Dodaj do ulubionych

Patriotyzm - na ile procent?

04.03.18, 10:17
Zachęcony wpisem Poi-poe na innym wątku, inicjuję niniejszy.

Wolskę cechuje dzis Niebywałe Patryotyczne Wzmożenie.
Ulicami miast i wsi (zwrot typowy dla przeszłej, ale i nadchodzącej wielkimi szagami - komunistycznej rzeczywistości), o porze roku i dnia dowolnej, kroczą Chłopcy-Narodowcy pod faszystowskimi sztandarami i z takimiż okrzykami na ustach.
"Wadze rzondowe" co i rusz fetują kolejną bandycką organizację przedwojenną, a ostatnio morderców dzieci określanych mianem Żołnierzy Wyklętych.
ratlerek et consortes, przyjmując miny uroczyste, pokrzykując do mikrofonu by zamanifestować i eskalować emocję tak chętnie kupowana przez Ciemną Masę, w asyście reprezentacyjnych kompanii wojska, składają wieńce, odsłaniają tablice i tłuką do bezmugowych czerepów Nową Historię.
Treści ładowane do czaszkowej pustki są stosownie do potrzeby chwili okrojone z faktówniewygodnych. Jeśli Brygada Świętokrzyska kolaborowała nawet z hitlerowcami (tego oczywiście przekaz dla Powstałego z Kolan Suwerena nie zawiera), to już sam fakt przynależności do podziemia antykomunistycznego zmusza do gloryfikacji zdrajców.
Ilość takich pro narodowych imprezek przyrasta w tempie geometrycznym co sugeruje, iż w niedalekiej przyszłości nasza codzienność zostanie wypełniona jedynie czczeniem, wielbieniem, czołobitnością z pierwiastkiem narodowościowym w tle.
Porę wybrano stosowną, gdyż ustawka o IPN zakończyła się potężnym kopem w pisonie dupska i teraz w muzgu Człowieka Wolności trwa intensywna walka koncepcyjna, jaki to artykulik
kolejnego prawnego bubla (co dla pisonów normą) uznać za niekonstytucyjny, tak, by w aureoli prawa (uwiarygadniając jednocześnie śmieszną instytucyjkę jaką jest Trybunał Konstytucyjny) zawiesić ustawkę. Proces dochodzenia (czytaj: szczytowania) będzie z pewnością co najmniej półtoraroczny z powodu przyszłorocznych wyborów, gdyż Ciemna Masa (CM) za nic nie wybaczyłaby juncie uległości wobec Izraelskiego i Amerykańskiego Żyda - zmiana treści ustawki zostałaby odebrana przez CM za poddanie się, czyli przyklęk na minimum jedno z wciąż jeszcze niedogojonych rzepek, za która żaden dziadek z babką, wnusiem itd ciągnąć już nie zechce, co mogłoby być równoznaczne z przyszłą wyborczą klęską.

Ktoś krzyczący na ulicy Lech Wałęsa - zostaje zatem uznany za przestępcę zakłócającego mir uliczny (wedle niejakie sasin i jakiś przyratlerkowy przydupas w dzisiejszym Polsacie), podczas gdy zgraja bandziorów nawołująca do mordowania "Wrogów Oyczyzny" oraz walenia sierpem i młotem w czerwoną hołotę" to przykład postawy z najwyższych Patryotycznych szczebli.
Innymi słowy każdy, kto w pełni nie podziela WSZYSTKICH decyzji pisonów jest ZDRAJCĄ narodu podlegającym jeśli już nie dekapitacji (przynajmniej na razie - dotychczas walą jedynie po gębach w ZOMOchujowińskiej suce), to przynajmniej ostracyzmowi, a - w niedalekiej być może przyszłości - penalizacji z więzieniem włącznie, a kto wie, czy i nie banicji (vide opinia mużdżahedina pięty).

cdn.
Edytor zaawansowany
  • wscieklyuklad 04.03.18, 10:45
    W tym miejscu warto zastanowić się nad pojęciem patriotyzmu.
    Czy oznacza on bezwzględne podporządkowanie się formom państwowości proponowanej przez DOWOLNĄ (zatem nie tylko pisonią) władzę, czy też obronę zasad stanowiących podstawę obywatelskich wolności.
    Obecna władza swój przekaz opiera wyłącznie na tramtadrancji -przekaz ma być jasny: my nie demolujemy państwa prawa, nie łamiemy zasad demokratycznych, ale NAPRAWIAMY i PRZYWRACAMY NORMALNOŚĆ. Dla CM przekaz ów jest nie tylko biernie jednoznaczny, ale aktywnie mobilizujący - każdy oponent wart jest unicestwienia ze względu na potencjalne ryzyko powrotu do przeszłych zasad organizacji państwa, w którym CM stanowiła społeczny margines, a ten zawsze czuje się skrzywdzony i chętny - gdy się nadarz okazja - do stosownej zemsty na znienawidzonych elitach.

    W tym miejscu warto spojrzeć na doświadczenia historyczne w ujęciu globalnym.
    By nie szukać daleko, spójrzmy na doświadczenia III Rzeszy.
    Sukces Hitlera opierał się - we wstępnej fazie dochodzenia do władzy - WYŁĄCZNIE na hasłach populistycznych. Odrodzenie Niemiec (Wolski!), przywrócenie godności i upodomiotowienie Suwerena (CM wolskiej), zerwanie z dyktatem upokarzającego Naród Traktatu Wersalskiego (dyktatu UE pod przywództwem pieska A.Merkel niejakiego Tuska co miał dziadka w Wehrmachcie, a który otoczony jest PełoPeselowymi Targowiczanami).
    Niemiec miał się stać Panem Świata (będziemy uzdrawiać chorą Europę, co -wedle nieświętej pamięci broszki we śnie jest pogrążona śmiertelnym). Zdobędziemy nowe ziemie (drang nach westen) i nie pozwolimy się więcej upokarzać. Rozprawimy się z "obcymi" (w III Rzeszy zaczęto od stanowiących procent ludności Żydów, gdyż kojarzyli się z bogactwem i stabilizacją życiową).
    W mentalności CM tkwi wciąż znak równości między intelektualną elitą a komunizmem - każdy wykształcony ni chybi musiał być powiązany z "układem władzy" windującym go po szczeblach kariery zawodowej/naukowej. CM zapomina przy tym naturalnie, iż to chłopo-robotnicy mieli uprzywilejowany start naukowy - dodatkowe punkty na egzaminach wstępnych z tytułu pochodzenia, zatem wśród obecnych z wyższym wykształceniem wielu jest potomków "pańszczyźnianego chłopstwa" (ulubione, deprecjonujące w zamyśle określenie propisoniego debila), czy prostego "robola") - dla nich "dyplomant" jest prawie tożsamy z przebiegłym i cwanym Żydem, który jego oto wycyckał w drodze do sukcesu.

    cdn
  • wscieklyuklad 04.03.18, 11:12
    Spróbujmy zanalizować "tajniki" sukcesu Hitlera.

    Od populizmu, poprzez przemoc. Z równoczesnym rozwojem gospodarczym i cywilizacyjnym postępem (przed wybuchem wojny naturalnie). To tu zbudowano pierwszą autostradę na świecie.
    To tu rozbudowano armię (pięciokrotnie w stosunku do limitu ustalonego w Wersalu -naturalnie pod przykrywkę ZWIĘKSZENIA SZANSY NA POKÓJ! - jakże to współgra z błazenadą pisonów, którzy demolując państwo prawa usiłują przekonać resztę świata, iż z łamaniem demokracji nie ma to nic wspólnego - pozostaje żywić nadzieję, iż świat ten nie da się nabrać tak, jak przedwojenni europejscy politycy). Fabryki - zwłaszcza zbrojeniowe - zatrudniały nowe kadry robotników. Niemcy wychodziły z zapaści.
    Kto to kupił, skoro przecież Hitler parł do wojny? Kto temu przyklaskiwał, mimo ataku na kolejne kraje, mimo śmierci synów, ojców i mężów? Kto to sankcjonował mimo zwrotu koła fortuny?
    CIEMNY LUD? Czy nie było tam żadnych grup społecznych zdolnych do oporu?
    Były. System policyjny skutecznie jednak wyłapywał przeciwników polityki Hitlera. Opozycyjne partie zlikwidowano a ich przywódców puszczono przez komin lub zadźgano nożami/rozstrzelano. To samo - w skali dotychczas mikro, ale powoli rozkręcanej dzieje się w Wolsce - prikaz brutalnej rozprawy z opozycja - zwłaszcza uliczną - wydany ZOMOpisonom - jest z pełnym entuzjazmem realizowany - mimo demaskowania kolejnych przykładów chamstwa, wulgarności i przemocy, mimo dokumentowania morderstw na komisariatach( Wrocław - Igor Stachowiak), mimo uwieczniania przykładów łamania praw obywatelskich na nośnikach (foto/wideo) ZOMOpis nie zmienia metod działania, a formy szkolenia bandziorów w mundurach są nadal identyczne - im brutalniej, tym lepiej, gdyż trzeba wybić z głowy chęć stawiania oporu - gwałt na wolności obywatelskiej/cielesnej jest tu modelowy i nadto z pewnością ulegnie ewolucji ku jeszcze większemu bezprawiu).

    Ale w tym miejscu można postawić ciekawą tezę.
    Sukces Hitlera był możliwy dzięki... rozprawie z Żydostwem.
    Część z nich uciekła z Niemiec. Część zesłano do obozów i tam zgładzono. Wielu rozstrzelano na miejscu.

    Wobec braku Żydostwa NIE BYŁO KOMU STAWIAĆ SKUTECZNEGO OPORU!.

    A gdzie paralela z Wolską?
    1968 r- Syjoniści do Syjamu - takie hasełka wznoszone na transparentach przez Zdrową Tkankę Narodu wcielono w czyn. Wygnano - wprawdzie nie tak daleko (Prawdziwy Patryota swoje propaństwowe uczucia opiera bowiem zawsze na prymitywnej emocji (vide Herbert przywołany przez Poi-poe) a nie wiedzy, stąd Syjonista musiał kojarzyć się nie z Izraelem, ale Dalekim Wschodem).
    Komuniści - choć też Żydy - kontynuując Holocaust - tyle, że powojenny - zaatakowali "współbraci w wierze", gdyż ci, stawiając opór mogli zastąpić Żydów u steru, by go przejąć w swe najoczywiściej żydowskie łapska.
    Tak jak wygnanie/likwidacja Żydów z Niemiec zapewniła pełnię wolnej od oporu władzy Hitlera, tak władze komunistyczne skazując polskich Żydów na banicję, zapewniła sobie - choć przejściowo - spokój. A dlaczego przejściowy? Ano dlatego, że nie wygnano Żyda Michnika (pisony wciąż płacą za to frycowe), Żyda Geremka, Żyda Kwaśniewskiego, Żyda Bartoszewskiego i setek tysięcy innych antypolskich Żydów dźwigjących na swych żydowskich karkach genetycznie uwarunkowany garb nienawiści do Polski!)
    Współczesna wolska nowomowa nie pozostawia wątpliwości co do zasadności powyższych wniosków.
    Antyżydowskie - podsycane przez pisonów - nastroje, mają być wstępem do kolejnej próby eliminacji nacji, która WYŁĄCZNIE szkodzi rządzącym - dopiero skuteczne "odżydzenie" pozwoli Narodowi w pełni powstać z kolan.
    Kolejnym etapem będzie więc zapewne "odżydzenie" mediów - jawna propaganda żydowska polskojęzycznych przekaziorów jest już jedynym narzędziem kontroli władzy - rozprawa z nim jest czymś obligatoryjnym.

    cdn.
  • wscieklyuklad 04.03.18, 11:26
    No dobrze, załóżmy jednak, że nie tylko wredne Żydostwo mogło stawić opór Hitlerowi/władzom komunistycznym.
    Któż z nas nie oglądał spontanicznych wieców z przemawiającym Adolfkiem? Tłuszcza wyrzucająca przed siebie uniesione w pozdrowieniu ramię, wrzeszcząca Sieg Heil!?
    Przecież nikt wówczas nie ośmieliłby się zanegować PATRYOTYZM zebranych?
    Entuzjastycznie akceptowali wszystko, co zasłyszane. A w każdej z tych "pogadanek" Wielkiego, Odrodzonego, Silnego Państwa było aż po uszy!
    Wspominałem już o kierowcy norymberskiej taksówki, który wioząc dziennikarza na proces zbrodniarzy, tak skomentował widok otaczających ruin: oto co nam zaserwował Hitler.

    Otrzeźwienie po fakcie. Gdy Niemcy były "wielkie" wtedy każdy to akceptował. Ten patriotyzm nie dotyczył pewnie każdego Niemca i nie każdy hajlował. Trzeźwo myślących było jednak zbyt mało, by stawić skuteczny opór i obalić paranoika.
    A co, gdyby było ich więcej?
    Czy uznano by ich za zdrajców?
    Czy odżegnano by od "czci i wiary"?
    Czy określono mianem antypaństwowców, zdrajców, sprzedawczyków, czy inną równoznaczną z pozbawieniem obywatelstwa inwektywą?
    Gdyby znalazła się odpowiednia siła zdolna do wczesnego i skutecznego obalenia dyktatora, świat nie doznałby dramatu wojny. Nie zginęłoby miliony ludzi, nie unicestwiono by tysiącletniego dorobku cywilizacji - piękna miast/dzieł sztuki.
    Gdyby tylko w III Rzeszy było mnie Patryotów...

    Gdyby w powojennej Polsce nie pojawiło się najpierw niewielu nie akceptujacych ustrojowych zasad (zdecydowanie antypaństwowców, a w ujęciu obecnych bredni reżimu - nie patriotów (bo przecież prawdziwy patriota w pełni utożsamia się z państwem a jeśli już nie, to nie obnosi się z tym na zewnątrz, gdyż to stawia go w jednym szeregu ze zdrajcami), to dziś pewnie bilibyśmy się w kolejkach po papier toaletowy, środki czystości, czy mięso (kto wie, czy wciąż nie na kartki)
    cdn.
  • wscieklyuklad 04.03.18, 11:48
    No dobra, żeby nie było, że powyższe rozważania dotyczą tylko Europy, a przykład Hitlera jest jednak skrajnie patologiczny, więc nie może przybierać charakteru wzorca z Sevres, udajmy się na kontynent po drugiej stronie Oceanu.
    Pochylmy się na moment nad amerykańską Konstytucją.
    Oczywiście - wedle pisonich debilków- Ameryka nie ma prawa ingerować w naszą ustawę zasadniczą, gdyż nasza Konstytucja ma wcześniejsze korzenie (czyżby???) i -choć nadaje się (wedle reżimu) jedynie do kosza, jest Moja, Mojsza i Najmojsza (wymowa tych określeń wyraźnie wskazuje na żydowskie ich autorstwo i winna być na mocy stosownej ustawki zabroniona!).

    Zlepek narodowości. Nowe - "wielokrajowe" państwo.
    I jego Konstytucja, której zadaniem było uwzględnienie doświadczeń różnych nacji. Miała konsolidować i zacierać różnice "plemienne".

    pl.wikipedia.org/wiki/Lista_poprawek_do_Konstytucji_Stan%C3%B3w_Zjednoczonych
    Przez DWIEŚCIE lat dokonywano poprawek. Ostatnią zaakceptowano 7 maja 1992 roku!
    Spójrzcie na tabelę tych poprawek.
    Zawiera daty propozycji poprawki i daty jej uchwalenia.
    Większość procedowano w ciągu kilku miesięcy.
    Dotyczące religii i regulacji sądowych/praw sądzonych - dwa lata - podobnie jak prawa i swobody obywatelskie.

    Podatek dochodowy - CZTERY LATA (wiadomo - ze szmalem niełatwo się rozstać)
    Dwu kadencyjność rządów prezydenckich - CZTERY lata (wiadomo- z władzą trudno się rozstać)

    Przekazanie władzy w przypadku śmierci prezydenta - 1,5 roku (wiadomo - każdy się garnie do władzy)

    DEBATA NAD OGRANICZENIEM WYNAGRODZENIA CZŁONKÓW KONGRESU TRWAŁA...
    DWIEŚCIE TRZY LATA!

    Widzimy więc, co w każdej demokracji jest najważniejsze.
    Grunt w tym, by przedstawicieli władzy rekrutować spośród tych, dla których ten ostatni element nie jest JEDYNIE WAŻNYM.

    Ostatnie wydarzenia zweryfikowały pojęcie wolskiego patryotyzmu, którego zwolennikiem jest junta. Sowite "nagrody" z kieszeni podatnika są tu najlepszym komentarzem.
    Ciemny Lud jakoś to przełknie, gdyż łyka pińćset z plusem.
    Wilk jest wprawdzie bardziej syty, ale i ogłupiała owieczka ma na flachę.
    Bojąc się o jej stratę będzie nadal popierać definicję "bezrefleksyjnego, stuprocentowego patriotyzmu".

    A przecież patriotyzm to nie poczucie władzy absolutnej i bezgranicznej przewagi nad oponentem.
    Patriotyzm to nie działanie chroniące dobre imię kraju. Patriotyzm to działanie wartość tego imienia MNOŻĄCE!
  • man_sapiens 04.03.18, 16:52
    Pytałem już o to na f. Kraj, ale wiem, że nie każdy ma wystarczająco mocne nerwy, żeby tam zaglądać - dlatego pytam też na Podwórku (bez wielkiej nadziei na odpowiedź)
    Lekarz urodzony w Etiopii i po 20r. życia kształcony w USA. Spędza tam 10 lat i tam poznaje swoją żonę, mówiącą po walońsku Belgijkę. W USA rodzi im się dziecko. Zaraz po porodzie zamieszkują we Francji i mają kolejne dzieci.
    W jakim patriotyzmie mają je wychowywać? Jako patriotycznych Francuzów? Może raczej Etiopczyków albo Belgów? A może Holendrów, w końcu tam mówi się po walońsku? Żeby było jeszcze gorzej, kiedy najmłodsze dziecko ma 3 lata a najstarsze 18 przenoszą się do Irlandii. Może powinni wychować dzieci na Irlandczyków? A najstarsze na Amerykanina? Może to każde dziecko ma decydować którą z odmian patryjoty chce być? No ale zanim dziecko nabędzie jakiej takiej samoświadomości to będzie już za późno, żeby go przez odpowiednią indoktrynację ukształtować narodowo.


    --
    Ktoś powiedział, że patriotyzm to ostatnie schronienie łajdaków; ludzie bez zasad moralnych owijają się zwykle sztandarem, a bękarty powołują się zawsze na czystość swojej rasy. Narodowa tożsamość to jedyne bogactwo biedaków, a poczucie tożsamości oparte jest na nienawiści - na nienawiści wobec tych, którzy są inni Eco
  • wscieklyuklad 04.03.18, 19:26
    Pewnie, że podyskutuję na ten temat.
    Ale pozwól Man_sapiensie, że najpierw zadam pytanie:

    Co robi ten kot?
    1. Gra na fortepianie?
    2. Słucha dźwięków instrumentu?
    3. Mości sobie posłanie?

    https://scontent.fwaw3-1.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/28661052_1839286772795735_8555714423391640836_n.jpg?oh=d361da56eaab245fa387a01685d624fd&oe=5B4B8C05

    Jeśli nie odpowiesz dzisiaj, to ja interpretację Twojego tekstu odłożę do jutra.

  • man_sapiens 04.03.18, 21:14
    Według mnie drapie się o fortepian w policzek

    --
    PiS- grupa rekonstrukcyjna PRL
  • wscieklyuklad 04.03.18, 21:57
    A mimo to jest w tym, włącznie z Twoją odpowiedzią spora doza filozofii. Jak widać powiedzenie do trzech razy sztuka zawsze moźe mieć matematyczne rozszerzenie. Podobnie jest z pojęciem patriotyzmu.
    Wybacz, ale muszę jeszcze skupić się na pilnej sprawie. Obiecuję polemikę jutro w godzinach popołudniowych. Do napisania!
  • 1zorro-bis 04.03.18, 19:49
    dobre pytanie. Mam dokladnie tak samo w mojej rodzinie.....smirk
    man_sapiens napisał:

    > Pytałem już o to na f. Kraj, ale wiem, że nie każdy ma wystarczająco mocne nerw
    > y, żeby tam zaglądać - dlatego pytam też na Podwórku (bez wielkiej nadziei na o
    > dpowiedź)
    > Lekarz urodzony w Etiopii i po 20r. życia kształcony w USA. Spędza tam 10 la
    > t i tam poznaje swoją żonę, mówiącą po walońsku Belgijkę. W USA rodzi im się dz
    > iecko. Zaraz po porodzie zamieszkują we Francji i mają kolejne dzieci.
    > W jakim patriotyzmie mają je wychowywać? Jako patriotycznych Francuzów? Może ra
    > czej Etiopczyków albo Belgów? A może Holendrów, w końcu tam mówi się po walońsk
    > u? Żeby było jeszcze gorzej, kiedy najmłodsze dziecko ma 3 lata a najstarsze 18
    > przenoszą się do Irlandii. Może powinni wychować dzieci na Irlandczyków? A naj
    > starsze na Amerykanina? Może to każde dziecko ma decydować którą z odmian patry
    > joty chce być? No ale zanim dziecko nabędzie jakiej takiej samoświadomości to b
    > ędzie już za późno, żeby go przez odpowiednią indoktrynację ukształtować narodo
    > wo.

    >




    --
    Dla ufryzowanego pudla - z zyczeniami.big_grin
    www.youtube.com/watch?v=ZdiBcbVHlxY
  • wscieklyuklad 05.03.18, 16:19
    Uważnie przeczytałem Twoją opowieść Man_sapiensie.
    Jest tak zagmatwana, iż czytelnik może uznać, iż osoby, o których piszesz są zdecydowanie "wielonarodowcami"
    Oczywiście pytanie o narodową tożsamość jest uzasadnione - po części zapewne zależne od przepisów prawnych obowiązujących zwłaszcza w kraju urodzenia (o ile się orientuję osoba urodzona w USA jest Amerykaninem z automatu).
    Jednak gmatwanina "przenosin" - także między kontynentalnych, zachęciła mnie do przemyślenia z pogranicza matematyki/fizyki i filozofii - stąd postać kota, którą przywołałem kierując pytanie do Ciebie.
    I jak się okazało w każdej sytuacji można dopatrzyć się indywidualnego podejścia do problemu i wobec tego równie osobistej reakcji/odpowiedzi.

    Kot nie jest tu istotą przypadkową.
    Poszukajmy paraleli pomiędzy "fortepianowym kotem", pojęciem patriotyzmu (z pominięciem uzupełnienia w formie "lokalnego") a... kotem Schrodingera.

    Dla przypomnienia - austriacki fizyk Erwin Schrödinger zgłębiając teoretycznie prawa mechaniki kwantowej i ich odniesienia do przedmiotów użytku codziennego zaproponował słynny eksperyment myślowy. Rozwiązanie dylematu jaki postawił fizyk miało dać odpowiedź na pytanie czy istnieje rodzaj "przekładni" między światem obiektów w skali atomowej (niech w Twoim pytaniu będzie to każda z osób (atomów) przychodzących na świat w określonym kraju i członków ich rodzin wraz z nimi migrujących po świecie (jak kwanty) ) a światem w skali makro (w Twoim pytaniu niech będzie to kraj docelowy (choćby na krótko) i jego mieszkańcy czyli zbiór "atomów" o konkretnych wartościach jakie wyznają - z patriotyczną identyfikacja włącznie.

    cdn.
  • wscieklyuklad 05.03.18, 16:46
    I oto Schrodinger zaproponował konstrukcję zamkniętego szczelnie pojemnika zawierającego potencjalną truciznę (zasugerował gaz). Wkładamy kota do pojemnika. Obok zwierzaka umieszczamy JEDNOATOMOWE źródło emisji promieniowania jonizującego a także detektor promieni tychże, który w chwili zadziałania uwalnia wspomniany gaz.
    Eksperymentator otwiera po pewnym czasie pojemnik. Z naszego punktu widzenia (określamy to jako zdrowy rozsądek) szansa na przeżycie/zatrucie śmiertelne kota - jest fifty-fifty - wszystko zależy od emisji promieniowania i następczej emisji gazu.

    Sprawa komplikuje się, gdy do zagadnienia podejdzie się w aspekcie kwantowo-mechanicznym.
    Prawa tejże mechaniki sugerują, iż kot przed otwarciem zbiornika jest... jednocześnie żywy i martwy, gdyż będąc obiektem kwantowym znajduje się równocześnie w każdym z możliwych stanów. Dopiero po otwarciu zbiornika i sprawdzeniu co w nim zaszło jesteśmy w stanie zredukować ów układ do określonego i jedynego już stanu – kot traci swą funkcję "falową" - jest albo żywy, albo martwy. Fizycy określają taką sytuację mianem superpozycji stanów - jedynie pomiar umożliwia decyduje o losie kota.
    Tyle, że superpozycja to zjawisko powszechne w skali obiektów mikro.

    Ponieważ eksperyment przeczy zdrowemu rozsądkowi gdyż jest niemożliwy do przeprowadzenia w makroskali pojawia się istotny problem. Przedmioty dostępne naszej obserwacji to bowiem obiekty podlegające mechanice kwantowej. Ponieważ jest ich mrowie, to ich poszczególne stany uśredniają się co wyklucza możliwość obserwacji rozdzielnych efektów kwantowych.
    Zasada komplementarności (wywiedziona z filozoficznej zasady diagonalności) nie jest zatem w stanie opisać poprawnie każdego doświadczenia!

    cdn.
  • wscieklyuklad 05.03.18, 16:57
    Jakby nie dość tego, zderzamy się oto w tym miejscu z kolejnym problemem - naturalnie w odniesieniu do zadanego przez Ciebie pytania.
    Dylemat ów to konieczność dokonania wyboru "docelowego patriotyzmu" oraz proces jego osiągania.
    Czy ma to być bowiem procedura o charakterze fakultatywnym, czy obligatoryjnym?
    Czy istnieje zatem (a priori) obowiązek "patriotycznego określenia się", "naznaczenia" (jak np. czynią to wolscy faszyści przywdziewając np. koszulki z narodowo-wolską symboliką a równocześnie - co net skwapliwie wyłapuje i demaskuje - symboliką faszystowską zdobiąc transparenty, sztandary, własną skórę (tatuaże), czy niesione inne przedmioty (hitlerowskie odznaczenie wojskowe) ).

    Główkując nad tym dylematem (człek rozumny zawsze stara się sprowadzić problem do minimum złożoności o ile nie do systemu zero/jedynkowego) nie sposób nie przywołać zasady nieoznaczoności (nieokreśloności) Heisenberga.
    Zgodnie z tą regułą " istnieją takie pary wielkości, których nie da się jednocześnie zmierzyć z dowolną dokładnością. O wielkościach takich mówi się, że nie komutują. Akt pomiaru jednej wielkości wpływa na układ tak, że część informacji o drugiej wielkości jest tracona. Zasada nieoznaczoności nie wynika z niedoskonałości metod ani instrumentów pomiaru, lecz z samej natury rzeczywistości." (tyle Wikipedia).

    Problem polega na tym, czy patriotyzm jest wielkością mierzalną, a jeśli tak, to w jakim stopniu patriotyzm innych zmienia "wymowę" naszego?

    cdn.
  • wscieklyuklad 05.03.18, 17:08
    Bieżąca (i nieustanna) demolka naszego państwa każe stawiać wciąż nowe pytania.
    I tak ustawka o IPN wprowadzająca pojęcie "naród" zderzyła się z nieuchronnym pytaniem o definicję "narodu" gdyż potwarzenie tegoż ma skutkować karami.
    Pojęcie "patriotyzm" obecna "wadza" zdefiniowała jednoznacznie: patriota to kibol, faszysta i każdy inny identyfikujący się z Żołnierzami Wyklętymi i -bez szemrania- z polityką pisu.
    każdy inny jest apaństwowcem więc automatycznie nie patriotą.

    Oponenci takiej interpretacji patriotyzmu zamieścili na Facebooku pytanie: czy byłbyś skłonny wziąć udział w wojnie (nie wewnętrznej naturalnie) rozpętanej przez pis?
    Entuzjastycznie nastawiony do rządów "propison" - jak mniemam NIGDY nie zada sobie takiego pytania, jako że hołota zawsze jest chętna do burdy a mniej do przelewania krwi (chyba, że lokalnych nie patriotów o czym się z pewnością prędzej, czy później przekonamy).

    Warto w tym miejscu zadać sobie pytanie na ile patriotyzm ma przyjmować biblijne, faryzejskie oblicze (a więc do jakiego stopnia akceptowalna będzie jego publiczna manifestacja) a na ile ma być postawą wynikającą z umiłowania nie do "tytularnego państwa" ale uniwersalnych wartości wykraczających poza granice kraju.

    cdn.
  • wscieklyuklad 05.03.18, 17:23
    Mieńmy więc epokę historyczną i przenieśmy opisywane przez Ciebie "atomy" do czasów II WŚ.
    Konieczność dziejowa rzuca owe atomy z niewątpliwie demokratycznej Ameryki (gdzie czują się patriotami zwłaszcza, gdy tam zrodzeni) do hitlerowskich Niemiec dokonujących agresji na kraj kolejny. W Niemczech przyjmują ich życzliwie, stabilizują tam swoje życie. Czy fakty te winny automatycznie uczynić z nich lokalnych patriotów?

    Akurat mamy 50 rocznicę wydalenia Żydów z Polski. Wydalono ich - co oczywista - z powodu APATRIOTYZMU! (wiadomo - Żyd to apaństwowiec, wszędzie wciśnie się z lakierkami na stopach i cwanym błyskiem w oku - taką mamy narodowa symbolikę Żydów mnożoną i teraz)
    Pozostawiono Zdrową Tkankę Narodu już w pełni patriotycznego, który jednak po latach nie docenił oferowanego im "szczęścia" i obalił komunizm dają początek podobnym APAŃSTWOWYM (?) i APATRIOTYCZNYM (?) zrywom nie tylko w krajach byłego RWPG.

    Twoje pytanie sprowadzę zatem do kwestii: jak wychowywać dzieci w kraju nieojczystym?
    Czy konieczne jest wpajanie czegoś tak nieidentyfikowalnego jak "patriotyzm"?
    Czy może raczej uczenie wspomnianych już wyżej zasad demokracji uniwersalnej, czyli typowej dla każdego "landu" bez względu na nazwę?
    Wpajanie tych zasad pozwala na ich obronę w razie zagrożenia. Zarówno wewnętrznego, jak i zewnętrznego. Bez oglądania się na poniesioną ofiarę własną.
    Jeśli ktoś chce, niech nazwie to patriotyzmem.
    Ja skłaniam się ku raczej ku mianu "moralność".
    Patriotyzm jest czymś nieoznaczalnym. Jest nim mnożenie bogactwa kraju. Jest nim szacunek dla innych - także nacji. Jest nim dążenie do poprawy wizerunku miejsca, w którym się osiadło.
    Dbałość raczej w wydaniu pozytywisty, niż wrzeszczącego i ubliżającego z wysokości sarkofagu świra.
    Tym samym patriotyzm nabiera cech czegoś co nieoznaczone.
    A przecież zasada nieoznaczoności nie wynika z niedoskonałości metod ani instrumentów pomiaru, lecz z samej natury rzeczywistości.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka