Dodaj do ulubionych

Pierwsze procesy polityczne za atak na sektę

11.08.17, 18:07
We wtorek w Sądzie Rejonowym w Płocku sądzone były osoby, które w grudniu urządziły happening polityczny przed siedzibą PiS. Kary za zawieszenie na budynku dwóch kartek bez zgody właściciela domaga się policja. - A powołuje się na przepis z lat 70., na podstawie którego opozycję karano za śmiecenie, a nie za faktyczną działalność - mówili na sali obwinieni.

To było zaskoczenie dla sądu – obserwować rozprawę przyszło sporo ludzi, były media, tymczasem została przygotowana mała sala, która nie pomieściłaby nawet połowy tych ludzi. Sędzia Dariusz Kondzielewski zarządził więc już na wstępie przerwę i po godzinie wskazano nową, sporo większą salę.

Na ławie oskarżonych zasiedli Małgorzata Pawłowska, Agnieszka Sadecka i Paweł Biegalewski, reprezentował ich adwokat Jakub Szczepański. Nie stawili się świadkowie – policjanci, którzy w grudniu 2016 r. uczestniczyli w interwencji przed siedzibą PiS. Jeden nadesłał usprawiedliwienie, drugi... jest po prostu na urlopie. Sędzia ukarał go za niestawiennictwo grzywną w wysokości 500 zł.

Po stronie oskarżyciela zasiadł inny funkcjonariusz. – Komendant miejski policji wnosi o ukaranie za zawieszenie w dniu 18 grudnia 2016 r. dwóch kartek bez zgody właściciela budynku – wygłosił formułkę.

Potem sędzia oddawał po kolei głos obwinionym z art. 63 kodeksu wykroczeń. Nikt z nich nie przyznał się do winy i każdy skorzystał z prawa do składania wyjaśnień. Te zaś były wyjątkowo zgodne i spójne.
„Komuno, odejdź”

Mówili więc po kolei, że nie są chuliganami, którzy naklejaliby ulotki gdzie popadnie. Wyjaśniali, że wtedy, w grudniu, cały kraj protestował przeciwko kierowaniu Polski przez PiS w stronę totalitaryzmu: najpierw były "czarne protesty" przeciwko odbieraniu praw kobietom, „które stanowią połowę obywateli naszego kraju”, zrujnowano już wówczas Trybunał Konstytucyjny, ograniczono prawo do zgromadzeń, były próby ograniczenia wolności mediów. Wiele osób przeciw temu protestowało przed siedzibami PiS, paliło świece. Oni, nauczycielka, rekruterka, terapeuta, pracujący wspólnie w różnych organizacjach pozarządowych, także międzynarodowych, które bronią praw człowieka, też postanowili zaprotestować. Mają – mówili – różne przygotowane na kartkach hasła. Skrzyknęli się spontanicznie i tamtego grudniowego wieczoru spotkali przed płocką siedzibą PiS. To miał być trwający cztery minuty happening. Taśmą klejącą na tablicy z pleksi nakleili hasła: „Łapy precz od wolności i demokracji” i „Komuno, odejdź”. Chcieli sobie zrobić zdjęcie z nimi, kartki odkleić, a fotki wrzucić do sieci, żeby „sprowokować dyskusję o tym, co się dzieje, w którą stronę zmierza kraj”.
Nie robimy z tego problemu

Ze zdjęciami szło opornie, bo była mgła, palące się na chodniku świece dawały poblask, para z ust też przesłaniała obraz. W tym czasie podchodzili ze zniczami inni ludzie. Po niecałych 10 minutach podjechał radiowóz z dwoma policjantami. Jeden z nich rozmawiał z tą trójką, namawiając, by się przyznali i przyjęli pouczenie. Drugi miał się skontaktować z dyżurnym komendy. Przez telefon rozmawiał kilka minut, a potem od razu stwierdził, że sprawa zostanie skierowana do sądu.

Obwinieni przytaczali też artykuł z płockiej „Wyborczej”, w którym pytaliśmy Huberta Woźniaka z zespołu medialnego ratusza, czy Agencja Rewitalizacji Starówki jako właściciel budynku (PiS wynajmował w nim pomieszczenia) zgłaszała policji problemy związane z protestami (za palenie świec upomnienia dostawali wtedy członkowie KOD). Obwinieni powtarzali jego wypowiedź: „Ani ARS, ani Miejski Zarząd Dróg nie zawiadamiały policji w tej sprawie. Ogólnie rzecz ujmując, takie rzeczy możemy traktować jak zaśmiecanie, ale nie robimy z tego problemu, tylko rano pracownik to wszystko sprząta. Zresztą budynek w żaden sposób nie ucierpiał, nie został pomazany, elewacja czy drzwi nie są zniszczone. A że ludzie palą znicze? Palą je także pod tablicą upamiętniającą zmarłą w katastrofie smoleńskiej posłankę Jolantę Szymanek-Deresz, palą w rocznicowe dni na rondzie Żołnierzy Wyklętych. Nie interweniujemy w takich sytuacjach”.
Funkcjonariusz się nie rozerwie

