Dodaj do ulubionych

Gdy nieuk pozuje na mędrca

29.10.17, 19:52
niewiedzy ukaże się nędza ( rym oboczny)

Rechoczę nie najadłszy się naturalnie wielce szkodliwego dla pośladków masła kiedy czytam Wielce Naukowe Mendrcuf Nieoczytanych Rosmufki.
Szymborska to piewca komuńizmu. A Herbert to Narodowy Bohatyr gdyż - wedle naturalnie wyłącznie Mendrcuf - Antykomuch ode smoczka po deskę grobową czego świadectwem była Bohatyrska i Propatriotyczna postawa Żony Jedynie Słusznego Kandydata do Nobla, która wzgardziła orderem z rąk komunistycznego, zdegenerowanego pijaczyny, a przyjęła ów dopiero z rąk Prezydęta Miliardlecia niejakiego lecha k.

Niedoukowi, który jeśli nie czepia się czyjegoś wyglądu lub nie pisze rzewnych opowiadanej pełnych egzaltacji, przytoczę zatem parę faktów do przyswojenia bez zbytniej nadziei na skumanie treści. Ale niech Niedouk jednak spróbuje, a przynajmniej nie bredzi gdy chodzi o sprawy, o jakich nie ma najbardziej nawet bladego pojęcia. Jak bowiem głosi słuszne powiedzonko, o głupocie niektórych dowiadujemy się dopiero gdy dadzą głos.
To czytaj biedne zero, gdy chodzi o wiedzę nabytą.

Kultura
Zbigniew Herbert, Sopot i socrealizm
Sebastian Łupak

Sopocki epizod życia Zbigniewa Herberta przypadł akurat na czasy socrealizmu w sztuce. Dziś włosy stają dęba, gdy czyta się jego dokonania z tamtego okresu

W latach 1948 - 1952 dwudziestoparoletni Zbigniew Herbert mieszkał z rodziną w Sopocie. Pracował w tym czasie w gdyńskim banku, a także pisał do gazet. W księgarniach ukazał się właśnie zbiór "Węzeł gordyjski", grupujący pisma rozproszone autora z lat 1948 - 1998. Są to przede wszystkim recenzje wystaw, spektakli i zbiorów poezji.

Bierut wstydliwy

O Herbercie z czasów sopockich krąży taka anegdota: pisarz wstydził się przyznać, przy jakiej ulicy w Sopocie mieszka. Naciskany, ze wstydem mówił: - Przy Bieruta.

Jednak z recenzji Herberta z lat 1948 - 1953 wyłania się też inny wizerunek młodego autora, wcale nie antykomunisty, jak można by się spodziewać. Wielu pisarzy w tamtym okresie "flirtowało" z propagandą. Czasem była to młodzieńcza naiwność, czasem wiara, że komuniści rzeczywiście spełnią głoszone przez siebie hasła braterstwa, dobrobytu i równości. Wiadomo też, że w tamtych czasach pisarz nie chwalący komunizmu skazywał się na niebyt albo represje. Zachwycali się komunizmem Różewicz i Konwicki. Nie ominęło to także Herberta.

O sztuce

W 1951 roku, na łamach tygodnika "Dziś i Jutro" propagującego zbliżenie katolików z władzą komunistyczną, 27-letni [b]Herbert zachwycał się wybitną artystką z Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Kathe Kollwitz wystawiała podczas Festiwalu Plastyki w Sopocie. "Plastyczna wizja walczącego proletariatu z końca ubiegłego wieku, przesączona przez artystyczny filtr typizującego realizmu ma głęboką i tragiczną wymowę. Umęczone postacie z cyklu >Powstanie tkaczy<, >Wojna chłopska< posiadają tyle niepokojącej ekspresji, że wzruszać będą widza zawsze". Dalej Herbert radzi: " Mało widzę [na wystawie] robotników z Trójmiasta. Okręgowa Rada Związków Zawodowych czym prędzej powinna zorganizować masowe wycieczki stoczniowców, robotników portowych, murarzy odbudowujących Gdańsk". [/]

(Skąd egzaltowana miałaby o tym wiedzieć, skoro niczego nie czyta ani nie słucha, ani nie ogląda poza własnym odbiciem w lustrze)

O teatrze

Herbert pisywał także recenzje teatralne. W lipcu 1950 roku z entuzjazmem pisał w "Słowie Powszechnym" o wystawianej przez gdański teatr Wybrzeże sztuce "W pewnym mieście" radzieckiego dramaturga Anatolija Sofronowa: "Ze sztuki bije prostota niemal klasyczna, umiar i wzniosłość. Do ministra przyjeżdża nowy sekretarz partii, mocny człowiek, który wie, czego chce... Stają naprzeciw siebie dwa typy ludzkie: budowniczy odpowiedzialny za losy i szczęście współobywateli, dla których tworzy - i tępy biurokrata, egoista. Najlepsze role sztuki: Pietrow (sekretarz partii) Jerzego Waldena pełen koturnowej powagi i głębokiej znajomości ludzkich spraw". "Mieszczanie" Maksyma Gorkiego zdaniem Herberta ujawniają "w sugestywnym obrazie rozkład odchodzącej klasy". ( dziś nazwalibyśmy onego świnią odrywaną od koryta - przypisek mój)

Herbert bywał także reporterem. W "Listach z Wybrzeża", pisanych dla "Słowa Powszechnego", opisywał codzienność miasta. W 1950 roku odnotowuje "planową akcję odczytową", którą trójmiejscy literaci objęli Państwowy Dom Dziecka w Sopocie: "zwarte koło młodych dziewcząt, a w środku siwa pisarka... historia o królu Buraku i dzielnej Magdzie, która nie chciała być królewską gosposią. Dzieci bardzo prędko chwytają moralny sens opowiadanej historii".

Na szczęście, ludzie się zmieniają

Zbiór "Węzeł gordyjski" pokazuje trudne początki Herberta jako krytyka sztuki. Aż trudno uwierzyć, że to ten sam autor, który kilkanaście lat później napisze klasyczny zbiór esejów o sztuce śródziemnomorskiej "Barbarzyńca w ogrodzie". W późniejszym okresie życia Herbert był jednym z czołowych pisarzy opozycyjnych. Coraz śmielej sprzeciwiał się komunizmowi. Miał przez to kłopoty finansowe i problemy z cenzurą. Z trudem utrzymywał się z pisania. Głodował, dostawał od przyjaciół pieniądze "na przezimowanie". Stworzy Pana Cogito, który z honorem i podniesioną głową idzie przez moralne bagno socjalizmu. Po krótkim epizodzie socrealistycznym Herbert do końca życia stosuje się do słów "Bądź wierny Idź", które wyryto na pomniku pisarza odsłoniętym w grudniu zeszłego roku w sopockim parku Północnym.

Niestety socrealistyczny epizod z lat nie tylko młodości kładzie się cieniem na nieskazitelnym rzekomo antykomunizmie Herberta. Ale o tym wie tylko ktoś, kto miast się wymądrzać nie mając wiedzy, stara się cośkolwiek na ten temat poczytać.
Obserwuj wątek
    • ulisses-achaj Re: Gdy nieuk pozuje na mędrca 29.10.17, 20:11
      Dobrze, że o tym napisałes, WU. Niewiele jest rzeczy wstrętniejszych od wycierania sobie twarzy wielką twórczością i jej autorami przez nieuków, nienawistników i ludzi o żadnej wiedzy ogólnej. Co zaś do powoływania sie wszystkich prawaczków na "Przesłanie Pana Cogito" mam dwie uwagi.
      Pierwsza to data wydania zbiorku i to, co sam Herbert o nim pisał i mówił.
      Druga to taka oto, że aby kornik miał co uładzać, trzeba mieć jakiś życiorys smile
      El viva arte!!! smile Nosorożec. Franz urzędnik smile

      --
      Ulisses
      Nie ma takiego kretynizmu i obciachu, którego granic PiS twórczo nie przesunąłby poza horyzont...
      • ulisses-achaj Re: Gdy nieuk pozuje na mędrca 29.10.17, 20:25
        PS Herbert, mógł napisać "Barbarzyńcę w ogrodzie" bo dostał na wyprawę po Europie dosyć sute stypendium. Od kogo? Od komuchów, rzecz jasna smile smile smile Konformista, czy cynik zatem??? Tak to jest, kiedy się myśli, że się myśli i "jedzie się ziemkiewiczem" et consortes. smile Pozwól, że się wysmieję smile smile smile

        --

        --
        Ulisses
        Nie ma takiego kretynizmu i obciachu, którego granic PiS twórczo nie przesunąłby poza horyzont...
        • wscieklyuklad Re: Gdy nieuk pozuje na mędrca 29.10.17, 20:35
          A ja z kolei rozwinę Twą myśl o Panie Cogito

          Franaszek: Herbert uważał "Przesłanie Pana Cogito" za wiersz niebezpieczny [wywiad]
          Wywiad zawiera następującą fotografię: Zbigniew Herbert na spotkaniu z radzieckimi pisarzami, Warszawa, 20 maja 1972;

          (Zapewne odczuwał przy tej okazji skrajne obrzydzenie - przypisek mój)

          O dyskrecji Herberta, jego konflikcie z Miłoszem i zmaganiach z chorobą psychiczną opowiada Andrzej Franaszek, który pracuje nad biografią poety.
          Agata Szwedowicz: Jak z perspektywy czasu ocenia pan decyzję o pozostawieniu archiwum Zbigniewa Herberta w kraju?
          Andrzej Franaszek: Sprawa ta w swoim czasie wzbudziła spore namiętności. Pierwotnie archiwum to miało trafić do Beinecke Rare Book and Manuscript Library przy uniwersytecie Yale, biblioteki specjalizującej się w skupowaniu archiwów pisarzy, gdzie znajdują się archiwa Czesława Miłosza i Witolda Gombrowicza. Ostatecznie spuścizna Herberta trafiła do Biblioteki Narodowej w Warszawie i myślę, że dobrze się stało. Przez te lata sporo tekstów tam zgromadzonych zostało opublikowanych. Myślę, że archiwum ma się dobrze, jest doskonale skatalogowane i uporządkowane, dostępne dla osób nim zainteresowanych. Wydaje mi się, że nie skrywa już tajemnic. Ja, zbierając materiały do biografii Herberta skwapliwie z tego archiwum korzystam.

          Czy w trakcie prac nad biografią Herberta natknął się pan na nieznane fakty?
          O Herbercie napisano już wiele, także o jego biografii, ale to nie znaczy, że opisano wszystko. Herbert nie jest pod tym względem łatwym tematem. Czesław Miłosz, którego biografię wydałem dwa lata temu, zostawił po sobie mnóstwo śladów, pieczołowicie dokumentował własne życie, pisał listy, z których można się bardzo wiele dowiedzieć.
          Herbert jest o wiele bardziej dyskretny, jeżeli chodzi o swoje własne życie. Z różnych względów. Na pewno wpływ na jego dyskrecję w listach miał fakt, że dużą część życia spędził w PRL, gdzie trzeba się było liczyć z cenzurą korespondencji, ale wpływ miały też pewne cechy charakteru, Herberta niechęć do mówienia o samym sobie.
          Herbert prześlizgiwał się pomiędzy relacjami, spojrzeniami innych ludzi, ostatnio myślę o nim jako o człowieku, który poruszał się "na kocich łapach". Potrafił być duszą towarzystwa, ale jeżeli chodzi o własną biografię, był bardzo niechętny wszelkim opowieściom. Zapewne ideałem byłoby dla niego dzieło przemawiające samo przez siebie, oderwane od biografii autora.
          Pewnego rodzaju tabu było przez długi czas zdrowie psychiczne poety. Zamierza pan o tym pisać?
          Tak, oczywiście. Trudno jest bez świadomości, że Herbert cierpiał na chorobę afektywną dwubiegunową, zrozumieć wiele faktów z jego życia, niektóre z jego wypowiedzi, czasem szalenie radykalnych. Natrafiłem na przykład na jego list do jednego z tłumaczy, w którym równa tego człowieka z ziemią. Dwa lata później tą sama osobę Herbert przepraszał pisząc, że nie był panem samego siebie i że choroba zmąciła mu obraz rzeczywistości. Choroba dwubiegunowa charakteryzuje się występowaniem naprzemiennych faz depresji i euforii. Jej ślady, choć bardzo nieliczne, można znaleźć w twórczości Herberta.
          W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że wiersz "Pan Cogito - zapiski z martwego domu" nie jest osadzony w jakiejś abstrakcyjnej, symbolicznej przestrzeni, że jest on echem pobytu Herberta w szpitalu psychiatrycznym. Oczywiście wiersz uniwersalizuje to doświadczenie. Chciałbym mocno podkreślić, że nie uważam, żeby choroba wyjaśniała wszystkie decyzje, sympatie polityczne i zachowania Herberta. To jest sprawa o wiele bardziej złożona, ale choroba była niewątpliwie ważną komponentą wielu jego decyzji.
          • wscieklyuklad Re: Gdy nieuk pozuje na mędrca 29.10.17, 20:40
            Warto też przytoczyć opinię Piotra Matywieckiego w omawianej kwestii

            W latach 80. nieomal zapomniano, iż Pan Cogito nie walczył z komunistami, nie strajkował, nie konspirował, nie uczestniczył w manifestacjach, lecz starał się uporać z problemem samodzielnego, nie determinowanego przez historię określenia swej postawy, oraz że jego bohaterstwo wykluwało się z przezwyciężenia powszechnego oportunizmu i tkwiącej w nim samym nijakości.

            Tyle i aż tyle.
            • ulisses-achaj Re: Gdy nieuk pozuje na mędrca 29.10.17, 20:45
              Co nie zmienia faktu, że napisał wspaniałe wiersze, zrozumiałe dla każdego człowieka w każdym miejscu na świecie. Jeśli jednak coś jest nieco bardziej skomplikowane od konstrukcji cepa albo siekiery, niemało "oświeconych" przez samych siebie, gubi sie w tym niczym dzieci we mgle. I bredzi.

              --
              Ulisses
              Nie ma takiego kretynizmu i obciachu, którego granic PiS twórczo nie przesunąłby poza horyzont...
              • 1zorro-bis Re: Gdy nieuk pozuje na mędrca 29.10.17, 22:16
                a ja - morda zdradziecka - mam przynajmniej od Szymborskiej ksiazke z dedykacja....tylko dla mnie. Nie to, zebym byl jej starym znajomym ale tak sie zlozylo, ze znala sie z moja matka. I tak, ja na tym - na pamiatke - skorzystalem. big_grin

                --
                Moulin Rouge....ulubiony!
                www.youtube.com/watch?v=5nuBZm0cXe8
                • ulisses-achaj Re: Gdy nieuk pozuje na mędrca 30.10.17, 18:12
                  Szymborska "zła", Herbert "dobry", Miłosz "zdrajca". Zastanawiam sie czasem, czy umysły w taki sposób "skręcone na prawo" zdolne są opanować czytanie ze zrozumieniem. Sądząc z tego, co dotąd pokazują, najwidoczniej nie. Pomalutku dochodzę również do przekonania, że najprawdopodobniej IQ znakomitej wiekszości "klientów" ziemkiewicza, karnowskich, cejrowskiego etc nie przekracza poziomu 60 pkt. Są niczym przysłowiowe gołebie, które paskudzą na szachownicę. Ale z przyrodą nie ma sensu się spierać. Skoro takie przypadki są wcale liczne, jakiś sens i powód w tym musi być. smile Może taki, żebyśmy sie cześciej szczerze i serdecznie smiali? Nie wiem, niezbadane są wyroki Natury... smile


                  --
                  Ulisses
                  Nie ma takiego kretynizmu i obciachu, którego granic PiS twórczo nie przesunąłby poza horyzont...
                  • ulisses-achaj Re: Gdy nieuk pozuje na mędrca 30.10.17, 18:33
                    Errata: "skręcone na prawo" to określenie mało precyzyjne i być może dla niektórych osób krzywdzące. Lepiej będzie chyba nazwać je "pisempokręcone", choć z drugiej strony, głupota jest przecież bezpartyjna. Z trzeciej jednak strony, jeśli głupota wybiera sobie określoną partię do wielbienia i znajduje w niej przytulisko, to z logicznego punktu widzenia, są mocne podstawy, żeby tak własnie je nazwać smile, proces pogłebiania pokrecenia jest wszak w tych przypadkach dynamiczny i niewatpliwie postępujący smile

                    --
                    Ulisses
                    Nie ma takiego kretynizmu i obciachu, którego granic PiS twórczo nie przesunąłby poza horyzont...
                  • wscieklyuklad Re: Gdy nieuk pozuje na mędrca 30.10.17, 18:36
                    Dla mnie bardziej przerażajace jest to, iż w gronie wielbicieli naczelnego świra i jego junty są przecież osoby wykształcone, utytułowane, piastujące istotne posady. Sądzę, iż wielu z nich ma jednak współczynnik inteligencji zdecydowanie powyżej rozwielitki a mimo to popiera chamstwo i brutalne łamanie demokracji i demolkę instytucji państwowych i publicznych.
                    Nie bez powodu określiłem ową bandę PISONAMI, bowiem prezentują mentalność stadną.
                    Tratują wszystko wokół z bezmyślna determinacją bizonów preriowych - przywoływałem już dawno obraz. tańczącego z wilkami - zrujnowana preria, brunatna gleba ciągnąca się po horyzont. Z jednej strony symbol zwierzęcej siły, która równa z glebą każdy przejaw życia ( tu trawę) a z drugiej przejawia zachowania grupowo zorganizowane. Na czele gna jakiś przewodnik stada, a za nim - niemal w wojskowym ordynku- ryczące bydło.
                    Gdyby zastąpić tę symbolikę postaciami z naszych realiów to łatwiej pojmiemy pojęcie guru sekty, to bowiem ów przewodnik, za królem nienwiedzieć gdzie i dlaczego gna reszta. Gna bo tak kieruje ten co na czele. Ostatni w stadzie jest identycznym i pełnoprawnym jego członkiem jak ci z pierwszego szeregu.
                    W obrazku z kinowego hiciora podziw budzi jedno - pas stratowanej gleby jest... jak ucięty brzytwą. Równiusieńki po obu stronach brzegu. Rzec by można, iż pojawić by się tu mogła ekipa drogowców, która z łatwością na tej ugniecione racicami ziemi położyłaby... autostradę.
                    Tyle, że demolka naszego kraju nie niesie ze sobą takiej perspektywy. Jest prowadzona pod egidą paranoika, lecz gdyby ująć ją w ramy plastyczne, nie udałoby się uzyskać czegoś porównywalnego z obrazem z filmu Costnera.

                    Cdn
                    • 1zorro-bis Re: Gdy nieuk pozuje na mędrca 30.10.17, 18:41
                      ....."Dla mnie bardziej przerażajace jest to, iż w gronie wielbicieli naczelnego świra i jego junty są przecież osoby wykształcone, utytułowane, piastujące istotne posady. Sądzę, iż wielu z nich ma jednak współczynnik inteligencji zdecydowanie powyżej rozwielitki a mimo to popiera chamstwo i brutalne łamanie demokracji i demolkę instytucji państwowych i publicznych.
                      Nie bez powodu określiłem ową bandę PISONAMI, bowiem prezentują mentalność stadną.,,,,,"

                      WU, ale czemu ty sie dziwisz? Przeciez i takie osobniki wysoko wyksztalcone, ba! , nawet z rodowodem arystokrytcznym skurwily sie w latach 40-tych i 50-tych aby budowac z towarzyszami nowa wladze ....chlopsko-robotnicza...smirk

                      --
                      Moulin Rouge....ulubiony!
                      www.youtube.com/watch?v=5nuBZm0cXe8
                    • wscieklyuklad Re: Gdy nieuk pozuje na mędrca 30.10.17, 18:53
                      Świr naczelny ma u nas te wartość, iż dla stada jest nieugiętym wodzem, który nie oprze się indiańskiej strzale. Z myśliwskiego punktu widzenia cywilizowany na tle bizona Apacz, już na naszym gruncie nie podążały za stadem tak łapczywie i w nadziei napełnienia brzucha.
                      Stado też nie odczuwa typowego zwierzęcego lęku - "autorytety" które wymieniasz są ślą naszego stada uosobieniem słuszności wyznawanej religii.
                      Dziś wielu zapewne ocierało łzę Najgłębszego Wzruszenia na widok dewastatora polskiej przyrody, który łamiącym się głosem dziękował mordercom dzików za... Patryotyczną Postawę - udział w polowaniu i tępieniu dzików na tle niewątpliwego uniesienia debila w mundurze leśnika niejednego powalił na kolana.

                      Wczoraj jedna ze stacji przybliżyła kilka faktów z życia prekursora pisonii - niejakiego Adolfa H.
                      Któż z nas nie widział filmów z przemówień fuhrera? Wrzask, żywa gestykulacja jako oprawa bredni, która porwała miliony. Bo było zle, bo trzeba było zbawiać naród i przywracać mu utraconą po poprzedniej wojnie wiekość i nowe tereny życiowe ( ichniejszą prerię).
                      Hitler w trakcie tych przemówień doznawał... orgazmu!
                      Było to dlań przyczyną zażenowania. Radził się lekarzy, jak pokonać ten problem - sugerował ordynację leków.
                      W odpowiedzi usłyszał, iż leki stłumią wprawdzie wspomnianą przypadłość, lecz jednocześnie... umniejszą siłę wystąpień publicznych.
                      Tak więc otoczenie ma swą rolę - tu lekarze zdecydowali o zachowaniu wizerunku Hitlera.
                      Nasz naczelny świr gardzi najbliższym otoczeniem, które liże mu tyłek i płaszczy się w lęku o stratę koryta teraz lub w jakiejś przyszłości. Jego podnieca do orgazmu wiwatujący autentycznie tłum, którego jedynym celem jest odegranie się na niegdysiejszych elitach. Po to są mu potrzebne comiesięczne marsze. Pomór są mu niezbędne barierki wzdłuż trasy.
                      Nur fiur Pison! - taka mu przyświeca zasada. Oddzielić plewy ( nas znaczy) od bezrozumnego i posłusznego bydła ( pisony), które zgromadzone na wiecu lub przed TV doznaje identycznego mentalnego orgazmu, jak Hitler w trakcie swych tyrad. Identycznego orgazmu, jakiego doznaje kaczelnik widzę bezsilność oponentów nie tylko polskich, ale dowolnych.

                      Cdn
                      • ulisses-achaj Re: Gdy nieuk pozuje na mędrca 30.10.17, 19:08
                        WU, ja nie mówiłem o "sternikach", ci są cyniczni i chorzy na władzę i pieniadze, ale o tych, którzy z utożsamiania się z nimi czynią sobie sposób na życie i postrzegania świata.

                        --
                        Ulisses
                        Nie ma takiego kretynizmu i obciachu, którego granic PiS twórczo nie przesunąłby poza horyzont...
                      • wscieklyuklad Re: Gdy nieuk pozuje na mędrca 30.10.17, 19:12
                        Piszę na iPadzie więc niestety poprawia automatycznie w trakcie słania, ale myślę, że myśl zasadnicza nie straciła sensu.

                        Odeszliśmy trochę od tematu zasadniczego, czyli Herberta.
                        Oczywiście nikt z nas nie zna biografii pisarza. Ocena jego "prawomyślności" w pisonim ujęciu jest zatem daleka od obiektywizmu i nigdy nie będzie poparta jednoznacznymi dowodami.
                        Natomiast barbarzyństwem intelektualnym jest stawianie go po którejś ze stron ideologicznej barykady.
                        Idiotyzmem jest kontrapunktowanie w stylu Herbert cacy, bo nie odebrał orderu z rąk komucha, a żona capnęła z rąk " naszego". zaś Miłosz, czy Szymborska wedle naszego pisoniego, faszystowskiego stada są " be", bo w czasach socrealizmu skakali władzy tam, gdzie dziś skaczą wymienieni przez Ulissesa PiSmacy.
                        Rocznica związana z Herbertem zamienia się oto w realnie pseudopolityczne bredzenie, które byłoby uprawnione, gdyby oparte na wiedzy pozyskanej z uznanego źródła a nie wyłącznie wywiedzionej z chęci pokazania jak to się nieuk utożsamia z postacią dziś politycznie niegodnie wykorzystywaną.
                        Już wczoraj przypomniałem co sam Herbert sądził o Panu Cogito. Przywołałem FAKTY z życia pisarza, które dowodzą, iż nie był on wolny od winy określanej mianem " skaza socrealizmu" - owszem w skali zdecydowanie mniejszej, niż wielu jego kolegów pióra, ale na tyle, by coś nie konfabulowalo jak potłuczona ze wstrząsem mózgu i niepamięcią wsteczną, nie wolno bowiem zakłamywać faktów dla propagowania idiotyzmów mających przemawiać za tzw. dobrym wyborem i słusznym biegnięciem w bezrozumnym stadzie, za porąbanym umysłowo szefem.
                        Kiedy ktoś chce dowodzić swych racji nie musi mieć IQ powyżej normy. Musi natomiast zachować choć odrobinę przyzwoitości i nie naginać swej nacjonalistyczno faszystowskiej ideologii do bzdur jakie głosi na PUBLICZNIE dostępnym forum.
                        Nie oceniam zatem poziomu IQ, ale poziom moralnej degeneracji i skrajnego zdurniwacenia.
                        Wynikającego nie tyle z niskiego IQ ile z braku oczytania.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka