Operacja - akcja "KOTY ZIMĄ" Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Jasny gwint, no i co z nimi będzie zimą?!
    Myśl taka, najgłówniejsza, zakorzeniła mi się na widok bidul-kotów, zalęgłych od poprzedniegp lata na mych "włościach", na stryszku. Przecież nas sobie oswoiły jeszcze bardziej, niz w roku minionym, jako że czas robi swoje, budzi przywiązanie...
    Jak na pewno pamiętacie, wspominałem.
    Pamietacie, tak? Pamiętacie?!
    No to opowiem big_grin
    --
    http://i43.tinypic.com/2ahbjuw.jpg
    • Opowiem o czynach wielkich, herkulesowym pracom równych (o ile Hercules Magnus Custor - Herkules Wielki Opiekun) zająłby się stolarsko - dekarskimi pracami na rzecz kotów.
      Bo tu sie zaczęła "akcja koty", która zabrała mi sporo więcej czasu oprócz planowanego "na łonie Złotej Pani Jesieni".
      Akcja o przeogromnej, tytanicznej skali big_grin
      Akcja, która przyniosła pewne daleko idące skutki (m.in. moja nadspodziewanie długa nieobecność na Podwórku).
      Ale nie tylko, ale nie tylko wink
      cd
      --
      http://i43.tinypic.com/2ahbjuw.jpg
      • Cztery już dorosłe choć drobne koty. Ładne. Z powodu rzadkich z nami, a także z innymi ludźmi (jak sądzę) kontaktów, na wpół dzikie, płochliwe, nieufne. Jednak na tyle do nas nabrały zaufania, że podchodzą na metr - dwa (zwłaszcza i z największą chęcią na widok napełnionej miski). Wówczas bywa, że uda sie któregoś musnąć, pogłaskać po łebku, zanim odskoczy.
        Choć niesprawiedliwie mówię: nawet kiedy suto nakarmione, porządnie najedzone, lubią przebywać w pobliżu, wylegując się na skrawkach ziemi słońcem nagrzanych, na szerokiej a ciepłej płaszczyźnie granitowego kamienia, a nawet (uidawałem, że nie widzę wink) na miękkich fotelach na tarasie. Że juz nie wspomnę o gromadnym i rozgłośnym miaukliwym witaniu, a nawet żegnaniu.
        Zagadką pozostaje, jakim sposobem koty odróżniają ten jeden konkretny (nasz) samochód, od licznych innych, przejeżdżających.
        cd
        --
        http://i43.tinypic.com/2ahbjuw.jpg
        • Matka - seniorka zalęgłej kociej rodziny, która tak nas obdarowała swoim przychówkiem jest najłagodniejsza. Najczęściej to ona własnie pozwala sie pogłaskać, śmiesznie nadstawiając - podsuwając łebek pod wysunietą dłoń. Najpewniej została przez tzw. "ludzi" porzucona-podrzucona. Bardzo ładna, tricolor: rudawy czaprak przetykany ciemnymi łatami, takiż łebek, poza tym dużo białego. Imię: Prima.
          Drugi kot do matki swej bardzo podobny, niemal nieodróznialny, choć na czapraku więcej żółtego niż czerni, której za to sporo jest na łebku.
          Trzeci kot prawie całkiem biały, oprócz czarnej plamki na kłębie; tylko uszy czarne i niezwykły, można rzec: tygrysi, trójkolorowy ogon.
          I czwarty kot, zupełnie od inny od rodzeństwa, szaroburobrązowy, w słońcu pięknie pasiasto-rudawy: najdzikszy, najpłochliwszy.
          Wszystkie jasno-złotookie, przypatrujące się naszym czynnościom z wyraźną, skupioną uwagą.
          Cztery dzikie, a przecież oswojone, przynoszące czasem jakiegoś gryzonia "w podzięce" big_grin
          cd
          --
          http://i43.tinypic.com/2ahbjuw.jpg
          • I myśl druga zakiełkowała: a co, jasny gwint! będzie później, z upływem czasu - szok!!
            Ile kotów zastaniemy nastepnej wiosny?! shock 30? 50? Bo wszystko wskazywało na to, że łatwo, oj łatwo "stado" sie powiększyć może...
            Trzeba trafu, trzeba mojego szczęścia!, że przy pomocy sąsiadki (nie masz, jak sąsiadkawink), osoby nad wyraz miłej i uczynnej, zwierzętom oddanej, opiekującej się wszelakimi zwierzakami ku niej się garnącymi (zazdroszczę Jej jeży!), wspólnymi siłami i sposobem sprytnym udało się nam wszystkie koty złapać!!
            cd
            --
            http://i43.tinypic.com/2ahbjuw.jpg
            • Jakie przerażone miały oczy, jak się szarpały, wyrywały, głuche na pieszczotliwe, uspokajające słowa; jakże się w nich tłukły strwożone serca niemal widocznie pulsujące pod żebrami...
              Jak się szczerzyły zęby i jak przypłaszczyły się do czaszek stulone uszy! Wtuliły się w siebie wzajem niczym czterogłowy, zębiskami ostrymi (oj mocno ostrymi, wiem coś o tym wink) i szesnastoma opazurzonymi łapami najeżony, jeden wielki, zdesperowany strrrasszny kot. Od strachu aż niebezpieczny.
              cd
              --
              http://i43.tinypic.com/2ahbjuw.jpg
              • Cóż - wszystkie zostały wysterylizowane u lekarza weterynarii (same kotki to były), z niemałym ambarasem pooperacyjnym: bo kaftaniki, bo opatrunki, bo komplikacje, bo zdejmowanie szwów...bo...bo...!! big_grin
                Cały czas posykiwały, wyszczerzone, dzikie, grożące. I jak poooszły!! na koniec uwolnione...po dwóch dniach dopiero wróciły. Nie ukrywam, że były wyczekiwane smile
                cd
                --
                http://i43.tinypic.com/2ahbjuw.jpg
                • Agfo, błagam, nie zostawiajcie ich na pastwę głodu i chłodu.
                  Proszę... proszę....
                  • sza.aliczek napisała:

                    > Agfo, błagam, nie zostawiajcie ich na pastwę głodu i chłodu.
                    > Proszę... proszę....

                    Ech, Szaliczku -
                    Toż te same koty juz poprzednią zimę przezimowały, co 2-3 dni specjalnie jeździłem z karmą, wici rozesłałem w okolicy w sprawie zwierzaków - a i tambylcy samorzutnie zadbali, za co iim cześć i chwała. "Warunki lokalowe" gorsze miały, budy - Dzieła nie posiadały. Teraz będzie im dobrze, niechby wiejskie psy miały w połowie tak, jak te koty, dziko przecież w lesie urodzone i wychowane.
                    Sąsiadka już umówiona, worki karmy dostała, będzie dostawa następnych, do karmienia dla Jej wygody (i kotów) znalezione jest wygodne zadaszone miejsce.
                    A ja, po staremu, świeżą spyże dostarczę w porę.
                    Oswoiły nas sobie przecież, jak juz pisałem. Zatem - zobowiązały.
                    Spokojnie, Szaliczku miły smile
                    --
                    http://i43.tinypic.com/2ahbjuw.jpg
                    • Kochany, cudny Agfo - masz gorącego całusa za te kocie bidy: )))
                      Jakos tak za kotami nie przepadam, ale jak jest kocisko, to jest. I tym samym koniec dywagacji : )

                      ps I nie życzę Ci takich historii jak na obrazku : ))))

                      http://img515.imageshack.us/img515/7248/2908niemowlaki1moq6.jpg
                      • Szaliczku, całusa przyjmuję z rozradowaniem wielkim i rumieńcem! (ciiii wink. A trzeba Ci wiedzieć, że ja właściwie psiarz i koniarz jestem - ale prawie każde inne zwierzę dla mnie też jest ważne.
                        Taka natura od dziecka.

                        Twoje zdjęcie, obrazek: rrrany!! to własnie tak by wyglądało! big_grin
                        W czas zdążyliśmy zadbać.
                        Pozdrowienia, Szaliczku smile
                        --
                        http://i43.tinypic.com/2ahbjuw.jpg
                        • : ))))

                          Bo psy to jednak zupełnie inny rodzaj zwierzaka.
                          Ale kocisko też jest na stanie : ) I też kochane, choć psotne!
                          Bardzo takie jakieś z fiumami...


                          Ano ... kotki trzeba sterylizować, w ciągu roku potrafią mieć nawet 3 mioty, tak licząc oględnie - razy 4 sztuki - i bach! 12 kociąt plus matka! : )

                          Odpozdrawiam serdecznie: )
                          Dobranoc.
                • No a potem poczułem się w obowiązku zbudować im budę. Ciepłą i bezpieczną, z solidnych desek, wewnątrz wyścieloną grubą wykładziną, z małym (jak dla kota) otworem wejściowym zasłoniętym ruchomą "klapką". Jednorodzinna buda dla "bandy czworga", do umieszczenia na stryszku działkowego domku, który to stryszek stał się wiatrem jeno podszyty, po wietrzno-deszczowych tegorocznych katastrofach.
                  cd
                  --
                  http://i43.tinypic.com/2ahbjuw.jpg
                  • Budowy dzień pierwszy, drugi...itd, wiele dni następujących: big_grin
                    - poszukiwanie odpowiednich desek i wykładziny, również u znajomych i sąsiadów. Okazja do burzliwych i interesujących nocnych rozmów Polaków.
                    Wszelkie materiały uzbierane, są, wraz z bólem głowy wink

                    - składowanie materiałów: ćwiczenie ramion, barków, kręgosłupa, mięśni grzbietu! big_grin
                    cd
                    --
                    http://i43.tinypic.com/2ahbjuw.jpg
                    • Przycinanie do odpowiednich rozmiarów desek i wykładziny za pomocą piłki ręcznej, nozyka z wymiennymi ostrzami, nozyczek i szarpanie (się również). Au!
                      Opatrywanie przeciętego palca plastrem z opatrunkiem.
                      Odpoczynek big_grin
                      cd
                      --
                      http://i43.tinypic.com/2ahbjuw.jpg
                      • Po wizytacji robót dokonanej przez Najważniejszą Nadinspektorkę okazało się, że buda jest za wysoka! Cytuję: "...to nie są bernardyny...".
                        Przyznaję rację, jestem zasugerowany kolorytem kociej rodziny.
                        Ponowne obmierzanie do przycinania, na szczęście konieczne zmiany okazują się być niewielkie (łatwiej zmniejszyć, niz powiększyć!).
                        Dwukrotna zmiana plastra-opatrunku, wyciąganie drzazgi big_grin
                        cd
                        --
                        http://i43.tinypic.com/2ahbjuw.jpg
                        • Poprawne przycinanie ścianek bocznych i daszku, który ma być na zawiasach, dla możliwości podglądu, zmiany posłania, dokładania wyściółki - itd itp.
                          Dopasowywanie za pomocą nożyka innego kawałka! wykładziny.
                          Plaster opatrunkowy na drugi palec.
                          Plaster tym razem mniejszy, nabieram wprawy wink
                          Dobra nasza!
                          cd
                          --
                          http://i43.tinypic.com/2ahbjuw.jpg
                          • Przybijanie papiakami wykładziny do ścianek. Okazuje się, że jest prawie znakomicie dopasowana.
                            Prawie robi jednak pewną różnicę, są małe, ale rozwiązane problemy z wykładziną,
                            obtłuczony trzeci palec,
                            w nagrodę aplikuję nam ognisko, grilla, wino.
                            ............
                            Nastepuje cały dzień odpoczynku wink
                            cd
                            --
                            http://i43.tinypic.com/2ahbjuw.jpg
                            • Zbijanie ścianek sześcioboku idzie gładko, choć konstrukcja wymaga dodatkowego, zewnętrznego wzmocnienia beleczkami.
                              Dużo długich gwoździ, dużo przybijania, młotek upadając obtłukuje stopę.
                              Obywa sie bez plastra, co to dla mnie!! big_grin
                              Budowla nabiera kształtu...i ciężaru, obrośnięta wzmocnieniami.
                              Wygląda...hm...malowniczo! big_grin
                              Śpię z poczuciem zadowolenia!
                              cd
                              --
                              http://i43.tinypic.com/2ahbjuw.jpg
                              • Kolejna wizytacja Najważniejszej Nadinspektorki: moje samozadowolenie upadło z pewnym hałasem...wink
                                Otwór wejściowy nie powinien być na poziomie podłogi (jak dla psa), lecz wyżej!

                                Następuje mała "przebudowa", wszystko gra. Wnętrze budy wyścielone ciepło i miękko, nie mażadnych szpar.
                                Na zewnątrz...lekki artystyczny chaos beleczek wzmocnieniowych. Buda jest masywna i ciężka.

                                Przyznaję Nadinspektorce rację, że prościej byłoby kupić gotową, być może są takie "kocie budy".
                                Ale nie byłaby ona taka...skomplikowana i interesująca, nie miałaby tylu zbędnych-niezbędnych elementów, to przecież buda własnej domowej roboty, Dzieło! (nie chwaląc się wcale...wink)

                                W tej kwestii Nadinspektorka przyznaje rację, i wyraża zachwyt!! big_grin

                                Jeszcze rozmyślałem, czy by Dzieła jakimiś malowankami nie pokryć, jednak zrezygnowałem: tylko bym jego surową formę oszpecił, szlachetnej prostocie uchybił.
                                Dzieło tak wielkie nie potrzebowało malowanek!
                                cd
                                --
                                http://i43.tinypic.com/2ahbjuw.jpg
                                • Pozostał drobiazg: wciągnąć budę pod dach, idąc po drabinie.
                                  Ale cóż to jest, na Herkulesa!
                                  Cóż to jest, na barona du Vallon de Bracieux de Pierrefonds - Porthosa! big_grin
                                  Bloczek, mocne liny, aby szczeble, tylko aby szczeble wytrzymały!! bo niemałemu ciężarowi muszą sprostać, ciężarowi Dzieła. I Autora wink

                                  Zatem rozebrany do pasa, aby odzienie nie hamowało swobody ruchów i aby o coś nie zaczepić (a ziąb był siarczysty tego dnia i wiatr arktyczny zacinał przejmująco), wziąłem się do czynu!
                                  Gorąco mi się zaraz zrobiło - z wysiłku i z przejęcia, aż wyglądałem jak -deszczem-zroszony, -gdy-w miarę-jak-coraz- to--wyżej-na-szczeble-wstępowałem...
                                  Mięśnie napięte jak postronki, wspomniawszy na dawne przewagi (Herkulesie, Porthosie! wink) pomogły.
                                  Poooszło! big_grin
                                  cd
                                  --
                                  http://i43.tinypic.com/2ahbjuw.jpg
                                  • Budę - wciągnąłem, ale już przy ustawianiu podłożyłem rękę...
                                    Porażający artyzm Dzieła...

                                    Ale już dziś mogłem o moich zabiegach i tytanicznych (tak jest, tytanicznych! wink) pracach opowiedzieć, w akcji "koty zimą".
                                    Sukces, moi drodzy, sukces big_grin
                                    Koty już się zadomowiły, ożywione biegały i hycały tam i z powrotem niczym wiewiórki.
                                    Przyznałem sobie medal (z kartofla) za całe przedsięwzięcie, a patronom - Herkulesowi i Porthosowi - wina czarkę ulać postanowiłem! big_grin
                                    Zimą nie tylko bidule-koty, ale i my, pięciu! kotów opiekunowie (bo przecież domowa Mruczka też działkowy podrzutek - będziemy spać spokojniej.
                                    --
                                    http://i43.tinypic.com/2ahbjuw.jpg
                                    • Witaj Agfo smile
                                      Uśmiałam się czytając Twoją opowieść. Wybacz, bo to nieładnie śmiać się z czyichś wypadków, ale Twoja praca dla kotów była zaiste poświęceniem i ofiarą, i to jak! big_grin
                                      Koty przeżyją zimę a i Twoje rany z pola chwały też się zagoją smile

                                      Dobrze, że już jesteś bo bardzo nam Ciebie brakowało smile



                                      --
                                      http://i47.tinypic.com/2wqaekm.gif
                                      • Karen, to mnie ucieszyłaś, że się śmiałaś - nie w innym celu pisałem ową opowieść o Dziele smile
                                        Wszak to zabawna opowieść, właśnie zabawna, jak to się mieszczuch do budowy domu kociego bierze!! big_grin
                                        Tzw. rany - z dumą je nosiłem, jako Twórca-Budowniczy, a i czasy chłopięce - pisząc - sobie przypomniałem, kiedy to się w gromadzie kolegów chwaliło podobnymi obrażeniami.
                                        big_grin
                                        --
                                        http://i43.tinypic.com/2ahbjuw.jpg
                                        • O Matko Naturo! Pięć kotów na głowę?! To ile tych kotów przypada na 38 milionów Polaków?!
                                          --
                                          hardy.bloog.pl/
                                          Hardy
                                          • Agfo.
                                            Martwiłem się o koty z mojego osiedla, bo... budynki zostały ocieplone, nowe okienka do piwnic pozamykane....
                                            dodatkowo taki stary budynek (pod konserwatorem), który przez lata niszczał... ale było tam mnóstwo zakamarków... został wyburzony (awantura na całą Warszawę)...
                                            i sporo kotów zostało bez domu, bez norki...zimnej bo zimnej... ale od wiatru i deszczu chroniącej...
                                            O wpuszczeniu kotów do wyremontowanych domów... mowy nie było, bo wiadomooo... teraz ma być ślicznie, czysto...aseptycznie, elegancko, porządnie...itd...
                                            Nawet strach by było temat podjąć... bo ....krzyk okropny od razu by się podniósł.

                                            Nawet powołanie się na przepisy...było na nic...
                                            bo w/g przepisów, okienko do piwnicy może być otwarte... ale musi być wydzielone miejsce... komórka dla kotów (tak, żeby nie rozłaziły się po budynku) i musi być wyznaczony opiekun do kotów..., który będzie sprzątał...i jeść dawał...
                                            Jak tu znaleźć opiekuna...
                                            Nie było jak, bo jednak ludzie... chcą dbać o swój wizerunek... a wyśmiewana opieka nad kotami, niezbyt do tego pasuje.
                                            Myślałem też o domku dla kotów...
                                            o czymś takim, co Ty zbiłeś...
                                            ale na osiedlu jest sporo psów..., niektóre wielkości kota...
                                            niezbyt ten domek byłby bezpieczny...
                                            a dodatkowo, zorientowałem się, że właściciel terenu... raczej nie wyrazi zgody, bo chce mieć ładny trawnik... bez graciarni....

                                            Koty poszły sobie.
                                            W okolicach zaczynam widywać szczury...
                                            Do tej pory szczurów nie widywałem...
                                            cóż.... szczur też zwierzę...
                                            a miastowość i elegancja... też mają swoje koszty...i swoję zwierzaki do miasta pasujące...tongue_outtongue_outtongue_out

                                            Zastanawiałem się... dokąd te koty sobie poszły...
                                            I już wiem!
                                            Spryciarze!
                                            Teraz mieszkają na zapleczu parku!
                                            Jest tam spora baza... na samochody, narzędzia, pługi do odśnieżania...są stajnie....
                                            I wiesz co... widuję je czasem...
                                            mają ładne futerka, okrągłe brzuszki...
                                            Jakiś dobry człowiek tam o nie dba!

                                            http://wstaw.org/m/2012/03/26/k%C3%B3%C5%84_AWATAR.jpg
                                            • Agfo... a czy wiesz...
                                              że na działce...
                                              dochowałem się olbrzymiego stada sikorek bogatek...
                                              Ale to jutro opowiem, bo teraz... muszę jeszcze kilka rzeczy zrobić...
                                              http://wstaw.org/m/2012/03/26/k%C3%B3%C5%84_AWATAR.jpg
                                              • Na działce mam strych antyzłodziejowy.
                                                Polega to na tym, że można na niego wejść tylko po drabinie, przystawionej na zewnątrz domku...!
                                                może wariacko to wymyśliłem, bo i dla nas jest to spore utrudnienie, ale... tyle lat minęło... i sprawdza się...
                                                W domku... vardzo niewiele zostawiamy...
                                                Na strych ładujemu... butle gazowe... wiosła, mniej wartościowe wędki..., wszystkie rzeczy, ktore mogłyby zainteresować ewentualnego złodzieja.
                                                Strych jes obudowany deskami.
                                                I z jednej deski wypadł sęk...
                                                miałem z tym zrobić porządek,... ale zwlekałem... boooo......jakoś mi nie po drodze było.
                                                I dobrze zrobiłem.

                                                Przed domkiem rosnie bardzo stara jabłonka.
                                                W sadzie, to by ją dawno wycieli...
                                                My tylko obcinamy chore gałęzie...
                                                Wygląda ona... dosyć malowniczo... jest dziwacznie poprzycinana... i gdyba była mała, to mozna by ją porównać do drzewka bonsai...
                                                Na tej jabłonce robaków, szkodników... jest od groma!
                                                Stara, chora... nawet huba już na nią wlazła.

                                                I tak...
                                                Sikorki wypatrzyły dziurę w desce od strychu...
                                                To był bardzo niebrezpieczny moment, bo kiedy ptak wleci przez małą dziurę do większej przestrzeni... to nie zawsze znajdzie drogę powrotu, potrafi z głodu zginąć...
                                                Ale ta para... dała sobie radę...
                                                Powiem więcej...
                                                Niezbyt rozumiem jak... ale na strychu gniazdo zrobiło sobie chyba.. kilka par!
                                                Całe szczęście..., że kiedyś o świcie... zauważyłem nagle rój sikorek na jabłonce...
                                                Całe szczęście..., że udało mi się wypatrzeć, skąd wylatują...
                                                Bo robiły to bardzo sprytnie i po cichu!
                                                Całe szczęście, że sprytni rodzice, nie wystraszyli się nas... kiedy przyjechaliśmy (razem z kotem, tylko gniazda pilnowali)
                                                Tych sikorek... to było na strychu mnóstwo...
                                                Tak... chyba do 30-tu... można by policzyć....
                                                Najgorsze, że nie wiem... co zrobić w przyszłym roku...
                                                Zasadniczo... mój strych... to nie jest wylęgarnia sikorek! big_grin
                                                no i co mam zrobić...?
                                                W tym roku, to dałem im spokój...
                                                dobrze, że w domku była mała butla na gaz... i nie musiałem nachodzić sikorki w ich ...gniazdach...
                                                Z innymi sprawami... jakoś wytrzymaliśmy... i nie zakłócaliśmy sikorom spokoju...
                                                ciekawe... co one mi na strychu narozrabiały... z tym wychowywaniem piskląt?

                                                http://wstaw.org/m/2012/03/26/k%C3%B3%C5%84_AWATAR.jpg
                                                • Czujne uszy
                                                  i ostre pazury
                                                  wlazło to na szafę
                                                  i gapi się z góry
                                                  A jako, że w domu
                                                  inwazja biedronek
                                                  To czeka wytrwale...
                                                  kiedy przyjdą one!
                                                  I nie uratuję nawet jednej kropki
                                                  bo zanim zobaczę
                                                  kot robi galopki...
                                                  http://wstaw.org/m/2012/03/26/k%C3%B3%C5%84_AWATAR.jpg
                                                  • Sacreble!
                                                    U mnie od kilku dni też
                                                    biedronek zatrzęsienie!

                                                    To nie nasze, obce jakieś. Nasze są czerwieńsze, a te ą jakby przybrudzone. Coś słyszałem, że taka inwazja była już w ubiegłym roku na Śląsku. Widać i do nas już dotarły.
                                                    --
                                                    hardy.bloog.pl/
                                                    Hardy
                                                  • ciekawe jakie ptaki zjadają biedronki...?
                                                    coś mi się kiedyś o uszy ubiło, że biedronki śmierdzą??????


                                                    http://wstaw.org/m/2012/03/26/k%C3%B3%C5%84_AWATAR.jpg
                                                  • Hardy, to biedronki - emigrantki. Przybysze. Nie wiem skąd przybyły, ale czytałem że zagrażają naszemu rodzimemu gatunkowi, jako agresywniejsze. Przybyły też do nas szopy-pracze i jenoty, które z kolei zagrażają drobniejszej zwierzynie leśnej (np.zającom itp.)
                                                    Nie wszystko dobre, co "zagramaniczne ".
                                                    Jesli ludzie nie będą zbytnio niszczyć lasów i ingerować w naturę, to chyba natura sobie sama poradzi.

                                                    U mnie też było tego roku istne zatrzęsienie owych biedronek - i jeszcze innych robali w ilościach wiekszych niż zwykle, przesiadujących na pniach drzew, zwłaszcza lna lipie i na pniach pobliskich krzaków.
                                                    Nawet ładne (kwestia gustu) i podobno nieszkodliwe, toteż zostawiłem w spokoju big_grin, a dzieciaki miały sie czemu przyglądać.

                                                    Nazywają się kowaliki

                                                    http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/0/05/Pyrrhocoris_apterus_%28Kowale_bezskrzyd%C5%82e%29.JPG/320px-Pyrrhocoris_apterus_%28Kowale_bezskrzyd%C5%82e%29.JPG
                                                    --
                                                    http://i43.tinypic.com/2ahbjuw.jpg
                                                  • Agfo, ci "przybysze", tak rośliny jak zwierzęta, zawsze narobią bałaganu w lokalnym ekosystemie. Od razu na myśl przychodzą króliki przywiezione do Australii...
                                                    Mam nadzieję, że u nas nie będzie aż takiego zaburzenia. Mimo wszystko nie jesteśmy i nie byliśmy jako kontynent tak odzolowany od innych, jak Australia. Wcześniej też były takie "adaptacje", łagodniej powinny przechodzić...i
                                                    --
                                                    hardy.bloog.pl/
                                                    Hardy
                                                • Kosmita napisał:
                                                  > Na działce mam strych antyzłodziejowy.
                                                  > Polega to na tym, że można na niego wejść tylko po drabinie, przystawionej na z
                                                  > ewnątrz domku...!


                                                  To teraz rozumiesz, dlaczego ja po drabinie musiałem wnosić moją budę "Dzieło", bo mam podobnie.

                                                  Z tym, że żadne ptaszki tam się nigdy nie osiedliły, może dlatego że tak wiele specjalnych domków, budek lęgowych pozawieszałem na drzewach? Też po drabinie włażąc, i corocznie czyszcząc je i naprawiając. Bo corocznie są zamieszkane! Co roku obserwuję, jak zaaferowani ptasi rodzice uganiają się do lasu i z powrotem, ze zdobyczą dla nienasyconych dziobów.

                                                  Nie wiem, jak będzie z tym łażeniem, bo jakoś drzewa coraz to wyższe się robią big_grin

                                                  A od roku przeszło, kiedy koty dom swój tam znalazły...to juz całkiem na ptaki na strychu nie ma co liczyć. Koty są - przez zasiedzenie wink
                                                  Ptaszydła dają sobie zresztą radę znakomicie i bez stryszku.
                                                  Tyle sikorek...toż to wrzasku i świrgolenia nad głową musiało być co niemiara, aż w uszach świdrowało big_grin
                                                  Coś pięknego (i głośnego!) big_grin
                                                  --
                                                  http://i43.tinypic.com/2ahbjuw.jpg
                                                  • Co roku obserwuję, jak zaaferowani ptasi rodzice uganiają się do lasu i z powrotem, ze zdobyczą dla nienasyconych dziobów.

                                                    Ho ho hooo...big_grintongue_out
                                                    Agfo...
                                                    To moje sikory spryciarze nad spryciarzami...
                                                    Od strychu do jadłodajni (jabłonki) jest może tak... w linii prostej... 4 metry! big_grin
                                                    a ta jabłonka... to taki "stoliczku nakryj się" dla sikor!

                                                    A koty z parku są OK.
                                                    Zdrowe oczy, czyste futra...
                                                    iiiii... rozglądają się przechodząc przez ulicę! big_grinbig_grin


                                                    http://wstaw.org/m/2012/03/26/k%C3%B3%C5%84_AWATAR.jpg
                                                  • To rzeczywiście sikorkowaci spryciarze, Kosmito smile (cześć!
                                                    U mnie sikorki i inne ptaszydła też mają sporo wyżywienia "na miejscu", choćby wiśnia stara, rosnąca w pobliżu modrzewia, na którym lubią przesiadywać i sejmikują.
                                                    Nawiasem mówiąc, to nie pamiętam, kiedy choć jedną wiśnię zjadłem, ptaki są zawsze szybsze!! big_grin

                                                    Jednak kiedy wiosną żarłocznych dziobów jest mnóstwo, to i do lasu pobliskiego rodzice ptasi muszą się pofatygować.
                                                    Starsze ptaki oblegają karmniki.
                                                    Teraz będę musiał zadbać o słoninkę! Miłe to obowiązki.
                                                    --
                                                    http://i43.tinypic.com/2ahbjuw.jpg
                                                  • Swoją drogą to przedziwną nasza działka ma moc przyciągania dla zwierząt i dla ptactwa, bo te wszystkie "żywiny" najwyraźniej bezpiecznie się czują i oswajają. Pomimo że są (wyżej opisane) zalęgnięte koty, które wszędzie buszują, a także inne koty, sąsiedzkie-przechodnie, to bażanty zaglądają, dzięcioły, sójki, liczny i wszelaki drobiazg śpiewający, którego nazwać nawet nie umiem.
                                                    Niejednokrotnie obserwowałem, jak grzywacze spokojnym a ciężkim kaczkowatym chodem spacerują i podjadają kaszę tuż pod nosem tych kotów, biernie się przyglądających. Podobnie - synogarlice; jednych i drugich jest kilka par smile
                                                    Może nieco mniej jest tych ptaków, ale to juz sprawa zabudowywania całej okolicy, jeszcze niedawno tak przyjaznej; droga przecięła w poprzek stary bażanci szlak.
                                                    Nad wszystkim - po staremu - czuwa Sroka-Rządzicielka.
                                                    Stanowisko jest dziedziczne, bo nie może to byc przecież ta sama co przed laty sroka dobijająca się do okien, pukająca hałasliwie w blaszany parapet i przynaglająca. Nie może być ta sama - a zachowuje sie tak samo: rządzi! big_grin
                                                    Nawiasem: chciałbym, aby "zarządzenia" swoje wydawała ciszej i nie bladym świtem! wink

                                                    Gdzieś czytałem, że sroki przywiązują się do określonego miejsca i do "swoich" ludzi.
                                                    Chyba coś w tym jest...smile
                                                    --
                                                    http://i43.tinypic.com/2ahbjuw.jpg
                                                  • Sroki rozpoznają swoich ludzi.
                                                    Ale trzeba uważać, bo są złodziejowate , że aż strach!
                                                    Przez okno do domu wejdzie bezczelnie... i niech no tylko jakieś świecące leży...
                                                    kochają złote łańcuszki, monetami nie pogardzą...
                                                    No w ogóle... mają gust! big_grin
                                                    Koledze to pen driva... sroka złodziejka zakosiła! Z ważnymi danymi!
                                                    Naukowiec... myślałby kto!
                                                    (Gniazdo miała wysoko na drzewie, z narażeniem życia po drabinie wchodził! big_grin )

                                                    Pewno komuś topka ukradła i dodatkowa pamięć jej była potrzebna!
                                                    Klucz wolno leżący potrafi sobie zabrać!
                                                    Strzyż się sroki!strzyż!big_grin
                                                    http://wstaw.org/m/2012/03/26/k%C3%B3%C5%84_AWATAR.jpg
                                            • Kosmita napisał:
                                              > O wpuszczeniu kotów do wyremontowanych domów... mowy nie było, bo wiadomooo...
                                              > teraz ma być ślicznie, czysto...aseptycznie, elegancko, porządnie...itd...


                                              Myślisz tak samo jak ja, Kosmito. Z jednej strony radość bierze na widok piekniejących, restaurowanych, odsłaniających swoje nieznane powojennym ludziom elewacje starych kamienic - a z drugiej strony te "prześlicznie" i porządnie wstawiane nowe okienka piwniczne! Bardzo porządnie domknięte...
                                              Coraz mniej przestrzeni do życia dla kotów.
                                              W moim domu znalazł się kiedyś taki porządnicki - wywiózł gdzieś kilka piwnicznych kotów. Sprawca długo poszukiwany, przyciśnięty do muru zaprzysiągł, że żywe - i że na wieś do gospodarza (?!). Przez kilka miesięcy, dopokąd aż sprowadziły się nowe koty, grasowały wszędzie szczury, ogromne i upasione. Defilowały bez lęku, włażąc nieomal pod nogi.
                                              Od tamtej pory już nikomu (jak dotąd) nie postał w głowie zamysł wyrzucania kotów.
                                              Z chwilą ich zadomowienia, szczury znikły.
                                              Może ci "porządniccy" potrzebują takiej nauczki? Oby.
                                              --
                                              http://i43.tinypic.com/2ahbjuw.jpg
                                            • Kosmita napisał:
                                              Zastanawiałem się... dokąd te koty sobie poszły...
                                              I już wiem!
                                              Spryciarze!
                                              Teraz mieszkają na zapleczu parku!
                                              Jest tam spora baza... na samochody, narzędzia, pługi do odśnieżania...są stajnie....
                                              I wiesz co... widuję je czasem...
                                              mają ładne futerka, okrągłe brzuszki...
                                              Jakiś dobry człowiek tam o nie dba!


                                              Tak, koty są sprytne, ale w wielkomiejskich warunkach zdane przecież na człowieka.
                                              Mam nadzieję, że te "okrągłe brzuszki" są od dobrego jedzonka, a nie z innych, wiadomych wink powodów.
                                              Dobrze wiedzieć, że ciągle jeszcze są tacy, na braci mniejszych serdecznie spoglądający ludzie...
                                              Tak, Ludzie.
                                              Nie mówiąc już o tym, że przecież jest pożytek wielki i niezaprzeczalny z istnienia kotów w mieście.
                                              --
                                              http://i43.tinypic.com/2ahbjuw.jpg
    • Jak to, co koty zrobią zimą? Przezimują. Pewnie z Twoją, Agfo, pomocą. Na szczęście nie są to zwierzęta o ledwie rocznym cyklu życia wink
      --
      hardy.bloog.pl/
      Hardy

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.