Cała trójka przyznała, że zgody na chwilowe powieszenie kartek nie miała, bo wszystko odbyło się spontanicznie. Ale nie uszkodzili ani tablicy, ani muru, a winni się nie czują, bo działali jako opozycja w obronie takich wartości jak wolność i demokracja. – Wszystko, co ostatnio dzieje się w Polsce, prowadzi do państwa totalitarnego, a ja w takim nie chcę żyć – dodawała Małgorzata Pawłowska. Zwrócili też uwagę, że we wniosku o ich ukaranie znalazł się zapis, iż na jednej z kartek było napisane „Komuno, wróć”. – A to jest już sprawa karna, bo nie wolno nawoływać do totalitaryzmów. My mieliśmy hasło zupełnie odwrotne – zapewniał Paweł Biegalewski, a adwokat przedłożył sądowi tamte, autentyczne kartki. Agnieszka Sadecka przypomniała też, że kiedy policjanci zajmowali się nimi, napatoczyło się dwóch pijanych mężczyzn, którzy wulgarnie przeklinali na cały głos. Jeden z nich wpadł na funkcjonariusza. Protestujący zwrócili uwagę, że tym powinni policjanci się zająć, bo może za chwilę ci dwaj jegomoście kawałek dalej spełnią na kimś swoje obelżywe groźby, ale usłyszeli od niego, że „się nie rozerwie” i pijaka „się nie boi”.
Happening polityczny trwa

Ostatecznie, z powodu niestawienia się świadków, sąd odroczył rozprawę do 18 września do godz. 11.

– Dziękuję, że tu przyszliście, nawet nie wiecie, jakie to dla nas ważne – mówił już przed płockim sądami Biegalewski. – Dziękuję też naszemu obrońcy Jakubowi Szczepańskiemu. To on sam, kiedy dowiedział się o tej sprawie, odszukał nas i zaproponował pomoc pro bono, to nie jest ktoś, komu płacimy za obronę.

Rozległy się brawa, a adwokat dodał: – Karą z artykułu, z którego sądzeni są ci troje, może być grzywna do 5 tys. zł lub ograniczenie wolności. Jeszcze długa droga przed nami.

A Biegalewski mówił dalej: – Właściwie powinienem podziękować też policji, bo przez nią nasz happening polityczny trwał nie cztery minuty, ale przeciągnie się przynajmniej do 18 września. I jest coś dobrego jeszcze – jesteśmy tu wspólnie, jednoczymy się, są z nami przyjaciele, znajomi. Wszyscy chcemy żyć w normalnym, demokratycznym kraju i o to wciąż będziemy walczyć.

źródło GW
Edytor zaawansowany
  • 11.08.17, 18:30
    polityczek.pl/index.php/uncategorised/5099-uczestnik-miesiecznicy-opisuje-dzialania-kompromitujace-policje-nie-moge-uwierzyc-ze-to-sie-dzieje-w-moim-kraju
  • 11.08.17, 18:35
    Skoro policja jest gotowa porywać ludzi z ulicy, to jak można uwierzyć, że demonstrowanie jest w Polsce bezpieczne? Historia podpowiada tu najgorsze scenariusze - i PiS może mieć o to pretensje tylko do Mariusza Błaszczaka.
    Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej

    Stanisław Skarżyński (1984) - dziennikarz, socjolog. Redaktor prowadzący "Osiem Dziewięć".

    Nie jestem entuzjastą kontrmiesięcznic smoleńskich, bo uważam, że należy tam PiS zostawić, żeby się taplało w swoim smoleńskim obłędzie, a w czasie, kiedy PiS uprawia ten chocholi taniec, zajmować się merytorycznie emeryturami, rentami, szpitalami, żłobkami itd.

    Dawno temu przestałem słuchać wystąpień prezesa Kaczyńskiego pod Pałacem Prezydenckim, bo od lat już nie da się tam usłyszeć nic nowego – od siedmiu lat z okładem prezes PiS ze swojej drabinki opowiada, jak to „przybliża się do prawdy”. Zapomina dodać, że ta prawda mu się oddala - jak horyzont, z każdym krokiem o jeden krok.
    88. miesięcznica smoleńska. Kontrmanifestanci wyciągani przez policję. Jarosław Kaczyński: "To nie my chcemy dzielić Polaków"

    Rozumiem oczywiście argumenty Obywateli RP, którzy protestują przeciwko sprezentowaniu Jarosławowi Kaczyńskiemu przez Sejm prawa o zgromadzeniach cyklicznych, które jest drwiną z porządnej legislacji, ale uważam, że niewarta skóra wyprawki i zamiast mierzyć się z PiS na ich warunkach, należy porządną pracą oświetlać idiotyzm tego smoleńskiego cyrku.

    Z olbrzymim trudem, ale mogę zrozumieć nawet to, że policja łazi za Obywatelami RP i posłami opozycji podczas protestów w obronie wolności sądownictwa. W dobie terroryzmu, politycznego wzmożenia i ogólnego napięcia społecznego nawet im się nie dziwię, choć upolitycznienie policji przez PiS każe oczywiście podejrzewać, że nie tylko o ogólne bezpieczeństwo tu chodzi, ale również o interesy partii rządzącej.

    Natomiast tego, co się stało 10 sierpnia na Krakowskim Przedmieściu, wytłumaczyć ani zrozumieć się nie da w żadnej części. To, że przypadkowych, pokojowo protestujących ludzi policja wywoziła radiowozami w nieznanym kierunku, to jest barbarzyństwo niemożliwe do zaakceptowania nawet w kraju tylko udającym demokratyczne państwo prawa.
    Miesięcznice, czyli eskalacja

    Pół biedy, że budzi to oczywiste skojarzenia historyczne (bo najsławniejszym pasażerem milicyjnego bagażnika w Polsce był ksiądz Jerzy Popiełuszko) oraz geograficzne (bo porywanie ludzi przez politycznie sterowany aparat przymusu to jest praktyka Rosji pod rządami Putina).

    Gorzej, że zachowanie policji podczas 88. miesięcznicy świadczy o tym, że PiS jest gotowe nie tylko nadużywać możliwości stanowienia prawa, ale również wykorzystać aparat przymusu, by bronić zdobytej władzy.

    Nie wiadomo, co się stało – czy Mariusz Błaszczak nie panuje nad powierzonym mu resortem, więc nominowani z politycznego klucza i rozliczani z wykonywania politycznych rozkazów dowódcy wywierają taką presję na fukcjonariuszy, że ci robią takie głupstwa, czy policja jest już tak podporządkowana głupiej i złej władzy, że można jej polecić porywanie ludzi z ulicy, żeby zastraszyć przeciwnych tej władzy demonstrantów.

    Tyle że to tak naprawdę wszystko jedno. 10 sierpnia 2017 roku po raz pierwszy PiS wprost użyło siły, żeby zastraszyć uczestników pokojowej demonstracji. To nieważne, czy policja zgaduje życzenia władzy, czy wykonuje jej polecenia - jeśli służby państwa są gotowe bez żadnego powodu porywać ludzi z ulicy, to nie mogą gwarantować bezpieczeństwa.

    Jak można będzie teraz na słowo uwierzyć, że demonstrowanie w Polsce jest bezpieczne? Że następnym razem demonstrujący nie zostaną bezprawnie wywiezieni? Może zostaną zamknięci w celi na 48 godzin? Pozbawieni możliwości kontaktu z rodziną? Niezbędnych lekarstw? Zamknięci w izolatce? „Psychuszce”?

    Historia podpowiada tu najgorsze scenariusze – i PiS może mieć o to pretensje tylko do Mariusza Błaszczaka.
    Artykuł otwarty w ramach bezpłatn
  • 11.08.17, 23:28
    Pierwsze polityczne rozprawy miały miejsce na przełomie czerwca i lipca. Przed Sądem stawali Zieloni, Wojciech K. i Rafał S. A wcześniej Tadeusz J. Nie pamiętam jak potoczyła się sprawa Zielonych. Sprawa Tadeusza została umorzona, a Wojtka i Rafała z powodu nieprzygotowania pani reprezentującej oskarżyciela, odroczona. Kiedy składał oświadczenie Rafał S. wyraz twarzy pani pełniącej obowiązki prokuratora był bezcenny smile Pani nie rozumiała tego, co słyszała.
    W grudniu odbędzie się sprawa z powództwa Krystyny M. przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu o ochronę dóbr osobistych. Krystyna złożyła pozew niemalże rok temu i do tej pory sprawa toczyła się na maile, niestety do ugody nie doszło. Sąd stwierdziwszy, że jest biegła w prawie, odmówił jej adwokata z urzędu, zatem dostała go od ObyPomocy. Dzisiaj już wiemy, że jest na pozycji przegranej, bo Kaczyński nie zwracał się do niej imiennie, a wyzywał nas wszystkich inaczej myślących, nie zgadzających się z jego wizją, toteż będziemy wspierać Krysię jako świadkowie, jako też znieważeni, jednakże tylko świadkowie.
  • 11.08.17, 23:45
    Robienie zdjęć przed własnym domem też jest niebezpieczne sad

    http://polityczek.pl/index.php/uncategorised/5093-policja-zatrzymala-mieszkanca-warszawy-za-robienie-zdjec-przed-wlasnym-domem-mezczyzna-mieszka-obok-siedziby-pis

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.