Dodaj do ulubionych

I co byndzie 1 grudnia?

26.11.18, 18:49
Placówki POZ mają podpisane kontrakty z NFZ do 30 listopada. Termin zawarcia nowych umów mija w piątek, tymczasem nie ma widoków na porozumienie w sprawie nowych warunków. Niedzielne rozmowy przedstawicieli PPOZ i Federacji Porozumienie Zielonogórskie z NFZ i MZ zakończyły się bez ustaleń. Kością niezgody nie są tylko pieniądze.
Rozmowy zaczęły się w ubiegłym tygodniu w czwartek, ale zostały przerwane do niedzieli. Późnym wieczorem FPZ przekazała do mediów informację, że w sprawie nowych warunków umów nie osiągnięto porozumienia. Wcześniej podobny komunikat opublikowało Porozumienie Pracodawców Ochrony Zdrowia.
– Przedstawiciele ministerstwa i Funduszu nie dostrzegają wyzwań stojących w najbliższym czasie przed podstawową opieką zdrowotną – tłumaczy dr Jacek Krajewski, prezes Porozumienia Zielonogórskiego.

Chodzi oczywiście o poziom finansowania – dodatkowe pieniądze, jakie proponuje NFZ, nie pokrywają świadczeniodawcom ani kosztów podwyżek dla pielęgniarek zatrudnionych w gabinetach (wyższa stawka kapitacyjna rekompensuje podwyżki tylko w przypadku pielęgniarek środowiskowych), ani tym bardziej kosztów zatrudnienia asystentów medycznych. W tym przypadku, jak się wydaje, problemem jest całkowita rozbieżność między ministerialną wizją roli asystenta w placówce medycznej a tym, jak chcieliby definiować zadania i funkcję asystenta sami świadczeniodawcy.

– Pomysł z wprowadzeniem asystentów medycznych do placówek POZ jest znakomity. Ale nie mogą to być osoby, które będą zarabiać minimalną krajową a ich jedynym zadaniem będzie wprowadzanie danych do komputerów. POZ potrzebuje w tej chwili wzmocnienia w zakresie dostosowania nie tylko do nowych technologii, ale także zadań, na przykład w zakresie profilaktyki – powiedział MP.PL dr Jacek Krajewski.

Takimi asystentami medycznymi mogliby być – zdaniem prezesa FPZ – choćby absolwenci kierunku zdrowie publiczne, którzy bardzo często, przynajmniej na początku swojej kariery, nie mogą znaleźć pracy zgodnej z wykształceniem. Jednak placówki POZ nie ściągną kompetentnych pracowników, jeśli nie będą mogły im zapłacić wystarczającej pensji. – Pieniądze, które proponuje Fundusz, nie wystarczą do zatrudnienia takiego pracownika nawet w większej praktyce, która ma pod opieką ponad cztery tysiące pacjentów – mówi dr Krajewski.
Lekarze podkreślają, że do tej pory na zatrudnienie asystentów nie przekazano zresztą żadnych pieniędzy, a samo uruchomienie systemu do ich rejestracji trudno uznać za przełom w tworzeniu warunków do odciążenia lekarzy od pracy biurokratycznej.

Z przebiegu prac nad ustawą, w której wprowadzono stanowisko asystenta medycznego wynika, że jego rola w placówce medycznej (nie tylko w POZ) ma być czysto techniczna. Świadczy o tym przede wszystkim fakt, że całkowitą odpowiedzialność za prawidłowe wykonywanie pracy przez asystenta (w zakresie wprowadzania e-ZLA do systemu) będzie ponosić lekarz, rejestrujący go na własne konto w systemie, ale również założenie poczynione w uzasadnieniu do ustawy, dotyczące częstej rotacji pracowników na stanowiskach asystenta czy sekretarki medycznej. – Jeśli tak postrzegamy rolę asystentów medycznych, to przynajmniej w POZ szkoda w ogóle pieniędzy na to rozwiązanie – mówi dr Krajewski.

Nawet jeśli urzędnicy podzielają opinię lekarzy co do zakresu zadań i roli asystentów medycznych, można założyć, że chcą by świadczeniodawcy sami ponieśli większą część kosztów ich zatrudnienia. Dodatkowe pieniądze z Funduszu pokryłyby więc tylko część – i to mniejszą – wydatku. Na to z kolei lekarze nie chcą się zgodzić.

– Nie osiągnęliśmy porozumienia i się rozstaliśmy. Piłka jest całkowicie po stronie NFZ – podkreśla szef FPZ. – My jesteśmy gotowi do rozmów, przedstawiliśmy nasze oczekiwania i warunki. Nie grozimy, że zamkniemy gabinety. Liczymy na rozsądek.

W tle rozmów jest również kwestia zwolnień lekarskich. Organizacje pracodawców POZ nadal domagają się formalnego potwierdzenia fakultatywności wystawiania e-ZLA. Tymczasem stanowisko rządu jest niezmienne: 1 grudnia e-zwolnienia stają się obligatoryjne. Jednak, zgodnie z deklaracją minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbiety Rafalskiej, zaświadczenia wystawiane w formie papierowej nadal będą honorowane. – To wyraz rozsądku. I przyznania, że rzeczywistość niekoniecznie nadąża za oficjalnymi deklaracjami – podsumowuje dr Jacek Krajewski.


Czyli znów tak, jak ostrzegałem. rafalskie bredziło o asystentach więc nie bój bidy. A tymczasem wychodzi na to, ze sam na własny koszt masz se asystenta zatrudnić.

Mam nadzieję, że Porozumienie Zielonogórskie wyperswaduje tym debilom by skorzystali z porady psychiatrów.
A w przypadku braku otrzeźwienia - zamkną od grudnia POZ-ty!
Edytor zaawansowany
  • wscieklyuklad 27.11.18, 18:06
    Pani BAsia wedle rafalskiej nic nie musi.
    Poza przeklęciem rafalskie i pozostałych pisonich debili.


    Bożena Janicka mówi, o czym milczą NFZ i ZUS w sprawie nowych umów POZ i e-zwolnień

    Źródło: Marta Koblańska|27.11.2018
    Bożena Janicka, zus, Zakład Ubezpieczeń Społecznych
    - Nasz sprzeciw budzi stosowany przez NFZ i resort zdrowia przymus dotyczący wprowadzenia do umów obowiązku zastosowania się do rozwiązań informatycznych i uzależnienie od tego wzrostu nakładów oraz propaganda Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. ZUS w reklamach stwierdza, że w związku z e-zwolnieniami sytuacja pacjentów poprawi się. To nieprawda, będą oni musieli wypełniać druki ZUS pod rygorem nieotrzymania pieniędzy za zwolnienie lekarskie – mówi Bożena Janicka, prezes PPOZ.
    Umowy lekarzy rodzinnych i NFZ kończą się w piątek (30 listopada), a porozumienia nie ma. Dlaczego?
    - Uważamy, że wzrost stawki kapitacyjnej powinien zostać przeznaczony na odbudowę zasobów kadrowych lekarzy rodzinnych i pielęgniarek. Stawka musi rosnąć w szczególności dla wieku pacjentów 40-65 lat. Nasze propozycje w tym zakresie są znane od kwietnia tego roku. Tymczasem NFZ chce przeforsować ten wzrost w zależności od zastosowania się do rozwiązań informatycznych, na przykład od liczby wystawionych e-recept. To budzi sprzeciw, bo nie stać nas na utratę żadnego lekarza POZ. A z pewnością lekarze w starszym wieku nie poradzą sobie z e-recepty i będą... rezygnować. Dlaczego? Podobnie jak e-zwolnienia, e-recepty to nie tylko elektroniczny druk do wypełnienia. One wiążą się z mnóstwem problemów dla pacjentów, o których zarówno ZUS jak i NFZ milczą.

    Zanim o nie zapytam, proszę o wyjaśnienie w jaki sposób informatyzacja była wprowadzana w innych krajach UE?
    - Zarówno w Szwecji, jak i we Włoszech przez wiele lat obowiązywała zasada dobrowolności w stosowaniu rozwiązań elektronicznych. W tych krajach nawet dziś, czyli po 20 latach od wprowadzenia informatyzacji, 5-8 procent lekarzy wystawia nadal papierowe zwolnienia lekarskie i papierowe recepty. Szwedzi mówią wprost, że nie stać ich na utratę ani jednego lekarza z powodu powszechnej informatyzacji. I to zdanie padło podczas konferencji, która odbywała się z polskim ZUS wiosną tego roku. W naszym kraju sytuacja jest dramatyczniejsza, bo w wielu powiatach średnia wieku pracujących tam lekarzy to 65-70 lat. Oni chcą pracować, ale jeśli problemy będą zbyt duże to zrezygnują. A przyjdą do nich pacjenci, bo zapomnieli do kiedy jest zwolnienie, przyjdą rolnicy, dla których nie ma ePUAPu (czyli systemu, na którym pracuje ZUS), przyjdą ci, którzy będą chcieli coś poprawić. Wielu lekarzy zrezygnuje i my już o tym wiemy.

    Papierowe zwolnienie można wysłać do zakładu lub nie. Elektroniczne zawsze będzie wysłane.
    - Tak, nowe prawo odbiera decyzyjność pacjentowi, który po wykupieniu leków może poczuć się lepiej i zdecydować o pracy zamiast przebywaniu na zwolnieniu lekarskim. Podobnie jest w sytuacji chorych dzieci. Rodzice albo pójdą na zwolnienie, aby się niemi opiekować, albo poproszą kogoś z rodziny, a sami będą pracować.

    Z jakiego powodu pacjenci będą mieli problemy pacjenci w razie obowiązku wystawiania e-zwolnień?
    - Problemy będą wiązać się z tym, że e-zwolnienia wcale nie gwarantują braku papierów, jak to stwierdza ZUS w swojej reklamie, obrażając przy tym setki chorych. Dla nich bowiem te dokumenty, które wystawia lekarz to dokumenty poświadczające stan zdrowia oraz warunkujące wypłatę środków na życie w czasie choroby. Czasem to zwolnienie wiąże się z prawdziwą tragedią. Jakie problemy? ZUS w poniedziałki ma problemy ze swoją platformą informatyczną. Ona zwyczajnie nie działa. Zwolnienia nie dojdą. Kto chorego o tym poinformuje? Chory nie otrzyma pieniędzy. E-zwolnienia nie zawsze trafiają do właściwego zakładu pracy. I co wtedy? Gdzie szukać dokumentu? Jeżeli zwolnienie trafi nie do tego zakładu pracy co trzeba, komu to zgłosić? Przecież ten chory może o tym nie wiedzieć, a zdarzają się przypadki utraty pracy dlatego, że ktoś chorował a zwolnienie nie trafiło do firmy. Tymczasem ZUS nie mówi o liczbie wyjaśnień i problemów dotyczących zwolnień, nie informuje, że w przypadku e-zwolnienia pacjent bez dokumentu drukowanego w szczególności powinien sprawdzić, czy e-zwolnienie dotarło do jego pracodawcy. Są przecież problemy z NIP-ami, spółki bankrutują, tworzą się nowe. O czym jeszcze ZUS milczy? Pacjenci, aby uzyskać pieniądze w razie dłuższego zwolnienia lub rehabilitacji bądź też zwolnienia przysługującego z powodu opieki nad chorym członkiem rodziny, będą musieli nadal wypełniać druki ZUS-owskie, tzw. zetki. Ich rodzajów jest bardzo wiele. Trzeba będzie pójść do ZUS, pobrać numerek, poprosić o druk, potem go wypełnić i złożyć w Zakładzie. Gdzie tu udogodnienie? Tym bardziej, że jeśli druk nie zostanie złożony w terminie, pieniądze nie będą wypłacone. Poza tym ZUS do dziś nie uregulował kwestii związanych z systemem eWUŚ.

    Jak to?
    - Do dziś system zapala czerwone światło w przypadku chorych, którzy na przykład po urazie lub wypadku długo przebywają na zwolnieniu i w międzyczasie zostali zwolnieni z pracy, w odniesieniu do tych, którzy czekają na orzeczenie o rencie, czekają na decyzję o rehabilitacji, czy w odniesieniu do kobiet przebywających na urlopie macierzyńskim. To tak, jakby wykluczyć tych ludzi z systemu świadczeń zdrowotnych, które przecież, zgodnie z prawem im się należą. Dlatego skąd wiadomo, że w przypadku e-zwolnień będzie inaczej?

    Czyli zarówno na pacjentów jak i lekarzy zostaną nałożone nowe zadania bez dokładnej wiedzy, czy będzie można je w ogóle wykonać?
    - Tak. Czy lekarze są pracownikami ZUS, aby wypełniać ich dokumenty? Lekarze orzekają o chorobie i czasie jej trwania. Tymczasem musimy jeździć do ZUS po druki, wypełniać ich dokumenty oraz je archiwizować. E-zwolnienia podobnie narzucają wymóg pracy na platformie ZUS. Z wysłaniem e-zwolnienia można spóźnić się do trzech dni. Ale czy kolejny dzień mam rozpoczynać nie od pacjentów, tylko od czynności administracyjnych? Obecnie około 50 procent zwolnień wystawianych jest w formie elektronicznej. Do wprowadzenia obowiązku pozostało kilka dni. Co z resztą? Wydaje się, że zamiarem ministerstwa zdrowia i NFZ jest rozwiązanie siłowe i "dopchnięcie kolanem". Czy tak to powinno wyglądać? Dlatego, jeżeli nie zostanie wypracowane porozumienie zamierzamy wypełniać zgodne z prawem druki MZ/L1, które będą faktyczną realizacją obowiązku ustawowego lekarza. Tak zdecydowała rada powiatów PPOZ, podobnie jak i inne organizacje i izba lekarska.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka