,
    sieje
    pył wieczności
    w źródle człowieczej
    wszystkomożebności...

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 20:22
    Zarzuca się Chłystkowi, że w alkoholizmwink łacno popaść ...
    28.03.2009 17:12
    ~Krystek fabuloso
    Zarzuca się Chłystkowi, że w alkoholizmwink łacno popaść może, jeżeli nadal
    miodnym napitkiem, z dotychczasową częstotliwością, delektować się będzie.
    Hmm...może to już rzeczywiście uzależnienie...ale jakże przyjemne i w tym
    wypadku zupełnie szkodliwości pozbawione.
    A co do cienkusza WU? Mocny on. I bezustannie, a miedzy innymi, do uzależnienia
    miodnego się przyczyniający
    ....co w rzeczy samej nic innego nie oznacza, jeno pokłon niski łącznie z
    zamiataniem podłogi czapkowym trzęsieniem.

    Dlatego też pozostał Chłystek na swojej ławeczce, w cieniu sypiącej kwiatem
    akacji....i zapachem słodkim kołysany, zapadł w popołudniową, sobotnią drzemkę.
    Miłego weekendu.smile smile

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 20:23
    Przeglądając wpisy misoginiańskie z dnia wczorajszego nad ...
    30.03.2009 17:31
    ~Krystek fabuloso
    Przeglądając wpisy misoginiańskie z dnia wczorajszego nad postem Mirki dłużej
    się zasiedziałem.
    Wzór na szczęście, szczęśliwość nasza w sztywne ramy wciśnięta!!! Cóż, to już
    prawie jak nieszczęście!
    Jakże inaczej słyszy się słowa: "szczęściara jestem"...bo telefon zadzwonił,
    strzęp ulubionej muzyki spokoju dzień cały nie daje, sąsiad się do mnie
    uśmiechnął, a ja do niego, katar lżejszy dzisiajsmile
    Na pierwszy rzut oka drobiazgi, a jednak, niczym paciorki na sznurku, w ciąg
    jeden się układają. I nieważne, długi on, czy krótki....ważne, że jest, że sobie
    to w ogóle uświadamiamy.

    ....A Chłystek spoglądał w mizerny płomyk kaganka. Ciemniało. Dźwięczność życia
    topniała w obejmującym go granacie nadchodzącej nocy. Pomiędzy konarami akacji
    smętolił swoją pieśń samotny komar. Cień, zwabionej światłem ćmy, pomykał wśród
    deszczu bezszelestnie opadającego kwiecia. Spokój był, głęboki, gwiazdami
    rozmigotany.
    Być może gdzieś daleko zaszczekał pies, może był to tylko zgrzyt kół spóźnionej
    furmanki, być może trzaśniecie drzwiami, albo odgłos dawno przebrzmiałego śmiechu.
    A gdy uronione przez liście krople wilgoci, ledwo widoczny już płomyk
    musnęły...zgasł i oddech swój dymny, ostatni, z wiatrem pomieszał...drgnął
    Chłystek, oczy przetarł.
    I jak myślicie, czy był szczęśliwy?

    I nie żal rozerwanego
    sznura korali
    nawet na kolanach
    z pochyleniem czoła
    nizać go

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 20:25
    Przeglądając wpisy misoginiańskie z dnia wczorajszego nad ...
    30.03.2009 17:31
    ~Krystek fabuloso
    Przeglądając wpisy misoginiańskie z dnia wczorajszego nad postem Mirki dłużej
    się zasiedziałem.
    Wzór na szczęście, szczęśliwość nasza w sztywne ramy wciśnięta!!! Cóż, to już
    prawie jak nieszczęście!
    Jakże inaczej słyszy się słowa: "szczęściara jestem"...bo telefon zadzwonił,
    strzęp ulubionej muzyki spokoju dzień cały nie daje, sąsiad się do mnie
    uśmiechnął, a ja do niego, katar lżejszy dzisiajsmile
    Na pierwszy rzut oka drobiazgi, a jednak, niczym paciorki na sznurku, w ciąg
    jeden się układają. I nieważne, długi on, czy krótki....ważne, że jest, że sobie
    to w ogóle uświadamiamy.

    ....A Chłystek spoglądał w mizerny płomyk kaganka. Ciemniało. Dźwięczność życia
    topniała w obejmującym go granacie nadchodzącej nocy. Pomiędzy konarami akacji
    smętolił swoją pieśń samotny komar. Cień, zwabionej światłem ćmy, pomykał wśród
    deszczu bezszelestnie opadającego kwiecia. Spokój był, głęboki, gwiazdami
    rozmigotany.
    Być może gdzieś daleko zaszczekał pies, może był to tylko zgrzyt kół spóźnionej
    furmanki, być może trzaśniecie drzwiami, albo odgłos dawno przebrzmiałego śmiechu.
    A gdy uronione przez liście krople wilgoci, ledwo widoczny już płomyk
    musnęły...zgasł i oddech swój dymny, ostatni, z wiatrem pomieszał...drgnął
    Chłystek, oczy przetarł.
    I jak myślicie, czy był szczęśliwy?

    I nie żal rozerwanego
    sznura korali
    nawet na kolanach
    z pochyleniem czoła
    nizać go
    ciągle od nowa...

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 20:28
    Odsunąłem talerz z niedojedzonym spaghetti. Na rdzawych ...
    31.03.2009 18:04
    ~Krystek fabuloso
    Odsunąłem talerz z niedojedzonym spaghetti. Na rdzawych resztkach pomidorowego
    sosu połyskiwały żółtawo oka tłuszczu. Na pewno wołowego, w tym lokalu
    oszczędzali na oliwie. To chyba przez ten tłuszcz straciłem apetyt...a może
    przez nieciekawe dźwięki płynące od strony kuchni. Przypominały odgłos wyżymania
    brudnych ścierek, woda pluskała ciężko i jakby lepko. Nikt tego nie słyszał
    oprócz mnie. I tak o tej porze przesiadywało tu niewielu klientów. Robotnik w
    poplamionym kombinezonie, w skupieniu i szybko, pałaszujący frytki, podczas gdy
    w stojącej obok szklance piwa, powoli, kurczyła się piana. Jakaś, zapatrzona w
    siebie, parka tuż obok drzwi. Ona z bałwochwalczym wyrazem uwielbienia w oczach,
    on z pewnym siebie uśmiechem podmiejskiego podrywacza. Pod ścianą, znany mi już,
    student konserwatorium muzycznego przerzucał pomięte kartki pełne bazgrołów nut
    i co chwilę zerkał w, sieczone gęstym śniegiem, okno. Już trzeci tydzień
    przychodził tu czekać, zawsze o tej samej porze, zawsze w tej samej,
    wyświechtanej kurtce i słuchawce w jednym uchu. Pewnie słuchał coś rytmicznego,
    gdyż chwilami poklepywał szybko kolano i cmoktał raptownie powietrze, aby zaraz
    potem powrócić do swoich nut i tęsknego wypatrywania. Obok prowadzących donikąd
    schodków, na nieprzyzwoicie wysiedzianym fotelu rozparła się teściowa
    właściciela. Kołysała się w półśnie pochrząkując gwałtownie, potężny biust
    falował chaotycznie. Jej syn, także okazałej postury, powolnym i znudzonym
    ruchem wycierał szklanki. Wszystko przenikał duszący zapach dymu z papierosów,
    od strony toalety powiewało chlorem.
    To był mój wieczór, jeden z wielu przed i jeden z tych, co miały jeszcze nastać.
    Robotnik zje swoje frytki, student nie doczeka się na dziewczynę, ani teraz, ani
    za miesiąc. Zakochana parka zakończy ten dzień dzikim seksem, pojutrze nie będą
    już nic o sobie wiedzieć. Będzie dobrze, jeżeli teściowa pójdzie wcześniej spać
    i nie zrobi, jak zwykle, awantury...
    Wstając od stołu szurałem mocno krzesłem. Chyba chciałem inaczej zaakcentować
    codzienność. Nic się nie stało, właściciel nadal nudził się przy szklankach.
    Odszedłem w swoją samotność zabierając ze sobą obraz porzuconej na obrusie,
    złamanej wykałaczki...

    ...A Chłystek pokiwał tylko głową...tylko na taki gest mógł się zdobyć


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 20:29
    Ale wnet uniósł Chłystek głowę, uszy ciekawie nastawił. Z ...
    02.04.2009 12:28
    ~Krystek fabuloso
    Ale wnet uniósł Chłystek głowę, uszy ciekawie nastawił.
    Z daleka odgłosy radosne dochodziły. Słyszał warkot bębenków i przeciągłe
    kwilenie piszczałek, rytmiczny brzęk tamburynu i wesołe przytupywanie.
    I wnet potem, gdy muzyka głośniejszą się stała, wysypał się na ulicę korowód
    odświętnie przybranych mieszkańców.
    Nie spieszyli się, mieli czas. I radość mieli w obliczach, a w stopach ochotę
    wielką do plasów wszelakich. Stukały w głośnych toastach, miodnym napitkiem
    napełnione puchary. Wiatr tarmosił lekkie i oślepiająco białe, lniane togi i
    zwiewał płatki róż z przystrojonych, kwietnymi wieńcami, głów.
    Weselisko to było...a może rocznica, świętowanie ważnego wydarzenia?
    I wiedział Chłystek. Ile istnień na ziemi tyle świętowań...każdy ma swój dzień.

    Ciężki wybór dawania;
    słowa, zapach kwiatu,
    dotyk pąka jabłoni
    czy klejnoty,
    porannej rosy kryształy,
    co w sobie tęczę
    wiosny rozsypały...

    Alicjo, wszystko, albo co chcesz smile smile...z najlepszymi życzeniami smile smile

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 20:30
    No tak, no tak...no tak. Stali całą gromadą niczym, ...
    04.04.2009 15:14
    ~Krystek fabuloso
    No tak, no tak...no tak.
    Stali całą gromadą niczym, ciasno zbite ze sobą, stadko owiec. I stali tak od
    dłuższego już czasu, popatrując na siebie bezradnie, z poszarzałymi twarzami,
    niezdolni do wykonania najmniejszego, celowego ruchu. W powietrzu unosił się
    gryzący swąd spalonych przewodów i było zimno. Tego chłodu nie odczuwali. Nie
    był ważny, nie miał znaczenia w obliczu nieopisanego. Nie czuli bezlitosnego
    wiatru kąsającego skórę sinymi śladami, ani ostrych, zmrożonych grud ziemi pod
    stopami i powtarzając bezustannie te same słowa nie rozpoznawali swoich
    twarzy.Spoglądali na dziki obraz przed sobą, spoglądali z uporem, w wytężonym
    skupieniu i bez zrozumienia. Całą grupką, jednocześnie, jakby pchnięci
    niewidzialną ręką, odsunęli się na bezpieczna odległość od wijącego się w
    szaleńczych podrygach, skrzącego kabla..aż do momentu, gdy plując fioletowym
    światłem zanurzył się z głośnym sykiem w na pół zamarzniętej kałuży. Najmłodszy
    chłopiec ożywił się nieco. Kierowany, mętnym zapewne, wspomnieniem położył palec
    na wydętych do dmuchania wargach, lecz zdobył się tylko na jękliwe, starcze
    westchnienie.
    Stali coraz bardziej skurczeni w sobie, mała grupka w obliczu przerastającej ją
    grozy zgliszcz i zaprzepaszczonego na zawsze szczęścia....
    Gwałtownie wykrzyczany lament, spazmatyczny i rozpaczliwy, rozbębnił spopielałą
    pustkę.

    W tym samym czasie, nawet mgnieniu oka, wszędzie, tysiące ludzi opłakiwało swoje
    tragedie.

    .....Spoglądał Chłystek na swój czysty świat. I wiedział, że nie tylko
    nieszczęście panem jest wszechrzeczy.
    W tam samym czasie, nawet mgnieniu oka, wszędzie, tysiące ludzi świętowało swoją
    radość.

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 20:31
    Spoglądał Chłystek ponad głowami szczęśliwców, hen do ...
    07.04.2009 19:26
    ~Krystek fabuloso
    Spoglądał Chłystek ponad głowami szczęśliwców, hen do krainy nieszczęścia.
    Zawodzenia słyszał, wzajemne oskarżenia, lamenty i okrzyki rozpaczy.
    Słyszał, głową kiwał, łza w oku ostrą solą piekła...współczucia był pełen i
    dlaczego pytań. A przecież wiedział, że ogromu cierpienia, żaden człowiek pojąć
    w pełni nie potrafi, dopóki nieszczęście jego samego nie dotknie, dopóki własne
    ciało rany głębokiej nie dozna, a ręka nie dotknie łez najbliższych.
    I na nic prawda, że gdzieś ktoś w radości tańczy, że dziecię się rodzi, że dwoje
    młodych miłość sobie wiekuistą przysięga, lekarz-cudotwórca, w karkołomnej
    operacji, gasnący płomyk nowym życiem rozdmuchuje, a gdzieś daleko biegacz pobił
    nowy rekord świata.
    Z radością i szczęściem nie trzeba się godzić...z nieszczęściem tak....może kiedyś
    ....w ciszy.


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 20:32
    Czas nadszedł, abym i ja lament przed białą ścianą ...
    12.04.2009 15:47
    ~Krystek fabuloso
    Czas nadszedł, abym i ja lament przed białą ścianą uskutecznił.
    Nie jest to Ściana Płaczu - gdzieżbym śmiał porównywać, ale przecie palce bolą
    od rzucania nań grochu.
    A czas skąpo u mnie wymierzony i niecierpliwość tym większa, gdy grochu kosz
    cały, a ściana dalej stoi niewzruszona...bezlitosna.
    Szczęściem wielkim, w dniu tak ważnym szczelinkę małą udostępniła - nadzieję mam
    wielką, że przedwcześnie ktoś jej nie zamuruje smile

    I smucić się nie trzeba
    kaprysami rzeczy,
    a podać w koszyku
    świętości dnia tego,
    ręka machnąć
    i w rozturlanym śmiechu
    skrzatopodgrzybnych
    bajek poszukać....

    Wesołych Świąt smile smile

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 20:33
    Z rosnącym zainteresowaniem przyglądali się poczynaniom ...
    14.04.2009 16:56
    ~Krystek fabuloso
    Z rosnącym zainteresowaniem przyglądali się poczynaniom Kucharza. Uchodził za
    najlepszego w swoim fachu. Oczywiście wizyta w jego miniaturowej restauracji
    kosztowała niebywale pieniądze, a termin godzinnego pobytu trzeba było
    rezerwować ponad rok wcześniej. Już od miesiąca spoglądali z utęsknieniem na,
    zakreśloną czerwonym mazakiem, datę w kalendarzu. Spoglądali na nią z uroczystym
    rozrzewnieniem, nabożeństwem prawie, gdyż to ona zapoczątkować miała przełom w
    ich szarym życiu.
    Siedzieli wiec wygodnie na wysokich stołkach z miękkimi oparciami, każde z nich
    w uroczystej pelerynie z ledwo widocznymi wycięciami na ręce...zupełnie jak para
    po przeciwnej stronie, a jednak z małą różnicą. Tamci mieli srebrne przepaski na
    głowach - pewnie zamówili droższe menu. Wiadomo, Najwyższa Sfera. Pomimo
    bojaźliwego szacunku dla pozycji, On skłonił w Ich kierunku głowę i wstrzymując
    oddech marzył, że mu odpowiedzą. Odpowiedzieli. Ostatkiem sił zapanował nad
    potokiem czołobitnych słów i tylko, z najwyższą godnością, przymknął potakująco
    powieki. Kolana mu dygotały pod długą peleryną, u swojego boku poczuł, buchające
    nagłym, przepoconym ciepłem, ramię. Ona także ledwo nad sobą panowała, ale
    miesiące treningu, przygotowań do stosownych reakcji na każdą, najbardziej
    niewiarygodną nawet sytuacje, robiły swoje. Nadal siedzieli spokojnie, z
    wyniosłą obojętnością, a przecież za szeroką, pancerną szybą zbierało się coraz
    więcej widzów. Do rozpoczęcia, do gongu brakowało zaledwie parę minut, a tutaj
    rozstrzygała się ich przyszłość.
    Nareszcie Kucharz zakończył Ceremonię Wstępną, okadzanie i mantry, po czym
    pokropił ich pokornie schylone głowy wodą z Biotopu Sugesty - to też miało swoją
    cenę, jako że był to jedyny wyświecony biotop w Kraju. Kobieta po
    przeciwnej stronie kichnęła znienacka.
    On nie zareagował najlżejszym nawet drgnięciem, pomimo że zachowanie jej, w tym
    otoczeniu, oznaczało punkty karne na Liście Grzechów Higienicznych i poważne
    konsekwencje...gdyby tylko nacisnął przycisk meldunkowy. Minutę potem, pierścień
    Mężczyzny błysnął Światłem Wdzięczności, a On wiedział już z całą pewnością, że
    oto otworzyła się przed nimi brama do Najwyższych Sfer i tym samym do
    przywilejów, tytułów funkcyjnych, sypiącego się bogactwa i inhalacji powietrzem
    z okresu prekambru...dwa razy do roku!
    Był tak zachwycony i, dzięki Bogu, tym zachwytem tak sparaliżowany, że bez
    zdziwienia przyjął z rąk Kucharza, wyśpiewaną przeraźliwym altem, potrawę...
    ......Rybie udka.

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 20:34
    Najważniejszą właściwością lotu, np. ptaka, jest to, że ...
    15.04.2009 18:12
    ~Krystek fabuloso

    Najważniejszą właściwością lotu, np. ptaka, jest to, że odbywa się w powietrzu,
    ponad naszymi głowami.
    I nie ma znaczenia na jakich wysokościach się odbywa, pozostaje lotem - nigdy
    ruchem naziemno pełzającym. Ileż marzeń człowieczych z lataniem się wiąże i
    jakże często słów pochodnych do wyrażania wzniosłości, niezwykłości używamy:
    lotny umysł, lotna myśl, wzlatywać na wysokości. Wszystko wiec, co ponad
    przeciętne, umiejscawiamy ponad naszymi głowami. Wszystko, co ponad przeciętne
    układamy na ołtarzu wysokości, aby w należnym uznaniu wznosić ku temuż oczy,
    przykładem się budować, a może też do niego wnosić...cegiełkę dokładać w budowie
    człowieczego wizerunku.
    I nie raz mur, w posadach mocno stojący, w Ścianę Płaczu się zamieni, nie raz
    szara patyna, uporczywa, przebić się nie dozwala, zniechęca, bojaźnią
    napawa....Aby w chwili, która już dawno zaistnieć miała, ale dopiero teraz i
    właśnie teraz w szerokiej świadomości się objawiła, buchnąć światłem odkrywczym
    i w poświecenia odważnym.
    ....bo w każdym locie nie tylko bezgraniczność, ale i nadzieja odwieczna się kryje

    A Chłystek aż po kolanach z uciechy się poklepał, a widząc w trawach wilgotny
    ślad ślimaka pomyślał, że jednak i w pełzaniu różnorodność się przejawia i jakże
    lotne myśli określić bez porównania z tymi, które się ślimaczą smile

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 20:35
    Poruszam się z wolna w pianie ...
    17.04.2009 22:04
    ~Krystek fabuloso
    Poruszam się z wolna
    w pianie
    zbitego na kwaśne jabłko
    dnia,
    w skundlonych chwilach
    padania na twarz,
    marionetkowej grze
    w dwa ognie.
    .....poruszam się z wolna
    gotowy do skoku
    nibydrapieżnika,
    jakże śmiesznie rozpaczliwego,
    bezpazurzastego
    i w ślepo...

    Nie każdy jednak dzień beznadzieją oddycha i po zachmurzonym jasny przychodzi. I
    gdyby Chłystek za Scarlett powtarzać lubił, powiedziałby jej słowa....

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.02.10, 20:36
    Tej nocy niespokojnie wyły psy. Rozpoczął stary, obolały ...
    20.04.2009 19:10
    ~Krystek fabuloso
    Tej nocy niespokojnie wyły psy. Rozpoczął stary, obolały od reumatyzmu, owczarek
    niemiecki, lecz jego krótkie szczekniecie zabrzmiało raczej jak ostrzeżenie.
    Natychmiast odpowiedziało mu parę skowytów wykończonych gwałtownym ujadaniem i
    trwało to, z małymi przerwami, aż do brzasku. Cisza zapadła raptownie, tak
    głęboka, że po paru minutach stała się wręcz przykra. Zdawało się, że nawet
    wiatr ustal, aby po pewnym czasie poruszyć niezdecydowanie gałązkami akacji.
    Sypnęły się skąpym deszczem resztki przywiędłych kwiatów, ale po raz pierwszy
    nie wplatały się we włosy Chłystka. Nie siedział tego ranka na swojej ławeczce.
    Pozostał dłużej w domu, ciągle w półśnie, gdyż większość nocy niespokojnie
    wsłuchiwał się w ciemność i prorocze wizje nie pozwalały zamknąć mu oczu. Nawet
    miodny napitek nie podziałał jak zwykle. I stało się, że kilka minut po
    wschodzie słońca rozległ się w miasteczku dźwięk Wroga. Był to odgłos złośliwie
    chaotyczny, ociekający szarością, napastliwy. Uniósł Chłystek głowę i wiedział,
    że także inni czoła śmiało odkryte w tym samym kierunku zwrócili. I cóż z tego,
    że odgłos Wroga tornadem szaleńczym skrzyżowania głównych ulic nękał, plewy
    jałowego ziarna nawiewał...mury stały i pękać nie zamierzały.
    Nie raz jeszcze ostry kamień weń uderzy i odbity bezradnie się potoczy, nie raz
    jeszcze rysa, tępym gwoździem nakłuta, sprzeciw wzbudzi....

    W porze sjesty zamilkło psie skomlenie.


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 01:09
    Myślę o Tobie niezaprzestannie, ...
    24.04.2009 11:00
    ~Krystek fabuloso
    Myślę o Tobie niezaprzestannie,
    porywczo.
    Rozpatruję wielostronnie
    każdą chwilę
    wydobytą z otchłani
    przemijania,
    gdzieś między nami,
    pomiędzy czasami
    pasm możliwości
    splątanych w uścisku
    przeznaczenia,
    okrutnego,
    bez duszy
    i bez przyszłości.
    Myślę jednak,
    wybieram klejnoty
    z echa dawnych głosów
    i ciągle wspominam
    ten wyjątkowy zapach
    kobiecych włosów...

    Rozrzewnił się Chłystek w tych wspomnieniach i odnalazł w nich płomień
    niezniszczalności.


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 01:10
    Z samego początku, aby nieporozumień nie było - można mnie ...
    26.04.2009 20:08
    ~Krystek fabuloso
    Z samego początku, aby nieporozumień nie było - można mnie uszczypnąć - ale się
    nie dam i szybko uszczypliwej dłoni klapsa przyłożyć mogęsmile
    Docętowe chmurki wysoko ponad głowami i dlatego nurzanie się w nich utrudnione
    wielce, chyba że deszczem opaść by zechciały, a ja parasol mam mocny, masywny i
    z tego gatunku, co to już w wielu wypadkach służył jako laska do odganiania
    kąśliwych kostkodoskakiwaczy...co nie znaczy żem listonosz...chociaż listy nosić
    wszystkim misoginiańskim paniom zaszczyt byłby dla mnie niebywały

    A jako, że jabłoń
    do kwietnego skoku się szykuje
    i wiosna
    żółtym pyłem
    zakamarki wypełnia,
    głaszczę nieodmiennie
    przędzę jedwabiu
    w lotnej myśli,
    i rozjaśniam
    pomrok samotności...

    ...innej już niż niegdyś bywało - z czego wniosek, że kawałek podłogi wielce
    znaczącym miejscem być może.

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 01:11
    Gdyby wzięła pod uwagę pozornie senny wiatr, który już od ...
    28.04.2009 13:26
    ~Krystek fabuloso
    Gdyby wzięła pod uwagę pozornie senny wiatr, który już od samego rana czołgał
    się po okolicy, ciepły i duszący niczym czad, przygotowana by była na to, co
    nastąpiło potem. Tuz po śniadaniu pobiegła do ogrodu podlewać kwiaty. Jeszcze
    żyły, pomimo że spękana ziemia łapczywie wchłaniała każdą kroplę wilgoci i nadal
    pozostawała sucha jak pieprz. Stała wiec nieruchomo, z wężem w dłoni, i
    bezmyślnie spoglądała na srebrzysty strumień wody, potem posuwała się
    automatycznie krok dalej, następny krok...do płotu, z powrotem. Powietrze
    zaczęło pachnieć wilgotną ziemią, ale tylko na moment, gdyż parę chwil później
    potężny upał zadusił i tę odrobinę świeżości. Zegar na dalekiej wieży zaczął
    powolnie wybijać godziny. Liczyła machinalnie. Dziewiąta. W trakcie zwijania
    węża myślała, że musi pojechać do miasteczka. Należało uzupełnić zapasy w
    lodówce i Eryk napomknął wieczorem, że ma gdzieś obiad i kolację, a na to konto
    chce lody, wyłącznie lody. Malinowe. Innych nie uznawał. Zastanawiała się
    właśnie czy płacić kartą, w portmonetce miała trochę drobniaków i jakiś mały
    banknot, a ze względu na upały, sklepikarz bezczelnie żądał wygórowanych cen za
    niemal wszystko...układała w głowie plan podlewania warzywniaka i kolejność
    zakupów, i treść maila, z którym już od tygodni zwlekała. Doszła też do wniosku,
    że nowa torebka jak najbardziej pasuje do wydeptanych już trochę sandałów. Były
    wygodne i tylko w nich czuła się bezpiecznie prowadzać samochód.
    I w tym samym momencie, jeszcze zanim doszedł jej uszu huk pękającej pinii,
    ujrzała kłęby dymu, koszmarnie rozdygotane w drgającym od gorąca powietrzu. Tyle
    już razy słyszała porady burmistrza na wypadek pożaru lasu, teraz nie pamiętała
    żadnej. Jedyne co czuła, to lodowate stróżki potu obficie płynące po plecach i
    dziwne mrowienie w palcach. I wielkie zdziwienie, że jednak się stało, i coraz
    większą wściekłość na Eryka, który bełkocząc coś niezrozumiałego, kręcił się
    bezsensownie obok taczki, a w pewnej chwili, wywracając oczami, zwymiotował
    prosto na jej ulubiony krzak pnących róż. Wstrząsnęło nią z obrzydzenia. Czegoś
    takiego mogla się spodziewać, nigdy nie było z niego pożytku. Wstrzymała się,
    aby go nie zdzielić wężem po głowie i warcząc jak zły pies kazała mu wsiadać do
    samochodu. Wykonując jej rozkaz uśmiechał się z ulgą, szczęśliwy, że ktoś podjął
    za niego decyzję.
    Rozejrzała się dookoła. Ogień rozprzestrzeniał się błyskawicznie i jedyna droga
    musiała, w międzyczasie, być już nieprzejezdna.
    Szkoda, że nie wzięła pod uwagę porannych zwiastunów katastrofy, straciłaby
    tylko dom.
    Teraz trzeba było walczyć o siebie...


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 01:13
    A gdy majowe brzaski w słodkim rozpanoszeniu ...
    03.05.2009 21:58
    ~Krystek fabuloso
    A gdy majowe brzaski
    w słodkim rozpanoszeniu
    szmaragdowy półmrok kniei
    rozgarnęły,
    rozkedzierzawiać paprocie się poczęły.
    Alabaster konwaliowych dzwonków,
    pocałunkiem słońca muśnięty,
    rozperlił woskową duszę
    i poranna głuszę zapełnił
    darem upojnego pachnidła.
    Wierzba,
    w wiotkich pląsach roztańczona,
    jeziorne fale wygładza
    i nie płacze, smutków nie sieje ,
    bo gdy z majowym wiatrem
    świat się na nowo odradza,
    uśmiech sam się pojawia

    I śnił to Chłystek, i marzył o tym aż do zmroku, aż do momentu, gdy chłodniejszy
    wiaterek przypomniał, głuchym strzykaniem, niezbyt już młode kości. Pomyślał, że
    być może okłady z Zajęczej Skórki coś na tę dolegliwość pomóc by zdołały, lecz
    zdecydował, że o wiele przyjemniej przytulic się będzie do ciepłego kociaka wink wink



    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 01:14
    Przestał śnić 23 czerwca. Pamiętał dokładnie tę datę, tym ...
    10.05.2009 20:00
    ~Krystek fabuloso
    Przestał śnić 23 czerwca. Pamiętał dokładnie tę datę, tym bardziej, że tego
    dnia, z głośnym hukiem, zawaliła się stara szopa Macieja. Co prawda
    przepowiedział, że stanie się to z jego domem, a przyczyną będzie podwójne
    uderzenia pioruna, nie mniej od prawdy dzieliło go tylko banalne 20 metrów i w
    związku z tym większość sąsiadów spoglądała na niego z lękliwą czcią. Poczałkowo
    odczuwał coś w rodzaju zadowolenia, przyjmował przyjacielskie poklepywania po
    plecach i zakrapiane kolacje, zaciekawionych jego przepowiedniami, samotnych
    wdów. Żadną nie był zainteresowany, nie potrafił, wolał żyć wspomnieniami o
    Magdalenie. I dlatego potrzebował swoich snów.
    Odeszła przed laty, tak samo cicho, jak przyszła, aby po paru miesiącach
    wypowiedzieć nieśmiałe "tak" i złączyć się z nim na zawsze. Nie dotrzymała
    słowa, a raczej los, w swojej bezwzględnej niesprawiedliwości, uderzył w
    najmniej spodziewanym momencie, a karetka pogotowia przybyła zbyt późno.
    W początkowym otępieniu spędzał całe godziny wpatrując się bezmyślnie w otwartą
    szafę z jej garderobą i wdychał, z każdym dniem słabszy, zapach perfum. W
    łazience, jej kosmetyki pokrywały sie coraz grubszą warstwą kurzu, nie ruszył
    ich jednak nawet o milimetr. Tylko raz, w odruchu desperacji, wyrzucił do kosza
    sypiące się z pękniętego opakowania, waciki i długo nie mógł się uspokoić, gdyż
    wydawało się jemu, że popełnił czyn haniebny. Parę miesięcy pozostawił na łóżku,
    obok swojej, jej poduszkę i w momentach złudzenia starał się wychwycić kołyszący
    nią oddech, aby nad ranem budzić się wtulony w chłód mokrej od łez poszewki.
    Przeraził się, gdy któregoś dnia zapomniał kształt jej uśmiechu, miękki ton
    głosu, gdy wolała go przez okno...kochanie. Zamazały się ślady palców na starym
    wazonie z Murano, zapach perfum stal się niewyczuwalny, a jej ulubiona
    filiżanka, nieopatrznie strącona ze stołu, rozsypała się w setki ostrych
    okruchów. Skaleczył się, ból trochę go otrzeźwił, ale też zabrał ostatnie
    wspomnienie dotyku jej dłoni.
    I wtedy pojawiły się sny. Wyraziste, piękne, stały się najbardziej realną
    częścią jego życia. W nich był naprawdę sobą. przychodził wieczorem do domu,
    pospiesznie łykał, przyniesioną w papierowej torebce, kolacje i skracając do
    minimum wieczorną toaletę rzucał się z niecierpliwością na łózko...i czekał.
    Zwykle przychodziła do niego w aureoli łagodnego światła, zawsze w tej samej,
    zwiewnej, pastelowej sukience, spoglądała mu z nieśmiała zalotnością w oczy, po
    czym, ruchem pełnym wsparcia, ujmowała jego dłoń i rozpoczynali wędrówkę przed
    siebie, całą noc. Otaczało ich nieskazitelne piękno, nie zwracał na nie uwagi.
    Widział tylko ją. I upajał się bezustannie jej tanecznym krokiem, cichym,
    kojącym głosem, uśmiechem tak łagodnym i świetlistym, że widząc go zapominał ze
    wzruszenia oddychać. Był bezgranicznie szczęśliwy i nigdy nie pomyślał, że to
    także może się kiedyś skończyć.
    Przestał śnic 23 czerwca, Magdalena zniknęła.
    Miesiąc po zawaleniu się szopy Macieja zrozumiał, że sny nie powrócą i po raz
    pierwszy od dłuższego czasu spojrzał w lustro. Nawet uśmiechnął się lekko do tej
    obcej twarzy straszącej obwisłymi powiekami i posiwiałą, na oślep przyciętą,
    brodę. Uśmiechnął się jeszcze raz i, wsłuchując się jak urzeczony w krótki
    skowyt własnego szlochu, szarpnął klucz apteczki.
    Dopiero, gdy był już na skarpie wstrzyknął sobie podwójna dawkę. Tu było ich
    ulubione miejsce. To tu, po upojnej, lipcowej nocy, marzyli o przyszłości
    wspólnego dziecka, którego jednak nigdy się nie doczekali. Szeptali życzenia
    spadającym gwiazdom, spoglądali na odpływające wraz z falami wianki....co rok, w
    każdą Noc Świętojańską. Tej nocy siedział na zrębie skarpy sam, nieopisanie
    zmęczony. I gdy w złudnym majaku pojawiła się nareszcie postać Magdaleny, po raz
    pierwszy nie zwrócił uwagi na jej pomocną dłoń...Odepchnął ją

    Chłystek zastanowił się krótko, a chwilę potem pogroził mi żartobliwie palcem
    -Ej Krystku, Krystku, jeżeli nadal będziesz pisał takie rzeczy, to jeszcze ktoś
    pomyśli, że chandryczysz, albo że lubisz pleść niestworzone rzeczy. smile smile smile



    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 01:15
    Ja jestem Danek, oooo, największy samochwała i najmilszy ...
    14.05.2009 19:26
    ~Krystek fabuloso
    Ja jestem Danek, oooo,
    największy samochwała
    i najmilszy smok...

    ....śpiewali rówieśnicy z mojego dzieciństwa.
    Oczywiście, nikt z nich Dankiem nie był, a tym bardziej smokiem, ale w tym
    momencie, dla zabawy, przybierali to imię tak, jak my tutaj przybraliśmy nicki.
    Nie znam nikogo z Was, z żadnym z Was nie zamieniłem prywatnie słowa i od nikogo
    nie wymagam ujawnienia prawdziwego imienia.
    Cóż to dać może, czegóż więcej się o Was dowiem?
    A ja? Mógłbym także zaśpiewać...

    Ja jestem Chłystek, oooo,
    najmilszy Chłystek
    i dziwaczny Krystek
    ojojojoj...

    Powiem jedno. Na tym wątku pojawiam się od początku i jedynie pod nickiem
    Krystek fabuloso, ale gdybym go nawet zmienił, pozostałbym tylko i wyłącznie
    sobą smile smile

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 01:16
    Wolnym krokiem posunął się Czarownik ku środkowi areny. ...
    15.05.2009 17:13
    ~Krystek fabuloso
    Wolnym krokiem posunął się Czarownik ku środkowi areny. Poprawił złociście
    rozgwieżdżone, granatowe niebo swoich szat, po czym, uroczyście chrząkając,
    uniósł ponad głowę czarna różdżkę, pokaźnych rozmiarów.
    Widownia wstrzymała oddech. Tylko staruszka w pierwszym rzędzie chichotała
    nerwowo i powiewała, nie wiadomo dlaczego, białą chusteczką.
    -Abrakadabra - zagrzmiał głos Czarownika - Abrakadabra i Simsalabim, i Raz, dwa,
    trzy !!!
    I w tym samym momencie zamienił się w goryla. Zamiast różdżką wywijał sporą
    gałęzią i wyraźnie celowa bananem w staruszkę.
    Na arenę wpadł lew. Rozejrzał się groźnie wietrząc krew, już miał skoczyć w
    kierunku wyznaczonym lotem skórki banana, gdy w połowie drogi opadł miękko na
    ziemię i przebierając szybko łapkami szerzył zęby w króliczym grymasie.
    -Abrakadabra - skandował goryl głosem Czarodzieja..jak gdyby nigdy nic
    -Simsalabim - zaryczał królik i aż przysiadł, wystraszony jego lwim tonem.
    -Raz, dwa, trzyyyyyyyyyy - kwiczało prosię wzbijając się przy ostatnim słowie w
    powietrze i zawodząc śpiewnie do wtóru swych skrzydełek komara.
    Widownia wpadła w panikę. Niektórzy spoglądali ze strachem na swoich sąsiadów w
    bolesnym oczekiwaniu na...kły, pazury, uśmiech nimfy, zeza, twarz modelki albo
    mordercy...w wyczekiwaniu na kogoś innego.
    -Abrakadabraaaaaaaaaaaaaaaaa - wrzasnął goryl
    ......i było tak, jak było smile smile

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 01:17
    Szyny. Szyny kolejowe. Rytmiczny stukot metalowych kół. ...
    16.05.2009 21:15
    ~Krystek fabuloso
    Szyny. Szyny kolejowe. Rytmiczny stukot metalowych kół. Ostry zapach oleju,
    ciepłej rdzy, panoszącej się na trasie kocanki i rozkładających się od lat
    ludzkich wydzielin. Stukają koła, zgrzytają na zakrętach, niosą i splatają ze
    sobą ostatnie jęki losu tego, co położył się na torach. Z własnego wyboru?
    Dlaczego? I tego, popchniętego siłą rozbestwienia duszy. I tego, miękko
    przyduszonego alkoholową pomroką. Tego, co się potknął, co w nocnym
    zobojętnieniu samochodem najechał znaki drogowe pomijając. I tych, niczym snopy
    bezwładne, rozrzuconych w grozie katastrofy.
    Tylko ten, co spojrzał wie, co się w nim samym dzieje.
    Tak Krzysiu powiedział.
    Przed laty, początkującym studentem będąc, słuchałem opowieści naocznego
    świadka. Lata siedemdziesiąte. Wielka katastrofa. Pociąg, poprzez noc
    rozespanych pasażerów niosący. Parę sekund, przechodzącego ludzkie pojęcie,
    przerażenia....i rozlewająca się w setkach jęków boleść.
    Pomoc przyszła dopiero po dwóch godzinach. Zbyt późno, aby ratować wielu
    czepiających się rozpaczliwie krawędzi życia, tamować krew, ratować przed
    uduszeniem, odebrać dziecko przedwcześnie rodzone przez kobietę ze zmiażdżonymi
    nogami....Tego wszystkiego dokonała moja koleżanka. Potłuczona, zakrwawiona,
    czołgała się wśród nieszczęsnych, opatrywała rany podartą na strzępy odzieżą i z
    groźnie zmarszczonym czołem stawiała opór śmierci. Parę razy zemdlała z bólu.
    Znaleziono ja tak, zaciskającą palcami, buchającą krwią, ranę ostatniego,
    uratowanego przez nią człowieka.
    Spóźnieni ratownicy otrzymali medale za wzorcową akcję. O niej nikt nie pomyślał.
    Pamiętam, zbieraliśmy podpisy prosząc władzę o oficjalne uznanie jej zasług.
    Długi czas chodziła ze śladami katastrofy na twarzy, utykała po zdjęciu gipsu.
    Za całą, pieniężną nagrodę, którą po miesiącach otrzymała kupiła sobie modne
    kozaczki. Nigdy ich nie założyła.

    Na zawsze zapamiętałem wyraz jej oczu, gdy opowiadała o tamtej nocy....Krzysiu,
    Ty wiesz....


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 01:18
    Przerwę w pisaniu zrobiłem, gdyż absorbowały mnie ostatnio ...
    20.05.2009 14:24
    ~Krystek fabuloso
    Przerwę w pisaniu zrobiłem, gdyż absorbowały mnie ostatnio pozawątkowe sprawy.
    Towarzyszyłem osobie zaprzyjaźnionej w być może ostatnich odwiedzinach.

    Miesiące wiosny i lata są czasem szczególnym. Wakacje, urlopy - każdy na to
    czeka, i czuje tak naprawdę, że żyje. Wszystko naokoło tętni życiem,
    entuzjazmem, radością i tylko to chcemy widzieć.
    Jednakże jest jeszcze to obok, to, czego na co dzień nie spostrzegamy, bo do
    życia prawie już nie należy, a jest już tylko jego krawędzią. Myślę o ludziach
    chorych, bez możliwości powrotu i uwięzionych w swoich wyniszczonych,
    cierpiących ciałach. Pieśnie pisała o takich ludziach dr. Elisabeth
    Kuebler-Ross, słynna badaczka stanów śmierci klinicznej. Porównywała ludzką
    duszę do pięknego motyla uwięzionego w kokonie. W momencie, gdy kokon jest
    zniszczony, niezdolny do utrzymania w sobie życia, motyl uwalnia się i odlatuje
    ku światłu. Nie zawsze nam służy kokon do późnej starości. Często bardzo krótko,
    jak w przypadku umierających dzieci i wtedy odczuwamy to jako wyjątkową
    niesprawiedliwość. Jednakże opiekę i troskę należy ofiarować każdemu, bez
    względu na wiek i czas jaki pozostał.
    Niektórzy mają to szczęście, że ten ostatni etap życia mogą spędzić w domu,
    wśród bliskich. Inni, z różnych powodów, nie mogą tego doświadczyć, ale czasami
    maja szczęście i stają się mieszkańcami dobrze prowadzonego hospicjum. Z
    rozmysłem użyłem słowa mieszkaniec, a nie pacjent. W tym ostatnim kryje się
    nadzieja zdrowia - mieszkańcy hospicjum już jej nie mają. Tu jest ich ostatnie
    mieszkanie. Tu czekają na tę ostatnią, największą przeprowadzkę...w nieznane
    Wszystko, co jest nam nieznane budzi niepokój, lęk, aż do momentu poznania,
    przystosowania się.Tego, co następuje po życiu poznać nie można i dlatego
    wszyscy lękamy się śmierci. Boimy się tego wyrazu, boimy się wszystkiego, co
    jest z nim związane, a przede wszystkim boimy się przyznać przed samym sobą, że
    i nas to w końcu czeka. Ciebie i mnie - wszystkich ! Z jedną różnicą. My nie
    wiemy kiedy, oni wiedzą, że są już blisko.
    To, że nie wiemy kiedy jest błogosławieństwem - pozwala nam skupić się na życiu,
    a jednocześnie (i to jest smutne) zapomnieć, że są jeszcze ci inni. Ci, którzy
    przechodzą przez wszystkie możliwe etapy strachu, cierpienia i beznadziei,
    często opuszczenia. Ci, dla których ta odrobina miłości, przekazana chociażby
    skinieniem głowy, uśmiechem, prostym dotykiem ręki, nabiera znaczenia
    niewyobrażalnego dla tych, którzy nie wiedzą kiedy.
    A przecież każdy z nas może przyczynić się do tego, aby motyl spokojnie
    rozprostował skrzydła..do ostatniego lotu...

    ...Dlaczego to wszystko pisze?
    Są ludzie, dla których nic nie jest ważne poza sianiem nienawiści
    ...i zaślepienie ich nie pozwala im rozwinąć się w człowieka
    A przecież, nie wiadomo czy starczy im czasu...gdy się opamiętają.

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 01:19
    Już po raz czwarty w tym miesiącu zakwitły akacje i po raz ...
    23.05.2009 18:56
    ~Krystek fabuloso
    Już po raz czwarty w tym miesiącu zakwitły akacje i po raz czwarty w tym
    miesiącu uświadomił sobie Chłystek, że jego miejsce na ławeczce jest, w swojej
    wyjątkowości, jedyne na świecie. Co prawda, Mędrzec, jak to wśród mędrców bywa,
    wybrał się w świat na poszukiwanie być może nowego i niekoniecznie niezwykłego,
    i czasem nagłe burze szarpały zawzięcie liśćmi akacji, jakby wypłoszyć go
    chciały, to jednak starał się, w miarę możliwości, na swojej ławeczce
    posiedzieć. Wysiedziane miejsca są wygodne i tylko na nich udaje się snuć marzenia.
    ...........gdy tymczasem

    Obojętny dotyk
    z przyzwyczajenia,
    rozszemrane myśli
    krzykiem kończy,
    gdy rozhuśtana kładka
    pozaprzestrzennie łączy
    zastałe zdarzenia...

    Dlatego ponad formę treść, dobrą intencją przepełnioną, przedkładam. smile smile


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 01:21
    Burknął coś niezrozumiałego i krojąc zawzięcie ...
    24.05.2009 19:58
    ~Krystek fabuloso
    Burknął coś niezrozumiałego i krojąc zawzięcie przypalonego schaboszczaka starał
    się każdym ruchem pokazać jak bardzo urażony jest wynikiem jej kulinarnych zmagań.
    - Wykonywałam parę czynności jednocześnie - rozpoczęła tonem usprawiedliwienia -
    właśnie ładowałam pralkę.
    Wzruszył ramionami. Pił piwo rozwlekłymi łykami, powoli. Musiał jeszcze poczytać
    gazetę i nie zależało mu na rozmowie. Męcząc ostatnie kęsy, przeczekała
    cierpliwie te pól godziny, lecz widząc jak podczas składania stron sięga po
    pilota, umyślnie upuściła widelec. Spojrzał na nią półprzytomnym wzrokiem i
    jednak zdecydował się coś powiedzieć.
    - Dzisiaj przyjdę później.
    - Acha...?
    - Po pracy mamy małe posiedzenie.
    - Acha...?
    - Konkurencja chce nam dać w tyłek, musimy opracować strategię.
    Uśmiechnęła się prawie z litością. Był tak bardzo przewidywalny w swoich małych
    i dużych kłamstwach i śmieszny z tym swoim zaufaniem w jej domniemaną
    łatwowierność. Nigdy się nie domyślił, że z paroma jego byłymi kochankami miała
    świetny kontakt i naśmiewała się wraz z nimi z jego nieudolnych prób
    udowadniania własnej męskości. Był tak bardzo zadufany w sobie, przekonany o
    własnej atrakcyjności, nieomylności i sprycie, a jednocześnie tak łatwy do
    manipulowania. Właśnie dzisiaj nadszedł czas podjęcia decyzji zakupu nowych
    mebli. Parę miesięcy wcześniej sprzeciwił się temu.
    - Acha, to znaczy, że będziesz bardzo zmęczony. Prawie się z tego cieszę. Sam
    wiesz jak bardzo nie lubię tego nowego pawilonu. Przełożymy termin na kiedyś tam.
    - Jaki termin? - zapytał szorstko
    - No widzisz, masz taki nawał pracy, że zapomniałeś. Uważam, co prawda, że twój
    pomysł kupna nowego kompletu wypoczynkowego jest jak najbardziej w porządku, ale
    moim zdaniem, niekoniecznie musimy to zrobić już jutro. Nasz stary wytrzyma
    jeszcze ze dwa lata.
    - Zapamiętaj! - rozkazał jej prawie - Zapamiętaj. Nie mam zamiaru rozmyślać w
    nieskończoność o meblach. Kupujemy i będzie z głowy.
    - Ty zawsze musisz mieć ostatnie słowo! - odparowała gniewnym tonem, wiedząc, że
    w ten sposób czyni decyzję zakupu nieodwołalną

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 01:22
    Błądziłem, szukałem Cię w strumieniu ...
    28.05.2009 21:46
    ~Krystek fabuloso
    Błądziłem, szukałem Cię

    w strumieniu błękitnego powietrza,

    wypatrywałem Twojego śladu

    w locie białego ptaka

    i w sennym rozkołysaniu

    nasłuchiwałem tysiąckrotnego rozperlenia

    echa Twego głosu.

    Nadeszłaś miękkim zjawiskiem,

    prawie nierealnym.

    Schyliłem głowę....

    i byłaś.

    Poczułem na Twej skórze

    oddech nocy

    przesiąkniętej jaśminem.

    Poruszył się Chłystek na swojej ławeczce, wąsa podkręcił i młode lata wspomniał.
    Tak wtedy, jak i teraz miesiąc majowy uchodził za szczególnie miłości sprzyjający.


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 01:24
    Kto to jest Wilhelmina? Znam ja od lat, mówię do niej ...
    02.06.2009 15:40
    ~Krystek fabuloso
    Kto to jest Wilhelmina? Znam ja od lat, mówię do niej zdrobniale Wilma, gdyż od
    czasu "Jaskiniowców" tylko na taka formę swojego imienia reaguje. Potrząsa wtedy
    głową, zezując lekko w bok, ku górze, pokaźny podbródek kolebie się jakby
    radośnie, a jej mała postać kurczy się dziwnie, niczym w przygotowaniu do
    nagłego wybuchu śmiechu. Zamiast tego okręca się kilka razy na pięcie, krzywi w
    niesamowitym grymasie twarz i rzuca w moim kierunku parę, niezrozumiałych dla
    niewtajemniczonych, w połowie połkniętych słów. Zastanawiam się co powiedziała,
    niekiedy zadaję krótkie pytanie, aby zrozumieć do końca. Chciała tylko oznajmić,
    że dostała od znajomej najnowszy katalog jednej z bardziej znanych perfumerii -
    Wilma interesuje się kosmetykami, fascynują ją niezwykłe zapachy, wyszukane
    kształty buteleczek i niespotykane kombinacje kolorów. Lubi tańczyć. Porusza się
    z komicznym, acz urokliwym wdziękiem, obciążonego dużym i nieco obwisłym
    brzuszkiem, bączka. Jej wyjątkowo małe stopy zdają się nie dotykać ziemi, a gdy
    już zmęczy się półgodzinnym wykręcaniem piruetów, biegnie trochę chwiejnym
    krokiem w kierunku stołu, chwyta oburącz wielką szklankę, wypełnioną koniecznie
    czerwonym sokiem, i pije długimi łykami, smakuje, oblizuje wargi bezkształtnym,
    śliskim, zbyt dużym językiem. Cały czas ma zamknięte oczy, rozpamiętuje każdy
    łyk, daje sobie czas na przyjecie koloru, aromatu i zapewne jeszcze czegoś, o
    czym nie mam pojęcia.Jeszcze pomlaskując i wypychając wargi otwiera małe,
    niebieskoszare oczka, jasne rzęsy drgają dziwnym trzepotem. Wilma jest
    zadowolona. Odstawia szklankę ostrożnym, pełnym namaszczenia ruchem i zezuje w
    kierunku plastikowego dzbanka. Wiem, że wypiła dosyć, udaje, że nie widzę
    łakomstwa w jej spojrzeniu, lecz czekam co powie. Szybki bełkot informuje mnie,
    że jedna szklanka to stanowczo za mało. Nalewam drugą, a Wilma pochyla w uznaniu
    swój szeroki kark i śmieje się prawie bezgłośnie i w tym momencie czuje się
    chyba prawdziwie szczęśliwa. Tak mnie się wydaje. Tak naprawdę nigdy nie wiem do
    końca co czuje i myśli, w jaki sposób jej myśli się toczą, jak odbiera i ocenia
    słowa i zachowanie innych ludzi. Potrafi być jednak szczęśliwa i często reaguje
    płaczem na zbyt gwałtowny ruch, lub brak zainteresowania jej osobą. Zamyka się
    wtedy w ciemnym pokoju i tylko przy świetle malutkiej lampki tnie nożyczkami
    kolorowe papierki. Jak pamiętam zawsze tak robiła, ale nigdy nie powiedziała
    dlaczego. Czasami podchodzi do mnie znienacka od tyłu i przytula się gwałtownie,
    przez moment czuję na udach jej ciepły, miękki brzuch. Jeszcze trochę połasi
    się, popuka małym palcem po moich plecach i odchodzi pospiesznym, kolebiącym się
    krokiem, ale po chwili wraca i z daleka pokazuje mi nowo namalowaną mandalę.
    Wilma ma zespół Downa.

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 01:26
    I stało się, że światło płonącej świecy po ...
    04.06.2009 13:33
    ~Krystek fabuloso
    I stało się,

    że światło płonącej świecy

    po zakamarki wypełniło

    czy aby tylko to pomieszczenie?

    I uświadomiło

    ....kamieniem oślepłemu?

    Kto widzi

    i tak zobaczy.

    Kto tylko siebie widzi

    i w niewoli granicie

    od cudu twarz odwraca,

    nigdy

    w nikim nie znajdzie

    iskry ludzkiego bycia.

    Może trochę to gorzko zabrzmiało, może beznadziejnie....inaczej niż w opowieści
    Mirki, ale Chłystek zbyt długo smucić się nie potrafi i szybko na lepsze wersy
    wzrok swój kieruje.

    Zapytałam dziecko niosące świeczkę:
    - Skąd pochodzi to światło?
    Chłopczyk natychmiast ją zdmuchnął.
    - Powiedz mi, dokąd teraz odeszło - odparł. - Wtedy ja powiem ci, skąd pochodzi.
    — Jonathan Carroll

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 01:27
    ...I powiem Ci, Basiu, że Wilma posiada parę torebek i ...
    04.06.2009 14:19
    ~Krystek fabuloso
    ...I powiem Ci, Basiu, że Wilma posiada parę torebek i plecaków. Zawsze
    dopasowane do ubioru. I zawsze bardzo pękate, gdyż lubi ze sobą nosić wszystkie
    swoje skarby. Zwykle nie może nigdzie zdążyć na czas, ponieważ przeładunek trwa
    zbyt długo....Ale wiem, że pozwoliłaby Hani obejrzeć wszystko, co posiada smile

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 01:29
    Od wczoraj znowu noszę przy sobie talizman z czasów ...
    09.06.2009 23:26
    ~Krystek fabuloso
    Od wczoraj znowu noszę przy sobie talizman z czasów młodości. Zawsze był dla
    mnie bardzo ważny, więc nie rozumiem, jak to się stało, że któregoś dnia
    zawieruszył się bezpowrotnie. Tak mnie się wydawało. Spóźnione, wiosenne
    porządki wyniosły go na światło dzienne, wypadł nie wiadomo skąd i potoczył się
    pod moje nogi z dziwnie wesołym dźwiękiem. Stara dwuzłotówka przebita chyba
    igłą...sztuki tej dokonał mój dziadek i pamiętam do dziś, jak gromadka mężczyzn,
    nie zwracając uwagi na pętającego się pośród nich szkraba, podawała monetę z
    ręki do ręki, a okrzyki zdumienia i niedowierzania stawały się coraz
    głośniejsze. Tego samego wieczoru spotkało mnie wyjątkowe wyróżnienie. Dziadek
    posadził mnie na kolana i owiewając moją głowę ciężkim, od domowego wina,
    oddechem, zawiesił na mojej szyi dwuzłotówkę nanizaną na czerwoną nitkę. Duma i
    szczęście nie pozwoliły mi powiedzieć; dziękuję. Spoglądałem tylko w mądre
    stalowoszare oczy, patrzące, w owym momencie, gdzieś w dal, w jakieś wymiary, do
    których tylko nieliczni mieli dostęp. Dziadek był marzycielem. Potrafił
    godzinami opowiadać niezwykłe historie i dyskutować ze mną, przedszkolakiem, o
    kosmosie, powstaniu świata, ziołach, o krewnych wymordowanych w Katyniu i
    najlepszej przynęcie na leszcza. Niekiedy, podczas rozmowy, zatrzymywał się w
    pól słowa. Odczekiwałem tradycyjne dziesięć minut i cicho odchodziłem do swoich
    spraw, trochę zawiedziony, ale zawsze pewny, że czeka mnie jeszcze niejedna,
    interesująca opowieść. Były ich jeszcze setki i wszystkie pamiętam jakbym je
    słyszał wczoraj. Pod wpływem tych rozmów podjąłem decyzję, że zostanę księdzem,
    bo był nim najlepszy przyjaciel dziadka; kościsty, lekko przygarbiony, o
    surowych rysach twarzy, poprzez które często przebijał się uśmiech dziecka. Inni
    chłopcy chcieli koniecznie zostać żołnierzami, ale mnie odstraszały opowieści
    mojego ojca. Bardzo narzekał na codzienne tarzanie się w błocie, złośliwe pająki
    robiące wielkie kupy na dopiero co wymytych łyżkach i na śniadania, gdzie każdy
    dostawał suchą kromkę chleba i mały kawałek kiełbasy. Ojciec, aby taką kromkę w
    ogóle zjeść, kładł na niej ten kawałek kiełbasy i popychał go nosem i mając
    przed sobą tak zachęcający widok, gryzł chleb, aby w końcu wynagrodzić siebie
    tym ostatnim, smakowitym kęsem. O nie, coś takiego zupełnie mi nie odpowiadało,
    dziadek miał ciekawsze wspomnienia, on i jego przyjaciel proboszcz. Nie tylko
    wspomnienia. Któregoś dnia odkryłem, że łączyło ich także zamiłowanie do muzyki.
    Pamiętam ten dzień, w którym po raz pierwszy, samodzielnie, otworzyłem ciężkie
    drzwi kościoła. Zaskrzypiały przeciągle, a potem huknęły za mną, i znalazłem się
    w innym świecie. Pustą salę wypełniał zapach kadzidła, chłodnej wilgoci i
    potężny grzmot organów. Stałem zafascynowany, chyba drżałem z wrażenia, a może
    były to wibracje muzyki, która poruszyła mną dogłębnie. Moja obecność została
    jednak zauważona. Gwałtowne szurniecie krzesłem i nad balustradą pojawiła się
    srebrzysta czupryna, szare oczy spoglądały na mnie z miękką czułością. Wiem,
    byłem tym ukochanym wnukiem, ale te oczy widziały we mnie coś jeszcze, jakieś
    pokrewieństwo, zupełnie niezależne od więzów krwi. Zagrał specjalnie dla mnie
    Ave Maria i postarał się nie zauważyć łez spływających po moich policzkach.
    Nie zostałem muzykiem.
    Jednakże życie moje tak się potoczyło, że ostatni raz miałem okazję rozmawiać z
    dziadkiem tuż po studiach....potem już nigdy. Nigdy też nie odczuwałem potrzeby,
    aby odwiedzić jego grób, którego nigdy sobie nie życzył. Bryła zimnego marmuru
    była mi obca, nie zachęcała do dyskusji nad nieskończonością wszechświata, a te
    prowadziłem z nim nadal podczas samotnych, górskich wędrówek i w cichych
    momentach tuż przed zaśnięciem.
    Ostatnio byłem tam jednak, zapaliłem świeczkę....grób jest zadbany. Kuzyn, który
    ma nad nim pieczę twierdzi, że tak trzeba, nie potrafi jednak powiedzieć kim
    dziadek był.
    Obracam w palcach dwuzłotówkę, jest ciepła....i słyszę gwar tamtego
    wieczoru....i Ave Maria.
    Uśmiecham się....

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 01:31
    - Jestem Czerwony Kapturek i zbieram datki na ...
    11.06.2009 14:40
    ~Krystek fabuloso
    - Jestem Czerwony Kapturek i zbieram datki na ochronę innych wilków -
    powiedział Czerwony Kapturek spoglądając na mnie wyczekująco sprytnymi oczkami -
    Da pan co?
    W pierwszej chwili nie wiedziałem co odpowiedzieć. Za nią stał wielki, szary
    wilk, kręcił zawzięcie wyleniałym ogonem i rzeczywiście spoglądał na mnie
    wilkiem. Zrobiło mi się nieswojo. Jeszcze nigdy nie rozmawiałem z Czerwonym
    Kapturkiem, ani też nie stałem twarzą w pysk z wilkiem. Poklepałem się po udzie
    chcąc pokazać, że nic nie mam i jestem tylko podrzędnym obywatelem czekającym na
    wypłatę, na nieszczęście w kieszeni coś zabrzęczało. Wilk nastawił szybko uszy,
    a wilgotny nos przysunął się niebezpiecznie blisko do mojej nogi.
    - Dobry piesek - powiedziałem bez przekonania i chyba miałem durnowaty wyraz
    twarzy, gdyż Czerwony Kapturek
    uśmiechnął się bezczelnie i nachalnym ruchem wyciągnął w moim kierunku skarpetę.
    Była pocerowana i nie pierwszej świeżości, ale wyraźnie coś już w niej było.
    Udając zainteresowanie dotknąłem ją szybko wskazującym palcem.
    - No i jak wam leci, dużo nazbierałaś?
    - Eeeeeee, leci, ale bez niego nie poradziłabym sobie. Nad nim wszyscy się litują.
    Nie wiem jak to się stało, ale w tym samym momencie wilk wcisnął się miedzy mnie
    a drzwi tarasując drogę ewentualnej ucieczki. Mimowolnie zadrżałem widząc jakiś
    krwisty strzep zwisający z jego lewego, pokrytego żółtą patyną, kła....ale
    Czerwony Kapturek był spostrzegawczy. Potrząsnął niecierpliwie skarpetą.
    - Nie potrzebuje pan się bać. Kiedyś był agresywny i zjadał każdą babcię jaką
    napotkał...ale moja była ostatnia - dodała groźnie - połamał sobie na niej
    zęby....teraz tylko szarpać pazurami potrafi, ale i to nie zawsze.
    Zerknąłem na krwawy strzep, na długie, ostre i upaprane błotem pazury, na
    wlepiony we mnie, głodny wzrok i jakoś nie byłem przekonany o potulności tego
    stworzenia.
    - A dlaczego mówisz; inne wilki? - zapytałem z głupia frant
    Czerwony Kapturek wyraźnie się zdenerwował.
    - No chyba nie myśli pan, że będę zbierała pieniądze na wilki polityczne? One i
    tak biorą wszystko na co maja ochotę, a tata mówi, że jak im się nie uda w
    najbliższym czasie nałożyć kagańców, to wszystko rozszarpią.
    Roześmiałem się gwałtownie, a wilk natychmiast zamienił się w łagodnego psa i
    zaczął mi wtórować radosnym skowytem. Śmiałem się wsypując w skarpetę całą
    zawartość mojej kieszeni i śmiałem się widząc, jak Czerwony Kapturek, z
    porozumiewawczym spojrzeniem, wyciągnął spomiędzy kłów strzępy czerwonej wełny.

    To Chłystek opowiedział mi tę historyjkę. Podejrzewam, że jest to jego wkład w
    opanowanie rozprzestrzeniającej się gorączki powyborczejsmile))

    Do ogólnych życzeń imieninowych Alutki, dodaję od siebie żółtą różę wink))


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 01:31
    Ha, bajkowy dzisiaj dzień...oby więcej takich smile smile smile
    11.06.2009 16:02
    ~Krystek fabuloso
    Ha, bajkowy dzisiaj dzień...oby więcej takich smile smile smile


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 01:32
    Ach, te wiewiórki, taaaaaaką tajemnicę zdradziły. Pewnie ...
    14.06.2009 09:14
    ~Krystek fabuloso
    Ach, te wiewiórki, taaaaaaką tajemnicę zdradziły. Pewnie ukrytych orzeszków z
    poprzedniego sezonu poszukiwały i wykopały coś innego.
    Dziękuję Alutko z całego serca.....a jednak jesteś, jak niegdyś napisałem, jako
    ten zdrowy kwiat jabłonismile

    Ale nie zapominajmy, że w dniu tym, przede wszystkim urodziny swe obchodzi Jorge
    Louis Borges (obchodziłby) i...Steffi Graf smile smile smile smile smile

    Spokojnego dnia, Misogino.

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 01:33
    Cóż powiedzieć, gdy urok i moc kierowanych do mnie życzeń, ...
    14.06.2009 22:17
    ~Krystek fabuloso
    Cóż powiedzieć, gdy urok i moc kierowanych do mnie życzeń, niemowę ze mnie
    prawie czyni, albo niepiśmiennegowink
    Ale co mi tam, nie ugnę się pod ciężarem pięknych słów....wszystkie przyjmuje!!!
    O !!!
    ...i z całego serca, z wdzięcznością DZIĘKUJĘ


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 01:34
    Czasami wędrował Chłystek po okolicy i zwykle trafiał na ...
    15.06.2009 10:57
    ~Krystek fabuloso
    Czasami wędrował Chłystek po okolicy i zwykle trafiał na dziwne miasteczka
    zagubione wśród pagórków i lasów, jednakże doskonale widoczne w całej okazałości
    i błyszczące świeżą bielą domostw, gdy zbliżał się do nich na odpowiednią
    odległość. Mury owych miast zadziwiały zygzakowatą, acz łagodną formą wykończeń,
    a potężne, szeroko rozwarte bramy zapraszały każdego wędrowca. Parę razy dał się
    i Chłystek zaprosić i zawsze powracał do siebie z przekonaniem, że poznał Nowe.
    Tym razem, usłyszawszy potrójny zew długich trąb, wszedł poza mury i wmieszał
    się pomiędzy grupki świątecznie przybranych ludzi. Wszyscy zmierzali w kierunku
    Placu Wydarzeń, aby przysłuchiwać się, biorącym odział w konkursie, poetom.
    Każdy z nich kłaniał się najpierw wytwornie wszem i wobec, a następnie,
    podkreślając mimiką twarzy treść utworów, recytował je z wprawą zawodowego
    aktora, po czym czekał, z rozłożonymi jak do lotu rękoma, na reakcje publiki.
    Jak się Chłystek zorientował, podstawą oceny było natężenie oklasków mierzone
    przez niewielkie urządzenie biegające po scenie na krótkich, jakby psich
    nóżkach, oraz ilość i jakość pokłonów słuchaczy.. Wraz z ostatnim słowem
    wiersza, bijący brawo tłum pochylał się zgodnie; już od dwóch i pól pokłonu
    przeciętnej uniżoności zaczynały się oceny dobre, powyżej siedmiu, doskonale.
    Przyglądał się Chłystek zjawisku z coraz większym zdziwieniem i śmiał się po
    cichu z nadętych min najbardziej oklaskiwanych i smętnych westchnień tych,
    zaledwie ćwiercią pokłonu nagrodzonych. Lecz jakież było jego zdumienie, gdy do
    następnej, poza konkurencyjnej części występów przystąpiło zaledwie trzech
    wykonawców. Ci wygłosili najpiękniejsze poezje świata i zeszli w ciszy ze sceny,
    w tej części programu niewskazane były oklaski. Chłystek zatrzymał jednego z
    nich, wysokiego młodzieńca o kryształowym spojrzeniu i nawet nie potrzebował
    zadawać nurtującego go pytania, gdyż odpowiedź przyszła natychmiast - Nie możemy
    wymagać oklasków za to, co robimy z własnej, nieprzymuszonej woli. Dopiero
    możliwość dzielenia się tym, co tworzymy, nadaje jemu sens i dlatego jesteśmy
    dłużnikami naszych słuchaczy, a nie odwrotnie.
    Zastanowił się Chłystek głęboko nad tymi słowami i wydały mu się dobre. Spojrzał
    jeszcze raz na młodzieńca i pomyślał, że na świecie sporo jest jednak takich
    Którzy Idą Śladem Mędrca.


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 01:35
    I Have a Dream - powiedział niegdyś Martin Luther King i ...
    20.06.2009 09:54
    ~Krystek fabuloso
    I Have a Dream - powiedział niegdyś Martin Luther King i od tego dnia, słowa te,
    milionokrotnie powtarzane, wzbudzały w niejednym i choćby na nikłą chwilę,
    poczucie wielkiego. Tyle patosu, tyle siły manifestowało się w tym prostym
    oświadczeniu, że nawet najbardziej niepozorny unosił głowę ponad swoje
    wewnętrzne stłamszenie i czuł się człowiekiem. Prawdziwym. Zdolnym do czynów
    niezwykłych, albo tylko do tego jednego, ale za to wstrząsającego posadami
    świata. Jednakże, czy każdy z nas musi tymi posadami potrząsnąć, aby być kimś,
    aby zostawić ślad w dziele człowieka? Jeżeli w ogóle dziełem to nazwać można,
    albowiem prawdziwe są słowa, iż historia ludzkiej cywilizacji jest właściwie
    historią wojny. Lecz obok, znaczonego orężem, biegu czasu, toczy się równolegle
    pasmo oczekiwań bycia człowiekiem. Bez niego nie powstałyby hospicja,
    organizacje lekarzy bez granic ani ludzka dusza. Nie czarowałby nas do dziś
    uśmiech Giocondy, pierwszy pocałunek i poświecenie Małej Syrenki. I nie
    bylibyśmy zdolni do wzruszeń...wczoraj widziałem na ulicy plączącą kobietę...ze
    szczęścia - bo przypadkowo spotkała od lat niewidziana osobę. Naprawdę
    niewidzianą, gdyż kobieta była niewidoma. Zachowałem ten widok, był piękny. I
    też mam marzenia. Aby w życiu każdego z nas znalazło się jak najwięcej miejsca
    właśnie na wzruszenia.

    A gdyby marzenia
    roztrzepać
    i spuścić deszczem na ziemię
    w zalężną glebę tworzenia,
    patrz,
    tęcza długim szalem
    otula
    nasze ręce.

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 01:52
    Muzyka grała jeszcze bardzo głośno, ale cala impreza ...
    24.06.2009 19:41
    ~Krystek fabuloso
    Muzyka grała jeszcze bardzo głośno, ale cala impreza zbliżała się ku końcowi.
    Małe grupki ludzi powoli opuszczały już sale, paru zaciekłych palaczy, stojąc w
    swoim kącie, dmuchało na siebie kłębami dymu, szurały niezgrabnie odsuwane
    krzesła, a czasem brzęk tłuczonego szkła przerywał na moment rytm tańczących
    postaci. Niektórzy rzeczywiście tańczyli, z bezmyślnym uśmiechem przylepionym do
    twarzy, lecz z tak zadziwiającym wyczuciem muzyki, jakby nic innego nie robili
    od najwcześniejszych, dziecięcych lat. Jakich zdolności trzeba, aby balansując z
    pełną filiżanką kawy nie uronić z niej ani kropli, albo lawirując płynnie
    pomiędzy krzesłami, nie dotknąć żadnego z nich, pomimo chorego biodra i
    obciążającego drugą nogę ortopedycznego buta. Zapędziłam moją trzódkę do
    płacenia rachunków. Stali, kurczowo ściskając swoje portmonetki, każde z nich,
    po kolei, wysypywało niezdarnym ruchem parę monet na wilgotną nieco tacę.
    Barmanka głośno odliczała należność unosząc każdy grosz do góry, skreślała imię
    z listy...następna portmonetka.
    Odwróciłam się gwałtownie czując na plecach delikatne dotkniecie. Z
    zapraszającym gestem rozłożonych rąk stał przede mną Piotr; mały, niepozorny
    człowieczek. Zawsze siedział gdzieś w kąciku, niezauważalny, gdyż szarością
    ubrania i twarzy zlewał się ze ścianą. Poza paroma, dotyczącymi bezpośredniej
    codzienności wyrazami, nigdy nie wypowiedział nic więcej, nie uśmiechał się....i
    jeszcze nigdy nie zaprosił nikogo do tańca. Dałam się poprowadzić w
    pięciominutowym obrocie wyłącznie w prawą stronę, starałam się opanować zawrót
    głowy i dziękczynny niemal śmiech, gdyż zdarzenie to miało dla mnie wartość
    prawie cudu. Widziałam zaskoczone spojrzenia współpracowników i okrągłe ze
    zdziwienia oczy Wilmy dopijającej pospiesznie swoja colę.

    idę
    ona stoi
    jasna
    uśmiecha się
    nie wiem
    tańczę, tańczę
    muzyka gra
    dobrze, inaczej
    nie wiem
    tańczę...już idę

    Wraz z ostatnim akordem muzyki opuścił ręce, odwrócił się bez słowa, pochylony i
    z ciągle kamiennym wyrazem twarzy podążył drobnym krokiem za swoją grupą, ku
    wyjściu. Jeszcze zanim odszedł zdołałam spojrzeć mu w oczy i wydaje mnie się, że
    gdzieś na ich dnie zauważyłam ślad dawno zapomnianego nibyuśmiechu.

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 01:54

    Wędrował właściwie od zawsze. ...
    01.07.2009 12:32
    ~Krystek fabuloso
    Wędrował właściwie od zawsze. Najpierw poprzez
    beztroskie lata dzieciństwa i młodości, a potem dorosłego życia wypełnionego
    ciężka pracą i jeszcze cięższym zadaniem...gromadzenia pieniędzy. Powielał
    właściwie spadek po przedwcześnie zmarłym ojcu i nawet nie miał czasu zauważyć
    swoich siwiejących włosów, dwóch przelotnych małżeństw i odejścia ostatniej
    kochanki. Nie pamiętał już jej imienia, chociaż ciągle jeszcze rozpoznawał
    zapach jej perfum na przypadkowych kobietach. Przez pewien czas także sekretarka
    ich używała - może to ona właśnie była jego kochanką. Nie dociekał, nie
    interesowało go to, nie interesowało go nic, poza notowaniami giełd i
    bankructwami firm. Aż do momentu, gdy znalazł kupon lotto. Papierek frunął,
    obracany lekkim wiatrem i dosłownie przylepił mu się do buta. W pierwszej chwili
    chciał go strzepnac, ale że w jego mniemaniu były to w jakiś sposób ulokowane
    pieniądze, podniósł go i sprawdził datę losowania - była aktualna. Nie myślał o
    nim przez następne dwa tygodnie i zdziwiony, odkrył go w kieszeni marynarki.
    Właśnie siedział przed komputerem, wiec od niechcenia zajrzał na właściwą stronę
    i sprawdził liczby. Zesztywniał. Spoglądał osłupiałym wzrokiem w ekran i nie
    potrafił zrozumieć do końca, dlaczego ten świstek-przybłęda dawał mu jako
    wygraną, najwyższą jak do tej pory kumulację. Suma była dziewięciocyfrowa,
    ogromna nawet dla niego, pomimo że posiadał więcej. Dlaczego on?. Dlaczego nie
    jakiś biedak, nędzarz w łachmanach, lub samotnie wychowująca matka. Coś tutaj
    się nie zgadzało. Siedział nieruchomo i chyba po raz pierwszy w życiu i wbrew
    temu, co trzymał w dłoni, nie myślał o pieniądzach. Pod przymkniętymi powiekami
    migały mu szybko i uporczywie obrazy z dzieciństwa; kucyk, którego bał się
    dosiąść, stół pochlapany znienawidzonym szpinakiem, indiański pióropusz, z
    którego wypadło najpiękniejsze, zielone pióro i porcelanowa, ciężka od monet,
    świnka. Potłukł ją w swoje ósme urodziny i zdziwił się, że za taki ciężar, tak
    niewiele mógł kupić. Przypomniał też sobie matkę, o której pokojówka szeptała,
    że wyrwała się ze złotej klatki, ale potem zaginęła wraz z przygodnym
    kochankiem, gdzieś w głębinach brazylijskiej dżungli.. Zamiast twarzy ojca
    zobaczył beżową plamę, ale tak widział ją zawsze, pomimo prześladujących go na
    każdym piętrze, ponad dymensjonalnych portretów założyciela firmy. Przypomnial
    sobie jednak, ze z rozkazu tego czlowieka musial plukac dwa zakrwawione
    banknoty, ktorymi wytarl, rozbity na krawedzi piaskownicy, nos. Przypomniał
    sobie jednak, że z rozkazu tego człowieka musiał płukać dwa zakrwawione
    banknoty, którymi wytarł, rozbity na krawędzi piaskownicy, nos. Chyba właśnie
    wtedy zrozumiał wartość pieniądza. Nie ważny był ból i ciągle jeszcze kapiąca
    krew, liczyła się ilość zer na papierze....a te musiały być dobrze widoczne.
    Usiadł na przydrożnym kamieniu i wyprostował zbolałe nogi. Było już późne
    popołudnie, a on szedł od samego świtu, mając nadziej się, że tego dnia dojdzie
    do celu. Poszperał w plecaku, wyciągnął butelkę wody mineralnej i popijając
    małymi łykami, rozejrzał się. Droga była zakurzona i wyboista, rozgrzana
    słońcem, w powietrzu unosił się zapach ziół. Spośród kępki suchych badyli
    spoglądała na niego ciekawymi oczkami mała jaszczurka, uśmiechnął się do niej.
    Widnokrąg rozmazywał się mgliście, jak to zwykle bywa nad morzem, a powiew
    wiatru niósł ze sobą smak soli, a więc cel był już niedaleko. Odetchnął głęboko
    i pomyślał o kuponie lotto, który tak zmienił jego życie, wskazał nowy kierunek
    wędrówki. Nie był naiwnym typu; rozdać ubogim i podążyć za mistrzem i nadal
    posiadał ogromny majątek, ale tym razem wiedział, co z nim robić. Tam, nad
    morzem powstawał piękny ośrodek wypoczynkowy dla upośledzonych dzieci, szedł aby
    dopilnować porządku...i spłukać pył z siwych włosów.

    MIRCE...spóźnione wszystkiego najlepszegosmile

    PS.Donoszę, że Wilma wyrwała się samodzielnie na spacer i zafundowała sobie trzy
    kawałki tortu. Jest łakoma, przy jej brzuszku zupełnie wystarczałyby dwa i pól.


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 01:55
    Rozglądam się, szukam śladów ...
    03.07.2009 11:25
    ~Krystek fabuloso
    Rozglądam się,
    szukam śladów
    prawdziwego bycia
    i często widzę
    pokryte bruzdami
    kamienne czoła
    ulepione
    ze spopielonego życia.
    Widzę dumne karki,
    wykrzywione twarze
    i złością demona
    dusze spętane.
    Rozglądam się,
    słyszę dźwięki
    niewidocznej harfy
    i uginam kolano
    w zachwycie,
    gdy widzę,
    jak niebo
    ziemię całuje.

    Życzę wszystkim Misoginianom, aby jak najczęściej te pocałunki dostrzegali.smile
    smilesmile

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 01:57
    Jest cisza co krzyczeć może, dzwonem ...
    04.07.2009 09:44
    ~Krystek fabuloso
    Jest cisza co krzyczeć może,
    dzwonem krysztalnym
    szczęścia łkanie roznosi
    ....i łza się toczy.
    Bezbolesnym objęciem
    miażdżysz światy,
    myślą w galaktyki wzlatujesz,
    kochasz
    możesz
    jesteś
    czujesz
    po prostu wariujesz...
    A cisza krzyczy
    i duszę wchłania,
    zaprasza w pląsy
    wokół źródła poznania.

    Czy to tak? smile smile smile

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 01:59
    Zawsze śniły się jemu tylko twarze. Przesuwały się przed ...
    07.07.2009 17:22
    ~Krystek fabuloso
    Zawsze śniły się jemu tylko twarze. Przesuwały się przed nim długim szeregiem,
    całą noc, bez końca. Zapamiętywał każdą z nich, pomimo że niektóre różniły się
    zaledwie nikłą zmarszczką obok oka, albo innym ułożeniem kącika ust. To były
    jego twarze. Za każdym razem, gdy zamykał wieczorem oczy, odczuwał coś na
    podobieństwo dumy....i zaciekawienia, jakie tym razem będą. Te, które otaczały
    go w codzienności; na ulicy, na ekranie czy w gazecie, dawno już nie miały dla
    niego takiego znaczenia, jak te ze snów. Znał je wszystkie na pamięć, w
    najmniejszych szczegółach i nie lubił ich za to, że z każdym dniem tak strasznie
    się zmieniały. Widział dokładnie pogłębiające się zwiastuny przyszłych bruzd,
    brak jednej rzęsy i pięciu włosów na skroni, w tym dwóch siwych, miejsce na
    brodzie, gdzie za tydzień pojawi się wyprysk i ostatni, jedyny pyłek pudru,
    który mimo wielokrotnego mycia, ciągle jeszcze tkwił w załamaniu brwi. Nigdy
    specjalnie się nie przyglądał, wszystko to widział natychmiast, gdy tylko
    przelotnie spojrzał na twarz. Poza tym właściwie na nic nie zwracał uwagi i
    poruszał się w swoim świecie praktycznie po omacku. Potykał się nie widząc
    przeszkód, obijał o ściany i po wieloletnim treningu ciągle jeszcze miał
    trudności z trafieniem do łazienki, chociaż całkowicie zdawał sobie sprawę
    dlaczego chce do niej dotrzeć. Beznamiętnie jadł podsuwany tuż pod nos pokarm,
    zmuszony odwiecznym odruchem zaczynał żuć w momencie, gdy tylko wyczuwał dotyk
    na dolnej wardze. Nie czuł jednak ani zapachu, ani smaku, uświadamiał sobie
    tylko, że w miarę przełykania znikało dziwne, nieprzyjemne wrażenie, gdzieś
    poniżej twarzy. Gdzie?...dokładnie nie wiedział, wszystko, co nie było twarzą
    było niedookreślone. Nie miał pojęcia, że istniało coś takiego jak zimno i
    ciepło, nigdy się nie pocił, nie marzł i dlatego zmiana pidżamy na codzienne
    ubranie była dla niego czynnością niepojętą i bez sensu. Często snuł się
    bezmyślnie po swoim pokoju, tylko w kalesonach, aby po godzinie błądzenia stanąć
    w oknie i znieruchomieć w obserwacji twarzy sunących chaotycznie po chodniku po
    przeciwnej stronie ulicy. Krzyczały do niego milionami dawno wypowiedzianych,
    niezrozumiałych słów, myślami, które dopiero co się rodziły i tymi, które nigdy
    nie miały zamiaru się ujawnić. Uśmiechały się do niego wspomnieniem radości od
    dzieciństwa do wieku dojrzałego, a także tym jeszcze w łonie matki i
    późniejszym, wyuczonym, wyrachowanym i pojawiającym się jak na zawołanie.
    Czasami odczuwał lęk widząc na wielu z nich z trudem ukrywany strach przed
    śmiercią, ale nie rozumiał dlaczego tak się dzieje. Wolał zapamiętywać,
    gromadzić, cieszyć się ilością. Nigdy jednak nie wyróżnił żadnej z nich. Były
    twarzami i każda była inna.
    W obszernej sali huczała głośna muzyka. Siedział nieruchomo w swoim kącie.
    Przypadkowo spojrzał w bok i zobaczył twarz. Takiej nie widział nigdy. Była
    jasna, a wszystkie przyszłe myśli i słowa skupiły się na niej w jednym uśmiechu
    bez skazy. Zbliżył się do niej pchany niezrozumiałym odruchem by mieć tylko ją
    jedną naokoło siebie, ze wszystkich stron.
    ......a Wilma obserwowała tańczącą parę

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 02:01
    Nutello, cieszę się, że nareszcie się zdecydowałaś stanąć ...
    08.07.2009 20:40
    ~Krystek fabuloso
    Nutello, cieszę się, że nareszcie się zdecydowałaś stanąć obok mnie na kawałku
    misoginianskiej podłogi. Solidna to podłoga z najwyższej jakości dębu
    czarodziejskiej Kniei. Miejsca na niej dostatek...dla wszystkich.
    Tylko nie kuś mnie, jak wiesz zbytnio słodkościom ulegać jestem skłonny.smile smile smile

    Bardzo długo nie wiedziałem co to jest nutella i dopiero w ...
    09.07.2009 13:53
    ~Krystek fabuloso
    Bardzo długo nie wiedziałem co to jest nutella i dopiero w dojrzałym wieku byłem
    w stanie skojarzeniowo powiązać wydarzenia z dalekiej przeszłości. Chodziłem
    wtedy może do trzeciej klasy i dumą napawała mnie wyprawa do oddalonej o parę
    kilometrów nadgranicznej wioski, gdzie właśnie z wielką pompą oddano do użytku
    międzynarodowy dworzec kolejowy. Jechaliśmy własnym samochodem; przechodzoną,
    jasnoniebieską skodą, a było to czwarte, prywatne auto w mieście. Z tego powodu
    bylem wyróżniany w grupie kolegów, gdyż każdy z nich liczył, że za moim
    wstawiennictwem będzie miał być może okazję nadusić klakson albo nawet usiąść na
    parę sekund za kierownica. Machałem ręką do wszystkich mijanych ludzi, lecz w
    końcu znieruchomiałem zdumiony widokiem, olbrzymiego w moim mniemaniu, budynku
    stacji. Był półmrok, lampy zapalały się jedną za drugą, właśnie zatrzymywał się
    z głośnym zgrzytem pociąg trasy Berlin coś tam. Chodziliśmy schodami w górę i w
    dół, oglądaliśmy perony, ale ukoronowaniem wszystkiego była herbata w dworcowej
    restauracji, po raz pierwszy w życiu zobaczyłem, że wycieka ona z maczanych we
    wrzątku woreczków. Przy sąsiednim stoliku usadowiła się belgijska rodzina,
    troje, zaledwie trochę starsze ode mnie, dzieci pokrzykiwały coś niezrozumiale.
    Pamiętam, że spoglądałem na nie jak na małpki w cyrku. Rodzice jedli serdelki z
    musztardą, a one zwykłe bułki, na które pokruszyły nadziewane batoniki. Nie
    mogło mi to pomieścić się w głowie. Jak to, bułka z czekoladowym batonikiem? Co
    za dziwni ludzie! Ojciec śmiał się z wyższością i oznajmił głośno, gdyż
    wiedział, że i tak nie zrozumieją co mówi, że ludzie ze zgniłego zachodu dawno
    już powariowali, a poza tym są biedni i skąpią swoim dzieciom dobrego jedzenia,
    nie to, co on, on kupi nam także serdelki, a batoniki dostaniemy na deser.
    Spoglądałem ze współczuciem na małych Belgów, pewnie nawet bali się powiedzieć,
    że chcieliby coś lepszego, nie mieli wystarczająco pieniędzy, nie to co my,
    posiadacze niebieskiej skody.
    Dopiero na studiach dowiedziałem się o nutelli czegoś bliższego. Koleżanka
    spędziła na wakacjach dwa miesiące u krewnych w Paryżu i przez ten cały czas nie
    potrafiła sobie odmówić codziennej porcji bagietki suto smarowanej nutellą.
    Twierdziła, że nie mogla się od tego grzechu powstrzymać. Grzech był bardzo
    widoczny, przytyła dziesięć kilogramów.
    Czym wiec właściwie jest nutella? Wszyscy wiemy. Może lepiej zapytać, co ona nam
    daje.
    Słodycz, zadowolenie, przyjemny smak, złagodzenie stresu, ale także wyrzuty
    sumienia...te ostatnie miewam często smile smile smile

    jak powiedział buongustaio......mniam, mniam

    Słodkiego dnia, Misoginosmile smile smile


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 02:02
    Masz rację olivierze, spontaniczność jest ważna, tak ...
    12.07.2009 11:40
    ~Krystek fabuloso
    Masz rację olivierze, spontaniczność jest ważna, tak więc......


    Byłaś tam,
    w czterech wiatrach zagubiona,
    w poświacie księżyca,
    tak jak ja
    odurzona
    zapachem rozcieplonego siana
    i goryczą krwawnika,
    zacienionym uśmiechem,
    zwiastunem dotyku
    na spierzchniętej skórze,
    tańcem gwiazd na niebie,
    i w bliskości siebie
    bez końca szeptanym słowem
    wieczności...

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 02:04
    Miałem wczoraj okazję wypicia popołudniowej kawy z ...
    17.07.2009 10:27
    ~Krystek fabuloso
    Miałem wczoraj okazję wypicia popołudniowej kawy z długoletnią, dobrą znajomą.
    Wymieniliśmy nowości z naszych światów. Moja rozmówczyni, z godnością nosząca
    wielki, obarczony wielosetletnią tradycją, tytuł rodowy, raczyła mnie dowcipnymi
    opowiastkami, które ciężko byłoby znaleźć w zwykłych plotkarskich annałach. Pod
    koniec wizyty pokazała mi książkę, którą ze względu na tragiczny przypadek w
    rodzinie, czytała właśnie po raz drugi celem pokrzepienia serca. Przejrzałem
    przelotnie, "Król Baudouin, tajemnica jego życia" kardynała Suenensa, wydana już
    w 1995 roku i wyraźnie po to, aby podkreślić wyjątkowość kandydata na
    błogosławionego. Zbiór cytatów, krótkich historyjek z życia króla, tendencyjne,
    raczej nudne, ale wzrok mój zatrzymał się na krótkim zdaniu - "Dla niego,
    sumienie miało wartość absolutną". Dziwne, ale myślałem o tych słowach cały czas
    idąc do domu. Czym jest właściwie sumienie, o którym tak często się mówi.
    Sumienie pozwala odróżnić dobro od zła i odróżnia nas od zwierząt, które ponoć
    jego nie posiadają.
    A co jest z wyrzutami sumienia? Posiadam je często, chociaż po zastanowieniu
    dochodzę do wniosku, że niepotrzebnie zajmuję się drobiazgami, niepotrzebnie
    nadaję moim emocjom zabarwienie własnej winy.
    I może będziecie się śmiać, ale otwierając drzwi mieszkania doszedłem do
    dziwacznej konkluzji....wyrzutów sumienia nie posiadają źli ludzie, gdyż nigdy
    nie poczuwają się do winy.
    Spojrzałem do internetu i wyszukałem przyjemny moim oczom cytat, i mam nadzieje,
    wiem, że nie tylko Sonię zaliczyć można do takich osób.
    "Osoba z silnym sumieniem nie wiele dba o siebie, ale jest wrażliwa na to co
    dotyczy innych ludzi. Taka osoba ma tendencje do współczucia i w postępowaniu
    jest ostrożna, żeby nie urazić, albo nie skrzywdzić nikogo".

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 02:05
    Właśnie wróciłem z tygodniowego urlopu, nie mojego. Ten ...
    26.07.2009 14:01
    ~Krystek fabuloso
    Właśnie wróciłem z tygodniowego urlopu, nie mojego. Ten tydzień należał do Wilmy
    i innych. Właściwie nie miałem ochoty na dodatkowe obciążenie, ale jakże ciężko
    jest odmówić, gdy miesiącami ścigają kogoś bezradne spojrzenia i pełne zaufania
    zapewnienia, że "bez ciebie nic dobrego się nie dzieje". Byłem więc, od rana do
    nocy na nogach, prawie na bezdechu, a dzisiaj, po dziesięciogodzinnym odespaniu
    intensywnych dnie ciągle jeszcze w nich obecny, gdyż moje urlopowe wrażenia są
    tak różne od tych zwyczajnych. Kto może zdać relację z niepowtarzalnego momentu,
    gdy poczciwy, misiowaty Gutek, zachęcony wyjątkowo przyjazną atmosferą i
    podwójną porcją frytek, z własnej woli i po raz pierwszy w życiu, zaśpiewał
    publicznie; Figaro, Figarooooooo. Zaskoczeni bywalcy restauracji osłupieli
    początkowo, a potem nagrodzili go gromkimi oklaskami, a przechodzący kelner
    butelką fanty. Ileż szczęścia widniało w oczach Tereski, która bez ochronnego
    hełmu, ale za to w kamizelce ratunkowej, mogla poruszać się lekko w basenie, w
    tym momencie bez strachu, że następny grand mal naznaczy kolejną raną jej
    pokrytą bliznami głowę. Jeszcze teraz słyszę niepohamowany płacz Basi, gdy na
    godzinę przed powrotem zrozumiała, że za parę godzin zobaczy mamę i będzie mogła
    się do niej przytulić. Ze wzruszenia nie mogła powstrzymać łez, obok takich łez
    nie sposób przejść obojętnie, ściskają serce swym nieskończonym pięknem.
    Oczywiście nie obyło się też bez śmiechu i w takich przypadkach Wilma jest
    niedościgniona. A jako że smaczne jedzenie stanowi dla niej wartość najwyższą (
    niestety, znowu przytyła ), często toczyła się na ten temat rozmowa, i jak to
    często bywa, w połączeniu z innymi, bardziej skomplikowanymi tematami. Tak więc,
    zupełnie niezamierzenie, dowiedziałem się co będzie robić moja ulubienica po
    śmierci, w innym, pięknym i idealnym świecie. Życie wieczne znaczy dla niej
    tyle, co nieustanna uczta, gdzie menu stanowi wyłącznie kurczak z rożna i
    lody...bez przerwy i na zawsze. Wyraziłem nadzieję, że po jakichś stu latach na
    pewno jej to się znudzi. Spojrzała na mnie z politowaniem i tak ogromnym
    rozbawieniem, że nic innego mi nie pozostaje, jak totalna akceptacja tej odmiany
    raju. Mam tylko nadzieję, że kiedyś tam, w nieskończoności, uda mi się wywinąć
    od zaproszenia do stołu Wilmy...jestem wegetarianinem.

    Wesołej niedzieli, Misogino smile smile smile

    A dzisiejszym solenizantkom najpiękniejsze bukiety herbacianych róż smile

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 02:06
    Przez wiele miesięcy poszukiwał Chłystek odpowiedniego ...
    31.07.2009 12:13
    ~Krystek fabuloso
    Przez wiele miesięcy poszukiwał Chłystek odpowiedniego motywu. Nie było to
    poszukiwanie celowe, po prostu wiedział, że kiedy nań trafi, natychmiast go
    rozpozna. Dlatego we wszystkich swoich wędrówkach, najwięcej miejsca w jego
    plecaku zajmowały wszelakie pędzle z najbardziej delikatnego, naturalnego
    włosia, farby, niekiedy godzinami mieszane według niezastąpionych przepisów z
    dziada pradziada, a także rulon tajemniczo spreparowanego płótna. Właściwie
    szukanie polegało na rozglądaniu się i czekaniu.
    Pewnego dnia, schodząc z trasy wiodącej pomiędzy rozsypującymi się szczytami
    wapiennych, niskich gór, z trudem utrzymując równowagę na osuwających się,
    zwietrzałych kamieniach i węsząc już w powietrzu, szarpane gwałtownymi falami,
    algi, dojrzał motyw. Małą wioskę rybacka, niczym jaskółcze gniazdo przylepioną
    do nadbrzeżnej skały. Niewielkie domy błyszczały w słońcu oślepiającą bielą
    tynków i krzykliwym błękitem framug, gorące powietrze pełne były dźwięków cykad
    i zapachu, kołysanych wiatrem, rozkwieconych krzewów, tylko czasami zaszczekał
    pies, zaskrzypiała zamykana okiennica. Szmaragdowe, postrzępione białą pianą,
    fale, poruszały się w majestatycznym prarytmie bezkresnego oceanu i liżąc
    żółtobiały piasek wybrzeża zatracały się gdzieś w mrocznej głębinie.
    Chłystek, nie wiedząc kiedy, zaczął malować, niecierpliwie odrzucił sepię i
    siennę, nawet nie spojrzał na ciemny ugier, pod jego pędzlem, miękkimi plamami,
    rozprzestrzenił się akwamaryn i rozzłocony mieszanina okry i cynkowej bieli,
    karmin. Malował jak urzeczony, całą duszą zatopiony w motywie, gdyż nie był to
    tylko zwykły wycinek rzeczywistości. Widok opowiadał historię życia, opowiadał o
    przygodach rybaka i złotej rybki, o delfinie-sierotce, perłopławie od lat
    toczącym w sobie klejnot, o płaczu matki wypatrującej zaginionego syna, wiankach
    puszczanych na wodzie i srebrzystym śmiechu, budującej z wilgotnego piasku
    zamek, dziewczynce.
    Wszystko to zobaczył Chłystek i wyczul w tym nieskończone piękno.
    A piękna nie sposób ując w sztywne ramy, ani nasycić go żałobnym kolorem.

    Wilma zerknęła na obraz. W jej oczach błyszczało coś na podobieństwa
    zachwytu...a może prawdziwy zachwyt? Kto wie? Spogląda podobnie, gdy je lody.


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 02:07
    Jak znam Chłystka, Klaro, nie myśli on, czy cokolwiek ...
    31.07.2009 14:05
    ~Krystek fabuloso
    > Nie wiedział Chłystek,że ta "oślepiająca biel tynków i
    > krzykliwy błękit framug",to dla turystów panie,dla
    > turystów.
    > Za dziada pradziada inaczej bywało...

    Jak znam Chłystka, Klaro, nie myśli on, czy cokolwiek zostało wykonane pod kogoś
    ( o ile ), a raczej zafascynowało go odbicie oślepiającej bieli tynków w
    nieskazitelnym półświetle perły...taką tajemnicę zauważa on natychmiast i tylko
    taka jest dla niego wartością smile)) smile)) smile))

    Jasnego dnia smile))

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 02:09
    Już w wieku lat kilku była wyjątkowo nadwrażliwym ...
    03.08.2009 13:22
    ~Krystek fabuloso
    Już w wieku lat kilku była wyjątkowo nadwrażliwym dzieckiem. Podczas gdy
    rówieśniczki, głośnym nawoływaniem, zabawą w berka i pełnym zapału stawianiem
    babek z piasku regulowały nadmiar dziecięcej energii, ona stała często gdzieś
    obok, zapatrzona w wirujący w powietrzu pył motylich skrzydeł lub rozchylające
    się ku słońcu płatki nemezji, zasłuchana w szelest traw i niewidoczną, niesioną
    przez wiatr aż zza piątej strony świata, tajemnicę. A gdy tak stała, zapatrzona
    w niewidzialne, zasłuchana w niedosłyszalne, rozpościerała powoli ręce w
    mimowolnym geście powitania, a szeroko rozwarte oczy nabierały coraz to bardziej
    blasku bezcennego szmaragdu. Ten gest i to spojrzenie pozostały w niej na
    zawsze, może trochę już dziwne u dorastającej dziewczyny, a potem kobiety, ale
    niezbędne dla pozostania sobą. Dzięki temu potrafiła określić, skomplikowane
    niekiedy, kształty zapachów, wyczuć dotyk myśli na skórze i zobaczyć,
    rozszczepione pryzmatem czystego dźwięku, kolory w muzyce. Żyła w niejako dwóch
    światach; realnym, pełnym twardych rzeczywistości i nieprzewidywalnych zdarzeń,
    i bajkowym, ciepłym, miękkim i przewidywalnym - w obu potrafiła się doskonale
    znaleźć. Oczywiście, ten bajkowy, był jej o wiele milszy. Uciekała weń szukając
    odpoczynku, wytchnienia od codzienności i zawsze wracała z nową energią do życia
    i ładunkiem nowonarodzonych marzeń. Symbol marzeń stanowiły, tylko dla niej
    widzialne, mieniące się tęczą łuski Złotej Rybki. Było ich mnóstwo. Niektóre
    bladły z czasem i odlatywały w najdalsze zakamarki kolorowych snów, aby po
    latach zjawić się niespodziewanie i ze zdwojoną siłą....i łzy roztkliwienia
    wywołać, smętny uśmiech, ale i wiarę w czystość dziecięcych myśli, ich moc i
    piękno Impresji.
    Czy wiele z tych marzeń zrealizowała? Nieważne....gdyż bogactwem jest już same
    ich posiadanie.


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 02:12
    W ostatnich tygodniach trapiły Chłystka dziwne sny. Budził ...
    07.08.2009 11:09
    ~Krystek fabuloso
    W ostatnich tygodniach trapiły Chłystka dziwne sny. Budził się w nocy i
    nasłuchiwał w skupieniu, gdyż nie był do końca pewien, czy tajemnicze dźwięki
    nie mają swojego źródła w rzeczywistości. Powracały jednak ze zdwojoną siłą, gdy
    tylko zamykał oczy. Raz było to ujadanie sfory burych psów, a raczej ich dziwnie
    napuszonych cieni. Goniły go uparcie poprzez łąki i ostre, niczym ryżowa
    szczotka, ścierniska ogolonych pól. Uciekał zadyszany, ostatkiem sił
    przeskakiwał wzburzone potoki i wyraźnie wyczuwał złośliwą chłostę gałęzi na
    rozpalonej twarzy. Innym razem, olbrzymie bębny dudniły zawzięcie, przerywane
    tylko chwilami pojedynczym jękiem-buczeniem, w jaskrawe wzory malowanych,
    deejeriedoo. Najdziwniejszy jednak był sen, w którym widział siebie jako
    kobietę, smukłą, opaloną blondynkę w kusych, białych spodenkach i osuwającej się
    z ramion bluzce. Dziewczyna jechała na oklep na wypasionej, kołyszącej bokami,
    krowie, tuż za nią podążało nie mniej wypasione cielę. Ciche, przezrocze jak
    diament powietrze przerywane tylko pełnym szczęścia chrząkaniem i posapywaniem
    zwierząt zdawało się zapowiadać coś niezwykłego. I stało się, że w najmniej
    oczekiwanym momencie, posypał się z błękitu nieba deszcz czerwonych,
    hibiskusowych kwiatów. Dziewczyna wytrzepywała je sennym ruchem z luźno
    opadających na plecy, jasnych loków, krowy dreptały spokojnie, zadowolone, a
    zapach deszczu wypełnił cały świat. Chłystek wytrzymał wycie psów i groźny
    warkot bębnów, ale bycie kobietą zaniepokoiło go ponad miarę. Zawsze czuł się
    mężczyzną i nie ulegało wątpliwości, że wszyscy Mieszkańcy Miasta jako takiego
    go odbierali. Nie czekając więc na następne, senne niespodzianki wybrał się na
    rozmowę do okolicznego pustelnika Półpałka-Zapałka. Tenże, już od lat
    pięćdziesięciu i z racji niewielkiego wzrostu, mieszkał w opuszczonej przez sowy
    dziupli i w czasach Niedoboru Ognia wsławił się tym, że potrafił z niebywałym
    sprytem rozpalić ognisko przy pomocy ostatniej polówki zapałki, czym zapewnił
    swoim towarzyszom ciepłą strawę na dni kilka. Chłystek zastał go zawieszonego
    lewą nogą na wyrastającej tuż obok dziupli, sękatej gałęzi, i pochrapującego w
    takt melodii popołudniowej sjesty. Półpałek-Zapałek wysłuchał uważnie jego
    opowiadań, zamyślił się głęboko, po czym ogłosił uroczystym, szeleszczącym głosem
    - Nie ma dymu bez ognia.
    No tak, użył najbardziej znanych sobie słów, ale odpowiedź Chłystka nie
    zadowalała, więc czekał, trochę już niecierpliwie, na ciąg dalszy.
    - To są dobre sny - orzekł pustelnik po dłuższej przerwie, a jego maleńkie oczka
    błyszczały rozbawieniem - Coś zakłóca spokój twojej duszy i słyszysz to w snach
    jako wycie i dudnienie, ale Rozum sam podsunął ci rozwiązanie...spokój. Spokój
    jest cenny i piękny, dlatego ta dziewczyna.
    Tu nie wytrzymał Półpałek-Zapałek i zaskrzypiał przeciągłym śmiechem
    - Radzę tobie jednak, przyjacielu, uważać na te krowy. Niech nie jedzą kwiatów
    hibiskusa, w następnym śnie możesz się...pośliznąć.

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 02:12
    Wielka przyjemnością jest dla mnie zakończyć dzień miłą ...
    11.08.2009 21:09
    ~Krystek fabuloso
    Wielka przyjemnością jest dla mnie zakończyć dzień miłą lekturą
    Misogino...niczym schłodzone piwo po upalnym dniu, dobrze gazowana woda po
    kilkugodzinnym marszu i wyszukany deser po obiedzie gastronomicznego mistrza.
    Dziękuję.
    Nutello, opowieści z Wyspy Marzeń skłaniają do ....marzeń smile

    Jeżeli słowo
    podniebną fanfarą
    chmury rozedrze,
    potokiem migotliwym
    opadnie,
    góry poruszy,
    bazalt pokruszy i roztopi sopel
    ......znak poczyń
    i złotą literą
    zapisz wielkość chwili


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 02:16
    Pewnego dnia odkrył Chłystek tajemnicę, która do tej pory, ...
    15.08.2009 19:23
    ~Krystek fabuloso
    Pewnego dnia odkrył Chłystek tajemnicę, która do tej pory, albo nie rzuciła mu
    się w oczy, gdyż nie była warta jego uwagi, albo, z powodu jego przyjaznego
    usposobienia, nie stanowiła dla niego problemu. Zaczął trochę szperać w
    pożółkłych annałach i z coraz większym zdumieniem odkrywał zagubione ślady
    przeszłości. Okazało się, że Miasto, w którym swojego czasu odnalazł, jakby
    tylko dla niego stworzoną i czekającą nań ławeczkę pod akacją, podzieliło się na
    trzy części. Dwie z nich odpłynęły w przeciwne strony i trochę w bok. Powyże i
    Nizinne leżały nad brzegiem tej samej rzeczki, ale jak same nazwy wskazywały,
    jedna miejscowość wyżej, w połowie pagórka, druga w dolinie. Obie w dalszym
    ciągu błyszczały światłem Miasta będącego ich kolebką, lecz uważny Chłystek
    dojrzał w nim dziwne zygzaki, a takie powstają tylko poprzez odbicie w Krzywym
    Zwierciadle....i swoistą Wieżę Babel budują i hieroglifami przewrotnymi sypią,
    przewrotnymi, gdyż zmiennymi niczym kalejdoskop, gdzie różowe w czerń
    przechodzi, a szare diamentem niespodziewanie zaiskrzy. I doczytał się Chłystek
    w annałach jak to nalewka z piołunu, w ilościach znaczących do rzeczki wlewana i
    wodami w dolinę niesiona, cierpką goryczą napitki mieszkańców Nizinnego
    zaprawia, a dymy palonych na popiół kości do gry i pod postacią gęstej chmury w
    niebo lecące, zmuszały tych z Powyża do uszczelniania okien. Było to
    niezrozumiałe i zastanawiające, gdyż zdawało się wynikać z dziecięcej
    nieporadności, ale jakież było zdziwienie Chłystka gdy zauważył, że comiesięczna
    (wg obowiązującej ustawy doliny) zamiana położenia obu miejscowości nie
    przynosiła nic nowego. Mieszkańcy Powyża, tym razem w dolinie, dymili ile
    wlezie, a Nizinniacy, zamiast podziwiać okolicę z wysokości pagórka, tracili
    czas na zrywanie wyjątkowo dorodnego i soczystego piołunu. Było to śmieszne, a
    jednocześnie tak zatrważające, że w pierwszej chwili postanowił Chłystek wybrać
    się na poszukiwanie owego Krzywego Zwierciadła, zakopać je głęboko w ciężkiej
    ziemi, albo stłuc na drobne kawałeczki, ale że wszelkie działania
    niszczycielskie były mu nad wyraz obce...pochylił jeno głowę nad ludzką słabością.

    A że mimo wszystko wiarę w człowieka posiadał niezachwianą, wiec postanowił
    poczekać...

    Bo jako trzmiel
    w niecierpliwym warkocie
    gwałtem skrzydeł
    kwiat trąci,
    rozpyli poświatę
    niespodziewanej poezji.


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 02:19
    Od czasu, gdy wydawca zaproponował mi udział w ...
    21.08.2009 12:43
    ~Krystek fabuloso
    Od czasu, gdy wydawca zaproponował mi udział w szczególnego rodzaju pracy
    zbiorowej, prawie nie opuszczałem biblioteki, aczkolwiek wczytywanie się w
    treści niezwykłych materiałów sprawiało ogromną przyjemność. Dowiedziałem się
    między innymi dlaczego, przebiegający drogą, czarny kot jest zwiastunem
    nieszczęścia, skąd się wzięło powiedzenie "kruk krukowi oka nie wykole", o kim
    mówi się, iż jest silny jak niedźwiedź, chytry jak lis, papuguje, albo funta
    kłaków jest nie wart. Gubiłem się już w notatkach, różnorodność opowiastek
    oszałamiała, ale mimo wszystko czułem niedosyt, wyraźnie czegoś jeszcze
    brakowało. Myśl ta trapiła mnie do momentu, gdy któregoś dnia, jak zwykle
    przemierzając moją codzienną trasę, potknąłem się niespodziewanie i próbując
    zachować równowagę rzuciłem przypadkowe spojrzenie na witrynę malutkiego
    sklepiku. Mógłbym przysiąc, że jeszcze dnia poprzedniego wcale go tutaj nie
    było, a jednak oznajmiał się powykręcanym napisem, tak dziwnym, że w pierwszej
    chwili poczytałem go za egipskie hieroglify; Antykwariat, dr.Honoriusz i...
    Spółka przekreślona była niezdarnym pociągnięciem, łuszczącej się już, czerwonej
    farby olejnej. Zszedłem ostrożnie w dół, pięć omszałych schodków chwiało się
    podejrzanie pod moimi stopami, drzwi zajęczały, a zawieszony ponad nimi dzwonek
    wydał z siebie odgłos do złudzenia przypominający chrząkanie. Wytężyłem wzrok,
    gdyż półmrok pomieszczenia, w porównaniu z wiosennym blaskiem ulicy zdawał się
    być ciemnością. Dopiero po kilkunastu sekundach przekonałem się, że antykwariat
    nie różnił się wielkością od przeciętnej komórki i z taką też się kojarzył. Aż
    pod sufit, na uginających się półkach i w chybotliwym nieładzie, piętrzyły się
    książki różnej maści i wielkości, niektóre ze smętnie, na paru pożółkłych
    nitkach, zwisającymi grzbietami, zakurzone, ze zniekształcającymi tytuły,
    zaciekami wilgoci. Dziwna mieszanina zapachu stęchlizny, zimnej, studziennej
    wody, starego kleju, odgrzewanej kawy i syropu na kaszel, wywołała w mojej
    pamięci zatarte wspomnienia z dzieciństwa, gdy którejś zimy, na strychu domu
    moich dziadków, otworzyłem kilka zapomnianych kufrów z przedwojennymi
    czasopismami. Postąpiłem krok do przodu po miękkiej, zmurszałej podłodze,
    bezgłośnie, wstrzymując oddech, zdziwiony, że nikt nie odpowiedział na moje
    wymamrotane powitanie. Coś poruszyło się w kącie między regałem, a rozsypującą
    się piramidą książek, pociągnęło nosem, w półmroku dojrzałem właściciela.
    Wciśnięta między niekształtne poduszki fotela, skurczona postać wysuszonego
    starca w tabaczkowym, aksamitnym, zapewne starszym niż on sam, kubraku. Sękatą
    dłonią odgarnął z czoła mgłę siwych włosów, spod krzaczastych brwi, w bezradnym
    uśmiechu dziecka, spoglądały na mnie chabrowe oczy. Wyciągnął wielką, kraciastą
    chustkę, przetarł okulary i wskazując swoje królestwo zapytał, a raczej
    stwierdził zadziwiająco młodym głosem.
    -Szukasz czegoś wyjątkowego.
    Nie wiem dlaczego, ale zaskoczył mnie tymi słowami. Zacząłem opowiadać coś bez
    sensu, chaotycznie, jego lekko kpiący uśmiech onieśmielał mnie coraz bardziej,
    czułem się jak niedouczony student na egzaminie. W końcu wyznałem jakich
    materiałów poszukuję.Spojrzał na mnie z wielkim ożywieniem.
    -Taaak, ciekawe, mnie zawsze najbardziej interesował kozioł ofiarny, czy
    zamierzasz i o nim coś napisać?
    Nie czekał na moją odpowiedź.
    -Chyba wiesz, że kozioł ofiarny musiał być niegdyś stworzeniem bez skazy.
    Niektóre ludy nawet teraz zwracają uwagę na idealny kształt rogów, lśniącą
    sierść, niedopuszczalne jest aby miał zeza. Niestety, w naszej kulturze, kozioł
    ofiarny stał się marną kreaturą, worem bokserskim, wielbłądem dźwigającym obce
    grzechy, popychadłem, i pomimo że jest nieszczęśnikiem, większość nim gardzi.
    Nastawiłem uszu, gdyż miałem wrażenie, że zapowiada się ciekawy wykład, ale
    staruszek, jak gdyby nigdy nic, zmienił ton głosu na płaczliwo-jękliwy.
    -Lecz biada, po stokroć biada, gdy kozioł ofiarny stanie się czarną owcą.
    Przemyśl to - dorzucił z mocą i momentalnie zapadł w głęboki sen.
    Zdumiony, i upewniwszy się, że oddycha, opuściłem antykwariat na palcach.
    Następnego dnia, prowokując niezliczoną ilość potknięć, starałem się go
    odnaleźć...bezskutecznie.


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 02:20
    Nigdy przedtem nie ...
    23.08.2009 12:06
    ~Krystek fabuloso
    Nigdy przedtem nie był w stanie wyobrazić sobie, że ciemność może być tak czarna i przerażająca. Bał się jej. Bał się jej bardziej niż czegokolwiek w życiu. Śmieszne....w życiu! O ile jeszcze je miał. Na razie wiedział tylko, że jest. Jak? Gdzie? Dlaczego? Coś huczało dziwnym rytmem, coraz potężniej. Uporczywie. Otaczało go ze wszystkich stron, zdawało się potrząsać całym jego ciałem. Ciało! Rytm rozszalał się nagle drobnym, chaotycznym pukaniem....i nie do wytrzymania w momencie, gdy zrozumiał, że słyszy własne serce. Wstrzymał oddech, chciał się wsłuchać, rozpoznać, umiejscowić.....Niemożliwe! Spokojnie. Uspokój się, idioto, już lepiej, już dobrze. Oczy! Mam chyba otwarte..nie wiem...o Boże....nie wiem. I to dudnienie...to nie we mnie! Niemożliwe! Tak nie wali ludzkie serce, to gdzieś obok. Gdzie!? Żeby chociaż iskierka, choć trochę światła...bach, bach, bach. Bach! Wołanie z daleka. Skąd? Poczuł niezmierne wzruszenie, wręcz paraliżującą wdzięczność, że gdzieś coś jest, jakiś inny dźwięk oprócz tego duszącego dudnienia.....I w tym momencie zobaczył czerwoną plamę. Zbliżała się z przerażającą szybkością, roztrzepotana szaleńczym pulsem. Chciał uciekać, zamknąć oczy....nie wiedział, czy je ma . Plama zmieniła barwę rozszczepiając się nagle w srebrzyście rozedrgane smugi, pomykające w zawrotnym tempie donikąd. Był oszołomiony, opanowały go, niemożliwe do umiejscowienia, mdłości.
    Adasiu, Adasiuuuu....dawno zapomniany głos, pełen trwogi i czułości, był tuż, tuż i nie do końca, gdyż w tej samej sekundzie przytłumiła go istna kakofonia nieprawdopodobnych dźwięków; krzyki i szepty, śmiech i kwilenie dziecka, ujadanie psa, niepohamowany, pełen straszliwej rozpaczy szloch, przejmujący jęk cierpienia i idiotyczny bełkot pijackiej kłótni. Chyba oszalał! Boże...spomiędzy zamglonego światła jednej ze smug wyłoniła się, wymachująca laską, skurczona postać starca, twarz wykrzywiona makabrycznym grymasem, strasząca żółtobrązową resztką zębów....gdzieś już ją widział . Gdzie? Kiedy!? Nie mógł sobie przypomnieć zafascynowany nowym obrazem...samego siebie...miał wtedy osiem lat, pierwszy prawdziwy garnitur, Pierwsza Komunia, wielki tort, którym musiał się ze wszystkimi podzielić, pomimo że był to jego dzień....teraz frunął ku niemu na kryształowym talerzu, wspaniały, nienaruszony, niezapomniany różowy krem...a tuż za nim, mrużąc oczy, z tym swoim niepowtarzalnym uśmiechem i stukając obcasami, Anna....nigdy potem nikogo tak nie kochał. Nie odchodź, Anno. Zostań! Nie chcesz!...Widział wszystko na raz i z osobna, był obok i wśród wszystkiego....jednocześnie; jechał na drabiniastym wozie pełnym wonnego siana, deptał, pełen bezsilnej rozpaczy, odznaczenie za ratowanie kolegi...bezskuteczne, czuł pod stopami rozgrzany piasek tunezyjskiej plaży, wyjtąkowy smak pierwszego pocałunku, przypalał schabowego na patelni... a tu - dzwoni telefon...acha, Jacek się urodził....no, gdzie ta koszula, do diabła, spóźnię się do pracy....Nie odchodź, Anno, proszę. Wyciągnął rękę, aby odnaleźć, zatrzymać jej cień, gdzieś pomiędzy ośnieżonymi szczytami gór i przeraźliwie miauczącym, rudym kotem. Bach, bach, bach! Wyciągnął rękę....rzeczywiście ją wyciągnął....czuł ją i był to ból nie do opisania, i wiedział, że dzikie, nieludzkie wycie, które w tym samym momencie usłyszał, to jego własny głos. Boże! Wiem, wiem wszystko, to już koniec, nigdy mnie tu nie znajdą....za głęboko! Muszę!...chociaż trochę światła...nie mogę odejść w ciemność, zawsze się jej bałem!... Miał w kieszeni zapalniczkę. Wydłubał ją z lepkiej, jeszcze pulsującej miazgi swojej własnej nogi, oszalały z bólu, półprzytomny...Szybko, szybko...dłużej nie wytrzymam....metan...co tam...byle szybciej....muszę nacisnąć!
    Nawet nie zdążył zobaczyć światła.....

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 02:24
    Czy koniecznie trzeba zabierać zdanie w sprawie ...
    26.08.2009 13:27
    ~Krystek fabuloso
    Czy koniecznie trzeba zabierać zdanie w sprawie nieporozumień miedzy paroma
    osobami?
    Nieporozumień, które nie każdemu objawiają się z taką samą siłą?
    A może doświadczenie pewnych osób skłania ich raczej, aby popatrzeć na wszystko
    z przymrużeniem oka?

    Chłystek, siedząc na swojej ławeczce, pociągnął spory łyk miodnego napitku,
    ziewnął szeroko i oparłszy się o pień akacji, wsłuchał się w szelest opadającego
    kwiecia i kwilenie, śmigających po błękicie nieba, jaskółek.
    Spokój był wokół i spokój był w jego duszy.
    I dobrze mu w tym było smile
    ....tym bardziej, że udało mu się tego dnia dorwać do słoika z przednimi,
    kiszonymi ogórkami...a takich nie miał okazji próbować już od lat kilku smile

    Konfidencjuszu - Na pewno doczekasz się następnego postu Nutelli. Znam ja
    dobrze, jest to osoba wyjątkowo
    pracowita i skłonna dzielić się dobrym ze wszystkimismile
    Nie wiem natomiast czy pojawi się AL, dlatego pozwolę
    sobie wkleić jeden z jej wierszy,
    który z niemałym trudem udało mi się wyszperać z czeluści
    internetu

    Rześki świt mnie woła ,
    cykanie zegara,
    jeszcze słyszę w sobie
    nikły blues kochania,
    jeszcze szept rozmyty,
    pocałunków ślady
    i dotyk na skórze...
    ach, ja już się budzę.
    Szukam twego ciepła
    wszędzie, gdzie być może,
    w faldach prześcieradła,
    w breloku na stole,
    w niedopitej kawie,
    wilgoci ręcznika,
    rzuconej koszuli....
    twoja nieobecność
    tak bardzo mnie boli.
    I rękę wyciągam
    w pogoni cienia,
    i błądzę w tęsknocie
    twojego imienia.

    AL

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 02:25
    Trzymasz kurczowo wędrujący piasek ...
    30.08.2009 17:37
    ~Krystek fabuloso

    Trzymasz kurczowo
    wędrujący piasek wydm
    i ułudne cienie
    szaroburych słów.
    Spójrz,
    ogniem nowego
    widnokrąg się płoni,
    nadzieją naznacza
    świtanie,
    bezwzględność ciosu,
    nieskończoność pocałunku
    w litanii słów zaklętego wieczoru,
    bezbrzeżność dziecięcego uśmiechu
    i zagasłą żałobę
    niewolniczej łzy.
    Spójrz, rozpoznaj
    ....i zaistniej wszędzie

    Takie to słowa odnalazł Chłystek....na pergaminie spisane, cierniem do drzewa
    jego podakacyjnej ławeczki przykute.
    Przeczytał je raz i drugi...potem raz jeszcze. I prawdę powiedziawszy, nie
    potrafił sobie wyobrazić, że myśli te do niego były kierowane - jako że nosił je
    w sobie już od zawsze.smile

    Może były to porady dla przypadkowych przechodniów, aby im uświadomić, że spacer
    po tęczy tylko wtedy jest piękny, gdy jeszcze przed pierwszym krokiem zrzuci się
    z siebie kamienny garb smile

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 02:29
    Lubie zachodzić do pustych kościołów. Zasiadam gdzieś z ...
    31.08.2009 22:01
    ~Krystek fabuloso
    Lubie zachodzić do pustych kościołów. Zasiadam gdzieś z boku, niewidoczny w
    półmroku, zamykam oczy i wsłuchuję się...nie tylko w dźwięki. Dzisiaj jednak
    było ich sporo. Chór w ukraińskim kościele powtarzał, zda się w nieskończonym
    pomruku, gregoriańskie pieśni, wibrowało powietrze, kurz w nim zawarty i
    wypolerowane starością ławki.

    Hospody pomyłujtie...Hospody pomyyyyyyyyłujtie
    huczały glosy

    Hospody pomyłujtie...Hospody pomyyyyyyyyłujtie.

    Nie wiem dlaczego, ale dźwięk tych słów wręcz przeniósł mnie w inne wymiary. Być
    może dlatego właśnie lubię puste kościoły, gdzie szczególne echo pozwala
    pozbierać myśli i spojrzeć inaczej na sprawy dziejące się poza ich ciężkimi
    drzwiami.
    Zasiadłem przed komputerem, przeczytałem, gregoriański pomruk ciągle w uszach
    brzmiący...ale już na na inną melodię i w słowie inny...

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 02:31
    Sobota była niezwykłym dniem dla Roberta, musiał podjąć ...
    07.09.2009 19:09
    ~Krystek fabuloso
    Sobota była niezwykłym dniem dla Roberta, musiał podjąć ważną decyzję, a
    podejmowanie decyzji przychodzi mu wyjątkowo opornie. Może wydać to się komuś
    śmieszne, ale w mieszkaniu, już od zawsze, znikały łyżeczki. Były czasy, gdy
    kupowano ich po dziesięć miesięcznie, a nawet więcej, po najwyżej dwóch
    tygodniach przepadały bez śladu. Podczas ciężkiej i niezręcznej dyskusji
    postanowiliśmy, że każdy zostanie dumnym właścicielem swojego prywatnego,
    osobistego, rozpoznawalnego, pięknego zestawu sztućców. Sprawę czasami tylko
    znikających talerzy chwilowo pozostawiliśmy w zawieszeniu. Już samo poszukiwanie
    odpowiedniego sklepu było dla Roberta wyprawą w nieznane i wzbudziło gwałtowną
    niechęć. "Do takich pomieszczeń, ciasnych, bez przewiewu, po co to i na co, a
    tak w ogóle to bez potrzeby, i dlaczego teraz...to on wchodzić nie ma zamiaru".
    Parokrotnie chciał wracać, ale że nie posiada zmysłu orientacji, kończyło się to
    na parokrotnym okręceniu na pięcie, parokrotnym pociągnięciem nosem i
    parokrotnym powtórzeniu ho, ho, ho - po czym szedł dalej człapiąc potulnie
    czerwonymi butami. Asortyment paru sklepów nie przypadł mu do gustu, przechodził
    obojętnie obok wystawowych okien, aby w pewnym momencie, z natchnionym wyrazem
    twarzy, wkroczyć do najdroższego. Całe szczęście, że na promocyjnym stoliku
    leżały, kusząco błyszczące polerowanym metalem, pojedyncze egzemplarze.
    Przystępna cena, doskonały, nierdzewny materiał, efektowny kształt i wybór
    okazał się zupełnie łatwy. Jedynie co do noża mieliśmy odmienne zdanie. Razem z
    pozostałymi sztućcami tworzył komplet, lecz Robert uznał, że wcale go nie
    potrzebuje, w ogóle nie lubi noży, a w razie czego może pożyczyć od kolegi. Po
    półgodzinnym roztrząsaniu problemu zgodził się go nareszcie kupić, ale w tym
    samym momencie opuściła go też dotychczasowa "koncentracja", rozejrzał się
    dookoła i z miną zdecydowanego na najdroższy i najbardziej szalony zakup,
    rozpoczął wędrówkę pomiędzy elegancko podświetlonymi witrynami, tuż za nim
    podążała strwożona ekspedientka. Początkowo starała się podpowiedzieć jemu jego
    własne życzenia, ale widząc brak reakcji, śledziła tylko z coraz większym
    przerażeniem jego niezdarne ręce przesuwające drogie szkła po to tylko, aby
    dotknąć jakaś wyjątkowo błyszczącą łyżkę lub ciekawy, acz kruchy bibelot.
    Pobrzękiwał przy tym pękiem wielkich kluczy, mamrotał coraz głośniej:
    "Interesujące, ciekawe, widziałem takie w katalogu, i te słoiczki, tak,
    słoiczki??, szkoda, że nie mają czerwonych nakrętek, szklanki muszą stać równo,
    w równym rządku, solniczka trochę z boku, hmm, potrzebuję taką, i cukierniczkę
    też, kto by to powiedział, a dzień dosyć chłodny, powietrze świeże, kurze trzeba
    przetrzeć, widać pod światło, hmm, hmm, to takie niehigieniczne, nooo trzeba się
    zastanowić nad ptakami". Ekspedientka, widząc moje uspokajające spojrzenie,
    cofnęła się nieco, lecz jej, jakby przylepiony do twarzy, uśmiech stał się
    jeszcze bardziej bezradny. Ta wędrówka miedzy witrynami była nużąca także i dla
    mnie, ale Robert zawsze musi zakończyć to, co rozpoczął, wszelkie próby
    odwrócenia uwagi są bezskuteczne. A jednak zdarzają się. Odezwała się komórka.
    To Wilma domagała się naszego powrotu twierdząc, że jej włosy bardzo już za mną
    tęsknią, a poza tym muszę koniecznie zobaczyć, jak zupełnie sama pójdzie do
    parku po przeciwnej stronie ulicy. Robert przechylił nieco głowę, złożył wargi
    jak do pocałunku i błądząc wzrokiem gdzieś po suficie zaśmiał się swoim; ho, ho,
    ho, yhy. Był to znak, że możemy wracać. Szedł obok mnie ściskając w jednej ręce
    torebkę ze sztućcami, drugą potrząsał pękiem kluczy, zadowolony, zasłuchany w
    człapiący dźwięk swoich czerwonych butów i z uśmiechem dziecka zapatrzony w
    swój, niedostępny innym, świat autysty.
    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 02:32
    Jak przewidywałem, świeżo zakupione sztućce Roberta ...
    11.09.2009 12:54
    ~Krystek fabuloso
    Jak przewidywałem, świeżo zakupione sztućce Roberta podzieliły los jego innych
    skarbów. Przechowuje je w wysokim słoiczku ustawionym na nocnym stoliku i to w
    taki sposób, że pierwsze spojrzenie, tuż po przebudzeniu, pada na ich
    wypolerowany metal. Nie wiem jak długo będzie się nimi cieszył. Być może już w
    następnym miesiącu znikną w hałdzie jego zbiorów, gdzieś pomiędzy oknem a
    jedyną, wąską i w miarę pustą ścieżyną w jego pokoju.....jakoś musi się
    przedrzeć do łazienki.
    W dalszym ciągu miesza swoja poranną kawę wykrzywionym widelcem i narzeka na
    znikające łyżeczki....

    smile

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 02:35
    Czy ktoś z Was oglądał film "Rocky Horror Picture Show"? ...
    14.09.2009 16:24
    ~Krystek fabuloso
    Czy ktoś z Was oglądał film "Rocky Horror Picture Show"? Albo musical, na żywo?
    Widziałem jedno i drugie, już bardzo dawno, ale żadne nie wzbudziło we mnie
    takich emocji, jak zaledwie cztery fragmenty koronujące wspaniały, sobotni
    festyn. Od pierwszego momentu atmosfera była wyjątkowa; dowcipne, krótkie
    przemówienia (tylko to, co ma znaczenie, nic ponad to), kolorowy, fantastycznie
    zróżnicowany bufet (Wilma pozostała jednak wierna swoim ulubionym potrawom i
    dopiero po spożyciu potrójnej porcji kurczaka tudzież dwóch sporych kawałków
    pizzy z tuńczykiem, mogła już spokojnie zasiąść nad sześcioma kulkami
    czekoladowych, w malinowym sosie pływających,lodów), podgrzewający ducha zabawy,
    wyśmienity zespól rockowo-folklorystyczny i bajeczne fajerwerki. Naokoło
    słyszałem radosne przytupywania, pełne zachwytu siorbanie coca-coli, fanty i
    cappuccino, zawzięte chrupanie różnosmakowych chipsów i pikantnych orzeszków,
    czasami zaskrzypiał wózek inwalidzki, ale jakby inaczej...wesoło, chwilami ktoś
    wyjątkowo odważny wskakiwał na scenę i wykrzykiwał z dumą parę nierytmicznych,
    nieskładnych dźwięków. Robiło się coraz głośniej, powoli zaczynała się "praca w
    podgrupach", lecz w tym samym momencie operator przyciemnił światła, jedynie
    długi balkon na jednej ze ścian tonął w seledynowo-fosforycznych blaskach. Na
    tego rodzaju scenę wyskoczył Dr.Frank N.Furter, wysoki, szczupły, w czarnych
    siatkowych pończochach i krótkiej, obszytej cekinami, spódniczce. Na widok jego
    "uwodzicielskich" ruchów i przesadnie krwistego makijażu publiczność zawyła z
    uciechy. Radość wzrosła jeszcze, gdy minutę potem dołączyły do jego tańca trzy
    następne osoby, w tym niezaprzeczalna gwiazda wieczoru - Michał, kolega Wilmy,
    mały człowieczek z fryzurą a la Kryszak. Jednakże nie tylko tym się wyróżniał.
    Ubrany w obcisłe pantalonki-biodrówki, nad którymi chwiał się
    rozłożysto-wypukły, nagi brzuch, minikamizelkę i frak o spływających aż do pięt
    połach, ruszał się w takt muzyki tak niezwykle, z tak nieprawdopodobnym
    wdziękiem, a jednocześnie tak komicznie, że po twarzach widzów popłynęły łzy. A
    on, jakby jeszcze tego było mało, wykonał brawurowy taniec brzucha, po czym
    gestem co najmniej Fredy Quina, rzucił w rozwrzeszczany tłum kamizeleczkę i
    wyrwany z pępka, pozłocisty kolczyk. Wiwatom nie było końca, i nawet ja sam
    zdumiałem się dzikimi dźwiękami, o które nigdy przedtem nie podejrzewałem mojego
    gardła. Nie dane nam było ochłonąć. Z cienia wyskoczył zespól bębniarzy. O yeh,
    o yeh...widzowie rozkołysali się w jednym, wspólnym, wszystko łączącym
    prarytmie. Gdzieś za moimi plecami usłyszałem rozradowane ho, ho, ho, yhy.
    Robert śmiał się głośno, jak zwykle częściowo w swoim świecie, jak zwykle
    spoglądając na coś powyżej sufitu, powyżej nieba i świata. Był szczęśliwy.
    Takich wspaniałości na pewno się nie spodziewał....wszyscy bębniarze ubrani byli
    na czerwono.
    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 02:37
    Bardzo, bardzo dawno temu, gdy sporo niemowląt miało ...
    23.09.2009 08:34
    ~Krystek fabuloso
    Bardzo, bardzo dawno temu, gdy sporo niemowląt miało zwyczaj przychodzić na
    świat w czepku, a przynajmniej jedno na sto tysięcy ze złotą łyżeczką w buzi,
    nikt się nie dziwił, że opuszczone przez sowy dziuple, zajmowane były
    natychmiast przez emerytowane wiedźmy, a plemię wodnika podtrzymywało wiekową
    tradycję i przeganiając mrozy przeraźliwym dźwiękiem wierzbowych fujarek,
    wywoływało wiosenne roztopy. Świat był wtedy jeszcze w powijakach i prosty jak
    drut, porządek dnia dyktowało słońce, rozkazy ojców i pianie koguta, i nikt
    nawet nie podejrzewał, że mogłoby to kiedykolwiek ulec zmianie. Aż do tego
    szczególnego dnia, gdy Sobierad przemoczył nogi podczas wyjątkowo obfitych
    roztopów, dostał katar i pomiędzy kolejnymi, potężnymi jak z miecha kichami,
    doznał olśnienia."Do diaska" - zawołał sam do siebie - zbuduje to coś!"
    Oczywiście nie powiedzial co, ponieważ dla tego czegoś nie istniała jeszcze
    nazwa. Dopiero po kilku dniach pracy w pocie czoła, rąbania, przycinania i
    walenia młotem, stanął naprzeciw swojego dzieła i opierając się ciężko na
    drzewcu topora wykrzyczał uroczyście na bory i lasy: "Ta rzecz ma w sobie coś!"
    Po chwili namysłu odrzucił "rzecz" i "w sobie coś" i ogłosił tonem odkrywcy;
    "ta-ma, tama!" I stało się, że za przyczyną jego wynalazku, wiosenne roztopy
    przesunęły się na pole sąsiada Swarlika, który jak przystało na właściciela
    takiego imienia natychmiast rozpoczął swary. Bardzo skuteczne, gdyż poparła go
    cała osada, nie mówiąc o plemieniu wodnika, które od tej pory zakłócało noce nie
    tylko grą na fujarkach, ale i wyjątkowo nieapetycznymi dźwiękami, ubijanego
    drewnianymi kijankami, błota. Sobierad okazał się okropnym uparciuchem, nie
    ustępował i pilnował swojej tamy z narażeniem życia, nie ugiął się pod
    abrakadabrami emerytowanych wiedźm, ani przed atakiem latających ryb i śmiał się
    głośno z mających wyprowadzić go na manowce błędnych ogników. Być może opadłby w
    końcu z sił, być może poddałby się wdziękom zalotnych rusałek....gdyby nie
    rzepa. Zmarniała na wszystkich okolicznych polach, a widmo głodu nachalnie
    zajrzało w oczy sąsiadów. Tylko na jego ziemiach wybujała niebywale, tak wielka,
    że nikt ze śmiertelników czegoś takiego nigdy nie widział. Jako pierwszy zaczął
    go poklepywać po plecach Swarlik, a wynagrodzony kopczykiem dorodnej rzepy,
    poprzysiągł mu braterstwo krwi na wieki i rękę najmłodszej córki, na co Sobierad
    jednak nie przystał, gdyż jak wieść niosła mówiła przez sen i z racji zeza
    spoglądała nie wiadomo gdzie. Nie potrzebował też już pilnować swojej tamy,
    robili to za niego inni, nawet z większym narażeniem życia niż on sam i z
    większym zacietrzewieniem.
    A po rzepę ustawiała się coraz dłuższa kolejka. Nikt nie chciał zrezygnować z
    jej zalet, właściwości dawania zdrowia, siły przetrwania i smaku. I każdy dawał
    za to co miał najcenniejszego. Piwnica Sobierada pękała w szwach. Czego tam nie
    było; dzidy z najtwardszego drzewa, topory z najprzedniejszego krzemienia, jaja
    przepiórek, gliniane dzbany pełne topionego sadła, suszona ryba, pęki rzemieni i
    lisich ogonów, zdarzały się nawet suchary z importu z pobliskiej Kniei. Sobierad
    stał się sławny i bardzo bogaty, wszyscy byli na jego usługach, wykonywali każdy
    rozkaz. W ten to sposób, przy pomocy innych, wykurzył z lasu wiedźmy, które
    pozbawione wygodnych dziupli marniały powoli w przytułku dla czarownic, gdzieś
    za siódmą górą. Ciężkiego losu doznało także plemię wodnika. Początkowo zdumione
    obrotem sprawy, później coraz to bardziej ciche, słabe, odzielenione... aż
    pozostał po nich tylko dźwięk w wierzbowych fujarkach.
    A w pokoleniu Sobierada zaczęły się rodzić dzieci ze złotą łyżeczką w buzi i tak
    trwa po dzień dzisiejszy.
    Ponoć Paris Hilton prawie się taką łyżeczką podczas porodu udławiła.

    Chłystek natomiast, zakrztusił się ze śmiechu...czasami, ot tak sobie bajdurzył.
    I postanowił wybrać się na długi spacer po Lesie, aby być może usłyszeć kojący
    szmer Zawijaska smile


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 02:37
    Uwierz, snem nędzarza odliczałem noce, ...
    25.09.2009 10:26
    ~Krystek fabuloso
    Uwierz,
    snem nędzarza
    odliczałem noce,
    trwałem w samotności
    bliźniaczych godzin
    i niewoli złudnych wartości,
    bezwolny, zagubiony w sobie,
    proch z prochu,
    i już bez światłości,
    aż do cudu
    tej upojnej chwili,
    gdy wieczność ujrzałem
    w dotyku białej lilii,
    i gdy miłość
    w nieskończoności pocałunku
    się zapomniała
    i wygrała
    życie.....

    Spokojnych dni wrześniowych i najdziejnych myśli....wszystkim smile smile smile


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 02:39
    Witaj Nutello...po przerwie, która wiekiem prawie się ...
    04.10.2009 08:55
    ~Krystek fabuloso
    Witaj Nutello...po przerwie, która wiekiem prawie się okazała wink
    I nie wiem, czymże bardziej się delektować; słodkością Twego imienia, czy
    brawurowo tłumaczonym słowem...

    Melasa, miód akacjowy,
    nutella,
    batonik czekoladowy,
    kruche ciasteczko,
    orzeszek,
    pralinka,
    słodka landrynka,
    ach....jak ja to lubię.....smile

    .....to tak, aby trochę zabawnie byłosmile smile
    Niedzielne pozdrowienia dla wszystkich smile

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 02:40
    Obierał jabłko małym, ostrym nożykiem i z zapartym ...
    07.10.2009 11:42
    ~Krystek fabuloso
    Obierał jabłko małym, ostrym nożykiem i z zapartym oddechem śledził coraz
    dłuższą, miękkimi splotami układającą się na talerzu, strużynkę. Była wiotka i
    tak niewiarygodnie cienka, że w każdym, następnym ułamku sekundy mogła się
    zerwać, chociażby pod wpływem własnego, nijakiego ciężaru, nie mówiąc o
    najmniejszym, nieopacznym ruchu. Nie pękała jednak, wydłużała się, prawie
    niewidoczna, półprzejrzysta i radowała jego oczy swoją subtelnością pajęczej
    nici. Musiał jednak przyznać, że tego dnia wyjątkowo dobrze mu się pracowało, a
    i jabłka były niezwykłe; nie za duże, nie za małe, przyjemnie leżały w jego
    ciepłej, lekko wilgotnej dłoni, żółtorumiane i wypolerowane do błysku - takie
    lubił najbardziej. Nieważny był smak i zapach, i tak nie potrafiłby nic na ten
    temat powiedzieć, liczyły się tylko właściwości skórki. Musiała być średnio
    miękka, elastyczna i nie za gruba, tylko wtedy mógł ją ciąć na wypracowaną od
    lat szerokość. Wiedział też w międzyczasie, że wiele zależało od pory roku.
    Najlepsza była późna jesień, najgorsza wiosna - wtedy cierpiał; oczy łzawiły z
    natężenia, bolał napięty kark i nadgarstek, monstrualnie puchły, nieustannie
    nagryzane do krwi, wargi, a gorycz antyseptycznej maści doprowadzała go do
    mdłości. Krążył po pokoju niespokojnym truchtem uwięzionego zwierzęcia, kurczowo
    ściskał w spoconej dłoni swój mały nożyk i był najzwyczajniej w świecie
    wściekły, tak wściekły, że chwilami padał na podłogę i walił w nią z całych sił
    nogami, jego ciężkie, ortopedyczne buty huczały w dzikim rytmie na parkiecie.
    Podnosił się jednak, skulony i przyczajony doskakiwał do jabłka i docinał
    skórkę niezauważalnym dla nikogo ruchem. Tak jednak było wiosną, a teraz jesień
    za oknem sypała żółtym liściem, czego zresztą nie zauważał, i jabłka zachęcały
    swoimi właściwościami do wydajnej, idealnej pracy. Ogarnął go jakiś bliżej
    niedookreślony stan podniecenia, instynktownie wyczuwał, że w tym dniu może się
    wyjątkowo wykazać, strużynka nie mieściła się już na talerzu, a przecież na
    jabłku pozostało jeszcze sporo do obierania. Zmrużył oczy i prawie na bezdechu
    sięgnął po lupę, gdyż w tak wyjątkowym momencie musiał sprawdzić, czy nie
    popełnił błędu i czy dalej może pracować we właściwym sobie tempie. Zamarł z
    przerażenia. Szkło powiększające nie kłamało. Na skórce, milimetr dalej,
    bezlitośnie kpiło z niego maleńkie wklęśniecie, czegoś takiego nie sposób było
    ominąć...
    Osłupiały, odłożył nożyk na bok, jak uderzenie młotem potrząsnął nim nagły ból,
    nie do wytrzymania. Podniósł ręce na wysokość głowy i trzepocząc nimi gwałtownie
    zaczął wyć, wrzeszczeć, jęczeć, zatoczył się na ścianę, kopnął ją, potem jeszcze
    i jeszcze raz, aż do utraty tchu.
    Rzucił się do misek z obranymi jabłkami. Niektóre stały już tak od paru dni,
    zbrązowiałe, pokryte pleśnią i warstwą spęczniałych muszek....strącił je na
    parkiet i depcząc zawzięcie wył nadal, i pruł nożem rękawy bluzy i nogawki
    poplamionych spodni.
    Opadł na kolana. Pod krzesłem leżało dorodne jabłko. Błyskało do niego jasnym
    rumieńcem, zapraszało. Już z tej odległości rozpoznał, że było wyjątkowe,
    doczołgał się do niego poprzez kałużę skisłej, brązowej papki i dusząc łzy na
    rozjaśnionej już tkliwym uśmiechem twarzy uniósł je drżącą dłonią pod światło.

    Chłystek jeszcze raz zerknął w swój kalejdoskop zdarzeń i zobaczył w nim
    powielony w nieskończoność ciąg dni, misy z jabłkami - obranymi i nie - sterty
    strużyn, starannie wysuszonych, starych, rozsypujących się w pył pod dotknięciem
    ręki. Zobaczył połamane noże, kolejne pary schodzonych ortopedycznych butów,
    trzy porcje tabletek i chmary, w słodkawym powietrzu, unoszących się muszek....i
    odnalazł sens życia tam, gdzie nikt inny by go nie szukał.


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 02:41
    Chłystek obserwował mimikę twarzy siedzącej naprzeciwko ...
    17.10.2009 18:44
    ~Krystek fabuloso
    Chłystek obserwował mimikę twarzy siedzącej naprzeciwko kobiety. Nie potrafił
    określić jej wieku, kilka zmarszczek i bruzdek dodawały jej powagi, lecz
    błyszczące, rozmarzone oczy i tajemnica w jej spojrzeniu zdradzały, że mieszkała
    w niej wiecznie młoda dusza. Opowiadała z przejęciem, ciągle jeszcze oszołomiona
    przeżytym.
    To był niezwykły sen, jeden z tych, co powtarzają się natrętnie każdej nocy i
    nakazują zastanowić się i szukać. Jasna, świetlista postać ogłosiła całemu
    światu, że zginie on, zapadnie się w czarnej czeluści wszechświata jeżeli nie
    znajdzie się chociażby jeden człowiek, który wypowie trzy najwspanialsze słowa.
    Nikt, ale to nikt zdawał się ich nie znać...może zostały zapomniane? Gwiazdy po
    kolei gasły na niebie, zapadły ciemności, ziemia, uciekając spod stóp, dygotała
    w ostatnich konwulsjach, płacz, lament, okrzyki przerażenia. Wszyscy na świecie,
    chwytając się za ręce, połączyli się w jedno, i w tym momencie beznadziei, tak,
    jakby zmusiło mnie coś do krzyku, pełna jakiegoś nieziemskiego uniesienia
    zawołałam; miłość, wiara, nadzieja! I stało się światło! I wszystko było jak
    zawsze. Chłystku, wiesz kim jestem, zawsze potrafiłam zrozumieć moje niezwykłe
    sny, ale ten nie dawał mi spokoju. Szukałam odpowiedzi i nikt nie był w stanie
    mi jej udzielić. Pobiegłam nawet do klasztoru franciszkanów, ale oprócz paru
    sloganów nie dowiedziałam się nic godnego uwagi. Czy myślisz, że do czegoś mnie
    wybrano, czy jest to wskazówka, że los wyznaczył mi jakaś specjalną misję do
    spełnienia?
    Chłystek zaśmiał się cicho, lecz w jego spojrzeniu nie było kpiny, wręcz
    przeciwnie, spoglądał na kobietę niemal z tkliwością, niemal tak, jak spoglądał
    na pastelowy poblask, wirującego w powietrzu, pyłu motylich skrzydełek. Zerknął
    w swój kalejdoskop.
    Misja? Cóż za wielkie słowo. Każdy z nas jest istotny i nikt nie jest w stanie
    powiedzieć kto ważniejsze piętno na życiu odciśnie. Widzę w zdarzeniach tak
    wiele. Spójrz, oto Sorellina opowiada o kocie-uzdrowicielu, Alutka, niczym
    Alicja z Krainy Czarów wychodzi spoza zwierciadła z naręczem pełnym poezji,
    Mirka pochyla się nad główką pierwszoklasisty, Klara wypisuje receptę. Oto
    Krzyś, niczym worożycha z fusów, odczytuje głos wieczności z okruchów pękniętego
    kryształu, dowcipy sypią się z rękawa Łowcy, a w Lesie pobrzmiewa srebrzysty
    śmiech Julenki. Co da ludzkości lewatywa Wściekłego, jakim podarunkiem okaże się
    czyjeś jedno, jedyne, łaknącemu ofiarowane, dobre słowo? Czy mój śmiech, zgodnie
    z efektem motyla, wywoła taką lawinę zdarzeń, iż na końcu wstrząśnie posadami
    świata i być może uratuje miliony istnień? Kto jest ważniejszy; ty, ja, czy może
    tancerka z podrzędnego lokalu? Otóż powiem tobie....wszyscy jednako. Misja?
    Wszyscy mamy misję...aby żyć prawdziwie.

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 02:42
    Mgły jesienne, dymnymi zjawami błądzą po wrzosowiskach i ...
    24.10.2009 13:18
    ~Krystek fabuloso
    Mgły jesienne,
    dymnymi zjawami
    błądzą po wrzosowiskach
    i tumanami bieli
    w kielichach dolin falują,
    wśród drzew
    woalem miękkim się snują,
    czasami liść
    chłodem ruszony
    ziemia przygarnie,
    by w niej uwięziony
    wyzwolił zieleń jutra,
    a gdy gęsi puch
    rozłopotane powietrze
    zaprószy,
    czujesz,
    wiedzieć musisz,
    że to pożegnanie.

    Pięknego weekendusmile...Chłystek na trzytygodniowy urlop się wybierasmile

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 02:43
    Kroczyć śladem przebrzmiałego dźwięku ...
    13.11.2009 11:06
    ~Krystek fabuloso
    Kroczyć śladem
    przebrzmiałego dźwięku
    staromodnego pianina,
    wspominać,
    przepleść stare i nowe,
    stanąć w cieniu
    dobrego drzewa
    tam, gdzie jemioła
    szczęściem posypuje głowę,
    zgasić łzę,
    co po policzku
    ciepłą słodyczą płynie
    i oddech wstrzymać rozełkany,
    dziecinny,
    czysty,
    tak jak niegdyś,
    niezapomniany,
    tęsknotę ukoić,
    klęcząc niemal
    u źródła ciągle będącego czasu

    ....bo Chłystek z urlopu powrócił i ciągle jeszcze otrząsnąć się nie może z
    cudownych zawirowań w jakie popadła jego dusza

    Dobrego dnia Wszystkimsmile smile smile

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 02:44
    Brzęk kamuszków w manierce, a znojna kropla roztapia się w ...
    17.11.2009 10:12
    ~Krystek fabuloso
    Brzęk kamuszków w manierce,
    a znojna kropla
    roztapia się
    w dźwięku ślepego naboju
    i domniemaniem
    swojego istnienia
    wyznacza szlak
    rozkwitłej łaski...

    ....o tym rozmyśla sobie ostatnio Chłystek i nawet nie zdążył zauważyć, że
    kwiaty akacji nie pachną już tak słodko.

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 02:45
    Zawsze zbierali kamienie, obojętnie jakie; małe i większe, ...
    27.11.2009 13:34
    ~Krystek fabuloso
    Zawsze zbierali kamienie, obojętnie jakie; małe i większe, gładkie i chropowate,
    przywozili je z miejscowości i krain, które przemierzali trzymając się za ręce,
    zawsze razem, zapatrzeni w świat i w siebie. Jeszcze po latach mógł ze
    szczegółami opowiedzieć kiedy i dlaczego podniósł właśnie ten, a nie inny kamyk
    i jak w tamtej chwili spoglądała na niego Anna. Czekała spokojnie, aż do momentu
    gdy, już oczyszczonego z piasku, podsuwał go ku niej na swojej silnej,
    spracowanej dłoni, mrużyła oczy i kiwając potakująco głową śmiała się do niego
    bezgłośnie, jak uszczęśliwione podarunkiem dziecko. Bywało, że w takich
    momentach wstrzymywał oddech i dziwny ból wędrował mu wokół serca; pełen
    wzruszenia i trwogi, że ta chwila, tak niezwykła, zaraz się skończy. Jej ciepły
    głos przywracał go rzeczywistości, ujmował delikatnie jej palce i zaciskał je na
    kamieniu, to ona trzymała ich wspólny los, wszystkie radości życia, bez niej nic
    nie miało sensu.
    Wyszperał z pudełka postrzępiony kawałek skałki z chorwackiego wybrzeża. Pod
    palcami wyczuł, zrośniętą z nią już na zawsze, kremową muszelkę, jeszcze teraz
    słoną i wydzielającą nikły zapach rozgrzanych słońcem wodorostów. Zobaczył twarz
    Anny, gdy corocznie, właśnie ten kamień wydobywała, aby położyć go obok
    prezentów pod choinką. Twierdziła, że jest on dla niej dopełnieniem do
    wszystkiego pięknego. Rozumiał to dobrze, w Chorwacji spędzili, spóźniony o
    dziesięć lat, miodowy miesiąc .
    Jego ręka zadrżała na grudce lawy (a może zwykłego asfaltu) znalezionej gdzieś u
    podnóży Wezuwiusza. Anna złamała nogę ześlizgując się w uliczną koleinę
    falującej upałem Pompei. Długo potem utykała, gdyż złamanie okazało się
    skomplikowane, ale zawsze zaznaczała, iż każdy krok budzi w niej wspomnienie
    zapachu fig, zamazaną farbę adresów na ścianach ruin, wzburzone morze i to, że
    byli tam razem.
    Był też nieregularny pierścień z różowawego piaskowca. Siedząc w bodedze, oparci
    o siebie plecami, lali przez otwór czerwone wino i wstrząsani rytmem wściekłego
    flamenco, napawali się czarem ciepłej, śródziemnomorskiej nocy.

    Zamglonym wzrokiem spojrzał na prostokąt kremowego marmuru. Ten miał tylko na
    zdjęciu...i tam...
    Potrząsnął gwałtownie pudełkiem, zapalił świecę i pochylając ją nad kamieniami
    spoglądał na kapiące, woskowe łzy...

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 02:47
    Rozpoznał ja natychmiast, nieomylnie, tylko ona była tym ...
    16.12.2009 09:12
    ~Krystek fabuloso
    Rozpoznał ja natychmiast, nieomylnie, tylko ona była tym niepowtarzalnym, jakby
    we mgle rozsianym, złocistoseledynowym światłem, wyjątkowo łagodnym, pełnym
    ciepła i czułości tak tkliwej, że znieruchomiał i bezgranicznie szczęśliwy
    zatracił się w nim zupełnie.
    Anna podlewała właśnie kwiaty, nad każdym pochylała się jak nad czymś
    wyjątkowym, jedynym, jej światło falowało pomiędzy liśćmi i płatkami
    pieszczotliwie i miękko, obejmowało donice, przenikało ziemię, ożywiało wodę w
    konewce. Seledynowe cienie opalizowały na meblach, znaczyły ślady jej stóp i
    dłoni, aby po dopiero dłuższym czasie rozpływać się w nicość, z wahaniem, jakby
    oczekując na następny dotyk jej obecności. Posuwał się za nią mimowolnie,
    zafascynowany, tak jak niegdyś. I zobaczył ją jak leży na rozgrzanym piasku
    plaży, w tej swojej białej, zwiewnej sukience i zapatrzona w postrzępione
    wiatrem fale poprawia mokre włosy...i nuci jedną z tych swoich
    nieprawdopodobnych, przejmujących melodii. Była śliczna. Była śliczna tak
    bardzo, że patrząc na nią nie mógł ze wzruszenia wypowiedzieć najprostszego
    słowa. Spoglądał tylko, rozpamiętywał nieskazitelny owal jej twarzy, zarys brwi
    i kształt ust, połysk jej skóry. Zawsze wiedziała co myślał i czuł. W takich
    momentach, nie odwracając nawet ku niemu głowy wyciągała rękę i chwytając jego
    serdeczny palec potrząsała nim delikatnie, wyprowadzała go z obezwładniającego
    zachwytu. Odgarniał z jej czoła wilgotne włosy, serce waliło mu w piersi jak
    oszalałe, a on, wdychając subtelny zapach jej perfum, szeptał bezładne,
    niekończące się wyznania.
    Rozstali się na ponad rok pustego życia. Z tego okresu miał tylko wspomnienie
    szarego rytmu dni i tygodni wypełniającego czas miedzy jednym, a drugim jej
    telefonem. Poza tym nic nie miało sensu.
    A potem były już tylko dwa ostatnie, wspólne dni.
    Nigdy nie wyszła za mąż. Czekała. Tego był pewien.
    Podlała nareszcie wszystkie kwiaty, wyprostowała się i lekko pochylając głowę
    zdawała wsłuchiwać się w coś niespodziewanego. Nie wytrzymał i posunął się
    bliżej, przekroczył granice jej światła i bardziej niż kiedykolwiek uświadomił
    sobie jej niezwykłe, oszałamiające piękno. Drgnęła gwałtownie, tak, jakby
    poczuła jego dotyk, oczy wypełniły się nagle nigdy niewypłakanymi łzami. Chciała
    wyszeptać jego imię, poruszyła tylko wargami, po ostatniej operacji przełyku nie
    była w stanie wypowiedzieć nawet najkrótszego słowa. Podeszła do lustra,
    wyciągnęła z włosów podtrzymujący je grzebyk i ze zdziwieniem spoglądała na
    swoja zoraną czasem twarz.
    Jej światło zatrzepotało, nabrało mocy.
    Teraz on czekał i wiedział, że to już niedługo...

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 02:48
    Od rana samego siedział Chłystek na swojej ławeczce pod ...
    24.12.2009 09:56
    ~Krystek fabuloso
    Od rana samego siedział Chłystek na swojej ławeczce pod akacją. Jak zwykle,
    niczym śniegiem, suto roniła kwiecie, zapachem oszałamiała, tak że zatracił się
    w nim na chwil parę i nie wiedział już czy w cieniu drzewa siedzi, czy też
    przeniesiony w chłodniejsze krainy, przeczysty a gromki odgłos dzwonów słyszy. I
    tu i tam święto w ludzkich sercach wyczuł i zapragnął, by trwało ono wiecznie.
    Ale że człowiekiem był rozsądnym przeto wiedział, jak złudne to było marzenie,
    więc uśmiechając się lekko tylko proste słowa wypowiedział:

    Aby chociaż w tych kilku dniach działo się wszystkim jak najlepiej.
    Szczęśliwych Świąt smile

    A Hrabinie podesłał słodki pęk akacjowych gałązek.
    ( z jemiołową wkładką )
    smile

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 02:49
    Tak się jakoś działo, że Chłystek nie potrafił, w ...
    31.01.2010 15:52
    ~Krystek fabuloso
    Tak się jakoś działo, że Chłystek nie potrafił, w ostatnich czasach, wysiedzieć
    na jednym miejscu, wałęsał się po okolicy bliższej i dalszej. Za siódmym lasem
    natknął się na Mędrca, który będąc na urlopie i wśród obcego ludu, a więc
    pozbawiony niejako Nimbu, który we własnej krainie przyrósł do niego wyjątkowo
    ściśle, jawił się jemu teraz jako malutki, blady człowieczek, tym bardziej, że
    dodatkowo ujmowano mu godności nazywając go po prostu Ten. Zawędrował nawet za
    siódmą górę, ale stwierdziwszy, że za nią nie można odkryć nic innego ponad to,
    co już za poprzednimi górami zobaczył, doszedł do wniosku, że świat jest dosyć
    jednolity, a znaczenia nabiera poprzez odmienne spojrzenie obserwatora.
    Najbardziej mylące były słowa (nawet najpiękniejsze), szczególnie wtedy, gdy
    używane były przez osobę chcącą zrobić z nich sobie aureolę boskości. Najgorsze,
    że nie można ich było odróżnić od prawdziwych; tak samo błyszczały, tak samo
    promieniowały łagodnością i ciepłem...do czasu, gdy zaczynały ronić złocisty pył
    urzeczenia, a który w pewnej chwili całkowicie i nagle opadał niczym kurtyna w
    teatrze i ujawniał płaską szarość i boleśnie uwypuklał stracone złudzenia.
    Któregoś wieczoru natknął się Chłystek na zanikającą nimfę. Leżała na brzegu
    burzliwego potoku i zanikała już tak bardzo, że dopiero igrający w jej włosach
    poblask księżyca pozwolił mu ją dostrzec. Była już tak przezroczysta, że z
    trudnością rozpoznawał kontury jej ciała i lękał się, czy wystarczy mu czasu,
    aby ją uratować. Nie pozwolił sobie na stratę najmniejszego nawet mgnienia oka,
    ułożył jej mgliście lekką postać na posłaniu z miękkiej trawy, skronie i
    przeguby rąk natarł kosztowną esencją kwiatową i okadzając ją bezustannie dymem
    palonej bylicy szeptał całą noc najbardziej wzruszające opowieści jakie
    kiedykolwiek usłyszał. Nad ranem głos jego stał się już nieco chrapliwy ze
    zmęczenia, a jednak nie ustawał i opowiadał dalej o lekarce, co poświeciła swoje
    życie dla cierpiących, o chłopczyku, co uratował oślepionego przez chuliganów
    kota, o babci samotnie wychowującej dwoje upośledzonych dzieci zmarłej córki
    narkomanki. I w momencie, gdy wraz ze wschodzącym słońcem rozśpiewały się
    wszystkie ptaki, zauważył lekki uśmiech powrotu na jej twarzy. Chwilę potem
    otworzyła swoje ogromne oczy. Nie odzyskały jeszcze swojego zwykłego,
    szmaragdowego koloru i połyskiwały granatem nocnego nieba, lecz pełne już były
    roztańczonych iskierek życia. Chłystek, zapatrzony w nie i oczarowany,
    uśmiechnął się i w tej samej chwili, prawie tak samo jak w swoim kalejdoskopie
    zdarzeń, dojrzał w nich prawdziwe, niezakłamane Piękno-Dobro. Zobaczył dłoń
    matki głaszczącej puszyste włoski niemowlęcia i wyczuł nieskończoną czułość tego
    dotknięcia, widział łzy powitania i łzy poświęcenia, widział uśmiech Wilmy i
    słyszał chaotyczny rytm kroków tańczącego Piotra, smakował słodycz szczerych
    pocałunków i wibrował drganiem tysięcy uniesień, zaglądał w rozrzewniającą
    głębię szlachetnych nadziei...I nie wytrzymał Chłystek mocy tych wrażeń i
    zaszlochał jak dziecko, lecz pomimo że nie potrafił pohamować wielkiego płaczu,
    to jednak czuł się szczęśliwy tak bardzo, jak nigdy przedtem. Nimfa spoglądała
    na niego w milczeniu, coraz bardziej widoczna, z coraz bardziej szmaragdowo
    rozświetlonymi oczyma. Otarła łzy z jego policzków i spoglądając na nie jak na
    najcenniejsze klejnoty odeszła lekkim krokiem, bez słowa...gdyż były zupełnie
    niepotrzebne....

    Chłystek wyruszył w dalszą drogę. Myślał o swojej akacji i zasypanej kwieciem
    ławeczce, myślał o tylko i wyłącznie swoim miejscu, o swoim kawałku podłogi i
    doszedł do wniosku, że nie ma to znaczenia. Bo jego miejsce jest zawsze tam,
    gdzie ona sam jest i gdzie tworzy je nie słowami, lecz tym, co za ich pomocą
    stara się wypowiedzieć.

    ....bo gdy gołębica zagrucha
    i dziewicza oliwa
    czoło zrosi,
    nie jej kroplą
    miłość opowiesz,
    lecz tym,
    co w duszy nosisz......

    Pozdrawiam wszystkich bezwyjątkowo...
    ...niekoniecznie Krystek i niekoniecznie fabuloso winkwink smile))


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 02.02.10, 23:13
    02.02.2010 22:21
    ~Krystek fabuloso

    Cóż znaczy miejsce bez wspomnienia?
    pustynia lodowa,
    sztywna,
    bez duszy,
    bez ciepłego tchnienia.
    A czy wspomnienie
    gwoździem przybijesz,,
    gdy marmur się kruszy
    i objęciem złotej klatki
    do życia zmusisz?
    ...gdy gołębica w przestworza
    wzlatuje

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 03.02.10, 22:28
    Przypomniał sobie Chłystek dzieje znajomego, prześwietnego ...
    03.02.2010 22:12
    ~Krystek fabuloso
    Przypomniał sobie Chłystek dzieje znajomego, prześwietnego skrzypka. Był on tak sławny, że nie miał potrzeby, tak jak inni muzycy, jeździć z koncertami po świecie - cały świat przybywał do niego. Jego występy poprzedzała Orkiestra Różnych Talentów, lecz prawdziwy koncert rozpoczynał się wtedy, gdy on wychodził na scenę. Nastrajał skrzypce, zaczynał cichą nutą, po czym w rozpędzie swojego geniuszu raczył widownię dźwiękami, z których każdy okazywał się być niezwykłym obrazem. Czarował wszystkich subtelnością muzyki, jej nieprawdopodobną różnorodnością, nieskończonością ofiarowanych poprzez nią odczuć i półnutkami wyrafinowanego humoru. Fascynacja widowni dodawała mu skrzydeł i zmuszała do coraz wyższych lotów w tym niezwykłym kręgu czarownego uzależnienia.
    Stalo się jednak niewyobrażalne.
    Z bliżej nieokreślonych powodów zamknięto salę koncertową. Skrzypek nie mógł się z tym pogodzić, gdyż w jego pojęciu, akustyka tylko i wyłącznie tej sceny pozwalała na należyty odbiór jego muzyki, ba, granie muzyki poza tą sceną równoznaczne było z jej profanacją. Dlatego spędzał dni i tygodnie przed zatrzaśniętymi na głucho drzwiami i często walił w nią, zaciśniętą z rozpaczy i gniewu, pięścią. Był bezradny. I w tej swojej bezradności nie odpowiadał na prośby nadal zjeżdżających się z całego świata wielbicieli jego talentu, spoglądał tylko na nich jak na istoty bez zrozumienia i współczucia, niecierpliwie odpychał podsuwane mu skrzypce i dalej trwał przy drzwiach, tak, jakby samym staniem mógł odwrócić czas. Czuł się niezrozumianym, zdradzonym, opuszczonym...nawet przez tę garstkę wiernych fanów, która w końcu mu pozostała.
    Ci mieli zapewne nadzieję.
    Czekali.
    Ale w pewnym momencie postanowili działać.
    Nie wiadomo skąd wytoczyli beczkę, postawili na niej opierającego się skrzypka, wcisnęli do rąk skrzypce....
    Chwilę stał zaskoczony ich desperacją, spoglądał w twarze pełne nieopisanego wyczekiwania, w szeroko rozwarte, roztęsknione oczy. Zaczął grać i aż wstrząsnął się, gdyż początkowe, chrapliwe dźwięki raniły mu uszy. Jeszcze raz przeciągnął smyczkiem po strunach, jeszcze raz popatrzył w ich oczy...i odnalazł w nich wieczne wspomnienie całego piękna wszystkich swoich koncertów.
    I nie dziwiło go już, że stojąc tu i teraz, na beczce, w zdawałoby się ciemnym zaułku, potrafił, jak nigdy dotąd być jednością ze swoją muzyką.

    Uśmiechnął się Chłystek do swoich wspomnień i pomyślał, że tak jak muzyka onej beczce szlachetności nadała, tak kwiat akacji stworzył z jego ławeczki przedsionek raju.

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 06.02.10, 20:56
    W spirali w niebo wschodzącej świat się dzieje, w potoku ...
    05.02.2010 22:07
    ~Krystek fabuloso
    W spirali
    w niebo wschodzącej
    świat się dzieje,
    w potoku krzywd
    płynących purpurą,
    a uwiecznionych marmurem,
    na rozbalansowanych mostach
    dwojga niewidocznych brzegów,
    w pokłonie pokory
    dla każdego z bogów,
    i w mocy jedynego,
    wszystko uświęcającego słowa...

    Wiedział Chłystek, że chociażby dla tego słowa opłaca się być...bo życie ma sens smile))

    Akacjowa ławeczka jest zawsze tam, gdzie Chłystek, Knieja tam, gdzie się tarabaniwink


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 09.02.10, 10:34
    Krystek fabuloso Ostrzem przeciwności rozszarpany sznur ...
    07.02.2010 17:03

    Krystek fabuloso

    Ostrzem przeciwności
    rozszarpany
    sznur pereł
    rozsianych w żalu,
    w światełkach
    ścieżek drogowskazów,
    ucichły w kiełkach
    wzniosłości kwitnienia,
    i bezruchu
    białej chusty...

    Lecz pomyślał Chłystek, że najmniejszy nawet kiełek pędem mocnym stać się może, gdy zielona ręka w dobrą glebę go przeszczepi smile


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 23.02.10, 21:26
    Spójrz w siebie, pokiwaj głową nad zapętleniem kiedyś, ...
    21.02.2010 00:04
    ~Krystek fabuloso
    Spójrz w siebie,
    pokiwaj głową
    nad zapętleniem kiedyś,
    jutra i teraz,
    gdy pierwsze słowo
    echem
    w tunelu lat odbitym
    powraca,
    gdy włos siwy...
    Jakże ciężko się skupić,
    by siebie nie zgubić.

    I wiedział Chłystek, że każda sekunda ludzkiego istnienia barwi je tęczą emocji i wzór niepowtarzalny układa. Porównał go nawet do swojego kalejdoskopu zdarzeń, bo i w nim, obraz, wielce od sposobów trzymania zależał, albo od kąta spojrzenia.


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 26.02.10, 20:39
    Już od pierwszej sekundy ocknienia ...
    23.02.2010 21:22
    ~Krystek fabuloso
    Już od pierwszej sekundy ocknienia czuł, że tym razem coś jest nie tak. Zbyt szybko został wyssany z kokonu snu i już podczas poślizgu poprzez odciągacz i zmywacz zarejestrował, że w ostatnich dwudziestu jednostkach czasowych znowu ubyło mu na wadze. Nie była to wielkość znacząca, lecz sam fakt, że tłocznik żywności, bezlitośnie, zaaplikuje mu zwiększoną dawkę, przejął go najwyższym zniechęceniem. Zbyt późno jednak ukrył to odczucie, gdyż już w następnej chwili, doza wzmacniacza samopoczucia, co prawda zaledwie w wymiarze 20% dla przypadku lekkiego, ale jednak, załaskotała mu w nosie, wciągnął ją odruchowo i natychmiast poczuł się lepiej. Już zupełnie rozluźniony poddał się łagodnej szybkości poślizgu, nawet zapomniał, jak to mu się coraz częściej zdarzało, policzyć do pięćdziesięciu.
    -Pięćdziesiąt jeden! - stwierdził donośnym głosem opadając na swoje miejsce
    Tym razem nie okazał jednak zdziwienia, że znajduje się ono w nieznanym mu pomieszczeniu, zresztą nie miał nawet czasu, gdyż w tym samym momencie nadleciał tłocznik żywności i zaaplikował mu śniadanie. Szybko zlizał z warg kropę wody pozostawioną tam przez, jak to ocenił, nad wyraz niechlujny popłucznik higieniczny i spojrzał pytającym wzrokiem na siedzącego obok Bena. Ben, typowy wywrotowiec bez najmniejszych skłonności wyrównawczych do poziomu, wykorzystywał każdy wypad z kokonu snu na pokrzyżowanie porządku ogólnego i dlatego traktowany był z wyjątkową ostrożnością. Nie mógł nikomu zaszkodzić, ale przez to, że nigdy nie poddał się sprzężeniu z wykrywaczem emanacji emocjonalnych stał się nieprzewidywalnym. I pomimo, że czynności dnia codziennego zmuszony był tym samym wykonywać osobiście, a korzystanie z poślizgu łączyło się z ryzykiem zapodziania, to jednak sytuacja ta wyraźnie mu odpowiadała. Przychodził na swoje miejsce kiedy chciał i często, uderzając się znienacka w czoło, pospiesznie je opuszczał, a jeżeli już wysiedział na całym seansie douczania, to wyraźnie skupiał się tylko na jednej informacji, powtarzał ją, albo rozciągał i dopiero wtedy, nagle zainteresowany, cmokał wargami i poklepywał się niestosownie po udach. Najgorsze, że zachowanie Bena coraz bardziej mu odpowiadało, podziwiał nawet jego ruchliwość i samodzielność, gdyż sam, tego był pewien, nie wiedziałby jak żyć bez korzystania chociażby z odciągacza.
    -Ha, ha - zaśmiał się Ben w odpowiedzi na jego spojrzenie - Nie odpowiada mi sztywna kolejność, więc zaprogramowałem przeskok dla nas obu. Nie zamierzam zasiedzieć się gdziekolwiek, ani tym bardziej przerabiać wszystkiego. Spójrz na Borysa, jako jedyny z naszej grupy przeszedł już wszystko, aż do górnego pułapu mezozoiku i to w większości bez kapsułkowania informacji i co z tego ma. Nic, bo nawet możliwości wykorzystania go nie interesują. Nic nikogo nie interesuje, tylko my, wywrotowcy, zastanawiamy się dlaczego jest tak, jak jest. Przysunął się bliżej do stosu wizji realnej, a ten rozświetlił się niezwykłym przekazem.
    -Spójrz - rozkazał głosem pełnym podziwu - tak żyli nasi przodkowie. I oni naprawdę żyli. Czy wiesz, że kiedyś wiele rzeczy można było określić nosem? Włączyłem funkcję tego przekazu, zresztą już nie pierwszy raz. To co teraz czujesz nazywa się zapach. Dzisiaj przekierowałem ciebie, abyś mógł być świadkiem tego co zaraz zrobię.
    Wyciągnął rękę, wsadził ją w przekaz, nagłym ruchem zerwał z drzewa gruszkę i zabrał ją w swój wymiar...

    Chłystek drgnął zaskoczony, gdy w pewnym momencie, jakby zagarnięte niewidoczną ręką poznikały, rozsypane na jego ławeczce kwiaty akacji. W ogóle działy się dziwne rzeczy. Parę dni później dowiedział się, że niejakiej Alutce, podczas czytania, dosłownie rozwiał się w palcach tomik poezji, kawałek odłamanego lustra poszybował w kierunku sufitu i przeleciał przezeń bezpowrotnie, a pewien zaangażowany lekarz wścieka się od dłuższego czasu, gdyż recepty wypisywane niebieskim długopisem znikają nie wiadomo gdzie.
    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 14.03.10, 21:03
    Pewnego dnia, Chłystek, wałęsając się od niechcenia po ...
    27.02.2010 23:36
    ~Krystek fabuloso
    Pewnego dnia, Chłystek, wałęsając się od niechcenia po górskich szlakach i tylko po to, aby ewentualnie dojrzeć, zapierający dech w piersiach, widok, natknął się na Straceńca. Stał on na samym brzegu bazaltowej skały i uporczywie wpatrywał się w najeżoną ostrymi głazami przepaść. Chłystek znał go z widzenia, człowiek ten nie potrafił znaleźć swojego miejsca ani czynem, ani też słowem. Także teraz przestępował z nogi na nogę i bełkotał coś bez związku, a spostrzegłszy nadchodzącego usiadł na zrębie skały i przybrał jeszcze bardzie straceńczy wyraz twarzy niż miał to początkowo w zamiarze - bo czego się nie robi dla widowni. Chłystek, pogwizdując obojętnie, przysiadł tuż obok niego i majtając, ponad ciemną czeluścią, nonszalancko nogami, czekał na słowa Straceńca. I nie czekał długo, gdyż zaledwie chwilę potem, majestatyczną ciszę przerwała nawałnica wrzaskliwych oskarżeń wszystkiego i wszystkich...tylko nie samego siebie. Chłystek słuchał w skupieniu, coraz bardziej zdziwiony, że ktoś z takimi pretensjami do świata i uwielbieniu własnej nieomylności zdecydował się zasiąść nad przepaścią.
    -Jeżeli skoczysz, nigdy już nie będziesz miał szansy, aby się z tego wycofać - ogłosił z przekonaniem....i odszedł.

    ....bo nie chciało mu się brać udziału w teatrzyku niby-upadków i źle widzianych wzlotów.
    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 14.03.10, 21:05
    Gdy głaz przed sobą poprzez rozwarstwienia losu toczysz i ...
    02.03.2010 15:48
    ~Krystek fabuloso
    Gdy głaz przed sobą
    poprzez rozwarstwienia losu
    toczysz
    i w gęstości objawień
    i każdego potknięcia
    początek znajdujesz,
    rzeźbisz to co przed tobą,
    ścieżkę życia kujesz,
    rozciągnij chwilę uśmiechu
    i dotknięciem olśnienia
    pokryj kamień
    miękkością aksamitu

    I pomyślał Chłystek, że dobry to słuszne słowa, gdyż jeżeli jest to tylko możliwe, trzeba się starać, aby nie narobić odcisków zarówno sobie jak i innym. wink
    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 14.03.10, 21:07
    Sny uprzykrzone całą noc Chłystka trapiły, jak rzadko ...
    03.03.2010 09:12
    ~Krystek fabuloso
    Sny uprzykrzone całą noc Chłystka trapiły, jak rzadko koszmarne.
    I zanim wścibskie słońce zupełnie go otrzeźwiło, i drugą jego nogę także w jawę przeniosło, radosna myśl przez głowę mu przemknęła, więc wyszeptał ją z narastającą wdzięcznością do świata
    - Jakie to szczęście, że ani komary, ani tym bardziej komarzyce, nie są wielkości słoni.
    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 14.03.10, 21:10
    Zasłuchanie w trwanie chwili, w zmienność w sobie i poza ...
    10.03.2010 21:41
    ~Krystek fabuloso
    Zasłuchanie
    w trwanie chwili,
    w zmienność w sobie
    i poza mną,
    pomiędzy nami,
    pomiędzy światami niewiadomych
    i oczywistości.
    Ulec olśnieniu
    i oczarowanie
    złożyć na płatkach
    niezapominajki.

    ....bo Chłystek lubił czasami poniezapominać
    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 14.03.10, 21:12
    A zdarzało się Chłystkowi, że nie tylko wśród gór i ...
    12.03.2010 08:34
    ~Krystek fabuloso
    A zdarzało się Chłystkowi, że nie tylko wśród gór i czarodziejskich krain wędrował. Czasami, gdy chłodniejsze wiatry powiewały, przez co melancholii dostawał, zapędzał się w krainy słów pisanych i szukał w nich ukojenia.
    I natknął się na wiersz o wiośnie napisany przez Alutkę.....

    Na łąkach zakwitną kwiaty polne,
    stokrotki, chabry, rumianki wonne,
    a przy sadzawkach żółte kaczeńce,
    wianek z tych kwiatów na głowę ukręcę...

    .....i zauroczył się nim tak bardzo, że poszedł spać, aby śnić go noc całą)))
    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 29.03.10, 21:30
    Już sople stopniały w ziemie wkłute kroplami, ...
    19.03.2010 15:03
    ~Krystek fabuloso
    Już sople stopniały
    w ziemie wkłute kroplami,
    ptasie niepokoje wśród krzewów,
    i chmary przelotnego gradu
    kaprysem gnane,
    obejmowane
    ramionami roześmianego
    przedwiośnia,
    i złocista pszczoła
    nim skuszona,
    rozmarzona w niepokalanym kielichu....

    Wiosna, chyba tym razem przychylna się stała, tak więc wiośnianego weekendu wszystkim jej stęsknionym smile smile

    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.05.10, 21:41
    Jeżeli kiedykolwiek istniał lub istnieje dobry, lecz ...
    29.03.2010 22:26
    ~Krystek fabuloso
    Jeżeli kiedykolwiek istniał lub istnieje dobry, lecz bliżej nieokreślony duszek, to jest to niewątpliwie Lumpi. Długo nie zdawałem sobie sprawy z jego wielce skrytej egzystencji, pomimo że jego imię często obijało mi się o uszy, jednakże zawsze w tak zmiennym kontekście, że trudno było go z czym,- lub kimkolwiek skojarzyć. Na przykład, Lumpi niechcący podeptał kwiaty na klombie i pełen wyrzutów sumienia, niejako w ramach odszkodowania, podlał je, aczkolwiek nieco za dużo, następnego dnia zrobiła w sama porę pobudkę i otwierając okno wpuściła do pokoju orzeźwiające, poranne powietrze. Już chociażby przykład tych dwóch sytuacji usprawiedliwiał moją niewiedzę nie tylko co do pełnionych funkcji, ale również co do osoby, gdyż jak się okazało, nie można było z całą pewnością określić, czy Lumpi był kobietą, czy też mężczyzną, nie mówiąc już o wieku. Czasami, oceniając chaos jaki zostawiał tam, gdzie nieoczekiwanie się pojawił, wydawało się, że jest to wyjątkowo ruchliwe i beztroskie dziecko, innym razem, wytarte do brylantowego wręcz połysku szklanki, kazały się zastanawiać, czy nie jest to, wyjątkową pedanterią obdarzona pani domu. Nie byłem też pewien co do jego wzrostu; wydawało się, że przeciętnego, chociaż prawdopodobna właściwość przedostawania się poprzez wszelkiego rodzaju szczeliny i otwory, na rożnych wysokościach zresztą, wskazywała na istotę niewielką, elastyczną i chyba rozciągliwą. I niestety, Lumpi lunatykował. Dziwnym trafem ślady jego nocnej działalności przejawiały się ubytkami w lodówce. Znikały duże ilości owocowego jogurtu, lody, jeżeli były w zamrażalniku, czekolada i resztki z obiadu, ale tylko wtedy, gdy serwowano makaron, lub ryż. Czasami ginęły bez śladu niebieskie mazaki, a ilustrowane tygodniki straszyły niedbale powycinanymi stronicami, jak się okazało, największym powodzeniem cieszyły się strony przedstawiające piękne, ciemnowłose kobiety, szczególnie takie, które w czymśkolwiek przypominały cesarzową Sisi. Szczegół ten uświadomił mi kim tak naprawdę był Lumpi. Przeprowadziłem poważną rozmowę z Wilmą, podkreślając przede wszystkim szkodliwość nadmiaru słodyczy dla zdrowia jej przyjaciela. Kiwała potakująco głową i zezując nieco, krzywiła twarz w uśmiechu porozumienia i potwierdzenia wspólnej tajemnicy. Sama znalazła wyjście z sytuacji. Lumpi, ułożony w kąciku rzadko używanej szuflady, na wygodnym waciku kosmetycznym, został skazany na urlop odespania zimy.
    Jogurt już nie znika.
    Wilma schudła w ostatnim tygodniu prawie dwa kilogramy wink wink


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 10.05.10, 21:09
    Zamilkł już bruk kołem żałobnym gnieciony, zapach sosnowej ...
    28.04.2010 21:17
    ~Krystek fabuloso
    Zamilkł już bruk
    kołem żałobnym gnieciony,
    zapach sosnowej gałązki
    rozwiany,
    i zapomniany leży
    zwiędły kwiat,
    jeszcze fiolet
    w brzasku majaczy
    i czasami łza
    odświeży ślad...

    Chłystek potrząsnął kalejdoskopem zdarzeń. Robił to od trzech tygodni rano, w południe i wieczorem, i za każdym razem nie mógł znieść widoku zdeformowanego obrazu, który się jemu objawiał. Próbował jednak, z wielką nadzieją, ponieważ z doświadczenia wiedział, że żadne krzywe zwierciadło nie może trwać wiecznie...prędzej czy później rozsypie się w okruchy pod ciosem zawiedzionego.


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 21.06.10, 20:45
    Chłystek, z westchnieniem ulgi, zasiadł na swojej ...
    06.05.2010 08:05
    ~Krystek fabuloso
    Chłystek, z westchnieniem ulgi, zasiadł na swojej ławeczce. W akacjach, gęsto obwieszonych długimi kiściami pąków, wyczuwał bezgraniczną niecierpliwość kwitnienia, zaś w kreślonych na niebie zygzakach jaskółczych lotów, wyczytywał słoneczne piękno dni następnych. W takich momentach, jedynie ważnym było dla niego trwanie w chwili, poddanie się jej kojącej mocy. W pamięci zamazywały się ponure obrazy i złą wolą zdeformowane słowa, a myśli mędrców splatały się miękko z własnymi, najcenniejszymi wrażeniami. Przesuwały się więc w jego głowie obrazy - luźno powiązane ze sobą pastelowymi smugami najwyższych wartości, ledwo słyszalne dźwięki, a właściwie tylko ich domniemania powstałe z odbić dziesięciokrotnego echa, i wspomnienia stanów dusz przebijających poprzez dobre uśmiechy. Z rozrzewnieniem zauważył wychylający się właśnie z pąka skrawek białego, nieśmiałego płatka i prawie zapłakał, że w pobliżu nie było nikogo z kim mógłby dzielić się swym zauroczeniem...a może się mylił?
    Bo może i w innych miejscach, niekoniecznie na swoich ławeczkach, lecz pod swoimi drzewami, wielu innych Chłystków doświadczało tego samego i zachwytem uświęcało świat.
    Czego wszystkim należałoby życzyć....smile

    ...jako że odrobina zachwytu
    kształt nadaje
    łzom,
    baśni
    spojrzeniu,
    i odnajduje się
    w najczulszym dotyku...


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 21.06.10, 20:48
    Krystek fabuloso Dopiero, gdy Chłystek podszedł bliżej ...
    12.05.2010 04:58

    Krystek fabuloso

    Dopiero, gdy Chłystek podszedł bliżej rozpoznał, w siedzącej nad kałużą postaci, wędrownego kuglarza. Widział go już kiedyś, gdy na jakimś ciasnym placyku łykał przed paroma widzami ogień i żonglował piłeczkami, które chyba już przed laty zatraciły kolor i przypominały zwykle kartofle. Przechodnie wrzucali pospiesznie parę grosiaków do pogiętej puszki i nie czekając na koniec przedstawienia oddalali się szybko, jakby zawstydzeni, że nie potrafili poświecić kuglarzowi nieco więcej czasu.
    Chłystek chrząknął znacząco raz i drugi, ale nie mogąc doczekać się reakcji, posunął się jeszcze parę kroków ku mężczyźnie. Ten podniósł na niego wyblakłe, niebieskie oczy, parodniowy, twardy zarost nie był w stanie zakryć głębokich bruzd na jego twarzy, spod kaszkietu smętnie wisiały pasma długich, mocno już posiwiałych włosów, a gruba kurtka fałdowała się na jego kościstej postaci. Nie wyglądał sympatycznie i w pierwszej chwili można byłoby go wziąć za zbiegłego skazańca, albo niebezpiecznego włóczęgę - gdyby nie wyraz jego oczu. Smutne, beznadziejne, ten człowiek żył i myślami był nie w tym świecie. Pogrzebał w kałuży długim, spalonym słońcem palcem, po czym wzniósł go, ubłoconego do góry.
    - Jestem tyle wart, co ten muł - oznajmił rozwlekłym głosem, i spuścił ciężko głowę, tak, jakby uważał, że powiedział wszystko, co miał do powiedzenia.
    Chłystek opadł na ziemię tuż obok niego.
    - A jak kałuża wyschnie, a w miejscu tym wykiełkuje roślina, co powiesz wtedy?
    Kuglarz popatrzył na niego z nagłym zainteresowaniem, w oczach błysnęło mu coś na kształt zrozumienia.
    - Czyżbyś był Mędrcem? - zapytał
    Chłystek zaśmiał się głośno.
    - Nie, jestem tylko takim sobie dziwakiem, co to nie ma nic innego do roboty poza rozmyślaniem nad zapachem akacji i układaniem zdarzeń w kalejdoskopie. Czasami zajmuję się też froterowaniem kawałka podłogi i powiem szczerze, iż trudne to zadanie, gdyż wykonana jest ona z wyjątkowego drzewa.
    Kuglarz pokiwał smętnie głową, zajęcia te wyraźnie mu imponowały.
    - Ja jestem z innego drewna ciosany. - westchnął - Mój ojciec potrafił jeszcze łykać szkło i gwoździe, był znany, lecz nie udało się jemu nauczyć mnie swojej sztuki, bałem się i dlatego pozostał mi tylko ogień. Nie lubię ostrych rzeczy, pomimo że pradziad mój miał fabrykę noży i nożyczek. Był bardzo bogaty, a ja - zająknął się - a ja żyję z tego co mi ludzie do puszki rzucą i nawet zapomniałem już jak wygląda książka. Chyba zapomniałem też jak się czyta.
    Zakrył twarz rękoma i kiwając się na boki zagłębił się w swoich ponurych myślach. Chłystek spoglądał na niego ze współczuciem, lecz w końcu wyciągnął zza pazuchy swój kalejdoskop zdarzeń, potrząsnął nim parokrotnie, zamamrotał coś na podobieństwo zaklęć nieznanego nikomu, afrykańskiego szczepu, a na koniec splunął uroczyście przez lewe ramię i z zadowoloną miną nakazał kuglarzowi spojrzeć w jego przeznaczenie.
    - Spójrz dokładnie i jeżeli nie zobaczysz tego samego, co ja, to pewnie jesteś ślepy. Nie potrzebujesz tu siedzieć nad kałużą i rozmyślać o błocie, to nie jest godne spędzanie czasu dla strażaka, który już wkrótce zostanie bohaterem, bo jako jedyny wskoczy w ogień i wyniesie z niego bezradną staruszkę.
    Kuglarz spoglądał w zdumieniu na kolorowe kryształki, powoli układały się w kształt płonącego domu, widział kłęby dymu, szalejący ogień i strugi wylewanej z wiader wody. Wydawało się jemu nawet, że słyszy jęk i nawoływania o ratunek, i trzask zapadającego się dachu. A ponad tym wszystkim słyszał słowa Chłystka
    - Nie można trwać na wieki w szarej myśli, trzeba pozwolić jej, aby wypuściła świeże pędy.


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 22.06.10, 21:43
    Zamyślił się tak, że głęboką wyrwę w asfalcie zauważył w ...
    16.06.2010 21:02
    ~Krystek fabuloso
    Zamyślił się tak, że głęboką wyrwę w asfalcie zauważył w ostatniej chwili, jeszcze zdążył ją ominąć. Mocniej zacisnął rece na kierownicy i poruszył lekko zdrętwiałą lewą nogą, 300 km dawało się już jemu nieco we znaki. Jeszcze trochę i będzie u celu. To był jego pierwszy wieczór autorski, w którym miał uczestniczyć i tylko dlatego, że to był jej wieczór. Długie lata nie wiedział, że to ona pisała te książki, nosiła inne nazwisko, nie udzielała wywiadów, nigdzie nie można było znaleźć jej fotografii, zresztą to go nie interesowało, najważniejsze były słowa i to w jaki sposób ich używała. Fascynująco. Bywało, że budził się w nocy, otwierał na obojętnie jakiej stronie wydanie jej najnowszej książki, czytał parę zdań i zdumiewał się ich prostą prawdą, głębią, błyskotliwościa przekazu. Wydawało się jemu, że każde z tych słów jest mu wyjątkowo bliskie, dziwnie znane, uświadamia mu jego każdą, dobrą cechę, formuje z niego lepszego człowieka, dodaje młodości, albo wręcz w nią przenosi.
    Dopiero niedawno zrozumiał kim była. Niewielki, wpleciony w tekst fragment wspomnień, niewymownie miękki i tkliwy...i zrozumiały tylko dla dwóch osób. Znowu zobaczył tę odległą chwilę, gdy weszła do auli, zawahała się przez moment i wodząc wzrokiem po twarzach obecnych, zatrzymała się na niedostrzegalny ułamek sekundy dłużej na jego spojrzeniu. Musiał wyglądać jak skończony osioł, doskonale zdawał sobie sprawę z osłupiałego wyrazu swojej twarzy i dziwnie piskliwego śmiechu, którym dodawał sobie odwagi, gdy mijała jego miejsce obok okna, spokojnie, z głową przechyloną lekko w geście nieopisanej gracji, ze zwiastunem uśmiechu w jasnym spojrzeniu, jej zapach odurzył go, odebrał rozum i zdolność myślenia. Nie słyszał wykładu, wszystko przestało istnieć oprócz tej jednej, jedynej istoty we wszechświecie, kątem oka rejestrował jej każdy, najmniejszy nawet ruch, sposób w jaki odrzucała włosy wprowadzał go w stan najwyższego upojenia, spośród szumu całej sali starał się wyłowić odgłos jej oddechu, oszalał na jej punkcie zupełnie i dokładnie. Aż za bardzo. Niczym pies gończy szedł zawsze jej tropem, nieomylnie rozpoznawał jej zapach na ulicy, po której właśnie przeszła, instynktownie wiedział w której części miasta się znajdowała, w dźwięku jej głosu bezbłędnie odczytywał smutki i radości, lecz nie był w stanie rozsądnie odpowiedzieć na jakiekolwiek jej pytanie. Marzył o długiej rozmowie, wspólnym śmiechu, a tymczasem, w jej obecności, przestawał być sobą, opuszczała go odwaga, właściwy mu polot, więc potakiwał jej uroczystym skłonem głowy i chwilami tylko zerkał w zielonkawe oczy, błyszczące i spoglądające na świat z prawie dziecinnym zaciekawieniem. Chodziły o niej dziwne plotki; że była potomkiem książęcego rodu, inni, z całym przekonaniem twierdzili, że ojciec jej był znanym dyplomatą, a matka sławną aktorką i byłą miss świata. Tak naprawdę nikt nic konkretnego nie wiedział, a ona sama niczemu nie przeczyła, gdyż po prostu domysły te nigdy do niej nie dochodziły, nikt nie śmiał jej tego powtórzyć, w każdym wzbudzała respekt i obezwładniający podziw. Jeszcze lata po tym, gdy podczas rozdania dyplomów żegnali się długim spojrzeniem, pełnym nagłego zrozumienia i tkliwości, ale i uświadomienia nieuchronności własnych przeznaczeń, ciągle myślał, że jednak zaprzepaścił szansę bycia szczęśliwym...i ciągle marzył.
    Do przepełnionej sali wszedł w ostatnim prawie momencie. Zaraz potem pospieszna bieganina organizatorów, szuranie krzeseł, tu i tam nerwowe kasłanie, otworzyły się boczne drzwi.
    Oniemiał na jej widok, gdyż oprócz garderoby, objawiła się jego oczom tak jak kiedyś, niezmieniona. Wyraźnie działała także na innych, gdyż cisza stała się nieskazitelna, niczym z nakazu alabastrowego anioła. I tak jak niegdyś ogarnęła wszystkie twarze jasnym spojrzeniem, lecz tym razem wiedział, jak wiele ją kosztowało, aby nie poświęcić mu więcej czasu niż pozostałym, wyczuł w niej bezbrzeżne ciepło nigdy niewypowiedzianego, poznała go. Nie wpłynęło to jednak na przebieg wieczoru; opowiadała swobodnie o swoich książkach, lekko i z humorem komentowała odczytywane fragmenty tekstów, na pytania odpowiadała ze zniewalającym uśmiechem. Niespełna dwie godziny były dla niego jak niezwykły sen, w którym nie było miejsca dla nikogo oprócz ich dwojga, ocknął się z niego, gdy już wpisywała autografy i dedykacje na pierwszych stronach podsuwanych książek. Cierpliwie ustawił się w kolejce i prawie bez tchu czekał na wielką chwilę. Nagle spojrzała na zegarek, ponad głowami innych, niecierpliwym ruchem podała mu książkę, wydawało się jemu, że dostrzegł łzy w jej oczach. I to był ostatni raz, kiedy w nie spoglądał.
    Już w samochodzie, ciągle jeszcze oszołomiony, otworzył książkę i wiedział dlaczego napisała tak, jak napisała:
    Nigdy niespełnione marzenie pozostaje najpiękniejszym na zawsze.


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 01.07.10, 19:50
    Któregoś dnia, zupełnie przypadkowo, zawędrował Chłystek ...
    22.06.2010 21:27
    ~Krystek fabuloso
    Któregoś dnia, zupełnie przypadkowo, zawędrował Chłystek w swoje rodzinne strony, widocznie coś go tam ciągnęło, coś, z czego do końca nie zdawał sobie sprawy. Dopiero, gdy stanął przy częściowo spróchniałym, starczo poszarzałym płocie, zrozumiał, jaką pełnię może kryć w sobie zwykła na pozór jabłonka. Niegdyś mała i niepozorna, skłonna chować się za najbrzydszy nawet chwast, teraz stała dumnie i mocno, a siła jej życia pulsowała w zdrowym rumieńcu owoców. To pod nią, będąc jeszcze dziecinnym i wyjątkowo chłystkowatym Chłystkiem, siedział zapatrzony w jej gałęzie i poddawał się poezji, deszczem bladoróżowego kwiecia, spływającej na ziemię. Jabłoń wyraźnie wyczuwała jego nastroje, gdyż płatki raz muskały pocieszająco jego zatroskane czoło, raz wirowały w tańcu radosnego uwielbienia piękna, niekiedy drżały gniewem w locie sprawiedliwego protestu. Nie należała do nikogo, więc często przeganiał włóczęgów, którzy z bezmyślnym okrucieństwem, starali się strącić z niej długimi dragami parę zielonych jabłek - nigdy nie zdołały dojrzeć, nikt, nigdy nie poznał ich prawdziwego smaku. Zresztą nikogo ten smak nie interesował, gdy tuż obok rozpierała się ociężała, kapiąca złotym, lepkim sokiem, grusza, a odurzający zapach czarownego jaśminu, mieszał zmysły, otępiał, mamił, odbierał zdolność sprawnego myślenia. Słodycz gruszy i narkotyczny zapach jaśminu, wzbudzały podziw, jabłonka, pomimo że zasypywała ogród bladym kwieciem, była tylko tą stojącą za płotem. Czy miała już taką na zawsze pozostać? To, co Chłystek zobaczył przeczyło temu wyraźnie. "Czyżby się otrząsnęła" - zastanawiał się zdumiony i przekornie śmiał się w duszy widząc fermentujące, wydrążone przez osy i bezładnie rozrzucone w trawie gruszki. I śmiał się z utraconego czaru jaśminu, który teraz nie potrafił już ukryć, że zapożyczał swój urok od podstępnych kwiatów tojadu. Chłystek przeciągnął dłonią po zdrowym, prostym pniu swojej jabłonki.
    -Zawsze byłaś tylko i aż sobą - powiedział - a jednak nigdy nie nadałem Tobie imienia. Pozwól, że od dzisiaj będę ciebie nazywał.....Prawdziwa


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 09.07.10, 22:30
    Przelatując, przez pomyłkę, nad Pustynią Błędowską, boski ...
    23.06.2010 19:35
    ~Krystek fabuloso
    Przelatując, przez pomyłkę, nad Pustynią Błędowską, boski Silvio zachechłał nieskromnie, co pilot helikoptera uznał za rozkaz lądowania. Jak donosi RM, także przez pomyłkę, został pojmany przez ciągle błąkających się w pustynnej fatamorganie, zrydwanizowanych strażników jeszcze z ekranizacji Faraona. Rządy obu państw pertraktują w sprawie wykupu premiera, co niechybnie nadszarpnie muzealne kolekcje talentów.

    Chłystek wybałuszył ze zdumienia oczy wink wink wink wink wink


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 21.07.10, 21:14
    ~Krystek fabuloso
    Hej, ileż to
    kroplą się jawi,
    życionośną,
    we mgle rozproszoną,
    solą
    bolejącą w duszy?
    Ileż rozkwitu
    w tęczach
    dwóch światów
    i mocy
    wodospadów?
    Woda,
    strumień istnienia
    wszystkiego.
    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 21.07.10, 21:18
    Dzisiaj przyszła do nas Marina. Czekaliśmy już na nią ...
    05.07.2010 15:56
    ~*Krystek fabuloso
    Dzisiaj przyszła do nas Marina. Czekaliśmy już na nią od dwóch dni, w ostatnim momencie okazywało się, że nie jest jeszcze gotowa. Chyba udało się ją nareszcie przekonać. Usiadła sporo z boku, lecz widocznie i ta odległość nie wydała się jej zbyt bezpieczną, gdyż posuwając nieznacznie, lecz bezustannie krzesłem, zawędrowała w najdalszy kąt sali i kuląc się niczym wystraszone zwierzątko spoglądała ku grupie szybkimi zerknięciami. Chwilami unosiła głowę i wtedy jej ruchliwa twarz mieniła się w dziesiątkach odzwierciedleń stanu jej duszy. Tylko te, którym towarzyszyły krótkie warknięcia mogły wydać się niesympatyczne, wszystkie inne podkreślały tylko jej naturalny wdzięk. Co prawda, w rysach jej twarzy, każdy z łatwością rozpozna charakterystyczne cechy zespołu Downa, lecz jest to równocześnie twarz wyjątkowo piękna, niezwykle delikatna, pełna rozrzewniającego uroku. A także nad wyraz smutna. W kącikach strwożonych, ciemnych oczu połyskują świeże łzy, usta, skrzywione w podkówkę jak u pokrzywdzonego dziecka drżą spazmatycznie i zda się, że każde ich drgniecie może być wstępem do nieutulonego szlochu. Podchodzę do Mariny nieco z boku, spokojnie, i podsuwam jej miseczkę z paroma orzeszkami w czekoladzie. W pierwszej chwili nie reaguje, dopiero po paru sekundach kurczy się jeszcze bardziej, a zaraz potem gardłowe warczenie i chaotyczne ruchy rękoma ponad rozkołysaną nagle głową skłaniają mnie do odejścia na bezpieczną odległość. Nie jestem zagrożony, to Martina jest sama dla siebie niebezpieczeństwem, już wielokrotnie rozdrapywała i gryzła sobie ręce do krwi, rozbijała głowę o pierwszą, napotkaną ścianę.
    Po raz kolejny, od dwóch dni, zaglądam w jej teczkę. Marina ma dwadzieścia trzy lata, dopiero niedawno zdiagnozowano u niej zespół Downa, gdyż do tej pory nigdy nie była u lekarza, jest wyjątkowo zaniedbana, rozumie polecenia, lecz sama nie jest w stanie wypowiedzieć ani jednego słowa, była bita, ojciec, jej jedyny opiekun, na jej oczach popełnił przed miesiącem samobójstwo. Marinę znaleziono parę dni potem, błąkała się w parku, w zakrwawionym, poszarpanym ubraniu. Przez pierwsze godziny nieustannie krzyczała.
    Po paru minutach podchodzę po raz drugi, tym razem ze szklanką wody, z papierów wynika, że tylko wodę rozpoznaje jako napój, ma alergię na pomarańcze i potrafi udławić się kawałkiem ziemniaka. Ostrożnie wypija dwa łyczki, po czym odwraca raptownie głowę i pije szybko, łapczywie, do dna. Oddaje mi szklankę, na sekundę jej twarz rozjaśnia się dawno zapomnianym uśmiechem, zaraz potem prycha gniewnie, pociera nos trzema palcami po kolei, zmienia rękę....i zastyga w bezruchu.
    To Wilma, zdjęta zazdrością z powodu orzeszków i mojego zainteresowania nowo przybyłą, podbiega w charakterystycznych dla siebie pląsach, pod obszerną, czerwoną sukienką faluje jej krągły, miękki brzuszek, szaroniebieskie oczka zezują niby obojętnie w kierunku miseczki, bełkocze coś przymilnie, co ma zapewne oznaczać grzeczne powitanie. Cała grupa spogląda na nią z nagłym zainteresowaniem, na jej gwałtowną gestykulację i trzęsący się w uśmiechach podbródek, słucha niezrozumiałych słów i oczywiście nikt nie potrafi pojąć, jak to się stało, że w miseczce pozostaje nagle jeden samotny orzeszek. Marina spogląda na niego ze dziwieniem, tak, jakby go dopiero ujrzała, spogląda ku mnie, jeszcze się waha, jeszcze nie wie, lecz zaraz potem bierze go delikatnie w dwa palce i unosi do roześmianych ust.
    I wiem, że tym razem to żaden automatyzm, wiem, że uśmiecha się naprawdę.
    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso
  • krystek.fabuloso 24.07.10, 18:20
    Z powodu upałów, wszystkie noce spędzał Chłystek na swojej ...
    21.07.2010 13:29
    ~Krystek fabuloso
    Z powodu upałów, wszystkie noce spędzał Chłystek na swojej ławeczce pod akacją i spało mu się wyśmienicie, gdyż jej zapach tak otumaniał krwiożercze komary, iż dostawały pomieszania zmysłów, opadały bezwładnie w trawy i tam, zmienionymi już głosami, przyłączały się do chóru cykad. Gwiazdy mrugały do niego wesoło, niespiesznie, mglisto rozproszony blask ciekawskiego księżyca kładł się żółtawymi cieniami na pachnącym kwieciu, delikatnie zaznaczał kontury pagórków i ślizgał się beztrosko po miedzianej wieżycy kościołka w dolinie. Chłystek budził się parokrotnie podczas nocy, ale tylko po to, aby wzdychając z uśmiechem, w całej pełni uświadamiać sobie czar tych niezwykłych nocy.
    Któregoś ranka stwierdził jednak, że w kościach zaczyna już się odzywać zastane lenistwo, poza tym wyczuł w powietrzu specyficzny zapach. Z niedowierzaniem pokręcił głową, powąchał raz jeszcze i zrozumiał, że tym razem zupełnie przegapił sezon ogórkowy. Co prawda zauważył, że stragany w Mieście uginały się pod ogórkami różnych wielkości, świeżymi, czy małosolnymi, a doniesiono mu także, że pod każdym większym dębczakiem w Kniei znaleźć można pokaźnych rozmiarów beczkę wypełnioną po brzegi najprzedniejszymi kiszonymi, lecz jakoś nie skojarzył sobie tego z corocznym sezonem.
    Wyprostował się przeto na swojej ławeczce, oczy przetarł, jeszcze raz przeciągnął się, aż kości zatrzeszczały i postanowił coś zrobić. Właściwie miał ochotę na interesującą rozmowę, ale....Mędrzec jak zniknął w sinej dali, tak zaparł się w niej na dobre i chodziły słuchy, że robi specjalizację w prowadzeniu bezkrwawych wojen, Półpałek-Zapałek już od miesiąca wisiał na konarze przed swoją dziuplą, a wielki transparent z napisem "Nie przeszkadzać" nakazywał szacunek i nienaruszalność jego kontemplacji. Nawet emerytowane, prawie już niewidzialne wiedźmy z krainy Wodnika wybrały się całym stadem na urlop, na bliżej nieokreśloną, samotną wysepkę u wybrzeży Chorwacji.
    Cóż, pozostawało tylko wybrać się z wizytą do miejsca urodzenia, pozostawało tylko wybrać się do Chłystkowa.
    I niewiele myśląc, wezwał Chłystek Lotnię Imaginacji, wskoczył na nią zgrabnie i delikatnie naciskając kolanami jej wypasione marzeniami boki wzbił się w przestworza, w powietrze pełne zawirowań tego co będzie i tego co być może się stanie. A jako że kompasem był mu Kalejdoskop Zdarzeń, więc i podróż trwała mgnienie oka.
    Wylądował przed chatką szamanki, która to swojego czasu pomogła uwolnić się jego matce od ciężaru jego przenoszonego niemowlęctwa, rozejrzał się dookoła i nie widząc charakterystycznej sakwy zorientował się, że poszła do lasu na poszukiwanie swoich ukochanych ziół.
    Rozejrzał się raz jeszcze....
    Od kamiennej studni wiało chłodem, w którym wyczuwał zieleń mchu.
    Rozłożysta lipa kapała nektarem i kroplami ciężkich pszczół, obok jej pnia, po żółtym piasku tupał zaniepokojony szpak.
    Przy samej furtce, Krzaczek-Szemraczek kwitł oszałamiająco i zdawało się, że tęsknie wyczekuje na dotyk drobnych rączek Julenki....
    ....zaraz obok panoszyły się cudowne malwy.
    Nic się nie zmieniło, było tak jak kiedyś, i tak miało pozostać, bo był w tym sens.
    Chłystek popchnął skrzypiące drzwi i uroczyście przekroczył próg pachnącego ziołami pomieszczenia. Przez chwilę nic nie widział, gdyż wewnątrz panował głęboki mrok, lecz już zaraz potem rozróżnił kontury staromodnego kredensu, wygasłej kuchni z żeliwnymi fajerkami, kolory gałgankowych chodników i obszerny stół, a na nim kamionkową misę kwaśnego mleka i stertę dorodnych, świeżych ogórków....

    Jak w sam raz na sezon.


    --
    http://i45.tinypic.com/2rpy7sz.gif
    Krystek fabuloso

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka