Dodaj do ulubionych

Upadek mitu

31.01.19, 10:48
Prysnął budowany przez lata mit naczelnika, przywódcy narodu, pracujacego do późnej nocy nad pomysłami naprawiającymi skorumpowaną, rzuconą na kolana (przez PO oczywiście) Ojczyznę.
Pokazał się kombinator, który wykorzystując wpływy polityczne i rodzinne usiłuje pomnożyć majątek partyjny w niedozwolony sposób.


Problem w tym, że nawet w rodzinnym biznesie, okazał się niesolidny. Zniecierpliwiona rodzina nagrała go i czego by na tych taśmach nie było – stygmatyzuje: są „taśmy Kaczyńskiego”. A na taśmach jest, i to sporo.
Choć oczywiście pierwszy obrotowy Gowin, usiłuje tradycyjnie przekuć zły przekaz w dobry, podobnie robi Beata Mazurek i inni pretorianie. Ale smród jest. Smród na cały kraj, bo choć chodzi o wieże w Warszawie, to na przykład zgodę na ich wybudowanie miał wydać, po zwycięskich, wyborach opolanin Patryk Jaki.
Ten sam Jaki, który jest sprawcą największego zła, jakie się stało na Opolszczyźnie w ostatniej pięćdziesięciolatce – ograbienia podopolskich gmin.
I cóż… Jaki Warszawy nie wygrał, choć bardzo sie starał, a i tak być może poniesie konsekwencje publikacji „taśm Kaczyńskiego”.

Z wnioskiem takim wystąpił do premiera Sekretarz Generalny Nowoczesnej Adam Szłapka:

"W związku z ujawnieniem przez „Gazetę Wyborczą” nagrań Jarosława Kaczyńskiego, prezesa partii rządzącej, z których jednoznacznie wynika, że głównym zadaniem partii PiS w wyborach samorządowych w Warszawie było zwycięstwo w celu zabezpieczenia interesów finansowych spółki Srebrna, zwracam się z wnioskiem o odwołanie Partyka Jakiego z funkcji przewodniczącego Komisji do spraw reprywatyzacji nieruchomości warszawskich. – pisze Szłapka w swym wniosku."

i dalej :

"Patryk Jaki był twarzą kampanii PiS w Warszawie i podstawowym narzędziem, dzięki któremu Jarosław Kaczyński zamierzał wygrać wybory samorządowe w Warszawie i tym samym zrealizować swoje plany finansowe. Patryk Jaki ubiegał się o stanowisko prezydenta Warszawa z polecenia Jarosława Kaczyńskiego i w kampanii finansowanej przez ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego (choć sam członkiem tej partii nie był). Istnieje uzasadnione prawdopodobieństwo, że Patryk Jaki miał wiedzę dotyczącą zamiarów Jarosława Kaczyńskiego oraz interesów spółki Srebrna.

"Powiązania Patryka Jakiego z Jarosławem Kaczyńskim są bezsporne, tak jak wątpliwości dotyczące roszczeń spadkobierców budynku przy ul. Srebrnej 16 oraz proces decyzyjny, w którym ten budynek został wykreślony z listy zabytków. Na działce przy ul. Srebrna 16, która dziś warta jest ok. 130 min zł, spółka Srebrna chce wybudować jeden z najwyższych wieżowców w Polsce (koszt inwestycji jest szacowany na 1 mld zł).
W związku z powyższym Patryk Jaki nie powinien kierować pracami ważnej Komisji, której zadaniem jest przywrócenie sprawiedliwości, wyjaśnianie nieprawidłowości i uchybień w działalności organów i osób prowadzących postępowania w przedmiocie wydawania decyzji reprywatyzacyjnych dotyczących nieruchomości warszawskich".

Żądanie Szłapki oczywiście zostanie potraktowane na pisowskich salonach i w TVP śmiechem, ale jest ze wszech miar słuszne. Zachodzi ewidentne podejrzenie konfliktu interesów.

Tymczasem władza będzie nas okłamywać dotąd, dokąd będziemy się na to zgadzać. Beata Mazurek została przy okazji tych taśm złapana na bezczelnym i ordynarnym kłamstwie. Jeszcze dwa miesiące temu opryskliwie twierdziła, że informacje o budowie na Srebrnej są wyssane z palca.

Dziś też dała popis: Beata Mazurek: ” Jarosław Kaczyński od lat walczy z uczciwością w życiu publicznym”! (hahaha! Freud się kłania smile .dopisek mój)

Z kolei prezydencki minister Andrzej Dera, stwierdził w rozmowie z Moniką Olejnik, że nie można łączyć członka rady nadzorczej spółki Srebrna i prezesa PiS, choć jeden i drugi to Jarosław Kaczyński – mistrz retoryki i mózgu. (kpiny z inteligencji widzów, dopisek mój)

„Nikt nam nie wmówi, że białe jest białe a czarne – czarne” czy ”Jarosław Kaczyński od lat walczy z uczciwością w życiu publicznym”, to nie są błędy, pomyłki czy przejęzyczenia. To jedyne chwile, w których wypowiadający te słowa pozwalają sobie na szczerość.

Nie będę wchodził w szczegóły samych nagrań opublikowanych przez Gazetę. Głównym zadaniem pisowskich aparatczyków i trolli jest dziś przeinaczanie faktów i naginanie ich do własnych potrzeb.

Wierzę, że znany z zamiłowania do atrakcyjnej gry mecenas Roman Giertych jeszcze wielokrotnie da nam ku temu okazję. Dziś tylko opolski odprysk.

/opowiecie.info, portal informacyjny powiatu opolskiego/

Edytor zaawansowany
  • sorel.lina 31.01.19, 10:58
    - Mój klient dostał jednoznaczny komunikat: ten wieżowiec ma być pomnikiem moim i mojego brata - mówi w rozmowie z portalem OKO.press mecenas Jacek Dubois, pełnomocnik Geralda Birgfellnera.

    Mój klient dostał komunikat: ten wieżowiec ma być pomnikiem moim i mojego brata, taką mam ideę i potrafię ją zrealizować. To ja podejmuję decyzje, a inni je wykonują.
    I mój klient widział przez cały rok, że tak to działa. Pan Kaczyński wskazywał partnerów, rozmawiał o finansach, wskazał bank". Mec. Jacek Dubois tłumaczy OKO.press, jak doszło do oszustwa.

    Do publikacji przez „Wyborczą” taśm z nagraniem negocjacji biznesowych z udziałem Jarosława Kaczyńskiego nie doszłoby, gdyby biznesmen Gerald Birgfellner nie powiedział „dość”. Jarosław Kaczyński umówił się z nim, że zbuduje dla kontrolowanej przez PiS spółki Srebrna 190-metrowy wieżowiec. Powtarzał, że „wieże mają być pomnikiem moim i mojego brata, taką mam ideę i potrafię ją zrealizować. To ja podejmuję decyzje, a inni je wykonują”.

    Birgfellner zaczął w maju 2017 wstępne prace tej ogromnej inwestycji, aż 19 razy spotykał się z Kaczyńskim, prawie zawsze w siedzibie PiS na Nowogrodzkiej w Warszawie, w atmosferze biznesowo-rodzinnej, pokonywali kolejne szczeble. W czerwcu-lipcu 2018 Kaczyński wstrzymał inwestycję i nie zapłacił biznesmenowi – który jest jego też powinowatym – 1,3 mln euro, na co byli umówieni.

    Birgfellner przy pomocy dwóch adwokatów – Romana Giertycha i Jacka Dubois – złożył 25 stycznia „zawiadomienie o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa” z art. 286 par. 1 kodeksu karnego, który przewiduje karę do 8 lat dla osoby, która „w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania”.

    Mecenas Jacek Dubois tłumaczy OKO.press, jak doszło do oszustwa i dlaczego doświadczony biznesmen dał się podejść Jarosławowi Kaczyńskiemu.

    Wszystko utwierdzało mojego klienta w przekonaniu, że jedynym organem decyzyjnym jest pan Kaczyński. Zwykł on mówić: „mam wszystko pod kontrolą” – mówi Dubois

    (...) wiem o kilku innych taśmach, i wiem, co na nich mniej więcej jest. Spotkań z panem Kaczyńskim było przecież więcej.
    Aż 19 w ciągu 16 miesięcy.
    Taśm jest więcej. Nagrywanie to był naturalny odruch człowieka, który czuje się oszukiwany i postanawia zabezpieczyć dowody na to, że pracę wykonał, a odmówiono mu obiecanego wynagrodzenia.

    Jaka jest łączna wartość tych wykonanych prac?

    1,3 mln euro. Taka kwota nie została wzięta z sufitu, ale wynika z wyceny już wykonanych prac, które wymienia – jedna po drugiej – wielostronicowa umowa zaakceptowana przez obie strony. Cała inwestycja była szacowana na 300 mln euro, zwyczajowe wynagrodzenia dla osoby, która prowadzi taką usługę jak Gerald Birgfellner to 3 proc., czyli 9 mln euro. O takiej prowizji mówi wspomniana umowa.

    Konkretnie pan Birgfellner:

    - założył spółkę celową Nuneaton, na którą pan Kaczyński obiecał przenieść ze spółki Srebrna prawo wieczystego użytkowania nieruchomości,
    - pozyskał znanego architekta, który przygotował projekt koncepcji architektonicznej budynku,
    - przygotował strategię realizacji projektu Tower Srebrna z kosztami i terminarzem,
    - przygotował wyceny nieruchomości,
    - zatrudnił renomowaną kancelarię Baker MacKenzie, która przygotowała umowy z firmami Gleeds Polska (m.in. zarządzanie inwestycją) i Strabag oraz umowę kredytową z bankiem Pekao S.A.

    cdn.
  • sorel.lina 31.01.19, 11:03
    W maju 2017 zostaje zawarta ustna umowa między panem Kaczyńskim i panem Birgfellnerem. Pan Kaczyński prosi, by przystąpić do pracy od razu. Mój klient to robi, a równolegle przez prawie rok negocjowana jest profesjonalna umowa, wprowadzane kolejne zmiany. Całą dokumentację załączyliśmy do wniosku złożonego w prokuraturze. Dokumentów jest 55, w tym uchwały Zarządu i Rady Fundacji Srebrna, pełnomocnictwo dla Geralda Birgfellnera, projekty umów z bankiem Pekao SA i innymi partnerami. I gdy ta umowa zostaje wreszcie przygotowana, a mój klient ma ją podpisać, pojawia się trick.

    Pan Kaczyński mówi mojemu klientowi: wystaw fakturę na Nuneaton, ale ze spółki Srebrna, która jest faktycznym zleceniodawcą, nie przelewa środków.
    Czyli tak: Nuneaton nie ma pieniędzy, a Srebrna nie ma podstawy do zapłacenia, bo faktura została wystawiona na Nuneaton. Pan Kaczyński nie przenosi też aportem ze spółki Srebrna prawa wieczystego użytkowania nieruchomości, co umożliwiłoby wzięcie uzgodnionego już z bankiem Pekao SA kredytu.

    Ma świadomość, że wprowadza partnera w błąd i utrzymuje go w tym błędzie.

    Może to był wypadek przy pracy?

    Gdy pan Kaczyński kazał memu klientowi wystawić faktury na Nuneaton doskonale wiedział, że ta spółka będzie niewypłacalna.

    Dziwne zachowanie doświadczonego biznesmena. Inwestuje solidne pieniądze bez umowy.

    Tyle, że wchodzi w grę bliska relacja rodzinna z panem Jarosławem Kaczyńskim. Mój klient jest mężem córki Grzegorza Tomaszewskiego, kuzyna pana Kaczyńskiego, jego zaufanego, uczestnika lipcowej rozmowy ujawnionej przez „Wyborczą”, członka rady nadzorczej spółki Srebrna. Wie, że ma do czynienia z byłym premierem, słyszy zewsząd, że to osoba numer jeden w państwie, jest przekonany o jego uczciwości.

    cdn.
  • sorel.lina 31.01.19, 11:09
    Pan Kaczyński przez kilkanaście miesięcy powtarza: masz podejmować w moim imieniu wszelkie decyzje inwestycyjne, wszystko ci gwarantuję, wszystko zależy od mnie, bo to ja tu podejmuję decyzje. Mój klient dostaje wiele dowodów, że to tak działa: wszystkie polecenia pana Kaczyńskiego są natychmiast spełniane.

    Zostaje wprowadzony w błąd, a jednocześnie ma na widoku zlecenie, które jest marzeniem życia każdego dewelopera, ma zbudować 190 metrowy budynek, w polskiej stolicy, duża rzecz i to w skali europejskiej. Rzuca wszystko, przenosi się do Warszawy.

    Jak to?

    Za namową Jarosława Kaczyńskiego kupuje tutaj dom. Pełną parą pracuje kancelaria Baker MacKenzie, której też nie zapłacono kilkuset tysięcy euro, pracuje wzięty austriacki architekt, który też nie dostał wynagrodzenia, ok. 150 tys. euro. Pan Birgfellner negocjuje z bankami, wszystko idzie jak z płatka. Ludzie panu Kaczyńskiemu salutują i wykonują, co prezes powie – w fundacji Instytut im. Lecha Kaczyńskiego i w spółce Srebrna, które w lutym 2018 podejmują stosowne uchwały. Mój klient dostaje odpowiednie pełnomocnictwa już w maju i czerwcu 2017 do utworzenia spółki córki i do reprezentowania Srebrnej w umowach najmu i dzierżawy nieruchomości.

    Ta aura omnipotencji pana Kaczyńskiego uśpiła czujność biznesmena. Opamiętanie przychodzi za późno.

    Cały czas trwają spotkania z udziałem pana Kaczyńskiego, większość w siedzibie partii przy Nowogrodzkiej, od pierwszych dwóch w maju 2017 roku. Kolejne mają miejsce w czerwcu 2017, w lipcu, we wrześniu, potem w listopadzie – aż trzy, w grudniu 2017 jedno, w styczniu 2018 – znowu trzy, w lutym – jedno, w marcu – dwa, w kwietniu i czerwcu po jednym. Po upublicznionym przez „Wyborczą” spotkaniu 27 lipca 2018 jest jeszcze jedno, w sierpniu 2018 z udziałem kancelarii Baker MacKenzie. Dopiero w czerwcu i lipcu 2018 Jarosław Kaczyński informuje mego klienta o wstrzymaniu inwestycji i wzywa do zaprzestania jakichkolwiek prac, m.in. żeby nie występował o warunki zabudowy. No i tłumaczy, że Srebrna nie może pokryć zobowiązań swej spółki córki (Nuneaton), a ta z kolei nie może wziąć obiecanego kredytu, bo nie zyskała prawa dzierżawy.

    Biznesmen był osobiście w banku Pekao SA, który obiecał 300 mln euro kredytu?

    Oczywiście. Umowa kredytowa na 300 mln euro została przygotowana i gdyby pan Kaczyński nie wstrzymał inwestycji, spółka Nuneaton przejęłaby wieczyste użytkowanie Srebrnej 16 i dostała kredytowanie. Dziwna historia z tym kredytem: czy bank państwowy powinien tak łatwo udzielać tak ogromnego kredytu?

    Czy były odpowiednie zabezpieczenia, poza oczywiście słowem pana Kaczyńskiego, które nie ma wyceny? Ale to już sfera polityki, poza obszarem moich zainteresowań.

    To były żmudne, wielostronne negocjacje. Strony dogadały się najpierw na uruchomienie „małego” kredytu inwestycyjnego 11 mln euro na przygotowanie projektu, potem ta suma – decyzją pana Kaczyńskiego – została zmniejszona do 4,5 mln euro, co bank natychmiast zaakceptował. Uzgodniono szczegółowo, w jaki sposób zostanie wypłacony duży kredyt 300 mln euro, po uzyskaniu przez spółkę Nuneaton wieczystego użytkowania nieruchomości. Prezes Pekao S.A. Michał Krupiński wspominał o zaangażowaniu pana Kaczyńskiego.

    Rozmawiał z Birgfellnerem bezpośrednio?

    Tak.

    cdn.
  • sorel.lina 31.01.19, 11:11
    Prezes Pekao S.A. zapewniał mojego klienta, że to zaangażowanie pana Kaczyńskiego ma dla niego znaczenie przy decyzji kredytowej.

    Po spotkaniu w lipcu 2018 mojego klienta zaczęto lekceważyć. Pan Kaczyński nie miał dla niego czasu. Srebrna wypowiedziała mu pełnomocnictwo. Zdał sobie sprawę, że jeżeli nie tupnie, to zostanie na lodzie.

    Czy Birgfellner nie okazał się jednak naiwniakiem? Przecież wiedział, że Kaczyński nie ma żadnych praw do negocjowania transakcji. Jest ledwie członkiem rady fundacji Instytut Pamięci Lecha Kaczyńskiego, która jest właścicielem spółki Srebrna.

    Formalnie tak. I na tym właśnie polegało oszustwo, czyli celowe wprowadzenie w błąd, wyrobieniu w kimś przekonania sprzecznego z rzeczywistością.

    Mój klient dostał jednoznaczny komunikat: ten wieżowiec ma być pomnikiem moim i mojego brata, taką mam ideę i potrafię ją zrealizować. To ja podejmuję decyzje, a inni je wykonują. I mój klient widział przez cały rok, że tak to działa. Pan Kaczyński wskazywał partnerów, ich akceptował, rozmawiał o finansach, wskazał bank itd. itd.

    Wszystko utwierdzało mojego klienta w przekonaniu, że jedynym organem decyzyjnym jest pan Jarosław Kaczyński. Zwykł on zresztą mówić: „mam wszystko pod kontrolą”.

    cdn.
  • sorel.lina 31.01.19, 11:14
    Ale czy Birgfellner dostał jakiekolwiek pieniądze od Srebrnej?

    Wydaje mi się, że nie. Elementem roszczenia wobec pana Kaczyńskiego są nawet zwroty kosztów podróży i hoteli, ok. 24 tys. euro.

    W lipcu 2018 Kaczyński mówił: „Jest druga droga, i tu nie traktujcie jej jako wojenną. Wy wysuniecie roszczenia o charakterze sądowym, i dostaniecie wyrok sądu do zapłaty, to wtedy jest podstawa do zapłacenia przez Srebrną, rozumiecie?”

    Pan Kaczyński jest prawnikiem, więc chyba ma elementarną wiedzę o prawie, a to oznacza, że po prostu zbywał mojego klienta. Bo gdyby naprawdę miał wolę, by wywiązać się ze zobowiązania, mógł zaproponować ugodę sądową, pozasądową, cesję wierzytelności… Było wiele możliwości, by to załatwić zgodnie z prawem.

    Jeszcze raz: pan Kaczyński wskazuje podmiot, na który mój klient ma wystawić fakturę [Nuneaton], a gdy to się dzieje, to mówi, że Srebrna nie może zapłacić, bo faktura jest wystawiona na inny podmiot. Gdyby sprawa trafiła do sądu, to pan Kaczyński mógłby na tej samej zasadzie odpierać roszczenie.

    Jest jeszcze aspekt polityczny. W czasie kluczowych negocjacji latem 2018 roku trwają protesty w obronie sądów, krzyczymy „Wolne sądy”, ale PiS chce sądy przejąć i forsuje swoje reformy. Czyli pan Kaczyński odsyła mojego klienta do organu, na który PiS pragnie mieć wpływ.

    cdn.
  • sorel.lina 31.01.19, 11:16
    Dlatego Kaczyński wycofał się z budowy Wież Kaczyńskiego? Wersja PiS jest taka, że uznał, że nie da się tej inwestycji zrealizować, bo rządząca w Warszawie Platforma do tego nie dopuści.

    Nie to, że nie da się zrealizować. Pan Kaczyński uznał w połowie 2018 roku, że tak widowiskowa inwestycja będzie dla niego nieopłacalna politycznie. Jasno o tym mówi w nagraniu z lipca 2018.

    „Doszły nowe elementy, operacja Śpiewaka. Nowego kandydata na prezydenta. Postawił zarzuty: partia buduje wieżowiec. To nie do obrony”. Na uwagę, że to tylko medialny atak, Kaczyński dodaje: „No, ale mi chodzi o medialny atak. To jest polityka”.

    Obawiał się, że budowa Wież zostanie potraktowana jako azjatyckie obyczaje i postanowił sprawę odłożyć ad calendas graecas. Zresztą mówi, że wrócimy do niej, jeśli będzie dobry wynik wyborów samorządowych w Warszawie, w co raczej nie wierzy, albo dobry wynik wyborów parlamentarnych.

    Z powodów takiej kalkulacji pan Kaczyński zatrzymuje projekt i uznaje, że nie ma sensu się rozliczać. Taki syndrom Boga, który idzie przez świat zostawiając za sobą zgliszcza i nie mieści mu się w wyobraźni, że ktoś się odważy wystąpić w swojej obronie.

    Daje do zrozumienia mojemu klientowi: „masz roszczenie, należą ci się pieniądze, ale ci nie zapłacę. I co mi zrobisz?”.

    cdn.
  • sorel.lina 31.01.19, 11:22
    Czy zakładając, że Patryk Jaki nie miał szans na prezydenturę w Warszawie, ta inwestycja mogła w ogóle zostać zrealizowana?

    Nie chcę wchodzić w szczegóły urbanistyczne czy prawa budowlanego. Problemem była wysokość budynku, zamiast maksymalnie 130 metrów, wizja pana Kaczyńskiego sięgała 190 m. Nie było też planu zagospodarowania. Ale podkreślam, że nasz klient jest profesjonalistą, który budował w niejednym kraju, w Austrii ok. 10 inwestycji, w Czechach, w Polsce (Family point – centrum handlowe we Wrocławiu). Zaangażował się w Wieże Kaczyńskiego, bo uznał, że projekt jest realistyczny. Powodem zatrzymania inwestycji nie była jakaś obiektywna przeszkoda lecz obawa prezesa PiS przed kompromitacją. Kaczyński jasno to mówi – i tu akurat mu wierzymy – że gdy Jan Śpiewak wyciągnął sprawę na powierzchnię, to inwestycja stała się dla niego politycznie nieopłacalna.

    Mecenas Roman Giertych zapowiada złożenie wniosku do prokuratury austriackiej. Równolegle z wnioskiem do polskiej?

    Kodeksy karne rożnych krajów – w tym Austrii – dają możliwość podjęcia przez dane państwo interwencji za granicą, gdy szkoda dotyczy ich obywatela. Kodeks austriacki dopuszcza taką interwencję w wypadku określonej grupy przestępstw. Oszustwo jest wśród nich.

    Austria kontra Jarosław Kaczyński?

    Nie, nie. Postępowanie karne toczy się w sprawie. Dopiero jeśli zostanie uprawdopodobnione przestępstwo, to można oskarżyć, ale tylko konkretnego człowieka.

    Nasz wniosek do prokuratury wynika z art. 304 kpk, który mówi o „obowiązku zawiadomienia organów w przypadku posiadania informacji o możliwości popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu”. Przekazaliśmy zawiadomienie wraz z załącznikami, prokuratura ma miesiąc na decyzję, czy wszcząć postępowanie i szukać dowodów na to, że pan Kaczyński popełnił przestępstwo, czy też umorzyć sprawę, co z kolei można zaskarżyć. W przypadku posła Kaczyńskiego, utrudnieniem może być także immunitet, którym poseł może się zasłaniać.

    W grę wchodzi zarzut wobec pana Kaczyńskiego z art. 286 par. 1 k.k. , który przewiduje karę do 8 lat dla osoby, która „w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania”.
    Dodatkowe artykuły, które wchodzą to w grę to art. 294 par. 1 k.k. w związku a art. 12 par. 1 k.k.

    cdn.
  • sorel.lina 31.01.19, 11:25
    Zarzut może dostać tylko Jarosław Kaczyński?

    Nasz klient uważa, że został oszukany przez niego. Wszystko co mu się w tej sprawie przydarzyło przypisuje jemu. Działania innych osób były jakby sterowane przez pana Kaczyńskiego. To z nim nasz klient wiąże swoją krzywdę, od niego chce dochodzić sprawiedliwości. Ale może się też okazać, że inne osoby pełniące funkcje we władzach innych podmiotów mogły popełnić czyny zabronione.

    A czy to, że Birgfellner działał bez podpisanej umowy nie osłabia jego pozycji?

    To kwestia dowodowa. To nie jest tak, że bez umowy nie ma roszczeń. Idzie pan do sklepu i kupuje butelkę wina. Nie podpisuje pan żadnej umowy, ale jak pan w domu otworzy butelkę i okaże się, że w środku jest płyn do mycia szyb, to przysługuje panu roszczenie, bo został pan oszukany.

    Tutaj mamy czarno na białym stwierdzenie, że praca została wykonana, tak jak zostało to uzgodnione. Pan Kaczyński wprost to potwierdza.

    Czyli doszło do osiągnięcia korzyści majątkowej na niekorzyść mojego klienta. Jest tylko kwestia ustalenia, czy był zamiar wprowadzenia w błąd, co jest konieczne by uznać, że to było oszustwo. Szczegółowo w zawiadomieniu opisaliśmy, dlaczego uważamy, że taki świadomy zamiar był.

    Co może być dalej, zakładając – może niezbyt realistycznie – że prokuratura Zbigniewa Ziobry postawi zarzut Jarosławowi Kaczyńskiemu. Proces czy ugoda?

    Czyn jest czynem w momencie popełnienia przestępstwa i nie przestaje nim być nawet gdyby doszło do ugody. Zapłacenie odszkodowania nie niweluje przestępstwa. Kodeks Karny mówi jednak, że jeżeli szkoda została naprawiona, to można odstąpić od wymierzenia kary.

    cdn.
  • sorel.lina 31.01.19, 11:28
    A jak Pan ocenia wypowiedzi polityków PiS, w tym najbardziej skrajną premiera Morawieckiego, że – cytuję – „prezes pokazuje wielokrotnie w tej rozmowie konieczność transparentnego działania, w pełni uczciwego. Chcielibyśmy, żeby tak właśnie wyglądało życie gospodarcze w Polsce”.

    Dostrzegam tu spółdzielnię usług wzajemnych. Jak jesienią pan premier Morawiecki przegrywał sprawy o kłamstwo wyborcze, to pan Kaczyński mówił, że pan Morawiecki jest najuczciwszy. Kiedy pan Kaczyński jest podejrzewany, że naruszył kodeks karny, to pojawia się pan Morawiecki i mówi, że pan Kaczyński jest najuczciwszy.

    Jako prawnik jestem przyzwyczajony do tego, że człowiek posługuje się dowodami. Na podstawie godziny nagrania, czyli ułamka wiedzy o całej sprawie, pan Morawiecki przesądza – nie wiadomo na jakiej zasadzie, bo fakty są wymowne – o niewinności pana Kaczyńskiego. Słuchając premiera mogę tylko uśmiechnąć z politowaniem.

    /źródło: oko press/
  • sorel.lina 31.01.19, 11:33
    To była trudna rozmowa. Monika Olejnik próbowała przebić się przez zaporę tajemnicy adwokackiej, a Roman Giertych ważył słowa, by nie zaszkodzić swojemu klientowi. Ostatecznie mecenas zwrócił jednak uwagę na ważny szczegół, który wielu umknął recenzentom "taśm Kaczyńskiego".

    "Pisz na Berdyczów" to stare polskie powiedzenie, które oznacza w skrócie tyle, że jakiekolwiek pisanie prośby czy skargi nie ma żadnego sensu. Często bywa używane w sytuacjach, w których jedna osoba chce "spławić" drugą. Zdaniem Romana Giertycha, właśnie "pisaniem na Berdyczów" było odsyłanie Geralda Birgfellnera do sądu przez Jarosława Kaczyńskiego

    Mecenas zwrócił uwagę na to, w jakim momencie Kaczyński powiedział Birgfellnerowi, by ten dochodził swoich praw w sądzie.

    "Otóż ówczesna sytuacja polityczna była taka, że... PiS było bliskie przejęcia kontroli nad polskimi sądami. Gdyby "dobrej zmianie" się to udało, jakiekolwiek skargi austriackiego przedsiębiorcy na PiS lub Jarosława Kaczyńskiego mogłyby zostać zwyczajnie uznane za bezzasadne."

    Roman Giertych odciął się też od spekulacji, że podejmuje się jedynie spraw politycznych wymierzonych przeciwko PiS.
    – Poprzednio reprezentowałem rodzinę Donalda Tuska. Teraz rodzinę Jarosława Kaczyńskiego – stwierdził mecenas. Gerald Birgfellner jest zięciem kuzyna prezesa PiS.

    / na:temat/
  • sorel.lina 31.01.19, 11:41
    W dziś ujawnionej części nagrań usłyszeliśmy takie m.in. słowa J. Kaczyńskiego:

    "Najważniejsze, żeby przed wyborami do Polaków nie dotarła informacja, że partia rządząca buduje bizantyjskie wieżowce".
    I żeby nie pomyśleli "że ja jestem niezwykle zamożnym człowiekiem"

    To jeszcze nie wszystkie nagrania w tej sprawie. W przyszłym tygodniu mają być ujawnione następne. Poczekamy, zobaczymy.

  • sorel.lina 31.01.19, 12:15
    Prezes PiS 20 razy spotykał się w centrali partii z austriackim biznesmenem, który w imieniu spółki Srebrna zamierzał zbudować 190-metrowy wieżowiec. W jednej z rozmów brał udział Michał Krupiński, szef Pekao SA – banku, który miał kredytować całe przedsięwzięcie.

    Prezes PiS „nawet nie dbał o pozory sformalizowania biznesowych spotkań” i działał jako przedstawiciel spółki, choć zgodnie z obowiązującym prawem nie może jako poseł prowadzić działalności gospodarczej. W dodatku był tylko członkiem rady fundacji Instytut im. Lecha Kaczyńskiego, większościowego właściciela Srebrnej.
    „GW” dodaje, że w radzie są również Krzysztof Czabański, dziś szef Rady Mediów Narodowych, i ksiądz Rafał Sawicz. „Ich zaangażowania w budowę wież jednak nie widać” – podsumowują dziennikarze, zwracając uwagę, że Kaczyński jako niemalże jedyny występował w negocjacjach w roli przedstawiciela spółki i biznesmena.

    „Ustawa o partiach politycznych zakazuje partiom prowadzenia działalności gospodarczej. W zamian dostają one finansowanie z budżetu państwa. PiS otrzymuje około 20 milionów złotych rocznie. Takie rozwiązanie wprowadzono po to, żeby przeciwdziałać korupcji i budowie systemu oligarchicznego, w którym – jak w Rosji – polityka miesza się z biznesem” – wyjaśnia na łamach „Newsweeka” Renata Grochal.

    (...) posiadająca niewielkie udziały w spółce zaufana sekretarka prezesa, Barbara Skrzypek, podpisała Kaczyńskiemu pełnomocnictwo, by ten mógł „reprezentować ją na nadzwyczajnym zgromadzeniu wspólników spółki”. W ten sposób dała prezesowi PiS „wolną ręką w podejmowaniu decyzji”.

    Dalej gazeta pisze o spotkaniu, do którego miało dojść 21 marca ub. r. przy Nowogrodzkiej i w którym udział mieli wziąć Kaczyński, Birgfellner i Krupiński. „Chodzi o kredyt dla Srebrnej na budowę biurowca i dla spółek Birgfellnera na przygotowanie inwestycji” – czytamy.

    Birgfellner z Krupińskim widzieli się wcześniej, dokładnie 4 października i 14 grudnia 2017 r., a prócz tego wielokrotnie spotykali się z innymi przedstawicielami banku Pekao SA. „W efekcie Pekao zgadza się na udzielenie pożyczki pomostowej w sumie na 15,5 mln euro dwóm spółkom Birgfellnera: Nuneatonowi spółce komandytowej, i Nuneatonowi sp. z o.o. (ta ostatnia ma być potem przekształcona w Srebrną 2).

    Ostatecznie, do wypłaty nie doszło, ponieważ w lipcu ub. r. Kaczyński zdecydował o „zawieszeniu inwestycji z powodów politycznych|”. „Mówi też o tym na ujawnionym we wtorek przez »Wyborczą« nagraniu” – przypomina dziennik.

    We wtorek „GW” podała, że budowa wieżowców miała być sfinansowana z kredytu udzielonego przez bank Pekao SA w wysokości do 300 mln euro, czyli ok. 1,3 mld zł.

    Wtorkowa „Wyborcza” opublikowała stenogram nagrania rozmowy m.in. Kaczyńskiego z Birgfellnerem dotyczącej planów budowy w Warszawie dwóch wieżowców przez Srebrną. Ujawniona rozmowa odbyła się 27 lipca 2018 r. w siedzibie Prawa i Sprawiedliwości przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie.
  • sorel.lina 31.01.19, 12:52
    Warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną istotną rzecz..

    Otóż nieprawdą jest jakoby niesprzyjające PiS-owi władze miasta Warszawy odmówiły Instytutowi im. Lecha Kaczyńskiego zgody na wybudowanie wieżowca, w którym miał ów instytut mieć siedzibę.
    Instytut otrzymał zgodę, ale na budowę wieżowca nieprzekraczającego wysokości 30 metrów, czyli mniej więcej 10-cio piętrowca, bo na tyle pozwalały przepisy dotyczące budynków w tym akurat miejscu miasta
    Każda inna fundacja byłaby szczęśliwa mając za siedzibę taki dziesięciopiętrowiec w sercu stolicy, ale nie fundacja Kaczyńskiego!
    Kaczyńskiemu to nie wystarczało. On chciał wieży, a raczej dwóch wież K-towers, - bo przecież bliźniaków K. było dwóch - i to minimum 130 - metrowych! Dopiero takie kolosy zaspokoiłyby ambicje prezesa, dopiero takie wieże odpowiadałyby swoją wielkością wielkości braci: najlepszego prezydenta RP oraz prezesa - zbawcy i budowniczego Polski.
    Wreszcie - last but not least - w wieżowcach, oprócz pomieszczeń dla Instytutu im. L. Kaczyńskiego, miałyby znajdować się biura, hotel, restauracje, luksusowe apartamenty, które przynosiłyby swojemu właścicielowi, formalnie - fundacji, w rzeczywistości zaś partii Kaczyńskiego - ogromne dochody, które pozwoliłyby jej uniezależnić się od dotacji budżetowych, stanowiąc dla tej partii stałe olbrzymie źródło finansowania, przez co praktycznie wyeliminowałoby z gry konkurencyjne partie i czym zapewniłoby PiS-owi niepodzielną władzę w kraju na bardzo, bardzo długo. Przynajmniej dozgonnie dla prezesa.
  • sorel.lina 31.01.19, 13:31
    Taki appendix...

    http://i68.tinypic.com/fa9251.jpg

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka