Dodaj do ulubionych

Z perspektywy męża nauczycielki

15.04.19, 10:12

Wklejam za pozwoleniem autora. Życie z perspektywy męża nauczycielki :

Napiszę sobie list, może do wszystkich, może do nikogo. Napiszę o kabarecie jakim jest szkoła. Jako mąż, syn i zięć nauczycielek uważam, że mam do tego prawo. Świadomie nie poruszę tutaj kwestii wynagrodzeń. To ja od 19 lat utrzymuję swoją rodzinę, pracując na dwa, czasem prawie 3 etaty. W czasach gdy żona nie pracowała, miałem na utrzymaniu żonę, dwójkę dzieci i psa, dzisiaj mam na utrzymaniu nauczycielkę, dwoje dzieci i psa, a dodatkowo partycypuję w kosztach edukacji czyichś dzieci. Chcę żeby moja żona pracowała od 7 do 15, żeby jej pracodawca stworzył jej w szkole wyposażone stanowisko pracy i zapewnił wszystkie niezbędne narzędzia i materiały do wykonywania pracy, z ubiorem służbowym włącznie. Praca w mundurku nie hańbi, wiem coś o tym. W czasie pracy moja żona ma wykonać wszystkie czynności, które posiada w zakresie swoich obowiązków (uczenie dzieci, udział w wywiadówkach, radach pedagogicznych, komisjach socjalnych), niech sprawdzi sobie sprawdziany, przygotuje gazetki szkolne, dekoracje na teatrzyki i przygotuje się do lekcji. Na udział w wycieczkach szkolnych nie wyrażam zgody, gdyż nie życzę sobie aby moja żona brała na siebie odpowiedzialność za zdrowie i życie czyichś dzieci, bo jak nie daj Boże coś się stanie grozi jej za to odpowiedzialność karna i finansowa, a to negatywnie odbije się na życiu naszej rodziny. Nie wyrażam zgody na dalsze wykorzystywanie przez szkołę mojej prywatnej przestrzeni życiowej poprzez zajęcie półek i szuflad w moich prywatnych meblach. Mam dość korzystania przez szkołę z mojej prywatnej drukarki, zwłaszcza, że to ja w pełni ponoszę koszty jej utrzymania, a tuszu idzie jak w małej agencji reklamowej. Zabraniam wykorzystywania prywatnego laptopa do celów służbowych. To samo dotyczy telefonu. Do dziś zastanawiam się po co mi w domu laminarka. Informuję, że nie będę zaopatrywał mojej żony w długopisy, zeszyty, wycinanki, naklejki, kleje i inne wszelkiej maści materiały biurowe. Nie będę również opłacał żonie dostępu do portali nauczycielskich a także finansował jej szkoleń. Za moje w 100 procentach płaci mój pracodawca, z uwzględnieniem dojazdu, zakwaterowania i wyżywienia. Nie będę więcej zdobywał od znajomych i przywoził z targów materiałów reklamowych typu kubki, breloczki, smycze czy inne długopisy. Narzędzia do wykonywania pracy powinien zapewnić pracodawca. Wiem, wiem może zmienić pracę. Owszem proponowałem, namawiałem, były jakieś pomysły. Niestety wiem, ze moja żona nie była by wtedy szczęśliwa. Wciąż cieszy się sukcesami „swoich” dzieci, tymi dużymi i tymi małymi. Pełne skrzywienie zawodowe. Nawet na zwykłych zakupach słyszę: „Weźmy te jogurty, są w takich fajnych słoiczkach, zrobię z nich z dziećmi stroiki na święta”. I nie kupujcie żonie kwiatów z okazji dnia nauczyciela i końca roku skoro jest to dla was takie uwłaczające. Stać mnie jeszcze i na to pomimo poniesionych powyżej kosztów. Kupuję często, bez powodu, bo lubię jak świeże kwiaty stoją na stole w salonie.
Co do samego strajku. Strajk, żeby był skuteczny musi być uciążliwy, lekarze nie leczą, pracownicy przerywają produkcję. Rolnicy i górnicy przy okazji spalą pół Warszawy. Nie wszyscy mogą zorganizować strajk, który uderzy bezpośrednio w rząd i nie wpłynie negatywnie na funkcjonowanie społeczeństwa. To udało się tylko służbom mundurowym, a w zasadzie Policji. Martwicie się o los dzieci, wziętych na zakładników przez terrorystów nauczycieli, a nie dostrzegacie, że te same dzieci zapłacą za wszystkie programy +, które tak chętnie wszyscy przygarniają. Moje dzieci też w tym roku piszą egzaminy, jedno maturę drugie gimnazjalny.
PS. Można udostępniać, przesyłać, wystrzeliwać w kosmos. Komentarze, zarówno pozytywne jak i negatywne, które w rażący sposób będą naruszały zasady poprawnej polszczyzny, będą kasowane. Osoby, którym przeczytanie tego tekstu zajmie więcej niż 3-4 minuty proszone są o powstrzymanie się od komentowania. Tyle. Lecę do pracy bo się samo nie zarobi.

--
http://i47.tinypic.com/2wqaekm.gif
Edytor zaawansowany
  • 1zorro-bis 15.04.19, 11:58
    big_grinbig_grinbig_grin

    --
    A takie sobie cusik....big_grin
    www.youtube.com/watch?v=ZdiBcbVHlxY
  • sorel.lina 15.04.19, 12:07
    Zanim skomentuję.

    Uchwała Prezydium ZG ZNP z 12.04.2019 ws. kontynuowania strajku

    Prezydium ZG ZNP postanawia:

    • Kontynuować strajk prowadzony w ramach sporu zbiorowego, który został zainicjowany 10 stycznia br.

    • Wystąpić do premiera z wnioskiem o natychmiastowe podjęcie rozmów z ZNP z udziałem zewnętrznego mediatora.

    #StrajkNauczycieli
    #WspieramNauczycieli
  • sorel.lina 15.04.19, 12:19
    Ot, taki drobiazg dla kontrastu

    http://i65.tinypic.com/soln9z.jpg

    Najnowsze wyliczenia sugerują, że pod wodzą premiera Mateusza Morawieckiego, polski rząd przeznaczył 42 miliony złotych na nagrody dla urzędników pracujących w ministerstwach. Ponad połowę z tej kwoty otrzymało Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

    Hojność PiS-u po raz kolejny została uwidoczniona. Inaczej niż w przypadku poprzednich wyliczeń, nagrody pieniężne powędrowały również na konta urzędników pracujących w poszczególnych resortach, a nie tylko do samych ministrów. Kwotę 42 milionów złotych otrzymali w zamian za szczególne osiągnięcia, terminowość w wykonaniu zadań i realizację trudnych działań.

    23 miliony złotych, czyli ponad połowa z całej kwoty trafił na konto Ministerstwa Spraw Zagranicznych, prowadzonego przez Jacka Czaputowicza. 85% zatrudnionych w tym resorcie otrzymało nagrody w średniej wysokości 7,3 tys. zł. 6,3 miliona złotych powędrowało do kierowanego przez Jana Ardanowskiego resortu rolnictwa, do Ministerstwa Cyfryzacji pod wodzą Marka Zagórskiego 3,85 miliona złotych, zaś do Ministerstwa Edukacji z Anną Zalewską na czele – 1,4 miliona złotych.

    W 2017 roku PiS również wypłacił spore sumy pieniędzy w ramach nagród. Wówczas do rozdysponowania dla ministerialnych urzędników było aż 117 milionów złotych, a największą wówczas sumę otrzymał resort finansów, kierowany wtedy przez Mateusza Morawieckiego – 38,5 miliona złotych.

    Od 2017 roku nagrody wypłacane są urzędników poszczególnych ministerstw, a nie ich szefom. Spowodowane jest to aferą sprzed dwóch lat, kiedy ówczesna premier, Beata Szydło zgodziła się na wypłatę wielomilionowych nagród dla ministrów, a także siebie samej. W 2016 roku kwota ta wynosiła 1,46 miliona złotych, zaś rok wcześniej – 918 tys. zł.

    /źródło: SHAREINFO.pl/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.