Dodaj do ulubionych

Na przyszłość.

30.05.19, 15:55
Przecież przed nami kolejne wybory...
Z netu, z nieznanego mi dotąd bloga, wpisy autorstwa mądrego internauty.
Wpisy na takim poziomie należy udostępniać szerszej publiczności.
Wyrazy szacunku dla przemyśleń Autora.

Nazwa bloga:
Palcami po brzytwie
"...22 maja o 15:23 ·

Wybór i zmiana

Wiele lat powtarzałem sobie, że mój głos nie ma znaczenia wobec mechanizmów, które działają w międzynarodowej polityce, że nie moja opinia nie robi żadnego wrażenia na światowej gospodarce, zarządzanej mocą pieniądza i wolą wielkich koncernów.
Ale odkryłem, że prawdę pisał Edmund Burke, wskazując, że aby zło zwyciężyło, ludzie dobrej woli powinni nic nie robić. Demokracja pozwala nam wpływać na skład parlamentów, które mają nas reprezentować. Proces wyborczy daje mandat do sprawowania władzy parlamentarzystom, radnym, wójtom, sołtysom, burmistrzom, starostom, marszałkom i prezydentom.
Ludzie, którzy teraz, wiosną 2019 roku sprawują władzę w Polsce, to grupa, która pod pozorem dbania o Naród, dba tylko o siebie. Może czas, aby Polska wyrosła ponad poziom demokracji demoludów, gdzie pyskówka na poziomie knajpy uchodzi za publiczą dyskusję. Powiedzmy dosyć ludziom, którzy krzycząc o obronie wiary i ojczyzny bronią tylko swoich podejrzanych interesów oraz ochraniają zbrodniarzy w sutannach, winnych krzywdy tych najbardziej bezbronnych.
Zamieńmy gniew i chęć gwałtownego odwetu na pierwszy krok. Zamiast wymieniać obelgi z tymi, dla których tylko Radio Noszące Imię Semitki mówi prawdę, odbierzmy władzę tym, którzy obniżyli poziom dyskusji o Polsce do najgłębszego dna. Używając głosu – tego jednego na razie – zacznijmy zmianę.
Nie dajmy się im zamknąć w ich sposobie dyskusji.
Użyjmy demokracji.
To trochę nieporęczne narzędzie. Zaniedbane. Ale jest w zasięgu ręki.
Kiedy fałszywi ludzie zobaczą, że coś się dla nich kończy, zaczną wpadać w panikę i kąsać siebie nawzajem. I będziemy mogli robić kolejne kroki. Bo utrata władzy politycznej to także utrata wpływu na prokuraturę i organy ścigania. I skończą się aresztowania za tęczę, a dandysi w sutannach otrzymają rachunek od społeczeństwa i opuszczą swoje pałace.
Nie nastąpi to szybko, i będzie wymagało kolejnych wyborów. I udziału w tych wyborach.
Może niedaleko od ciebie mieszka bibliotekarz, któremu zabrano karierę naukową na uniwersytecie. Odważył się głośno mówić, że kraje, w których istnieje wolność sądów i jest publiczne przyzwolenie dla homoseksulaności, wcale nie upadają? Ba, mają nadwyżkę budżetową – coś niewyobrażalnego, gdy zabiera się nasze emerytury na kolejne wyborcze obietnice. Ale mówienie takich rzeczy jest bardzo niepolskie. A w bibliotece należy być cicho.
Może reklamę pobliskiego baru rysuje kredą na tablicy ktoś, kto narysował kiedyś i opublikował w magazynie o nakładzie stu egzemplarzy karykaturę Galilejczyka wypędzającego księży z świątyni, niczym przekupniów… i skończył w ten sposób karierę artysty i nauczyciela w miejscowym liceum. Reklama stanie potem na chodniku. Będzie zachęcać.
Może ten chłopak, który idąc do pracy przy opróżnianiau śmietników ogląda się zawsze nerwowo, i nigdy nie wspomina swojego dzieciństwa, musiał patrzeć jak jego rodzina cierpi opluwana przez sąsiadów, gdy odważyli się głośno mówić o krzywdzie, której jego siostra zaznała od głoszących katechezę o miłości? Od dziesięciu lat nie był w rodzinnej miejscowości, nie pojechał nawet odebrać świadectwa z podstawówki, nie chce tam wracać.
Może w kantorze sprzedającym euro i dolary siedzi była księgowa z państwowej firmy, która odważyła się zapytać, dlaczego fundusz reprezentacyjny prezesa („namaszczonego” przez wybranych w głosowaniu powszechnym i wolnym) przekroczył wartość połowy długu zakładu?
Nie mogłeś im pomóc, prawda? Nie mogłaś temu zapobiec, nieprawdaż? To się już zdarzyło.
I może zdarzyć się ponownie. Przekonani o bezkarności będą nadal krzywdzić. I kiedyś to nie będzie ktoś nieznajomy.
Kiedyś to będziesz ty.
Kiedyś to będą twoje dzieci, żyjące w kraju zniszczonym przez pięćsetplusowy socjalizm, bojąc się podnieść rękę na Panów I Satrapów.
Mój głos nie ma znaczenia. Jest jeden.
Nasze głosy mają znaczenie. Jest ich wiele.
Zmiany zaczynają się od znalezienia odwagi.
Odwagi, aby wyjść z domu, i wrzucić głos do urny. ..."
--
http://i43.tinypic.com/2ahbjuw.jpg
Edytor zaawansowany
  • 1agfa 30.05.19, 16:05
    I dalej, z ukłonami dla Autora:

    Palcami po brzytwie
    16 godz. ·

    "...Dysydenckie marudzenie

    Radzieckiego historyka Roja Miedwiediewa zapytano kiedyś, dlaczego nie wyjedzie z Związku Radzieckiego na Zachód, aby tam – w warunkach pełnej swobody – publikować. Roj odpowiadał, że gdzie ma prowadzić swoją pracę – a był historykiem i publicystą – jak nie tam, gdzie ma dostęp do źródeł, gdzie (w drugim obiegu) krążyły jego pisma, gdzie byli ludzie radzieccy, którym to, co pisał, było potrzebne bardziej niż ludziom zachodnim.

    Było takich więcej. Literaci, dziennikarze, naukowcy (sam Roj Miedwiediew miał tytuł profesora Akademii Nauk Pedagogicznych ZSRR) – wszystkich popularnie nazywano dysydentami. Wyrzucani z pracy, nachodzeni przez organa ścigania, nierzadko aresztowani i równie nierzadko „leczeni” w szpitalach psychiatrycznych, internowani, i zmuszani do emigracji.
    Nie tylko Kraj Rad miał swoich niespokojnych, i nie tylko intelektualistów. W Polsce międzywojennej członkowie partii lewicowych zwiedzali zakłady penitencjarne, a w tej „Ludowej”, można było za grzech niesocjalistycznego myślenia także podziwiać zdobycze jedynego słusznego systemu zza krat.
    Lub wyjechać.

    Trzecia zasada dynamiki Newtona (tak, tego noszącego semickie imię) – jest akcja, jest reakcja. Jest wolność, będzie chęć jej utrzymania. Jest ucisk, będzie protest. Jest łamanie zasad demokracji i odbieranie praw – będą dysydenci. Jest dyktatura – będzie ruch oporu.

    W wychowaniu dzieci nie ma miejsca na „wyjątek”. Jednorazowe ustępstwo nie istnieje – raz dokonane staje się przywilejem nienaruszalnym. A człowiek obdarowany wolnością głoszenia poglądów i kształtowania swojej przyszłości jako obywatel nie odda tego łatwo.
    I staje się przed wyborem. Czy jak Wieszcz, nad Sekwaną. Czy nad Niemnem. Pisać ku pokrzepieniu u podstaw, trylogizując, epopeizując, lub ucząc abecadła w wiejskiej szkole.

    Ja mogę zawsze sobie powiedzieć – znam płynnie język Szekspira, mam już całkiem dobre doświadczenie zawodowe, coś sobie znajdę na Zachodzie. Po prostu.
    Ale to oznacza, że tylko okazyjnie będę widywał zielony park w Łańcucie; wąskie, odrapane uliczki na Kazimierzu; mgłę nad Bieszczadami; „Czeską Gospodę” i inne puby i piwiarnie na rzeszowskim rynku. Brukowane ulice małych śląskich miasteczek. Zakurzone, pełne skarbów antykwariaty. Szkoły i uczelnie – te nowoczesne, i te straszące cegłą spod odpadającej farby.

    No, i że się poddałem.
    Że zostawię za sobą coś ważnego.
    A ja sentymentalny jestem.

    Psychologia opisuje proces dokładnie: wyparcie, gniew, targowanie się, depresja, akceptacja. Wyparcie wyników pierwszych od dziewięciu lat wyborów, w których wziąłem udział zakończyło się po oficjalnym ogłoszeniu rezultatów. Gniew nie dał się łatwo stłumić, spędziłem sporo czasu komentując co bardziej rozpaczliwe memy zalewające internet w nowym tygodniu. Targowanie się trwało dłużej – efekty widać powyżej, w Sekwanach, Niemnach, i innych dysydenckich rzekach.
    A teraz nadszedł czas na depresję – przyjechał sentymentalizm i wąskie uliczki Kazimierza, i zastanawianie się o co chodzi w tej Polsce.
    I książka Roja Miedwiewa „Ludzie Stalina”. Z wstępem autora i odpowiedzią na pytanie – dlaczego nie uciec?

    Ucieczka to forma depresji. Ale po depresji jest jeszcze akceptacja porażki. To akceptacja zamyka proces, jest ostatnim akapitem rozdziału.
    Potem następuje kolejny rozdział. Trzeba go napisać samemu. ..."

    Palcami po brzytwie
    --
    Nie może być tak, że władza raz do roku obchodzi święto Konstytucji, a na co dzień Konstytucję obchodzi. DT
  • 1agfa 30.05.19, 16:23
    I jeszcze:

    Palcami po brzytwie
    "...17 maja o 09:18 ·

    Gdzie kończy się strach

    Władza należy się tym, o których my uważamy, że się im należy. My na to pozwalamy. My legitymizujemy działanie państwa, w którym żyjemy. Pozwalamy instytucjom skarbowym pobierać podatki i opłacać z nich działanie państwa. Państwa, które ma nam zapewnić bezpieczne życie, zabezpieczyć podstawy egzystencji, ramy działania gospodarki oraz wszelkie inne przepisy i zasady, które państwo, jako twór polityczny, nam zapewni.
    Zamieniamy w ten sposób część naszej wolności na bezpieczeństwo i zabezpieczenie naszego bytu. Pozwalamy policjantom i organom ścigania bronić nas przed przestępczością. Pozwalamy administracji regulować działanie przedsiębiorstw, nadzorować bezpieczeństwo pracy, a sądom rozstrzygać konflikty, sądzić przestępców i nadzorować ich resocjalizację.
    Wierzymy tym instytucjom i ludziom, którzy w nich pracują.

    Co mogę zrobić?
    Możesz wiele. Ale żeby coś zrobić… musisz coś zrobić.
    Jeśli jesteś policjantem i otrzymasz polecenie, które w twojej ocenie jest niezgodne z prawem, powinieneś odmówić. Jeżeli jesteś wojskowym, i otrzymasz polecenie, które według ciebie splami mundur, który nosisz, powinieneś odmówić. Jeżeli jesteś prokuratorem, i otrzymasz polecenie, aby prowadzić dochodzenie, które jest wyraźnie motywowane politycznie, odmów. Istnieją mechanizmy i procedury, które na to pozwalają.
    Tak, to oznacza możliwość utraty pracy. Odwetu – tak bezprawnego, ale on nastąpi. Ostracyzmu. Publicznych pomówień. Ale to wy jesteście osobami, na których opiera się funkcjonowanie państwa, to wy stanowicie element wykonawczy prawa, wy jesteście państwem dla obywateli.
    A ludzie, którzy chcą was nakłonić albo do złamania prawa, albo zaniechania obrony krzywdzonych, są tylko politykami. I mają od was tyle władzy, na ile im pozwolicie – i tyle będą mogli łamać prawo, na ile im pozwolicie.
    Bo milczenie jest przyzwoleniem. A przyzwolenie to współudział. Strach, który powstrzymał nas od działania, oznacza krzywdę kogoś, kogo nie zdecydowaliśmy się bronić. W filmie „Ameryka, Ameryka” główny bohater – Grek mieszkający w Turcji – jest świadkiem mordów popełnianych na Ormianach. I obojętność swoich krewnych komentuje zdaniem „Greków będą mordować w następne święta”.

    Boisz się zostania nazwanym donosicielem? Skrzywdzone dziecko będzie do końca życia bało się krzywdy. I nie uwierzy w żadną sprawiedliwość, w żadne zasady, żadne prawo. I może samo zacznie je łamać – skoro mu udowodniono, że prawo jest pustą literą, a zbrodnia nie spotka się z karą, nie uwierzy w nic. I może kiedyś ścieżka skrzywdzonego dziecka przetnie się z twoją ścieżką. Bo pozwoliłeś krzywdzić.
    Czy staniesz w obronie osoby, którą publicznie zaszczuto? Bo odważyła się zgłosić na policję krzywdę wyrządzoną swojemu dziecku przez kogoś, kto należy do „nietykalnej” organizacji oficjalnie głoszącej miłość bliźniego? Czy przestraszysz się „co inni powiedzą”? Ci, których skrzywdzono i nie wysłuchano do końca życia będą żyć w strachu.

    W państwie demokratycznym – jakkolwiek naiwnie to słowo nie zaczyna ostatnio brzmieć – politycy są naszymi reprezentantami. Teoretycznie wymienialnymi w drodze wyborów. I sprawują władzę w naszym imieniu. I często zupełnie nie tak, jakbyśmy chcieli. Największa wada demokracji – tworzą ją ludzie.
    Ale największą zaletą demokracji jest to, że… tworzą ją ludzie. Wy. My. Ludzie sprawujący funkcje i stanowiska. I tacy bez funkcji i stanowisk. Głos mamy nie tylko podczas wyborów. Decyzje podejmujemy nie tylko przy urnie.
    Decyzje podejmujemy codziennie.

    To dotyczy także ciebie. Że tym razem skrzywdzono kogoś innego? Skoro skrzywdzono kogoś innego, to jutro skrzywdzą ciebie lub osobę ci bliską. Bo właśnie pozwoliłeś im bezkarnie krzywdzić. I wiedzą, że się boisz.

    „Pośród ciemności i manipulacji
    Pod presją ciągłej indoktrynacji
    Jest taka zasada, nie każdy ją zna…
    Wolność zaczyna się tam, gdzie kończy się strach.” ..."

    Udostępniam, nie mając możliwości udostępniania na Facebook.
    Udostępniam na moim Podwórku, z szacunkiem dla Autora.
    Są jeszcze inne posty, warte zauważenia, przeczytania, przemyślenia.

    Palcami po brzytwie
    --
    Trzeba czynić wszystko, by Polska była tym, czym jest dziś Turcja. O niej mówi się, że to poważne państwo.(...) Ten rodzaj wielkości jest do zdobycia. To wymaga najpierw zmiany władzy, a potem przebudowy polskich elit. I to we wszystkich dziedzinach. JK

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.