Dodaj do ulubionych

Larum grają albo z markietanką igrce.

04.06.12, 18:21
W Dzwony Dzwonienie Poranne się niesło, w Tarabany Tarabanienie do wnętrza się Namiotu wdarło, a jam Szlafmyckę jeno na Uszy naciągał, Koszulinę z Lnu przędzoną na Tyłek słaniał, a Stopą Prawą o Łydkę Lewą pocierał, jako że ta - Kurczem dotknięta, wywichnięciu uległa, a spode Kocyka się wydostawszy, jako Członek Najpierwszy, Chłód Świtnej Pory przyjęła na się. Tedy tarciem owym Krwi w Kończynie swej Krążenie budząc, miętkim listeczek skubnął, Źródlaną zapiwszy Wodą - nie masz bowiem w Kniei nad Strawę skromną, a i w Witaminy zasobną. Mietę tęże Wieczora każdego na Nozdrzy wysokości kładę , by Słodkim swym zapachem do Snu mnie koiła, a Tajemnicy Poznaniu sprzyjała, Sekretu Rozwiązanie łatwiła, co bym, kiedy jeno Ślepia rozewrę, jeszcze Mądrzejszym o Sen ów właśnie bywał. Tedy, gdy Słoneczko za Horyzonty wędruje, a Miesiączek Gębą swą się ku mnie z Nieba Poziomów śmieje, ja ku Dębom najbliższym bieżę czem prędzej, z w Dłoni Saperką, a z w Kieszeni Sakwą przepastną. I kiedy jeno Miętki Listowie - z Zadrości pozieleniałe dostrzegę, Saperką ode Łodygi po kolei odcinam, a w Kiesę - co by nie poschło, kryję. A w Sekrecie to czynię z Największych możliwym. Każdy bowiem jakąś Życia a i Mądrości swej Nadzwyczajnej a Unikalnej przy tem Zagadkę, przed Wścibskim ukrywa Wzrokiem. Gdy Zrywy pokończę i do Namiotu wrócę, Saperkę pode Łoże składam w Onuckę zwiniętą, Kiesę zaś pode Jaśki skrywam, by Pytania Niewygodne na Usta niczyje nie zaszły, a mnie w Konfuzyję Wscibstwem swem nie wprawiały.
Miętka z rana Oddech przywraca Świeży. Miętka Śniadania miast to - Soki Trawienne wydziela, tak, że Głodu uczucie samo w sobie do Czynu cię chęci - w Dołku bowiem Ssanie tak dotkliwym bywa, że na równe się Nogi zrywasz, by bodaj Suchara dopaść, bodaj Ogóra Kiszonego nadgryźć.
Ranka tegoż Miętka spożyta, Soków jednako w Bebeszkach nie trykała. Ranka tegoż Listek Zębem nadgryzion Mlecznym, Krwi do Bulgotu nie nęcił. Stanem tym Rzeczy przygnębion leżałem Paralityk niczym, w Myślach swych Przyczyny Stanu tegoż się doszukując . Oczy tedy przymknąłem, a Czoło w Wielkim zmarszczyłem Skupieniu, Dech cisząc, by Myślom nie mieszać, Głos tłumiąc, by Słowem Niepotrzebnym ich nie drażnić. Wzrok jenom w Pająka -Krzyżaka w Rogu Namiotu sieć swą plecącego Nieruchomo utkwiłem, by w Misterium Splotu się głębiąc Regresji ulec, w Hipnozie zapaść, a Noc Minioną przywoławszy Źródła się Stanu obecnego dokopać.
Po Klepsydr upływie kilkoro, Powieki poczułem lekkie, do Mrygania nieskore. Po Ziaren Piasku Tysięcy Dwoje przesypie, Źrenice w Rozwarciu maksymalnym zastygły.
A jam Zahipnotyzowany, a jam Zrebirthingowany Sen śnić na jawie - przeszły już, bo Nocnoostatni - poczęłem po Szczególe Szczegół.
Druhów Najsampierw po Polanie łażących w Poruszeniu Wielkim dostrzegłem. Szeptali za Karabele chytając, łazili, Dłonie do Czoła co raz przytykając, biegali, do Namiotów po Koncerze włażąc. Ucha tedym nadstawiać zaczął - wiadomo we Śnie jako Puch jesteś, Ciążenia przełamując Prawa. Wiadomo, we Śnie tyś Duch niczym, tedy do Gęby każdemu - bez Zdrady się Ryzyka - zajrzeć niemal możesz.
Sfrasowałem się wielce, gdyże nie jako Druhy moje, ale Wojska Zacieżne się zdali, jako że w Obcym gadali Narzeczu. Jakoby Babel przywołano Wieżę ! Jakoby Języki mieszajac na Złość mi zrobic chciano. Jakoby Beztalencie Lingwistyczne wytknąć zamiarowano.
Sutler comes ! - gada Jeden. I'll go on the bust- Drugi wtóruje. A ja u Warg ich zawisając, Modlitwy do Boga Wszechmogącego niesę, co by w Translacji pomógł, a mnie pojąć Mowa o czym tu zaszła. Po części wysłuchał, tedym - jak to we śnie, gdyś Poliglotą nagle - pojął, iże Markietanka nadchodzi jaka, a Druhy one - Niewieściego Towarzystwa spragnieni - w Tany się pójście szykują.
Tedym i ja Kontencyi uległ, ni masz bowiem dla Rycerza Wytrwałego, nad Białogłowy Grzecznej towarzystwo.
Białogłowa we Śnie po Klepsydrze kolejnej - próżno sypanej - nadeszła wreszcie. Jeno, że miast w do Tańca Sukienczynie, Wór jaki przywdziała Czarnym okutany Pasem, a Groźne Okrzyki wznosząc przez Obozowisko pognała. A gdzie stąpnęła, tam Trup się ścielił Gęsty.
A kędy kroczyła, tam Ziemia Strachem zdjęta zadygotała. Maszt pode Mocarnych jej Palcy naciskiem niczym Łuczywo sie skruszył. Namiotów Brezent jako Bibułka pękał. Kucharz Obozowy Chochlą Markietankę oną zdzielić zamiarował, ta jednak w Czaszkę - z Betonu niczem stuknąwszy, w Kabłąk się jeno wygięła, a Kucharz z "Łojezu !" wrzaskiem w Kotle Grochówki warzonej zlądował.
Juże Śmierc i Trwoga wokół. Juże Kataklizm Ostateczny nade nami zawisa. Na nic tu Karabele, ni Kindżały na nic. Tedym między Dęby podał Tyły, a tam za Konarem przywarłszy na Dzieło Zniszczenia spoglądał. A Markietanka Czarna Woja za Wojem za Rzęsy targa ! A Markietanka - Demon niczym - za Rzęsy one dzierząc, Młynek pojmanym takoż w Powietrzu wywija, a nade Czaszką Betonową swą przerzuciwszy o Glebę wali, aże Jądro się Ziemi huśta, aże Boberki w Strumyku pobliskim w Żeremia zapadły. "Źle ze mną " (we śnie ) myślę tedy. Ni chybi, gdy wszetkich wykończy i mnie ku Rzęsie poskoczy, a o Darnie huknie.
Przerażenie mnie tedy osacza, cóże bowiem z Żeberkami memi Delikatnemi będzie ? Zgroza mnie tedy tarmosi, cóże bowiem z Kręgosłupkiem mym Prostym nad podziw - gdy nim o Kamyczek Śródtrawny walnie - będzie ?
"Wszystko to pewnie, przez one Miętki Tajemne wieczorami Rwanie" - myślę sobie. Wszystko to pewnie, przez Sekretów tajenie. Wszystko to z Zachłanności Niebywałej, z Egoizmu Niespotykanego racji."
A Markietanka Pas Czarny poprawia. A Markietanka ku Kniei pogląda. A Markietanka Dwa naprzód postawia Kroki. A Kroki one jako Kangura Susy. A Kroki one, jako Elanda skakanie.
Kilkoro jeszcze i już się do Rzęs moich dobrawszy, Żywot mi z Piersi wysączy !
Tedy Pokutę prędką Czynię, a Zdrowaśki ze Światłą Prędkością wypowiadam, to oto Postanowienie a i Obietnicę kładąc, iże już nigdy Miętki po Nocach rwać nie będę, a Sprytu mojego Tajemnic Wszem i Wobec obwieściwszy, sam przy Życiu pozostałych do Konsumpcji onej zachęcę. By Przysięgę mocnić, Wyprawę taką do Lasu na Wojów czele prowadzić Solennie i Uroczyście ( a to przez na Sercu Palców Dwóch Dłoni Prawej złożenie ) obiecuję.
A Markietanka Opasana Czarno tuż, tuż. Juże jej Wzrok Anielski widzę. Juże Lico jej Zmarszczką Niepokalane, własnym Bielmem mierzę.
Już, już z Żywotem się własnym żegnam. Juże przy Życiu ostałych o Krzywd z mej Ręki i Usty zadanych, wybaczenie proszę. A wonczas czuję, jako Rzęsy w Mgnieniu mi Oka rosną. Juże jako Dębu Gałęzie ci one. Juże jako Konary te-że. Pną się wprzódy, ku Markietance prosto. A choć jako Oczu już nie Oprawa, ale Korzenie ich niemal - dłuższe ci one i tęższe, ja Ciężaru ich nie czuję wcale. A choć jako Węże się wiją, ja Równowagi Ciała nie tracę. A choć moment jeszcze temu Przerażeniem zdjęty, już Równowagi nie tracę Ducha.
A Rzęsokonary, a Rzęsogałęzie, a Rzęsodęby moje, Markietanki Rzęsy chyciwszy ku Niebu ją ciskają, w Piekła Czeluście trącą.
Na Pohybel. Na Obozowiska Wieczyste wybawienie. Na Rzęsozatracenie ostateczne.
Cisza tedy nastała . Ja Dank ku Niebu niesę, o Obietnicy danej przed chwilą nie zabywszy.
A kiedy Uśmiech już - tuż na mych zawisa Ustach, kto tam z tyłu podchodzi i w Wieżobabelskim języku "A sight for sore eyes " wtrąca.
Widać i tenże Rzęsy moje Mocarne Miłością pokochał szczerą.
Edytor zaawansowany

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka