Dodaj do ulubionych

20 czerwca 2013, CWP, czwartkowo

20.06.13, 08:15
Dzień dobry...znaczy dzień upalny smile Na szczęście na Podwórku mamy drzewo, które cień i trochę ochłody daje smile

W słońcu radzę dzisiaj uważać. Główkę chronić, do wody wejść, jeżeli jest w pobliżu...ale to po pracy.

Jeżeli mam wybierać, to wolę i tak upały niż mrozy wink
--
hardy.bloog.pl/
Hardy
Obserwuj wątek
    • 1agfa Re: 20 czerwca 2013, CWP, czwartkowo i Fredro 20.06.13, 17:07
      Jmć Aleksander hrabia Fredro. 220 rocznica Jego urodzin (jak staranny wujaszek G. podpowiedział)
      pl.wikipedia.org/wiki/Aleksander_Fredro
      Wielce wazna i zasłużona postać dla polskiego pismiennictwa, teatru zwłaszcza.
      Życie - przebogate, w czasach niezwykłych, zycie bujne i do syta, o czym w linku załączonym dokładnie przeczytać mozna.
      A ja...
      ...ja wiersz wczesny, trochę dlań nietypowy przytoczę, nieco nostalgiczny, ale tak mi dzisiaj gra...

      (...)
      O! skały, zdroje, doliny a drzewa,
      Wy, w które pamięć czułą duszę wlewa,
      Świadki lat młodych, stałe przyjaciele,
      Jakże was starość lubi, jak was ceni wiele!

      Przyjemniejszy szmer świerków, milszy cień topoli
      Przy których, wolni pasków i wstając powoli,
      Pierwsze stawialismy kroki.
      O! jakiez wdzieki urocze
      Mają te stare, sterczące opoki,
      Z których bluszcz gęsty rozpuścił warkocze,
      Co krzyk dzieci powtarzały
      I łajane - nas łajały.

      Jak smaczna woda zdroju, co sie z góry zmyka,
      Gdziesmy groble sypali z piachu i krzemyka,
      Albo bzowe rynewki umacniając w skale,
      Niesli przechodniom ochłode w upale.
      A te doliny w kwiecistym ustroju,
      te miejsca igrzysk, gonitw, czasem boju,
      Ilez wspomnień nam nie niosą?!

      Tu ścinalismy osty, mokre ranną rosą,
      Tam z białych główek strząsłszy zielone badyle,
      Pletlismy pół dnia łancuch, który potrwał chwilę,,
      A ta straszna pokrzywa, tajona krzewiną,
      Iluz łez gorzkich nie była przyczyną!
      ------------
      (...)

      "...Sad za domem, ścieżka przez łąkę, kładka na strumyku, wszystko to rozdziały zywota oblanego światłem nieprzebranej miłości rodzicielskiej...
      Im dalej ku krańcowi życia, tym bardziej ściska się w sobie przeszłość nasza. Lata, lat dziesiątki, staja sie punktem - a nawet nie punktem, jeżeli z niej nic dotąd istniejacego nie pozostało. Jak łyskawica, zgasła raz na zawsze. Ale wiek dziecinny leżeć zawsze będzie przed duszą, świeży, jaskrawy i równie rozległy, rozleglejszy nawet i co do czasu, i co do miejsca, niz był w istocie..."
      (...)

      Z "Trzy po trzy"
      --
      http://i43.tinypic.com/2ahbjuw.jpg
      • k.karen Re: 20 czerwca 2013, CWP, czwartkowo i Fredro 20.06.13, 20:58
        Oj miał imć Aleksander hrabia Fredro życie bujne i do syta, miał! smile
        A mnie z jego twórczości i chyba przez upały, przypomniały się bajki,
        które nie za bardzo grzecznymi nazwać można i z pewnością nie dla dzieci big_grin
        Ale wkleję tylko malutki fragmencik:

        Mrok wieczorny, - babcia siwa
        przy kominku głową kiwa.
        Nos jak haczyk, - okulary,
        Coś tam mruczy babsztyl stary.


        ...i tak dalej, i tak dalej, pisał wieszcz o babce starej big_grin
        --
        http://i47.tinypic.com/2wqaekm.gif
        • 1agfa Re: 20 czerwca 2013, CWP, czwartkowo i Fredro 21.06.13, 00:18
          big_grin A jeszcze XIII Ksiega Pana Tadeusza, także Jegomości Aleksandrowi hrabiemu Fredrze pospolicie przypisywana (choć kto wie, jak to było w istocie)
          Daniel Olbrychski czytał, na youtubie jest...ale uszy niewieście oszczędzę, nie umieszczę tongue_out

          k.karen napisała:

          > Oj miał imć Aleksander hrabia Fredro życie bujne i do syta, miał! smile
          > A mnie z jego twórczości i chyba przez upały, przypomniały się bajki,
          > które nie za bardzo grzecznymi nazwać można i z pewnością nie dla dzieci big_grin
          > Ale wkleję tylko malutki fragmencik:
          >
          > Mrok wieczorny, - babcia siwa
          > przy kominku głową kiwa.
          > Nos jak haczyk, - okulary,
          > Coś tam mruczy babsztyl stary.

          >
          > ...i tak dalej, i tak dalej, pisał wieszcz o babce starej big_grin

          --
          http://i43.tinypic.com/2ahbjuw.jpg
    • 1agfa Re: 21 czerwca, pierwszy dzień lata 21.06.13, 00:33
      Właśnie tak - już zaczęło się lato smile
      Jest upał, toteż kawałek morza greckiego opływającego jedną z wysp, z orzeźwiającym wiaterkiem zostawiam.
      Może potrwa prawdziwie letnia pogoda w czas weekendu.
      Ochłoda jest na załaczonym obrazku. W razie zmiany pogody na gorszą, radzę na morze nie patrzeć wink
      Jak juz wspomniałem do lasu mnie niesie, pewnie aż do poniedziałku.
      Do napisania smile

      http://i40.tinypic.com/o72ib6.jpg
      --
      http://i43.tinypic.com/2ahbjuw.jpg
    • hardy1 21 czerwca 2013, CWP, 21.06.13, 07:22
      Dzień dobry pierwszoletnie smile Pierwszy dzień lata już trwa, najkrótsza noc za nami, upał też już trwa od rana (i trwa mać? suspicious).
      Prawdziwe lato smile

      Dzięki Agfie mamy na Podwórku dużo wody do ochłody i orzeźwiający zefirek... Niech nikt już więc nie narzeka, że "wody nie mam w pobliżu". Jest. Jest na Podwórku big_grin
      --
      hardy.bloog.pl/
      Hardy
    • hardy1 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 24.06.13, 09:40
      Witam porannie smile Poniedziałek. Pogoda różna.

      Niemiecka ZDF pokazała półgodzinny film dokumentalny o niemieckiej okupacji Polski i czym była AK. Wspomniała też o Żegocie" i tajnych kompletach.
      Dobre i to, jako pokłosie filmu "Nasze matki, nasi ojcowie".
      --
      hardy.bloog.pl/
      Hardy
        • llmirka Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 24.06.13, 10:56
          Nim obejrzałam film usłyszałam wiele słów krytyki i oburzenia. Teraz, kiedy go widziałam, nie zgadzam się z tą krytyką. Film jest oparty na wojennych przeżyciach piątki przyjaciół. Młodzi ludzie żegnają się na kilka miesięcy i te miesiące przeciągają się w lata. Troje z nich jest na wschodnim froncie i przeżywają dokładnie to, co przeżywali i nasi młodzi chłopcy. Uważali wojnę za coś okropnego, niesprawiedliwego. Starali się przetrwać, nie myśleć o tym, że stają się maszynami do zabijania i mięsem armatnim. Wiedzą, że po wojnie już nigdy nie będą tacy, jakimi byli przed wojną.
          Młody, niemiecki Żyd ucieka z transportu i trafia do oddziału AK. Ludzie są różni, wśród Polaków są też antysemici, w tym oddziale był jeden. Koledzy ukrywali przed nim, że Niemiec jest Żydem.
          Znamy wojnę z tego, jak widzieli i co przeżywali Polacy. Flm pokazał, co przeżywali niemieccy młodzi ludzie. Gra aktorów jest świetna, film dobrze zrobiony. Raziło mnie tylko to, że Niemcy mówili, że walczą w obronie swojej ojczyzny.

          --
          http://republika.pl/blog_oj_1271134/2617878/tr/malpkaminigifusav7f.gif
          http://azalitka.blogspot.com/
            • sorel.lina Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 24.06.13, 11:45
              A mnie raziła ogólna wymowa tego filmu, wykrzywiająca ówczesną rzeczywistość.
              Choć - z psychologlcznego punktu widzenia - autorzy trafili w zapotrzebowanie dzisiejszych Niemców - dzieci i wnuków "tamtych matek i tamtych ojców". Ci młodzi Niemcy za nazistowski horror nie ponoszą wprawdzie odpowiedzialności, jednakże nieupiększoną prawdę o historii swojego kraju mają prawo i powinni poznać.
              • llmirka Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 24.06.13, 11:49
                Karen, w filmie jest scena, w której młody żołnierz niemiecki daje radzieckiej kobiecie konserwę za wypranie jego ubrania. Babcia mówiła, że niemieccy żołnierze płacili konserwami i czekoladą za naprawienie im munduru, za ugotowanie domowej zupy, pomagali w ciężkich pracach gospodarskich, bawili się z dziećmi…. Kiedy przechodzili Rosjanie, bili, gwałcili, kradli. Dziadek był w Lesie. Las był kryjówką dla Żydów. Jeden z Polaków sprawdzając leśną chatę zabił całą żydowską rodzinę tylko, dlatego, że byli Żydami. Sąd Koleżeński powiesił go z tabliczką – żydowski morderca.
                Prawdziwą historię wojennych przeżyć zabierają nasi dziadkowie często nie wspomniawszy o tym, co widzieli i przeżyli.
                Film odkrywa troszkę prawdziwych przeżyć, pokazuje, że nie każdy Niemiec był bestią, a to kłóci się z historią przekazywaną przez zawodowych historyków.

                Masz rację Karen, zakłamaniu historii głośne NIE, ale historia to też ci młodzi ludzie i ich przeżycia.

                --
                http://republika.pl/blog_oj_1271134/2617878/tr/malpkaminigifusav7f.gif
                http://azalitka.blogspot.com/
                • sorel.lina Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 24.06.13, 12:06
                  Moja babcia też była świadkiem takich historii.
                  Gdy przyszli Rosjanie kryła na przykład moją dwunastoletnią (!) wówczas mamę w łóżeczku dla niemowlaka, w obawie przed zgwałceniem przez radzieckich żołnierzy.
                  Babcia opowiadała też o niemieckim młynarzu, który przez całą wojnę ukrywał Żydów i żywił polskich partyzantów, pomagał mieszkańcom wsi, po to, by po wyzwoleniu zostać przez tychże ludzi zatłuczony kijami na śmierć...
                  Takie rzeczy się zdarzały, jednak były to niezwykle rzadkie, jednostkowe - można rzec - przypadki bezmyślnego okrucieństwa Polaków.
                  Ówcześni niemieccy "patrioci" natomiast, w swej przeważającej większości fanatyczni wielbiciele fuerera, dokonywali aktów bestialstwa wobec niewinnych ludzi na co dzień, w skali masowej, przemysłowej.
                  Nie, Mirko, tych rzeczy porównać się nie da, bo właśnie... skali braknie.
                  • llmirka Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 24.06.13, 12:15
                    Sorellino, ale też nie można wsadzać wszystkich do jednego wora. My byliśmy obrońcami, oni - agresorami. Wielu młodych chłopców dostało nakaz pod groźba śmierci i musieli iść na nieswoją wojnę. W filmie jeden z chłopców, z nowego poboru opowiada, że jego 68-letnia matkę aresztowali, bo poszła prosić, by nie zabierali jej jedynego syna na wojnę, bo on musi studiować.
                    Z każdej strony, w każdej armii byli ludzie i bestie. Nie brakowało fanatyków, ale i tez rozsądnie myślących, jednakże Ci byli w mniejszości i musieli milczeć.
                    --
                    http://republika.pl/blog_oj_1271134/2617878/tr/malpkaminigifusav7f.gif
                    http://azalitka.blogspot.com/
                      • k.karen Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 24.06.13, 12:38
                        Mirko, ja nie mam nic do tej historii kilku młodych niemieckich chłopców ja mam zarzuty ( i posłużę się porównaniem ) do tego że " w filmie o Gdańsku pojawia się nagle Wawel, z dialogami, w których się mówi że Wawel jest największym zabytkiem Gdańska" big_grin Takie są reguły, że nawet w melodramatach jeśli wplata się historię to nie można popełniać merytorycznych błędów - j/w smile
                        --
                        http://i47.tinypic.com/2wqaekm.gif
                        • llmirka Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 24.06.13, 13:01
                          To nie jest film dokumentalny. Jest oparty na opowiadaniu trzech przyjaciół, którzy przeżyli. Narrator co jakiś czas powtarza - Było nas pięcioro pięcioro przyjaciół. Znaliśmy się od dziecka.... - Moim zdaniem, film pokazuje subiektywne myśli i odczucia i jest dobrze zrobiony
                          --
                          http://republika.pl/blog_oj_1271134/2617878/tr/malpkaminigifusav7f.gif
                          http://azalitka.blogspot.com/
                          • ulisses-achaj Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 24.06.13, 13:25
                            Hmmm a ja byłbym ciekaw relacji zwykłych Rosjan, którzy mieszkali na terenach zajetych przez hitlerowców. I zastanawiam się czy w obliczu masowych egzekuzji, mordów, grabiezy i gwałtów dokonywanych przez ludzi w niemieckich mundurach, byliby skłonni rozczulać sie nad piątką przyjaciół z Berlina, którzy byli wsród tejże masy podobno przyzwoitych Niemców, których umiłowanie ojczyzny i chęc jej obrony, zaprowadziły najpierw 40 km od Moskwy, a później w kocioł pod Stalingradem. Gdzie buta, radość i śmiech nad ciałami pomordowanych, które widzimy na hitlerowskich filmach dokumentalnych. Gdzie te histeryczne tłumy wrzeszczące HEIL!! w Berlinie i Niemczech a później np. w Łodzi do którek wkraczały niemieckie oddziały??? Proporcje! Ten seriał zakłamuje rzeczywistość bo takie jest zapotrzebowanie w Niemczech. I ono jest psychologicznie uzasadnione. Nic jednak nie skłoni mnie do uznania tego serialu za "dobry".
                            --
                            Ulisses
                            • ulisses-achaj Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 24.06.13, 13:33
                              PS. Czekam na film oparty o subiektywne wspomnienia np. trójki esesmanów-gestapowców. Jestem pewny na bank, że dobrze zrobiony i w podobny sposób co "Matki i Ojcowie", wzbudzi nawet dla nich odruch wspólczucia, a kto wie, może nawet sympatii. Bo będzie mówił o ludziach. Nawet potwór jest bowiem człowiekiem. Kogoś kocha, za kimś tęskni, czegoś się boi, o czymś marzy. Zbyt dobrze pamietam filmy dokumentalne kręcone o "dobrych Niemcach" z Waffen SS - w tle płonące wioski, ciała kołyszące się na szubienicach, cywile rosyjscy traktowani jak bydło, a na pierwszym planie roześmiani niebieskoocy chłopcy z rasy panów. Otrzeźwieli dopiero po Stalingradzie.


                              --
                              Ulisses
                              • ulisses-achaj Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 24.06.13, 13:43
                                PS PS. A w swiat poszedł przekaz, że nasi ojcowie untermensche, nawet ci, których uznajemy za "kwiat narodu" byli antysemitami, barbarzyńcami i mordercami. Ludzie z regularneh armii podziemnej liczącej ok 400 000 członków, podporządkowanej kierownictwu Państwa Podziemnego i rządowi w Londynie. Jaki inny okupowany kraj zdobył sie na coś takiego?

                                Mówmy o naszych grzechach i rozliczajmy się z nich, ale nie dajmy sobie przyprawiać gęby. Proporcje! Ile drzew sposród posadzonych w Izraelu w hołdzie ratującym Żydów jest poświęconych Polakom? Ile polskich rodzin rozstrzelano za pomoc Żydom? Ilu Polaków zginęło z rąk ludzi podobnych do owej sympatycznej piatki Niemców? Kim byli tajemniczy "naziści"?
                                Nie, moim zdaniem ogromu zbrodni dokonanych przez Nemców nie mozna "obłaskawiać" w taki sposób jak robi to ten serial
                                --
                                Ulisses
                                    • k.karen Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 24.06.13, 15:44
                                      ulisses-achaj napisał:

                                      > Relatywizowanie faszyzmu i odnoszenie go do zbrodni komunizmu. W Polsce robią t
                                      > o "narodowcy". Skutek jak widać jest, Karen. Prokurator "erudyta" powinien poże
                                      > gnać się ze stanowiskiem.


                                      "[i]Prokurator: W Azji to symbol szczęścia

                                      Zawiadomienie w sprawie Zagórnej Gaweł składa w prokuraturze 10 czerwca. Już cztery dni później, odmawiając wszczęcia postępowania, prokurator pisze: "Wykładnia językowa prowadzi do wniosku, że "propagowanie" w rozumieniu artykułu 256 Kodeksu Karnego oznacza każde publiczne zachowanie, które stanowi upowszechnianie faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa, podjęte w celu przekonania do niego. (...) W tym miejscu należy sięgnąć do znaczenia symbolu swastyki. Nazwa swastyka pochodzi z sanskrytu i oznacza przynoszący szczęście. Obecnie w krajach Europy i obu Ameryk symbol ten kojarzony jest prawie wyłącznie z Adolfem Hitlerem i nazizmem, natomiast w Azji jest powszechnie stosowanym symbolem szczęścia i pomyślności. Przenosząc powyższe rozważania na kanwę przedmiotowej sprawy, nie sposób dostrzec w zamalowanym znaku przedstawiającym swastykę propagowania faszystowskiego ustroju państwa".

                                      - Mam nieodparte wrażenie, że prokurator Roszkowski, tworząc to uzasadnienie, uważał, że to doskonały żart. Tyle że robiąc sobie takie "jaja", prokurator ośmiesza instytucję prawa - nie kryje oburzenia Rafał Gaweł.[/i]

                                      Cały tekst: bialystok.gazeta.pl/bialystok/1,126508,14153909,Bialostocka_prokuratura_daje_zielone_swiatlo_neonazistom.html#MT#ixzz2X8klt67a


                                      Taaa, Holocaust to nie żadne ludobójstwo tylko ofiara całopalna ze zwierzątek wg fanatycznych siusiumajtek bo przecież taka jest etymologia tego słowa, a swastyka to symbol szczęścia wg przedstawiciela polskiego prawa i do tego prokuratora! Mnie to nie bawi, nie widzę w tym nic śmiesznego! To nie są "jaja" ale skandal!


                                      --
                                      http://i47.tinypic.com/2wqaekm.gif
                                      • llmirka Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 24.06.13, 15:59
                                        Myślę, że do tego filmu Polacy podchodzą zbyt emocjonalnie i być może, dlatego, że film zrobili Niemcy. Wiele przekłamań jest w amerykańskich filmach i angielskich, ale o tym nie jest tak głośno.
                                        Myślę, też, że każdy, bez względu na narodowość ma prawo do opowiadania swoich przeżyć i ocen sytuacji, w których się znalazł. Jestem przekonana, że w śród wielu tysięcy szeregowych żołnierzy niemieckich było wielu, którzy nie godzili się z tą wojną, którzy byli zmuszeni iść na front i do określonego zachowania. Nie uzurpuję sobie prawa do oceny ich myśli, przeżyć i czynów. Nie poddaje wątpliwości, że polska ludność poniosła największe straty. Tak, jak nie wątpię i w to, że i w śród Polaków byli zbrodniarze. Wojna jest złem najokrutniejszym. Czyni pustki w psychice człowieka, strach zmienia ludzi w bestie. Nikt po wojnie nie jest taki, jaki był przed wojną.
                                        A film…. Jest tylko filmem i tak do niego pochodzę i gdyby nie nagłośnienie go przez media, obejrzałabym i zapomniała tak, jak wiele innych filmów.

                                        ps
                                        Przepraszam, muszę wyjść, wrócę późnym wieczorem i jeśli real mnie nie rozwali, dołączę trzy grosze do ostatnich Waszych wypowiedzi
                                        Miłego popołudnia smile
                                        --
                                        http://republika.pl/blog_oj_1271134/2617878/tr/malpkaminigifusav7f.gif
                                        http://azalitka.blogspot.com/
                                        • wscieklyuklad Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 24.06.13, 17:26
                                          Film oglądałęm jednym okiem, drugim szykując się do kongresowych wystąpień.
                                          A z każdą minutą odkrywałem emocjonalną sztampę, wykraczającą dalece poza nacyjność, jak zawsze gdy chodzi o pozyskanie sympatii widza, wstrząśnięcie jego duszą, tak żeby zawyła (a może nawet rozcudniona zaszlochała na kolana naturalnie padłszy).
                                          Zatem łże uroniłem, gdym wojnę oczami ich świadka smakował. A sceny z "Plutonu" przede ślepiem moim lewym się toczyły (bom prawym księgi uczone studiował - owszem, możliwe to, gdyż oczy mam jak kameleon). Oto drań: sierżant o twarzy pooranej bliznami (naturalnie to pamiątka po "żółtkach") i mózgu zjedzonym przez narkotyki ćpane, by łatwiej rzetrwać staje oko w oko z Walczącym Dobrem. Walczące dobro nie może spoglądać obojętnie na dziejące się zło (odzwierciedlone nie tylko w fizjonomii, ale i okrutnym zachowaniu dowódcy oddziału)
                                          Konfrontacja moralnych postaw nieuchronnie wiedzie do nowej wersji pojedynków znanych z westernów (które wzruszają raczej muzyką cudną, niż scenami krwi rozlewu) - psychoata zaczaja się na oponenta w wietnamskich kczaczorach, po czym wali ze snajperskiej broni, powalając go w nurcie rzeki o kolorze nie krwi (co dowodzić ma, iż nie o krwi rozlew tu chodzi) ale barwy kawy z mlekiem znanje w naszym kraju pod nazwą Inka (choć tam nie Inkowie, ale wietkongczycy rodzili w Prawych Hamerykanach mordercze instynkty pod którymi kryć się miało Zbawienie Świata.
                                          Przypomniałem tedy "Apokalypse nał" (piszę ze słuchu, więc sie nie pomyle w tłumaczeniu o co łatwo gdy np. translując mylisz "dobroczyńca" (jak być winno, z "dobrodziejem"- cóż - jak widać - tłumaczeniem winni zajmować sie fachowcy, nie zaś bezmózgowi dyletanci).
                                          W polskich kinach łaziło to pod nazwą "Czas Apokalipsy", podczas gdy "nał" zasu przecież nie znaczy. Za to film równie po emocjach tłukący. Dajmy na to znana scena (nie, nie ze Szwejka gdzie muchy obsrały portret nie najjaśniejszej pary, ale najjaśniejszego pana -jak widać nawet muchom nie dwoi się w oczach), gdy upiększony kapelutkiem szeryfa psychopatyczny oficer, poprzez czarne okularki (ochrona przed blaskiem napalmu) wsłuchuje się w warkot helikopterów z pokładu których płynie budząca trwogę muzyczka Wagnera.
                                          Zaiste, wojna ma w sobi coś z Walkirii. Zaiste wojna ma w sobie coś z niemieckiej buty i tego straszliwego językowego szprechania, od którego skóra cierpnie, tak wstrętny to langłicz.
                                          Dlatego w "Apokalipsie" hamerykański Pan Reżyser ( za radą doświadczonego historycznie scenarzysty) wykorzystuje fragment tak niegdyś fascynujący samego Fiurera (wyraz użyty fonetycznie, niewykluczone, że z błędem)
                                          No i - bo do trzech w końcu razy sztuka- przypominam okropny obraz wietnamskiej wojny, w naszej telewizorni emitowany w języku oryginału z polskojęzycznymi napisami (tytułu dziełą niestety nie pamiętam). Tam to, rekrut - oferma, ale i zmutowany jak się okaże psychopata, powala z giwery najpierw szkolącego oddział sierżanta, a następnie (siedząc na kiblu w multisedesowym pomieszczonku) wkłada se do gęby zimną stal broni, którą opanował perfekt i pociąga za spust uzyskując rozprysk skołatanych myśli na białych i wyglansowanych do połysku (szczoteczkami do zębów) kafelkach wstrząsający wymową delikatnymi odbiorcami obrazu. Wojna jest straszna - myśli ten ostatni. Wojna czyni z kudzi zwierzęta - z przerażeniem konstatuje kolejny.
                                          Oddział maszeruje następnie przez niegościnną wietnamską niwę, po drodze napotykając opór niegodziwych partyzantów (sic - "Nasze mader, nasi fader!). , którzy z ruin nie produkującej juz socjalistycznych artykułów przemysłowych fabryki, gromią wroga.
                                          Dopadnięta wreszcie Wietnamka-morderczyni, zostaje najpierw powalona niezbyt celnym strzałem, po czym (na własną zresztą prośbę, by nie rzec wypowiadane słabym z bólu umierania głosem, błaganie - jak chce scenarzysta a w ślad za nim Pan Reżyser) dobita strzałem miłosierdzia.
                                          Oczywiście wspomniane filmy pełne są nieludzkich aktów przemocy - skracania o głowy natykane następnie na pal, gwałcone kobiety, czy dzieci, którym przystawia się lufe pistoletu do łepetynki, by zastraszyć zebraną (i zaatakowaną) tłuszczę.
                                          Czy zatem Mader i fader (nasi - jak chcą Pan Scenarzysta i Pan Reżyser) wpisuje się w kanwę filmów poświęconych okrucieństwu wojny?
                                          Czy zawiera w sobie Nowy Trend? Jakis pierwiastek godzien co najmniej Złotej Palmy, jakiegoś tam bierlińskiego Niedźwiedzia, ze o Oscarze nie wspomnę? A może winien zgarnąć Złotą Malinę, gdyby gniotem uznanym został?
                                          cdn.
                                          • wscieklyuklad Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 24.06.13, 17:57
                                            Oczywiście, iż wojnę można pokazywać na wiele sposobów. Sceny finałowe, czy lajtmotif zawsze mogą być pełne ustawianych pod murem i skazanych na rozstrzelanie, powieszenie, czy podobnie ekscytującą formę padołu tego opuszczania. Obok sukinsyna Gubernatora Franka, zawsze może pojawić się tchnący etyką ksiądz (jak w filmie o naszym Papieżu-Polaku), który stanie pod murem, by swym skonem dać świadectwo prawdzie.
                                            Nietrudno jednak - bowiem wojny - a II Ojczyźniana zwłaszcza) mają charakter globalny, w milionach życiowych historii wyszukać takiej, co widzowi przypieprzy po oczach i jestestwem jegoż do głębi wstrząśnie.
                                            Zatem na śmietniku historii pewien Niemiecki Pan Scenazysta odnalazł pożółkłą upływem czasu fotę piątki Przyjaciół. "Tyle co palców u ręki" pomyślał sobie. "Tyle, co u stopy paluchów" skonstatował. Te pierwsze palce spróbował zatem w piąchę zaciśnąć, by światu przekaziorem przywalić. Te drugie zachęciły Pana Scenazystę do postawienia Pierwszego Kroku ku Historii Odkłamaniu.
                                            Pan Rezyser (ale już nie Reżyser - a to na wzór Pana Rezysera Adasia Miauczyńskiego) ubrał to wszystko w sceny rozrywające na strzępy, wiodące ku rozszlochaniu - niektórzy pono szlochają bowiem, dy kwiatuszek piękny dostrzegą.
                                            A film Kwiatuszkiem takimże bez wątpliwości nawet najmniejszej jest!
                                            Już sam tytuł: Nasi Ojcowie, ma w sobie symboliczną wymowę modlitwy "Ojcze Nasz" - zwłaszcza, że przecie nie wszyscy Przyjaciele Wolności i przyszłej wizyty Dżona Kenediego dotrwali nie będąc już nie tylko Berlińczykami, ale nawet i ludźmi z krwi (choć jeszcze z kości).
                                            Pan Scenazysta, ale i Pan Rezyser zdają się taki właśnie przekaz dać odbiorcy.
                                            "Ojcze nasz" - odmawiajcie. Nie jednak do Boga, którego istnienie jest światpopogladu kwestią, ale faktycznego - tego znaczy, co w Wielkiej Oyczyźnianej ducha poświęcił na Ołtarzach Narodowej Tragedii. Do bohatyra onego, co pierś własną nadstawiał, a wiary przekonaniom swoim do chwil ostatnich życia dochował. Kto wie - może prowokacyjnie otrzymującemy oto taki nius: Ojcowie nasi w niebie przebywają. Ojcowie nasi chleba naszego powszedniego nam dają. I - co najważniejsze może (a zarazem jedynie w tym filmidle uprawnione) - NIE WÓDŹ NAS NA POKUSZENIE!
                                            Gdybyśmy taki oto przekaz za słuszny uznali, byłbym pierwszym w gronie rozentuzjazmowanych, rozcudnionych i (na kolanach naturalnie) - szlochających.
                                            Chroń nasz Ojcze Niemiecki (ale nie Niebieski, a jeśli już to wyłącznie "niebiański") przed nowym szaleńcem, który kolejną Piątkę na wojenne powiedzie szańce.
                                            Ale Pan Scenazysta i Pan Rezyser dopiero co wstrząśniętego pierwszą częścia tytułu dziełka, walą dodatkiem "Matki Nasze".
                                            Brak wprawdzie modlitwy do słów tych adekwatnej, ale przecie Matka bądź co bądź "Boska", była Dziewicą Niepokalanie poczętą!
                                            Zatem w Niebie nie tylko ojcowie co do nich się modlić mamy, ale i Matki Niepokalane i Dziewicze żywot wieczny wiodą! A znana prośba - o czym wiemy - o modlitwę Matki tejże w ostatnich chwilach życia naszego, uprasza.
                                            Taki duet w postaci Ojca i Matki na niebiesiech ( w dodatku w tytule zwielokrotnionych do liczby bliżej nieokreślonej a zatem tym bardziej szokującej niedookreśleniem) ma NArodowi Niemieckiemu szczęśliwość Wieków Przyszłych i Śmierc (w razie jakby co) spokojną zapewnić.
                                            Przyjąwszy taką konwencję, Pan Scenazysta i Pan Rezyser mozolnie kręcą scenę po scenie.
                                            Najsmakowitsze - co dla prawdziwego dzieła, które winno szokować i na trwałe w pamięci zapaść - wymieniają (pełnymi personaliami) tych, o których film opowiada informując o przedziale czasowym w jakim było im dane Etykę Prawdziwego Niemca utrwalać, by w Niebiosa ponieść (choć nie zawsze z woli własnej - ale to przecież dopiero podkreśla Etyki owej Wartość Ponadczasową), zaś nazwisko wciaż jeszcze żyjacego pierwowzoru filmowego bohatera utajnia, datę berfdeja podawszy.
                                            Taki dil musi odbiorcę zastanawiać. Dlaczegóż to Panowie Scenazysta i Rezyser nie mieli odwagi nazwiska Bohatyra, co doń się kiedyś Naród Niemiecki modlić będzie, ujawnić?
                                            Czego się zestrachali? Tego, że Brudny Polaczek dopadnie go w ulicy ciemnej i nożem między żebra powali? Tego, że polskojęzyczny dziennikarzyna z kraju nad Wisłą, z mikrofonem albo inszym długopisiorem dopadnie, by języka zasięgnąwszy Mity Bońskie obalać?
                                            Odwaga pewnie też ma swoje granice. Podobnie, jak wiarygodność.
                                            Ale o tej ostatniej, w kolejnym pościorze.
                                            • wscieklyuklad Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 24.06.13, 18:26
                                              Pani Śpiewaczka - o wiele pamiętam niejaka Greta (ale nie Garbo!). Robi karierę śpiewaczą i gdyby nie sukinsyństwo kochanka, który wyprawił ją na tamten świat z nienarodzonym, acz własnym potomkiem, odesłałaby na szczaw samą Maryśkę C. Przyczyna jest naturalnie błaha, gdyż widzowi musi natychmiast marszczyć się skóra na tyłku z przerażenia nad okrucieństwem aetycznego bydlaka (do którego modlić naturalnie się nie należy). Tu jest nią defetyzm, choć przecież nasza Diva aż się wzdaga na myśl samą, iż miałaby dla cuchnącego frontowym potem i syfem Niemieckiego Żołnierza śpiewać. Zabieg ten ostatni jest iście w swej wymowie genialny. Oto Greta staje się jakże ludzka! Nie marzy jedynie o woni Diora, czy innego Gucziego, ale też nie tęskni do biegunowej skrajności - zapachu niemytego męskiego cielska w dodatku tak wielce spragnionego widoku pięknej kobiety (ta akurat piękną nie była, ale jak uczy doświadczenie, na świecie jest wiele kobiet uznających się za kanon urody, co zderza się ze smakiem przeciętnego nawet "piękna" tego odbiorcy). Matka nasza jest więc Kobietą Prawdziwą - nieco zniesmaczoną, lecz jakże Niemiecko Ludzką! W więzieniu nie skamle. O litość nie błaga. Sukinsyna - ojca dziecięcia swego nienarodzonego (acz pokalanie poczętego, gdyż facio jest żonaty) o łaskę nie prosi, na kolana (ze szlochem naturalnym w tymże położeniu opresyjnym) nie pada. Pode murem pięści zaiśniętej nad głową nie unosi, hymnu Narodu Niezłomnego nie intonuje. Ginie skromnie i cicho z oczami czerwonymi od płaczu. Samotnie boleje nad losem swoim. Innych dopustem losu tegoż nie drażni. Czyż Święta w swej istocie nie jest tedy? Czy modlitwy nie staje się godną? Matka nasza.

                                              Matka druga - zaprzyjaźniona we frontowym lazarecie z rosyjską Zdrajczynią Narodową, która opatruje cuchnące krwią rany Niemieckiego Ojca Naszego. Aby Ojca tegoż przed Złem Ludzkim ocalić, rany te rozdrapuje (kwasy leje?) - to daje gwarancję wydłużania terapii (no tak, w czasach wojny Oyczyźnianej nie było NFZ-tu, ani inszych Niemieckich Ubezpieczycieli - inaczej zapłaciłaby za to nie głową -jak na froncie - ale w markach, które by jej z Matczynego wydarto Podołka).
                                              Zaprzyjaźnia się ze swoją rosyjską "siostrzyczką" (matczynizm nacji nie uznaje), uczy się nawet prostych rosyjskich zdań (na wypadek, gdy Szlachetny Żołnierz Rosyjski się zjawi).
                                              Poem - zgwałcona (choć w pośpiechu) poprzez szczeliny w drewnie obserwuje, jak Sałdaty gwałcą rosyjską koleżankę, którą Pani Oficer dobija strzałem (wnioskujemy z odgłosu biegnace w oddali i miny Matki Naszej) - bo i tak by zginęła.
                                              "Niematka Rosjanka" podzwania orderami i tchnie Narodowym Patriotyzmem, ale i polityczną trzeźwością, którą Pan Scenazysta i Pan Rezyser (kto wie, może i na na potrzeby zacieśnienia przyjaźni pomiędzy Panią Kanclerz A. Merkel a Panem Prezydentem W.Putinem) ubierają w słowa takie mniej więcej: nie wolno jej gwałcić (Matki Naszej), ale nie dlatego, by wciąż Niepokalaną i Dziewiczą była, ale dlatego oto, że trzeba będzie kiedyś w oparciu o Matki Nasze budować nowe państwo niemieckie. Pan Scenazysta i Pan Rezyser dają więc jasny dil:
                                              Oto Matki Nasze budowały wspaniałą Oyczyznę - najwspanialsze Państwo Świata.
                                              Czyż przekaz tak głęboki i jasny może nas irytować?

                                              Jedyną kobietą-nieudaczniczką (poza naturalnie dobitą siostrą-Rosjanką) jest Warszawianka.
                                              Mówi czystą powiślańską polszczyzną, ale każdy z nas wie przecież, iż po pierwsze primo - polskiej kobiety (ale nie Matki Naszej) zrozumieć się raczej nie da (co Pan Rezyser odzwierciedlił mową naturalizowanej na polsko postaci), a wspomniana i tak nie jest w stanie sklcić najprostszej wypowiedziw Języku Oyczystym.
                                              "Chroń nas Boże przed taką Narodową Tożsamością" zdaje się krzyczeć Pan Rezyser. Matka Nasza szprecha w najczystszej bawarskiej gwarze i taką też pielęgnować trzeba.
                                              Językowe felery zostawmy nieudacznym bezpośrednim sąsiadom ze wschodu.
                                              Pan Rezyser zamierzał zapewne wbić klin w przyjaźń jaka mogłaby się zrodzić pomiędzy Panią kanclerz A. Merkel (nie Matką Naszą, gdyż skażoną polską domieszką krwi) a Panem Pemierem III RP D. Tuskiem (po części Ojcem Naszym, gdyż skażonym kaszubską domieszką krwi spode Pruskiego zaboru).

                                              Tyle o Matkach Naszych.
                                              O Ojcach Naszych w kolejnym pościdle.
                                              • wscieklyuklad Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 24.06.13, 18:45
                                                Na tle losów Ojców Naszych, Pan Scenazysta i Pan Rezyser stawiają na przyjaźń niemiecko-rosyjską. Uznają zapewne, iż przedstawienie Ojców Naszych jako ogarniętych wstrętem na myśl o przemocy wobec prostego ukraińskiego chłopa z jednej strony, a z drugiej ukazanie prostej i chłopskiej , życzliwe najeźdźcy duszy bohaterskiego ukraińskiego chłopa, wymarze z pamięci Ojca Narodu Rosyjskiego Pana W. Putina, pamięć o barbarzyństwie jakiego dopuścił się Niemiecki Nieojciec Nasz.
                                                Wplata zatem w obraz skromną chatynkę w szczerym polu (zapewne wyizolowaną w tym celu nie dla pokazania, że wszystko po drodze niemiecki żołdak równał z ziemią, ale po to, by uprzaśnić scenografię - chatka staje się bowiem równie szczera, jak pole ją otaczające)
                                                Ojciec Nasz - zmuszony rozkazem przez psychopatycznego - a jakże - Nieojca Naszego w stopniu sierzanta, ze wstrętm zmierza ku chatynce owej by ją w zgliszcza zamienić.
                                                Pan Scenazysta bawi się widzem wkładając w usta Ojca Naszego ostrzegawcze: jak ruscy dojrzą sie hajcuje, to pomyślą, że dajemy dyla, a ponadto zdradzimy swoje pozycje.
                                                Religia uczy jednak, że Ojciec Nasz w Niebiesiech niejednokrotnie pogrywał sobie z nami, więc ten scenariuszowy dil jakoś przełykamy.
                                                Ojcie na drżących z obrzydzenia nogac idzie przez szczere pole. Otwiera drzwi chatynki stojącej w szczerym polu. Pan Rezyser zachęca Pana Kamerzystę, by omiótł wnętrze ukraińskiej chatynki. Schludnie tu - zauważa odbiorca obrazu. Biednie trochę. Ikona na ścianie (znów gest wobec Pana Prezydenta W.Putina - miłośnika prawosławia).
                                                Za stołem Chłopstwo. Ona i On (Ojciec i Matka Pana W. Putina i Mężnego Rosyjskiego Narodu). Ubrani trochę na ludowo, ale to nie dziwi, gdyż Ojciec i Matka winni chronić Pierwiastek Narodowy ( w tym ubiór). Ojciec Nasz w drzwiach stoi znieruchomiały. Kamera po kanistrze deficytowej na froncie benzyny (ale to przekłamanie jest dla wymowy filmu bez znaczenia) się ślizga. Ojciec Nasz przechyla nieco bezradnie kanister. Gra na zwłokę. Ojciec Pana W.Putina wyciąga szczeryą (jak pole na zewnątrz ukraińskiej chatynki) kułak (jedyny jaki przetrwał czystki protoplasty Pana W.Putina - Pana J. W. Stalina) i wypowiada porażającą swą prostotą oraz niesamowitoscią opanowania frazę: zachadicie, może czaja?
                                                Przyznam, że scena ta wycisnęła z oka mego, którym film oglądałem uczone studiując księgi łże niejedną, ale gąsiorek cały - tym chętniej, że sztucznością przekazu sfermentowana w Okowitę się przednią zamieniła, mogłem więc po odcinku kolejnym golnąć sobie.
                                                Psychopatyczny Sierżant (Ojciec Nienasz, jakby kto zapomnieć raczył) ginie nastęnie z rąk Ojca Naszego, strzałem w bebech ostatecznie powalon.
                                                I tu mam dylemat. Nie wiem, bowiem jak na tle bezkrytycznego drylu obowiązującego od zawsze i po zawsze w Dojczlandzie scenę tę mam zinterpretować w aspekcie Ojcowatości Naszej. Czy Pan Rezyser uprawomacnia przemoc? Czy zacheca do oporu wobec władzy? Czy nie zaszczepia oto pierwiastka anarchii w Dumnym Narodzie Niemieckim? A co, jeśli jakiś pełen wahań odbiorca - na barykady lud powiedzie? Jeśli zachęcony wymową dzieła nad jakim się pochylamy, uzna, że mord na zwierzchniku, który nie przypasił jest dopuszczalny a nawet wskazany?
                                                • wscieklyuklad Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 24.06.13, 20:02
                                                  Uważny widz dostrzeże jednak w filmidle element kompozycji otwartej.
                                                  Powróćmy zatem do ukraińskiej chatynki stojącej w równie jak ona szczerym polu.
                                                  Pan Rezyser nie uwiecznia na celuloidowej taśmie biesiady w niejże. nie zdradza widzowi na jakich nogach Ojciec Nasz z chatynki tej ku Psychopatycznemu Sierżantowi wraca.
                                                  Każe nam a priori założyć, iż Nieojciec Nasz jest po prostu unikalnym zwyrodnialcem, który zasadził się na byłego oficjera, by zemścić się za zastój w żołnierskiej karierze.
                                                  A przecież my Polacy dobrze wiemy co to była za herbatka! Wiemy, że proporcja czaju/spirta miała się jak 1/99. I wiemy także, że Ojciec Nasz golnąwszy sobie sowicie, choćby nie wiadomo jak uparcie zapałkę próbował skrzesać, nic by z podpałki chaty szczerej nie wyszło.
                                                  A kiedy Nieojciec zapach spirta ode żołnierza rozkazu olewacza zapach ów poczuł, musiał w szał wpaść i dlatego się na Ojca Naszego przyczaił. Sam zreszta po pijaku ginie, co martwi, gdyż żal utraty szansy na picie na umór i na krzywy ryj źle się w tym filmidle kończy.
                                                  To właśnie spirt i - wywodzący się z tego określenia etymologicznie "spryt" - były faktycznie źródłem dalszych wydarzeń.
                                                  Jakże inaczej na tle szczerego i na ludowo odzianego Ojca Pana Prezydenta W.Putina i Narodu Rosyjskiego pozostałego, rysuje się polski chłop-dprpbkiewicz - Ojciec bezpośredni równie cwanego Polskiego Stronnictwa Ludowego!
                                                  Nic w nim Patryotyzmu! Nic Polskości w nimże! Sukinsyn o mamonie jedynie myślący i Żydach, co ich z padołu ziemskiego rugować należy. Precz z mitem altruistycznego wspierania partyznantki. Chciała leśna brać świniaka? Musiała płacić! Chlebem żytnim bebeszki zapełniać pragnęła? Niech ma - ale nic za darmochę! Dobrobyt kosztuje. A jak nie, to korzonki niedźwiedziego czosnku, pokrzywa, abo i jagodki insze! Tyle, że jak bitność w sobie wegetarianizmem budzić? Jakże muskuły komaze napinać bez schabu spożycia? Bez kiełbas wtrynienia? Bez wątróbki z chrzanem na zagryszkę? Grzyb Herkulesa z Ciebie nie uczyni - choćby i kozak!
                                                  Zło jednak godnie ukaranym zostaje. Przyłapani na gorącym uczynku, gardłą dają.
                                                  I dobrze, bo dzięki temu Ojce Nasze z innej się gałęzi wywodzą!

                                                  Jednak i partyzanty degenaracją przesiąkli! Miasteczkowa szubienica pomaga odejść na drugi świat przypadkowym ofiarom Nieojczenaszej represji! Przebrana partyznatka niesie na plac nie giwery, by mordowanych odbijać, ale spojrzenie durne, by na rzeź biernie patrzyć.
                                                  Z wyjątkiem dobrego uciekiniera Ojczenaszego, który wierci się w miejscu ze zdziwieniem na biernosć bitnych wojaków spoglądając. Drugi sprawiedliwy, to kolejny z piątki - musi strzelić fotę Nieojcowi, ale Pan Rezyser czuwa nad sceną - za nic nie patrzy w kierunku zapadni, odwraca głowę ze wstrętem, nie chce widzieć pomordowanych. Aż się prosi, by aparatem z wrażą kliszą po łbie Nieojca Naszego zdzielił! Ale Pan Rezyser nie miał w sobie na tyle odwagi twórczej - wystarczy, że dobrodziej (choć naturalnie nie dobroczyńca, gdyż słowo to - o czym zbyt wielu medrków i niedouków tak łatwo zapomina, znaczy jednak zupełnie coś innego -odcina się wzrokiem od barbarzyństwa)
                                                  Ale co się odwlecze, to nie uciecze! Wzburzenie w Ojcu NAszym narasta stopniowo, jak łajno w młodym byczku, by wreszcie wybuchnąć! Jednym strzałem z iście Wilhelmtellowską precyzją pojedynczym nabojem umieszczonym w bebeszku dowódcy, kładzie kres Nieojcostwu! Pan Rezyser daje odbiorcy kolejny przekaz - dowódca bowiem kona stopniowo. Nie dostał kuli w łeb kończącej szybko żywot, ale wije się czując ogień wewnętrznego krwotoku. A gnij w męczarniach Nieojcze! A poczuj dotkliwość cierpienia! A powyj sobie nieco!
                                                  I z własnym jękiem zabierz swój marny żywot z tego świata! Nikt cię nie wspomni! Zdechniesz, jak robak, nie bohater! Leśne dziki zeżrą cię do gołej kości. Nikt świec na twoim nie zapali grobie!
                                                  Czyż wydźwięk to nie arcypiękny? Czyż nie tchnie niezmierzonym humanitarnym przekazem? Czyż nie jest mementem dla pokoleń przyszłych?
                                                  • wscieklyuklad Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 24.06.13, 20:22
                                                    I wreszcie postać najbardziej świetlana. Ekspiacja Pana Scenazysty i Pana Rezysera zarazem.
                                                    Pełne odciecie się od Holocaustu. Pełne wyparcie pojęcia ludobójstwa i rasowej pogardy.
                                                    Szlochamy nad każdą chwilą żywota Żyda - uciekiniera z transportu na rzeź. Wyskoczyć z pociągu? Nic trudnego! Dotrzeć do partyzantów? Betka!
                                                    Pan Rezyser sle jednak odbiorcy sprzeczne treści. Jak zachowałby sie uciekinier, gdyby nie natrafił na polskich żydojadów? na psychopatycznego żołnierzyka, który marzy o świecie bez Żydowin?
                                                    Przywiązany do drzewa, by zwabić braci-żołdaków nie waha się nawet przez chwilę - ostrzega ich przeed pułapką i śmiercią z rąk polskich żydożerców. Może liczy, że kolesie pokonają bitną AK-owską brać, a następnie w akcie wdzięczności zapomną mu jego pochodzenie i zabiorą do "swoich"? W końcu o ilież promienniejsza jest przyszłość u boku Wehrmachtu czy Gestapo - leśni mogą mu jedynie dowalić.
                                                    Jedynie uciekinier - doświadczony podobnym akcentem - otwiera drzwi do bydlęcych wagonów - pan Scenazysta i Pan Rezyser nie ułatwiają odbiorcy odpowiedzi na pytanie - dlaczego? Czy wskutek rozdrapania świeżej jeszcze rany jaką była jego podróż w podobnych warunkach i takimże celu? Głodny nie pojmie sytego? Sam musisz coś przeżyć by pojąć sens?
                                                    Ileż humanistycznych treści w tej krótkiej scenie! Bohaterski czyn Ojca Naszego kruszy nawet serce tak zatwardziałego rasisty, jak dowódca oddziału psychopatów! Ten nie tylko nie skraca uciekiniera o głowę, ale -zniknąwszy niczym Predator w gąszczu - podrzuca mu pistolet z pełnym magazynkiem! Ale i tu Pan Rezyser wpina kompozycję otwartą!
                                                    "Zajebią go" - wykrzykuje wulgarnie telewidz! "Bo nawet nie strzelił w powietrze by zachować pozory, że oto kogoś sholokauścił!"
                                                    Czy mając takich dowódców można było przetrwać powojenną polską zawieruchę dziejową? - pytamy odruchowo cmokając ze smutkiem nad Protoplaścizmem Naszym!
                                                    Bohatyrstwa jednak nie za wiele, a nadto Ojciec Nasz przepełniony jest Niezmierzonymi pokładami wdzięczności. Uciekinier nie kryje giwery za pasem. Nie chowa jej dla własnego bezpieczeństwa. Widząc oddział pobratymców (ale przecież jako Ojców Naszych nie żydobójców) osaczających niedawnych i niedoszłych polskich oprawców - bieży im z odsieczą!
                                                    Dalej scena opisana poyżej (unicestwienie Nieojca w bebeszek kulką)
                                                    NO ZAJEBISTA CAŁOŚĆ!
                                                    FILM DOSKONAŁY!
                                                    Przerażający niczym "Ptaki" Hicz-koka. Identyczne osaczenie! Tożsama beznadziejność bytu!
                                                    Ten sam łopot kukułczych skrzydeł .
                                                    Pan Scenazysta i Pan Rezyser wrzucili nam do ogródka swoje jaja.
                                                    A my zamiast rechotać nad przekazem idioty w iście polskim stylu opadliśmy na kolana, by szlochać, szlochać, szlochać ku niebu słowa "Ojcze Nasz" w zgrozy poczuciu niesąc.

                                                    AMEN.
                                                  • ulisses-achaj Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 24.06.13, 20:37
                                                    Dziękuję Ci, Wściekły - oddałeś , powołując sie na konkretne sceny to, co ja opisałem całościowo. Ten film wkurzył mnie i zniesmaczył do tego stopnia, że na dokładny jego rozbiór zdobyć się jakoś nie mogłem. Ty wskazales palcem to wszystko, o czym w dyskusji po emisji filmu nie powiedziano.



                                                    --
                                                    Ulisses
                                                  • sza.aliczek Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 24.06.13, 21:37
                                                    Pomijając film.

                                                    Ze względu na taką a nie inną przeszłość, Niemcom nie wolno relatywizować wydarzeń z lat 1933-1945. Po prostu. Ten naród przystał - bez karabinu przystawionego do łba - na segregację ludności i wrzucenie pewnej jej części do śmieci. Cały naród! Gorzej. Nawet w Einsatzgruppen, nawet w pisemnych rozkazach Himmlera pozostała wolność wyboru współuczestnictwa. Niemcy nie skorzystali. Tak, Niemcy, a nie naziści. Nie skorzystali, nie odmówili, odwrotnie: gorliwie wykonywali.
                                                    Znowu gorzej. Sądy Republiki Federalnej Niemiec bezwarunkowo i słusznie oddalały twierdzenia zbrodniarzy, iż naprawdę wierzyli w to, że nie mają innego wyboru jak tylko mordować.
                                                    "Niemcy mogli powiedzieć 'nie' masowej zbrodni. Postanowili jednak powiedzieć 'tak'" - i w tym momencie jest po temacie. : )
                                                    Badać i rozmawiać, owszem. Natomiast darować sobie tkliwe historie pojedynczych ludzi, bo wspaniałe i chwalebne, nie zmieniają jednak faktów.
                                          • llmirka Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 25.06.13, 01:16
                                            Moi dziadkowie mieszkali na Wołyniu w domu pod lasem. U nich zbierali się partyzanci na narady. Wojna dla dziadka skończyła się w Berlinie. Widział pierwszą flagę. Mój ojciec chrzestny poszedł z Andersenem. Był pod Monte Casino. Dla niego wojna skończyła się w 56 kiedy Rosjanie oddali mu synów. Dla jednej z moich ciotek wojna skończyła się w 97, kiedy odnalazła się jej zaginiona w transporcie, wówczas dwuletnia córka. Brat wciąż szuka śladu swojego dziadka, rodzonego brata mojego dziadka. ( W naszej rodzinie nie nazywamy się kuzynami) W latach osiemdziesiątych babcia dostała pierwszą wiadomość o swoim zaginionym bracie, niestety, nie zdarzyli się skontaktować. Pod koniec lat 90 wiadomość o śmierci nadeszła od jego córki, która przez przypadek znalazła kartkę od babci z zapytaniem, czy jest jej starszym bratem.
                                            Moja rodzina wciąż się szuka. W naszym Drzewie Geologicznym jest wiele znaków zapytania.
                                            Znam wojnę widzianą oczami dziadka, wuja, babci, ojca i jego braci, którzy byli wówczas dziećmi. Sąsiadami dziadków byli Polacy, Rosjanie, Ukraińcy, Cyganie i Żydzi. Wiele małżeństw było mieszanych. Mąż wydawał żonę, żona męża, rodzice bali się własnych dzieci. Dziadek miał wyrok śmierci od Niemców i Ukraińców.
                                            Mama, jako dziecko widziała egzekucje w Jedwabnym. Do dzisiaj budzi ją słodki smak dymu palących się ciał. Przez całe życie ma żelazny zapas jedzenia i wyznaczone miejsce „zbiórki gdybyśmy się pogubili”. Znam też wojnę historyków. I myślę, że nikt nie ma prawa oceniać zwykłych, szarych ludzi, żołnierzy wcielanych do wojska i wysyłanych na front. Oceniać trzeba dowództwo tak, jak robią to historycy. Moje myślenie o Niemcach zmieniło się po wizycie niemieckiej rodziny, której dom dostał dziadek. Stara Niemka chodziła z kąta w kąt wspominając, co tan stało. Jej syn, mniej więcej w wieku mojego ojca, niewiele pamiętał z tego, co mówiła matka, ale pamiętał ucieczkę, wędrówkę i głód. A najmłodszy, odrobinę starszy ode mnie pan, podziękował babci za pozwolenie wejścia do domu swojej babci, która w tym domu urodziła się i przed śmiercią chciał się z nim pożegnać. Jego dziadek po powrocie z frontu nie odzyskał równowagi psychicznej. Był Mazurem, zwykłym żołnierzem. Po tej wizycie pomyślałam, że czas postawić pomnik wojnie, by pamiętać, by nie powtarzać, pochylić głowy nad ofiarami w czas znaczących rocznic. Ale i najwyższy już czas zakończyć ją, nie zaszczepiać czwartemu pokoleniu nienawiści. Ona prowadzi do kolejnej wojny.

                                            Ulissesie, należy pamiętać, wyciągnąć wnioski , ale nie można żyć przeszłością , czas ostudzić emocje.


                                            --
                                            http://republika.pl/blog_oj_1271134/2617878/tr/malpkaminigifusav7f.gif
                                            http://azalitka.blogspot.com/
                                            • ulisses-achaj Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 25.06.13, 01:45
                                              Ani mi w głowie żyć przeszłością. Tutaj jednak nie pisaliśmy o dramatach konkretnych ludzi, ale o filmie, który aspirował do ukazania oblicza całego pokolenia Niemców, a przy okazji pokazał ich wizję innych narodów. I ja i WU staralismy sie tu wykazać że jest to wersja z gruntu kłamliwa. Tylko tyle.
                                              --
                                              Ulisses
                                              • llmirka Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 25.06.13, 09:53
                                                Przepraszam za wszelkie błędy. Piszę biegusiem, na kolanie, ja mawiała moja nauczyciela smile

                                                Pisałeś , że był byś ciekawy reakcji Rosjan, Czy w obliczu mordów, egzekucji… rozczulali by się nad piątką przyjaciół. Piszesz, co widzimy w hitlerowskich filmach dokumentalnych. Piszesz o wkraczających niemieckich oddziałach do Łodzi.
                                                Rozumiem Twoje uzasadnienie, ale dla mnie nie ma to związku z treścią filmu, ze scenariuszem.
                                                Piszesz o rozliczeniu, o drzewach w Izraelu. Rozumiem i zgadzam się z tym, ale film jest o tych niemieckich młodych ludziach, ich odczuciem, ich widzeniem wojny.
                                                Nie zgadzasz się z moją oceną filmu. Argumentując swoją ocenę, używasz faktów, z którymi się zgadzam, ale nie odnoszę ich do tego filmu. Napisałam post, w którym pokazuję, że mam podstawy nie tylko zasłyszane czy przeczytane, ale własne, rodzinne by odbierać ten film dokładnie tak, jak Ty. Ale filmu nie odbieram jako fakt historyczny, ( już scenografia kłóci się z historią), a jako subiektywną opowieść kilku młodych Niemców Moim zdaniem film nie sugeruje, że owa piątka jest reprezentantem całego pokolenia, bo w filmie są pokazani i inni żołnierze, którzy maja zupełnie inny stosunek do swojej służby. W filmie widzimy, jak młody, wrażliwy człowiek zmienia się w maszynę do zabijania i dlaczego się zmienia i co czuje.
                                                Oceniam film pod względem aktorskim, scenograficznym i zdjęciowym. Oceniam dobór podkładu muzycznego. Nie oceniam faktów historycznych. Film nie jest dokumentem.

                                                Nie mówię, że żyjesz przeszłością, stawiasz pytanie, jaki przekaz o Polakach niesie ten film w świat, piszesz, że będziesz się martwił, jak Polacy takich filmów nie będą odbierali emocjonalnie i stąd to moje, że nie można żyć przeszłością, filmów odbierać jako fakt historyczny.
                                                Przepraszam, za źle sformułowaną myśl, którą mogłeś odebrać, iż nie odnoszę się do napisanych tekstów.

                                                --
                                                http://republika.pl/blog_oj_1271134/2617878/tr/malpkaminigifusav7f.gif
                                                http://azalitka.blogspot.com/
                                                • sorel.lina Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 25.06.13, 10:35
                                                  > Ale filmu nie odbieram jako fakt historyczny, ( już scenografia kłóci się z historią), a jako subiektywną opowieść kilku młodych Niemców

                                                  A dzisiejsi młodzi Niemcy, młodzi Polacy i - w ogóle - młodzi ludzie? Jak będą odbierać ten film? Przecież oni nie pamiętają tamtych lat, nie mają wojennych doświadczeń.
                                                  Najprawdopodobniej przekaz filmu potraktują jako prawdę o czasach, których nie znają i taki
                                                  wykrzywiony, fikcyjny obraz, stworzony przez autorów filmu, utkwi im w pamięci.
                                                  Przez pryzmat tych zachwianych proporcji i przekłamań (jak choćby to, że 1941 w Berlinie, Żydzi mogli sobie razem z Niemcami popijać w nocy piwo w knajpie! ) będą postrzegać tamte straszne czasy.
                                                  Dla młodych, Mirko, fikcja literacka, czy filmowa, zwłaszcza dobrze podana, a dotycząca lat, kiedy ich nie było świecie, będzie prawdą historyczną, nie zaś studium indywidualnych rozterek piątki przyjaciół.
                                                  Skłonność do uogólniania jest, niestety, powszechnym zjawiskiem...
                                                  • k.karen Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 25.06.13, 10:42
                                                    Zakłamanie i ODWRÓCENIE PROPORCJI - oto czym jest ten filmowy gniot. To, że nie należy do gatunku sf i komedii , ustaliliśmy już wcześniej. Tendencyjna bzdura na bzdurze, która mogłaby konkurować z Harlequinami, gdyby nie zawarte w niej kłamstwa. Nawet Harlequiny są bardziej wiarygodne.

                                                    Przesłanie tego filmu to -
                                                    Przeproście nasze matki i naszych ojców, wy niedobrzy Polacy, za niesprawiedliwą opinię, jaką rozpowszechniacie o nich - dobrych Niemcach - od czasów tej SPRAWIEDLIWEJ - II Wojny Światowej.


                                                    "Każdą niemożliwość, absolutny historyczny wyjątek podnosi się do rangi rzekomej ówczesnej normalności. Już na początku filmu piątka przyjaciół, która miałaby stanowić jakoby "reprezentacje ówczesnego pokolenia" (stąd tytuł "Nasze Matki-Nasi Ojcowie"), imprezuje w 1941r. w berlińskiej knajpie, pijąc z żydowskim kumplem "za rychły upadek ZSRR", jak gdyby w III Rzeszy nie było od paru lat wykluczenia niemieckich Żydów (np. od 1939 mieli zakaz wychodzenia z domu po 20h). Później, ci sami żołnierze Wehrmachtu, humanitarnie uskarżający się na brutalność "grup zadaniowych" rozstrzeliwujących radzieckich jeńców, użerają się z bestialską ukraińską policją pomocniczą o los małej żydowskiej dziewczynki. Do tego jeden z braci-żołnierzy, stawia się swoim wysokim przełożonym, za co degradują go do batalionu karnego, gdzie nie tylko nie wykonuje rozkazów dowódcy (za odmowę wykonania rozkazu w bat.karn. była od razu kara śmierci) ale na końcu go zabija żeby uciec. Drugi – bez wahania strzela do swojego dowódcy SS-manna, żeby ratować życie swojego żydowskiego kumpla (jedyny w filmie który zabija nazistę, żeby ratować Żyda "gdzieś na Wschodzie"). Takie sytuacje mogły może mieć miejsce w Wehrmachcie, ale były skrajnymi wyjątkami, zupełnie niereprezentacyjnymi dla ówczesnych Niemców. Na końcu, i jest to szczyt niemożliwego bezguścia, spotykają się razem w tej samej berlińskiej knajpie: dezerter który przeżył i zgwałcona pielęgniarka aby przypijać wódkę z ocalonym kumplem-Żydem "pięknie, że jeszcze jesteś przy życiu"…
                                                    Szczególnie w ostatniej (trzeciej) części relatywizuje się i przekręca w szczególny sposób, tłumacząc odpowiedzialność, zwykłym złem świata: Rosjanie, z wyjątkiem jednej zupełnie nieprawdopodobnej postaci kobiecego oficera, która zabrania swoim żołnierzom gwałcić, pozbawieni są zupełnie twarzy: chlają, rabują, gwałcą, jak to barbarzyńcy (oczywiście w całym filmie gwałtów niemieckich żołnierzy nie pokazano). Cyniczny amerykański oficer - oczywiście stereotypowo ukazany z cygarem w ustach – nie ma problemu z uczynieniem z gestapowca i denuncjanta swoim biurowym pomocnikiem, piękny wyzwoliciel. Szczególnie perfidna jednakże jest próba ukazania polskich partyzantów z AK jako prawdziwych antysemitów. Pojawiają się oni w ostatniej części jako ci, którzy "Żyda potrafią z daleka wywąchać", i pozwalają zdechnąć stłoczonym w wagonach więźniom KZ-tu (prof.Schopes, konsultancie filmu, który twierdzisz ze scena oddaje typowe wydarzenia, gdzie i kiedy choć jedna taka sytuacja miała miejsce?). W ok. 270 minutowym filmie Akowcy są z całą powagą ukazani jako autentyczni, zażarci anty-żydowscy nienawistnicy, podczas gdy nawet SS-mani dokonują swoich zbrodni racjonalizując - "ze gdzie żydzi, tam partyzanci, cóż począć?"
                                                    wyk.w większości - kaszub102
                                                    --
                                                    http://i47.tinypic.com/2wqaekm.gif
                                                  • ulisses-achaj Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 25.06.13, 11:00
                                                    A wlaśnie - scena z pociagiem wiozącym więźniów. Po pierwsze dlaczego wszyscy są w pasiakach? Jeżeli wieźli ich do KZ pasiaki przydzielano po selekcji. Po drugie: skąd akowcy maja niezachwianą pewnośc, że w wagonie są tylko Żydzi, a nie ma tam także Polaków? Ano po zapachu.

                                                    czy idiotyzm tej sceny - pomijając wszelkie inne emocjonalne reakcje - nie bije po oczach? Czy takie symboliczne i fałszywe uogólnienie nie przyprawia naszym ojcom i matkom gęby czynnych współsprawców Holokaustu?
                                                    --
                                                    Ulisses
                                                  • sorel.lina Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 25.06.13, 11:18
                                                    Dobrze zauważyłeś, Ulissesie! Ja zwróciłam też uwagę na reakcję piosenkarki Grety, na wieść o tym, że ma pojechać na "tournee" na Wschód. To rozczarowanie w oczach, ta zrzedła mina,
                                                    to zniesmaczenie widzoczne w mimice, ta rezygnacja w głosie...
                                                    Tu (przypadkiem?) udało się aktorce pokazać prawdziwy stosunek niemieckich ubermenschow do slowiańskich untermenschów...
                                                  • sorel.lina Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 25.06.13, 11:44
                                                    "JAK HITLER UWIÓDŁ NIEMCÓW"

                                                    Niemcy poszli za urazami Adolfa Hitlera. W artykułach zamieszczonych w tym Pomocniku Historycznym Czytelnicy znajdą trzy istotne konstatacje:

                                                    1.Gdyby Hitler z jakichś względów umarł ok. 1940 r., być może wszedłby do historii jako jeden z największych władców Niemiec. Do tego momentu odpowiadał na najgłębszy resentyment Niemców, naprawiał – według nich – krzywdę wyrządzoną im w Wersalu (1918 r.), gdy ustalano porządek europejski po Wielkiej Wojnie.

                                                    2.80 lat temu, po zdobyciu władzy w 1933 r., Hitler w kilka miesięcy zbudował państwo wodzowskie. Liczyła się tylko jego wola ("Ein Volk, ein Reich, ein Führer" – jeden naród, jedno państwo, jeden wódz). Instytucje państwa były fasadą, nawet partyjne zjazdy w Norymberdze raczej spektaklami z gatunku światło i dźwięk.

                                                    3.Hitler swą władzę zdobył legalnie. Nie było żadnej rewolucji, zamachu stanu. Trzecią Rzeszę urodziła niemiecka demokracja.

                                                    Ta ostatnia konstatacja jest najistotniejsza. W Niezbędniku nie opowiadamy bowiem historii Adolfa Hitlera. Chcemy oświetlić zbrodniczy fenomen państwa niemieckiego, które istniało zaledwie 12 lat, przeszło do historii pod nazwą Trzeciej Rzeszy, a zostawiło po sobie wymordowany i zrujnowany kontynent


                                                    Myślę, że warto to przeczytać. Dziękuję, Mirku, za link na sąsiednim wątku.

                                                  • ulisses-achaj Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 25.06.13, 12:11
                                                    My wiemy, jak było, chociaż zważywszy na wiedzę dużej części starszego i młodego pokolenia, to "my" nie do wszystkich odnoszę. Film jest dla Niemców i wlasnie dlatego tak został skrojony. Rzecz jednak w tym, że nie dość że utrwala stereotypy i zwykłe kłamstwa, to stwarza niebezpieczną, psychologiczną przestrzeń, które jeśli zostanie kupiona i to nie tylko w Niemczech, może być niebezpieczna. Psalismy juz dlaczego. Co więcej, mam znajoma Niemke. Kobietę wykształcona, która działa aktywnie w organizacjach niemiecko-żydowskich. Kiedy przyjechała do POlski, dowiedziałem się od niej że głównymi ofiarami Hitlera byli Żydzi. Pokazałem jej zatem dane statystyczne. Liczba wymordowanych i poległych Polaków była dla niej szokiem! Do tej pory wyobrażała sobie, że u nas za okupacji było podobnie jak we Francji. Zapytałem jak to mozliwe, że ona, nauczycielka i działaczka nie znała tak podstawowych danych. Okazało się że w Niemczech ponoć sie o tym nie mówi. No to teraz, po emisji tego filmu, może warto zacząć!
                                                    --
                                                    Ulisses
                                                  • k.karen Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 25.06.13, 11:41
                                                    I coś jeszcze: ludzka twarz mają w tym filmie TYLKO Niemcyi Żydzi, konkretnie JEDEN Żyd. Polacy, Rosjanie i Ukraincy (Słowianie)i są przedstawieni jako ciemna barbarzyńska masa i to mi trąci odwiecznym niemieckim przekonaniem o własnej wyższości.


                                                    Ale, ale, moi drodzy smile Przecież to nie jest film dokumentalny tylko dramat wojenny oparty na faktach, czyli wg niektórych - wszystko można było przedstawić, jak się reżyserowi chciało, całkowita dowolność, bo przecież od początku do końca to tylko fabularna fikcja. big_grin

                                                    I co więcej, ja się z tym zgadzam - w tym filmie WSZYSTKO jest fikcją - ciemna barbarzyńska, okrutna masa Polaków, Rosjan i Ukraińców, jak i dobrzy, ludzcy wojenni Niemcy - niemieckie matki i ojcowie big_grin big_grin big_grin Jak wszystko, to wszystko!

                                                    big_grin big_grin big_grin big_grin big_grin big_grin big_grin big_grin big_grin
                                                    --
                                                    http://i47.tinypic.com/2wqaekm.gif
                                                  • k.karen Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 25.06.13, 12:19
                                                    Ps. do postu - forum.gazeta.pl/forum/w,92813,145248894,145350637,Re_24_czerwca_2013_CWP_poniedzialkowo.html?wv.x=2

                                                    Ale, ale...to jeszcze nie koniec komedii purenonsens, bo jak wieść gminna niesie to Jarozbawy i Antki Smoleńskie mają wielki wpływ na niemieckich historyków, krytykujących to fikcyjne "dzieło" a nawet na samego Szewacha Weissa!!! A to ci dopiero nowina! big_grin big_grin big_grin Szewach Weiss - kaczystą wink big_grin big_grin big_grin

                                                    I bardzo prawdopodobne, że za chwilę wieść gminna doniesie, że byłoby wskazane zgłosić nominację Eriki Steinbach do Pokojowej Nagrody Nobla big_grin big_grin big_grin

                                                    big_grin big_grin big_grin big_grin big_grin big_grin big_grin big_grin big_grin big_grin


                                                    --
                                                    http://i47.tinypic.com/2wqaekm.gif
                                                  • k.karen Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 25.06.13, 12:41
                                                    ulisses-achaj napisał:

                                                    > Tak ? No to do grona niemieckich zwolenników PiSu i Radia Maryja trzeba zaliczy
                                                    > ć kilku znanych niemieckich historyków, komentatorów, a przede wszystkim wybitn
                                                    > ych niemieckich pisarzy, którzy zanim powstał ten film napisali, co napisali :-
                                                    > )
                                                    > Normalnie spisek! smile

                                                    Tak jest! Oni wszyscy ale przyznaj, że zaliczenie do kaczystów Szewacha Weissa -
                                                    TO JEST HIT NAD HITY- HIHIHIHITY! big_grin big_grin big_grin
                                                    --
                                                    http://i47.tinypic.com/2wqaekm.gif
                                                  • ulisses-achaj Re: 24 czerwca 2013, CWP, poniedziałkowo 25.06.13, 12:57
                                                    tak, to jest trafienie w dziesiątkę !! smile
                                                    "Znany zwolennik i apologeta PiSu, były ambasador Izraela, profesor Szewach Weiss, dołaczył do grona obskuranckich krytyków znakomitego serialu ZDF "Nasze matki, nasi ojcowie. Głos tego żydowskiego reakcjonisty, który zawdziecza zycie polskiej rodzinie, która ocaliła go przed Zagładą, nie może być traktowany ani jako obiektywny, ani jako powazny" . smile smile
                                                    - pozwoliłem sobie na własne podsumowanie takiej tezy w formie notki prasowej . smile
                                                    --
                                                    Ulisses