Dodaj do ulubionych

Kapitalizm wyczynowy już nas hamuje

18.07.15, 11:06
Artykuł dostępny tylko dla prenumeratorów cyfrowej Wyborczej....przeczytałem i dzielę się hasłowo myślami praktycznego Marka Belki. Osobno przekazuję jego opinię w sprawie Grecji. Oto hasła: Skończmy z kapitalizmem wyczynowym.Podnieść płace. Opodatkować bogatych i przepływ kapitału.
Pytanie redaktora.W jakim miejscu jest Polska po ćwierć wieku przemian? Co z naszym modelem rozwoju? I z naszymi "oburzonymi", którzy mówią, że kraj w ruinie i finis Poloniae... Odpowiedź prof. Belki :- Polska jest już krajem nie biednym, lecz dość zaawansowanym. Polskie firmy są obecne za granicą, inwestują tam - nie jesteśmy tylko importerem kapitału. Ale w pewnym sensie dochodzimy do końca cyklu rozwoju ekstensywnego. Zbudowaliśmy - jak to ktoś ładnie nazwał - wyczynowy kapitalizm.

Nasz problem polega na tym, czy model rozwoju, który mieliśmy do tej pory - wyczynowy kapitalizm - jest w stanie nas dalej pociągnąć przez kolejne 15 lat. ....udział płac w PKB jest niski i dalej spada. To oznacza, że dotąd polska konkurencyjność polegała na niskich kosztach pracy i niskich podatkach, szczególnie dla przedsiębiorców. Zaraz na mnie wyleją pomyje, że mówię skandaliczne rzeczy, bo podatki są za wysokie i trzeba je obniżać.
A ja mówię, że służba zdrowia, edukacja i wiele innych rzeczy są niedoinwestowane, i to właśnie dlatego , że podatki są niskie. Teraz każda partia obiecuje obniżkę podatków. Toż to oznacza katastrofę! ....Problemem jest nie poziom podatków, ale ich struktura.W Polsce podatki są niskie i stosunkowo proste, szczególnie na tle innych państw. Opresyjny jest nie sam system podatkowy, lecz sposób ich egzekucji.
Ciocia Unia nas psuje. Jak trwonimy kasę z UE
Nawiasem mówiąc, teraz mamy silną konstytucyjną i prawną ochronę przed różnymi "greckimi chorobami". Ale poszliśmy w tym niekiedy za daleko. Mamy nadmiarowy porządek prawny i podatkowy. W pogoni za literalnym przestrzeganiem prawa tracimy czasem rozum. Wpadliśmy w pułapkę dosłownego stosowania prawa. Przykładem na to jest ustawa o zamówieniach publicznych, która jest o wiele ostrzejsza od dyrektyw unijnych. U nas zawsze wygrywa najtańsza oferta, choćby była idiotyczna. ....
W Polsce trwa ciągła wojenka podatnika z urzędem. Podatnik czasem wpada w pułapkę, często nie z własnej winy. Państwo zapędzone do narożnika walczy z oszustami podatkowymi, bo przecież wie, że zawsze można przestać płacić i przenieść się na Cypr. Ale instrumenty tej walki są mordercze. Podatnik sam musi ocenić, czy jego transakcja jest odpowiednio opodatkowana, i nikt mu w tym nie pomoże. A urzędnik boi się, że źle coś oceni, i wlepia karę. Albo podatnikowi się uda, albo zbankrutuje. Grozi mu utrata dorobku całego życia. Państwo pokazuje swoją opresyjną twarz, bo goni za ściganiem podatków, które są za niskie w stosunku do potrzeb....Tymczasem trzeba walczyć z patologiami podatkowymi. Na przykład nie udaje się skończyć w Polsce z masowymi oszustwami z użyciem oleju opałowego jako paliwa. Różnica w akcyzie sprawia, że się na niej kantuje, a państwo traci kilka miliardów złotych rocznie. Trzeba zlikwidować też - jak ja to mówię - "wewnętrzne raje podatkowe", dotyczące nie rolnictwa, ale wsi. Na marginesie dodam, że paradoksalnie może to być dla wielu rolników opłacalne, bo będą mogli wówczas korzystać z ulg podatkowych. Rzecz kolejna to nadużycia w samozatrudnieniu, czyli zjawisko pseudoprzedsiębiorczości. Mam na myśli zmuszanie np. pielęgniarek czy sprzątaczek do zakładania działalności gospodarczej. To przecież sposób firm na płacenie niższych podatków.
Musimy po prostu ucywilizować podatki, aby były one bardziej sprawiedliwe. Ludzie o niskich dochodach płacą u nas wyższe podatki niż na Zachodzie, bogatsi - niższe. Podniesienie kwoty wolnej będzie bardzo kosztowne, ale znalazłyby się na to pieniądze, gdybyśmy zlikwidowali te patologie.
A skoro płace mamy marne, to co robić? Co ze śmieciówkami czy prekariuszami?
- Wolę nie używać słowa "śmieciówki". Wszyscy w pewnym sensie jesteśmy na śmieciówkach. Umowa o pracę nie ocali nikogo od zwolnienia, najwyżej nastąpi ono po trzech miesiącach. I u nas, i na świecie będzie potrzeba coraz bardziej elastycznych form zatrudnienia i tego nie unikniemy. Ludzie nie mogą liczyć, że będą pracować w tym samym miejscu przez całe życie lub nawet przez dłuższy czas. Dzisiaj prawo u nas tego nie ułatwia.
Ale wszystkie formy zatrudnienia powinny być zrównane pod względem płacenia składek na ZUS oraz podatków. Wszystkie, bez wyjątku.
Mam przekonanie, że kończy się nasza ścieżka rozwoju opartego na ultraniskich kosztach pracy.
A dlaczego płace nie rosną? Nie wiem. Dlatego że nie ma silnych związków zawodowych? Być może. Ale przecież struktura demograficzna się pogarsza, starzejemy się. Z kolei istnieją duże zasoby wolnej pracy, których nie odzwierciedla niska stopa bezrobocia. Według kryteriów unijnych wynosi ona już poniżej 9 proc. Ale mamy bardzo niską stopę aktywności zawodowej - ok. 60 proc., a w takiej Szwecji to ok. 75 proc. Czyli są ludzie, którzy mogliby wejść na rynek pracy, gdyby był elastyczny. Może to pozwala utrzymywać niskie płace.
Jest też problem emigracji. Jednak - jak podpowiada mi intuicja - ludzie emigrują z różnych przyczyn, nie tylko z powodu wysokości płacy. W Londynie zarabiają trzy-cztery razy więcej niż tu, ale płacą za życie trzykrotnie więcej, więc realnie mają prawie tyle samo co w Polsce. A jednak wyjeżdżają. Może z powodu atmosfery w kraju szukają szczęścia w świecie? I tam chcą i potrafią pracować wydajniej niż w kraju.
A skoro jest tylu emigrantów, to w Polsce płace powinny rosnąć, bo brakuje siły roboczej. A nie rosną.
Uważam, że rynek pracy musi zostać uporządkowany i jednocześnie być elastyczny. Nie może stwarzać alibi dla oszustów podatkowych jak teraz. To powinno złamać model rozwoju oparty na eksploatacji pracowników. To może brzmi lewicowo, jednak do tego się sprowadza. Ta zmiana nie nastąpi z dnia na dzień, ale trzeba uruchamiać te procesy.
A czy nie grozi nam pułapka przeinwestowania funduszy europejskich w infrastrukturę zamiast w kapitał ludzki? Czy nie powinniśmy inwestować więcej w mózgi niż w cegłę?
- Trzeba inwestować w mózgi, i to jest ważniejsze, ale także wciąż jeszcze w beton i cegłę. Musimy jeszcze dokończyć unowocześnianie infrastruktury, budować drogi i koleje. Ale problem jest. Bo w mózgi inwestować trudniej. Trzeba wiedzieć, jak i w co, a i ci, w których ma się inwestować, też muszą wiedzieć, czego potrzebują i po co im to.
...w fundusze europejskie musimy szybko wykorzystywać. I robimy to wzorcowo. Filharmonia w Szczecinie, cudo! A kosztowała kilkadziesiąt milionów euro. W Niemczech starczyłoby to na garaże podziemne. To kolejny mit, że budujemy za drogo. Musimy te pieniądze wykorzystać, i robimy to - na szczęście - bardzo efektywnie.
Problemem jest też umiejętne zarządzanie tym, co zostało zbudowane, i zarabianie na tym. Stadion Narodowy już chyba zarabia. Atlas Arena w Łodzi też się utrzymuje.
Na świecie dyskutuje się o kryzysie kapitalizmu. W Polsce nie. Co dalej z tym kapitalizmem? Jest kryzys czy go nie ma?
- Problem jest prawdziwy, choćby dlatego, że wszyscy o tym mówią. W Polsce to trudny temat, bo pamiętamy, co nam zrobił brak kapitalizmu, czyli realny socjalizm. Najpierw przeżyliśmy tamto piekło, a potem zupełny chaos. Wreszcie odnieśliśmy jednak niesłychany sukces cywilizacyjny. Dlatego nie mówimy o kryzysie kapitalizmu. Nawet nasz populizm, np. kukizowców, jest raczej libertariański niż lewicowy, jak SYRIZ-y w Grecji czy Podemosu w Hiszpanii. Na Zachodzie już 20-30 lat temu dostrzegano, że wielkie firmy mogą zdominować państwa narodowe i wymknąć się spod kontroli. Kiedyś te wielkie firmy nazywano koncernami, dziś nazywa się korporacjami. Minęły dwie dekady i nawet korporacje są na łasce innych korporacji, tyle że czysto finansowych. Sektor finansowy panuje nad gospodarką realną. ...... (dalej, skończył się limit 8000 liter... i tu limity.wink
Obserwuj wątek
    • czuk1 Co z tym kapitalizmem - wg prof. Belki 18.07.15, 11:26

      ...."kapitalizmu trzeba chyba bronić przed nim samym" .Belka odpowiada jednym zdaniem (w trakcie wywiadu) :
      Na świecie dyskutuje się o kryzysie kapitalizmu. W Polsce nie. Co dalej z tym kapitalizmem? Jest kryzys czy go nie ma? - Problem jest prawdziwy, choćby dlatego, że wszyscy o tym mówią. W Polsce to trudny temat, bo pamiętamy, co nam zrobił brak kapitalizmu, czyli realny socjalizm. Najpierw przeżyliśmy tamto piekło, a potem zupełny chaos. Wreszcie odnieśliśmy jednak niesłychany sukces cywilizacyjny. Dlatego nie mówimy o kryzysie kapitalizmu. Nawet nasz populizm, np. kukizowców, jest raczej libertariański niż lewicowy, jak SYRIZ-y w Grecji czy Podemosu w Hiszpanii.
      Na Zachodzie już 20-30 lat temu dostrzegano, że wielkie firmy mogą zdominować państwa narodowe i wymknąć się spod kontroli. Kiedyś te wielkie firmy nazywano koncernami, dziś nazywa się korporacjami. Minęły dwie dekady i nawet korporacje są na łasce innych korporacji, tyle że czysto finansowych. Sektor finansowy panuje nad gospodarką realną. Zorganizował świat w ten sposób, że w jednej chwili może przelać nieograniczony kapitał online. Większość takich transakcji to spekulacje walutowe. A uwalono wszelkie podatki od transakcji finansowych, takie jak słynny podatek Tobina.
      Nawet Christine Lagarde, szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego, głosi, że kapitalizm przeżywa kryzys i potrzebuje regeneracji.
      .....Trzeba jednak wiedzieć, że głośne wystąpienia pani Lagarde na różnych wielkich konferencjach to jest nie wyłącznie jej osobiste zdanie, lecz często stanowisko wypracowane przez całą ekipę. To stanowisko Funduszu jako instytucji. Rewizja stanowiska MFW wobec współczesnego kapitalizmu zaczęła się jeszcze za jej poprzednika. Byłem świadkiem przepoczwarzania się MFW ze strażnika i rzecznika tzw. konsensusu waszyngtońskiego w krytyka, gdy przestał go traktować jako prawdę objawioną i niepodważalną.
      Pani Lagarde jest prawniczką i nie jest więźniem ekonomicznych doktryn. W dodatku jest bardziej amerykańska niż francuska. A to bardzo ważne. Bo wybitni ekonomiści liberalni, tacy jak Jeffrey Sachs, David Lipton czy nawet Stanley Fischer, przeszli długą drogę, od kiedy byli entuzjastami wczesnego Balcerowicza - i stali się krytykami neoliberalizmu. W świecie Balcerowicz ma pomnik. Jak Wałęsa. Zdjęcie zostało w historii. Polska była królikiem doświadczalnym, a doświadczenie się powiodło. To niebywałe, jak się nam udało wyjść z tego cywilizacyjnego zapóźnienia po 300 latach. Rola Polski w historii polityki gospodarczej jest wielka. Jesteśmy przykładem.
      Ale kiedy "Wyborcza" pisze o kryzysie kapitalizmu, Leszek Balcerowicz mówi, że jesteśmy lewakami.
      - Na Zachodzie liberalna narracja typu balcerowiczowskiego jest już dzisiaj pewnym folklorem. Świat się bardzo zmienił i skomplikował. MFW to jest wielki instytut badawczy. Bywa spolityzowany, ale wciąż bardzo kompetentny. Tam się naprawdę myśli, prowadzi badania, dyskutuje. Często jednak ekonomiści są niewolnikami modeli, od których trudno im się wyzwolić. Racjonalizm wciąż się snuje po literaturze ekonomicznej, tymczasem ludzie nie kierują się czystą racjonalnością.
      Dani Rodrik podważa tezę, że wolny handel to konieczna drabina rozwoju dla krajów biednych. Te nowe prądy przenikają do MFW. Ale przede wszystkim do rewizji poglądów na gospodarkę przyczynił się kryzys.
      Dominique Strauss-Kahn uważał, że kryzys dotknie przede wszystkim kraje Europy Wschodniej. Obawiał się, że pierwsze uderzenie trafi Litwę, Łotwę, Estonię i nas. Dlatego zaproszono mnie do MFW. Departament Europejski miał to powstrzymać i się udało. Żaden kraj nie upadł. MFW miał wtedy klasyczne recepty - liberalizować i ciąć wydatki - oraz pożyczał pieniądze.
      Ale już wtedy było widać, że kraje nie muszą być winne, że ofiarami kryzysu padają państwa prowadzące dobrą, zalecaną wcześniej politykę. A i tak dostają po karku. Padał system oparty na imporcie kapitału. W MFW zaczęto wyciągać wnioski: dość arogancji wobec niewinnych, nie tak srogo, nie wtrącajmy się we wszystkie szczegóły. Zresztą to wtrącanie się denerwuje wiele krajów, np. Turcję 15 lat temu czy dzisiaj Grecję.
      Z tzw. trojki - MFW, Komisja Europejska i Europejski Bank Centralny - to właśnie Fundusz stał się najbardziej prospołeczny.
      W drugiej fazie kryzys objął jądro zachodniej gospodarki: Portugalię, Hiszpanię, Irlandię, Włochy itd. Hiszpańska gospodarka np. była za duża, aby sam MFW mógł jej pomóc.
      Już wtedy było wiadomo, że część długu Grecji trzeba darować. Ale nie można było tego zrobić, bo byłoby to zaraźliwe - pojawiłyby się żądania innych państw. Programy ratunkowe były od początku bardzo trudne. To logika UE, a nie MFW, kazała postępować ostro. I okazało się, że strefa euro pogarsza kondycję najsłabszych państw, a wspólna polityka gospodarcza staje się narzędziem dywergencji, a nie konwergencji.
      W MFW pojawiły się nowe "heretyckie" poglądy: że doszło do szkodliwej dominacji sektora finansowego nad sektorem gospodarki realnej. Że trzeba dopuścić kontrolę przepływu kapitału. To ocierało się o skandal! Ludzie wili się jak piskorze, ale przyznali w końcu, że jest to potrzebne. Nawet jeśli kontrola przepływu kapitału jest wbrew rynkom i instytucjom finansowym.
      Ponadto zaczęto uważać, że ultraniska inflacja niekoniecznie jest dobra. Nie jest bowiem prawdą, że jak zarabiam realnie mniej wskutek wyższej inflacji, to zaraz będę żądał podwyżki płac, nastąpi eskalacja żądań płacowych i nakręci się spirala inflacyjna. Ludzie wcale nie postępują tak racjonalnie i często ulegają iluzji pieniądza. Są gotowi pogodzić się ze spadkiem płac realnych, jeśli równolegle następuje to samo w grupach, do których się porównują. I wcale nie musi nastąpić eksplozja żądań płacowych i w jej efekcie wzrost stóp procentowych.
      Dlatego też Olivier Blanchard, główny ekonomista MFW, wyszedł z sugestią podniesienia celu inflacyjnego do 4 proc. z 2 proc. obecnie.
      Nieco wyższa inflacja dawałaby pole manewru w polityce pieniężnej i poza tym można byłoby załatwić sprawę nadmiernego zadłużenia w miarę bezboleśnie. Ale to także wbrew sektorowi finansowemu i bankom. Tylko że jak się dłużnika - szczególnie gdy jest nim demokratyczne państwo - za bardzo przyciśnie, to może się to skończyć katastrofą.
      W dodatku MFW zaczął się wypowiadać krytycznie o gospodarce i polityce w USA. To wcześniej było nie do pomyślenia.
      To co będzie z kapitalizmem? - Mamy do czynienia z początkiem nowego myślenia. Kapitalizm gdzieś się pogubił. Gospodarka realna stała się dodatkiem do sektora finansowego. Przepływy kapitału online to wynalazek z piekła rodem. Bo to działa wirtualnie, a gospodarka realna chodzi po ziemi. Ogon macha psem. Rozbuchany sektor finansowy destabilizuje gospodarkę, pogłębia społeczne dysproporcje dochodowe i materialne, wysysa talenty, bo zdolni ludzie po studiach idą pracować do banku zamiast do laboratorium, fabryki czy też zakładu oczyszczania miasta, bo w sektorze finansowym są najlepsze zarobki. Kapitał finansowy wchodzi również na rynek surowców, także rolnych, i go destabilizuje. Stąd też te olbrzymie wahania na rynku ropy i innych surowców, które potęgują i tak już olbrzymią niestabilność w światowej gospodarce.
      Kiedyś uznano, że trzeba rynek zderegulować, i w dodatku pozwolono, by same instytucje finansowe, czyli banki, się zderegulowały według swoich propozycji, bo rzekomo one lepiej umiały ocenić ryzyko. I co? Oględnie mówiąc, wyszło bardzo słabo - oceniły ryzyko nie lepiej, tylko gorzej, i przerzuciły koszty krachu na państwo, czyli na podatnika.
      Nierówności społeczne w efekcie nie tylko trwają, ale też się pogłębiają. Skąd się biorą nierówności? Częściowo z rozwoju technologii. Jednak Thomas Piketty dowodzi, że rozwarstwienie jest wewnętrzną logiką kapitalizmu. Edward Prescott z kolei nie jest do tego tak przekonany. Ale dobrze, że ta dyskusja trwa.
      ....limit skończony ....

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka