Dodaj do ulubionych

Festina Fa(lente), a wałaściwie fallente

06.04.19, 13:32
https://memnews.pl/images/0/0/0/7/3/4/6/2/2qdcpv58.png

Odtrąbiono kolejny pisoni suckcess!
Suckcess to ujęcie parobka Szanownego Pana Prezydenta Wielkiej Rusi Dablju Dablju Putina oraz pisoniego prowokatora i agenta niejakiego falenty.
Wolska ZOMOPiS skoncentrowana na przesłuchiwaniu żydolewactwa i ściganiu/zastraszaniu nie zauważyła jak w/w spierdalał z Wolski gdzie pieprz rośnie, a właściwie gdzie rosną palmy, bo dojechał aż do Iberów, którzy otworzyli co dopiero wierzeje dla imigrantów. Zakotwiczenie w tym powoli islamizującym się, a i zlewacczałym kraju było taktycznym błędem. Wzorem Drzymały falenta winien wynająć markową brykę (np. wołgę pancerną) i tą też przemieszczać się dyskretnie pomiędzy Gibraltarem, okolicami Barcelony oraz Santiago di Compostella.
Albo też udać się w kierunku zachodnim i w lasach otaczających Fatimę czekać na niewątpliwe ułaskawienie przez ratlerka po wygranych (z pewnością) jesiennych wyborach przez pisonię.
Idiota sądził, iż macki popleczników (W.W.D + zbafca i jego przydupięta) ochronią go przed odsiadką (aż do niewątpliwego ułaskawienia przez psiaka) i z niebywałym zaskoczeniem przyjął dyskretne pukanie HISZPAŃSKIEJ (bo przecież nie wolskiej) policji, której DOBĘ zajęło ustalenie gdzie skurwysyn pisoni się ukrywa.
Fallenta (nazwisko zmienione na potrzeby określenia tego bytu) popadło w amok graniczący z obłędem - stanęło przy balustradzie grożąc aktem autoagresji w postaci skoku na główkę z wysokości - kto wie, czy nie w nadziei, iż tuż nad hiszpańskim brukiem pochwycą go (i naturalnie uniosą w kolejną siną dal) przysłane z odsieczą Cheruby zbafcy.
Rzut oka w kierunku ulicy (lub brak wiary w boskość JPZICH) zniweczył decyzję wstępną i tak bandzior zaliczył kajdanki i zapewne szybki transport do Wolski.

Podsumowując:

Ujęcie przestępcy - ruskiego agenta-prowokatora nie jest suckcesem ani brudzińskiego, ani zielińskiego, ani nikogo innego związanego z pisonami. Jest natomiast SUKCESEM NIEZALEŻNEGO SĄDU, który - wyciągając słuszny wniosek z robienia głupa z Suwerena przez ZOMOPiS - rozesłało za śmieciem EUROPEJSKI LIST GOŃCZY - poza wiedzą junty.
Edytor zaawansowany
  • wscieklyuklad 06.04.19, 13:44
    https://scontent.fwaw3-2.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/56553724_10214510574260508_2412851964774711296_n.jpg?_nc_cat=100&_nc_ht=scontent.fwaw3-2.fna&oh=a25bd55ddd87eeedfc894aa953783269&oe=5D442B10

    Durne toto, jak każdy pison i propison.
  • sorel.lina 14.04.19, 11:21
    Tu już nie ma wątpliwości: ktoś wstrzymywał poszukiwania Falenty

    Polska policja, która potrafi inwigilować uczestników manifestacji, pilnować dzień i noc pomnika smoleńskiego, wykazała się zadziwiającą biernością, gdy Marek Falenta uciekał za granicę.

    Dziennikarz Piotr Żytnicki rozmawiał z policjantami ze specjalnej grupy pościgowej tamtejszej komendy, którzy opowiedzieli, jak wyglądały poszukiwania głównego reżysera nagraniowego spisku z 2014 r.

    Okazuje się, że przez miesiąc nikt tak naprawdę Falenty nie szukał. Ciekawe wnioski przynosi analiza dat.

    Zastanawiające następstwo dat

    Policja, jak twierdzi, dopiero po sześciu dniach dostała wystawiony 1 lutego przez warszawski sąd okręgowy nakaz doprowadzenia Falenty do więzienia. Wtedy też, czyli po otrzymaniu nakazu 6 lutego, komenda w Konstancinie wysłała do domu Falenty policjantów, by ci zrealizowali sądowy nakaz. Ale jak wiadomo, jego już tam nie było. A nie było, bo dzień wcześniej trafił na oddział wewnętrzny bytomskiego szpitala. Zastanawiające następstwo dat.

    Pytania pogrążają organy ścigania

    Ale dlaczego pojechał aż do Bytomia i to na oddział wewnętrzny, a nie psychiatryczny, skoro do tej pory skarżył się na problemy tej natury? Dlaczego akurat 5 lutego, czyli dzień przed tym, jak policja miała po niego przyjechać? Dlaczego szpital, choć o sprawie zaczęło być już głośno, nie powiadomił policji? Pytań rodzi się mnóstwo, każde kolejne bardziej pogrążające tzw. organa ścigania. Łącznie z tym, jak to się stało, że policja, która twierdziła, że sprawdziła szpitale, nie wiedziała, że przez ponad tydzień był w Bytomiu?


    Przypomnijmy – Marek Falenta wychodzi ze szpitala 13 lutego, a więc niemal dwa tygodnie po tym, jak ma się stawić w więzieniu. Przez nikogo nie niepokojony. I wyjeżdża za granicę. Również nie niepokojony.

    cdn.
  • sorel.lina 14.04.19, 11:27
    Policja reaguje dopiero na ponaglenia

    Anemiczne działania policji irytują warszawski sąd okręgowy, który nie może się doczekać od niej żadnych informacji. Konkretnie – jak tłumaczył POLITYCE sąd –„informacji od policji dotyczących zleconych czynności”. Dlatego 21 lutego wysłał ponaglenie. 26 lutego posłowie PO Cezary Tomczyk i Paweł Olszewski wystąpili w Sejmie do szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego z wnioskiem o objęcie sprawy poszukiwań osobistym nadzorem.

    Dopiero wtedy policja zareagowała i dzień później poprosiła o wystawienie listu gończego, co sąd zatwierdził kolejnego dnia. Był 28 lutego, miesiąc od dnia, w którym Falenta powinien stawić się w więzieniu.
    Falenta poszukiwany od marca. „Miał nad nami miesiąc przewagi”

    Formalne poszukiwania rozpoczynają się 1 marca. Ale znów anemiczne, bo tylko na terenie kraju, choć już wtedy było niemal pewne, że Falenta jest już za granicą. Czas płynie. Jak wynika z relacji „Gazety Wyborczej”, na serio policja rusza do akcji dopiero 19 marca. Wtedy o ucieczce Falenty mówią już wszystkie media, a dociskany do ściany szef MSWiA Joachim Brudziński codziennie na Twitterze musi odpowiadać na jedno pytanie: kiedy policja go znajdzie? Tego dnia – jak pisze GW – komendant główny „włącza do poszukiwań grupę pościgową z wielkopolskiej komendy, która ma sukcesy w łapaniu ukrywających się przestępców. Policjanci z Poznania i Warszawy tworzą wspólnie specjalną grupę do złapania Falenty”. Opóźnienie ma jednak konkretne konsekwencje.

    Czy ktoś z MSWiA lub policji specjalnie zwlekał z poszukiwaniami Falenty?

    Dziennikarz przywołuje wypowiedź jednego z policjantów, która de facto kompromituje jego formację, a przede wszystkich jej szefów. Funkcjonariusz przyznał, że Falenta „miał nad nami ponad miesiąc przewagi”. Co to konkretnie oznaczało? „Nagrania z kamer monitoringu, po które moglibyśmy sięgnąć, w większości już przepadły, zostały skasowane” – stwierdził mundurowy. Miesiąc przewagi i skasowane nagrania z monitoringu. Wygląda na to, jakby ktoś z MSWiA lub policji specjalnie zwlekał z wydaniem polecenia wszczęcia poszukiwań, by ułatwić zadanie uciekinierowi. Ktoś doskonale sobie zdawał sprawę, jak sprawnych śledczych ma polska policja i co znaczy pozwolić im działać. 1 kwietnia, czyli niespełna dwa tygodnie po utworzeniu przez komendanta głównego specgrupy, policjanci we współpracy z hiszpańskimi kolegami ustalili miejsce pobytu Marka Falenty. 4 kwietnia byli już w pobliżu jego kryjówki, następnego dnia Falenta został zatrzymany, o czym osobiście poinformował minister Brudziński.

    Sukces policji? Nie, sukces policjantów

    Ale ta akcja nie była sukcesem policji. Jeśli już, była sukcesem policjantów z Poznania i Warszawy, którzy gdy pozwolono im działać, szybko i sprawnie wykonali swoją robotę.

    Gdyby nadzorcy policji pozwolili im na to wcześniej, gdyby wykazali się podobną skrupulatnością w stosunku do Falenty jak do rolkarzy spod pomnika smoleńskiego na placu Piłsudskiego lub aktywisty, który założył koszulkę z napisem „Konstytucja” na pomnik Lecha Kaczyńskiego, od ponad dwóch miesięcy Marek Falenta odsiadywałby już karę 2,5 roku więzienia za udział w aferze podsłuchowej.

    Brudziński „odwołał się do zagranicy”

    Tymczasem przebywa w hiszpańskim areszcie ekstradycyjnym, w którym może jeszcze przesiedzieć nawet trzy miesiące, bo sąd ma 100 dni na podjęcie decyzji w jego sprawie. Polityczną odpowiedzialność za to ponosi minister Joachim Brudziński, służbową – komendant główny Jarosław Szymczyk. O finansowej też warto pamiętać – akcja pochłonęła pewnie z kilkadziesiąt tysięcy złotych. Czyli tyle, ile dobrej klasy radiowóz, których podobno tak bardzo policji brakuje.

    Można by tę sytuację zgryźliwie skomentować, że minister Brudziński zrobił to, za co on i jego formacja potępiali działaczy opozycji – w polskiej sprawie odwołał się „do zagranicy”. Tylko że nie chodzi tu o zgryźliwości. Chodzi o największy w cywilizowanym świecie, do dziś niewyjaśniony podsłuchowy spisek wymierzony w rząd demokratycznego kraju. Chodzi o człowieka, który za tym stał i do dziś nie poniósł odpowiedzialności. Wszystko to obciąża także rząd PiS. Z każdym dniem coraz bardziej.

    źródło: POLITYKA

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka